codzienność

poniedziałek, 05 marca 2018

W Nowy Rok zerwaliśmy się skoro świt na tę paradę. Była to nasza pierwsza, choć mieszkamy w Londynie dość długo. W tym roku akurat wypadło nam obojgu wolne i stwierdziliśmy, że to sobie zobaczymy.

Wybraliśmy się wcześnie, aby zająć sobie dobre miejsca i poszliśmy na początek gdzie ona startowała. Pogada jak to w styczniu była nijaka no i to się odbiło trochę na paradzie. Długie czekanie, aż się coś ruszy potem nagle wszyscy biegiem, bo trzeba załatać dziurę. Kupa lokalnych amatorskich teatrzyków i kółek hobbystycznych oraz goście z różnych stron świata a także reprezentanci mniejszości narodowych. Dlaczego nas nie było – jakieś niedopatrzenie chyba, bo jest nas tu dużo i przecież mamy co pokazać np. smoka wawelskiego, lajkonika, sarmatów itp. Może następnym razem.

Nie było to wydarzenie roku i chyba nie stanie się to naszą noworoczną tradycją. Wybrałam parę fotek, oceńcie sami czy warto rano wstawać. 

Na starcie 

Karoca z ...

Kopciuszek i siostry

ostatnie instrukcje ...

replika samochochodu z popularnego serialu "Only fools and horses"  

parada_noworoczna11

odrobina Paryża w Londynie  

parada_noworoczna6

dzieciak dawały z siebie wszystko w chłodzie i kropiącym deszczu 

parada_noworoczna5

szanowni goście z za oceanu

goście z galaktyki far far away....


niedziela, 04 marca 2018

Kenwood House 

Tak moi drodzy to się zdarza. Nawet jak spadnie śnieg, to z reguły, po paru godzinach nie ma po nim śladu – rano zima po południu wiosna.  Raz na parę lat jednak mamy takie zimowe atrakcje, gdy jest biało przez parę dni. Ostatnim razem było to dość dawno 2009 i 2010 rok. Tu moje poprzednie wpisy na ten temat. Bałwanka , Bałwan własnej robotyHu hu ha nasza zima zła? .

Ta biała posypka to prawdziwy koszmar dla Brytyjczyków, nadawane są komunikaty ostrzegawcze instytutu metrologicznego, ostrzega się ludzi przed podróżowaniem, zamykane są szkoły, niektóre pociągi nie jeżdżą itd., bo spadło trochę śniegu. Musicie też zrozumieć, że Brytyjczycy mają obsesje na punkcie rozmowy o pogodzie, to jest temat rzeka. Jak deszcz pada za długo, to że pada i nie ma słońca i po jakimś czasie ostrzegają przed powodziami. Jak jest sucho i świeci słońce to, że jest za gorąco  i ostrzegają przed udarami słonecznymi albo brakiem wody. Jak jest zimno to, że jest zimo i ludzie marzną na ulicach i staruszkowie w domach, bo ogrzewanie jest drogie. Jak spadają liście to, że pociągi się spóźniają bo są liście na torach – poważnie taka jest przyczyna to nie mój żart;  a jak spadnie śnieg, to już jest raj, zwłaszcza dla satyryków.

Osoby urodzone w krajach, gdzie zima to coroczne wydarzenie, łapią się za głowę, bo jak można tak panikować z powodu 5 centymetrów śniegu. Ano można, moi Angielscy znajomi nie mają opon zimowych do samochodów -  nie ma takiej potrzeby, nie mają butów, porządnych skarpet na takie warunki i po prostu nie umieją chodzić po śniegu czy śliskiej powierzchni. Tak, trzeba umieć chodzić i to każdy z nas, kto dorastał z zimą za pan brat, potrafi. Wiem, że brzmi to dziwnie, ale tu ciągle w radio gadają, że trzeba chodzić jak pingwiny czy tam kaczki, żeby się nie przewrócić. To każdy z nas ma automatycznie, odruchowo opanowane, bo od małego biegaliśmy po śniegu i lodzie. Ja pamiętam, jak smarowaliśmy sobie świecami podeszwy butów, żeby się lepiej ślizgać.

 

W pracy z koleżankami z Niemiec i Grecji ciągle wpadałyśmy w zachwyt, za każdym razem jak spoglądałyśmy przez okno a tam śnieg. Greczynka biegała zachwycona wykrzykując, że ona to uwielbia i robiła ciągle zdjęcia, wysyłając je rodzicom. Wszyscy się pytali czy u nas w Polsce czy Niemczech też tak wszystko staje jak spadnie śnieg, ja i koleżanka z Niemiec popatrzyłyśmy na siebie i  stwierdziłyśmy, że tak wszystko staje zwłaszcza jak spadnie pół metra śniegu - i  wpadłyśmy w śmiech. Nie potrafili też zrozumieć humoru w powiedzeniu, że zima zaskoczyła drogowców.

Ja byłam szczęśliwa, bo w czasie ostatniej wizyty w Polsce kupiłam sobie nową, solidną zimową kurtkę i okazało się, że jest ona super i zdała egzamin, a ja już myślałam po co mi ta kurtka, jak tu i tak nie ma prawdziwej zimy.

Razem z moim ukochanym wybraliśmy się na spacer i oto parę fotek z tegorocznego ataku zimy na Londyn. Teraz już u nas śnieg stopniał i wyszły spod niego wszystkie brudy, no cóż trzeba poczekać do następnego razu.  

Pałac w Hampton Court

ulica o poranku, pan Mleczarz rozwozi mleko w Mlekowozie

magnolia w parku przy Kenwood House

Pojawiły się bałwany 

nad stawem w Kenwood House

Gąska Egipska w sniegowej scenerii 

Moorhen (gallinula, kokoszka) 

coot czyli łyska

inwazja bałwanów 

Pies - fajny patyk

Bałwan - zostaw moją rękę, ratunku, mordują, obgryzają ...

Robin czyli rudzik pozuje do fotki 

była sobie wiosna 



sobota, 23 stycznia 2016

Przez cztery dni, wieczorami ludzie wylegali na ulice, aby popatrzeć na światełka. W czterech strefach można się było napatrzeć na różnego rodzaju instalacje świetlne. Cztery wieczory, aby przyciągnąć ludzi do Londynu w okresie posuchy turystycznej, bo gorączka świąteczna i noworoczne wyprzedaże już za nami. Chyba się udało, bo w sobotę 16 stycznia zamknięto na jakiś czas stację King’s Cross, tak była zatłoczona chętnymi na obejrzenie zimowych iluminacji. My wybraliśmy się w niedzielę pod Opactwo w Westminsterze i właśnie na King’s Cross.

Pod budynkiem opactwa przestaliśmy chyba godzinę, przytupując z zimna z resztą tłumu, to był ten mroźny weekend w Londynie. Mój ukochany cierpliwie robił zdjęcia i ja też, a zachwytom nad efektem rzucania kolorów na budynek nie było końca. Fasada wyglądała niesamowicie, nagle wszystkie postacie ożyły, szaty nabrały kolorów, wyłoniły się cienie i fałdy na odzieniach. Cuda-wianki co staramy się pokazać na paru fotkach z tego dnia.


 


 

 


Na King’s Crossie było już bardziej nowocześnie i abstrakcyjnie.


Były suknie w ciemnych witrynach.

 


Była świetlna osoba skacząca do sadzawki.

 


Kropki ułożone w postacie zmieniające kształty na ścianie byłego budynku gimnazjum.

 

I był na ścianie wielkiego magazynu pokaz Cyrku Świetlnego, na murze latały autobusy, dziwni człeko-zwierzo-atleci, lisi błazen, pojawił się wielki dzban do herbaty itp.

 


 


 

 

  

Zabrakło nam czasu na pójście w inne miejsca, może w przyszłym roku, bo chyba impreza się udała. Ludzi było sporo, knajpy zarobiły chyba na tym, podobnie jak sprzedawcy różnego rodzaju świetlistych zabawek, więc może ta idea wróci za rok.

sobota, 09 stycznia 2016

 

Święta, Święta i po Świętach, a nawet po Nowym Roku. Czas płynie, czy tam biegnie nieubłagalnie, co tam płynie, rwie z kopyta, aż człowiek dostaje zadyszki usiłując mu dotrzymać kroku. Tak, zdecydowanie, czas jest moim największym wrogiem, nie miałam czasu na pisanie. A oto moje żałosne wymówki… .

Najpierw stwierdziliśmy, że musimy trochę odnowić mieszkanie no i w ruch poszły pędzle, szpachelki, wałki i bieganie po sklepach za farbą, taśmami, wałkami - bo ten to nie bardzo, a tamten do luftu itp. W międzyczasie był urlop i wyjazd do kraju, po powrocie kontynuacja malowania po pracy, czasem to było parę godzin, przestawianie mebli, zdejmowanie książek, płyt i DVD z półek, znajdowanie na nie miejsca itp. W tym momencie zdaliśmy sobie sprawę z ogromniej ilości posiadanych książek drukowanych – nazywam je „papierówkami” i cieszyłam się ponownie z posiadania Kindla, bo znaczyło to, że na półkach nie stały kolejne 73 książki, a jak się jeszcze doda te 108 z archiwum, to naprawdę oszczędza się nie tylko na zajmowanej przez nie przestrzeni, ale i na energii zużywanej na ich przenoszenie z kąta w kąt. Zdecydowanie więcej też kupujemy książek z tego też właśnie powodu, że nie zajmują nam miejsca, więc wydawcy i pisarze raczej mają z nas pożytek. Tak na marginesie to mam dużo recenzji do przeniesienia na papier, a raczej na ekran, jest też parę wystaw i parę katedr do opisania … .

A wracając do wymówek, to potem zaskoczyły nas święta i trzeba było jakoś mieszkanie ogarnąć, budowaliśmy nowy komputer, bo mój laptopik trochę się postarzał. No i ani się człowiek nie obejrzał, a tu już Nowy Rok. Ale nad pierwszym wpisem już usilnie pracuje. Mój fotograf ma dla mnie zdjęcia i lada dzień coś się nowego ukaże.

Najlepszego Wam życzę i Pozdrawiam. 

wtorek, 30 października 2012

Drodzy czytelnicy.

Przez jakieś dwa tygodnie nie będzie nowych wpisów i nie będę w stanie odpowiadać na pytania w sprawie transportu. Proszę o cierpliwość.

 

Niestety przerwa potrwa do końca stycznia, mamy problem z podłaczeniem telefonu i internetu ...  

 



Dziękuję





 

piątek, 27 lipca 2012

Po siedmiu latach oczekiwań, wyrzeczeń, ciężkiej pracy zarówno sportowców, jak i tych, co projektowali, budowali itp. nadchodzi ten magiczny czas, i Igrzyska Olimpijskie zostaną otwarte. Podobno przed telewizorami siedzi teraz ponad bilion mieszkańców ziemi i pewnie paru obcych też się temu przygląda. Takie widowisko zdarza się, co cztery lata i mam niesamowite szczęście mieszkać w mieście, które to organizuję toteż postanowiłam poddać się entuzjazmowi, atmosferze i cieszyć się tym wyjątkowym wydarzeniem. Dziś wstałam wczesnym rankiem 4:30 i udałam się w daleką drogę – dwa nocne autobusy, spacerek mostem Waterloo i pociąg aby zobaczyć znicz olimpijski w ogrodach Pałacu Hampton Court.

wschód słońca w Lodynie 27 lipca 2012, sunrise in London

słońce wschodzi za Katedrą św. Pawła

Trasa wiodła min. przez słynny labirynt i gdy okazało się, że sztafeta jest trochę opóźniona stwierdziliśmy, że pewnie się zgubili, ale wyjaśniono nam że biegnąca ze zniczem dziewczyna miała przewodnika a opóźnienie było spowodowane czymś innym.

olimpic flame at Hampton Court Palace

 

olimpic flame at Hampton Court Palace

 

olimpic flame at Hampton Court Palace

 

Widziałam znicz i przepiękny stateczek „Gloriana” na pokładzie, którego ogień olimpijski popłyną w dół rzeki w stronę Tower of London i wioski olimpijskiej. Miłym akcentem było to, że na łódkę wniósł go wioślarz, czterokrotny złoty medalista Matthew Pinset a wśród wiosłujących był min. Paul Bircher zdobywca srebrnego medalu w ostatnich igrzyskach, które odbyły się w Londynie w 1948 roku. Choć ma 83 lata to dziarsko przebierał wiosłem w towarzystwie min. 36 letniej srebrnej medalistki z Sydney Guin Batten. W ciągu swojej 70 dniowej wędrówki znicz pokonał 8 tysięcy mil po całej Wielkiej Brytanii, a wśród sztafety byli wielcy sportowcy, znani dziennikarze, oraz osoby nominowane przez lokalne społeczności takie wyróżnienie to niezwykły zaszczyt a na dodatek można sobie zatrzymać znicz, z którym się biegło – każdy ma swój – trzeba jednak za to zapłacić 200 funtów plus 35 funtów za specjalną podstawkę. Trochę to się wydaje dziwne, ale pewnie byłby krzyk gdyby im dawano za darmo, że to podatnicy płacą itp.

Gloriana and olimpic flame

Już wkrótce znicz zapłonie nad olimpijską wioską mam nadzieje, że te Igrzyska pełne będą wspaniałych sportowych emocji, sensacyjnych zwycięstw i przyniosą nam wiele radości

Wybieramy się też kibicować naszym siatkarzom oraz żeglarzom a także na wyścig czasowy. Jako kibic i mieszkaniec Londynu jestem gotowa na cały ten olimpijski zgiełk.

A tym wszystkim, co tu zawędrują, co będą startować i co będą kibicować życzę miłych wrażeń, dobrej zabawy a przede wszystkim wielu ekscytujących zwycięstw.



poniedziałek, 30 kwietnia 2012

 maraton w Londynie 2012

Po raz pierwszy odbył się ten długodystansowy wyścig 29 marca 1981 i teraz jest to coroczne wydarzenie w kalendarzu wiosennych imprez sportowych. Dystans odpowiadający odległości między Maratonem a Atenami - 42 kilometrów i 195 metrów (26 mili i 385 jardów) co roku przebiega tysiące uczestników, kobiet i mężczyzn podzielonych na kategorie, zawodowców, niepełnosprawnych (wózkarzy) oraz amatorów i biegaczy organizacji dobroczynnych. Pomysłodawcami imprezy byli olimpijczyk i dziennikarz Chris Brasher i Walijski atleta J. Disley.

maraton Londyn, Kipsang

foto by pysson

Są trzy punkty startu w okolicach Blackheath w Parku Greenwich a wszystkie trasy łączą się na 3 mili w okolicach Woolwich Arsenal, następne ulicami Londynu przez słynny most Tower i londyńskie doki (teraz dzielnicę finansową) Canary Warf i Limehouse do Tower Hill przez Monument aż do pałacu Backingham gdzie na szerokiej promenadzie The Mall jest finisz. Sponsorami wyścigu byli min Gillette, Mars, ADT, NutraSweet, Flora a teraz jest Virgin.

london marathon

foto by pysson

W pierwszym wyścigu linię mety przekroczyło 6 255 osób a w tym roku na starcie stanęło około 37 tysięcy uczestników, jest to bardzo popularny wyścig i czeka się na miejsce w kolejce nawet 4 lata. Największą szansę na dostanie się na listę uczestników ma się, jeżeli zdecydujemy się wystartować w barwach jakiejś organizacji dobroczynnej zbierając dla niej pieniądze. Suma, jaką udało się biegaczom zebrać do tej pory to około 500 milionów funtów. Nad zdrowiem biegaczy czuwają lekarze oraz ochotnicy z St. John Ambulance, są oni porozstawiani na trasie z wazeliną (średnie użycie 50 kg)  na otarcia, olejkiem ( średnie użycie 200 butelek) na oparzenia słoneczne, wodą itp.

London Marathon 2012

moja fotka

W tym roku niestety znów był wypadek śmierci w czasie wyścigu, amatorska biegaczka Claire Squires zemdlała na milę przed końcem wyścigu i zmarła mimo pomocy lekarskiej. Biegła zbierając pieniądze dla organizacji dobroczynnej Samarytanie – jej śmierć poruszyła ludzkie serca i suma darowizn spływających dla jej sprawy przekroczyła pół miliona funtów. Link to jej strony

Jest to impreza niesamowita, za każdym razem nie mogę wyjść z podziwu dla tych ludzi, którzy decydują się brać udział w tym morderczym wyścigu, zwłaszcza amatorów i biegnących w przebraniach. Najstarsi biegacze to Kenneth Jones i Jeffrey Gordon obaj mają po 78 lat.

wiekowy biegacz London marathon 2012

foto by pysson

Najlepiej jest pójść na początek wyścigu, gdy ludzie jeszcze mają siły, można próbować łapać biegaczy w różnych punktach – niektórzy śledzący rodzinę lub znajomych tak robią, albo zdecydować się pójść na koniec w okolice St. James Park i The Mall. Ja chodziłam głównie na w okolice finiszu, tym razem pojechaliśmy na początek ale jako że się spóźniliśmy wylądowaliśmy ostateczne na 20 mili w Poplar przy punkcie komentatorskim Londyńskich Strażaków, rozdawania wody i stacji St. John Ambulance, kadeci stali z wyciągniętymi rękami w rękawiczkach chirurgicznych trzymając wazelinę dla tych co im otarcia zaczynały dokuczać a obok panie z olejkiem dla tych co nie pomyśleli o słońcu.

Zwycięscy:

Wilson Kipsang z Kenii w czasie 2 godziny 4 minuty i 44 sekundy.

Marz Keitany z Kenii w czasie 2 godziny 18 minut i 37 sekund.

Niepełnosprawni – wózkarze – po raz szósty zwyciężył David Weir w czasie 1 godzina 32 minuty i 26 sekund.

Przebierańcy nie byli daleko tyle, Drakula (David Stone) przybiegł na metę w czasie 2:42:17, a David Tomlin przebrany za Rzymskiego Żołnierza w 2:57.

London Marathon

foto by pysson

Wszystkim należą się brawa i podziw. Zapraszam na przyszły rok na kwiecień.



niedziela, 08 kwietnia 2012

gąski, nad wodą

Najlepsze życzenia
wesołych,

spokojnych,

pełnych rodzinnego ciepła i miłości

Świąt Wielkanocnych,

smacznegojajka,

mokrego śmigusa dyngusa – panowie uwaga na mrozy żeby wam te panny nie zamieniły się w sople lodu!

Do życzeń dołączam parę milusich obrazków

łabędzie, sygnetskaczka z kaczątkiemgąskimałe łyskisygnets małe łabędzie



piątek, 14 stycznia 2011

Zgłosiłam swój blog do Konkursu na Blog Roku 2010.

Trwa etap Głosowania SMS na Bloga Blogerów.

Jeżeli Wam się to co pisze podoba to głosujcie na mnie wysyłając SMS pod numer 7122 wpisując w niego mój numer D00095 a 0- to cyfra zero nie duże O, nie należy też wstawiać spacji. Koszt SMS 1.23 zł brutto. Dochód z SMS ma zostać przekazany na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych.

Dziękuje serdecznie i z całego serca.

sobota, 25 grudnia 2010

Najlepsze życzenia

Zdrowia, Szczęścia,

Radości, Wszelkiego Dobra

Pełno Miłości i Spokoju

Przygód Ciekawych

Odkryć Niezwykłych

Spełniena Pragnień

Wszystkim Blogerom, Czytelnikom i Znajomym

życzy

Imigrantka

 

 
1 , 2 , 3
Flag Counter