środa, 25 września 2013

jaskinia Blue John, 

Tym razem zabieram was na wycieczkę na północ od Londynu do Peak District. Pojechaliśmy tam na parę dni i postaram się wam pokazać jakie to urocze miejsce. Pierwszy punkt naszego programu był trochę przypadkowy, oto jechaliśmy do zamku Peveril i w oczy rzucił nam się drogowskaz „Blue John Cavern”. Na pytanie mojego ukochanego, czy jedziemy, odparłam, że jedziemy no i pojechaliśmy. Nie pożałowaliśmy, bo wyprawa w głąb ziemi okazała się bardzo interesująca i malownicza.

jasninai Blue John, nurt rzeki

Jaskinię zwiedza się z przewodnikiem, jest dużo wchodzenia i schodzenia po schodkach, ciasne przejścia i dużo zadzierania głowy do góry, bo tam cały urok tego miejsca. Zwiedzanie trwa około 1 godziny, nasz przewodnik był uroczy, miał dar opowiadania, a fakty geologiczne przeplatał anegdotkami i żartami.

nacieki w jaskini

Blue John to kamień półszlachetny, z rodziny fluorytów, a w tej jaskini występuje osiem z czternastu znanych rodzajów tego surowca. W Wielkiej Brytani występuje on właśnie tylko na terenie Peak District, w okolicach miejscowości Castleton, a ta jaskinia to jedna z dwóch, w której jest on obecny.  Jest to uroczy kamień o niezwykle barwnych odcieniach od  fioletowo - niebieskiego po żółtawy. Podobno minerał ten był już wydobywany przez Rzymian, ale pierwsza wzmianka w słowie pisanym pojawia się o nim w 1766 roku, a dwa lata później mamy list przemysłowca M. Boultona, który to starał się o licencję na wydobycie lub kupno kopalni wydobywającej minerał określany jako „Blue John”. W hotelu Friary jest plakietka wykonana z tego minerału datowana na 1760 rok. W tym samym mniej więcej czasie architekt R. Adam używał tego surowca do wykonania okładzin na kominki do rezydencji Kedleston Hall.

zabytkow narzędzia górnicze

 Skąd wzięła się nazwa tego surowca? Jest parę teorii, jedna mówi że okoliczna ludność zangielszczyła francuskie słowa „bleujaune” ( czyli niebiesko żółty), druga, że tak ten minerał nazwali Kornwalijscy górnicy, którzy pracowali w XVIII wieku w kopalniach na tym terenie ( bluejenn po Kornwalijsku, a na terenie Kornwalii nazywano tak różne niebieskie skały ). Minerał ten jest nadal wydobywany poza sezonem turystycznym, używane do tego są kilofy. W czasie wycieczki pokazano nam obecnie eksplorowaną żyłę nośną. Pozyskiwana jest ograniczona ilość minerału, do uzupełnienia zapasów itp., nie jest to wydobycie na skalę przemysłową.

 depozyt minerału

W przykopalnianym sklepiku można kupić małe pamiątki, ale pobliskiej miejscowości Castleton mamy sklep z wiekowymi tradycjami, można tu podziwiać zdolności rzemieślnicze. Z tego minerału wyrabia się głównie ozdoby, misy, jaja, biżuterię.

Castleton, sklep, Blue John 

Polecam taką wyprawę, dla odmiany można się przyjrzeć cudom natury skrytym pod naszymi stopami.

Gdzie to jest?

W Peak District, trzeba wyjechać z Buxton drogą A6 na północ w stronę Chapel en le Firth, potem odbić w prawo na Sparrowpit, a potem to już po znakach. Jaskinia jest otwarta od 9:30 do 17:30 w lecie, w zimie do zmierzchu (zależy też od pogody) , zamknięta w czasie Świąt Bożego Narodzenia. Parking za darmo.

Ceny aktualne w momencie publikacji wpisu:

Dorośli : £9.00

Dzieci: £4.50

Ulgowe (studenci z legitymacją i emeryci): £7.00

Rodzinne: £25.00

środa, 11 września 2013

 

Do przeczytania tej książki namówił mnie mój ukochany i powiem Wam, że przeszłam przez nią jak burza. Jest to urocza opowieść o świecie autobusów i ludziach, którzy nimi kierują. Co jest najciekawsze została ona napisana przez kierowcę autobusu. Magnus od 1986 roku mieszka i pracuje jako kierowca autobusu w Londynie. Zna to środowisko od podszewki i w tej opowieści ukazuje nam realia pracy w transporcie publicznym w wielkiej metropolii jaką jest Londyn. Poznajemy reguły jakimi rządzi się ten świat, problemy z jakimi borykają się kierowcy, a wszystko to jest okraszone inteligentnym humorem. Tak mi się jego pisanie spodobało, że na półce stoją już następne książki Magnusa  i czekają w kolejce.

Bohaterowie tej nowelki są zlepkami charakterologicznymi ludzi, którzy przewinęli się przez garaże, w których pracował ten pisarz, niektóre są bardzo malownicze. Ciekawa jestem, czy niektórzy jego koledzy się rozpoznali, czy mieli jakieś uwagi itp.

Oprócz kierowców, przez kartki przewijają się we wspomnieniach też konduktorzy – książka pisana była w momencie gdy stare Routemastery (to te autobusy bez drzwi na tyle)  wyszły już praktycznie z użycia i miały pojawić się autobusy przegubowe. Nota bene teraz te wyszły z użycia i wprowadzono nowe Routemastery – Borisbusy ( kroi się wpis o nich) .  Kolejni bohaterowie to kontrolerzy, który czuwają nad tym, aby autobusy zjawiały sią na przystankach o czasie, bowiem autobusy mają jechać w ustalonej z góry kolejności. Prawie każdy kierujący autobusem na naturalną tendencję do bycia przed czasem, ale to jest zabronione. Nie ma bowiem powodu do bycia przed czasem, bycie przed czasem jest wysoce niewskazane, jak się dowiadujemy na pierwszej stronie, gdy nasz bohater zostaje przyłapany przez kontrolera Breslina – był 6 minut przed czasem i musiał odczekać 2 minuty. Więc jak jedziecie autobusem i nagle autobus stoi na przystanku „bez powodu”, to z pewnością jest to na polecenie kontrolera, który przyłapał kierowcę na byciu za wcześnie na danym przystanku. Oczywiście od czasu gdy M. Mills napisał swoją opowieść minęło parę lat i kierowców pilnują nie tylko inspektorzy stojący na przystankach, ale także kontrolerzy monitorujący ruch autobusowy przy użyciu GPS-u. Wielki Brat czuwa nad rozkładem autobusowym.

Oczywiście jak udowadniają bohaterowie w noweli Millsa jest to walka z wiatrakami, syzyfowa praca itd. Osiągnięcie tego jest wręcz niemożliwe, za dużo jest bowiem przeciwności losu a np. na kontynencie, gdzie transport jest o niebo lepsze, wszystko jest lepsze od dróg do pasażerów. Tu w Londynie jest za dużo przejść dla pieszych, świateł, ulicznych targów, pękniętych rurociągów wodnych, napraw i remontów, śmieciarek blokujących przejazd, marszów protestacyjnych, samochodów dostawczych, kawalkady przewożącej polityków, taksówkarzy, rowerzystów, ryksiarzy a wszyscy oni są w konspiracji, aby utrudnić poruszanie są autobusom.

Jeśli autobus jest spóźniony to pasażerowie tego nie lubią, ale spóźnienie może być wytłumaczone. Jeśli autobus jest za wcześnie, to urzędnicy tego nie lubią bo to jest nie do przyjęcia. Drugim świętym „Gralem” urzędników jest owo tytułowe „maintenance of headway” czyli zachowanie odstępów między autobusami. Mieszkając w Londynie, na pewno zauważyliście, że czasami autobusy jeżdżą  stadami, nawet się tu mówi o tym, że czeka się, czeka, a potem dwa autobusy zjawiają się naraz, albo że wszystkie jadą w drugą stronę. Temu się starają zapobiec właśnie kontrolerzy i czasami kończy się to tak, że nagle zostajemy „wyrzuceni” z autobusu, bo jak jeden z kontrolerów tłumaczy naszemu bohaterowi: „mam za dużo autobusów na tym odcinku a za mało na tym w drugą stronę” i skracają lub zawracają kierowców, a biedni pasażerowie muszą czekać na następny. Dla urzędników to jednak nie ma znaczenia, pasażerowie to drugorzędna sprawa, najważniejszy jest ruch autobusów.

Edward to znawca i stary wyga, wie o tej pracy więcej niż ktokolwiek inny, dzieli kierowców na mrówki – to taki kierowca, który z prostej pracy robi sobie ciężką robotę. Jego pierwszym błędem jest niestosowanie się do Teorii Jazdy Przed Czasem – to podstawa jaką powinien znać każdy kierowca, im bliżej jesteś poprzedzającego cię autobusu, tym mniej zabierasz pasażerów. Im mniej masz pasażerów, tym mniej czasu tracisz na przystanku. Jak jesteś wcześniej, to zabierasz mniej ludzi niż jak jesteś spóźniony, bo już się zdążyło ludzi nazbierać na przystanku – proste jak drut. Mrówki starają się jechać na czas i często się spóźniają i na dodatek nie wpisują sobie za to nadgodzin, bo nie chcą kłopotać szefów. I tak sobie utrudniają życie.

Oczywiście są specjalne przepadki, które nie dają się ani zreformować, ani dostosować to rytmu pracy za kółkiem czerwonego autobusu. Jedną taką niezwykle barwną postacią jest Pani Baker, to kierowca za którą nikt nie lubi jeździć, bo jest tak powolna, że trzeba mieć anielską cierpliwość, aby utrzymać ów odstęp. Dla niej zasada trzymani odstępu, a zwłaszcza Teoria Jazdy Przed Czasem nie istniały. Ona jechała w swoim własnym świecie, wypuszczała ludzi poza przystankami, jeżeli tak było dla nich wygodnie, wyliczała specjalne taryfy, czekała na pasażerów, którzy czegoś zapomnieli. Ci, którym pomogła, uważali ją za skarb, ale część pasażerów uciekała z jej autobusu, bo wlókł się on wolniej niż ślimak. To przez nią trzeba było zawracać inne autobusy, skracać i zmieniać. Koszmar dla jadącego za nią i koszmar dla kontrolerów.  Jednego dnia gdy nasz bohater ją wyprzedził, zorientował się, że między nimi powinno być 3 autobusy.

Jason to też specyficzny typek, kierowca z piekła rodem, jego autobusy często były puste lub pół puste, on miał Teorię Jazdy Przed Czasem opanowaną do takiej perfekcji, że zdarzało mu się omijać przystanki, gdy były zbyt zapełnione. Raz wyskoczył z autobusu i gonił rowerzystę, który przejechał na czerwonym świetle i przez którego musiał ostro zahamować. Potem żałował, że nacisnął na hamulec. On potrafił całą trasę przejechać, a wspomniana Pani Baker była dopiero w połowie. I jak tu pogodzić takie temperamenty?  O ile większość kierowców stosowała tę Teorię Jazdy Przed Czasem z wyczuciem, to Jason był zmorą dla urzędników, nie dał się ujarzmić, A jak tu sobie z takim indywiduum poradzić? Odpowiedz na to jest w książce - zaskakuje, a potem kiwamy głową ze zrozumieniem.

Jednym z uroczych wątków, trzymających nas w napięciu do końca książki, jest postać Thomsona -  tajemniczego kierowcy, którego tylko pamięta nasz bohater, a który zapisał się w historii garażu czymś niesamowitym. Został zwolniony z pracy – co jest niebywałym osiągnięciem, ale za co został zwolniony nikt nie pamięta, bo jego też ledwie pamiętają. O tym co zrobił Thomson dowiemy się także na końcu.

Na razie ta książka nie została przetłumaczona na język polski (chętnie bym ją sama przetłumaczyła), ale w Polsce przetłumaczono i wydano cztery inne jego książki m.in. „Poskramianie bydła” (nieszczęśliwe tłumaczenie tytułu), oraz „W Orient Expressie bez zmian” .  „ The maintenance of headway”  napisana została bardzo przyjemnym i przystępnym językiem, można po nią śmiało sięgnąć w ramach rozszerzenia  słownictwa itp. Poznamy realia życia w Londynie, a dla wybierających się do pracy w tym zawodzie do tego konglomeratu miejskiego, powinna to być lektura obowiązkowa.

autobus piętrowy  w Londynie

Flag Counter