czwartek, 27 września 2012

Sharon Penman Time and Chance

Wróciłam do średniowiecza, znów magiczne pióro Sharon Penman przeniosło mnie do czasów panowania Henryka II i Eleonory Akwitańskiej. „Time and Chance” to kolejna powieść historyczna tej autorki i według mnie kolejny bestseller, tak byłam niekiedy zaczytana, że znów przegapiłam parę razy stacje metra i raz o mało nie spóźniłam się do pracy. Nie mogłam się od tej lektury oderwać, nie przeszkadzały mi małe litery i pokaźny rozmiar i waga książki, czytałam a raczej płynęłam przez kolejne kartki opisujące jeden z ciekawszych rodów średniowiecznej Europy.

Jest to kontynuacja powieści „When Christ and His Saints Slept”, a powieść ta zakończyła się porozumieniem zawartym po latach wojny domowej. Król Stefan (I), który zawłaszczył sobie koronę Maude (Matyldy) zmarł i w wyniku owego porozumienia na tron wstąpił właśnie jej syn Henryk (II) a u jego boku, piękna i inteligentna kobieta aczkolwiek starsza o 9 lat Eleonora Księżna Akwitanii, najbogatsza dziedziczka Europy. Eleonora była pierwszą żoną Ludwika VII króla Francji, ale że nie potrafiła mu dać męskiego potomka po 15 latach małżeństwo zostało unieważnione. Było wielu chętnych na żeniaczkę zwłaszcza, że Eleonora miała w posagu Akwitanię, ale oto średniowieczna Europa została zaskoczona i zbulwersowana, gdy niespodziewanie na ślubnym kobiercu stanęła ta para. Henryk wielokrotnie pokonywał Ludwika na polu bitwy a tu jeszcze poślubił jego byłą żonę a na dodatek bardzo szybko w kołysce królewskiej pojawili się synowie – to był prawdziwy policzek dla monarchy francuskiego. W tym momencie chciałoby się powiedzieć „i żyli długo i szczęśliwie” jak w bajce, ale rzeczywistość jest dość okrutna i oto obserwujemy jak małe problemy rosną i prowadzą do prawdziwej katastrofy.

Ta powieść obejmuje lata 1156 – 1171 i już na samym początku mamy kłopoty. Otóż młodszy brat Henryka zazdrosny o przywileje brata i koronę zbuntował się i Henryk musiał mu pokazać, kto tu rządzi. Król przeżywa też osobisty dramat - jego syn pierworodny William umiera, a on nie był przy jego śmierci, bo musiał zwalczać bunt. To nie pierwsza i nie ostatnia rebelia w ogromnym królestwie, Henryk i Eleonora, bowiem, władają terenami od muru Hadriana na północy po Pireneje na południu. Król większość czasu spędza w siodle pilnując swoich rozległych włości, bo duże królestwo to i dużo problemów, Królowa zaś większość czasu spędza w połogu, bo prawie cały czas jest przy nadziei i królewska rodzina się powiększa, do urodzonego w 1153 roku Henryka dochodzą Matylda (1156), Ryszard (1157), Geoffrey (1158), Eleonora (1161), Joanna (1165) i Jan (1166).

Małżeństwo musiało być pełne namiętności, dlatego jest dla nas zaskoczeniem fakt, że Henryk znalazł sobie konkubinę w młodziutkiej szlachciance Rosamund Clifford. Zaskoczona musiała być sama Eleonora a Sharon Penman bardzo dramatycznie przedstawiła ten fakt i zaaranżowała spotkanie obu kobiet. Nie ma pewności, czy do niego doszło, ale faktem jest jak podkreśla autorka, że nagle w zimie Królowa zdecydowała się na niebezpieczną żeglugę przez kanał La Manche z Normandii do Southampton i pojawiła się w Oxfordzie, które jest tyko 5 mil of Woodstock gdzie Henryk trzymał swoją kochankę. Trzeba dodać, że była ona w mocno zaawansowanej ciąży i takie ryzyko musiało mieć ważny powód, czy był nim fakt, że dowiedziała się o niewierności swojego męża. Autorka w bardzo zręczny sposób maluje nam psychologiczne portrety postaci, osobistościom historycznym dodaje ludzkiego wymiaru i wyposaża w uczucia i namiętności. Tak oto w szczęśliwym małżeństwie pojawiają się pierwsze rysy i obserwujemy ochłodzenie i zamieranie tego niezwykłego i pełnego namiętności związku. Autorka umieszcza wiele dialogów między Eleonorą a Maude (imienniczką jego matki)– kuzynką Henryka, która daje Eleonorze radę –„ albo go zaakceptujesz takim, jakim jest, albo naucz się go kochać mniej”, co zrobi Eleonora? Właśnie ten aspekt pisarstwa Penman jest najbardziej pociągający, podejście do wydarzeń historycznych z tego bardzo osobistego punktu widzenia.

Henryk jest genialnym strategiem, a jego przewaga na polu bitwy to szybkość, z jaką przemieszcza swoją armię, jego wrogowie często są tym zaskoczenie i ciągle zadają sobie pytanie – „Jak on to robi?”. Oprócz ugaszania rebelii, są też wyprawy wojenne, Henryk upomina się w imieniu swojej ukochanej żony o Tuluzę, księstwo, do którego rodzina Eleonory rościła sobie prawo. Armia Henryka zdobywał zamek za zamkiem i wydawało się, że nic nie uratuje Rajmunda (V) od przegranej, gdy oto Król Francji zawitał do stolicy księstwa i wywiesił swoją flagę nad twierdzą w Tuluzie. Bardzo zręczny manewr, bowiem Henryk nie mógł zaatakować - będąc księciem Normandii, był wasalem Króla Francji, miał więc związane ręce. Można więc powiedzieć, że wygrał wszystkie bitwy ale przegrał wojnę. Eleonora nie była zadowolona - Tuluza znów jej się wymknęła, jako żona Luisa Króla Francji parę lat wcześniej też go namawiała na odzyskanie tego księstwa, ale jemu wtedy również się nie udało.

Oczywiście spotykamy na stronicach tej sagi moich ulubionych bohaterów, którzy łączą w całość tę opowieść, Ranulf Fitz Roy mieszka ze swoją niewidomą żoną Rhiannon w Walii. Jego szczęście domowe zostało zaburzone wezwaniem siostrzeńca do stawienia się w obozie, przygotowującym się do wyprawy wojennej na Walię. Ranulf był zawsze lojalny wobec swojej siostry Maude i jej syna Henryka, toteż wbrew całej swojej walijskiej rodzinie – tylko jego żona nie jest przeciwna – decyduje się zaakceptować wezwanie Króla Anglii.

Geniusz militarny Henryka nie pomógł mu w opanowaniu Walii, pogoda i warunki naturalne zatrzymały jego armię, a sam Król mało nie stracił życia w bitwie w lesie Cennadlog. Ranulf jest pomostem (negocjatorem pokojowym) między historią Anglii a Walii, dzięki jego przyjaźni z Hywalem, nieślubnym synem króla Owaina Gwynedda, mamy wgląd na dwór Walijski i jesteśmy wciągnięci w wir wydarzeń w tej deszczowej krainie. Pierwsza wyprawa to przegrane bitwy, ale ostatecznie ta wojna została wygrana, bowiem Król Walii zgodził się na warunki pokojowe zaproponowane przez Henryka. Nie był to jedyny raz gdy Ranulf musiał wybierać między szczęściem w swojej przybranej ojczyźnie (jego matka była Walijką) a lojalnością wobec swojego siostrzeńca Króla Anglii. Zwłaszcza jego syn Gilbert nie miał łatwego życia, nie mógł się pogodzić ze swoimi Normańskimi (Angielskimi) korzeniami i buntował się przeciw ojcowskiej lojalności wobec tronu Angielskiego, zmieniając nawet swoje imię na walijskie Bleddyn. Ranulf nie jest zadowolony, bowiem nazwał on go imieniem swojego najlepszego przyjaciela, o którego śmierć się obwiniał. Młodzieniec wychowuje się na dworze Hywela syna królewskiego, – który nie tylko świetnie władał mieczem ale i słowem, był zdolnym i uznanym poetą. To właśnie Hywel uświadamia Ranulfowi, że jego syn nie wyrzekł się swojego pochodzenia a jedynie je zinterpretował po walijsku. Ranulf w staro normańskim oznaczało „ tarcza wilka” a Bleddyn po walijsku to „Młody Wilk”. Hywel to bardzo interesująca postać polubiłam ją, bowiem okazał się wiernym przyjacielem rodziny Ranulfa, dobrym nauczycielem dla młodego buntowniczego Gilberta – Bleddyna.

Oczywiście w centrum uwagi jest konflikt między królem Henrykiem a arcybiskupem Canterbury Thomasem Becketem. Poznajemy Thomasa Becketa, jako zdolnego urzędnika w arcybiskupstwie, potem kanclerza królewskiego i to bardzo dobrego kanclerza. Henryk uważał go za swojego przyjaciela i myślał, że się doskonale rozumieją i mają wspólne cele, toteż zaoferował mu urząd Arcybiskupa Canterbury – głowy kościoła w Anglii, – chociaż Thomas nie miał nawet święceń kapłańskich. Trzeba dodać, że były temu przeciwne i jego matka Cesarzowa Maude i żona Eleonora.  Gdyby tylko ich posłuchał, może nie doszłoby do tragedii w Katedrze w grudniowy dzień 1170 roku. Autorka bardzo zręcznie nas prowadzi przez ten konflikt, ukazuje jego zawiłości i wiele płaszczyzn, stara się dojść do tego jak przyjaciele stali się zawziętymi wrogami, dlaczego nie udało się doprowadzić do ugody a ocenę pozostawia nam. Jest to aktywne czytanie zmuszające do myślenia i wyciągania wniosków, nie ma wyroków podanych na tacy, trzeba się samemu zadeklarować. Znamy porywczość Króla, ale czy słynne zdanie wypowiedziane w gniewie było rozkazem, czy może raczej pytaniem retorycznym.

Zachęcam do sięgnięcia po tę książkę i ciągle mam nadzieję, że ktoś się zabierze za tłumaczenie na polski tej autorki.

Wpis o częćci pierwszej "When Christ and His Saints Slept" 



Flag Counter