poniedziałek, 27 października 2014



Dotarliśmy tam podczas mojej drugiej wycieczki do Winchesteru, to urocze miasteczko przyciąga człowieka, ma tak bogatą historię, a zwłaszcza tę mnie najbardziej interesującą – dosłownie można się tu potknąć o średniowiecze.

Tym razem wybraliśmy się m.in. na spacer brzegiem rzeczki Itchen, a naszym celem był St. Cross Hospital (szpital pod św. Krzyżem). Spacer po bardzo malowniczej okolicy, momentami między dwoma ciekami wodnymi: rzeczką i jakimś kanalikiem czy odpływem/dopływem, a jeden z nich był na wyższym poziomie a drugi niższym, potem łąki z bydłem rogatym wylegującym się na popołudniowej drzemce. Wreszcie dotarliśmy do szpitala – choć bardziej do tego przybytku pasuje określeni przytułek, znaczenie słowa szpital zmieniło się od czasów średniowiecza.


Szpital pod św. Krzyżem w pobliżu Winchesteru to bardzo ciekawe miejsce. Jego historia sięga średniowiecza (lata 1132-36) i jak mówi legenda został on założony przez biskupa Winchesteru Henryka z Blois, wnuka Wilchelma Zdobywcy i młodszego brata króla Stefana z Blois. Otóż w czasie wojny domowej (czasów anarchii) między Stefanem a Maud (polecam doskonałą książkę o wydarzeniach z tego okresu autorstwa Sharon Pennman), biskup przejeżdżał przez okolicę i został zatrzymany przez młodą wieśniaczkę, która błagała go o pomoc dla swojej wsi, w której ludzie umierali z głodu, plony były niszczone w ciągłych walkach. Poruszony dolą ludu biednego, czcigodny biskup ustanowił ten Hospital pod św. Krzyżem dla 13 biednych i starych mężczyzn, którzy nie byli w stanie sami się o siebie zatroszczyć – nazwano ich braćmi św. Krzyża. Nie byli oni jednak mnichami i nie był to klasztor, a taka instytucja dobroczynna (almhouse).


Obowiązkiem tej instytucji było też wydanie posiłku dla 100 głodnych dziennie, kawiarenka jest w budynku nazywanym Hundred Man’s Hall. Szpital był dobrze wyposażony w ziemię, młyny i gospodarstwa, z których dochody wpływały do kasy i utrzymywały mieszkających tu braci i głodnych przybywających do bram przytułku. Szpital ten kultywował tradycję rozpoczętą przez mnichów benedyktyńskich z Opactwa w Cluny tzw „Wayfarer’s Dole” – otóż znużony wędrowiec mógł u bram poprosić o wsparcie. Najpierw była to butelka wina i bochenek chleba. Z biegiem czasu jednak zostało to zredukowane do „ cup of Beer and a piece of bread” czyli szklankę piwa i kromkę chleba – ale cóż dobre i to. Zwyczaj ten podobno jest przestrzegany do dziś, korciło nas, aby o to poprosić, ale jako, że przyszliśmy tam na pół godziny przed zamknięciem stwierdziłam, że lepiej pochodźmy sobie i pooglądajmy.


A jest, co oglądać, oto bowiem mamy okazję wkroczyć w progi najstarszej instytucji dobroczynnej w Anglii. Do istniejącej już społeczności braci w XV wieku a dokładnie w 1445 roku kolejny biskup Winchesteru dołączył Order of Noble Poverty (zubożała szlachta) dla 12 mężczyzn o błękitniej krwi, którym tak się w życiu ułożyło, że na starość nie ma ich kto nakarmić, napoić i dać schronienie. Tak więc od tamtej pory ten przytułek zapewnia godne życie 25 staruszkom.  Co rano staruszkowie udają się na modlitwy w swoich specjalnych strojach ci od św. Krzyża w czarnych szatach i czapkach (trencher hats) a ci od Zubożałej Szlachty w bordowych szatach i czapkach tego samego rodzaju.

Ponieważ jest to budynek zamieszkały i nadal funkcjonujący, jako przytułek nie można sobie tak łazić wszędzie gdzie popadnie, mieszkający tu staruszkowie mają prawo do prywatności i spokoju, ale to, co można zwiedzić naprawdę jest warte zachodu.

Gdy wejdziemy na teren przytułku, to naprzeciwko bramy znajduje się najstarszy zachowany obiekt - jest to dość duży kościół w stylu romańskim (Norman jak to oni tu określają). Został on nazwany miniaturową katedrą i zaliczony w poczet 1000 najlepszych kościołów w Anglii przez Simona Jenkinsa dziennikarza i publicysty związanego z dwoma wielkimi organizacjami zajmującymi się zabytkami w Wielkiej Brytanii – National Trust i English Heritage.


Budowę kościoła rozpoczęto w 1135 roku, a ostatnie dodatki wykonano 200 lat później. Rzucają się tu w oczy klasyczne założenia architektoniczne - plan krzyża z wieżą na środku. Mury kościoła mają grubość 1 metra a materiały budowlane sprowadzano aż z kamieniołomów w Caen (w Normandii), z Dorset i wyspy Wright, kawałki krzemienia pochodzą ze złóż lokalnych. Na kolumnie w północnej nawie jest wyrzeźbiony krzyż, a ciekawostką jest, że kamienie w oknie najbliżej wschodu w północnym transepcie są tak ułożone, że słońce oświetla ten krzyż tylko dwa razy w roku 3 Maja ( Invention of the Cross – Znalezienie Krzyża Świętego) i 14 Września (Holy Cross Day – Podwyższenie Krzyża Świętego). W kościele odbywają się msze niedzielne dla Braci oraz lokalnej społeczności oraz wszystkich chętnych, w normalne dni tygodnia jest to kaplica prywatna, ale udostępniona do zwiedzania.

 


Brethren’s Hall też jest udostępniony do zwiedzania. Jest to jak każdy średniowieczny Hall główne pomieszczenie w którym tętniło życie, tu przez stulecia braciszkowie spożywali swoje posiłki. Schody wiodą do pokoju tzw., Mistrza, na środku jest palenisko, galeria dla muzyków, podium na którym Mistrz jadał swoje posiłki, a w rogu złożony stół, który miał być prezentem dla króla Stefana od Henryka de Blois. Człowiek tu stoi i rozgląda się bo takie cudeńka się tu zachowały, że aż się serce i oczy radują.


Ale to nie koniec atrakcji, korytarzem, schodkami wydeptanymi przez tysiące bratnich stóp dochodzimy do kuchni. Obecny budynek kuchni został zbudowany w 1450 roku i przez następne 500 lat tu przygotowywano posiłki dla braci i służących w przytułku. Kuchnię zmodernizowano 200 lat temu wstawiając tzw. range – najbliższe słowo w polskiej terminologii to chyba kuchenka, było to bardzo nowoczesne urządzenie do przygotowywania posiłków. W taki oto sposób w średniowiecznej skorupce mamy kuchnię z okresu tzw. georgian ( czas panowania królów z dynastii Hanowerskiej). Pomieszczenie jest wysokie ponieważ uwzględniono miejsce na dym i gorące, unoszące się powietrze. Obecnie okna są przeszklone, ale w czasach średniowiecznych, a nawet później nie było w nich szyb działały one jak otwory wentylacyjne.


Ta unowocześniona kuchnia jest bardzo ciekawa, naprawdę ułatwiała życie kucharzom przygotowującym posiłki dla braciszków. Są tu zadziwiające elementy np. ta część na lewo od rusztu – tam jest ukryty za cegłami bojler – kocioł. W tym kotle utrzymywano gorącą wodę zawsze pod ręką do gotowania i zmywania, obok mamy studnię z wodą i zlew.


Środkowa część kuchni była głównie używana do przygotowywania posiłków i było to urządzenie naprawdę wielofunkcyjne. Mamy tu specjalnie umocowane wysięgniki na których zawieszano na łańcuchach sagany i czajniki do gotowania, można było regulować odległość od ognia aby uzyskać wymaganą temperaturę. Są tu też dwa trójnogi (trivets) nad paleniskiem na różnych wysokościach w zależności od potrzeb. Następne genialne rozwiązanie to specjalny mechanizm zębatkowo-zapadkowy - urządzenie to pozwalało na ustawienie metalowych belek w formie platformy ułatwiającej gotowanie.


Bardzo ciekawy jest też mechanizm obracający rusztem. Otóż aby coś upiec na ruszcie trzeba regularnie nim kręcić, jest to bardzo nudna i wymagająca siły i cierpliwości robota. W kuchni zawsze zaganiano do niej najniżej w hierarchii stojących pomagierów, a jak coś przypiekli z jednej strony to obrywali po uszach. Otóż nad paleniskiem umocowano w okapie wiatrak który był obracany przez gorące unoszące się do góry powietrze, a to, poprzez układ kół zębatych, porusza łańcuchy do których zamocowane jest ruszt. Wynalazek bardzo ułatwiający życie, zwłaszcza, że można także regulować odległość rusztu od ognia i wysokość na jakiej mięsko przypiekano.

Po lewej stronie tej bardzo nowoczesnej kuchni mamy piec chlebowy. Nie ma tu ani paleniska ani przewodu kominowego, piecyk ten nagrzewano spalając drewno lub węgiel drzewny na specjalnej tacy, cegły się nagrzewały i do takiego nagrzanego pieca wkładano chleb.

Po tej kuchni chodziliśmy najwięcej, bo te urządzenia są bardzo ciekawe, a nas zawsze interesują takie normalne aspekty życia. Jest to niesamowita okazja zobaczyć taki mechanizm na własne oczy. Obok w pomieszczeniu za szybą stoją inne przydatne w kuchni przedmioty, michy, durszlaki, dzbany, moździerze, talerze itp., cuda takie że aż miło.

W każdym szanującym się domu jest też piwniczka, a w piwniczce baryłeczki, pisałam już chyba o tym nie jeden raz, że w dawnych czasach pito więcej trunków alkoholowych niż wody, woda bowiem często była zanieczyszczona, a napitek z procentami zabijał te złośliwe drobnoustroje. Bogaci pili wino, czasem rozcieńczane wodą, biedniejsi pili „ale” taki podpiwek, każda pani domu wiedziała jak się to przygotowuje. W inwentarzu tego przybytku mamy także budynek do produkcji tego trunku (ale), jako że używano tego trunku bardzo dużo, składowano je w większym pomieszczeniu pod głównym holem. Co teraz wydaje się nam dziwne, ale dzieciom dawano także taki trunek tylko trochę rozcieńczony wodą.

Moja koleżanka z pracy stwierdziła kiedyś, że to nic dziwnego że średniowiecze spływało krwią: tu bunt, tam wojenka itp., bo jak mogło być inaczej skoro wszyscy chodzili wiecznie nabzdryngoleni.

W piwniczce która była taką małego kalibru chłodnią trzymano także mięso zarówno surowe jak i pieczone itp. Beczki nie są oczywiście oryginalne ale półki już tak.

To miejsce jest po prostu urocze, tyle tu ciekawych rzeczy do zobaczenia, a potem zmęczonym nogom można dać odpocząć w cichym przytulnym ogródku.

Zachęcam Was do odwiedzenia tego miejsca, jest to unikat historyczno-społeczny. Proszę jednak pamiętać, że mieszkają tam staruszkowie, po trudach życia zasłużyli na odrobinę spokoju na stare lata. Proszę w czasie swojej wizyty uszanować to miejsce, jest to bowiem ich dom.

Godziny otwarcia

1 Listopada – 31 Marcha; od poniedziałku do soboty; od 10:30 do 15:30

Zamknięte w Niedzielę i Boże Narodzenie.

1 Kwietnia – 31 Października; od poniedziałku do soboty; od 9:30 do 17:00; w niedzielę od 13:00 do 17:00.

Zamknięte w Wielki Piątek.

Ceny biletów:

Dorośli - £4

Ulgowe (studenci i emeryci po 60-tce) – £3.50

Dzieci – £2

Rodzinne - £10

Flag Counter