Ciekawostki

sobota, 13 czerwca 2015

Trzeba przyznać ze Anglicy mają świetne pomysły jak urozmaicić nudne życie w wielkim mieście. Hitem tej wiosny były figurki Baranka Shaun porozstawiane po centralnym Londynie. Od 28 Marca do 31 Maja można było biegać po ulicach Londynu szukając Baranka Shaun, było 50 figurek a każda była inna bo wykonana przez innego artystę, projektanta czy znaną osobistość, każda miała swój specyficzny wygląd, lub reprezentowała specyficzną idea, itp. Mieliśmy świetną zabawę biegając z mapą i szukając kolejnego modelu. Szkoda że tak krótko były w Londynie ale teraz od 6 Lipca do 31 Sierpnia będzie 70 figurek do szukania po Bristolu. Potem między 12 a 20 Września zebrane zostaną wszystkie w Bristolu a od 24 do 27 Września będą znów wszystkie razem na specjalnym spędzie baranim w Covent Garden.  Więc jak w tym czasie będziecie w tych okolicach to warto wpaść na ten wypas.

Baranki zostaną wystawione a aukcję a zebrane w ten sposób fundusze zasilą konta dwóch fundacji The Grand Appeal (dla szpitala dziecięcego w Bristolu) i Wallace and Gromit’s Children’s Charity która to wspiera dziecięce szpitale i hospicja w całym UK. Cel zbożny a na ich stronie można sobie kupić maskotki itp, wpłacić pieniądze i zakupić aplikację na telefon do szukania Baranków ( teraz już tylko w Bristolu).  

Oto nasze znalezione Baranki Shaun

 

Jingtai (Simon Farrell) w Chinatown



Mossy Bottom (Sylvia Bull) na Leicester Square

Wooly Jumbo ( Joseph Dunmore) też na Leicester Square

The Gruffalo Shaun (Axel Scheffler) w drodze na Piccadily.

Me LLamo Shaun (Edgar Orlaineta) przy The Mall koło budynku British Council

Na placu Trafalgar jak przystało był Nelson ( Benjamin Cox i Vojtech Dvorak )

Br-ewe-nel (Brunel University) stał pod Tate Modern



To Sheep Perchance to Dream czyli Shakespeare's Shaun (one red shoe) stał przy The Globe (teatrze Shakespeare'a)



Out of This World (Josh i Aimee Wiliams)  stał przy centrum informacji przy Katedrze św. Pawła

Baa-roque (Sadie Butler) stał pod Katerdrą św. Pawła

Literary Lamb (PJ Crook) zaraz nieopodal na Paternoster Square

Hamish (Ros Franklin) prosto ze Szkocji buszował też na Paternoster Square

pod drugiej stronie katedry był Chelsea-Pen-Shaun-Er (The Chelsea Pensioners)

A Capital View ( Laura Cramer) stał niedaleko też przy Katedrze



Sheep Shape e Bristol Fashion (Gavin Strange) zdaje się zapraszać do Bristolu ....

Niestety nie udało nam się wszystkich odnaleść, nie bardzo mieliśmy na to czas, mało dni wolnych razem, ale zabawa była przednia więc jak mieszkacie w Bristolu, lub się tam wybieracie to polecam takie szukanie Baranka. 

 





poniedziałek, 10 listopada 2014

 

 

O 11-tym Listopada i obchodach Niedzieli Pamięci (Remembrance Sunday) już pisałam, ale ten rok jest specyficzny, bowiem mamy setną rocznicę wybuchu Wielkiej Wojny (dziś nazywamy ją Pierwszą Wojną Światową), więc i obchody są szczególne.


W fosie Londyńskiej Twierdzy (Tower of London) dnia 5 Sierpnia 2014 roku rozpoczęto montowanie instalacji artystycznej upamiętniającej setną rocznicę przystąpienie Zjednoczonego Królestwa do Wielkiej Wojny. Gdy wsadzono pierwszego krwistoczerwonego ceramicznego maka w ziemię, nikt zapewne nie spodziewał się, jaki niesamowity efekt zostanie osiągnięty w taki wydawałoby się prosty sposób. Inspiracją do takiego upamiętnienia tej rocznicy był testament żołnierza z Derbyshire, który wstąpił do armii na ochotnika na początku wojny i zginął w czasie walk na terenie obecnej Belgii.


„Blood Swept Lands and Seas of Red” zostały motywem przewodnim tego hołdu, wiersz jest piękny, a ostatnie słowa jego autora po prostu wyciskają człowiekowi łzy z oczu. Żołnierz pisał list to rodziny, widział śmierć swoich kolegów, ziemia spłynęła krwią, morze krwi na około, był w samym centrum piekła na ziemi tak daleko od wszystkiego, co kochał, i kończy swój list- wiersz słowami o tym, że nadchodzi jego czas pójścia do ataku i ma świadomość, że może nie wrócić, prosi żonę, aby ucałowała jego synów.

The blood swept lands and seas of red,
Where angels dare to tread.
As God cried a tear of pain as the angels fell,
Again and again.

 As the tears of mine fell to the ground
To sleep with the flowers of red

As any be dead
My children see and work through fields of my
Own with corn and wheat,
Blessed by love so far from pain of my resting
Fields so far from my love.

 It be time to put my hand up and end this pain
Of living hell. to see the people around me
Fall someone angel as the mist falls around
And the rain so thick with black thunder I hear
Over the clouds, to sleep forever and kiss

The flower of my people gone before time
To sleep and cry no more
I put my hand up and see the land of red,
This is my time to go over,
I may not come back
So sleep, kiss the boys for me



Wersy “the flower of my people” to kolejne element stojący za inspiracją do tego obecnego hołdu poległym. Nie ma w tym wierszu wspomnienia o makach (poppies), ale to właśnie maki stały się symbolem pamięci ofiary żołnierskiej. Dlatego na parę tygodni przed 11 Listopada dosłownie wszędzie na ulicach, dworcach, atrakcjach turystycznych „sprzedają” takie czerwone maki. Inspiracją do przyjęcia tego niepozornego kwiatka był inny poemat kanadyjskiego lekarza podpułkownika Johna McCrea. Brał on udział w bitwie o Ypres w Belgii, w której Niemcy po raz pierwszy użyli gazu trującego (kwiecień 1915 roku ). W listach do rodziny opisał ten czas, jako prawdziwy koszmar, wielu zabitych i rannych, w tym jego przyjaciel A. Helmer. W czasie pogrzebu (maj 1915) zauważył on, że maki najszybciej wyrastały na grobach poległych żołnierzy. Następnego dnia siedząc na tyle ambulansu skomponował wiersz „ In Flanders Fields” (Na Polach Flandrii)

“In Flanders fields the poppies blow
Between the crosses, row on row,…”


W 1918 roku inna poetka amerykańska napisała wiersz zainspirowany poematem McCraego i przysięgła, że aby upamiętnić żołnierskie poświęcenie będzie nosić czerwony mak. W tym samym roku pojawiła się z jedwabnym makiem przypiętym do płaszcza na konferencji YWCA (Young Women’s Christian Association), tu spotkała francuską aktywistkę Annę E. Guerin, którą ta idea zafascynowała i wykreowała ona obecny wizerunek maku. W 1921 roku wysłała swoich makowych sprzedawców do Londynu i tak trafiły one przed oczy marszałka D. Haiga współtwórcy Royal British Legion, poparł on tę inicjatywę i wkrótce sprzedawcy maków pojawili się w całym Brytyjskim Imperium.

I dlatego właśnie mak wybrano na główny element hołdu poległym w Londyńskiej Twierdzy.


Każdy kwiat posadzony w Tower of London symbolizuje jedno stracone życie żołnierza Imperium Brytyjskiego, a o godzinie 10:50 11-go listopada tego roku zostanie posadzony w fosie ostatni z 888 246 maków, bo tylu się doliczono poległych w tej Wielkiej Wojnie. Każdy mak reprezentuje stracone życie, cierpienie, ból, a za każdym takim makiem stoi jeszcze rodzina, żony, dzieci, matki, ojcowie, kochanki, siostry, bracia, przyjaciele sąsiedzi itd., życie tych co pozostali zostało zmienione na zawsze.

Muszę powiedzieć, że ta instalacja autorstwa Paula Cumminsa i Toma Pipera  robie wrażenie, jest pięknym hołdem, choć nie było nic pięknego w okrucieństwie śmierci tych żołnierzy. Jesteśmy w stanie dostrzec rozmiar tragedii, liczba staje się wymierna, widzimy ogrom ich ofiary a ten mały delikatny niepozorny kwiatek wbija się w naszą pamięć, stał się symbolem silnym i jednoczącym. Pojawiły się słowa krytyki - krytyk sztuki Jonathan Jones zarzuca instalacji m.in. że gloryfikuje się konflikt, że propaguje nacjonalizm w stylu Nigela Farage’a, sugeruje, że prawdziwy memoriał powinien być zrobiony z drutów kolczastych i kości ludzkich, bo tylko wtedy miało by to odpowiednią wymowę.

No cóż ma on prawo do swojej opinii, a ja się z tym jego sposobem widzenia nie zgadzam. Sztuka nowoczesna często nas usiłuje zaszokować, rekiny w formalinie, uszy bulgoczące itp. To nie jest instalacja artystyczna w stylu sztuka dla sztuki, ale instalacja refleksyjna moim zdaniem. Minęło sto lat od tych wydarzeń, ich świadkowie wymierają, rany na duszach, ciałach, społecznościach i ziemi powoli się zabliźniają, nie musimy ich rozdrapywać w każdą rocznicę, eksponując okrucieństwo. Nie możemy jednak zapomnieć tych, co zginęli, składamy kwiaty na grobach zmarłych i tak honorujemy ich ofiarę złożoną z krwi. Nie widzę tu gloryfikacji, a raczej pochylone głowy w zadumie, przypomnienie, refleksja. Ludzie idą oglądać maki w fosie i przeraża ich to morze krwi, jest to hołd ku pamięci, chodzi tu o to, aby pamiętać, a nie rozpamiętywać.

Każdego maka już sprzedano, a dochód przeznaczony został do podziału między 6 organizacji dobroczynnych wspomagających weteranów i ich rodziny ( Cobseo – zajmującej się społecznościami wojskowymi; Combat Stress – zajmuje się ranami duszy: m.in. zespołem stresu pourazowego; Coming Home – pomaga rannym żołnierzom, rehabilitacja niepełnosprawnych w wyniku odniesionych ran; Help for Heroes – pomaga przystosować się do życia po wojnie; The Royal British Legion – pomaga weteranom i ich rodzinom; SSAFA – pomaga żołnierzom i weteranom wojskowym oraz ich rodzinom).


Dziś Czerwony Mak jest symbolem pamięci i odnosi się do konfliktów z ostatniego stulecia. Nosimy go, aby upamiętnić poległych żołnierzy walczących w różnych wojnach, można nawet powiedzieć walczących o wolność waszą i naszą. Co jest warte podkreślenia to fakt, że obchody rocznicowe są ceremonią jednoczącą, w tych dniach – Remembrance Sunday i Remembrance Day o godzinie 11 na dwie minuty pochylamy głowy dla uczczenia pamięci poległych żołnierzy. W tych dniach na pierwszym planie będą właśnie owi żołnierze, weterani, rodziny, a wszelkiego rodzaju spory powinny zostać odstawione na bok. Muszę powiedzieć, że te dwa dni raczej Brytyjczyków jednoczą, a wszelkie podziały zostawiane są w domach, na półkach czy gdzieś w zakamarkach świadomości.


Pamiętajcie o 11-tej godzinie 11 Listopada na dwie minuty stańcie i pochylcie głowę …

poniedziałek, 22 września 2014

Trafiliśmy na ten ewenement przypadkiem w czasie imprezy „Open House” i bardzo nas ten budynek zaintrygował. Wiąże się z tą niepozorną budką ciekawa historia. Otóż taksówka to dość stary wynalazek, słowo „Cab” jest skrótem od nazwy Hanson Cab, a samo Cab jest skrótem od Cabriolet  (po naszemu dorożka ). Nazwa „Cab” została zaadoptowana do samochodowej taksówki i generalnie mówi się „cab”. Mamy jednak tych „cabów” wiele rodzajów - black cab te klasyczne londyńskie ładne taksówki, które można zatrzymać na ulicy,  są też prywatne firmy, gdzie taksówkę zamawiamy przez telefon i wtedy przyjedzie po nas „minicab”. Licencjonowane dorożki pojawiły się już w latach 40 XVII wieku, a w 1860 było ich już około 4 600 na ulicach Londynu. Przypomnijcie sobie, jak wyglądała dorożka z filmów o Sherlocku Holmesie - ten biedny dorożkarz siedział tam na górze w deszczu, mrozie, wietrze itp. Praca niezbyt ciekawa, więc nic dziwnego, że dorożkarze robili co mogli, by nie przemoknąć do suchej nitki. Dorożkarz nie mógł zostawić dorożki bez opieki, więc większość dorożkarzy zatrudniała chłopca do pilnowania zaprzęgu i konia, a sami chronili się przez złą pogodą w miejscach ciepłych i gwarnych – przybytkach gdzie można było zapylone gardło przepłukać. Więc tak się czasem zdarzało, że na postoju pełno, ale nie ma komu jechać, bo wszyscy siedzą w pubie.

W styczniu 1875 roku Kapitan Armstrong edytor magazynu „The Globe”, mieszkający w dzielnicy St. John’s Wood, chciał dojechać do pracy na Fleet Street, wysłał więc służącego po dorożkę, a ten po godzinie wrócił przemoczony i przemarznięty. Były dorożki na postoju, ale dorożkarze byli w pobliskich spelunach tak podchmieleni, że nie byli w stanie poprowadzić powozu.

Dobry Kapitan postanowił coś z tym zrobić, a że był to czas silnie działającego Ruchu Abstynenckiego, znalazł poparcie m.in.7-mego Earla z  Shaftesbury i tak powstała fundacja schronisk dla dorożkarzy (Cabman Shelter Fund). Celem fundacji była budowa budek na postojach przy najbardziej uczęszczanych ulicach w promieniu 6 mil do Charing Cros. Każda budka miała mieć pomocnika i sprzedawać zdrowe i pożywne przekąski oraz trunki niealkoholowe po umiarkowanej cenie. Miało to upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu, ofiarowało schronienie i odciągało dorożkarzy od złego nawyku alkoholowego. Na wyposażeniu budek były też książki i gazety - takie datki od wydawców, zakazany był hazard, przeklinanie i dyskusje polityczne (ha ha).

 

Pierwszą budkę otworzono już w tym samym roku 1875, nota bene w dzielnicy St. John’s Wood, tak jakoś blisko miejsca zamieszkania dobrego kapitana. Późniejsze budki były większe i miały nawet kuchnie, a pomocnik mógł odgrzać dorożkarzowi jedzenie. W latach 1875 – 1950 zbudowano 47 budek, mają one charakterystyczny zielony kolor i jeszcze bardziej charakterystyczny kształt. Do czasów obecnych zachowały się zaledwie 12 i są one objęte ochroną.

Jedna z takich budek znajduje się na ulicy Temple Place, przy stacji metra Temple. Warto się tam przejść i przyjrzeć tej zielonej budce.

Nam się dodatkowo poszczęściło, bo w dzień gdy tu wstąpiliśmy na postoju stała też stara taksówka – cab z lamusa.

 

poniedziałek, 22 lipca 2013

 

Może trudno w to uwierzyć, ale gdybyśmy wpadli na wycieczkę do Londynu w połowie ubiegłego wieku, to mielibyśmy szanse na przejażdżkę trolejbusem. Londyn miał największą sieć trolejbusową na świecie - ponad 60 linii i około 1800 trolejbusów. Dziś są to tylko egzemplarze muzealne, a szkoda, bo z tą formą transportu mam miłe wspomnienia, przypomina mi sią młodość i dojazdy na uniwerek.

Pierwsze trolejbusy wjechały na ulice Londynu w 1931 roku, wprowadziła je firma, która przodowała w transporcie elektrycznym London United Tramways (LUT), obsługująca linie tramwajowe w metropolii. Pierwszy trolejbus klasy A1- z numerem rejestracyjnym HX2756 wyjechał z garażu w Fulwell 16 maja 1931 roku.

A1 class trolleybus, diddler

 

Jego trasa, oznaczona numerem 1 przez macierzystą firmę, a potem funkcjonująca jako 601, zastąpiła linię tramwajową z Tolworth do Twickehnam biegnącą przez Surbiton, Kingston, Hampton Wick Teddington i Fulwell. Kiedy w latach 60-tych wycofano trolejbusy trasa ta została zastąpiona przez autobus numer 281.

Ten pierwszy trolejbus został nazwany przez pracowników „Diddler”, ponieważ slalomem jechał po ulicach i mógł wymijać, w przeciwieństwie do tramwajów, inne pojazdy, omijać roboty drogowe itp. 

Pierwszy „diddler” z tego zdjęcia (HX 2756) jeździł też między Wimbledonem a Hampton Court - aż trudno uwierzyć, zwłaszcza że pokonywył tę trasę w 38 minut.

trolleybus A1 class, diddler, HX 2756 moje zdjęcie z Acton Depot

W 1933 roku firma LUT została wchłonięta przez nowo utworzoną London Passenger Transport Board (Komisje Transportu Pasażerskiego w Londynie), nazywaną w skrócie London Transport. Organizacja ta była odpowiedzialna za transport publiczny w stolicy w latach 1933-48. Tak im zaimponowały i spodobały się trolejbusy, że w 1934 roku podjęli decyzję, aby zastąpić cały ruch tramwajowy w metropolii właśnie tym rodzajem transportu.

 kabina kierowcy w trolejbusie

 

Trolejbusy były tańsze w eksploatacji niż tramwaje i były bardzo popularne wśród pasażerów, miały wygodne siedzenia, zabierały więcej pasażerów (około 70 mogło usiąść – dla porównania w piętrowym autobusie siadało tylko 56), były ciche, miały duże przyspieszenie i pasażerowie szybko siadali lub łapali się i mocno trzymali. Niepotrzebne były szyny, co zmniejszyło koszty i zwiększało elastyczność poruszania się pojazdu, który mógł manewrować omijając przeszkody – oczywiście w miarę możliwości, bo nadal musiał być podczepiony do sieci elektrycznej. Stopniowo zastępowano tramwaje, a trolejbusy miały numery zaczynające się od 500 i 600, aby odróżnić je od innych rodzajów komunikacji.

W marcu 1939 roku wykonano kolejny krok w zastępowaniu tramwajów tym razem w północno-wschodnim Londynie, przy okazji wprowadzono nowy typ K2 – były one w użyciu do 1961 roku. Miały wygodne siedzenia (70 dokładnie).

trolleybuss K2

moje zdjęcie z Muzeum Transportu

Ten model, egzemplarz o numerze 1253 trafił do garażu na Hackney (w 1950 przemianowanym na Clapton), w 1959 przeniesiono go na Wood Green, a ostatecznie został wycofany z użytku w 1961 roku. W 1939 roku tramwaj numer 55 został zastąpiony przez trolejbus 555, jego trasa przebiegała od Bloomsbury do Leyton, trasa ta została w 1959 roku zastąpiona autobusem 170, po prostu przedłużono trasę tego autobusu, który na początku lat 50-tych zastąpił tramwaj 31. Jak się pasażerowie w tych wszystkich zmianach połapywali?

Jednym z bardziej uczęszczanych skrzyżowań trolejbusowych w 1958 roku była okolica stacji North Finchley w północnym Londynie, w ciągu godziny przejeżdżało tu 50 trolejbusów!

Po wojnie zdecydowano się unowocześnić flotę trolejbusową i wprowadzono nowy typ Q1. Pojazd ten był szerszy od poprzednika, ale miał bardziej opływowy kształt i zabierał na pokład 70 pasażerów ( na siedząco). Tego modelu używano do końca, czyli do 1962 roku, a ostatni trolejbus zjechał z trasy 8 maja 1962 roku. Większość modeli tego typu została sprzedana do Hiszpanii, ciekawa jestem jak długo tam one pracowały?

Q1 class trolleybus, number 1768

moje zdjęcie z Acton Depot

Byłam zaskoczona, gdy zobaczyłam trolejbusy w muzeum, o tramwajach na ulicach Londynu wiedziałam, ale trolejbusowy raj był dla mnie odkryciem. Chciałabym, aby te maszyny wróciły na ulice Londynu - ciche, ekologiczne, nie produkujące spalin, wdzięczne itp. Wiem, że w XXI wieku, gdzie roboty drogowe, wypadki, objazdy to normalka na ulicach tej metropolii, takie uwiązane na elektrycznej smyczy pojazdy nie byłyby zbyt praktyczne, ale cóż pomarzyć można. I aż nostalgiczna łezka się w oku kręci.

I to by było na tyle. Jak się zbiorę to będą dalsze wpisy o historii transportu w Londynie.

Materiały archiwalne udostępnione przez wydział Marketingu i Rozwoju (Marketing and Development) Muzeum Transportu w Londynie.

sobota, 27 listopada 2010

Okres przypadający na lata 400 – 600 jest dość dużą niewiadomą w historii osadnictwa na terenie obecnego Yorku. Jest to też czas, kiedy plemiona Anglosaskie pojawiają się na Wyspach Brytyjskich i ślady ich osadnictwa są datowane w okolicach Yorku na początek V wieku. Niektórzy historycy twierdzą, że zaistniało tu około 470 roku królestwo Ebrauc, na pewno takie miasto nawet podupadłe przyciągało uwagę lokalnych wodzów, ale nie są to jeszcze na razie solidnie udokumentowane teorie.

anglo saxon helmet York Eoforwic

Z mroków York wyłania się na początku VII wieku, kiedy to papież Grzegorz postanawia nawrócić pogańskich Anglosasów i ustanawia York za centrum chrześcijańskie na północy. W tym czasie formują się królestwa Wessex, East Anglia, Mercia i Northumbria pojawiają się miasta w źródłach pisanych jak Lundenwic ( rzymskie Londinium, obecny Londyn) czy Gipeswic ( dzisiejsze Ipswich) a także Eoforwic (język sobie można na tym połamać) na miejscu rzymskiego Eboracum. Czcigodny Bede i Alcuin z Yorku dostarczają interesujących informacji o losach osady.

W latach 20tych VII wieku przybywa do Eoforwic misjonarz papieski Paulinus, udaje mu się przekonać do chrześcijaństwa króla Northumbrii. W specjalnie zbudowanym drewnianym kościółku św. Piotra król Edwin przyjmuje chrzest w 627 roku, król zlecił budować kościół kamienny ale po jego śmierci w czasie bitwy biskup Paulinus ucieka z Eoforwic a biskupstwo zostaje przywrócone do Yorku dopiero po synodzie w Whitby w 664 roku. Najświetniejszy czas przechodziło Eoforwic za czasów biskupa św. Wilfrida, który odbudował i zadbał o upiększenie kościoła.

File:DurhamCassiodorusFol81vDavidMusician.JPG

W 735 zostaje tu ustanowione arcybiskupstwo ( pierwszy arcybiskup - Egbert) a miasto pełne jest mnichów, kościołów, skrybów kopiujących manuskrypty tu prawdopodobnie powstał manuskrypt Durham Cassiodorus, pięknie ilustrowany zawiera wyjaśnienie do psalmów i min wizerunki króla Davida (Durham to miasto także na północy Anglii). Znajdować się tu też musiała niemałą biblioteka, która stała się zalążkiem ośrodka szkolnego. Tu właśnie szkolił się Alcuin, którego cesarz Karol Wielki zaprosił do swojej szkoły pałacowej w Aachen a potem do klasztoru św. Marcina w Tours, człowiek wykształcony właśnie w Eoforwic był jedną z ważniejszych figur w tworzeniu tzw. karolińskiego renesansu w kulturze europejskiej.

Niestety nie udało się odnaleźć ani katedry, ani klasztoru i szkoły przyklasztornej, a nawet położenie królewskiego palatium jest nadal owiane tajemnicą. W czasie wykopalisk okazało się że nie ma śladów osadnictwa z tego okresu w forcie czy w cywilnej osadzie, pozostaje pytanie gdzie zamieszkali nowi mieszkańcy Eoforwic. W latach 80-tych w czasie wykopalisk w rejonie Fishergate prawie kilometr of położenia rzymskiego fortu znaleziono ślady osady datowanej na VIII i IX wiek. Archeolodzy odkryli pozostałości czworokątnych budynków drewnianych, rowy i doły odpadkowe, studnie i latryny a także ślady uprawianego rzemiosła, metalurgii, obróbki szkła, rogu, kości a także skór oraz tkactwa. Osadnicy nie zamieszkali, więc w opuszczonej i zapewne zrujnowanej dawnej osadzie rzymskiej, ale w jej sąsiedztwie podobnie było w innych częściach Wielkiej Brytanii (Londynie, Southampton czy Ipswich). Znaleziska archeologiczne pokazują nam dobrze rozwinięte rzemiosło artystyczne, bogato i pięknie dekorowane przedmioty.

srebrne ozdoby wisząca misa York Eoforwic

 

Miasto musiało się dobrze rozwijać i być znanym ośrodkiem handlowym a kiedy wystąpiły w królestwie Northumbria wewnętrzne spory polityczne stało się to miasto łakomym kąskiem dla grasujących na wodach północnych Vikingów. W 866 roku zajęli oni Eoforwic i w ciągu dziesięciolecia utworzyli nowe skandynawskie królestwo, którego stolicą było Jorvik.

środa, 24 listopada 2010

Wycieczka jaką odbyłam do Yorku była jedną z najciekawszych, a miasto mnie po prostu oczarowało. Będzie dużo wpisów o tym mieście albo zainspirowanych przez mój krótki zdecydowanie za krótki pobyt tam. Było już o Wieży Clifford i Domu Barley i życiu codziennym w średniowiecznym Yorku a teraz przenoszę się w bardziej odległe czasy, gdy dotarli tu Rzymianie. Wiem, że to tak trochę nie chronologicznie, ale jakoś tak mi wypadło.

Mars bóg wojnyW roku 71 naszej ery 5 000 legionistów z IX Legionu rozpoczęło marsz na północ z Lincoln, ich rozkazy to podbicie tubylczego plemienia znanego jako Brigantes a które żyło na terenach między Humber ( jest to estuarium czyli poszerzone lejkowate ujście powstałe w wyniku działania pływów morskich rzek Ouse i Trent na wschodnim wybrzeżu Anglii), a Szkocją. Na bazę dla legionu dowódca misji Petilius Cerialis wybrał teren między łączącymi się rzekami Ouse i Foss a wybudowany tu fort został nazwany Eboracum – co w języku tubylczym miało oznaczać teren gdzie rosną cisy. Było to bardzo dogodne miejsce, bowiem rzeka Ouse miała połączenie z Morzem Północnym a drogi lądowe prowadziły do dolin Gór Pennińskich oraz na mokradła w północnym Yorkshire i południowi Wyspy. Fort rzymski miał dwie główne ulice: via principalis and via pretoria, które poza murami były drogami łączącymi z innymi fortami i miastami Brytanii. Przebieg obu ulic jest widoczny na dzisiejszym planie miasta w postaci ulic Stonegate i Petergate. Fort został wybudowany na przygotowanym wcześniej planie, i obejmował 20 hektarów z regularnie zaplanowanym układem ulic a budynki były drewniane ze ścianami wykonanymi z „wattles and daub” czyli po naszemu plecionki z gałązek która została następnie pokryta gliną. Umocnienia to prosty rów i wał ziemno gliniany o wysokości około 3 metrów z drewnianą palisadą z drewnianymi wieżami obserwacyjnymi i drewnianymi bramami przy wyjściu głównych ulic z miasta.

via pretoria teraz stonegate

W drugim stuleciu dokonano licznych przebudów w forcie i część budynków została wzniesiona z kamienia min. kwatera główna (principia), baraki dla legionistów, łaźnie i układ ściekowy a część głównego budynku – bazyliki – można zobaczyć w podziemiach katedry. Osada się rozrastała, garnizon potrzebował, bowiem wsparcia gospodarczego i rzemieślniczego a także duchowego i tak archeolodzy znaleźli ślady targowiska, spichrzy zbożowych, warsztatów produkujących ceramikę oraz świątyń. Pojawiły się domostwa bogatych obywateli wyposażone w rurociąg doprowadzający wodę, prywatne łaźnie, ogrzewanie podpodłogowe, pomieszczenia zdobione były mozaikami a tynkowane ściany pięknie malowane. Na stołach królował chleb i potrawy z pszenicy, wołowina a także jagnięcina, wieprzowina, ryby i drób, importowano też figi, winogrona i oliwki a także wino z Francji. Eboracum stało się centrum polityczno ekonomicznym tego regionu, garnizon po jednej stronie rzeki Ouse a osada cywilna po drugiej.

Eboracum wizja artystyczna

Imperium rzymskie było rządzone przez cesarza a zdarzyło się dwa razy, że urzędował on w Eboracum czyli to miejsce było wtedy polityczną i militarną „stolicą”. Pierwszy raz w latach 208-211 kiedy Septimius Severus przebywał w tej osadzie, stała się ona przez to najważniejszym miastem w północnej Brytanii, choć prawdopodobnie nie posiadała więcej niż 5000 mieszkańców. Przybył on tutaj, aby prowadzić walki z plemieniem Kaledonów, razem z nim przybyła jego żona Julia Domna oraz synowie Karakalla (Caracalla) i Geta oraz jego gwardia przyboczna Pretorianie. Karakalla był już współ-cesarzem a Geta został nim ogłoszony właśnie w Eboracum. Cesarz zmarł 2 lutego 211 roku właśnie w tej osadzie a wkrótce po jego śmierci została ona uznana przez Karakallę za stolicę północnej prowincji Rzymskiej Brytanii i nadano jej status „colonia” co było najwyższym stopniem jakie mogło osiągnąć rzymskie miasto.

rzymska kolumna, York 

Niestety w połowie III wieku Imperium Rzymskie przeżywało kryzys spowodowany wojną domową, najazdami plemion barbarzyńskich, co widać w znaleziskach z wykopalisk archeologicznych mniej jest importowanych dóbr zwłaszcza ceramiki i szkła. Pod koniec tego stulecia sytuacja się trochę poprawiła a w 305 roku przyjechał tu znów cesarz tym razem Konstancjusz I Chlorus (Constantius) ze swoim synem Konstantynem (Constantine). Cesarz zmarł w lipcu następnego roku właśnie w Eboracum (znowu), legioniści natychmiast obwołali Konstantyna swoim wodzem i rozpoczął on walkę o tron i zjednoczenie imperium, co mu się udało po licznych walkach w 324 roku, to on wybudował nowe miasto Konstantynopol przenosząc tam stolicę z Rzymu.

Konstantyn Wielki

Cesarz ten też zadeklarował swobodę religijną dla chrześcijan i w 314 roku pojawił się tu w Eboracum pierwszy biskup. W drugiej połowie IV stulecia kryzysy polityczne w Imperium spowodowały wycofanie części garnizonu wojskowego na kontynent. Ci, co pozostali zamieszkali razem z rodzinami na terenie garnizonu, osada cywilna została częściowo opuszczona i zaczęła popadać w ruinę, a w V stuleciu żołnierze zostali wycofani do samego serca Imperium, które było na krawędzi upadku. Bez garnizonu i centrum administracyjnego osada powoli zaczęła zamierać, ludność się rozproszyła, miasto opustoszało, podobnie jak inne osady w reszcie prowincji.

Rzymianie na wyspach:

Dover - Malowany Rzymski Dom

poniedziałek, 15 listopada 2010

W latach 60tych XV wieku (1460te – 80te) dom Barley Hall został wynajęty przez mistrza Williama Snawshell. William był złotnikiem i musiał byś zdolnym i przedsiębiorczym człowiekiem bowiem w 1457 roku wybudował sklep przy Katedrze (Minster), był to bardzo prestiżowy adres. Mistrz William ożenił się z Joaną Thweng, która była z rodziny szlacheckiej i miała interesujące koneksje w kręgach królewskich. Snawshell był urzędnikiem miejskim, szeryfem miasta, oraz burmistrzem, następnie był w starszyźnie miejskiej, i służył lojalnie kolejnym królom aż wycofał się z życia publicznego z powodu słabego zdrowia.

Wnętrza domu są zrekonstruowane do wyglądu z tego okresu a wystawy i eksponaty pokazują nam w niezwykle ciekawy sposób życie w średniowieczu.

York w okresie średniowiecza był bogatym i kipiącym życiem ośrodkiem miejskim, o dużym znaczeniu militarnym i politycznym (baza w wyprawach na Szkocję), religijnym oraz ekonomicznym. Place i ulice przemieniały się w targowiska, wprowadzono opłaty za towary wwożone do miasta, a rzeki uchodzące do morza zapewniały połączenia handlowe z Irlandią, Niemcami, Holandią, Francją oraz portami Morza Bałtyckiego. Około 1130 roku kupcy i rzemieślnicy zaczęli formować związki kupieckie i budować domy spotkań zwane holami (hall). W 1213 roku obywatele miasta zdołali wykupić sobie u króla prawo do własnego samorządu, który kontrolował wszystko w mieście z wyjątkiem Zamku oraz posiadłości kościelnych jak Katedra (York Minster) oraz domów zakonnych i innych instytucji religijnych (college, szpitale). Miasto było otoczone fortyfikacjami obronnymi, najpierw była to tylko drewniana palisada potem powoli została ona zamieniona przez kamienną konstrukcję.

Był to także ważny port handlowy a najważniejszymi produktami eksportowymi było zboże, wełna oraz tkaniny, z tych ostatnich York był dość słynny, wiele fortun wyrosło właśnie na handlu tkaninami. Importowano wino głównie z Francji, Niemiec oraz Portugali, surowce naturalne, a także ceramikę dzbany z Francji, kubki z Niemiec, oraz metalowe naczynia kuchenne z Holandii.

naczynie z jelonkami, kamionka, salt glazed stoneware

Oprócz handlu kwitło także rzemiosło: dobrze było rozwinięte garbarstwo i wszelka obróbka i przeróbka skór na ubrania, buty, uprzęże, uzbrojenie itp. był to lukratywny biznes, ale raczej śmierdzący, więc był on skoncentrowany na drugiej stronie rzeki w okolicach do dziś noszących nazwę Tanners Row (Tanner to garbarz). Były też warsztaty zajmujące się produkcją i obróbką szkła: ozdoby, naczynia, okna i witraże; działały też odlewnie brązu – produkcja dzwonów i kotłów. Popularni też byli rogownicy którzy potrafili wyprodukować naczynia, okna , lampy, łyżki, oraz inne przedmioty z rogów krowich i kozich itp., surowiec ten był dostępny ze stanowisk rzeźniczych (Shambles) Jako że York było centrum handlu wełną i tkaninami, kwitła więc też obróbka wełny, przędzenie, spilśnianie, tkactwo a według spisów w 1386 roku w mieście działało 128 krawców a w XV wieku jedna czwarta płacących podatki była związana z tymi rzemiosłami.  

Handel, rzemiosło i kościoły, katedra i klasztory a także urzędy administracyjne przyciągały przybyszów, pielgrzymów, kupujących i sprzedających, złodziei i żebraków a wszyscy oni potrzebowali czegoś dla ciała, pełno było, więc karczm, gospód, gdzie można było zjeść i wypić i się zabawić.

Wśród zabytków odkrytych przez archeologów były też przedmioty jak kostki do gry – głównie wykonywane z kości, a także odkryto kubek jesionowy do tej gry hazardowej. Popularne były też gry planszowe tu pionki w postaci krążków były wykonane z kości, a także gagatu (jet) odmiany bitumicznej węgla brunatnego. Znaleziono także piszczałki wykonane z gęsich kości długich a kościane kołki służące do strojenia wskazywały na skomplikowany instrument strunowy, jakim była harfa.

W tzw Lesser Chamber w Barley Hall (mniejszej komnacie) mamy interesujący pokaz diety oraz co się dzieje z odpadami ze stołu i jak trafiają one w ręce archeologów, niemal nieodzownym elementem życia był szczur zawsze w poszukiwaniu smacznego kąska do zjedzenia. Zwierzątka te miały niezłą wyżerkę w dzielnicy Shambles gdzie mieściły się stoiska rzeźników, którzy wszelkie odpady wyrzucali po prostu na ulicę pod nogi, rosły sobie one tam tłuste i duże, a jedzenia było w bród.

stół średniowieczny

Domostwa w większości były drewniane, do chwili obecnej niewiele ich się zachowało, te wyglądające na średniowieczne pochodzą jednak z XV-XVII wieku. Jeden ze starszych budynków mieszkalnych to Our Lady’s Row na ulicy Goodramgate, który pojawia się w dokumentach w 1316 roku. Badania archeologiczne pokazały zmiany w sposobie budowania, na przełomie XIII i XIV wieku fundamenty coraz częściej były wykonywane z kamienia (płyty lub mały murek) a na nich opierała się drewniana konstrukcja, ograniczało to butwienie drewna. Strzechy też zostały zastąpione dachówkami, były one bardziej odporne na złą pogodę, dłużej się trzymały i zmniejszały ryzyko pożarowe. Domostwa były trwalsze, przez to mniej było odpadów powstałych w czasie remontów, które to z kolei nasiąkały wodą i się rozkładały na ulicach tworząc błoto, więc efektem ubocznym zmian w budownictwie były suchsze ulice. Szkło było drogie i z tego powodu okna były wykonywane z innych materiałów. Głównym surowcem były rogi zwierząt rzeźnych, były one poddawane długim procesom moczenia i gotowania, był to także śmierdzący proces. Wykorzystywano tylko przezroczystą część pochwy rogowej, którą formowano i wycinano w prostokątne kształty, gdy były ciepła, stygły one rozłożone na płasko, następnie montowane one były w okiennych framugach. Inny typ okien to tzw. zwany Fenestral w takich oknach kratowana ramka była pokryta lnianym materiałem, materiał ten był nasączany specjalnym roztworem z siarczanu amonowo glinowego, kalafonii, oraz łoju owczego co czyniło materiał przezroczystym i wodoodpornym.

Domy nie były otoczone kwiatowymi rabatkami i trawnikami, wręcz przeciwnie wszystko naokoło domu było typowo użytkowe. Nie było służb oczyszczania miasta, więc każda rodzina musiała radzić sobie sama z odpadami, które często po prostu rozrzucano lub wysypywano na sterty, ale najprostszym sposobem było zakopanie ich w „ogródku” czyli placu za domem w specjalnie wykopane doły odpadkowe lub tzw cess-pits czyli doły kloaczne – szamba które najpierw służyły dla ludzi gdy musieli wyjść za potrzebą. Analiza biologicznych materiałów z takich dołów dostarczyła ważnych informacji o diecie i zdrowiu.

Studnie zaś były kopane głęboko i miały ściany obkładane drewnem a nawet kamieniami i cegłami, ale i tak woda z nich nie nadawała się do picia bez przegotowania. Dlatego najpopularniejszym napitkiem był trunek znany jako „Ale”. Był to rodzaj napoju alkoholowego piwnego od ciemnobrązowego do jasnobrązowego w kolorze a wykonywanego ze słodu jęczmiennego bez używania chmielu. Brzeczka, czyli półprodukt w warzeniu, była gotowana i doprawiana ziołami specjalną mieszanką zwaną „gruit” w skład, której często wchodziły: woskownica europejska, bylica pospolita, wrzos zwyczajny, bluszczyk kurdybanek, a także szyszkojagody (jałowca), imbir, anyżek oraz inne. „Ale” i chleb były podstawą diety średniowiecznej ludności, „Ale” miało dużo wartości odżywczych, zawarty w nim alkohol działał, jako konserwant i zabijał drobnoustroje, pili go wszyscy nawet dzieci zamiast wody, bo o czystą nieskażaną wodę było trudno. Produkcja „Ale była dość powszechna, produkowane przez kobiety było sprzedawane na targowiskach, a „Alehouses” czyli pijanie były na każdym rogu.

Warzywa były popularne wśród zwykłych ludzi – pospólstwa, bogaci woleli inne produkty, zwłaszcza mięso, wśród owoców najpopularniejsze były jabłka, było bardzo dużo gatunków tego owocu, jedzono je na surowo, pieczone, oraz jako dodatki do innych potraw, drugim, co do popularności owocem były gruszka, także używana w gotowaniu. W Barley Hall przypomniano mi, że nie każda marchewka była pomarańczowa, były gatunki białe, żółte i fioletowo-purpurowe – ciekawe. Podstawowym posiłkiem był chleb i wspomniane już „Aleoraz polewka zwana „pottage” której głównym składnikiem było ziarno zbożowe, mógł być to owies, jęczmień, pszenica itd., dodawano do niego dla smaku ziół a także warzyw im bogatszy dom tym więcej i różne, ale najpopularniejszym była rzepa. Można było też dodać mięsa, kości, ryby, mleko było to danie jednogarnkowe, do którego można było dodać, co się tylko miało pod ręką. Słowo to wywodzi się od staro francuskiego słowa „potage” danie garnkowe.

zastawa W domu mistrza Snawsella podawano dania jak np. drozdy z solą i cynamonem, salcesony np. z sosem musztardowym, jabłka w cieście, jagnięcina zaprawiana imbirem, różne gatunki ptaków np.w sosach z solą i ziołami, oraz migdały ze śmietaną. Na deser były słodkie wina oraz „hippocras” specjalnie przygotowane wino z cynamonem albo innymi przyprawami np. goździki czy nasiona aframonu madagaskarskiego z rodziny imbirowatych oraz dodatkiem cukru. Inny deser to „wafers” – słodkie cienkie wafle pieczone w gofrownicy (wafer Irons) tak popularne, że w XIV były sprzedawane na ulicach. Popularne też było podawanie różnych gatunków sera oraz figi. Ryby były bardzo popularne, ze względów religijnych mięso było zakazane w różnych okresach roku i wtedy na stoły wkraczały ryby, świeże oraz zasalane.

Bogate rodziny jak rodzina złotnika zamieszkująca Barley Hall mogła sobie pozwolić na kupno szklanych naczyń – pucharów do picia, oraz importować naczynia z okolic Renu był to ostatni krzyk mody tzw „salt-glazed stoneware” ceramika wypalana w piecach, do których dodawano sól, w czasie wypalania opary z tlenkami soli reagowały ze związkami zawartymi w glinie i krzemionce wytwarzając szklistą polewę. Na stołach bogatych królowała „solona” kamionka znad Renu, pospólstwo musiało się zadowolić naczyniami drewnianymi, oraz prostymi garnkami glinianymi. Innym sposobem uzyskania szklistej polewy było wypalanie z sodą, różnica polegała na tym, że soda była nakładana na naczynie. Podłużne tacki do krojenia wytwarzane były z pewter mieszanki cyny, antymonu i miedzi.

drewniane naczynia Barley hall

Nad zdrowiem czuwali zielarze-aptekarze (Apothecary), który opierali swoje mikstury na ziołach i przyprawach i tak np. cukier był uważany za lekarstwo, może, dlatego że dodawał sił i pobudzał. Na wystawie w Barley Hall były różne przepisy oraz składniki mikstur leczniczych na różne dolegliwości, ugryzienia, rany itp.

W tzw Great Chamber był wystawiony szkielet kobiety z cmentarzyska przy kościele św Stefana (dziś nieistniejącym już), pochodzi on z XIV wieku. Został on poddany analizie i okazało się, że była ona chora na trąd, miała zapadnięty nos, kłopoty z rękami i stopami, ale została pochowana na cmentarzu razem z innymi ludźmi. Czyżby nie były izolowana? Trąd był chorobą, która przerażała, jej efekty w postaci deformacji ciała powodowały, że ludzie na nią chorzy byli często izolowani. Dodatkowo okazało się, że osoba ta cierpiała w dzieciństwie na krzywicę, miała pęknięte kręgi, co było spowodowane upadkiem lub skokiem z dużej wysokości, cierpiała na chorobę zwyrodnienia stawów. Braki w uzębieniu spowodowane były zapewne trądem, zęby trzonowe i przedtrzonowe były poluzowane, co zapewne utrudniało żucie i jedzenie. Brak jednak było próchnicy, dieta bezcukrowa. Słaba higiena jamy ustnej, co było powszechne w tamtym czasie i infekcje zapewne powodowały, że jej oddech był raczej nieprzyjemny. Problemy w gryzieniu i jedzeniu powodowały też problemy całego układu pokarmowego, bóle brzucha oraz częste wizyty w wygódce. Obok są rysunki „narzędzi dentystycznych” – oj strach człowieka ogarnia od samego patrzenia i czytania, są tu też porady jak się pozbyć bólu zęba np. powiesić sobie dziób sroki na szyi. Sposoby na bezbolesne usunięcie zęba też są ciekawe „złapać trzeba traszkę oraz trochę żuczków żerujących na drewnie wsadzić je w metalowy garnek i uprażyć, a następnie zetrzeć na proszek, potem zmoczyć palec wskazujący prawej ręki i zanurzyć w proszku i często nakładać na ząb, nie wypluwać, i wtedy ząb wypadnie bez bólu”. A łatanie dziur to też niezła sztuka – najpierw trzeba wypłukać miksturą z wina mięty, pieprzu, szałwii lekarskiej i innych ziół, potem w dziurę należy włożyć miksturę z galasówki ( narośl na liściach spowodowane przez owady i pajęczaki), tłuszczu świni, miękkiej żywicy naturalnej ( mastyks), mirry, siarki, kamfory, wosku pszczelego, arsenu, asafetydy – czarciego fajna (miała właściwości uspokajające oraz przeciwdziała bakteriom jelitowym), i inne…” zalecano też nacieranie zębów (szczotkowanie) omanem wielkim rośliną z rodziny astrowatych .zioła, apotecary, lecznictwo

Zawsze mnie interesowało ile ludzie zarabiali i wydawali żyjąc w różnych okresach historycznych. Tutaj przedstawiono interesujące zestawienia. Najpierw trzeba jednak wyjaśnić, że w czasie, kiedy żył mistrz złotnik Snawsell używano funtów, szylingów i pensów. Jeden funt równał się 20 szylingom, a w jednym szylingu było 12 pensów, jeden pens z kolei z 4 farthingów. Mistrz Snawsell płacił 53 szylingi i 4 pensy rocznie za wynajem domu Barley Hall. Bochenek chleba żytniego lub jęczmiennego kosztował 1 farthing, biały chleb upieczony z pszenicy kosztował już 1 pensa. Galon ( około 4 litrów) wina to 10 pensów, 12 galonów trunku „Ale” kosztowało 20 pensów, baryłka miodu – 14 pensów, za prosiaczka trzeba było zapłacić 3 pensy i farthinga, a za cielaka 2 szylingi i 2 pensy, a za 12 gołębi ( na jedno danie – gołębie w cieście ) 4 pensy.

Pensje wynosiły dla niewykwalifikowanego robotnika 3 funty 10 szylingów rocznie co daje 3-4 pensy dziennie, wykwalifikowany robotnik 5 funtów i 10 szylingów rocznie 5-6 pensów na dzień, tkacz i krawiec zarabiali 8 funtów. Służba: butler i pokojowa – wyżej postawieni służący 40 szylingów rocznie ( miejsce do spania i wyżywienie), praczka 26 szylingów, prosty służący 20 szylingów.

piątek, 08 października 2010

Nad leniwie płynącą Tamizą po drugiej stronie Kew Gardens mieści się Londyńska rezydencja Księcia Northumberland Syon Park. Okolice domu były zasiedlane od czasów prehistorycznych a w czasach rzymskiego panowania na Wyspie w tych może właśnie okolicach Rzymianie przekroczyli rzekę w 54 roku p.n.e.. Ślady rzymskiego i saksońskiego osadnictwa odkryto w pobliskim Brentford (rzeczka Brent), to niedaleko tej miejscowości saksoński król Edmund Ironside pokonał Duńczyków prowadzonych przez króla Canuta w 1016 roku. Choć zabrakło tego miejsca w słynnej Doomsday Book to jednak musiało się tu rozwijać osadnictwo gdyż w XIII wieku Richard z Cornwall posiadał tu dwór w wiosce.

Syon Park

Henryk V w 1415 roku ufundował on dwa domy religijne jeden w pobliskim Shene – zakon Kartuzów oraz of St Saviour, the Blessed Virgin Mery and St Bridget of Syon w Tiwckenham. Była to swego rodzaju pokuta za rolę jaką ojciec odegrał w śmierci Króla Richarda II. Miejsce w Twickenham okazało się niezbyt odpowiednie toteż przeniesiono zakon na teren, na którym jest obecnie rezydencja księcia Northumberland. Budowę opactwa rozpoczęto 1426 roku a już w 1431 roku pierwsze budynki nadawały się do zamieszkania. Zakon Brygidek został założony przez szwedzką mistyczkę św Bridget (Brygida), która założyła klasztor w Vadsterna. Syon Park i Dom zostały nazwane po tym właśnie opactwie a to z kolei po górze Zion (Sion) w Ziemi Świętej. Niestety nie przetrwały żadne plany opactwa, a po rozwiązaniu klasztorów zniknęło ono z powierzchni ziemi, kamienie wykorzystano jako materiał budowlany. Pozostałości można zobaczyć w krypcie pod Great Hall, a czworokątny plan obecnego budynku z dziedzińcem wewnętrznym może sugerować, że być może był to krużganek klasztorny. W 1488 roku poświęcono tu kościół, jeśli był on w tradycyjnym Brygidkowym stylu to mógł mieć 100 metrów długości, wykonany z kamienia z prostymi szklanymi oknami. Badania geofizyczne wykazały linie z fundamentami pod trawnikami i trzeba założyć, że ślady po opactwizja artysty wie są ukryte pod budynkami – Domem i Centrum Ogrodniczym. Opactwo było bardzo bogate, miało liczne włości, bibliotekę z około 1400 woluminami a Katarzyna Aragońska ( pierwsza żona Henryka VIII) była tu częstym gościem. Opactwo włączyło się w dyskusję w sprawie rozwiązania małżeństwa Henryka VIII z jego pierwszą żoną i stanowisko zakonu popierające Katarzynę nie pasowało królowi. Konflikt króla z papieżem doprowadził do zerwania z Rzymem i wprowadzenia Aktu Supremacyjnego w którym Król ogłosił się głową Kościoła, Richard Reynolds Główny Spowiednik w opactwie nie chciał tego faktu uznać i został stracony razem z trzema braćmi z zakonu Kartuzianów i vikarym Johnem Hale z Isleworth. Ciało Reynoldsa umieszczona na bramie do opactwa, później został on kanonizowany jako męczennika. W 1539 roku rozpoczęto kasację zakonów i taki bogaty zakon stał się łakomym kąskiem dla agentów dworskich Henryka VIII. Jego córka Królowa Mary (Krwawa Mery) sprowadziła zakon na dawne miejsce, ale jej siostra Elżbieta nie była im przychylna i przeniosły się one do Portugalii w 1594 roku. Pod koniec XIX wieku zakon powrócił na ziemię Brytyjskie i osiedlił się na terenie Devon. Podobno Siostra Przełożona Jordan nigdy nie oddała kluczy ani pieczęci w czasie rozwiązania zakonu w XVI wieku. Kiedy Drugi Książe Northumberland odwiedził zakon w Lisbonie; (Hugh Percy 1742-1817) ówczesna przeorysza powiedziała że nadal ma klucze do Syon House na co książę odpowiedział „– Doprawdy Madam? Ale ja dawno już zmieniłem zamki.”

Kolejną ciekawostką jest fakt że po kasacji zakonu majątek ten wszedł do Korony i to tu w 1542 roku w areszcie domowym była trzymana kolejna piąta żona Henryka VIII młodziutka Katarzyna Howard. Potem wyrokiem sądu została stracona w Tower of London (słynnej Wieży Londyńskiej)Henryk VIII

W 1547 roku Król Henryk VIII zmarł i w drodze do kaplicy na zamku w Windsorze orszak z jego trumną zatrzymał się w tym majątku na nocleg. Spełniła się wtedy przepowiednia Williama Peto z 1535 roku o tym „… spotka go Kara Boska i to psy będą lizały jego krew jak to się stało z Ahabem …” No i nocą napuchłe ciało monarchy rozsadziło trumnę i soki wyciekły na podłogę i rankiem znaleziono tam psa chłeptającego sobie wydzieliny z podłogi. Uznano to za karę za to co on uczynił z opactwem i jego mieszkańcami.

W tymże samym roku majątek ten dostał się w ręce Lorda Protektora Księcia Somerset dla młodego następcy tronu Edwarda VI. On rozpoczął budowę renesansowej rezydencji wykorzystując materiały budowlane jakich dostarczało opactwo. Zatrudnił Williama Turnera lekarza i zielarza do zaprojektowania ogrodów botanicznych we włoskim stylu z tarasami i alejkami. To tu napisał on swoje dzieło „The Names of Herbs” ( Nazwy ziół) w 1548 roku tu spotkał on też młodą księżniczkę Elżbietę z którą dyskutował po łacinie i zachwalał jej znajomość tego języka. Jednak jakieś fatum wisiało nad tym miejscem bo Somerset został oskarżony o zdradę stanu i stracony w 1552 roku.

Rezydencja przypadła ich przeciwnikom rodzinie Dudley Johnowi którego syn Lord Guildford Dudley był małżonkiem Lady Jane Gray prawnuczki Henryka VII więc było jakieś prawo do korony. To tu w 1553 roku młodziutkiej dziewczynie ofiarowano koronę, którą przyjęła z oporami i udała się do Londynu gdzie panowała przez 9 Dni.  Pretendentów do tronu było więcej i córka Henryka VIII Mary Tudor ostatecznie została Królową znana jako Krwawa Mary, a młodziutka Jane i jej małżonek zostali osądzeni i straceni.

W 1558 roku znów był to majątek Korony ale nie jest jasne kiedy ukończono budowę domu, w 1593 roku zapisane jest że był tam przestronny Tudorowy dom, który zapewniał lokum dla królowej Elżbiety i jej dworu w czasie jej wizyt. W 1594 roku dobra te wchodzą w ręce rodziny Percy przez małżeństwo 9 Hrabiego of Northumberland z wdową po Thomasie Perrocie który rezydował w Syon w imieniu Korony.

Historia rodziny Percy jest bardzo malownicza i zasługuję na trochę uwagi, William de Percy(zmarł 1096) bowiem przybył na wyspy wraz z podbojem Normańskim. Przez parę stuleci bogacili się na swoich nowych majątkach i angażowali się w konflikty polityczne oraz walkę o koronę stając po stronie i przeciwko królom. Jeden z hrabiów Henry Percy znany jako Harry”Hotspur” zginął w czasie bitwy pod Shrewsbury w 1403 roku i fakt ten dostał się na karty dzieła Shakespeare’a (Henryk IV cz1).

9 Hrabia także o imieniu Henry był prawdziwym człowiekiem renesansu, interesowała go nauka, podróże i podboje (brał udział w wojnach na ziemiach holenderskich) kolekcjonował uczone księgi i samych uczonych też, dla niego bowiem i u niego na kwaterze mieszkał i pracował astronom i matematyk Thomas Harriot. To właśnie w pracowni w Syon House w lipcu 1609 roku opracował on pierwszą mapę Księżyca, czyniąc swoje obserwacje przez dość prymitywny teleskop. Pracował także nad plamami na słońcu oraz satelitami Jupitera. Sam hrabia interesował się alchemią i z tego powodu otrzymał przezwisko „Wizard Earl” czyli Hrabia Czarodziej. Henry Percy był zwolennikiem króla Jamesa I (Jakuba I Stuarta) i od niego właśnie otrzymał w 1604 majątek w Syon House na własność. Ale łaska Pańska na pstrym koniu jeździ i wkrótce rodzina Percy popadła w sporą "niełaskę". Otóż jego kuzyn Thomas Percy który był Konstablem w zamku hrabiego w Alnwick i zarządzał jego posiadłościami, był zagorzałym Katolikiem. 1605 rok a zwłaszcza jesień (listopad) to bardzo burzliwy okres w historii Anglii, 4 listopada Thomas Percy biesiaduje z Henrym Percy w jego posiadłości w Syon House a następnego dnia 5 Listopada zostaje wykryty spisek którego celem było wysadzenie Parlamentu z Królem Jamesem I i to właśnie kuzyn Hrabiego Thomas był jednym z głównych spiskowców obok Guya (Guido) Fowkesa. Oczywiście śledczym wydało się to biesiadowanie w przeddzień zamachu bardzo podejrzane i wydany został nakaz aresztowania. Została nałożona na niego kara pieniężna 30 000 funtów (na dzisiejsze czasy to prawie 4 miliony funtów) i spędził 15 lat w wiezieniu w słynnej Wieży Londyńskiej (Tower of London)Henry Percy 9 Earl of Northumberland. Jeśli jednak mamy wizję jego siedzącego w ciemnym lochu o głodzie i chłodzie to bardzo się mylimy. Księgi rachunkowe wykazują bowiem że trzymał on tam 27 służących, przychodził do niego golibroda, kupował nowe ubrania , wino ( wydał na nie około 200 funtów rocznie), tytoń ( około 50 funtów) rocznie. Stworzył tam sobie laboratorium ( interesował się alchemią) oraz bibliotekę z książkami z jego domu w Syon, szkielety do badań dostarczone zostały przez jego lekarza ( ciekawe czyje?), miał też mapy wszelkiego rodzaju itp. instrumenty. Dla rozrywki stworzył sobie spacerniak ogrodniczy, który był doglądany przez jego ogrodnika z majątku w Syon i został mistrzem w grze shove-halfpenny – jest to gra planszowa o średniowiecznych korzeniach w której popycha się na planszy monety (halfpennies) albo krążki o podobnym rozmiarze. W swoim laboratorium eksperymentował min nad procesem destylacji alkoholu (czyli po prostu pędził bimber), co zapewne cieszyło się popularnością wśród współwięźniów a także strażników. Razem z ojcem przebywał w Tower of London jego syn Algernon, ojciec zadbał o jego edukacją i zorganizował synowi szkolną klasę a nauczycielem był uczony William Werner a towarzystwa mu dotrzymywał ulubieniec na czterech łapach o długim ogonie - lisek. Młody hrabia odziedziczył po ojcu zamiłowanie do nauki, ogrodnictwa i sztuki. W czasie swojego uwięzienia przeprowadził zmiany w swojej posiadłości w Syon, głównie w ogrodach, gdzie posadzono wiele drzew owocowych jak wiśnie, morele, i morwy a na jego stole gościły ziemniaki. Spotkał tu swojego starego znajomego też więźnia Waltera Raleigh. Henry Percy 9 Hrabia Northumberland miał więcej szczęścia niż jego przjaciel i ostatecznie wyszedł z więzienia w 1621 roku, ale pozostał pod aresztem domowym w swoim majątku w Petworth do końca swojego życia a zmarł 5 Listopada 1632 roku. Była to bardzo barwna postać nieprawdaż a jeszcze do tego trzeba dodać, że był on głuchy a także nosił według ówczesnej mody kolczyk (okrągły) w jednym uchu. Jeżeli kiedyś nakręcą o nim film to powinien go chyba zagrać Johny Depp.

CDN...

zapraszam na

Zwiedzając Syon House cz 1

Syon House cz 2

środa, 12 maja 2010

Miałam parę godzin na zbyciu i wybrałam się na wystawę do Muzeum Nauki i Techniki (Science Museum) o wynalazkach i muzułmańskim dziedzictwie kulturowym i naukowym. Bardzo ciekawa wystawa, brak jednak oryginalnych eksponatów i manuskryptów i głównie opiera się na planszach, fotografiach, rysunkach, filmach, grach komputerowych i rekonstrukcjach, ale czego się człowiek może spodziewać, jeśli jest udostępniana za darmo, aby ludzi edukować. Połaziłam sobie po niej i stwierdziłam, że polska edukacja, jaką otrzymałam była bardzo dobra, bo o większości tych rewelacji ja wiedziałam ze szkoły, itp.

zegar słoniowy, elephant clock, Al JazariWystawa jest podzielona na strefy, a każda opowiada o wynalazkach, odkryciach w różnych dziedzinach życia. Zaczyna się ona od Domu i pierwsze, co spotykamy wchodząc na wystawę to replika Zegara ze Słoniem. Jest to niesamowita maszyna licząca czas, mechanizm której opiera się na prostych prawach fizyki. W brzuchu słonia kryje się pojemnik z wodą, na powierzchni której pływa miska z dziurką, tonie ona pociągając za sznurek który porusza skrybą. Skryba siedzi na grzbiecie słonia wskazującym minuty na tarczy, to z kolei po półgodzinie porusza piłkę, która spadając przez wachlarz do paszczy smoka porusza tarczą pokazując godziny. Paszcza smoka się obniża i piłka spada do wazy poruszając kierującego słoniem i cały proces zaczyna się od nowa. Stałam i patrzyłam zafascynowana na ten mechanizm. Autorem tego instrumentu jest inżynier Al-Jazari.

Jest tu model domu z ciekawymi rozwiązaniami wentylacyjnymi i ogrzewaniem, początki szamponu i szczoteczki do zębów można się też tam doszukać. Gra w szachy pochodząca z dworów Perskich została rozpowszechniona w całym świecie muzułmańskim a potem trafiła na dwory europejskie. A także wieczne pióro wynalezione dla sułtana, który miał dość brudzenia sobie rąk przy pisaniu.

Fatima al Fihiri,  szkoła, uniwersitetDrugą strefą jest Szkolnictwo. Podkreślono tu fakt, że uczeni arabscy pilnie studiowali dokonania cywilizacyjne i naukowe egipskich, greckich, hinduskich i innych starożytnych cywilizacji, tłumacząc je i gromadząc w bibliotekach. Jak słowa takie jak jogurt, żyrafa, czek, hazard, gazela, magazyn, kiosk, arsenał, taryfa, kaliber, pochodzą z języka arabskiego albo zostały przez ten język zaadaptowane i spopularyzowane. O tym, że liczby których używamy mają hinduskie korzenie a upowszechnione zostały przez uczonych arabskich uczono mnie w szkole, dlatego nazywamy je cyframi arabskimi. O tym, że pojęcie zera 0 i matematyczne użycie jego a także początki algebry i systemu dziesiętnego zawdzięczamy uczonym arabskim też wiedziałam ze szkoły. Brawo polski system szkolny. Interesująca była informacja o bogatej kobiecie Fatimie Al-Fihri, która po odziedziczeniu wielkiego majątku sfinansowała budowę meczetu i szkoły Al-Qarawiyin (ukończono budowę w 859) jest to najstarszy uniwersytet na świecie i który działa do dziś.

Gospodarka – Handel – Przemysł – Wykorzystanie wody i wiatru w irygacji, oraz mechanizacja np. wynalazek wału korbowego, który ruch kołowy przekształca w poziomy – bez tego nie mielibyśmy podstawowego środka transportu jakim jest samochód. Destylacja to też wynik doświadczeń uczonych arabskich, wykorzystywali ogra, jedwabyn szlak, handel, wystawani ten proces min. do produkcji perfum oraz kerozyny (nafty). Ich badania, eksperymenty i gorliwe studiowanie dzieł starożytnych zaowocowały w postaci pierwszych klasyfikacji różnych substancji co stało się podstawą nauk chemicznych. Jest tu gra można sobie powędrować jedwabnym szlakiem handlując po drodze. Zarobiłam kupę wiritualnych pieniądzorów.

Jednym z najbardziej imponujących działów był Szpital – naprawdę trzeba chylić czoła przed wiedzą i osiągnięciami lekarzy z tego czasu i tej części świata. Wszystko to było możliwe gdyż uczeni w IX i X wiekach byli gotowi dyskutować, wymieniać się doświadczeniami. Arabscy lekarze podawali pacjentom pigułki, kremy, syropy, leczyli medycynazłamania zakładając gips, usuwali katarakty, zszywali pacjentów nićmi z wnętrzności „katgut” rozpuszczają się one z czasem. Zakładali szpitale gdzie opiekowano się chorymi, a arabski uczony Ibn al-Nafis był pierwszym który zrozumiał i opisał działanie układu krwionośnego min faktu, że krew z serca jest pompowana do płuc gdzie miesza się z powietrzem. Uczony arabski znany jako Ibno Al-Thahabi opracował w X wieku pierwszą encyklopedię medyczną  „The Book of Water” (Kitab Al-Ma’a) Al-Ma’a oznacza wodę, na 900 stronach sklasyfikował on dostępną mu wiedzę i terminologię medyczną. Imponujące.

Miasta – wiele z architektonicznych elementów budownictwa arabskiego trafia do architektury europejskiej a najpopularniejszy z nich to łuk ostry – gotycki, który umożliwia stawianie wyższych budowli. Niesamowite jest, że wielkie katedry chrześcijańskie pełne są arabskich elementów – łuki ostre, sklepienia krzyżowo-żebrowe, rozety a także kopuły i wieże kościelne a16th century town plan of Diyarbakir wpływy tego można znaleźć w budynkach jak np. Katedra św Pawła w Londynie. Układy miejskie z placem centralnym naokoło świątyni, targowiskiem itp. mają podstawy w planach miast arabskich. Cordoba miała brukowane chodniki, zorganizowane oczyszczanie miasta – kolekcja śmieci i kryty system ściekowy a nawet oświetlenie uliczne, nieźle jak na czas określany w historii jako „Ciemne Wieki”. W ogrodach można było znaleźć takie popularne teraz w Europie rośliny jak tulipany, goździki, irysy, hiacynty lilie. Arabscy rolnicy wykorzystywali w ogrodnictwie szczepienie drzewek, rozumieli znaczenie odpowiedniego nawożenia i nawodnienia. Super

Ostatnie dwie strefy to Świata i Wszechświat. Arabscy kupcy i podróżnicy składali sprawozdania ze swoich podróży i tak mamy w XII wieku mapę świata autorstwa Al-Idrisi która zainspirowała innego tureckiego podróżnika Piri Re’is i Kolumba. replika latawca, szybowca Abbas ibn Firnas W IX wieku Abbas Ibn Firnas marzył o lataniu i skonstruował drewniany model latający, geografowie uważali, że ziemia jest okrągła i obliczyli jej obwód myląc się zaledwie o 200 km. Niesamowite nieprawdaż. Astronomia była bardzo rozwinięta obserwatoria astronomiczne i przyrządy pomierni cze pomagały w kreśleniu map nieba. Kobieta o imieniu Merriam była najsłynniejszą w X wieku konstruktorką astrolabiów skomplikowanego przyrządu astronomicznego służącego do wyznaczania położenia ciał niebieskich. A Lagari Hasan Celebi był pierwszą osobą, który oderwał się od ziemi w rakiecie (w XVII wieku), co prawda nie nad długo i nie za wysoko ale był pierwszy. Na końcu wystawy jest małe pomieszczenie gdzie można sprawdzić swoją wiedzę i spostrzegawczość w zakresie astronomii, szukając gwiazdozbiorów. Pełen był dzieciaków i nie mogłam się tam dopchać.

Dodatkową atrakcją jest film edukacyjny przedstawiający wszystkie dokonania w formie przygody w bibliotece. Ben Kingsley gra rolę bibliotekarza, który przeistacza się w rolę genialnego inżyniera Al-Jazariego i oprowadza grupę uczniów pokazując im bogactwo wieków średnich i kulturowe dziedzictwo świata muzułmańskiego. Film jest naprawdę zajmujący i widziałam dzieci i dorosłych oglądających go z wielką uwagą mnie wliczając.

Wystawa jest w Muzeum Nauki i Techniki (Science Museum) w Londynie w dzielnicy Kensington najbliższa stacja metra South Kensington i można ją oglądać do 30 czerwca 2010 roku. Jest ona za darmo, więc trzeba to wykorzystać. Warto wrzucić to do planu wycieczki po Londynie. 

poniedziałek, 18 stycznia 2010

pingwiny, ice sculptures, LodnonOd paru już tygodni w magazynie Time Out pisali o festiwalu rzeźby lodowej w Londynie no i bardzo chciałam na niego pójść. Odbył się on 15 i 16 stycznia i jako, że sobota była moim wolnym dniem od pracy wybrałam się na Canary Wharf aby to zobaczyć. Pogodę zapowiadali okropną i niestety się prognozy sprawdziły, bo niebo się rozchlipało, a tak było fajnie zimno jeszcze parę dni temu. Uzbrojona w parasol i aparat pojechałam na wschód do dzielnicy finansowej, gdzie się to miało odbywać. Wyszłam z metra i jak mi nie chlapnie deszczykiem na okulary i wiatrem w uszy zawieje, mało mi parasola nie wyrwało z łapki. Rozglądam się i nic nie widać, żadnych wskazówek gdzie iść, był podany adres w gazecie, ale kto by tam to zapamiętywał, powinny być plakaty i strzałki i już.  Stwierdziłam, że trzeba by zasięgnąć języka i podreptałam w kierunku pana sprzątacza, który właśnie próbował złapać plastikowy woreczek, który ktoś wyrzucił i który mu latał po terenie targany podmuchami małego wiaterku. Pan wiedział i mi powiedział gdzie mam iść i wrócił do swojego polowania na upiorny woreczek. Poszłam, znalazłam, było to pięć stanowisk z różnymi zawodnikami rzeźbiarzami z różnych stron świata Francji, Hiszpanii, Włoch, Holandii i miejscowych, ciekawe, dlaczego nie było nikogo z bardziej zimowych regionów?

siedzący, ice sculptures, festival, London,  Każdy z uczestników dostał 2 metry kwadratowe lodu i rzeźbił, jak tam doszłam to już byli bliżej końca niż początków. Przed platformami, na których rzeźbili, były projekty prac, z jednej strony fajnie, ale ja pomyślałam, że gdyby nie były one ujawniane to człowiek mógłby sobie wyobrażać, co to ma być, albo co to będzie. Było to na małym skwerku obok sztucznego lodowiska, które ma działać jeszcze do lutego gdyby kogoś to interesowało i chciałby pojeździć na łyżwach. Skwerek był pod gołym niebem i tak mi się szkoda zrobiło tych artystów, bo nie tylko pot ciekł im z czoła jak pracowali nad swoimi wizjami, ale i deszcz lał im się ciurkiem po tych ich wytworach. Mogli by przynajmniej nad nimi jakieś parasole zamontować, bo taki deszcz mógł źle wpłynąć na te rzeźby. Na skwerku była rozdeptana tabliczka – proszę nie deptać nowego trawnika- jakiego trawnika przemknęło mi przez głowę, teraz to jest już raczej błotnik – bo błotko pluskało pod butkami i sączyło się mętnie przez te rampy, które dla oglądających tam poukładali. Porobiłam trochę zdjęć i z przerażeniem zobaczyłam, że do ogłoszenia wyników jeszcze ponad godzina, a tu jak kapało tak kapie i coraz bardziej na obiektyw, który co pięć sekund muszę przeczyszczać, bo same rozmazańce mi wychodzą. Stwierdziłam, że nie będę czekać i poszłam do pociągu. (a dziś i tak mam katar)

Dziś szukałam, kto wygrał i nie mogłam znaleźć, gdy po dłuższym czasie mi się udało to się zdziwiłam, bo mi podobało się coś innego.

Zwyciężyli Marjon Katerberg i Lars Bors z Holandii ze swoją abstrakcyjną pracą zatytułowaną „Kolejny dzień w Biurze” (Another Day At the Office)

abstrakcja, another day at the officeabstrakcja 

A oto inne prace.

Moja faworytka nazwałam ją Pan po Imprezie  bo wygląda jakby się opił wina i zasnął w tej beczce.

w beczce

Podobali mi się też hiszpańscy Fachowcy  tak ich nazwałam bo mi się skojarzyli z tymi skeczami z Trójki

fachowcy, Lodnon ice sculptures festival 2010 

Była też Syrenka ze Skrzydełkami i Sanki  ( moje nazwy tych kompozycji)

syrenkasyrenka

sanki, London ice sculptures festivalsanki

Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie lepsza pogoda i ktoś z zimowych krajów też przyjedzie, na pewno i my mamy jakichś niezłych rzeźbiarzy lodowych. Jest ostra zima to można sobie potrenować na przyszły rok.

 
1 , 2
Flag Counter