Galeria

piątek, 25 lutego 2011

Jak ten czas leci już prawie koniec lutego a ja kompletnie zapomniałam o tym obrazie Bruegla. Jest to kolejny wizerunek z cyklu „Miesiące” tym razem przypisywany jest on do Lutego, choć niektórzy uważają, że może to być styczeń – luty, jeżeli miałoby być 6 obrazów a nie 12. Obraz jest ciemny i rzeczywiście ponury w kolorystyce, bezlistne drzewa, szaro-brązowa ziemia i budynki i niebo zaciągnięte chmurami a wysoko w górach leży śnieg. Zdecydowanie, więc raczej zimowa pora roku, uważa się, że papierowa „korona” na głowie dzieciaka to element świętowania Dnia Trzech Króli, co by sugerowało Styczeń, ale jak na styczeń to jest tu mało zimowo a poza tym już inny obraz jest przypisany temu miesiącowi (Myśliwi na śniegu). Nawet, jeżeli przypiszemy każdemu obrazowi dwa miesiące i „Powrót Stada” przypadnie na październik i listopad a wtedy „Myśliwi na śniegu” musieliby pasować do grudnia i stycznia a wtedy „Posępny dzień” wypada na luty i marzec, bo inaczej się miesiące zazębiają i styczeń ma dwie postacie śniegową z myśliwymi lub tę tutaj ponurą z bezlistnymi drzewami. Nie da się nic przesunąć, bo wtedy żniwa wypadną w lipcu i sierpniu a krajobraz z powrotu stada byłby zbyt jesienny na wrzesień i październik - drzewa prawie bezlistne i wyraźnie zimno, bo mężczyzna na koniu jedzie skulony i opatulony w płaszcz. Do tego jeszcze rok się zaczynał w kwietniu, więc pierwszy obraz (zaginiony) w cyklu 6 były by kwietniem i majem a potem byłby „Haymaking” na czerwiec i lipiec.

Wydaje mi się, że to jednak jest luty karnawałowy luty, choć nie widać tu żadnej zabawy, ale dwa osobniki z dzieciakiem w prawej części obrazu wyglądają na wesołych i lekko wstawionych może wracają krokiem wesołym z karczmy. Ten w białych portkach ma w rękach gofry - smakołyk średniowiecznych festynów karnawałowych, choć nie tylko, bowiem był to bardzo popularny produkt, sprzedawany wszędzie w karczmach i u ulicznych kramarzy. Wydaje się on wymachiwać nim w powietrzu może sobie nawet podśpiewuje. Dzieciak ma na głowie jakąś dekorację, może to i wygląda na koronę, ale jest ona tylko na połowie głowy i wygląda raczej jak czepek pielęgniarki, jego strój jest dość dziwny, bo wydaje się, że jest on opatulony w poduszki lub coś w tym rodzaju i przewiązany powrozem w pasie i niesie też coś w rodzaju lampionu. Może wracają z jakiś gier dziecięcych, gdy takie ubranie ochronne jest potrzebne. Takie podobne nakrycie głowy ma też dwójka dzieci na obrazie Bruegla „zabawy dziecięce”, więc nie jestem do końca przekonana, że jedynym wytłumaczeniem jest korona i obchody święta Trzech Króli, (jeśli jednak przyjmiemy, że byli to Mędrcy to korona nie ma sensu), choć był w Niderlandach zwyczaj chodzenia dzieci w grupach trzyosobowych od domu do domu w przebraniach i z lampionem symbolizującym gwiazdę i śpiewania piosenek, co było nagradzanie darowiznami. Trzeba też pamiętać, że czas między świętem Trzech Króli (Mędrców) a Środą Popielcową jest nazywany „the Epiphany Season” Epifania – to objawienie, manifestacja pańska, może jednak bliżej tu jest do końca karnawału niż do początku.

Obok tej trójki mamy ludzi, którzy pracują zbierając chrust i obcinając gałęzie z wierzby zostaną one użyte do budowy lub naprawy płotów, ogrodzeń czy ścian a może do produkcji koszyków i innych przedmiotów. Drzewo przy tym mężczyźnie wygląda jak te przy drodze na wsi gdzie mamy działkę, były one tak samo przycinane – niesamowite inne kraje i ponad 400 lat różnicy a taki samo traktowane drzewa. Za wspomnianą już trójką jest budynek a przy nim na drabinie facet stoi i coś naprawia, takie działanie raczej bliższe jest wiośnie niż środkowi zimy, może najgorsze już minęło i teraz wykonuje się drobne naprawy pozimowe.

Po lewej stronie obrazu w rogu jest karczma pod Gwiazdą a przy niej dwa wyładowane czymś wozy dwukołowe. Przy drzwiach stoi jakiś grajek a przed knajpą rodzina z dzieckiem chyba to jest dziewczynka, może idą do tej gospody a może tańczą sobie w takt jego muzyki. Pod ścianą karczmy stoi facet w białym wdzianku i wydaje mi się, że jest to obszczymurek, bo chyba wypite piwko go pogoniło na stronę albo mu się niedobrze zrobiło i od nadmiaru trunków i się mu żołądek zbuntował.

W tle mamy rzekę, o rwącym nurcie, być może przybrała ona z powodu roztapiającego się śniegu i spływającej wody z gór, potoki stały się większe i rzeka bardziej groźna niż zwykle. Jedna łódka niebezpiecznie się przechyla a jedną stronę a druga na zakolu rzeki się rozbiła i tonie – raczej dramatyczne wydarzenie. Niby więc spokojny i wesoły czas, praca i trochę rozrywki ale niebezpieczeństwo czai się tuż za rogiem a nieobliczalna przyroda może zburzyć ten idylliczny obrazek, czarne chmury na horyzoncie to może przestroga przed nadciągającą nawałnicą nie tylko przyrodniczą ale także polityczną. Bruegel ciągle mnie zadziwia tak wiele się dzieje na jego obrazach, był on swego rodzaju kronikarzem artystycznym przełomu średniowiecza i renesansu. Nie mogę od jego obrazów oderwać oczu są tak pełne życia wydarzeń nie trudno zgadnąć że jest jednym z moich ulubionych malarzy.

Obraz ten został namalowany techniką olejną na desce w 1565 roku w Antwerpii, jego wymiary to 118 x163 cm a obecnie znajduje się w Muzeum Kunsthistorisches (Historii Sztuki) w Wiedniu.

Inne wpisy z Brueglem

świąteczny Bruegel

Listopad - Powrót Stada

Bruegel i Brueghel czyli jak ocalić obraz

Myśliwi na śniegu (styczeń)

 

niedziela, 02 stycznia 2011

Świąteczny Bruegel

Zastanawiałam się nad tematem malarskim na ten czas świąteczno zimowy i oczywiście wybrałam Bruegla (1525-1569), bo Bruegel wielkim malarzem był!!!. Nie był to jednak artysta, który malował obrazy biblijne, nie pracował on dla Kościoła, ale nie oznacza to, że unikał wątków religijnych. Podchodzi on do takich tematów z dystansem obserwatora, jego obrazy są alegoryczne, osadzone we współczesnych mu realiach, podobnie jak nasze szopki krakowskie. Rozumiał on, że malarstwo i sztuka jest sposobem komunikacji między ludźmi i kulturami, że jest to też sposób wpływania na widza i jego edukacji o świecie, moralności itp. w swoich obrazach dokonywał, więc współczesnej interpretacji wydarzeń biblijnych min. ubierając postacie w stroje z jego epoki.

Wybrałam obrazy „The Census at Bethlehem” 1566, dwa obrazy zatytułowane „The Adoration of the Kings” 1556-62 oraz 1564 i „The Adoration of the Kings In the Snow” 1567.

To głównie kościoły i klasztory były przez stulecia zleceniodawcami i pracodawcami artystów, zdobiących scenami biblijnymi mury budowli kościelnych. Kiedy nowe idee narodziły się w XVI-wiecznej Europie okazało się, że Reformacja była nie tylko rewolucją w teologii, ale także w innych dziedzinach życia, w tym i w sztuce, zwłaszcza gdy kalwiniści orzekli że jakakolwiek reprezentacja Boga jest grzechem. Bruegel żył właśnie w takich interesujących czasach wielkich niepewności, konfliktów religijnych i militarnej okupacji Niderlandów przez Katolicką Hiszpanię. Choć w młodości Bruegel współpracował z innymi artystami przy budowie ołtarza to nic poza dokumentami stwierdzającymi ten fakt się zachowało. Luteranie i inne Kościoły Reformatorskie dominujące w Niderlandach nie były zainteresowane wizerunkami religijnymi, a Katolicy, jeśli utrzymali jakieś budynki to nie chcieli się wychylać z szeregu, zwłaszcza po tzw. uzgodnieniach kont-reformatorskich w Trencie (1545-1563) według których artysta miał obowiązek przedstawiać świętych w taki sposób, aby uwidaczniać ich świątobliwość i jasno wyróżniać od innych zwykłych postaci. Bruegel zaś w swojej „sztuce biblijnej” czynił wręcz przeciwnie. Jego dzieła były głównie skierowane do prywatnych kolekcjonerów, kupców i bankierów, którzy wzbogacili się na handlu i spekulacjach finansowych i chcieli urozmaicić swoje domostwa obrazami. Spójrzmy na te jego obrazy dotyczące właśnie tego wydarzenia przybycia trzech króli (magów) do stajenki w Betlejem, postaram się opisać te obrazy, aby uchwycić jego niezwykły styl. 

Bruegel, the adoration of the kings

Pierwszy” Pokłon Trzech Króli” z lat 1556-62 (The Adoration of the Kings) jest obrazem mocno zniszczonym, wykonany on został, bowiem wyjątkowo na płótnie, zamiast na drewnianych panelach. Święta Rodzina umieszczona została w centrum obrazu w budynku gospodarczym, otoczona jest tłumem mieszanką orientalno – niderlandzką. Maria siedzi z dzieciątkiem na rękach, z tyłu stoi Józef jakby trochę zdziwiony całym tym tłumem, wszyscy przybyli, aby złożyć hołd zbawicielowi. Tuż przed Marią skłania się postać w czerwonym płaszczu i podaje swój podarek, za nim klęczy inny mężczyzna i w jego dłoniach jest korona, którą wydaje się składać w darze, czyżby czyn ten potwierdzał uznanie go za Króla na ziemi i w niebie? Mamy też pochyloną postać w długich wyraźnie orientalnych szatach, częściowo przesłonioną przez słup podpierający dach, jest też przybysz o czarnym kolorze skóry a w prawym rogu stoi postać w czerwonym odzieniu z dziwnym szpiczastym okryciem głowy. W tle mamy wielbłądy i słonie, co nadaje temu obrazowi wschodniego wyrazu. Nie jest to jego najlepszy obraz, być może właśnie, dlatego, że starał się on dostosować do wymogów cenzuralnych i może wciąż szukał swojego stylu przedstawiania tematów religijnych.

Dwa lata później spod jego pędzla wyszedł nowy obraz pod tym samym tytułem „Pokłon Trzech Króli” 1564 (The Adoration of the Kings) i jest to bardzo interesujące dzieło, na pierwszy rzut oka artysta starał się pracować z myślą o wskazaniach cenzuralnych z Trentu. Jest to jakby zbliżenie do sceny z poprzedniego obrazu, aż czasem mnie dziwi, że on nigdy nie znał aparatu fotograficznego i kamery filmowej, bo jego obrazy są takie dopracowane i z pomysłem. Uwaga się tu koncentruje na tym, co się wydarzyło pod strzechą i oto Maria siedzi z dzieckiem na kolanach, głowę ma pochyloną, a jej poważna twarz jest częściowo przysłonięta jej nakryciem głowy – niebieskim welonem, który przechodzi w jej płaszcz przykrywając kolana i resztę ciała. Jezus siedzący na jej kolanach wydaję się być trochę przestraszony tym całym tłumem obcych ludzi. Królowie czy jak kto woli mędrcy składają hołd dzieciątku, ten klęczący przed nimi jest odziany w bogatą szatę i podaje swój podarek, pochylający się po lewej stronie w czerwonym odzieniu na zaś bardzo pospolitą twarz, nie jak na władcę przystało. Wątek orientalny jest zapodany tutaj w osobie czarnoskórego przybysza stojącego po prawej stronie obrazu, jego szata może uchodzić za wschodnią, ale jego czerwone buty z ostrymi noskami to typowe średniowieczne obuwie. Proszę zwrócić uwagę, że na obu obrazach jest ten czarnoskóry mędrzec w białej szacie i czerwonych butach i nakryciu a raczej opasce na głowie. Podobnie z postacią Józefa i Maryi podobne odzienia i pozy tyle, że teraz Józef się odchylił trochę do tyłu i słucha, co mu jakiś człowiek szepcze do ucha. To właśnie ten mały szczegół prawdopodobnie wzięłaby na ząb cenzura, bo tak, jak to się mówi „nie uchodzi” się osobom świętym zachowywać. Tutaj proszę doniosła chwila - a tym dwom się na ploty zebrało. Jest tu też za dużo ludzi z orężem, żołnierze uzbrojeni po zęby przybyli do stajenki, po co? Jest to aluzja do okupacji hiszpańskiej w Niderlandach, pokój, pokój, ale nie dla nas wszystkich. Po prawej stronie obrazu nad orientalnym przybyszem jest twarz w okularach można to interpretować dwojako – oto ci, którzy otaczają Chrystusa nie wiedzą, kim jest ten noworodek, nie wiedzą, że jest to zbawiciel świata, - więc dlaczego mu składają dary i skąd ta adoracja. Druga interpretacja to ironia brueglowska kierująca się do widza – odbiorcy raczej niż do osób na obrazie – zadająca pytanie o to czy potrafią zobaczyć prawdę w ułudzie i materializmie, czy potrafimy dostrzec jak wiele z bożonarodzeniowego przesłania poszło sobie w las i nigdy nie wróciło. Nadzieja na pokój, wolność, szacunek człowieka dla człowieka, dobro itp. znikło w cieniu halabard i kusz, pewnych wartości nie można wnieść siłą, tracą one, bowiem swoją siłę i wymowę i być może to jest ta prawda, której nie jesteśmy w stanie dostrzec.

Bruegel, census at Bethlehem 1566

Następny obraz o tematyce biblijnej to „Spis powszechny w Betlejem” (The Census at Bethlehem) z 1566 roku (znany też jako „the numbering at Bethlehem). Na pierwszy rzut oka nie jest to obraz religijny, ale scenka rodzajowa przedstawiająca życie w wiosce w porze zimowej, obraz ten jest, bowiem pełen detali przedstawiających życie w wiosce z połowy XVI wieku. Pora jest zimowa, słońce zachodzi na horyzoncie, jezioro zamarzło i jest teraz drogą dla mieszkańców, którzy taszczą na plecach lub ciągną wielkie toboły. Dachy domów, ulice są pokryte śniegiem i choć jest to środek zapewne dość mroźniej zimy to wioska jest pełna ruchu i aktywności. W tle mamy ludzi pracujących przy budowie, postawili szkielet budynku, jest kobieta, która sprząta śnieg, za nią postacie, które wyglądają jakby obrzucali się śniegiem lub toczyli kule śniegowe. Po prawej stronie w głębi obrazu mamy ruiny zamku. Czy jest to, więc czas pokoju po czasie wojennym?. Niedaleko ruin stoi drzewo musi być puste w środku, bo stało się małą knajpką, jest naokoło tłum, a z gałęzi zwisa szyld przedstawiający chyba łabędzia. Jest też zbiorowisko ludzkie przy budynku na lewo od drzewnej gospody, za jeziorem w lewym rogu widnieje budynek kościoła. Na pierwszym planie po lewej stronie jest inny budynek, wianek zawieszony nad oknem wskazuje, że jest to gospoda lub tawerna. Teraz wydaje się być zamieniona na jakiś urząd, może o tym świadczyć plakietka obok okna przedstawiająca dwugłowego orła symbolu dynastii Habsburskiej „miłościwie” panującej w Hiszpanii i Niderlandach właśnie. Wewnątrz siedzą jacyś urzędnicy, mają księgi i coś w nich czytają i wpisują, a ludzie im coś podają zapewne pieniądze, jest to scena płacenia podatków, poborcy podatków to wysłannicy znienawidzonego Imperium Hiszpańskiego, okupującego protestanckie tereny dzisiejszej Holandii. Danina, jaką musieli obywatele zapłacić była wysoka, połowa dochodów Imperium pochodziła z tego małego kraju, budziło to wieczne niezadowolenie i protesty.

W lewym rogu obrazu mamy przedstawione bicie świni, jedna już została uśmiercona i teraz zapewne spuszczana jest jej krew do naczynia, które trzyma kobieta, druga świnia jest wyprowadzana za uszy z tawerny/gospody, całej scenie przyglądają się dzieci, jest to normalna rzecz dla nich, część życia na wsi, zima to czas uboju zwierząt, może idą święta i potrzebne są surowce na kiełbaski i kaszankę? Wśród snopków leży siekiera, a po drugiej stronie niczego nieświadome kury z kogutem chodzą sobie i dziobią coś w śniegu. W prawym rogu mamy z kolei mniejszy staw, też skuty lodem a na nim bawiące się dzieci, starsze dziecko prowadzi za rękę młodszego dzieciaka, dziewczynka ciągnie na bardzo prowizorycznych „sankach” (przewrócony trzynożny taboret) kolegę lub brata, dwójka dzieci bawi się bączkami na lodzie, inne maluchy wydaja się siedzieć w koszykach i odpychać się patykami po lodzie, a z boku na śniegu mamy osobnika, który zakłada na nogi a raczej buty małe nartko-łyżwy.

W centrum tego całego rozgardiaszu wiejskiego mamy mężczyznę zapewne cieślę, bo niesie na ramieniu piłę i prowadzi osiołka z siedzącą na nim opatuloną kobietą. To jest właśnie Józef i Maria, którzy przybyli do Betlejem, miejsca skąd pochodził Józef, aby wypełnić rozkaz cesarza Augusta o spisie powszechnym. Zwykła para na tle normalnego życia wiejskiego. To nie bardzo by się spodobało kontr reformatorom, nic ich, bowiem Bruegel nie wyróżnił, nie rozświetlił, nie namalował aureolki, ale mi się ten obraz bardzo podoba, właśnie za tę normalność, takie ukazanie Świętej Rodziny jest bliższe człowiekowi, z takim przestawieniem wydarzeń zwykły śmiertelnik może się utożsamić, jest w stanie zrozumieć trudy i troski tej podróży i tych wydarzeń. Środek obrazu jest zatłoczony obok Józefa i Maryi są też wozy, dwukółki pełne beczek i innych towarów, motyw koła jest też w tle i uważa się, że jest to symbol cyklu życia i śmierci, jaki zachodzi w naturze gdzie po zimie przychodzi wiosna, więc po śmierci nastanie życie. Może to w ten delikatny, wysublimowany sposób zapowiada Bruegel przyjście zbawiciela świata. Wydaje mi się też, że Bruegel przywrócił religię ludowi, wydarł ją możnym i biurokratom kościelnym i oddał esencję wiary w ręce i serca zwykłego człowieka.

 census w Betlejem Bruegel detale

Niesamowite detale, trawa wystaje z zamarzniętej wody, obok chłopaka z narto-łyżwami leżą rękawiczki, bez nich jest lepiej je umocować na butach, śnieg jest brudny, zadeptany tam gdzie jest dużo ludzi i mamy do czynienia z aktywnością ludzką, ubój, ścieżka przy budynku w tle i po drugiej stronie jeziora, w okolicach konstruowanego budynku, na wozach jest drewno na opał. Oczywiście jest tu też typowy paradoks Bruegla, kościół w Betlejem jeszcze przed narodzeniem Jezusa, ale jako że artysta przedstawia życie wsi w XVI wieku, budynek ten był nieodzownym elementem krajobrazu wiejskiego, ważnym ośrodkiem życia społecznego. Fakt może, że jest on na uboczu pokazuje jak życie duchowe zostało odsunięte na bok, że ludzie zapomnieli o tych wartościach.

Obraz ten był tak popularny, że mamy 14 kopi a można je nawet nazwać późniejszymi wersjami, z jego pracowni min autorstwa jego syna, są one czasem trochę zmienione np. na jednym nie ma tej postaci zakładającej narto-łyżwy a konstrukcja w budowie w tle wydaje się już mieć część tylnej ściany.

 

Ostatni obraz o tej tematyce to „Pokłon Trzech Króli w Śniegu” (The Adoration of the Kings In The Snow) z 1567 roku, wielu krytyków uważa, że jest to najbardziej odważny obraz artysty, wyzwanie dla cenzorów kontr reformatorskich. Sceneria znów zimowa, Niderlandzka wioska pokryta śniegiem, normalny zimowy dzień w życiu tej osady, duży ruch na ulicy, ludzie otuleni gdzieś idą, są tu objuczone osły. W prawym dolnym rogu obrazu mamy zamarzłe jeziorko lub staw, z wyrąbanej przerębli wyciągają wodę i postać na schodach podaje wiadro przykulonej postaci na szczycie schodków, za murem stoi a raczej przygotowuje się do dźwigania inna postać, być może jej wiadra już są pełne a może się schyla, aby je podać mężczyźnie, który wyciąga wodę. Na lodzie dziecko w koszyku z patykami się bawi ślizgając w podobny sposób jak na poprzednim obrazie. Budynek po lewej stronie wydaje się być ruiną podpieraną balami, aby się nie rozsypała, ale może jest to budowla w czasie konstrukcji, ale prace musiały być przerwane ze względu na warunki atmosferyczne. Centralna ulica i plac są bardzo zatłoczone, kontury ludzi w ruchu, ciemne, bo jest to zimowy krótki dzień i trudno jest rozpoznać, kto jest, kto ale wydaje mi się, że są tu jacyś uzbrojeni ludzie, może żołnierze, straż miejska, myśliwi, postacie są ciemne, schematyczne, choć cały obraz nie wydaje się być ciemny, ale to efekt zalegającego śniegu. Proszę spojrzeć na zaśnieżony krajobraz przez okno w czasie zimy i nie wydaje się być ciemno nawet nocą, śnieg to sprawia, że świat jest jaśniejszy, bielszy czystszy, nieskalany (potem zanieczyszczenia i brud się pokażą). Musi być zimno, bo mamy szereg postaci jak np. te trzy w centrum w tle, które przebiegają chyłkiem skulone przez drogę może do karczmy a może do domu. Za nimi widnieje wyraźnie koło od powozu – znów symbol cyklu życia i śmierci. W lewym rogu mamy stajenkę a w niej ledwo widoczną Świętą Rodzinę, trochę jaśniejszą niż inne postacie, ale to zapewne od ognia, przy jakim się grzeją a kłaniający się Królowie są nakreśleni bardzo schematycznie, niemalże, jako plamy kolorystyczne. Cała scenka jest na marginesie toczącego się życia wiejskiego, wydaje się, że nikt oprócz przybyłych Królów/Mędrców nie zwrócił uwagi na to niezwykłe wydarzenie. Obraz ten jest szczególny jeszcze z jednego względu – otóż wielu historyków sztuki uważa, że jest to pierwsza ilustracja padającego śniegu w malarstwie Europejskim.

Gdzie można te obrazy zobaczyć na własne oczy?

„The Adoration of The Kings” na płótnie z 1556-1562 oraz „The Census at Bethlehem „ z 1566 roku w Królewskim Muzeum Sztuk Pięknych w Brukseli.  (tu też jest kopia wykonana przez syna Piotra Młodszego „The Adoration of the Kings In The Snow” w bardziej żywych jaskrawych kolorach i z dymkami snującymi się z kominów.

„The Adoration of The Kings” z 1564 roku w Galerii Narodowej w Londynie na Placu Trafalgar

„The Adoration of The Kings In The Snow” z 1567 roku znajduje się w Kolekcji Oskara Reinharta w Winterhurt.

 

czwartek, 25 listopada 2010

The return of the Herd – November

Mamy jesień i takie mi do głowy przychodzą jesienne tematy i tak teraz jest okazja popisać o obrazie „Powrót stada – Listopad”. To kolejny wizerunek jesieni tym razem w wydaniu jednego z moich ulubionych artystów malarzy Pietera Bruegla Starszego (ojca). Malarz ten często był nazywany „chłopskim Brueglem”, jako że pokazywał życie codzienne i świat prostych ludzi w licznych alegoriach i przypowieściach. Bruegel nie miał pozycji na dworze królewskim, nie pracował dla kościoła, nie uznawał koncepcji piękna idealnego, był mistrzem w tym, co robił i jego dzieła są dokumentem czasów, w jakich żył i pracował. Dochody przynosiły mu pejzaże, obrazy, drzeworyty o tematyce alegoryczno religijnej i politycznej oraz tzw. „near net leven” - z życia wzięte – scenki rodzajowe. Po wielu stuleciach jego obrazy stały się dla nas dokumentem życia na przełomie średniowiecza i renesansu. Bruegel uważany jest za ważnego artystę w rozwoju malarstwa pejzażowego, uczynił on przyrodę nie tłem w swoich dziełach, ale częścią opowieści, natura i zmiany jakie w niej zachodziły stała się elementem w dialogu z odbiorcą a nie tylko tłem dla przedstawienia religijnego lub moralizatorskiego.

W późnym średniowieczu modlitewniki bogatej szlachty posiadały ilustrowane kalendarze gdzie każdemu miesiącowi odpowiadała ilustracja pokazująca typowe czynności charakterystyczne dla danego miesiąca. I tak w styczniu mamy uroczyste bankiety, w lutym ścinanie drzewa, w marcu orkę itd. Bruegel przeniósł to z ksiąg na ściany i ukazał nam życie, gdzie natura wyznacza czynności jakie są wykonywane. W 1565 roku namalował on serię obrazów prawdopodobnie dla kupca z Antwerpii Nicolasa Jonghelinka, który w następnym roku przekazuje swoją kolekcję miastu jako żyrant Daniela de Bruynesa a wśród nich jest 16 obrazów Bruegla min „Tower of Babel” (wieża Babel) „Carrying of the Cross” (procesja na Kalwarię) oraz obrazy określone jako „the twelve months” (dwanaście miesięcy). Niestety inwentarz zbiorów Jonghelinka nie określał ile obrazów było w serii i do tej pory trwają spory czy było to 12 czy 6 paneli i którym miesiącom one odpowiadają. Kiedy 30 lat później miasto Antwerpia podarowało obrazy arcyksięciu Ernestowi wymienia się 6 paneli, a później w inwentarzu jego zbiorów figuruje notka o 6 panelach reprezentujących 12 miesięcy roku Bruegla, w 1659 przeprowadzono inwentaryzację zbiorów Leopolda Wilhelma brata cesarza Rudolfa II gubernatora Niderlandów mowa jest już tylko o 5 obrazach. Co się stało z jednym z nich nie jest wiadomo. Część badaczy uważa też, że pierwsze 6 mogło zostać zniszczone w czasie wojen i splądrowania miasta przez wojska hiszpańskie w czasie interwencji w protestanckich Niderlandach, inni twierdzą, że bardziej prawdopodobne jest zaginięcie jednego niż siedmiu obrazów.

Dziś mamy tylko 5 obrazów „Myśliwi na śniegu” styczeń jest uważane za reprezentację grudnia i stycznie, a ten „Powrót Stada” za październik i listopad, na luty i marzec jest „Gloomy Day” „Haymaking” ma być czerwcem i lipcem a „Corn Harvest” sierpniem i wrześniem, a brakujący to wiosna kwiecień i maj. Ja bym jednak wolała żeby ich było 12, czy nazwałby je dwanaście miesięcy gdyby było tylko sześć paneli – to by mogło być nazwane „sezony roku” zawierając 4 tradycyjne pory plus przedwiośnie i przedzimie czy coś takiego. Są jego szkice do drzeworytów określane, jako „wiosna” i „lato” nazwał je porami roku, dlaczego by, więc nazywał coś 12 miesięcy, jeżeli by przedstawiał tylko 6 pór roku, wolę mieć nadzieję, że było ich więcej. Niedawno odnaleziono jeden jego obraz „ The Wine of St. Martins Day” więc może kiedyś jeszcze się inne odnajdą. Ciekawe jest jednak, że jego synowie, którzy lubili kopiować ojca nie dokonali tego w tym przypadku może, dlatego że dość szybko stały się one dla nich trudno dostępne.

P. Bruegel, Powrót statda, the return of the herd

Obraz ten przedstawia sprowadzenie stada z pastwisk letnich do obór na zimę, która jest zapowiedziana w czarnych chmurach nadciągających od prawej strony obrazu. Krowy leniwie idą w kierunku wioski, w większości ukazane są od tyłu, kierowane one są przez dwóch pastuchów, właściciel albo główny pastuch jedzie za nimi na koniu a reszta grupy idzie z tyłu. Obraz jest utrzymany w kolorach jesiennych dominują w nich brązy, złocienie, szarości i brunatności. Krajobraz w tle nie jest typowym dla Holandii, nigdy nie kojarzyła mi się ona z górami i stromymi skałami, być może jest to efekt jego podróży po Włoszech. Wioska na lewej stronie obrazu jest ledwo widoczna za drzewami, choć nie mają one już liści to jednak szarość dnia i pory roku powoduje, że jest ona dość „rozmazana”, ten fragment jest taki trochę, że tak powiem impresjonistyczny. W dole płynie rzeka, nad nią jest kolejna wioska, widać jakieś łodzie na wodzie, sad i krzątających się tam ludzi, trwają ostatnie przygotowania do zimy, trzeba uprzątnąć ostatnie zbiory, popodcinać drzewka owocowe, zima nadchodzi wielkimi krokami, kto nie jest gotowy może jej nie przeżyć.  

Jest to obraz olejny namalowany na dębowych deskach. Na stałe znajduje się w muzeum Kunsthistorisches w Wiedniu.

inne wpisy z Brueglem

Bruegel i Brueghel jak ocalić obraz

Myśliwi na śniegu - styczeń

Od Bruegla do Rubensa

środa, 27 października 2010

 

Do napisania tego wpisu skłoniła mnie akcja prowadzona przez Art Fund zbierająca pieniądze na kupno obrazu, który wyszedł spod pędzla jednego z synów malarskiej rodziny Brueglów (Brueghlów). Postanowiłam się w nią włączyć i was zachęcić porównując dwóch malarzy ( nie jedynych) w tej rodzinie o tym samym imieniu Pieter ojca i syna.  

W Galerii Narodowej w Londynie do 9 Listopada możemy obejrzeć obraz syna Pietera Bruegla Starszego też Pietera dla odmiany zwanego Brueghlem Młodszym (pisał on swoje nazwisko z „h”). Nie jest to do końca szczęśliwa okazja, chodzi, bowiem o akcję zbierania pieniędzy, aby ten obraz uratować od sprzedaży do prywatnej kolekcji, potrzebne jest prawie £3 miliony. Zaangażowały się w to The Nationa Trust i Art Fund, na stronie, której można przekazać pieniądze. Każdy grosz (pence) się liczy, wiem, że ktoś może się zapytać, co nas to obchodzi w Polsce? Ale sztuka nie zna granic i jest dla wszystkich i szkoda żeby zniknęła ona z galerii do jakiejś prywatnej kolekcji, sejfu albo bunkra i stała się niedostępna dla szerokiej publiczności.

Obraz o który chodzi to „The Procession to Calvary”. Są dwa obrazy o tym tytule jeden to dzieło ojca drugi to dzieło syna, w tej rodzinie synowie często malowali kopie obrazów ojca i poruszali podobne tematy, w tym wypadku nie jest to kopia a raczej wariacja na ten sam temat.

Pierw spójrzmy na obraz „The Procession to Calvary” 1564, Pietera Bruegla Starszego (ojca) po naszemu „Droga na Kalwarię albo Procesja na Kalwarię albo Droga Krzyżowa”. Krajobraz jest trochę nierealny, ten wiatrak na górze, w dali mury średniowiecznego miasta i ta atmosfera festynu, trudno się dopatrzeć tu sceny biblijnej. Kobieta na pierwszym planie po prawej stronie obrazu, wyraźnie przerażona i załamana nam uświadamia, że coś tu ma się stać. W tym obrazie nie ma pompy jak u innych malarzy przedstawiających sceny biblijne, wygląda to jak kolejna egzekucja, takich było dużo w czasie, kiedy żył i tworzył malarz. Egzekucje gromadziły gapiów i często nabierały one charakteru festynu i tu to tak trochę wygląda, mamy zwykłych gapiów, handlarza domokrążcę (siedzi do nas tyłem) ludzi ciągnących na to wydarzenie całymi rodzinami. Jezus gubi nam się w tłumie, niby jest w centrum obrazu, ale nie na nim jest skupiona uwaga. Wszystkie postacie są ubrane we współczesne (renesansowe) ubrania oprócz Jezusa, który upadł pod ciężarem krzyża, a może naszych grzechów, oraz grupy kobiet z św Janem na pierwszym planie w prawym rogu.

obraz Bruegela

Przed Jezusem na wozie jadą na egzekucję dwaj łotrzy a przy nich spowiednicy – tu mamy mały paradoks, bo są to postacie związane z religią chrześcijańską – a wydarzenie przedstawiane tu jest esencją i źródłem chrześcijaństwa. Drugi paradoks to scena w lewej części obrazu zaraz przy skałach mamy mężczyznę Szymona z Cyreny, którego żołnierze ciągną do pomocy w dźwiganiu krzyża, ale on się opiera a jego żona go odciąga. U jej boku wisi zaś różaniec- też symbol wiary.

 fragment obrazu Bruegla

Czy są to wskazówki na hipokryzję wiary chrześcijańskiej i jej wyznawców, dwulicowość ludzką? Musimy pamiętać, że jest to czas niepokojów religijnych, a sam obraz może być odczytany jako krytykę kościoła i katolickiego króla hiszpańskiego Filipa, w tym czasie panowały w Holandii silne nastroje anty hiszpańskie. Czarne chmury nadciągające nad kraj, symbolizują wojenną zawieruchę w imię religii, jest to obraz prowokacyjny bardzo polityczny.

Po prawej stronie na samej krawędzi, ponad skałą przy słupie stoi brodata postać i wielu badaczy podejrzewa że jest to wizerunek malarza, który podobno miał w zwyczaju umieszczać siebie pośród gawiedzi na obrazach.

 procession to calvary by brueghel the younger

Jego syn Pieter Brueghel Młodszy namalował obraz o tej samej tematyce „Procesja na Kalwarię” obraz ukończył w 1602 roku. Utrzymał on swoje dzieło w podobnych kanonach jak ojciec, ale nie jest to prosta kopia, jest to inna wersja tego samego wydarzenia. Podobnie jak ojciec umieszcza tą scenę biblijną w jemu współczesnym czasie i krajobrazie, układ kompozycji jest też podobny. Mamy miasto na lewej stronie obrazu z wieżami kościołów oraz Wielką Świątynią (synagoga) okrągły budynek z gotyckimi oknami i miejsce egzekucji po prawej stronie, matka Jezusa (w towarzystwie Marii Magdaleny Marii matki Jakuba i Józefa i Marii Salome) jest umieszczona także po prawej stronie obrazu na pierwszym planie brak jest św. Jana ją pocieszającego, choć może ten osobnik przytulony czy raczej schowany za drzewem to właśnie on. Nawet wiatrak, który u ojca góruje nad całym krajobrazem wystąpił u syna, który go jednak przesunął dalej na horyzont. Podobnie jak ojciec ubiera ludzi we współczesne mu ubiory, z wyjątkiem Jezusa, nosi on prostą szatę i jest bosy, podobnie czyni z matką i jej towarzyszkami są one w starszych średniowiecznych szatach.

fragment obrazu Bueghla

Punktem kulminacyjnym obrazu jest jednak nie scena upadku oto Jezus zatrzymał się, krew ścieka spod korony cierniowej, na krzyżu many napis „to jest Jezus król Żydów” przed nim klęczy kobieta w egzotycznej i bogatej sukni to św. Weronika, oferująca mu białą chustę do otarcia potu i krwi z twarzy. Obok niej stoi kobieta w żółtej sukni, która właśnie ociera swoją twarz, z łez zapewne. Jest to ważna dla wielu wyznawców chwila bowiem na tej chuście miała się odcisnąć twarz Jezusa, „vera icon” (stąd imię Veronica) czyli prawdziwy obraz wizerunek, w okresie gdy żył i pracował malarz relikwia ta była szczególnie otaczana czcią. Jest też Szymon na tym obrazie, ale tu dźwiga on krzyż, a obok idą jego dzieci jedno trzymając żołnierza za rękę. Przesunął on tę scenę znacznie bliżej widza u jego ojca długo się trzeba było naszukać, aby znaleźć Jezusa w tłumie.

procession to calvary by brueghel the youngerPodobnie jak ojciec umieszcza dwóch łotrów na wozie przed idącym Jezusem, a na nim jedzie odziany w czarne szaty mnich spowiednik – znów ten sam paradoks ustalone symbole chrześcijańskie w scenie wiodącej do narodzenia się Chrześcijaństwa. Młody Brueghel dzieli łotrów ubiorami czarny to ten, który był złośliwy i szydził, a w białym ubraniu trzymający krzyż to ten, który stwierdził, że oni giną za swoje zbrodni, ale on ( Jezus) jest niewinny i prosił go o pamięć o nim i to jemu syn boży obiecał wejście do raju.

U Młodszego Brueghla obecność militarna jest znacznie silniejsza niż u ojca, u którego mamy tylko oficerów na koniach w czerwonych kubrakach, tu mamy armię w zbrojach, jadącą w złożonej formacji na czele całej procesji, przypomina to raczej inwazję niż eskortę na egzekucję. Armia ta ma być armią rzymską, ale zbroje a przede wszystkim sztandar z dwugłowym czarnym orłem to symbol dynastii habsburskiej, której monarchowie czuli się właśnie spadkobiercami Imperium Rzymskiego – czysta polityczna aluzja do inwazji i wojen religijnych z poprzedniego stulecia, czasów jego ojca i jego młodości, miał on zaledwie 3 lat kiedy król Filip II wysłał okrutnego Albę aby zrobił porządek w Holandii.

Nad figurą Jezusa mamy stojący krzyż przydrożny a przy nim żebraka, jest on okaleczony, może właśnie przez wojny toczące się w imię pańskie, przed nim chusta przytrzymywana kamieniami z paroma monetami a nachyla się nad nim zakonnica – kolejny paradoks.

Dwie postacie jadące na koniach za skazańcami to Józef z Arimathei w białym turbanie i szatach obszytych futrem a w różowawym turbanie to Nicodemus, Józef wystarał się o ciało mesjasza u Poncjusza Piłata i obaj pomogli w jego pochówku. Siedząca tyłem do nas postać w pobliżu matki z jej towarzyszkami to pielgrzym, u ojca był to domokrążca, czyli osoba, która była w wielu miejscach i wiele widziała i tu się przygląda tej procesji na egzekucję. Czy w swoich dalszych wędrówkach będzie on rozpowiadał o tym, co widział tu i słyszał? Nad wąwozem, którym przechodzi procesja siedzi dwójka dzieci, przyglądają się one wydarzeniom, a być może nawet rozmawiają, bo jedno dziecko na głowę lekko zwróconą do drugiego. Czy są to przyszli wyznawcy?

Obrazy te ojca i syna są podobne, ale i różne zarazem. Widać, że Pieter jest synem swego ojca, operuje on podobnym warsztatem, dużo detali, nie boi się zadawać trudnych pytań i wytykać hipokryzję a może namawia do powrotu do tego, co było esencją chrześcijaństwa, bez biurokracji w jaką obrosło i instytucji, w jaką się ono przemieniło. Jak ojciec jest wspaniałym obserwatorem i politycznie aktywnym artystą. Warto jest ten obraz ocalić dla przyszłych pokoleń, jeśli możecie wstąpcie do Galerii Narodowej w Londynie (sala nr 29) a od 18 listopada do świąt Bożego Narodzenia do Galerii Sztuki w Yorku lub na stronę internetową i pomóżcie. Link do wpłat na stronie Art Fund

Inne wpisy z Brueglem

Myśliwi na śniegu

Od Bruegla do Rubensa

środa, 03 lutego 2010

 

To jeden z obrazów obok, których się przechodzi dalej lub tak nas zauroczą, że wracamy do niego żeby się jeszcze raz mu przyjrzeć. Pierwszy raz na własne oczy go zobaczyłam na wystawie w Galerii Królewskiej „Od Bruegela do Rubensa czyli flamandzcy mistrzowie pędzla” teraz wisi on na korytarzu w Pałacu Hampton Court i znów nie mogę się mu oprzeć i staje przed nim i patrzę zaczarowana, jakby ten nieznany malarz jakieś na mnie rzucił zaklęcie.

Jest to dzieło nieznanego nam niestety malarza, albowiem nie ma na nim podpisu i nie udało się z nikim tego obrazu skojarzyć stylowo, wiemy, że jest to szkoła flamandzka, a namalowany on został prawdopodobnie w latach 1550-60. Nie wiemy jednak, kto jest na obrazie, w 1616 roku w katalogu kolekcji Królowej Anny Duńskiej - żony Jakuba I, zapisany on był, jako „A Picture of a Buffone” czyli błazna, uważano, że mógł to być błazen Króla Henryka VIII.

obraz, flemish art, painting, boy at a window, Hampton Court PalaceJest to niezwykły obraz, bo przedstawia osobę z pospólstwa, chłopiec w czarnym ubraniu wydaje się stać po drugiej stronie szyby jedna ręka wsparta na framudze – widzimy tylko palce, drugą prawą puka w okno i patrzy się na nas z szelmowskim uśmiechem. Może właśnie dowiedział się nowych plotek z królewskiego otoczenia i chce się z nami nimi podzielić, a może właśnie otwiera okno żeby nas zawołać, bo jesteśmy wezwanie przed oblicze królewskie. Podoba mi się to, że jest to takie realistyczne ujęcie, moja koleżanka w czasie zwiedzania z duchami jak szła tym korytarzem to się wystraszyła jak go zobaczyła tak pukającego w okno. Obraz jest ciekawie wyeksponowany, bo jest we wnęce w korytarzu naprzeciwko okien, które są niemal takie same jak to na obrazie.

Gdzie można go teraz zobaczyć?

Pałac Hampton Court w Londynie w części Tudorowej na pierwszym piętrze między Great Watching Chamber a Haunted Gallery czyli Korytarzem Duchów.

Do Pałacu w Hamtpon Court można dojechać pociągiem ze stacji Waterloo. Szczegóły o cenach i godzinach otwarcia na stronie Hampton Court Palace

 

niedziela, 17 stycznia 2010

 

myśliwi w śniegu, peter bruegel, zima, wioska, śnieg, hunters in the snow, styczeń, januaryHunters In the Snow – January. Jest to jeden z pięciu ocalałych obrazów z cyklu „Miesiące” wykonanych na zlecenie bogatego kupca z Antwerpii – Niclaes’a Jonghelinck’a. Obraz ten przedstawia wioskę w okresie zimowym toteż dominują w tym obrazie kolory zimowe, biel śniegu, szarość nieba i skutych lodem jezior, stawów i kanałów. Tytułowi myśliwi z psami, umieszczeni zostali po lewej stronie obrazu, widzimy ich od tyłu jak idą w stronę wioski, sylwetki ich są ciemne, niemal schematyczne, ta na przedzie grupy to prawie same kontury.  Na lewo od nich - przy budynku pali się ogień i ludzie naokoło wydają się zajęci jakąś pracą, a małe dziecko im się przygląda albo pomaga. Ale nasze oczy wydają się podążać za myśliwymi w kierunku budynków w dole wzgórza, na którym jesteśmy i dalej przez zamienione w lodowiska jeziora, ośnieżone pola, pokryte śniegiem wioski w kierunku zamarzniętego morza. Wioska tętni życiem, jakaś kobieta niesie chrust po moście, po drodze jedzie furmanka czymś obładowana. Na lodowiskach pełno jest postaci, dorośli i dzieci wydają się świetnie bawić jeżdżąc na łyżwach. Na tym lodowisku ludzie także w coś grają, bowiem niektórzy trzymają jakieś kije może do hokeja, inni pochylają się nad „kamieniami” co przypomina grę curling - w grze tej używa się ciężkich granitowych kamieni, a celem jest takie rzucenie po lodzie kamienia tak co by konkurentów wypchnąć z określonego pola, szybkość ślizgu po lodzie reguluje się specjalnymi szczotkami. Mamy tu doskonały przykład niezwykłego daru obserwacji tego malarza, i jego techniki, która oddaje tyle detali bez zbytniego wdawania się w szczegóły. Wydaje się, że jego doświadczenie w pracy przy drzeworytach jest tego przyczyną, że potrafi on za pomocą konturów i wrażenia ruchu oddać emocje i nadać obrazom ten niesamowity ludzki wymiar. Patrząc na ten obraz za każdym razem można odkryć coś nowego, jak np. tego człowieka na drabinie przy domu na lewo od wieży „kościelnej” z wioski w centrum obrazu. Pasuje on do aury na zewnątrz, choć w Londynie już stopniał śnieg, ale w Polsce właśnie zaczynają się ferie wiec do łyżew i nart pora się zabrać, tylko z rozsądkiem i rozumem.

Obraz ten na stałe wisi na ścianach Muzeum Kunsthistorisches w Wiedniu.

Inne wpisy z Brueglem

Bruegel i Brueghel jak ocalić obraz

Od Bruegla do Rubensa

sobota, 12 grudnia 2009

 W Galerii Królewskiej zwróciłam uwagę na dwa interesujące obrazy, pod którymi podpisali się dwaj malarze P.P Rubens i Frans Snyders jeden to „Diana (?) and Her mymphs spied upon by Satyrs”  ( czyli Diana i jej nimfy podglądane przez satyry) i drugi „Pythagoras advocating Vegetarianism”  (czyli Pitagoras zachwalający Wegetarianizm). O ile Rubens jest postacią znajomą to Frans Snyder był trochę zagadką, coś mi przez pamięć przebiegło w postaci psów gończych, ale nie za bardzo kojarzyłam. Okazało się, że był to zdolny malarz flamandzkiej szkoły którego specjalnością były zwierzęta i martwe natury. Był on uczniem Petera Brueghel’a Młodszego w roku 1593, pobierał też nauki u Hendricka van Balen tego samego mistrza, co van Dyck, z którym się zresztą zaprzyjaźnił. Snyders zaczynał malując kwiaty, owoce i martwe natury, potem przeniósł swoje zainteresowania na zwierzęta, sceny z polowań, walki między zwierzętami. Jego najsłynniejsze dzieło to „Wilde Boar Hunt” (Antwerpia), które jest dość okrutne bo psy właśnie dopadły dzika i go jeden złapał za nogę, drugi za ucho, a jeszcze jeden zaraz mu dorwie się do gardła. Obraz ten mógłby być wykorzystany w kampanii przeciw polowaniu z nagonką, bo jest dość dosadny w przedstawieniu okrucieństwa takiego polowania. Co trzeba jednak przyznać to, że artysta zna się na zwierzętach, jest wspaniałym obserwatorem i potrafi uchwycić pędzlem to, co jest bardzo trudne moment, w którym osaczony dzik wie, że już z tego żywy nie wyjdzie. Rubens znał Snydersa i musiał być pod wrażeniem jego umiejętności, bowiem zaprosił go do pracy przy paru dziełach i efekty tego są bardzo interesujące. Co mi też zaimponowało to, że wielki artysta potrafił uchylić czoła przed talentem innego i poprosić go do współpracy i nie bał się przez to stwierdzić, że tamtemu coś lepiej wychodzi.

Pierwszy obraz z to bogini polowań ze swoimi nimfami na popołudniowej drzemce i satyry je podglądają jeden odciągnął kawałek tkaniny i wpatruje się zachwycony w śpiące istoty nieziemskiej piękności o typowo rubensowskich kształtach. Na prawej stronie obrazu o drzewo oparty stoi łuk i kołczan, w prawym dolnym rogu mamy upolowane zwierzaki dzik, zające, sarna i jakieś ptaki. W lewym rogu śpi wierny psiak.

Drugi obraz to Pitagoras zachwalający wegetarianizm, siedzi on pod drzewem i prezentuje do mężczyzn po lewej stronie obrazu zalety diety złożonej z owoców i warzyw. Słuchają on w skupieniu, jeden gładzi się po brodzie i intensywnie spogląda na mistrza. Rubens and Snyder Pythagoras advocating vegetarianism, owoce, dieta, wegetarianizmPo prawej stronie obrazu mamy nimfy i satyry zrywające owoce oraz leżące na ziemi: jabłka, gruszki, winogrona, ogórki, kalafior, śliwki, oliwki, czereśnie, szparagi, itp.

Ciekawe jak taka współpraca wyglądała, czy malowali razem, jak ustalali, który do którego miejsca maluje, czy domalowywali na przemian, bo jak się na obraz patrzy to nie widać jakiegoś podziału, wiadomo że zwierzaki z pierwszego, owoce i warzywa z drugiego to Snyders. Jak patrzę na nie to się zastanawiam czy to te same nimfy i satyry (modele i modelki), co z tego pierwszego?  Obrazy są całością, a nie częściami, fantastyczna współpraca, świadcząca o zrozumieniu i wzajemnym szacunku do siebie. Drugi z obrazów został namalowany, jako dekoracja do domu Rubensa, ciekawe czy był on zwolennikiem wegetarianizmu wobec tego?

Obrazy można zobaczyć na wystawie „ Skarby z Kolekcji Królewskiej” w Galerii Królewskiej przy Pałacu Buckingham.  

Godziny otwarcia: codziennie od 10 – 17:30.

Ceny

Dorośli: £8.50

Ulgowe: £7.50

Dzieci do lat 17: £4.25

Rodzinny ( 2 dorosłych i 3 dzieci do lat 17) : £21.50

Płacący podatki w Wielkiej Brytanii mogą zadeklarować to, jako „Gift Aid” i po ostemplowaniu bilet będzie ważny dla osoby, która go kupiła przez 12 miesięcy od daty zakupu/wizyty. Warto o tym pamiętać.

 Uwaga od Lutego 2010 oba obrazy znajdują sie w Pałacu Hampton Court.

sobota, 07 listopada 2009
W Galerii Królewskiej przy Pałacu Buckingham na wystawie Skarby z Kolekcji Królewskiej można zobaczyć przedmioty ze wykonane w warsztatach słynnego jubilera Carów – Carla Faberge. Cudeńka zachwyciły mnie od razu i nie mogłam się oderwać od gablotek.
środa, 28 października 2009
W Galerii obrazów w Pałacu Buckingham pierwszy raz zobaczyłam obraz pędzla Johannesa Vermeer był to ” The Music Lesson or the Lady at the virginals with a Gentleman”. - Lekcja Muzyki albo Panna przy klawesynie z Kawalerem- stałam przed nim zachwycona.
Flag Counter