sobota, 26 stycznia 2013

 

 Quartet, Kwartet

Niektórzy aktorzy gdy już osiągnęli wszystko w swojej karierze to decydują się stanąć po drugiej stronie kamery i porządzić trochę tym co się dzieje na planie. Tak postąpił teraz Dustin Hoffman, który zdecydował się przenieść na srebrny ekran sztukę teatralną pióra Ronalda Harwooda o tym samym tytule. Jest to słodka historia o domu spokojnej starości (Beecham House) dla osób z muzycznych kręgów : śpiewaków operowych, muzyków itp. gdzie to zacni staruszkowie i staruszki żyją sobie w pełnej harmonii ….

Quartet, Collins, Connelly, Courtenay

Ale to tylko teoria, bo świat ten jest pełen emocji, intryg, rywalizacji i zazdrości, które to uwidoczniają się z okazji wielkiej Gali Muzycznej jaką dom przygotowuje z okazji urodzin Giuseppe Verdi. Koncert ten jest o tyle ważny bowiem od jego powodzenia i ilości sprzedanych biletów i zainteresowania sponsorów zależy przetrwanie rezydencji Beecham House. Wszyscy chodzą poddenerwowani, odbywają się tajne spotkania i próby do tego wydarzenia kulturalnego, a różne grupy artystyczne ciągle wchodzą sobie w drogę, muzykanci śpiewakom operowym a ci z kolei operetkowym itd. Do tego jeszcze od czasu do czasu zajeżdża na dziedziniec karetka i na następnym śniadaniu brakuje kolejnego mieszkańca. W roli przewodniczącego komitetu organizującego Galę Muzyczną genialny Michael Gambon, ale wspaniale spisali się w swoich rolach członkowie tytułowego kwartetu Tom Courtenay jako Reginald Paget romantyk uwielbiający operę, Bill Connolly w roli rubasznego śpiewaka, Pauline Collins jako zapominalska Cissy Robson i oczywiście Maggie Smith jako diva operowa Jean Horton.

Mieszkańcy tej placówki są dość aktywną grupą, udzielają lekcji muzyki, Regi prowadzi pogadanki z młodzieżą, jego pogadanka o operze jest bardzo interesująca , udało mu się trafić do młodych ludzi - szukając analogii do opery we współczesnej muzyce mówiąc min. ,” że kiedy bohater operowy dostaje nożem w plecy to wstaje i o tym śpiewa a kiedy to samo się przytrafia raperowi to on o tym mówi…”. Mówi im że opera była dla wszystkich, opowiadała romantyczne, dramatyczne a czasem humorystyczne historyjki dla widowni pełnej normalnych ludzi a dopiero potem została zawłaszczona przez snobów. Udowadnia że śpiewanie w obu przypadkach wyzwala emocje, które w nas drzemią.

Maggie Smith and Tom Courtenay

Atmosferę podgrzewa przybycie nowej rezydentki  - słynnej śpiewaczki Jean Horton, która nie może się pogodzić z tym że musi mieszkać w takiej placówce. Nie jest to łatwe także dla Reginalda bowiem on i Jean byli małżeństwem ( bardzo krótko), ale dla niego była to wielka miłość i  zostało mu złamane serce i samo jej przybycie wywołuje powrót tych uczuć i bolesnych wspomnień.

Cała czwórka w młodości występowała razem śpiewając słynny kwartet w operze G. Verdiego „Rigoletto”, i oto pojawia się pomysł, aby oni zaśpiewali to na Gali Muzycznej. Jean nie ma ochoty a Regi nie może sobie poradzić z jej obecnością ale reszta się nie poddaje i stara się doprowadzić do pojednania i koncertu.

koncert 

Kreacje aktorskie, finezyjny humor, ciekawa historia, piękna lokalizacja powodują że się ten film dobrze ogląda. Jest to ciepły obraz o jesieni ludzkiego życia, gdy może ciało już nie jest takie młode i piękne ale dusza ciągle śpiewa i chce się cieszyć życiem. Polecam.

Images udostępnione przez Press Association.

21:55, edyta1972 , Film
Link Komentarze (3) »

 

Nareszcie nam podłączyli Internet i mogę wrócić do blogowania.

Jak zwykle Nowy Rok to nowe ceny w londyńskim transporcie i trochę zmian.

Na początku jednak wyjaśnię trochę terminologii, bo zawsze się pojawiają jakieś pytania w tej sprawie.

Londyn jest podzielony na 6 stref głównych (na niektórych liniach są dodatkowe  strefy podmiejskie) i opłata za przejazd zależy przez ile i jakie strefy przejeżdżamy. Miasto ma różne rodzaje transportu: Tube (metro),  autobusy, DLR czyli Docklands Light Railway,  Tram (tramwaje), National Rail (czyli koleje) oraz London Overground - kolejka, która kiedyś nazywała się Silverlink.

TfL to skrót od Transport for London , ich strona ma szereg przydatnych informacji min. o naprawach i niedogodnościach w transporcie, można dowiedzieć się jak i czym dojechać z jednego miejsca w Londynie do drugiego, sprawdzić rozkład jazdy itp... polecam.

Travelcard – Travelka to bilet wielokrotnego użycia i można go kupić na jeden dzień, tydzień, miesiąc i rok ( nie ma biletów weekendowych). Może to być papierowy bilet, albo można go mieć na karcie Oyster. Tavelka jednodniowa ma dwie opcje - "Anytime" i "Off Peak", jest dostępna tylko w wersji papierowej, na Oysterce natomiast jest tzw. Price Cap. Mamy więc Travelkę jednodniową w wersji "Anytime" – całodzienną, bo ważna jest przed 9:30 (w tzw. Peak Time) i jest przez to droższa, oraz Day Off-Peak, czyli podróż się ma się zacząć po 9:30 rano. Travelka jednodniowa jest ważna do 4:30  rano następnego dnia - tak, żeby móc do domu wrócić nocnym autobusem.  Metro i koleje w większości zamierają około północy.

Travelka obejmuje: metro, autobusy (miejskie), tramwaje, DLR, overground, National Rail.  

Peak time - czyli godziny szczytu w transporcie - to czas w ciągu dnia, gdy jest największy tłok, bo ludzie jadą do pracy, szkoły a potem z pracy i szkoły itp. Peak time  to czas przed godziną 9:30 od poniedziałku do piątku oraz miedzy 16:00 a 19:00 dla opłat jednorazowych.

Off Peak -  to po godzinie 9:30, oraz weekendy i dni świąteczne.

Karta Oyster – to taki plastikowy bilet wielokrotnego użytku, można mieć na niej travelkę tygodniową, miesięczną i roczną, albo można naładować sobie pieniądze i płacić za każdy przejazd -  nazywa się to „pay as you go” (karta przedpłacona). Wychodzi taniej niż płacenie gotówką w autobusie, czy kupowanie pojedynczego biletu na metro itp. Karta Oyster jest wydawana za kaucją £5,  którą można odzyskać jak się kartę odda (na każdej stacji metra lub w puntach sprzedaży, które są oznaczone niebieskim symbolem tej karty). Można jej używać w autobusach - wsiadając dotykamy żółtego czytnika przy kabinie kierowcy; w metrze, pociągach, DLR  i na Overgroundzie - dotykamy czytnika przy wchodzeniu i wychodzeniu na stacji początkowej i docelowej. Opłata za przejazd autobusem jest stała, nie zależy od ilości przejechanych przystanków, więc dotykamy czytnika tylko raz. W metrze, pociągach, DLR, overgroundzie jest zmienna, więc dotykamy dwa razy.

System „pay as you go” kasuje nas za odbytą podróż (metrem, pociągiem itd), dlatego ważne jest aby dotknąć czytnika, gdy zaczynamy podróż - w ten sposób sygnalizujemy, gdzie jest początek, a potem na stacji docelowej znów dotykamy, sygnalizując - to jest koniec naszej podróży. Na niektórych stacjach są na peronach różowe czytniki - to dla zasygnalizowania systemowi jaką trasą jedziemy, gdy się przesiadamy i omijamy np. 1. strefę (bo wtedy nas mniej skasuje za podróż). Jeśli zapomnimy dotknąć wsiadając, to w razie kontroli,  nawet z wystraczającymi funduszami na karcie, zostaniemy potraktowani jak pasażer "na gapę". Natomiast  jeżeli zapomnimy dotknąć przy wyjściu (gdy np. bramki są otwarte lub jest tylko czytnik na ścianie), to automatycznie skasuje z karty opłatę za całodzienną Travelkę, nawet jeżeli przejechaliśmy tylko jedną stację.

Price Capping – to taki system na karcie Oyster (pay as you go), który powoduje, że nie zapłaci się  więcej używając Oysterki, niż gdyby się kupiło papierową Travelkę. Patrząc teraz na ceny, muszę stwierdzić, że powrócono do systemu sprzed paru lat i koszt Daily Cap na Oysterce jest mniejszy niż dzienna Travelka. Wracają do intensywnego zachęcania ludzi do używania Oysterek. Oczywiście jest tu też opcji Peak and Off Peak time.

Doładowanie Karty Oyster

Można to uczynić w każdym punkcie sprzedaży oznaczonym niebieskim symbolem Oyster, w kasie na każdej stacji metra i w automatach, także na dworcach kolejowych. Sprzedawcy mogą nam też powiedzieć ile mamy na karcie. Gdy podajemy kartę mówimy np. ile chcemy doładować funtów jeżeli używa się „pay as you go” - albo gdy chcemy tygodniową lub miesięczną travelkę na Karcie Oyster to mówimy na ile czasu, na ile stref, i od kiedy ma zacząć działać. W automatach jest instrukcja jak to zrobić po polsku, ( w końcu nasz język jest na drugim miejscu)  i jest to dość proste. Najpierw dotykamy żółtego czytnika kartą Oyster, tu pojawiają się opcje co chcemy zrobić : „pay as you go” , czy kupić travelkę. Opcja „pay as you go” pozwala na doładowanie pieniędzy, wybieramy z opcji na ekranie ile chcemy doładować, płacimy gotówką lub kartą i uwaga jeszcze raz dotykamy czytnika kartą Oyster aby ją zaktualizować – jest to ważne. Potem możecie jeszcze raz dotknąć czytnika i sprawdzić ile macie i czy zadziałało, na wszelki wypadek wciśnijcie „guzik” aby wydało też dowód wpłaty-doładowania. Druga opcja Travelka – na tydzień i na miesiąc, do miesięcznej należy zarejestrować kartę aby ją chronić. Do tygodniowej nie trzeba tego robić. Wciskamy więc na ekranie, że chcemy tygodniową (7 dniową) i na ile stref i od kiedy ma być ważna – płacimy i znów dotykamy żółtego czytnika aby kartę zaktualizować. Można też doładować kartę przez Internet na stronie TfLu.

Dzieci do lat 10 jeżdżą za darmo ( autobusem, tramwajem, DLR, overgroundem i metrem) , jeśli są pod opieką rodziców albo osoby dorosłej (do 4 dzieciaków na jednego dorosłego), a gdy mają same używać transportu można im wyrobić kartę Oyster dla dzieci, jest tu opłata administracyjna £10 i trzeba dostarczyć zdjęcie, dobrze jest taką kartę wyrobić jeśli dzieciak wygląda na więcej niż 10 lat. Na koleji jest troche inaczej i bardziej skomplikowane szczegóły na National Rail w TfL i chyba się bardziej opłaca kupić dzienną dziecięcą travelkę jeżeli dużo się jeździ pociągami.  Najlepiej zapytać się na stacji jak się kupuje bilety, wybierają opcję najkorzystniejszą dla podróżnika.

Dzieciom 11-15 najlepiej wyrobić Zip Oyster photocard, z nią mają dzieciaki darmowe przejazdy autobusami i tramwajami oraz „pay as you go” na dziecięcych taryfach w metrze, DLR, pociągach i Overgroundzie. Trzeba złożyć aplikację przez Internet lub na poczcie. Trzeba udowodnić wiek, można użyć paszportu, aktu urodzenia, dostarczyć fotkę oraz zapłacić £10 które to jest opłatą administracyjną i nie jest zwracane jeżeli aplikacja zostanie odrzucona.  Więcej szczegółów na stronie TfLu : 11-15 Zip Oyster photocard  a składanie aplikacji http://www.tfl.gov.uk/tickets/14310.aspx#tkt-tab-panel-3

Można też kupić dzienną papierową travelkę dziecięcą Off Peak £ 3.40 na strefy 1-6 a Anytime £ 8.20 na te same strefy. Do tego nie jest potrzebna ta karta, bo Jednodniowa Dziecięca Travelka jest  sprzedawana tylko w formie papierowej.

Ceny w systemie pay as you go dla dorosłych, studentów z 11-15 Zip Oyster photocard i ceny travelek dla dzieci.   Price Capping i tygodniowe travelki są tylko z tą Zip Oysterką. 

Studenci uczący się w Londynie mają prawo do zniżkowych biletów okresowych, ale trzeba być studentem w akceptowanych placówkach – ich lista jest na stronie TfLu, oraz mieszkać w czasie studiowania w Londynie. Można sobie wyrobić kartę przez Internet, wypełniając podanie (aplication form) dostarczając fotkę i dowód że jest się studentem – wydają to w placówkach edukacyjnych. Jest oczywiście opłata administracyjna £10, ale potem jest 30 % zniżki przy opłatach za Travelki okresowe.

Bilety studenckie

Autobusy i Tramwaje: dotykamy przy wsiadaniu żółtego czytnika, w autobusie przy kabinie kierowcy, a jadąc tramwajem na przystanku tramwajowym. Na stacji Wimbledon, jeśli jedziemy z tej stacji tramwajem trzeba dotknąć przy wejściu przez bramki,  a potem także żółty czytnik na peronie ( jest to bowiem stacja gdzie można jechać także metrem i pociągiem, i chodzi o to aby tylko skasowało za podróż tramwajem). Gdy jedziemy tramwajem do Wimbledonu, to dotykamy czytnika na przystanku tramwajowym z którego wyjeżdżamy, a potem tylko bramek na dworcu w Wimbledonie. Nie ma już w sprzedaży Dziennych Bus Passów, oraz tzw. Bus Saver tickets – karnetów, te ostatnie można nadal używać jeżeli ma się ich jakiś zapas. Tygodniowe, miesięczne i roczne Bus Passy są tylko na Kartach Oyster, papierowych już nie wydają.

Opłata jednorazowa to £2.40 gotówką, gdy płacimy Oysteką „pay as you go” to skasuje nam tylko £1.40, dzienny Price Cap to £4.40. Tygodniowy Bus Pass to £19.60, miesięczny £75.30 a roczny £784. Jeśli płacicie gotówką, to lepiej mieć odliczoną kwotę, bo nie zawsze kierowca ma resztę do wydania.

Nowością jest możliwość płacenia w autobusach kartami płatniczymi (kredytowymi, debetowymi) , które mają funkcję bezdotykową, dotykamy nią żółtego czytnika, kasuje £1.40 z karty (jak z Oysterki) i nie trzeba szukać drobnych.  W centralnym Londynie można kupić bilet przed wejściem do autobusu, na ulicach są specjalne maszyny, ale mają one zniknąć w tym roku. Powodem jest fakt, że tylko 1% pasażerów kupuje teraz bilety za gotówkę, w porównaniu do 20% w 2003 roku, gdy te maszyny biletowe zostały wprowadzone. Większość ludzi używa Kart Oyster, bo tak jest taniej, a teraz po wprowadzeniu możliwości płacenia bezdotykową kartą kredytową lub debetową, pewnie się okaże że utrzymanie tych maszyn jest droższe niż są one tego warte (£1.9 miliona funtów rocznie to kosztuje).

Przykładowe opłaty gotówka i Kartą Oyster w systemie „pay as you go”:

Strefa

Opłata gotówką

Oyster
  „pay as you go”

Peak

Off Peak

Peak
  Price Cap

Off Peak
  Price Cap

1

£4.50

£2.10

£2.10

£8.40

£7.00

1-2

£4.50

£2.80

£2.10

£8.40

£7.00

1-3

£4.50

£3.20

£2.70

£10.60

£7.70

1-4

£5.50

£3.80

£2.70

£10.60

£7.70

1-5

£5.50

£4.60

£3.00

£15.80

£8.50

1-6

£5.50

£5.00

£3.00

£15.80

£8.50

2-3

£4.50

£1.60

£1.50

£10.60

£7.70

2-6

£5.50

£2.70

£1.50

£15.80

£8.50

 

Przykłady opłat za Travelki okresowe

Travelka

Strefa

Day Anytime

Day Off Peak

Tygodniowa

Miesięczna

roczna

1 i 1-2

£8.80

£7.30

£30.40

£116.80

£1216

1-3

£11.00

£8.00

£35.60

£136.80

£1424

1-4

£11.00

£8.00

£43.60

£167.50

£1744

1-5

£16.40

£8.90

£51.80

£199

£2072

1-6

£16.40

£8.90

£55.60

£213.60

£2224

2-3

£11.00

£8.00

£23.00

£88.40

£920

2-6

£16.40

£8.90

£38

£146

£1520

Mapy metra, DLR itd  i strefy Oyster

I to by było na tyle ...

Ceny na rok 2014 we wpisie http://imigrantka.blox.pl/2014/02/Transport-w-Londynie-2014.html

wtorek, 30 października 2012

Drodzy czytelnicy.

Przez jakieś dwa tygodnie nie będzie nowych wpisów i nie będę w stanie odpowiadać na pytania w sprawie transportu. Proszę o cierpliwość.

 

Niestety przerwa potrwa do końca stycznia, mamy problem z podłaczeniem telefonu i internetu ...  

 



Dziękuję





 

niedziela, 07 października 2012

Cmentarz nie jest oczywistą atrakcją turystyczną, a jednak słynne nekropolie przyciągają zwiedzających, w Paryżu jest ich kilka - Montparnasse, Montmartre czy Pere Lachaise, w Warszawie mamy Powązki, a w Lublinie cmentarz przy ulicy Lipowej. W Londynie takim miejscem jest cmentarz na Highgate, który to jest podzielony na dwie części East (Wschodni) i West (Zachodni). Niedawno wybraliśmy się na spacer po Wschodniej części cmentarza.

nagrobki na cmentarzu Highgate

foto by pysson

Trochę historii – otóż na początku XIX wieku w rozrastającej się metropolii Londyńskiej (liczba mieszkańców przekroczyła 1 milion) doszło do pewnego rodzaju kryzysu i deficytu w kwestiach pogrzebowych, otóż zaczęło brakować miejsca na pochówki. Przyczynił się do tego wzrost zaludnienia, ale głównie duża śmiertelność wśród ludności. Cmentarze były organizowane gdzie się dało, dosłownie wciskano je między sklepy, domy i gospody. Doszło do tego, że pochówki odbywały się nielegalnie, zmarli byli posypywane tlenkiem wapnia (quicklime), który przyspieszał rozkład ciała i tak za parę miesięcy „grób” był gotowy do następnego użycia. Często chowano zmarłych tylko kilka stóp pod ziemia i takie praktyki spowodowały, że cmentarze stały się wylęgarnią chorób i miejscem cuchnącym nieziemsko. Taki stan rzeczy zmusił rząd do akcji - w 1836 aktem Parlamentu utworzono The London Cemetery Company i otworzono nowe cmentarze min. w 1839 roku wykupując 17 akrów ziemi przy wiosce Highgate za sumę £  3,500. Cmentarz ten był tak popularny i przynosił dochody, że w 1854 roku dokupiono kolejnych 20 akrów po drugiej stronie drogi – Swain’s Lane i utworzono, co jest znane teraz, jako East Highgate Cemetery. Pierwszy pochówek odbył się tu 12 czerwca 1860 roku, a pogrzebano szesnastoletnią Mary Anne Webster córkę piekarza mieszkającego w okolicy.

zapomniany grób Highgate

foto by pysson

drzewo wrośnięte w groby

foto by pysson

W latach 30-tych ubiegłego wieku cmentarz zaczął podupadać, wiele grobów zostało porzuconych - rodzina wymarła, wyemigrowała lub przestała się interesować. W 1960 the London Cemetery Company zbankrutowała i została przejęta przez większą United Cemetery Company, której udało się utrzymać cmentarz do 1975 roku. W tym samym roku założono Towarzystwo Przyjaciół Cmentarza, którego celem jest ochrona i konserwacja tego niezwykłego miejsca. Co jest ciekawe, obie części cmentarza funkcjonują jako miejsca pochówku i grobów przybywa. Obecnie pochowanych jest tu około 170 000 osób w 53 000 grobach, jest to teren chroniony i umieszczony w rejestrze Parków i Ogrodów o specyficznym historycznym znaczeniu dla Anglii i jest traktowany jako rezerwat.

splecione losy

nagrobki na cmentarzu na Highgate

Ceny wstępu na East (Wschodnią) część to £3 od osoby dorosłej £2 zniżkowe dla studentów, dzieciaki pod opieką dorosłego za darmo, ale wejście grupowe dzieci po £1. Cmentarz jest otwarty do zwiedzania w ciągu tygodnia od 10do 16:30 a w weekendy od 11 do 16:30, bramy zamykają o 17. W soboty są organizowane wycieczki z przewodnikiem o godzinie 14 (15 osób) a ceny to £7 dla dorosłych i £5 zniżkowe. Opłata tylko gotówką.

zadumane mogiły

cmentarz East Highgate

foto by pysson

Jak tam trafić? Najprościej jest metrem linią Nothern (Północną – czarną na mapie) do stacji Archway a potem autobusem spod stacji metra przystanek na ulicy Highgate Hill: 210, 271 i dojechać do Waterflow Park i przejść sobie skrótem do Swain’s Lane. Druga możliwość to dojechać do stacji Highgate na tej samej linii i spacerkiem sobie podejść idąc Jacksons Lane do Southwood Lane i do Swain’s Lane.

nagrobek nadgryziony przez ząb czasu

foto by pysson

Jednym z najczęściej odwiedzanych grobów w Londynie i najsłynniejszą osobą pochowaną na tym cmentarzu jest Karol Marks, który zmarł w 1883 roku. Jego nagrobek to charakterystyczna głowa filozofa i jego słynne motto „Workers of All Lands Unite” a pod spodem jest inny cytat „The philosophers have only interpreted the World in various ways – the point however is to change it” (filozofowie tylko tłumaczą świat na różne sposoby, celem jednak jest jego zmiana). Pochowany on został w innym miejscu, ale gdy liczba osób odwiedzających jego grób wzrosła został on przeniesiony na nową bardziej dostępną kwaterę. Razem z nim są także pochowane prochy jego córki Eleonory, jego żona Jenny i ich wnuk Harry.

Karol Marks, Highgate, cmentarz, nagrobek

 

Muszę powiedzieć, że jest na tym cmentarzu prawdziwa międzynarodówka, znaleźliśmy dużo Polaków min. artystę Feliksa Topolskiego -  jego galeria jest przy stacji Waterloo, żołnierzy z okresu II Wojny Światowej; emigrantów politycznych z Iraku, Iranu, itp., są tu groby z nazwiskami Europejskimi i dedykacjami zapisanymi w językach z Dalekiego Wschodu. Śmierć naprawdę wszystkich łączy w wiecznym spokoju.

Inne słynne pochówki to:

George Elliot – czyli pisarka Mary Ann Evans  (1819-1880)autorka powieści „Daniel Deronda” czy „Middlemarch”

George Elliot, Highgate

 

Enrestine Louise Rose z domu Potowski (1810-1892)– urodzona w Polsce feministka i ateistka , która zbuntowała się przeciw rodzinnie, zaaranżowanemu małżeństwu i w wieku 16 lat uciekła z domu. Walczyła o prawa kobiet i zniesienie niewolnictwa wspierana przez swojego męża Williama.

z domu Potowski 

„Stoney” Richard Smith (1836-1900) piekarz, który zasłyną jako założyciel firmy produkującej chleb na dużą skalę, w 1886 roku opatentował specjalny proces obróbki ziarna który umożliwił masową produkcją chleba. Nazwał on swój produkt „Hovis” co jest skrótem od Hominis Vis – a tłumaczone jest jako siła człowieka. Chleb z taką etykietką można kupić w prawie każdym sklepie w Anglii.

Stoney, Richard Smith

Ciekawy nagrobek w kształcie fortepianu ma pianista W.H. Thornton (1883-1918), ustanowił on rekord grając na pianinie przez 21 godzin 17 minut i 56 sekund. Zmarł w czasie epidemii grypy hiszpanki.

fortepian Thornton pianista

Prezenter telewizyjny Jeremy Beadle lubił chyba czytać.

Jeremy Beadle

Pochowany jest tu też Sir Leslie Stephen autor pierwszego Angielskiego Słownika Biograficznego, który był ojcem Wirginii Woolf.

nagrobek ojca Wirginii Woolf

Anna Mahler artystka (1904 – 1988) córka słynnego kompozytora, której nagrobek to kopia jej rzeźby.

Anna Mahler

Nagrobek sprzedawcy książek Alfreda W. Foyle to otwarta księga, motyw bardzo popularny na cmentarzu. Zaczął on skromnie sprzedając swoje własne szkolne podręczniki, w wieku 18 lat otworzył swój pierwszy sklep z używanymi książkami. 9 lat później przeprowadził się na Charing Cross Road i stworzył placówkę nazywaną „największą księgarnią na świecie”, podobno mają 50 kilometrów półek. Każdy miłośnik literatury będąc w Londynie powinien zawitać do tego sklepu (Foyles) jest to swego rodzaju atrakcja turystyczna.

księgarz A. Foyle

Douglas Adams (1952-2001) autor „Autostopem przez Galaktykę”, jak na pisarza przystało ma garnek pełen długopisów, ołówków, pisaków itp. Obrońca praw zwierząt, elokwentny mówca i żartowniś, który powiedział: „Uwielbiam terminy ostateczne. Lubię ten świszczący dźwięk, gdy one przelatują…”

 Douglas Adams

foto by pysson

Oprócz osobistości są tu groby zwykłych zjadaczy chleba, którzy przeszli przez życie, kochając, cierpiąc, walcząc ze swoimi problemami, radując się z drobnych codziennych wydarzeń, ludzi takich samych jak my.

Syzyfowa praca, highgate cemetery

foto by pysson

Niektóre z grobów pokrywa nie tylko całun zapomnienia, ale i płaszcz z bluszczu, który choć pięknie wygląda to dokonuje ogromnych zniszczeń.

nagrobki w bluszczu

foto by pysson

nagrobki w bluszczu

foto by pysson

bluszczowy anioł

foto by pysson

w kołderce z mchu i bluszczu

bluszczem opętane, cmentarz na Highgate



Piękne miejsce na spacer i odrobinę zadumania nad naszym losem.

sedno sprawy

foto by pysson

anioł na cmentarzu na highgate

foto by pysson

aniołek, East Highgate

anioł East Highgate Cemetery

foto by pysson

stały bywalec na East Highgate

foto by pysson





poniedziałek, 01 października 2012

Jazda indywidualna na czas to prawdziwy kolarski test, bowiem zawodnik jedzie sam i zmaga się z dystansem, nie ma towarzystwa kolegów, pomocy tylko szosa dwa koła i nieubłagalnie biegnący czas. Rowery są inne niż do wyścigu ze startu wspólnego, przednie koła mają mniej szprych, tylne jest wypełnione a wszystko bardzo aerodynamiczne, bo każda mikrosekunda się liczy.

Olimpijskie koła, hampton Court palace, Londyn 2012, 

Zawodnicy startowali w odstępach 90 sekundowych ze swojego rodzaju podium na dziedzińcu Pałacu w Hampton Court, jechali na pętlę i wracali do mety przy wspomnianym już pałacu. Okolica piękna i nawet pogoda dopisała, bo z pochmurnego rankiem nieba chmurki gdzieś zniknęły, gdy doszło do rozstrzygających jazd.

start do jazdy na czas

na starcie

gotowi do startu, igrzyska 2012



Organizatorzy zadbali o detale i tak zawodnicy po ukończeniu swojego przejazdu, jeśli właśnie obejmowali prowadzenie siadali na tronie z monumentalnym pałacem Henryka VIII w tle. Najdłużej siedziała na tym tronie Rosjanka Olga Zabelinskaya, która dopiero pod koniec została zdetronizowana przez Niemkę Judith Arndt i zdobywczynię złota Amerykankę Kristin Armstrong.

trony olimpijskie Londyn 2012



medalistki kolarstwo kobiety 2012

Hampton Court time trial igrzyska 2012

Kristin Armstrong

to bardzo urocze zdjęcie medalistka K. Armstrong ze swoim synkiem

Faworytem w jeździe mężczyzn był zwycięzca Tour de France Brytyjczyk Bradley Wiggins, pełno było ludzi z transparentami z jego imieniem i wyhodowanymi lub doklejonymi bokobrodami w jego stylu. Kiedy on wygrał ten wyścig cała publiczność dosłownie oszalała. Jego zdjęcie na tronie - z Pałacem Hampton Court w tle - pojawiło się we wszystkich gazetach i zostało podpisane „Król Szos”.

Bradley Wiggins

Londyn 2012, olimpiada, kolarstwo

złoty medalista, Londyn 2012, kolarstwo

medal ceremony, igrzyska, 2012,

Igrzyska 2012, kolarstwo, Hampton Court



Potem wszyscy popędziliśmy w okolicę przed pałacem gdzie miała być ceremonia rozdania medali. Zajęliśmy miejsca z boku po doświadczeniu z dekoracji kobiet wiedzieliśmy, że jak staniemy naprzeciw podium to i tak nam wszystko dziennikarze, fotoreporterzy i ekipy telewizyjne zasłonią.

trójka zwycięsców, Olimpiada 2012, kolarstwo czasowe

kolarstwo, golden boy, Wiggins, Olimpiada 2012

 

Fotki moje i pyssona.



czwartek, 27 września 2012

Sharon Penman Time and Chance

Wróciłam do średniowiecza, znów magiczne pióro Sharon Penman przeniosło mnie do czasów panowania Henryka II i Eleonory Akwitańskiej. „Time and Chance” to kolejna powieść historyczna tej autorki i według mnie kolejny bestseller, tak byłam niekiedy zaczytana, że znów przegapiłam parę razy stacje metra i raz o mało nie spóźniłam się do pracy. Nie mogłam się od tej lektury oderwać, nie przeszkadzały mi małe litery i pokaźny rozmiar i waga książki, czytałam a raczej płynęłam przez kolejne kartki opisujące jeden z ciekawszych rodów średniowiecznej Europy.

Jest to kontynuacja powieści „When Christ and His Saints Slept”, a powieść ta zakończyła się porozumieniem zawartym po latach wojny domowej. Król Stefan (I), który zawłaszczył sobie koronę Maude (Matyldy) zmarł i w wyniku owego porozumienia na tron wstąpił właśnie jej syn Henryk (II) a u jego boku, piękna i inteligentna kobieta aczkolwiek starsza o 9 lat Eleonora Księżna Akwitanii, najbogatsza dziedziczka Europy. Eleonora była pierwszą żoną Ludwika VII króla Francji, ale że nie potrafiła mu dać męskiego potomka po 15 latach małżeństwo zostało unieważnione. Było wielu chętnych na żeniaczkę zwłaszcza, że Eleonora miała w posagu Akwitanię, ale oto średniowieczna Europa została zaskoczona i zbulwersowana, gdy niespodziewanie na ślubnym kobiercu stanęła ta para. Henryk wielokrotnie pokonywał Ludwika na polu bitwy a tu jeszcze poślubił jego byłą żonę a na dodatek bardzo szybko w kołysce królewskiej pojawili się synowie – to był prawdziwy policzek dla monarchy francuskiego. W tym momencie chciałoby się powiedzieć „i żyli długo i szczęśliwie” jak w bajce, ale rzeczywistość jest dość okrutna i oto obserwujemy jak małe problemy rosną i prowadzą do prawdziwej katastrofy.

Ta powieść obejmuje lata 1156 – 1171 i już na samym początku mamy kłopoty. Otóż młodszy brat Henryka zazdrosny o przywileje brata i koronę zbuntował się i Henryk musiał mu pokazać, kto tu rządzi. Król przeżywa też osobisty dramat - jego syn pierworodny William umiera, a on nie był przy jego śmierci, bo musiał zwalczać bunt. To nie pierwsza i nie ostatnia rebelia w ogromnym królestwie, Henryk i Eleonora, bowiem, władają terenami od muru Hadriana na północy po Pireneje na południu. Król większość czasu spędza w siodle pilnując swoich rozległych włości, bo duże królestwo to i dużo problemów, Królowa zaś większość czasu spędza w połogu, bo prawie cały czas jest przy nadziei i królewska rodzina się powiększa, do urodzonego w 1153 roku Henryka dochodzą Matylda (1156), Ryszard (1157), Geoffrey (1158), Eleonora (1161), Joanna (1165) i Jan (1166).

Małżeństwo musiało być pełne namiętności, dlatego jest dla nas zaskoczeniem fakt, że Henryk znalazł sobie konkubinę w młodziutkiej szlachciance Rosamund Clifford. Zaskoczona musiała być sama Eleonora a Sharon Penman bardzo dramatycznie przedstawiła ten fakt i zaaranżowała spotkanie obu kobiet. Nie ma pewności, czy do niego doszło, ale faktem jest jak podkreśla autorka, że nagle w zimie Królowa zdecydowała się na niebezpieczną żeglugę przez kanał La Manche z Normandii do Southampton i pojawiła się w Oxfordzie, które jest tyko 5 mil of Woodstock gdzie Henryk trzymał swoją kochankę. Trzeba dodać, że była ona w mocno zaawansowanej ciąży i takie ryzyko musiało mieć ważny powód, czy był nim fakt, że dowiedziała się o niewierności swojego męża. Autorka w bardzo zręczny sposób maluje nam psychologiczne portrety postaci, osobistościom historycznym dodaje ludzkiego wymiaru i wyposaża w uczucia i namiętności. Tak oto w szczęśliwym małżeństwie pojawiają się pierwsze rysy i obserwujemy ochłodzenie i zamieranie tego niezwykłego i pełnego namiętności związku. Autorka umieszcza wiele dialogów między Eleonorą a Maude (imienniczką jego matki)– kuzynką Henryka, która daje Eleonorze radę –„ albo go zaakceptujesz takim, jakim jest, albo naucz się go kochać mniej”, co zrobi Eleonora? Właśnie ten aspekt pisarstwa Penman jest najbardziej pociągający, podejście do wydarzeń historycznych z tego bardzo osobistego punktu widzenia.

Henryk jest genialnym strategiem, a jego przewaga na polu bitwy to szybkość, z jaką przemieszcza swoją armię, jego wrogowie często są tym zaskoczenie i ciągle zadają sobie pytanie – „Jak on to robi?”. Oprócz ugaszania rebelii, są też wyprawy wojenne, Henryk upomina się w imieniu swojej ukochanej żony o Tuluzę, księstwo, do którego rodzina Eleonory rościła sobie prawo. Armia Henryka zdobywał zamek za zamkiem i wydawało się, że nic nie uratuje Rajmunda (V) od przegranej, gdy oto Król Francji zawitał do stolicy księstwa i wywiesił swoją flagę nad twierdzą w Tuluzie. Bardzo zręczny manewr, bowiem Henryk nie mógł zaatakować - będąc księciem Normandii, był wasalem Króla Francji, miał więc związane ręce. Można więc powiedzieć, że wygrał wszystkie bitwy ale przegrał wojnę. Eleonora nie była zadowolona - Tuluza znów jej się wymknęła, jako żona Luisa Króla Francji parę lat wcześniej też go namawiała na odzyskanie tego księstwa, ale jemu wtedy również się nie udało.

Oczywiście spotykamy na stronicach tej sagi moich ulubionych bohaterów, którzy łączą w całość tę opowieść, Ranulf Fitz Roy mieszka ze swoją niewidomą żoną Rhiannon w Walii. Jego szczęście domowe zostało zaburzone wezwaniem siostrzeńca do stawienia się w obozie, przygotowującym się do wyprawy wojennej na Walię. Ranulf był zawsze lojalny wobec swojej siostry Maude i jej syna Henryka, toteż wbrew całej swojej walijskiej rodzinie – tylko jego żona nie jest przeciwna – decyduje się zaakceptować wezwanie Króla Anglii.

Geniusz militarny Henryka nie pomógł mu w opanowaniu Walii, pogoda i warunki naturalne zatrzymały jego armię, a sam Król mało nie stracił życia w bitwie w lesie Cennadlog. Ranulf jest pomostem (negocjatorem pokojowym) między historią Anglii a Walii, dzięki jego przyjaźni z Hywalem, nieślubnym synem króla Owaina Gwynedda, mamy wgląd na dwór Walijski i jesteśmy wciągnięci w wir wydarzeń w tej deszczowej krainie. Pierwsza wyprawa to przegrane bitwy, ale ostatecznie ta wojna została wygrana, bowiem Król Walii zgodził się na warunki pokojowe zaproponowane przez Henryka. Nie był to jedyny raz gdy Ranulf musiał wybierać między szczęściem w swojej przybranej ojczyźnie (jego matka była Walijką) a lojalnością wobec swojego siostrzeńca Króla Anglii. Zwłaszcza jego syn Gilbert nie miał łatwego życia, nie mógł się pogodzić ze swoimi Normańskimi (Angielskimi) korzeniami i buntował się przeciw ojcowskiej lojalności wobec tronu Angielskiego, zmieniając nawet swoje imię na walijskie Bleddyn. Ranulf nie jest zadowolony, bowiem nazwał on go imieniem swojego najlepszego przyjaciela, o którego śmierć się obwiniał. Młodzieniec wychowuje się na dworze Hywela syna królewskiego, – który nie tylko świetnie władał mieczem ale i słowem, był zdolnym i uznanym poetą. To właśnie Hywel uświadamia Ranulfowi, że jego syn nie wyrzekł się swojego pochodzenia a jedynie je zinterpretował po walijsku. Ranulf w staro normańskim oznaczało „ tarcza wilka” a Bleddyn po walijsku to „Młody Wilk”. Hywel to bardzo interesująca postać polubiłam ją, bowiem okazał się wiernym przyjacielem rodziny Ranulfa, dobrym nauczycielem dla młodego buntowniczego Gilberta – Bleddyna.

Oczywiście w centrum uwagi jest konflikt między królem Henrykiem a arcybiskupem Canterbury Thomasem Becketem. Poznajemy Thomasa Becketa, jako zdolnego urzędnika w arcybiskupstwie, potem kanclerza królewskiego i to bardzo dobrego kanclerza. Henryk uważał go za swojego przyjaciela i myślał, że się doskonale rozumieją i mają wspólne cele, toteż zaoferował mu urząd Arcybiskupa Canterbury – głowy kościoła w Anglii, – chociaż Thomas nie miał nawet święceń kapłańskich. Trzeba dodać, że były temu przeciwne i jego matka Cesarzowa Maude i żona Eleonora.  Gdyby tylko ich posłuchał, może nie doszłoby do tragedii w Katedrze w grudniowy dzień 1170 roku. Autorka bardzo zręcznie nas prowadzi przez ten konflikt, ukazuje jego zawiłości i wiele płaszczyzn, stara się dojść do tego jak przyjaciele stali się zawziętymi wrogami, dlaczego nie udało się doprowadzić do ugody a ocenę pozostawia nam. Jest to aktywne czytanie zmuszające do myślenia i wyciągania wniosków, nie ma wyroków podanych na tacy, trzeba się samemu zadeklarować. Znamy porywczość Króla, ale czy słynne zdanie wypowiedziane w gniewie było rozkazem, czy może raczej pytaniem retorycznym.

Zachęcam do sięgnięcia po tę książkę i ciągle mam nadzieję, że ktoś się zabierze za tłumaczenie na polski tej autorki.

Wpis o częćci pierwszej "When Christ and His Saints Slept" 



piątek, 03 sierpnia 2012

Bilety kupiliśmy, gdy ogłoszono kto będzie z kim i kiedy grał, potem czekaliśmy na pocztę i przyszły razem z trvelkami. W dniu meczu wpadliśmy do sklepu Poziomka niedaleko stacji overgroundu Harringay and Green Lanes i staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami dwóch czerwonych koszulek z białymi orłami, moja trochę za duża, szalika i czapki. Obsłużyła nas bardzo miła pani, której obiecałam, że będę i za nią naszym kibicować.

Dotarliśmy na Earls Court około 14, daliśmy sobie zapas na przejście przez ochronę, bardzo sprawnie zorganizowaną przez wojsko i ochotników olimpijskich, potem pamiątkowa fotka przed halą i szybki spacer po kawę i wodę i przegląd sklepów pamiątkowych oraz toaletę – czysto było a tu takie tłumy przez cały dzień. Przed stanowiskiem z pamiątkami Francuzi życzą nam powodzenia i zapowiadają, że też będą kibicować Polsce. Dobrze każde krzyczące gardło się liczy.

Około 14: 35 zasiedliśmy na swoich miejscach i zabraliśmy się do oglądania pierwszego meczu Rosja – Tunezja. Hala w dużej części już wypełniona i jest biało czerwono, wszystkie prawie możliwe miejsca udekorowane flagami z imionami miast. Rosjanie atakują, ale Tunezyjczycy trzymają się mocno i dzielnie walczą – przynajmniej w pierwszym secie, należą im się brawa za wolę walki, i dużo tych braw dostają, ale ostatecznie przegrywają.

igrzyska, Olimpiada Londyn 2012, siatkówka, Polacy,

W przerwie trwa zabawa, na ekranie podwieszonym do sufitu pojawiają się rysunkowe bębny i zadaniem osoby, na którą padnie kamera jest grac na nich w gorącym karaibskim rytmie. Hala wypełnia się po brzegi, wolne miejsca są, ale nie jest ich dużo, jeszcze mniej jest niebieskich - kibice Argentyny usiani są jak rodzynki w cieście w czasach kryzysu. Cała sala jest nasza.

igrzyska, Olimpiada Londyn 2012, siatkówka, Polacy,

Zbliża się 16:45. Czekamy na mecz wchodzą siatkarze i bijemy im brawo, witają się z przeciwnikami, krótka rozgrzewka a zegar odlicza czas do rozpoczęcia meczu. Pierwsze serwy i pierwsze punkty zdobywa Argentyna i wysuwa się na prowadzenie, ale nasi szybko wpadają w rytm i przy odliczaniu publiczności wszyscy krzyczymy „ Raz, dwa, trzy … jest” odbierają punk za punktem i wysuwają się na prowadzenie.

igrzyska, Olimpiada Londyn 2012, siatkówka, Polacy,

Skandujemy imiona serwujących Bartek Kurek Bartek, Kuba Jarosz Kuba, itd.

 serwis, mecz, Londyn Olimpiada 2012, igrzyska

Potem śpiewamy „W stepie szerokim ….”

igrzyska, Olimpiada Londyn 2012, siatkówka, Polacy,


Przy końcu pierwszego seta krzyczymy „ostatni, ostatni, ostatni…” podobnie przy drugim.

igrzyska, Olimpiada Londyn 2012, siatkówka, Polacy,

Atmosfera jest niesamowita, słyszy się jak ludzie mówią, że kibice to dodatkowy zawodnik na boisku, ale można to dopiero zrozumieć jak się usłyszy te tysiące gardeł skandujące „ Polska, Polska”. Argentyńczycy grali nie tylko przeciwko Polskiej Drużynie po drugiej stronie siatki, oni grali przeciwko całej hali. Nawet ochotniczki pilnujące porządku rozglądały się zadziwione, to było niesamowite.

igrzyska, Olimpiada Londyn 2012, siatkówka, Polacy,

Skandujemy, że „ Polacy zawsze u siebie”, bo naprawdę wyglądało to jakby mecz był w Polsce…

igrzyska, Olimpiada Londyn 2012, siatkówka, Polacy,

 

Po sali toczy się meksykańska fala, mamy rycerza husarii na trybunach, umalowane dzieciaki, ludzie przed nami wyciągają wielką flagę, kamera to pokazuje i wszyscy skaczemy i machamy, mając nadzieję, że bliscy w Polsce nas widzą.

igrzyska, Olimpiada Londyn 2012, siatkówka, Polacy,

igrzyska, Olimpiada Londyn 2012, siatkówka, Polacy,


Zbliżamy się do końca, w trzecim secie znów krzyczymy „ostatni, ostatni” i stało się nasi wygrali. Facet dumnie pokazuje tekturową tablicę wyników, którą miał od początku meczu przewidując wynik Polska 3 Argentyna 0.

igrzyska, Olimpiada Londyn 2012, siatkówka, Polacy,

Wszyscy skaczemy z radości, ściskamy się, krzyczymy, bijemy brawo i głośno skandujemy „ Dziękujemy, dziękujemy”. Było super, emocje były, piękne serwy, przyjęcia, udane ataki i obrony, piłka czasem nie chciała spaść i przebijana była na drugą stronę a my zachwycaliśmy się determinacją i refleksem graczy. Były też momenty, gdy piłka trafiała w siatkę, spadała na ziemię, gdy trzech naszych stało obok, w przerwach porządkowi wbiegali na boisko i je wycierali, podobnie, gdy ktoś padł na parkiet, wtedy do akcji wkraczali „ściereczkowi”.

igrzyska, Olimpiada Londyn 2012, siatkówka, Polacy,

Wychodzimy z hali falami, aby nie zakorkować transportu, po drodze stajemy i śpiewamy hymn i raz jeszcze skandujemy „Dziękujemy”.

Podobało mi się, i chciałabym jeszcze raz przeżyć takie chwile. To mój drugi olimpijski wypad, bardzo udany. Wpis o pierwszym też się pojawi.

Pozdrawiam graczy i kibiców i dziękuję za wspaniały mecz i emocje. Tak trzymać panowie do samego złotego końca.



piątek, 27 lipca 2012

Po siedmiu latach oczekiwań, wyrzeczeń, ciężkiej pracy zarówno sportowców, jak i tych, co projektowali, budowali itp. nadchodzi ten magiczny czas, i Igrzyska Olimpijskie zostaną otwarte. Podobno przed telewizorami siedzi teraz ponad bilion mieszkańców ziemi i pewnie paru obcych też się temu przygląda. Takie widowisko zdarza się, co cztery lata i mam niesamowite szczęście mieszkać w mieście, które to organizuję toteż postanowiłam poddać się entuzjazmowi, atmosferze i cieszyć się tym wyjątkowym wydarzeniem. Dziś wstałam wczesnym rankiem 4:30 i udałam się w daleką drogę – dwa nocne autobusy, spacerek mostem Waterloo i pociąg aby zobaczyć znicz olimpijski w ogrodach Pałacu Hampton Court.

wschód słońca w Lodynie 27 lipca 2012, sunrise in London

słońce wschodzi za Katedrą św. Pawła

Trasa wiodła min. przez słynny labirynt i gdy okazało się, że sztafeta jest trochę opóźniona stwierdziliśmy, że pewnie się zgubili, ale wyjaśniono nam że biegnąca ze zniczem dziewczyna miała przewodnika a opóźnienie było spowodowane czymś innym.

olimpic flame at Hampton Court Palace

 

olimpic flame at Hampton Court Palace

 

olimpic flame at Hampton Court Palace

 

Widziałam znicz i przepiękny stateczek „Gloriana” na pokładzie, którego ogień olimpijski popłyną w dół rzeki w stronę Tower of London i wioski olimpijskiej. Miłym akcentem było to, że na łódkę wniósł go wioślarz, czterokrotny złoty medalista Matthew Pinset a wśród wiosłujących był min. Paul Bircher zdobywca srebrnego medalu w ostatnich igrzyskach, które odbyły się w Londynie w 1948 roku. Choć ma 83 lata to dziarsko przebierał wiosłem w towarzystwie min. 36 letniej srebrnej medalistki z Sydney Guin Batten. W ciągu swojej 70 dniowej wędrówki znicz pokonał 8 tysięcy mil po całej Wielkiej Brytanii, a wśród sztafety byli wielcy sportowcy, znani dziennikarze, oraz osoby nominowane przez lokalne społeczności takie wyróżnienie to niezwykły zaszczyt a na dodatek można sobie zatrzymać znicz, z którym się biegło – każdy ma swój – trzeba jednak za to zapłacić 200 funtów plus 35 funtów za specjalną podstawkę. Trochę to się wydaje dziwne, ale pewnie byłby krzyk gdyby im dawano za darmo, że to podatnicy płacą itp.

Gloriana and olimpic flame

Już wkrótce znicz zapłonie nad olimpijską wioską mam nadzieje, że te Igrzyska pełne będą wspaniałych sportowych emocji, sensacyjnych zwycięstw i przyniosą nam wiele radości

Wybieramy się też kibicować naszym siatkarzom oraz żeglarzom a także na wyścig czasowy. Jako kibic i mieszkaniec Londynu jestem gotowa na cały ten olimpijski zgiełk.

A tym wszystkim, co tu zawędrują, co będą startować i co będą kibicować życzę miłych wrażeń, dobrej zabawy a przede wszystkim wielu ekscytujących zwycięstw.



sobota, 12 maja 2012

relikwiarze św.Ursula ?

Muszę powiedzieć, że wystawa ta okazała się o wiele lepsza niż się spodziewałam, ciekawie została przygotowana i ukazała średniowieczną Europę jako jednolite chrześcijańskie społeczeństwo. Byłam na niej prawie ostatniego dnia a potem zawieruszyły mi się notatki i dlatego dopiero teraz to opisuję.

Wystawa ta starała się opowiedzieć nam o życiu duchowym i społecznym mieszkańców średniowiecznej Europy. W tym czasie relikwie Świętych były bardzo wysoko cenione, wierzono w ich cudowną moc. Były one przechowywane w relikwiarzach często bogato zdobionych, które w same w sobie nabierały symbolicznego i duchowego znaczenia. Chrześcijanie modlili się do świętych prosząc o pomoc w sprawach prywatnych, materialnych, w czasach kryzysów i katastrof oraz wojen. Święci, którzy umarli za wiarę lub wiedli przykładne życie idąc śladami Chrystusa byli traktowani, jako swojego rodzaju przekaźnik między ludzkością a Bogiem i dlatego wielu śmiertelników szukało ich pomocy.

gable end reliquary

Jednym z pierwszych eksponatów na tej wystawie było popiersie św. Baudime’a z Francji z około 200 n.e.,( przechowywano w nim jego krew), święty patrzył na nas bardzo intensywnie i wznosił rękę w błogosławieństwie, było ono pierwotnie pokryte kamieniami szlachetnymi dla podkreślenia niezwykłej zawartości tego relikwiarza.

Pielgrzymowanie do miejsc związanych z Chrystusem pojawiło się już na początku IV wieku. Relikwie świętych okazały się równie popularne wśród Chrześcijan i także przyciągały tłumy wiernych mających nadzieję na cud ozdrowienia lub oczyszczenia duszy z grzechów. W 1450 roku setki ludzi dosłownie rzuciło się, aby obejrzeć Chustę św. Weroniki, którą miała ona otrzeć twarz Chrystusa w czasie drogi na Golgotę. Tłok na moście spowodował, że się on zawalił i zginęło wtedy około 200 osób i 3 konie.

Święci byli identyfikowani za pomocą symboli i tak np. św. Katarzyna przedstawiana była z kołem (tak ją torturowano), św. Jan z Santiago de Compostela z muszlą Scallopa.

Arm reliquary of the Apostles

Relikwiarze w kształcie ręki były bardzo popularne po 1100 roku.

Pielgrzymi do miejsc świętych przywozili ze sobą pamiątki – np. sprasowaną ziemię z różnych miejsc w Jerozolimie, często także rozmaczano to z wodą i używano, jako lekarstwo, oraz plakietki itp.

pamiątka z pielgrzymki św. Jerzy

Pierwszym świętym męczennikiem był św. Stefan (Szczepan), który został ukamienowany w 35 roku n.e. a następni to św. Piotr (ukrzyżowany) i św. Paweł (ścięty mieczem). Zmarli byli chowani zgodnie z rytuałem rzymskim w trumnach przypominających dom ze spadzistym dachem, i szczytami (ścianą na wysokości poddasza w dachu dwuspadowym, itp.) i tak to rzymski sarkofag stał się pierwowzorem nie tylko dla relikwiarzy, ale też dla samego budynku sanktuarium. Na wystawie mieliśmy okazję zobaczyć jedną z pierwszych ilustracji przedstawiającą „Zmartwychwstanie” właśnie na sarkofagu. Chrystus jest tu przedstawiony symbolami „Chi-rho”, które to są otoczone wizerunkami: aresztowaniem św. Piotra i śmiercią św. Pawła. Na końcach mamy sceny ze Starego Testamentu – Kain i Abel składają ofiarę z owcy oraz Hiob siedzący na stosie nawozu naturalnego, jako przedstawienie niezachwianej wiary w Boga.

relikwiarz Ody

Wiele elementów pogańskich przeniknęło do Chrześcijaństwa. Urny z kultury Etruskiej także miały wpływ na nową religię, ich klasyczne formy oraz wizualizacja odbiły się w ikonografii Chrześcijańskiej. Zwłaszcza kształt urn – dom lub świątynia z podobizną uskrzydlonej kobiety to z tego wizerunku wywodzi się standardowa postać anioła jej zadaniem było chronić zawartość naczynia a potem budynku. Inną ciekawą kontynuacją praktyk pogańskich w chrześcijaństwie jest używanie dna szklanych czarek, jako oznaczeń grobów. Był tu przykład z bogiem Herkulesem zapewniającym bezpieczne przejście do Królestwa Podziemi a obok takie samo dno, ale z monogramem „Chi-rho”, jako zapewnieniem o życiu po śmierci. Pogańscy pielgrzymi do miejsc świętych zostawiali ofiary, często w postaci specjalnych plakietek wotywnych, to samo robili pielgrzymi chrześcijańscy były tu dwa przykłady: pogańskie oczy w prośbie być może o uzdrowienie choroby oczu i plakietka z oczami z Syrii z wczesnochrześcijańskiego stanowiska Ma’aret en Noman, na drugiej stronie mamy kobietę z rękoma ułożonymi w geście modlitewnym.

Rodzina i znajomi zbierali się przy grobie w określonej porze roku i ucztowali to właśnie z tych biesiad wywodzi się uroczyste obchodzenie dni świętych z kulminacją w Dniu Wszystkich Świętych. Po tym jak cesarz Konstantyn zalegalizował Chrześcijaństwo wierni zaczęli odszukiwać groby męczenników i budować nad nimi świątynie. 

Była tu także najwcześniejsza podobizna Chrystusa z terenów Wielkiej Brytanii, na mozaice z Hinton St. Mary mamy postać ogolonego mężczyzny w pozie typowej dla rzymskich cesarzy, a został on zidentyfikowany, jako Jezus dzięki monogramom „Chi-rho” dwie pierwsze litery jego imienia w greckim alfabecie.

Hinton St Mary wizerunek Chrystusa

Jedną z największych i najważniejszych relikwii był Prawdziwy Krzyż (True Cross), a odnalazła go Helena matka cesarza Konstantyna w czasie swojej ekspedycji w 326-8 roku do Ziemi Świętej. Ufundowała ona także nowy kościół (Bazylika Grobu Pańskiego) przy grobie Chrystusa (The Holy Sepulchre). Helena była pewna, że jest to ten krzyż, na którym cierpiał Chrystus, ponieważ przywrócił on życie zmarłemu człowiekowi, to był dowód, którego potrzebowała. Duża część znalezionych w czasie tej wyprawy relikwii została zabrana do Konstantynopola, były one często potem podarkami dyplomatycznymi w kontaktach z monarchami Europejskimi. W 1204 roku Konstantynopol został zdobyty i zrabowany przez Chrześcijańskie wojska biorące udział w Czwartej Krucjacie. Zamiast walczyć o Ziemię Świętą złupili tę Chrześcijańską metropolię. Wtedy to nastąpił duży przepływ relikwii ze wschodu na zachód; piękne tryptyki z relikwiami, relikwiarz Prawdziwego Krzyża pięknie zdobiony złotem, kamieniami szlachetnymi i emalią czy relikwiarz św. Jerzego w kształcie ramienia na szczycie, którego mamy wizerunek świętego walczącego ze smokiem. Ten napływ relikwiarzy na zachód Europy miał duży wpływ na formę i technikę wykonania i wielu rzemieślników powtarzało wzorce i techniki z tych zrabowanych egzemplarzy. Dlatego właśnie wtedy relikwiarze w formie panelowej stały się popularne na zachodzie Europy. Najsłynniejsze relikwie zrabowane z Konstantynopola to właśnie Prawdziwy Krzyż, Korona Cierniowa, Włócznia, którą przebito bok Chrystusa i fiolka z jego krwią.

Ciekawy zabytek zaprezentowane na tej wystawie to Pyxis wykonany z kości słoniowej, był to pojemnik owalny do przechowywania kosmetyków lub lekarstwa. Ten służył, jako relikwiarz dla św. Menasa. Był to żołnierz rzymski, który został stracony za bycie chrześcijaninem w 295 roku. Jego ciało było transportowane przez dwa wielbłądy, które w pewnym momencie stanęły i nie chciały dalej iść. Zostało to zinterpretowane, jako wola zmarłego, aby go w tym miejscu pochować. Abu Mina stała się jego sanktuarium a wspomniany już pojemnik mógł zostać użyty to transportu jego relikwii do kościoła św. Pawła pod murami Rzymu. Jego relikwiarz jest kolejnym przykładem wpływu rzymskich sarkofagów i jest on o kształcie domu z otworem u góry, przez który wlewano olej, który następnie spływał do specjalnego zbiorniczka a pielgrzymi mogli zamaczać w nim tkaniny wierząc, że siła świętego w ten sposób zostanie przetransformowana i będzie im pomagać.

W 787 roku na soborze w Nicei ustalono min., że każdy ołtarz musi mieć relikwie inaczej nie będzie miejscem poświęconym. Ta decyzja miała ogromne znaczenie dla relikwii a zwłaszcza obrotu nimi. Tam gdzie jest popyt jest podaż i zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał na tym zarobić. Zaczęły się pojawiać nowe relikwie np. pępowina Jezusa Chrystusa, która została starannie przechowana przez dwie położne które pomagały Maryi w czasie porodu.

 relikwiaż z pępowiną

Nie tylko ciało świętego było poszukiwanym elementem relikwiami stały się także przedmioty, które on posiadał i tak np. w Irlandii mamy relikwie - dzwony i piękne relikwiarze dzwonowe, (pięknie zdobione specjalne pojemniki także w kształcie dzwona) w których były one przechowywane, jak np. Dzwon św Canall Caela. W dniu tego świętego (22 Maja) woda ze jego świętej studni była zbierana w ten dzwon i pielgrzymi mogli się jej napić – były tu moce uzdrawiające i w wodzie i w dzwonie. Relikwiarz jest pięknie zdobiony, z figurami Ukrzyżowanego Chrystusa, Mari z Dzieciątkiem Archanioła Michała, oraz Boga Ojca. Żelazny Dzwon z domieszką stopów miedzi pochodzi z VII –VIII wieku a ozdobny relikwiarz z XV wieku i został on wykonany z brązu, złota, srebra i zdobiony kryształem górskim.  

 Bell and bell shrine Conall Cael

Butelka na perfumy wykonana z kryształu górskiego w warsztatach islamskich w Egipcie została w XIV wieku zmieniona w relikwiarz, i miała zawierać włos Dziewicy Maryi a inskrypcja w języku Kufickim mówi „Błogosławiony niech będzie właściciel” znów ciekawe przeplatanie się kultur. Kryształ górski był uważany przez uczonych muzułmańskich, jako najcenniejszy kamień, a Chrześcijanie uznawali go za substancje niebiańską i pewnie, dlatego przekształcono tę buteleczkę na relikwiarz.

Złoto i srebro ich czystość i odporność na warunki zewnętrzne ( zwłaszcza fakt, że one nie rdzewiały) miały symbolizować nieskażone ciała świętych a kamienie szlachetne miały pochodzić z rzek płynących w raju. I tak szafir reprezentować miał niebo i pomagać w ślepocie, rubiny krew Chrystusa i zapobiegać krwotokom.

Jest tu też mały polski element mianowicie Pucharek św. Jadwigi księżnej śląskiej, która została kanonizowana w 1267 roku. Jest to jeden z 14 domniemanych pucharków, który gdy ona z niego piła zamieniał wodę w wino.

Niestety ani św. Wojciech ani św. Stefan nie doczekali się wzmianki.

ołtarz przenośny z relikwiarzem

Pojawiły się też małe przenośne ołtarze zawierające relikwie, były one używane w podróży do prywatnych modlitw.

Całe jedno pomieszczenie tej wystawy było poświęcone dwóm największym świętym średniowiecznej Anglii. Pierwszy z nich to św. Cuthbert biskup i mnich anglosaski patron Anglii Północnej. Żył i działał w VII wieku w Królestwie Northumbrii (właśnie płn. Anglia i płd. Szkocja). Cuthbert był bardzo pracowitym misjonarzem, dużo spędzał czasu wśród ludzi, leczył i pomagał podróżując po wyspach. W 676 roku został jednak pustelnikiem i zamieszkał w jaskini na wysepce Farne. Na początku przyjmował odwiedzających go ludzi potem tylko przez okienko ich błogosławił. Był on miłośnikiem przyrody i opracował specjalne prawo, którego celem była ochrona ptactwa zamieszkującego tę wyspę mew i innych ptaków morskich a zwłaszcza kaczki edredonowej (miękkopiór, edredon- największa kaczka nurkująca), dlatego kaczki te nazywane też są „cuddy ducks” czyli kaczki Cuthberta. Było to prawdopodobnie pierwsze prawo ochrony ptaków na świecie. Na krótko przerwał swoją samotność i został biskupem Yorku (w 685 roku) ale tęsknił za swoją jaskinią i tam powrócił w 686 gdzie zmarł 20 Marca 687 roku. Pochowano go w Lindisfarne ale potem przetransportowano do Katedry w Durham. Kiedy 11 lat po jego śmierci otworzono trumnę okazało się, że jego ciało jest w doskonałym stanie i ten cud przyczynił się do tego że stał się on najpopularniejszym świętym w Północnej Anglii.

W VIII wieku inny święty Bede wszechstronny uczony znawca matematyki, i astronomii oraz dzieł Pliniusza, Horacego opisał jego żywot prozą i wierszem. Był tu egzemplarze tego dzieła a także Pazur Gryfa pochodzący z sanktuarium świętego Cuthberta – gryf to mityczny stwór pół orzeł pół lew i tylko święta osoba mogła otrzymać taki pazur z reguły w podzięce za pomoc medyczną – pazur ten to jednak róg koziołka skalnego (koziorożca alpejskiego).

śmierć Thomasa Becketa

Drugi święty to Thomas Becket, którego wizerunek męczeńskiej śmierci został utrwalony na alabastrowym panelu a także w słowie pisanym w relacji naocznego świadka Edwarda Grima, który owego feralnego dnia 29 Grudnia 1170 roku przebywał w Katedrze Canterbury. Był on tak, blisko że w czasie próby obrony biskupa odniósł rany rąk. Oto jego opis „ Thomas Becket poddał się śmierci z pochyloną głową jakby tkwił w modlitwie” Po tym wydarzeniu zbadał on życie męczennika i w 1180 roku powstał „Żywot Świętego Thomasa Becketa”, bo już w 1173 roku został on kanonizowany przez Papieża Aleksandra III.

Po zabójstwie biskupa dalekowzrocznie mnisi natychmiast zabrali się za zabezpieczenie wszystkiego, co mogło później być relikwią m.in. zebrano jego krew, później była ona rozcieńczana wodą i rozprowadzana wśród pielgrzymów. To właśnie Katedra w Canterbury była pierwszym miejscem w Anglii gdzie oficjalnie produkowano na dużą skalę i sprzedawano pamiątki z pielgrzymki. Były tam liczne tego przykłady, oraz formy do produkcji ołowianych plakietek. Na miejscu męczennictwa był wyeksponowany miecz ze śladami krwi. Sanktuarium w Katedrze zostało zniszczone w 1538 roku w czasie rozwiązania zakonów i walki Henryka VIII z pozostałościami katolicyzmu.

relikwiarz Thomasa Becketa

 

Pracownie złotnicze powstawały przy klasztorach i dworach królewskich a złotnicy byli pierwszymi, którzy zaczęli podpisywać swoje wyroby. Najsłynniejszym złotnikiem był brat zakonny Hugo d’Oignies z klasztoru św. Nicolasa (Mikołaja) w Oignies w pobliżu Namar w Belgii. Jego pracownia nadal wykonywała zamówienia nawet po jego śmierci.  Był on dumny ze swojej pracy i w podarowanej oprawie księgi przedstawił swój portret z podpisem.

Hugo d'Oignies

Relikwie i relikwiarze miały także polityczną wymowę, ofiarowały ochronę przed złymi mocami, ale także ziemskimi, posiadanie ich podnosiło status monarchy i jego państwa. Dlatego bogaty w relikwie Konstantynopol stał się łupem uczestników czwartej krucjaty. Relikwie były darami dyplomatycznymi a monarchowie prześcigali się w ich kolekcjonowaniu i budowaniu monumentalnych sanktuariów największymi kolekcjonerami w średniowiecznej Europie byli Ludwig IX we Francji i Karol IV panujący w Bohemii a także Cesarz Rzymski (Holy Roman Emperor). Ludwig kupił koronę cierniową za 135 000 livres - co było równe połowie wydatków jakie pochłaniało jego królestwo. Sainte Chapelle została wybudowana, jako ogromny relikwiarz dla Korony Cierniowej oraz fragmentów Prawdziwego Krzyża. Nie była to jedyna relikwia, jaką on posiadał a za jego wysiłki w sprawach religijnych został on kanonizowany w 1297 roku.

holy thorn reliquary

Karol IV (Luksemburski) nie chcąc być gorszy wybudował dla swoich fragmentów Prawdziwego Krzyża kaplicę w Wielkiej Wieży w swoim zamku Karlstejn, zdobionej w stylu bizantyjskim z użyciem ponad 2000 szlachetnych kamieni.

Popularnymi przedmiotami były relikwiarze w formie wisiorków (pendant), były one używane w prywatnych modlitwach, były to małe arcydzieła sztuki, zwykle ukazywały scenki z życia Chrystusa lub świętych oraz posiadały schowek, w którym przechowywano relikwie np. cierń z Korony. Ten należał do córki Karola a żony Filipa VI Króla Francji.

pendant reliquaryKolejny ciekawy eksponat na tej wystawie to przypuszczalny Mandylion z Edessy (Ufa w Turcji). Legendarny król Abgar z Edessy zamówił portret Chrystusa ale że artysta nie był w stanie uchwycić jego wyglądu, ten wytarł swoją twarz w ręcznik i pozostawił cudowne odbicie swojej twarzy. Wizerunek ten uleczył króla z trądu. Relikwia ta przechowywana była w klasztorze San Silvestro (pierwsze wspomnienie w 1517 roku) na Kapitolu w Rzymie a potem w Pałacu Watykańskim. Czy jest to ta zrabowana z Konstantynopola, przechowywana w Sainte Chapelle we Francji trudno powiedzieć tamta zaginęła w czasie Francuskiej Rewolucji.

Mandylion of Edessa

Koniec średniowiecza przynosi prawdziwą rewolucją, pojawiają się nowe prądy religijne i filozoficzne. Martin Luter twierdził, że wiele relikwii było fałszywymi przedmiotami, jako przykład podawał, że gdyby złożyć wszystkie fragmenty czaszki św. Barbary to okazało by się że miała ona 8 głów. Twierdził on też ze zamiast dekorować relikwie w złocie i kosztownych kamieniach lepiej przeznaczyć te fundusze na biednych i potrzebujących. Reformacja przyniosła prawdziwą rewolucję religijną, kościoły stały się ostoją słowa i pozbawiane były zbędnych dekoracji. Wiele bogato zdobionych relikwiarzy zostało zabranych z budynków kościelnych, kamienie szlachetna wyjęto o resztę przetopiona na surowiec. Odnowił się wtedy ruch zwalczający kult obrazów, oraz świętych relikwii, wiele przedmiotów kultu zostało wtedy zniszczonych.

Protestanci jednak mają jednego świętego, Król Karol I został kanonizowany, jako święty przez swojego syna Karola II. Karol I został stracony w czasie wojny domowe, skazany za zdradę i tyranię został on ścięty w styczniu 1649 roku. Obserwujący tłum rzucił się, aby zamoczyć swoje chustki i inne tkaniny w krwi męczennika, a jego poplecznicy zbierali pamiątki, były na wystawie jego rękawice, medalion z jego włosami.  

Kontrreformacja zaś min. utwierdzała kult świętych i znaczenie pielgrzymki starając się odzyskać zaufanie wiernych. Europa zmieniła się a jednolity religijny pejzaż został zastąpiony przez narodowe trendy i podziały.

Na końcu wystawy był mały filmik ukazujący nam jak to wspólne dziedzictwo chrześcijańskiej Europy wpływa na nasze obecne postrzeganie świata. Osoby uznawane za święte były wzorcami dla ludności średniowiecznej europy, ideałami, do jakich się dążyło. Zachowania ludzkie takie same, choć czasy bardzo odległe, kult osobistości trwa i przeniósł się ze świata religijnego do tego materialistycznego. Na ekranie mignęły nam obrazki z Mauzoleum Lenina, wizyty Gorbaczowa w Czytelni Muzeum Brytyskiego aby zobaczyć biurko przy którym pracował Karl Marks, sceny spod pałacu Kensington po śmierci Księżnej Diany, pogrzeb Jana Pawła II, czy Matki Teresy. Mi do głowy przychodzą aukcje pośmiertne gwiazd filmu czy piosenki i kolekcjonerzy pamiątek prześcigający się w kupowaniu. Nasz zapęd to tego, aby wyglądać jak osobistości telewizyjne, tzw. celebryci, operacje plastyczne i dążenie do „doskonałości”, kopiowanie strojów, zachowań i słownictwa. Czy różnimy się tak bardzo od „ciemnego” średniowiecznego chłopa padającego na kolana przed cudownym relikwiarzem, gdy czekamy godzinami po to, aby zobaczyć naszego ulubionego „bohatera” na żywo albo stoimy w całonocnej kolejce po to, aby dostać najnowszy model telefonu?

Wpis ilustrowany jest materiałami prasowymi Brytyjskiego Muzeum.



środa, 09 maja 2012

Sharon Penman, When Christ and his Saints Slept

O tej autorce i jej powieściach historycznych opowiadała mi koleżanka w pracy już od dawna, ale kiedy kupiłam sobie jakąś jej powieść okazało się, że to był drugi tom trylogii o Plantagenetach a że nie chciałam zaczynać od środka odłożyłam ją na półkę. Kiedy otrzymałam dwie brakujące części w prezencie od mojego ukochanego długo zabierałam się do czytania, a czekało na mnie 900 stron drobnego maczku. Kiedy jednak otworzyłam i zaczęłam wędrować po stronach to tak przylgnęłam, że trudno mi było się od niej oderwać i nawet zdarzyło mi się moją stację w metrze przegapić. Książka jest po prostu genialna, pisarka fantastyczna, fakty historyczne pięknie ubrane w słowa i podane nam na tacy. Nie pamiętam już, kiedy tak dobrze mi się czytało powieść historyczną, muszę się przyznać, że jest ona lepsza od K. Folletta a jestem jego wielką fanką.

Na czym polega jej geniusz? Na doskonale przedstawionych wydarzeniach historycznych, na szczegółowych studiach dokumentów, manuskryptów, tekstów kościelnych, kronik wszelkiego rodzaju, listów itp. Książka ta jest pełna faktów i mogła by być podręcznikiem tyle że jest o wiele lepiej napisana. Autorka jest pedantką w zbieraniu danych – ma stopień bakałarza w historii, ale pracuje, jako prawnik podatkowy (ukończyła szkołę prawną – Uniwersytet Rutgersa) zawód ten też zapewne ma wpływ na jej podejście do zbierania dokumentacji.

O czym jest ta powieść? Temat ten sam jak u Folletta jeden z burzliwszych okresów w historii Anglii, nazywany przez historyków Anarchią a w kronikach zaś pojawia się określenie, które jest tytułem powieści „When Christ and His Saints Slept” czyli gdy Chrystus i jego święci spali – choć lepiej by chyba brzmiało przysnęli sobie. Otóż na początku dwunastego wieku, w 1120 roku wydarzyła się wielka tragedia, u wybrzeży Francji zatonął okręt "White Ship” z następcą tronu na pokładzie młodym księciem Williamem. Król Henryk I był zrozpaczony, posiadał on, co prawda około 20 synów, ale byli oni wszyscy z nieprawego łoża i nie mogli odziedziczyć korony. Jak się mówiło bękart może sobie zdobyć królestwo jak uczynił to Wilhelm Zdobywca ( zwany też bękartem) ale nie może królestwa odziedziczyć. Doszło to dużego problemu dynastycznego i despotyczny monarcha zdecydował, że po jego śmierci będzie panować jego córka Maude a potem jej ewentualni synowie. Maude była pierw żoną Niemieckiego Cesarza Heinircha a po jego śmierci ojciec wydał ją za młokosa Geoffrey’a Hrabiego z Anjou – Maude była od niego starsza o 11 lat. Nie było to małżeństwo udane i choć Maude cierpiała to jej ojciec zmusił ją do powrotu do męża, który miał problemy z temperamentem, że tak powiem.

Henryk I zmusił swoich baronów do przysięgi, że uznają prawo do korony jego jedynej córki, ale kiedy zmarł w 1135 roku sprawa okazała się nie taka prosta. Możnowładcy nie mieli ochoty, aby jakaś baba w spódnicy im wydawała rozkazy a jeszcze bardziej nie mieli ochoty, aby jej mąż im się po włościach panoszył. Kiedy pojawił się inny pretendent do tronu też wywodzący się od Wilhelma Zdobywcy a dokładniej mówiąc jego wnuk zrodzony z córki Adeli i Stefana Hrabiego z Blois, to koronacja odbyła się tak szybko, że Maude nawet nie zdołała postawić stopy na ziemi angielskiej. Maude twierdziła, że nie miał on prawa, pojawili się świadkowie twierdzący, że jej ojciec w ostatniej chwili zmienił zdanie i chciał Stefana na swojego następcę i tak zaczęła się wojna, która trwała wiele lat i całe pokolenia na niej przelały krew a większość z tych, co widzieli jej początki nie mieli szczęścia dożyć momentu gdy pokój znów zapanował na ziemiach angielskich. Książka doprowadza nas do momentu w historii, gdy korona po śmierci Króla Stefana I ma przejść na skronie syna Maude – Henryka II a jest to jeszcze ciekawsza postać. Jego burzliwe małżeństwo z Eleonorą Akwitańską samo w sobie jest owiane legendą. Nie mogę się doczekać, gdy zabiorą się za opowieść o nich.

Książka ta jest ciekawa sama w sobie, bo czasy w niej opisane są pełne niezwykłych wydarzeń, są tu damy i rycerze, szlachetni panowie, bohaterscy przywódcy, wierne żony i okrutni książęta. Bohaterowie powieści to prawdziwe, żyjące wieki temu osoby, oczywiście dodano fikcyjne postacie, ale z wyjątkiem jednego osobnika są one bez znaczenia dla głównej akcji powieści. Oprócz Maude, Geoffrey’a, Roberta Hrabiego Gloucester, mamy także wymyślonego bohatera Ranulfa Fitz Roy kolejnego nieślubnego syna króla Henryka I, który wydaje się być naszym przewodnikiem po wydarzeniach tego okresu. Tak go polubiłam, że pytałam się koleżankę czy będzie on w następnych częściach.

Autorka bardzo starannie maluje dla nas postacie, nie koloruje, ale ukazuje ich w obiektywnym świetle, nie staje po żadnej stronie konfliktu i nie namawia to tego swoich czytelników. Stefan ( zwany I) jest ukazywany, jako zdolny strateg, dobrotliwy i szczodry władca i ugodowy monarcha – często mu jego współcześni, zwłaszcza zwolennicy zarzucali, że był za mało stanowczy, że nie był dostatecznie okrutny. Kroniki zapisały, że w czasie walk o Newbury dochodzi do zawieszenia broni a John Marshal oszukuje Stefana I mimo że oddał mu swojego 5-letniego syna, jako zakładnika. Król grozi, że zabije dzieciaka, jeśli nie podda zamku, na co mu John Marshal odpowiedział, że zamku nie podda a jak chce wieszać jego syna to niech wiesza, bo on ma nadal działający dobrze narząd i może sobie napłodzić nowych potomków. Co ma teraz zrobić Król, jak wybrnąć z takiej sytuacji?

Maude nie jest żądną władzy harpią, ale kobietą, która czuje się okradziona ze swojej schedy, walczy o swoje prawo i o wolność, jest odważna, choć czasem porywcza, ma swoich zwolenników, ale i przeciwników i np. musi opuszczać Pałac w Westminsterze w popłochu zostawiając jadło na talerzach, bo obywatele Londynu nie bardzo są zadowoleni z perspektywy posiadania Królowej. Maude była nieobliczalna i miała ułańską wręcz fantazję tyle razy wymykała się wojskom Stefana spod nosa, że aż trudno uwierzyć. Spod Winchesteru umknęła im na koniu, ale najbardziej spektakularna ucieczka jak z Hollywoodzkiego filmu wydarzyła się w czasie oblężenia Oksfordu. Zimą 1142 roku została ona okrążona w tym mieście i wydawało się, że teraz już wpadnie w ręce swojego kuzyna jednak, gdy zamek się poddał w grudniu zwycięscy nie znaleźli tam Maude. Otóż poprzedniej nocy cztery postacie całe na biało w pelerynach, które sama Cesarzowa uszyła z białych prześcieradeł, zjechały po linach z murów zamku, przekradły się w czasie śnieżnej zamieci przez linie oblegającej armii i zamarznięte rzeczki i przez nikogo niezauważone wymknęły się z oblężonego terenu do pobliskiego przyjacielskiego zamku w Wallingford. Aż dziwne że żaden scenarzysta i producent nie zabrali się za ekranizację tej sagi dynastycznej!

To tylko drobne przykłady tego, co jest na 900 stronicach tej fantastycznej powieści, od pierwszych stron zostałam fanką jej stylu i nie mogę się doczekać aż wezmę do ręki następne części. Dlatego i was zachęcam, bo jest to literatura z najwyższej półki, gdzie postacie historyczne są na pierwszym planie a gdzie wydarzenia są zaczerpnięte ze źródeł a wszystko to splecione jest po mistrzowsku w zajmującą całość przez prawdziwą wirtuozkę pióra.

Mam nadzieję, że już ktoś tę powieść na polski przetłumaczył a jeżeli nie to niech ktoś się za to złapie, bo warto jest tę autorkę wprowadzić do naszych bibliotek i domów.

Wpis o części drugiej "Time and Chance"

Flag Counter