niedziela, 06 maja 2012

Robert of Anjou enthroned, Toskania oko;o 1335

Nie wiedziałam, że aż tyle zachowało się tych pięknych manuskryptów i jak różnorodne to były dzieła. Nie są to tylko teksty religijne, ale mamy tu także poradniki i encyklopedie wiedzy. Już na samym początku niespodzianka można sobie dotknąć materiałów, na jakich pisano manuskrypty i jest tu krótki film wyjaśniający proces produkcyjny i ilustracyjny. Mamy dwa rodzaje skór, jakich używano w produkcji dzieł pisanych w średniowieczu: parchment (pergamin) wykonywany głównie ze skóry owczej i koziej, która była poddawana obróbce, namaczano go w specjalnym roztworze wapiennym, rozciągano i zeskrobywano sierść i resztki mięska i tłuszczu; vellum (welin) to odmiana parchmentu (pergaminu) odznaczający się lepszą, jakością, wykonywany ze skóry cielęcej, jego zaletą było, że lepiej się na nim trzymał atrament.

Płachty pergaminu były cięte na strony i następnie linie były nanoszone, aby tekst był równo napisany, gdy pisarz pomylił się używał nożyka i zeskrobywał błąd. Gdy tekst był gotowy to do akcji wkraczał artysta, jego zadaniem było ozdobienie tekstu iluminacjami, a mogły to być ozdobne litery, ozdobne marginesy i miniatury a także pełnostronicowe ilustracje. Były one iluminowane złotem, które było nazywane muszelkowym (Shell gold), ponieważ artysta trzymał je w muszelce ostrygi lub małży w trakcie pracy, natomiast złota folia czy złoto płatkowe (gold leaf) było nakładane na pergamin pokryty specjalną miksturą podkładową, której głównym składnikiem było ubite białko. Następnie szlifowano to kamieniem lub zębami, aby nadać ten niesamowity blask, który to pozostał na wieki i nadal wprawia nas w zdumienie. Dlatego ilustracje w manuskryptach nazywane były iluminacjami, a artyści je wykonujący iluminatorami, była to poszukiwana umiejętność i dobrze opłacana sztuka.

Karol Orleański  w więzieniu w Tower w Londynie

Wystawa została podzielona na kilka pomieszczeń tematycznych, pierwsze z nich zostało poświęcone Królewskiej Bibliotece. Fundatorem biblioteki był król Edward IV ( ten z powieści Penelopy Gregory „White Queen” ) , panował w latach 1461-70 i 71-83. Już współcześni np. podróżnik Gabriel Tetzel opisywali dwór Edwarda IV, jako najwspanialszy w świecie chrześcijańskim, a duże i bogato ilustrowane manuskrypty miały właśnie podkreślać splendor jego dworu.

Posiadanie manuskryptów, które były bardzo drogie, świadczyło o bogactwie monarchy oraz jego światłości. Edward szczycił się swoją kolekcją, a manuskrypty były w centrum barwnego życia dworskiego. Książki miały moralizatorski charakter, dawały przykłady prawego i religijnego życia. Ukazywały też walory rycerskiego kodu i zachowania oraz strategii militarnych. Edward IV dbał, aby na jego dworze rozrywki dostarczała odpowiednia literatura o charakterze wychowawczo pouczającym. Ta kolekcja 50 manuskryptów stała się podstawą zbiorów Biblioteki Królewskiej. Ukazują one zainteresowania tego monarchy historią współczesną, ale i starożytną, a herby rodowe przeplatające się w ilustracjach dowodzą, że były one wykonywane na jego zamówienie w centrum artystycznym, jakim było flamandzkie miasto Bruges (Bruga). Trzeba tu dodać, że jego zamiłowanie do kolekcjonowania takich dzieł utrzymywało wielu z profesjonalnych producentów manuskryptów przy życiu.

Vincent of Beauvais w pracy

Perłą w koronie tej kolekcji jest dzieło autorstwa Jeana de Wavrin (żył w latach 1400 -72/75) „Recueil des croniques d’Engleterre". Dzieło to powstało, ponieważ Jean (lord of Le Forestel) trochę się nudził a że był już za stary aby z mieczem wojować stwierdził że zrobi coś pożytecznego ze swoim czasem jaki mu pozostał na tym ziemskim padole. Chciał upamiętnić wyczyny królów Angielskich i ocalić legendy i wydarzenia historyczne od zapomnienia. Efekt tego to monumentalne dzieło w sześciu księgach, którego napisanie zajęło mu 25 lat. W swojej pracy wykorzystywał dostępne mu listy, dzieła poprzedników z XII wieku „Historia regum Britanniae „ Geoffrey’a z Monmouth i „Chroniques” Jeana Frossarta z XIV wieku. Wavrin miał świadomość, że taka książka powinna mieć walory dydaktyczne, ale pisał ją przede wszystkim dla arystokratów, więc także z przeznaczeniem rozrywkowym. Nie wszystkie manuskrypty się zachowały, ale te, które można było zobaczyć na tej wystawie po prostu zachwycały kunsztem i bogactwem ilustracji. O ile znamy autora słów, to tożsamość wspaniałego iluminatora pozostaje dla nas tajemnicą. Dla uproszczenia mówi się o nim, jako Mistrz z Londynu Wavrin – dla podkreślenia, że pracował on nad manuskryptami z tekstem Wavrina. Określa się jego styl, jako poetycki i pełen atmosfery.  Jean de Wavrin Bruga 1475

W prologu mamy ilustrację ukazującą autora, który przekazuję swój manuskrypt królowi Edwardowi IV, strona ta została dodana później, podobnie jak spis treści, po tym jak ukończono przepisywanie dzieła. Jest to scena symboliczna, bowiem Wavrin już nie żył i nigdy nie przekazał manuskryptu królowi. Fakt, że ta strona została dodana później i napisana przez innego skrybę, a także margines został ozdobiony przez wspomnianego już Mistrza z Londynu Wavrina, wydaje się wskazywać, że w końcowej fazie produkcji zmieniono adresata na króla Edwarda IV. Jest on tu ukazany z Orderem Złotego Runa, który otrzymał w 1468 roku, a dwaj dworzanie mają Podwiązki, w marginesie herb królewski jest podtrzymywany przez lwy. Margines jest pełen kwiatów i liści - to przepiękna symfonia kolorów, ale mi tu brakuje jednego motywu białej róży, a przecież to symbol dynastii z Yorku.

uczta królewska 

Trzeci Tom wspomnianego dzieła Wavrina udostępniony na tej wystawie to egzemplarz bardzo bogato ilustrowany, a powstał on prawdopodobnie w warsztatach miast: Brugia i Lille. Tekst to mozolna praca skryby Jana Du Quesne, który posiadał wszystkie tomy tego dzieła a głównym ilustratorem był tzw. Mistrz z Wiednia i Kopenhagi, obecnie zidentyfikowany jako Toison d’Or. Część ilustracji wykonana została przez innych iluminatorów na razie określanych ze względu na styl czy powiązania, jako Mistrz Białych Inskrypcji, Mistrz z Harley Froissart, Mistrz Edwarda IV. Mi w oko wpadła ilustracja z tego tomu przedstawiająca biesiadę Johna z Gaunt i króla Portugalii, jest ona pełna realizmu i humoru. Jest to urocza scenka z życia dworskiego, przy zastawionym stole siedzą goście, na miękkich ławach obitych zielonym suknem główni bohaterowie, po obu stronach mamy herby rodowe. Przygrywają im muzycy na piszczałkach a na stole mamy naczynia wykonane z pewter – jest to stop cyny, antymonu i miedzi - a wygląda trochę jak srebro. Przed każdym biesiadnikiem stoi prostokątny talerz i chleb a raczej bułka, a służący roznoszą półmiski z jadłem. Z lewej strony w drzwiach za stołem z potrawami stoi chyba kucharz i trzyma łychę. Proszę zwrócić na ubiory zwłaszcza trendy w obuwiu, długie noski mogą sprawiać kłopoty, o czym wydają się dyskutować osobnicy po prawej stronie - jeden trzyma się za wyciągnięty nosek albo pokazuje, że jego jest dłuższy. Cudne i szkoda, że nie można sobie było kartek poprzewracać i zobaczyć inne obrazki.

Niektóre ilustracje są dla nas trochę śmieszne i nieprawdopodobne. Oto mamy francuskie tłumaczenie dzieła Flaviusza Josephusa „Historia Żydów” - zwłaszcza wojen żydowskich, pięknie iluminowana ilustracjami prawdziwego mistrza Jeana Fouquet’a i tak oto Antiochus Epiphanes oblega Jerozolimę, która jest przedstawiona jako twierdza z basztami i tak potężnymi murami aż trzeba armat aby je rozwalić, zakuci w zbroje wojownicy strzelają z kuszy i broni palnej, w oddali majaczy wiatrak. Coś tu nie gra. Jesteśmy na początku naszej ery, a tu mamy armaty, kusze itp., ale tak sobie wyobrażano świat odległy, nie było aż takiego pojęcia upływu historii i zmian technologicznych a zawłaszcza przemian w ubiorach, te tu są bardzo europejskie. Podobnie w biografii Juliusza Cezara (La Grande histoire Cesar) wydanej w Brugii w 1479 roku mamy scenę narodzin głównego bohatera, komnata bardzo europejska w wystroju, ubiory najmodniejsze w sezonie średniowiecznym i potwierdzenie, że Juliusz przyszedł na świat poprzez cięcie cesarskie.

Antiochus Epiphanes besieging Jerusalem

Następna część wystawy ukazywała Chrześcijańskiego Monarchę. Angielscy monarchowie od czasów anglosaskich po czasy panowania dynastii Tudorów mieli w swoim posiadaniu bogato ilustrowanie manuskrypty z tekstami religijnymi, zwłaszcza bardzo popularne były psałterze, małe książki z modlitwami przeznaczone do osobistego użytku (Book of Hours).

the Beaufort Hours - Beauchamp

Monarchowie też zamawiali duże i pięknie zdobione Biblie z przeznaczeniem dla nowo zakładanych klasztorów oraz kościołów i katedr, jako przejaw łaski królewskiej. Były one głównie po łacinie, choć popularne też były ilustrowane kopie francuskich tłumaczonych tekstów biblijnych. Manuskrypty były bogato dekorowane, choć styl się zmieniał na przestrzeni wieków, to splendor pozostawał, ponieważ w ten sposób podkreślano bogactwo darczyńcy lub właściciela i jego pragnienie gloryfikacji słowa bożego pięknymi i kosztownymi iluminacjami. „Gospel Books” często miały dopiski na marginesie, notatki o wydarzeniach, jak np. uwolnienie przez króla Athelstana niewolnika w dniu koronacji, a w tzw. „The Cnut Gospels” mamy nawet notatki sporządzone w staro angielskim obok łaciny, potwierdzające związki między Kościołem, królem Cnutem ( Kanutem Wielkim) i jego bratem Haraldem. Następna notatka informuje nas o jego szczodrości wobec Kościoła, bowiem daje prawo spisywania dokumentu zwanego „Charter” w jego imieniu, taki dokument zawierał min. zbiór praw osadniczych, było to sprytne posunięcie mające na celu zaskarbienie sobie poparcia osób duchownych w jego walce o tron, a następnie utrzymaniu owej korony na swojej głowie.

Powtarzającą się ilustracją w psałterzach jest postać króla Davida autora psalmów, namaszczanego olejkami. Był to bowiem wzór monarchy dla średniowiecznych głów królewskich. Panował swego rodzaju kanon ukazywania króla Davida, umieszczany był w centrum, na niebieskim tle w złotej ramce, często zdobionej właśnie tzw. „gold leaf” ( złotą folią ). Zwykle monarcha ten jest ukazany siedząc na tronie i grając na harfie, był w końcu autorem psalmów. King David w psałterzu

 

Najsłynniejszy taki wizerunek patrona królów ( można go tak chyba nazwać) pochodzi z tzw. „Psałterza z Westminsteru”, który powstawał w trzech fazach. Nie bardzo wiemy, kto był zleceniodawcą tego dzieła napisanoego około 1200 roku, być może ówczesny opat William Postard który zmarł właśnie w tym roku lub jego następca Ralph de Arundel, mamy jego wizerunek - oto klęczy on przed Najwyższym, trzymając zwój ze słowami „Panie usłysz moją modlitwę”. O ile tekst powstał mniej więcej w jednym czasie to ilustracje były dodawane w trzech falach, pierwsze pojawiły się zaraz po zakończeniu prac przez skrybów, a były to głównie ilustracje kalendarzowe i dzielące psałterz na części. Wkrótce potem zatrudniono artystę, który wykonał pięć pełno stronicowych ilustracji umieszczonych na początku manuskryptu, badacze doszukują się tu powiązań i wpływów artystycznych z ilustratorami znanymi jako „Master of the Gothic Majesty” i „ Morgan Master” którzy pracowali przy Biblii z Winchesteru. Pięćdziesiąt lat później dodano ilustracje wykonane piórem z tzw. „washes of colour” techniką, którą można określić, jako wczesnoakwarelistyczną. Bardzo ciekawy przykład rozwoju, funkcji i życia takiego manuskryptu.

 

psałterz Królowej Mary 1310

Musimy pamiętać, że ilustracje były ważnym nośnikiem informacji, nie wszyscy potrafili czytać, nie wszyscy znali łacinę, pięknie iluminowane egzemplarze dostarczyły informacji o życiu Zbawiciela i różnych Świętych, niektóre manuskrypty mogłyby być pierwowzorami współczesnych komiksów. (Historia społeczna zatacza koło?)

koronacja Henryka III

Odrębna kategoria manuskryptów dotyczyła tzw. królewskiej tożsamości, ich zadaniem było min. pomóc w prezentacji panujących, a służyły temu zwoje genealogiczne i manuskrypty historyczne uzasadniające prawo do tronu. Księgi koronacyjne opisujące i ilustrujące koronację zaś były ostatecznym dokumentem pieczętującym prawo do korony. Średniowieczny monarcha był najwyższym organem prawnym, nadawał i egzekwował prawo, był zwierzchnikiem militarnym, sędzią w sporach oraz trendach dworskich. Jego panowanie było odzwierciedlane w literaturze sponsorowanej przez niego, popularnej na dworze, czytanej i posiadanej przez jego poddanych. Propaganda średniowieczna była jednak pięknie iluminowana.

drzewo genealogiczne 

Pojawiają się też poradniki, monarchowie i ich dworzanie czytali teksty historyczne, ponieważ uważano, iż znajomości przeszłości wpływa na mądrość i generalnie oświeca czytającego. Dlatego książki opowiadające o losach takich antycznych bohaterów jak David, Salomon, Aleksander Wielki, czy Juliusz Cezar były bardzo popularne. Młodzi książęta i królewięta byli zachęcani do zagłębiania się w lekturze ukazującej życie świętych, poradnikach o zasadach rycerskich, dworskich i militarnych np.: "Chivalry In Love and War" z przykładami piosenek trubadurskich; Lancelot du Lac o przygodach Lancelota; „Military strategy for crusaders and Kings” dzieło Jeana de Mean’a, „De re militari” najpopularniejszy tekst klasyczny w średniowiecznej europie – określana jako książka, którą powinien przeczytać każdy monarcha.

z życia Edwarda I Wyznawcy

Pojawiają się także encyklopedie, kompendia wiedzy astrologicznej, geograficznej, medycznej i zoologicznej. W tej kategorii królują tzw. Bestiariusze, które opisywały zwierzęta chodzące, latające, skaczące po świecie oraz te, które zdecydowanie były przykładami bogatej wyobraźni. Czasami ilustracje oparte były na jakimś opisie, a ponieważ iluminator nie widział stworzenia na własne oczy, to mu wychodził taki bardzo fantazyjny zwierzak. Dobrym tego przykładem jest ilustracja z „Bestiariusza z Rochester” gdzie mamy średniowieczny wizerunek słonia. Otóż słoń ma łapki psio-lwie, duże uszy trochę jak tuby od gramofonu, trąbę jak trąba, jest porośnięty sierścią, w niczym to nie przypomina słonia jakiego my znamy. Ilustracja ta ma też pokreślić siłę zwierzęcia, bo wydaje się on dźwigać wieżę strzelniczą z załogą, o czym świadczy pas ją przytrzymujący choć i w tym wizerunku coś nie gra, bo wydaje się ona być za słoniem, nie mówiąc już o proporcjach i kolorach.

słoń w Bestiariuszu z Rochester

Inny niezmiernie ciekawy przykład to Mapa i opis drogi do Jeruzalem powstała w St. Albans w Anglii w 1250 roku. Autorem tego dzieła jest Matthew Paris mnich benedyktyński, który nigdy nie odbył tej pielgrzymki ale miał niesamowity talent pisarski i dostęp do źródeł. Był on także autorem zadziwiająco szczegółowych map Wielkiej Brytanii, ale najsłynniejsze są jego mapy Ziemi Świętej oraz drogi z Londynu do Apulii we Włoszech. W dwóch kolumnach, które należy czytać od lewego dołu do góry a potem od prawej góry do dołu umieścił on listę miast, przez które wiedzie trasa pielgrzymki, z informacjami ile dni zajmuje podróż między nimi (dzień to jurnee). Do tego dodał też informacje historyczne i topograficzne, jego mapa Palestyny jest bardzo tradycyjna i przedstawia tę krainę z lotu ptaka, z portami i twierdzami na wybrzeżu. Mamy tu także wizerunek wielbłąda dwugarbnego z długą szyją dźwigającego jakieś skrzynie. Trzeba przyznać, że na człowieka, który prawie nie ruszał się z klasztoru – jeździł trochę po wyspach i raz odwiedził Norwegię – to jego opisy i ilustracje są dość szczegółowe jak na ówczesne czasy. Wiedzę tę zapewne zbierał od pielgrzymów i podróżników, dbał bowiem o detale architektoniczne i przyrodnicze w przedstawianiu poszczególnych miast na trasie podróży, np. na rysunku przedstawiającym miasto Sutri we Włoszech mamy bociana na murach.

 Mapa Palestyny Matthew Paris

 

Manuskrypty były produkowane zarówno na Wyspach jak i kontynencie, trzeba pamiętać o bliskich związkach w średniowieczu między monarchami o Normańskim pochodzeniu po obu stronach Kanału La Manche. Angielscy monarchowie śledzili trendy dworów francuskich oraz centrum kulturalno-artystycznego, jakim była Burgundia i szybko podchwytywali nowinki tam się pojawiające. Manuskrypty były także prezentami dyplomatycznymi i osobistymi, a także swego rodzaju symbolami bogactwa i świadomości kulturowej, gustów i ambicji kolekcjonerskich.

prezent weselny Margaret of Anjou i Henryk VI

Była to piękna wystawa zorganizowana przez Bibliotekę Brytyjską, rzucająca tyle światła i koloru na mroki średniowiecza.

Wpis ilustrowany materiałami promocyjnymi wystawy.



poniedziałek, 30 kwietnia 2012

 maraton w Londynie 2012

Po raz pierwszy odbył się ten długodystansowy wyścig 29 marca 1981 i teraz jest to coroczne wydarzenie w kalendarzu wiosennych imprez sportowych. Dystans odpowiadający odległości między Maratonem a Atenami - 42 kilometrów i 195 metrów (26 mili i 385 jardów) co roku przebiega tysiące uczestników, kobiet i mężczyzn podzielonych na kategorie, zawodowców, niepełnosprawnych (wózkarzy) oraz amatorów i biegaczy organizacji dobroczynnych. Pomysłodawcami imprezy byli olimpijczyk i dziennikarz Chris Brasher i Walijski atleta J. Disley.

maraton Londyn, Kipsang

foto by pysson

Są trzy punkty startu w okolicach Blackheath w Parku Greenwich a wszystkie trasy łączą się na 3 mili w okolicach Woolwich Arsenal, następne ulicami Londynu przez słynny most Tower i londyńskie doki (teraz dzielnicę finansową) Canary Warf i Limehouse do Tower Hill przez Monument aż do pałacu Backingham gdzie na szerokiej promenadzie The Mall jest finisz. Sponsorami wyścigu byli min Gillette, Mars, ADT, NutraSweet, Flora a teraz jest Virgin.

london marathon

foto by pysson

W pierwszym wyścigu linię mety przekroczyło 6 255 osób a w tym roku na starcie stanęło około 37 tysięcy uczestników, jest to bardzo popularny wyścig i czeka się na miejsce w kolejce nawet 4 lata. Największą szansę na dostanie się na listę uczestników ma się, jeżeli zdecydujemy się wystartować w barwach jakiejś organizacji dobroczynnej zbierając dla niej pieniądze. Suma, jaką udało się biegaczom zebrać do tej pory to około 500 milionów funtów. Nad zdrowiem biegaczy czuwają lekarze oraz ochotnicy z St. John Ambulance, są oni porozstawiani na trasie z wazeliną (średnie użycie 50 kg)  na otarcia, olejkiem ( średnie użycie 200 butelek) na oparzenia słoneczne, wodą itp.

London Marathon 2012

moja fotka

W tym roku niestety znów był wypadek śmierci w czasie wyścigu, amatorska biegaczka Claire Squires zemdlała na milę przed końcem wyścigu i zmarła mimo pomocy lekarskiej. Biegła zbierając pieniądze dla organizacji dobroczynnej Samarytanie – jej śmierć poruszyła ludzkie serca i suma darowizn spływających dla jej sprawy przekroczyła pół miliona funtów. Link to jej strony

Jest to impreza niesamowita, za każdym razem nie mogę wyjść z podziwu dla tych ludzi, którzy decydują się brać udział w tym morderczym wyścigu, zwłaszcza amatorów i biegnących w przebraniach. Najstarsi biegacze to Kenneth Jones i Jeffrey Gordon obaj mają po 78 lat.

wiekowy biegacz London marathon 2012

foto by pysson

Najlepiej jest pójść na początek wyścigu, gdy ludzie jeszcze mają siły, można próbować łapać biegaczy w różnych punktach – niektórzy śledzący rodzinę lub znajomych tak robią, albo zdecydować się pójść na koniec w okolice St. James Park i The Mall. Ja chodziłam głównie na w okolice finiszu, tym razem pojechaliśmy na początek ale jako że się spóźniliśmy wylądowaliśmy ostateczne na 20 mili w Poplar przy punkcie komentatorskim Londyńskich Strażaków, rozdawania wody i stacji St. John Ambulance, kadeci stali z wyciągniętymi rękami w rękawiczkach chirurgicznych trzymając wazelinę dla tych co im otarcia zaczynały dokuczać a obok panie z olejkiem dla tych co nie pomyśleli o słońcu.

Zwycięscy:

Wilson Kipsang z Kenii w czasie 2 godziny 4 minuty i 44 sekundy.

Marz Keitany z Kenii w czasie 2 godziny 18 minut i 37 sekund.

Niepełnosprawni – wózkarze – po raz szósty zwyciężył David Weir w czasie 1 godzina 32 minuty i 26 sekund.

Przebierańcy nie byli daleko tyle, Drakula (David Stone) przybiegł na metę w czasie 2:42:17, a David Tomlin przebrany za Rzymskiego Żołnierza w 2:57.

London Marathon

foto by pysson

Wszystkim należą się brawa i podziw. Zapraszam na przyszły rok na kwiecień.



niedziela, 08 kwietnia 2012

gąski, nad wodą

Najlepsze życzenia
wesołych,

spokojnych,

pełnych rodzinnego ciepła i miłości

Świąt Wielkanocnych,

smacznegojajka,

mokrego śmigusa dyngusa – panowie uwaga na mrozy żeby wam te panny nie zamieniły się w sople lodu!

Do życzeń dołączam parę milusich obrazków

łabędzie, sygnetskaczka z kaczątkiemgąskimałe łyskisygnets małe łabędzie



poniedziałek, 02 kwietnia 2012

 

Do książki tej mnie zachęciła koleżanka z pracy, okres Tudorów (panowanie Henryka VIII) nie jest moim ulubionym okresem w historii, choć jest to czas pełen przewrotów politycznych i ideologicznych.

Głównym bohaterem jest prawnik w służbie Thomasa Cromwella -doradcy królewskiego do spraw reformy religijnej. Król Henryk VIII parę lat wcześniej postanowił zerwać z Rzymem, gdy nie udzielono mu pozwolenia na rozwiązanie małżeństwa z pierwszą żoną Katarzyną Aragońską. Druga żona Anna Boleyn (Bullena) także nie spełniła swojego zadania, gdyż urodziła mu koleją córkę, za karę została zamknięta w wieży i oskarżona o cudzołóstwo, a także o kazirodztwo ze swoim bratem Georgem, a wyrok mógł być tylko jeden – głowa pod topór. Król był jednak dla niej łaskawy i pozwolił na sprowadzenie francuskiego kata, który dokonał egzekucji mieczem. Trzecia żona zmarła w połogu, ale powiła królowi syna Edwarda.

Zimą 1537 roku główny bohater garbaty prawnik Matthew Shardlake zostaje wezwany przed oblicze Thomasa Cromwella i otrzymuje zadanie zbadania i wyjaśnienia zagadkowej zbrodni, jakiej dokonano na komisarzu ds. reform religijnych w klasztorze św. Donatusa w Scarnsea odległym miejscu na wybrzeżu. Na tę niebezpieczną misję zabiera ze sobą swojego asystenta Marka Poer’a. Po rebeliach, jakie wybuchły po akcji likwidowania mniejszych domów zakonnych, reformiści postanowili namówić te większe instytucje kościelne do samowolnego rozwiązania, i taką misję miał Robin Singleton i jego asystent Lawrence Goodhaps.

Szanowny Singleton został znaleziony w kuchni klasztornej, gdzie stracił głowę, a zabójca zapewne użył do tej zbrodni miecza, dodatkowo została skradziona relikwia nawróconego złoczyńcy, ukrzyżowanego razem z Jezusem, i dokonano także aktu zbezczeszczenia ołtarza. Kiedy szanowny Shardlake i jego asystent docierają na miejsce po uciążliwej drodze, okazuje się, że obie strony traktują się z ogromną nieufnością. Mieszkańcy klasztoru uważają, że musiał to być ktoś obcy, ale Shardlake jest przekonany, że musiał to być osobnik, który dobrze znał rozkład klasztoru i miał dostęp do wszystkich pomieszczeń. Rozpoczyna się żmudne śledztwo, a na dodatek pojawiają się kolejne trupy, a nowe wątki i informacje wydają się tylko zagęszczać całą sprawę. Prawnik odkrywa, że jego mistrz duchowy T. Cromwell nie jest ideałem, za jakiego on go uważał, a człowiekiem, który jest w stanie wszystko poświęcić dla osiągnięcia celu i nie ma skrupułów, bo zawsze sobie i innym tłumaczy, że to dla ogólnego dobra i że rewolucja wymaga ofiar. Czas, w jakim dzieje się akcja książki to bardzo burzliwy okres w historii Anglii, reformiści walczą z papistami, wielu karierowiczów opowiada się za nowym systemem ideologicznym, widząc w tym łatwą drogę do osiągnięcia sukcesów. W kraju roi się od szpiegów, każdy może być oskarżony o zdradę i przyznać się do wszystkiego w czasie tortur. Reformiści malują papistów jako pomiot szatański i wszystko co jest z nimi związane jest złe, więc idą na stosy nie tylko zwolennicy starej religii, ale także książki, manuskrypty oraz przedmioty kultowe. Budynki zostają rozebrane, a ziemie rozparcelowane między zwolenników reform, bo postęp ma swoją cenę.

Jest to dość dobry kryminał osadzony w realiach wojny ideologicznej w XVI wiecznej Anglii. Czyta się to z zainteresowaniem starając się odgadnąć, kto zabił?



środa, 28 marca 2012

Poszliśmy na poszukiwania wiosny do ogrodów botanicznych w Kew i okazało się że grzejące mocno od paru dni słoneczko przekonało niektóre kwiaty, drzewa i krzewy że już czas wypuścić pędy, rozwinąć pączki. Oto fotoreportaż z tej wyprawy. 

Magnoliowy raj:

Magnolia campbellii "Queen Coroline"

Magnolia w Kew Gardens

foto by pysson

Magnolia w Kew Gardens

moja fotka

Campbells z Himalajów

Campbells Magnolia

moja fotka

Phelan Bright

Magnolia phelan w pąku

moja fotka

Magnolia w Kew Gardens

moja fotka

magnoliowy pączek

foto by pysson

Magnolia Soulangeana

magnoliowy pączek

moja fotka

magnolia soulangeana

moja fotka

magnoliowy pączek

moja fotka

Phelan Bright

magnoliowy pączek

foto by pysson

magnoliowy pączek

moja fotka

Phelan Bright magnolia

moja fotka

Phelan Bright magnolia

moja fotka

Magnolia Quinquepeta

magnoliowy pączek

foto by pysson

Magnolia w Kew Gardens

moja fotka

Magnolia Two Stones / Stellata

magnoliowy pączek

foto by pysson

magnoliowy pączek

moja fotka

Magnolia Veitchii

Magnolia w Kew Gardens

moja fotka

Magnolia w Kew Gardens

foto by pysson

Rasberry Fun / Loebneri

Magnolia w Kew Gardens

moja fotka

Magnolia rasberry fun

moja fotka

Magnolia Cylindrica

Magnolia w Kew Gardens

moja fotka

Phelan Bright

Magnolia w Kew Gardens

foto by pysson

Magnolia Sprengeri - Diva


Magnolia sprengeri Diva

moja fotka

Magnolia w Kew Gardens

moja fotka

Niesamowite bo niektóre jeszcze w pąkach a te już przekwitają

przekwitająca magnolia

foto by pysson

przekwitła

moja fotka

Magnolii nigdy dosyć!!!

wtorek, 20 marca 2012

Poszliśmy na ten film w czasie urlopu w Polsce a teraz wszedł on do kin w Wielkiej Brytanii. Jest to film niezwykły, który trzyma nas w napięciu i niepewności do ostatniego kadru, film po obejrzeniu, którego zadamy sobie pytanie czy ja bym mogła to zrobić? Chodzi tu zarówno o ryzykowanie swojego życia i życia najbliższych dla grupy obcych ludzi, ale także o to życie w ciemności i smrodzie, kanałów ściekowych, życie w strachu i niepewności przez ponad rok.

Film oparty jest na powieści Roberta Marshalla „In The Severs of Lvov” ( W kanałach Lwowa) oraz na wspomnieniach Krystyny Chiger „Dziewczynka w zielonym sweterku”, która przeżyła tę gehennę i została fantastycznie sportretowana przez Millę Bankowicz w tym filmie. Szczególnie dzieci były ofiarami tej wojny, zabrała ona im dzieciństwo, niektórym życie - a większości pozostawiła niewyobrażalne koszmary. Krysia w filmie dzielnie adaptuje się do sytuacji, przyzwyczaja się nawet do szczurów, ale dla niej te miesiące to większość jej krótkiego życia i popada w apatię. Aby jej przywrócić wiarę i nadzieję Leopold Socha( wyśmienita rola Roberta Więckiewicza) zabiera ją na chwilkę do góry i pokazuje świat i pozwala odetchnąć świeżym powietrzem, to jedna z bardziej wzruszających scen w tym filmie.

Leopold Socha to nietypowy bohater, swój człowiek, drobny złodziejaszek – poznajemy go, gdy okrada dom jakiś Niemców czy folksdojczów. Pracuje on w instytucji zajmującej się kanałami we Lwowie i pewnego dnia natrafia on na grupę Żydów, której udało się przebić do kanałów. Widzi on w tym okazję do zarobku, wie, że somo ukrycie się na niewiele się zda, jeśli nie ma się dostępu do jedzenia, itp. Niemcy likwidują getto i czas nagli, ta zorganizowana grupa min. rodzina Chigerów małżeństwo Ignacy z Pauliną i dziećmi Pawełkiem i Krysią oraz ich znajomi schodzą do kanałów, ale takich jak oni jest więcej. Leopold będąc realistą stwierdza, że może tylko pomóc grupce 12 osób, dochodzi do krótkich rozważań teologicznych na temat ilości apostołów i po selekcji zabiera on swoją grupę w bezpieczne miejsce. Chiger jest głównym sponsorem całego przedsięwzięcia i płaci Poldkowi i jego współpracownikowi. Możemy się oburzać, jaki on bohater skoro robił to dla pieniędzy, ale utrzymanie przy życiu grupy ludzi kosztuje a on ze swojej pensji nie wiele by mógł zdziałać. Opowieść obfituje w dramaty, niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku, ktoś może ich usłyszeć, wyczuć, ofiarowane są nagrody za znalezienie Żydów, deszcz zalewa kanały, a nieopacznie wypowiedziane słowa dziecka mogą sprowadzić śmierć na całą rodzinę, a także kończą się rodzinie Chigerów fundusze.

Historia jest niesamowita, pięknie opowiedziana, dobra obsada aktorska, ale dodatkowym atutem jest sposób filmowania, naprawdę widzi się tę klaustrofobiczną ciemność pomieszczeń, w których oni się ukrywali.

Pod koniec filmu dowiadujemy się, że trwało to 14 miesięcy i oczy nam zachodzą łzami. Chcemy, aby nic złego im już się nie wydarzyło, dlatego zawodzi nas fakt, że Leopold Socha zginął w1946 roku pod kołami rosyjskiej ciężarówki ratując życie swojej córeczki. Pochowany został na cmentarzu w Gliwicach, bo tam się przeprowadzili po zakończeniu wojny.

Widziałam w księgarni książkę, w której były opisane powojenne losy uratowanych, ale ostatecznie jej nie kupiłam, brakowało mi tego rozliczenia w napisach końcowych, dlatego ucieszył mnie artykuł w Evening Standard o taksówkarzu w Londynie, którego rodzice to Klara Keller i Mundek Margulies. Ta dwójka pobrała się i wyjechała do Anglii, w końcu lat 40-tych, założyli swój własny biznes, a zmarli w 1997 roku. Ich syn Henry stwierdził, że Socha był prawdziwym bohaterem, bez dwóch zdań.

Jeżeli jeszcze tego filmu nie widzieliście to polecam, jest to piękna historia, o zwykłych ludziach, o ludziach, których odwaga i determinacja poruszy was i wyciśnie łzy z oczu.



niedziela, 18 marca 2012

Kolejna historyczna powieść Kena Folletta sequel do „The Pillars of the Earth” (Filary Ziemi) ale jest to nietypowa kontynuacja bowiem akcja dzieje się około 150 lat później i oczywiście nie ma już żadnej postaci z pierwszej książki. Mamy jednak to samo miejsce fikcyjne miasto (Kingsbridge) z klasztorem i katedrą a także potomków Toma Bildera, Jacka i Alieny.

File:World Without End-Ken Follet Cover World Wide Edition 2007.jpg

Akcja się dzieje na początku Wojny Stuletniej i w czasie plagi Czarnej Śmierci, tym razem jednak mniej jest wielkiej historii i polityki a więcej rozgrywek lokalnych między klasztorem a miastem, między chłopami a panami itp., wielka historia ma wpływ na losy ludzi, ale bardziej się liczą prywatne interesy i wpływy oraz umiejętności.

Muszę się przyznać, że miałam trochę kłopotów we wgryzienie się w tę powieść, bardzo lubiłam „Filary” i byłam pełna oczekiwań biorąc tę nową książkę do ręki. Niestety odłożyłam ją w połowie pierwszego rozdziału – prologu który dział się w 1327 roku. Oto czwórka dzieci Caris ( córka kupca handlującego wełną, potomkowie Toma Buildera) Gwenda ( córka drobnego złodziejaszka) Merthin i Ralph ( synowie zubożałego szlachcica i potomkowie Jacka i Alieny) wybierają się do lasu pobawić. Jest to dzień Wszystkich Świętych i dzieci spotykają się po raz pierwszy i to spotkanie wypali piętno na ich całym życiu. Oto bowiem w czasie zabawy natykają się na rycerza Thomasa Langley, którego gonią dwa zbiry (?), dzieci pomagają mu się bronić a potem uciekają z wyjątkiem Merthina który pomaga rannemu rycerzowi zakopać list, obiecuje, że gdyby wojownikowi coś się stało to zaniesie ten list to księdza. Znów jest tu tajemnica i spisek. Wszyscy przyrzekają trzymać język za zębami o tym wydarzeniu. Ranny Thomas chroni się w klasztorze i zostaje zakonnikiem. Potem akcja powieści przenosi się o 10 lat i poznajemy tę czwórkę kroczących po swoich drogach życia, które splatają się ze sobą i owocują w dramaty osobiste i katastrofy na większą skalę.  

I tyle przeczytałam za pierwszym razem, brnęłam z trudnością i grzęzłam jak w błocie aż w końcu się poddałam, książka jak cegłówka, ponad tysiąc stron posianych maczkiem, literki tak małe, że ciągle się gubiłam gdzie jestem na stronie. Po prostu nie dało się tego czytać w tym wydaniu. Po paru miesiącach, gdy oglądaliśmy na DVD „Filary ziemi” to się poskarżyłam mojemu ukochanemu, że nie mogłam czytać drugiej części bo literki za małe i wtedy okazało się że moje kochanie ma to na Kindlu. Najpierw podeszłam do tego z nieufnością, jakoś taki mi się ten instrument wydał dziwny, nie chciałam zdradzić papierowych książek. Ale ostatecznie się przekonałam się, bo można sobie ustawić wielkość czcionki, nie trzeba zakładek i fajnie się w sumie czyta, choć na początku próbowałam przesuwać kartki jak w książce nawet śliniłam palca! Dość szybko się do Kindla przyzwyczaiłam i przetrzymywałam go długo, bo jak skończyłam jedną książkę w czasie jazdy pociągiem z pracy do domu to zaczęłam drugą a potem trzecią aż okazało się, że dostanę swojego własnego w prezencie.

Drugie podejście do tej powieści na Kindlu okazało się udanym i jak się do przygód Merthina, Caris, Gwendy i Ralpha dorwałam to mało parę razy a bym moją stację w metrze przegapiła. Czasem mnie postacie w książce denerwowały, czasem niemal błagałam pisarze żeby tego złego losu trochę niektórym bohaterom odpuścił i pozwolił im na odrobinę szczęścia.

Merthin jest moim ulubionym bohaterem, syn zubożałego szlachcica, który chciał być rycerzem, ale został przeznaczony na cieślę. Okazuje się, że ma talent, pewnie odziedziczył to w genach po Jacku. Pracuje, jako czeladnik u mistrza, który nie jest zbyt uzdolniony i Merthin go przerasta w umiejętnościach i wyobraźni, i ma z tego powodu kłopoty. Merthin jest budowniczym i architektem, jego marzeniem jest zbudowanie kamiennego mostu przez rzekę oraz najwyższej wieży w Anglii. Z zapartym tchem śledzimy jego perypetie.

scena z serialu World without end

Tom Weston Jones jako Merthin w serialu Worl Without End

Foto za zgodą  TANDEM COMMUNICATIONS GMBH A STUDIOCANAL COMPANY

On i Caris bardzo się lubią, miłość powoli ich oboje oplata i choć ona nie bardzo chce się ponieść uczuciu w każdym razie nie do takiego stopnia, aby wyjść za niego za mąż. Jest feministką nie chce być poddaną woli mężczyzny, chce samodzielności i niezależności w świecie rządzonym przez mężczyzn. Caris po utracie matki, jako dziecko stwierdziła, że bardzo chciałaby zostać lekarką, ale to nie jest profesja dla kobiet tylko mężczyźni mogą być medykami, i tylko po szkołach religijnych. Ich wiedza wydaje się ograniczona, czasem wydają orzeczenia i lekarstwa nawet nie oglądając pacjenta. Lekiem na wszystko wydaje się być upuszczanie krwi, a na rany najlepszy jest okłady z maści, której jednym ze składników są odchody zwierzęce, po to, aby rana zaropiała, bowiem w taki sposób choroba wydostaje się z organizmu. Więcej wiedzy medycznej wydaje się mieć miejski golibroda (Barber), który nie jedną ranę opatrzył w czasie wojen oraz zielarka, podejrzewana o bycie wiedźmą.  

scena z serialu World without end 

Charlotte Riley gra Caris

Foto za zgodą  TANDEM COMMUNICATIONS GMBH A STUDIOCANAL COMPANY

Ralph został giermkiem na dworze swojego kuzyna Hrabiego Rolanda z Shiring i wyrasta na okrutnego i złośliwego człowieka, to oczywisty czarny charakter powieści. Jego marzeniem jest otrzymanie tytułu szlacheckiego, ale nie ma w nim ani krzty szlachetności, to brutal i zabijaka bez sumienia i wyobraźni, egoista do potęgi, aż dziwne, że on i Merthin to bracia.

Gwenda i jej rodzina nadal klepie biedę a na dodatek zakochuje się ona w najprzystojniejszym chłopaku ze wsi Wulfricu, który jest zaręczony z piękną choć próżną Annet. Gwenda nie jest ładna, ale gotowa do ciężkiej pracy i bardzo lojalna, jej miłość do Wulfrica jest płomienna i dojrzała, czy jednak ma ona szanse na znalezienie szczęścia w życiu, czy młodzieniec zauważy, że nie wszystko złoto, co się świeci.

scena z serialu World without end

Nora von Waldstaetten jako Gwenda

Foto za zgodą  TANDEM COMMUNICATIONS GMBH A STUDIOCANAL COMPANY

Jest to znów wspaniale napisana powieść i ponownie wczytujemy się w przygody bohaterów średniowiecza, kibicujemy ich zmaganiom z okrutnym losem i nie mniej okrutnymi ludźmi. Autor przenosi nas także do Francji, śledzimy losy wojennej wyprawy króla Edwarda III i min. trafiamy pod Crecy – obserwujemy walkę a raczej rzeź na polu bitwy. Potem trafiamy do Włoch do Florencji gdzie, pierwszy raz spotykam się z zarazą, która w połowie XIV siała spustoszenie w Europie. Czarna Śmierć trafia także do Kingsbridge i zbiera swoje okrutne żniwo.

scena z serialu World without end

Foto za zgodą  TANDEM COMMUNICATIONS GMBH A STUDIOCANAL COMPANY

Obserwujemy zmiany w strukturach społecznych wywołanych przez postęp i rozwój gospodarczy, a także zarazę. Wyludnione wsie i miasta oraz tego konsekwencje, rewolucja społeczna, w której zanika pańszczyzna na rzecz dzierżawy za gotówkę i wolność dla chłopów oraz wzrost wynagrodzenie. Brak rąk do pracy był problemem do tego stopnia, że wyszedł akt parlamentu chroniący właścicieli ziemskich i zakazujący opuszczanie wsi, zamrażający płace na poziomie przed zarazą - ale to nie bardzo się sprawdzało. Chcemy, aby nasi bohaterowie znaleźli swoje szczęście na ziemi, aby ich marzenia się spełniły i kiedy zamknęłam Kindla to od razu pojawiło się w mojej głowie pytanie – co teraz? Czy będzie to trylogia, jaki okres w historii byłyby następny, czy akcja mogła by być w czasie Wojny Róż, a może w czasie panowania Henryka VIII, mieliśmy powstawanie katedry, rozwój i świetność klasztoru można by to zakończyć reformacją i Aktem o Rozwiązaniu Klasztorów za jego panowania. Moja wyobraźnia zadziałała i mam nadzieję że pisarz weźmie pióro w dłoń i nam wyczaruje kolejną opowieść. Jego średniowiecze jest pełne pasji, zastoju, ale i postępu - to średniowiecze, jakiego brak jest w szkole – ciekawe i pełne życia, to opowieść o ludziach takich samych jak my, bo choć dzielą nas stulecia to mamy podobne marzenia, pragnienia i obawy.

scena z serialu World without endFoto za zgodą  TANDEM COMMUNICATIONS GMBH A STUDIOCANAL COMPANY

Znów mnie Ken Follett oczarował i was zachęcam do lektury.Dodam jeszcze, że jest kręcony serial i ma on trafić na ekrany brytyjskiej telewizji w tym roku. "World without End"

Fotki za zgodą Press Manager w   TANDEM COMMUNICATIONS GMBH A STUDIOCANAL COMPANY.



sobota, 17 marca 2012

Poszliśmy na ten film przez przypadek, wybieraliśmy się na „Hugo” ale że był wyprzedany musieliśmy zmienić plany a na ten jeszcze były bilety. Film jest fantastyczny, uśmiałam się na nim i popłakałam sobie. Jest to ekranizacja książki D. Moggach „These Foolish Things” a na ekran przenieśli ją John Madden i Ol Parker. Wspaniała obsada, same gwiazdy Judy Dench, Maggie Smith, Celia Imrie, Bill Nighy, Tom Wilkinson i młodziak w porównaniu z nimi Dev Patel.

Jest to zabawna historyjka z morałami ukrytymi prawie na każdym kroku i nawet nie zauważamy, że one tam są. Film opowiada o grupie emerytów, których skusiła oferta o luksusowym życiu na emeryturze w Indiach w nowo odrestaurowanym hotelu. Kiedy tam przyjeżdżają okazuje się że to nie jest całkiem tak jak w folderze….

Judy Dench and Celia Imrie

Evelyn (Judy Dench) to wdowa, po śmierci męża okazało się, że konieczna jest sprzedaż jej mieszkania, aby pokryć długi. Kobieta wbrew protestom synów wyrusza do Indii do hotelu określanego „domem dla pięknych staruszków”. Evelyn zakłada blog, na którym opisuje swoje nowe życie, pełne nowych wyzwań i niespodzianek min. po raz pierwszy podejmuje ona pracę i zarabia swoje własne pieniądze.

Graham (Tom Wilkinson) jest sędzią sądu najwyższego i na przyjęciu pożegnalnym innego sędziego postanawia, że ma już tego dość i postanawia wrócić do Indii. Graham mieszkał tam do 18 roku życia i wplątał się w związek, który nie miał przyszłości a zakończył się incydentem, które nie dawał mu spokoju przez całe życie. Postanawia odnaleźć swoją pierwszą miłość, ale nie jest to łatwe. Jego entuzjazm dla Indii udziela się większości emerytów.

Douglas (Bill Nighy) i Jean (Penelope Wilton) to niezwykła para, podziwiam męża za cierpliwość do tej niezwykle irytującej i kapryśnej żony – wspaniała rola P. Wilton – jeśli oglądacie serial „Dowton Abbey” to gra ona tam matkę Mathew Crawley młodego dziedzica rodu. Jean nie może przeżyć faktu, że nie jest ich stać na coś porządnego, ponieważ stracili oszczędności, gdy firma ich córki okazało się być klapą. Wszystko ją irytuje i nie potrafi znaleźć nic pozytywnego w życiu, szkoda mi jej męża, bo on stara się wszystko nadrobić i ma niesamowite poczucie humoru –genialna rola B. Nighy, po prostu jakby napisana specjalnie dla niego.

Madge (Celia Imrie) to notoryczna mężatka, która gdy nie ma własnego męża łapie się za cudzych, co jest utrapieniem dla jej córki, która stara się ją utrzymać w domu, aby znów jej nie kompromitowała na starość. Madge jest pełna życia, wie jak z niego korzystać i szuka nowego ukochanego.

Moją ulubioną postacią jest Muriel (Maggie Smith), jest to starsza pani była zawodowa gospodyni domowa, zgorzkniała rasistka, która nie ufa i nie lubi ludzi o odmiennym kolorze skóry. Jest ona bardzo bezpośrednia i ma najlepsze kwestie w filmie. Gdy potrzebna jest jej operacja - wymiana biodra i okazuje się że trzeba czekać w kolejce i gdy lekarz jej mówi że może to być około pół roku ona zdesperowana odpowiada – „pół roku! Ja nie wiem ile mi zostało, ja nawet nie kupuję zielonych bananów!” Jest jeszcze możliwość wyjazdu na operację do Indii, służba zdrowia opłaca taki wypad no i zatwardziała rasistka znajduje się w kraju, w którym jest pełno hindusów. Jej reakcje i dialogi a zwłaszcza jak ona je wypowiada są fenomenalne, to jest aktorka najwyższej klasy i ogląda się jej perypetie z przyjemnością. Postać przez nią grana jest jedną z ciekawszych w tym filmie, bo powoli poznajemy, dlaczego jest tak zgorzkniała i ona powoli otwiera się na świat pełen kolorów i ….

Maggie Smith

Oczywiście nie można pominąć właściciela, menadżera, kompletnego lunatyka, niepowtarzalnego marzyciela i optymisty Sonniego ( Dev Patel) granego przez młodego aktora w porównaniu z całą resztą. Sonny stara się uratować hotel swojego ojca od totalnej demolki, ma marzenia, ale brak mu funduszy, a do tego jeszcze jego wszystko wiedząca i ingerująca matka zjawia się niespodziewanie. Całe przedsięwzięcie staje pod znakiem zapytania, przyszłość staruszków, hotelu i romantycznego związku Sonniego z Sunainą. Ale jak to w takich komediach bywa nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i z czyjąś bardzo pomocną dłonią cały ten projekt ma szanse na sukces.

Dev Patel and Tena Desae

Film jest wspaniały pełen humoru, i trudnych prawd i wyborów życiowych, opowiada o tym, że życie nie kończy się po 60 a wręcz przeciwnie dopiero się zaczyna i że nigdy nie jest za późno na miłość i marzenia. Podoba mi się mądrość, którą Sonny często wypowiada: wszystko będzie dobrze na końcu, jeżeli nie jest dobrze to znaczy że to jeszcze nie jest koniec.

Gorąco polecam to ciepły i mądry film w sam raz na przedwiośnie, pełen nadziei i słońca.

Fotki Press Association.



piątek, 16 marca 2012

Kwiatkomania jak co roku zapanowała na pokojach, schodach i korytarzach Pałacu w Hampton Court. Tym razem inspiracją był barok i flamandzcy mistrzowie martwej natury. Panie z Legionu Kwiatowego wyczarowały cudne bukiety i aranżacje kwiatowo-owocowe i z dodatkami ze świata zwierząt i ludzi. Jest to niesamowita wystawa trwająca tylko 3 dni, ale dłużej kwiaty by chyba nie wytrzymały. Zawsze jest w okolicach brytyjskiego dnia matki (Mothering Sunday), który w tym roku wypada 18 Marca.

Oto pare fotek dla zachęty.florimania, flower arangments at Hampton Court palace

róg obfitości

kwiaty, florimania at Hampton Court Palace

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

na piedestale

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

obrazek z suszonych roślin

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

jak z obrazu

florimania, flower arangments at Hampton Court palace, wazony

wazony na tulipany

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

florimania, flower arangments at Hampton Court palace


 

Hampton Court jest otwarty od 10:00 do 16:30 ostatnie wejście o 15:30.

Bilety

                Z darowizną       standartowe

Dorośli       £16.95               £15.40

Ulgowe      £14.30               £13.00

Dzieci        £8.50                £7.20

Rodzina     £43.46               £39.50

Dzieci kwalifikują się od 5 do 15 lat.

Ulgowe to studenci z legitymacją, emeryci itp.

Rodzina to 2 dorosłych i do 6-cioro dzieci.

Jeśli się kupuje przez Internet to jest o funta taniej i nie ma tzw. booking fee.

Dojazd: najlepiej pociągiem z Waterloo.

Zapraszam.  



środa, 14 marca 2012

 okładka, klub matek swatek

Kupiłam tę książkę, bo spodobał mi się tytuł. Tematyka w sam raz na komedię romantyczną, otóż Beata matka Anki jest zmartwiona, bo jej 30-letnia córka nadal jest panną a Beacie się marzą wnuki. Koszmar każdej matki - córka, która jest starą panną i koszmar każdej córki - matka, która się nam stara ułożyć życie. Potencjał na dobrą zabawę duży. Anka jest zabawna kobietą ładną i mądrą, ale dlaczego jest samotna – oczywiste, bo faceci nie gustują w inteligentnych niewiastach. Ma swoje grono przyjaciół, Fryderyk – w ramach obopólnej pomocy przyjacielskiej udają przed swoimi rodzicami, że są ze sobą związani ma to ocucić zapędy matek. Ma to jednak odmienny skutek, bo matki oczekują rozwinięcia się związku i następnych etapów jak narzeczeństwo, ślub i wnuki. Problem w tym że Fryderyk nie jest zainteresowany kobietami o czym oczywiście matka nic nie wie i nie może się dowiedzieć. Jest też przyjaciółka Matylda – ciemnoskóra góralka, owoc flirtu jej ojca z pięknością rodem Jamajki i jej perypetie z narzeczonym od siedmiu boleści, który ciągle się trzyma maminej spódnicy. Są to jednak postacie uboczne a szkoda, bo ich perypetie dodałyby tej książce więcej humoru.

Tytułowy Klub Matek Swatek to nieoficjalna organizacja matek a raczej dla zdesperowanych matek, które nie mogą się doczekać ślubnego kobierca dla swoich ukochanych dziatek. Beata trafia tam przez przyjaciółkę i mimowolnie nadaje zlecenie na znalezienie odpowiedniego kandydata dla swojej córki. Kobiety najpierw tworzą portret Anny i tu okazuje się ku jej przerażeniu jej matki, że w sumie jej wiedza o Annie jest mocno ograniczona, z przerażeniem stwierdza, że nie zna własnego dziecka! To się zdarza częściej niż nasze matki myślą, my po prostu nie chcemy ich martwić i chcemy mieć trochę świętego spokoju. Zaufajcie nam wychowałyście nas i my wiemy, co robimy a nawet jak nie wiemy to się nauczymy, nie trzymajcie nas pod kloszem – chciałoby się zawołać.

Kobiety z Klubu to bardzo barwne osobowości, jedna nawet pracowała w tajnych służbach wywiadowczych, za konsultantkę mają szaloną jasnowidzkę z kotem i magiczną kulą. Kobiety znajdują wymarzonego księcia z bajki dla córki klientki i organizują przypadkowe spotkanie i potem już rzeczy toczą się same. Oczywiście wszystko w tajemnicy przed dzieckiem zdesperowanej matki.

Tak też jest w przypadku córki Beaty, Anny jednak pojawia się problem Anna wprowadzając się do swojego nowego mieszkania poznaje dwóch facetów, wnuka sąsiadki (policjanta) i namolnego malarza także policjanta, który jest na tropie groźnego przestępcy i tak Anka zostaje wplątana w aferę kryminalną. I tak mamy akcją humorystyczną z dreszczykiem, niebezpieczeństwo czai się na niewinną białogłowę a potem zjawia się rycerz na biały koniu i ją ratuje dostając przy tym nieźle po swojej głowie. Kobiety, aby dowiedzieć się prawdy sięgają po tortury i przy pomocy depilatora udaje im się wydobyć ważne informacje z pewnego twardziela, ale i tak więcej naplątały niż pomogły. Anka sama sobie daję radę w sferach romansowych.

Książkę się czyta szybko i lekko, nie jest to jakaś głęboka literatura, w sam raz na długą podróż do pociągu czy samolotu. Czasem trochę irytuje plątanie wątków na siłę, ale można to wybaczyć, nie mogę powiedzieć, że jest to super, ale nie jest najgorsza, taka babska lektura.

Widziałam, że pojawił się następny tom – Misja w Londynie, ale nie wiem czy kupię, z jednej strony chciałabym, bo na końcu tej jest wątek na ciąg dalszy, i chciałabym się dowiedzieć, co się stało, ale nie jestem pewna czy chce mi się to czytać. Może ktoś to przeniesie na ekran, dobrze obsadzone postacie i byłaby super komedia romantyczna z dreszczykiem.



Flag Counter