poniedziałek, 03 października 2011



 

Kupiłam tę książkę przez Internet i naprawdę nie wiedziałam, czego się spodziewać, opis był dość lakoniczny i mówił o pokoleniach kobiet mieszkających na owych bagnachi ich samotnych losach, o walce z przeciwnościami losu i tragicznych doświadczeniach życiowych. Wszystko miało się toczyć wokół stuletnich urodzin babki Rozy.

Choć jest to kolejne babskie romansidło jak niektóry by je pewnie określili to czyta
się tę opowieść o kobietach bardzo przyjemnie. Historia zaczyna się współcześnie,
gdy w rodzinne strony przyjeżdża Kornelia z córeczką i oboma nogami w gipsie a
cała rodzina przygotowuje się do 100 urodzin seniorki rodu Rozy. W tę opowieść
wplecione są historyjki o kobietach z tego rodu i tak dowiadujemy się pierwszych mieszkankach Czerwonych Bagnach pięknej Joannie i ciotce Amelii, o budowaniu domu w tydzień, o dziedzicu i ojcu Rozy, o jej córce i jej szalonej miłości o spadających z nieba ukochanych, o szczęściu i łzach. Wszystko jest wprawnie przeplecione i powoli otula czytającego jak ciepły szal. Losy bohaterek są dziwne, ale przecież zdarzają się na ziemi rzeczy, o których się filozofom nie śniło a wypadki dobre i złe chodzą sobie po ludziach, a życie czasami płata nam figla i układa się w przedziwny sposób.  Nie ma tu jednak przesady i opowieść kończy się zanim te fanaberie losu zaczną nas irytować.

Jest to przyjemna lektura, na wakacje albo długie jesienno-zimowe wieczory, choć
jest tu sporo dramatu to jednak napawa ona pozytywnym nastawieniem do życia i
dlatego warto jest po nią sięgnąć.

Flag Counter