poniedziałek, 12 sierpnia 2013

 

Po archeologicznych eskapadach ( Carn Euny  i Chysauster)  w odległą przeszłość zdecydowaliśmy się na podróż w czasie i przeskoczyliśmy do połowy XIX wieku - wybraliśmy się do stacji telegraficznej w Porthcurno.

Oto epoka rozwoju przemysłowego, wielkich zmian polityczno-społecznych, powstają nowe imperia, rodzą się fortuny i czas zaczyna szybciej płynąć. Nadchodzi nowa era, w której posiadanie i szybki przekaz informacji jest na wagę złota, stare metody posłańca na koniu, a nawet rozwijająca się poczta, nie są już wystarczającym środkiem przekazywania informacji.

Sytuację poprawiło (przełom XVIII/XIX wieku) zastosowanie nowego rodzaju telegrafu optycznego (shutter telegraph system) opracowanego na wzór francuskiego telegrafu Chappe’a. Otóż, w czasie wojen Napoleońskich francuscy bracia Chappe opracowali system optycznego przekazywania informacji na odległość, opierał się on na sieci wież w odległości 9-10 mil od siebie, które były w stanie przekazać informacje z szybkością 1.75 słowa na minutę. Dla porównania:  wiadomość w Królestwie Brytyjskim z bazy morskiej w Portsmouth do siedziby Dowództwa Floty w Londynie, niesiona w torbie przez jeźdźca na koniu – to 4.5 godziny. To duża strata czasu, zwłaszcza w czasie działań wojennych.

Wielka Brytania potrzebowała swojego własnego systemu, pojawiło się parę propozycji, ale ostateczne wybrano dzieło Lorda Geogre’a Murraya. Machina o wysokości 20 stóp ( około 6 metrów) to konstrukcja ram w dwóch kolumnach o 6 polach -2x3, w ramach są „okiennice”, które mogą być w pozycji zasłaniającej – wypełniającej pole, lub w pozycji otwartej. Poszczególny układ reprezentuje litery itp., w ten sposób wiadomość jest przesyłana na duże odległości szybciej niż starymi metodami. Murray otrzymał za ten wynalazek 2000 funtów, a pierwszy szef tego przedsięwzięcia = G. Roebuck otrzymywał pensję 300 funtów rocznie. Linia biegła od Portsmouth przez wzgórze Beacon, Hascombe (Telegraph Hill) , Chessington, Putney (niedaleko Telegraph Inn), Chelsea do Whitehallu – czas przekazania wiadomości to 7.5 minuty – jak błyskawica w porównaniu z konnym jeźdźcem. W każdej wieży pracowało 4 mężczyzn, dwóch do obserwowania przez lunety sąsiedniej stacji - odczytywali oni wiadomości i krzyczeli do pozostałych dwóch, którzy pociągając za sznury odsłaniali i zasłaniali okiennicami pola w ramkach konstrukcji, przekazując wiadomość do następnej stacji. Czasami stacjonował z nimi oficer z Marynarki Królewskiej.  Potem pojawiły się telegrafy z ramionami (semafory), których ułożenie przesyłało zakodowaną wiadomość. Oczywiście taka komunikacja miała swoje wady, była ograniczona przez warunki atmosferyczne i nie można jej było używać przy braku widoczności.

Potrzebne były nowe wynalazki i odkrycia, i tak ujarzmienie elektryczności przez Volta, a zwłaszcza jego bateria otworzyły nowe perspektywy w rozwoju szybkiej komunikacji. Wszystko zaczęło się na kolei w latach 30tych XIX wieku, gdy zaczęto wykorzystywać prąd elektryczny do przesyłania sygnałów i komunikacji między stacjami kolejowymi. Najpierw używano kabli żelaznych, które następnie zostały zastąpione przez kable miedziane. Gdy okazało się, że jest technologia i jest potrzeba, doszło do porozumienia firm telegraficznych z kolejowymi w sprawie wykorzystania już istniejącej infrastruktury do przekazywania informacji. Na początku odcinki były krótkie, bowiem sygnał słabł ze wzrostem  odległości, ale rozwój technologii umożliwił powiększenie sieci telegraficznej, która rozrastała się łącząc różne zakątki Wysp Brytyjskich. Nowe materiały izolujące - „gutta percha” (gutaperka), umożliwiły działanie kabli pod wodą i zaczęto układać kable międzykontynentalne (1865 rok) , i tak powstawała siec globalna. Pierwsza próba połączenia dwóch kontynentów była nieudana, bowiem źle oszacowano odległość i zabrakło kabla.

5 needle galvanometer,

Zasada działania telegrafu jest dość „prosta” – wiadomość jest wysyłana impulsem eklektycznym ( prze użyciu klucza lub wyłącznika) i biegnie po kablu do odbiorcy, tam czekał na nią galwanometr –urządzenie odbiorcze. Pierwsze takie urządzenie odbierające sygnał telegraficzny wyszło z firmy Wheatstone’a i Cooke’a – jeden z jej zołożycieli to naukowiec i wynalazca, a drugi to zaplecze finansowo-marketingowe. Maszyna ta miała 5 igieł i choć była skomplikowana w konstrukcji, to jej obsługa nie wymagała znajomości żadnego kodu. Litery były ułożone na tarczy romboidalnej, a impulsy eklektyczne powodowały, że owe igły wskazywały na daną literę i tak cała wiadomość była literowana – odbiorca musiał jedynie znać alfabet i umieć to zapisać. Następnie firma ta wyprodukowała dwu-igłowy i jedno-igłowy odbiornik telegraficzny. Instrumenty te były mniej skomplikowane, za to ich obsługa wymagała szkolenia, gdyż wiadomości były przesyłane kodem Morse’a (stworzonym w 1840 roku). System ten używał kombinacji sygnału krótkiego (kropki) i długiego (kreski)  jako reprezentacji liter i cyfr, po kablu sygnały transmitowane były jako krótkie i długie impulsy elektryczne.

Morse inker

Kolejna innowacja to „Morse inker” skonstruowany przez Thomasa Johna z Wiednia w 1854 roku. Maszyna ta nakręcana była kluczem, taśma papierowa poruszała się pod kółkiem, które naciskając na papier pozostawiało znaki kropki i kreski, reprezentujące kod Morse’a. Weszła ona do użycia w latach 60-tych XIX wieku i sprawdzała się ona szczególnie na krótkich dystansach. Niestety w długich podmorskich kablach impulsy słabły wraz z przebieganą odległością i pojawiały się problemy w odczytywaniu wiadomości. Jeden ze sposobów pokonania tego problemu to lepsze, bardziej wrażliwe odbiorniki i tak pojawia się kolejny wynalazek opatentowany w 1858 roku przez W. Thomsona (Lorda Kelvina tego od zera absolutnego) - lustrzany galwanometr. W maszynie tej użyto światła świeczki lub lampy w celu wzmocnienia ruchów igły tradycyjnego galwanometru.

galwanometr

Problem słabnięcia sygnału jednak pozostał, aż została wynaleziona nowa metoda przesyłania sygnału tzw. kod kablowy – użyto tu podwójnego klucza, nadal używano kropek i kresek, ale zamiast krótkiego i długiego impulsu przesyłano pozytywny i negatywny impuls jako reprezentacja kropki i kreski. W galwanometrze światło biegło w prawo (kropka) lub lewo (kreska). Do obsługiwania takiego galwanometru potrzeba było dwóch pracowników, jednego do obserwacji drugiego do zapisywania tego, co ten pierwszy mu odczytał na maszynie. Ponieważ nie było wiadomo kiedy przyjdzie wiadomość, odbiornik ten musiał być pod stałą obserwacją, trzeba było mieć oczy szeroko otwarte bo nawet przegapienie jednego symbolu mogło mieć tragiczne konsekwencje.

Prawdziwą rewolucją okazał się kolejny wynalazek W. Thomsona (Lorda Kelvina) z 1869 roku znany jako  „The Thomson Siphon Recorder” (Drukarka Syfonowa?) . Maszyna ta była nie tylko wystarczająco czuła i odbierała sygnały biegnące po podmorskich kablach, ale jeszcze drukowała otrzymany przekaz. Delikatna wykonana ze szkła tuba (siphon) spryskiwała atrament na papierową taśmę. Wydruk to zygzakowate szlaczki – góra to kropki a dół to kreski. Następnie telegrafista odczytywał zakodowaną wiadomość i zapisywał ją ręcznie w specjalnym formularzu.

W miarę rozwoju technologii, malały koszty i ten sposób komunikacji stał się bardziej dostępny także dla mniej zamożnych. Dostarczaniem telegramów po całym kraju zajmowała się Królewska Poczta. Pojawiają się też prostsze w użyciu aparaty, działały one na krótkich dystansach i jak podkreślano wtedy mogły być obsługiwane nawet przez kobiety! Chodzi tu o ABC telegraf używany na poczcie, a często tu właśnie pracowały kobiety. Działanie tego aparatu było dość proste – obok liter były guziki, naciskało się guzik i pokręcało korbką – wtedy sygnał był transmitowany po kablu jako seria impulsów. Potem kolejna litera i pokręcenie korbką itd., aż cała wiadomość została przeliterowana. Z drugiej strony na odbiorniku igła wskazywała na tarczy literę i tak aż cała informacja została odczytana. Pracownicy poczty musieli umieć czytać i pisać, ale nie musieli znać kodu Morse’a. Jeżeli oglądaliście brytyjski serial „Lark Rise to Candleford” to tam na poczcie właśnie używano takiej maszyny. Twórcy serialu byli w tym muzeum w Porthcurno, aby poznać zasady działania tego aparatu.

ABC telegraf

Tyle w bardzo „telegraficznym” skrócie o początkach telegrafu, teraz trochę o tym skąd się wzięło to muzeum w Porthcurno. W połowie XIX wieku była to mała osada, parę chatek (hamlet) bez własnego kościoła, gdzieś niemal na końcu świata (na półwyspie nazwanym Lands End). Tymczasem w wielkim świecie rozwija się sieć telegraficzna, o ile sieć lądowa jest dobrze rozwinięta, to brak jest połączenia między lądami, a jest potrzeba szybkiego przesyłania wiadomości do zamorskich krajów. Została utworzona Spółka Telegraficzna – Falmouth, Giblartar i Malta Telegraph Company i właśnie Falmouth zostało wybrane na miejsce, skąd miano pociągnąć zamorskie kable. Jednak jako, że był to mocno uczęszczany port obawiano się, że kotwice, sieci rybackie mogą go uszkadzać, to postanowiono zmienić lokalizację na ten zakątek. Jest to miejsce urocze, sielskie anielskie, o piaszczystej plaży i błękitnej wodzie. Właśnie ta piaszczysta plaża była dodatkowym walorem, bo chroniłaby kable wychodzące na ląd na tym dość skalistym generalnie wybrzeżu.

Porthcurno sandy beach

Pierwszy kabel do Indii pociągnięto w 1870 roku, został on potem przedłużony do Australii. Oczywiście rozwój sieci telegraficznej spowodował wzrost zapotrzebowania na wyszkolony personel i to właśnie w Porthcurno chętni do pracy mogli odbyć szkolenie. Warunki były szokujące, bowiem przez pierwsze 6 miesięcy w czasie szkolenia pracowali oni za darmo a na dodatek musieli sami sobie zapewnić utrzymanie. Szkolenie w tej pierwszej fazie obejmował naukę kodu Morse’a, obsługę lustrzanego galwanometru i odbiornika syfonowego (Thomson Siphon Recorder). Całkowite szkolenie trwało 18 miesięcy i po tym czasie delikwent był gotów do podjęcia pracy w różnych zakątkach Imperium.

Pracownicy w Porthcurno zarabiali 100-150 funtów rocznie, a dwa lata po otwarciu stacji pracowało tu 27 mężczyzn i uczniów. Osada zaczęła się rozrastać, do budynku stacji kablowej z kwaterą superintendenta (dyrektora) i kwaterami kawalerów doszły kwatery dla żonatych i służby pomocniczej – kucharek, ogrodników i fachowców od wszystkiego (handyman – taka złota rączka). Zwiększa się też ilość kabli, w 1873 roku pociągnięto drugi kabel tym razem do Vigo w Hiszpanii, w 1878 roku do wysp Scilly (Isles of Scilly) u zachodnich wybrzeży Kornwalii. W latach 70-tych XIX wieku przez kable w Porthcurno przeszło 200 000 słów, a w 1900 roku stacja doglądała połączenia kablowego z Indiami, oboma Amerykami, Południową Afryką, Australią i następnie z Nową Zelandią. I znów trzeba było rozbudować zaplecze techniczne.

Nowe kable to większa załoga obsługująca, a zatem więcej problemów. Pojawiają się zapiski o nieprzyzwoitym zachowaniu się uczniów i dziewczyn ze służby. Superintendent miał książkę zasad zachowania i wśród czynności zakazanych w niedzielę było m.in. pływanie i śpiewanie śmiesznych piosenek. Było trudno o pracowników do tej bazy, jako że była on w strasznym odludziu – jak to się mówi „diabeł tu mówił dobranoc” czy „wrony tu zawracały” – było tylko jedno połączenie powozem do odległego o 9 mil (14.5 km)  Penzance. W 1891 roku firma zakupiła kawałek ziemi z przeznaczeniem na tereny rekreacyjne – co by młodzi się zajęli sportem, a nie bałamuceniem niewiast. Doskonałym źródłem informacji o życiu na tej placówce są dzienniki superintendenta Spratta. Pisał on o rywalizacji między pracownikami, prozie życia codziennego. Jego córka Edith była pierwszym dzieckiem urodzonym na tej placówce. Opowiada on także o chorobach i śmierci, założeniu biblioteki, pogadankach edukacyjnych, meczach krykieta itd. Pracował on w Porthcurno od początku założenia stacji do 1893 roku gdy został oddelegowany na Gibraltar.

Tymczasem na pobliskim półwyspie Jaszczurzym (Lizard) włoski wynalazca Gugliemo Marconi prowadził swoje eksperymenty z falami radiowymi, które to lecąc przez powietrze potrafiły docierać na długie dystanse. To było zagrożenie dla kabli, bo nie były by one potrzebne, więc załoga z Porthcurno szpiegowała poczynania zdolnego Włocha.

Czasy się zmieniają, zwiększa się użycie telegrafu, w latach 20tych ubiegłego wieku przez stację przechodziło 180 milionów słów rocznie. W 1925 roku wprowadzono innowację – zautomatyzowano stacje wzmacniające sygnał – otóż jako, że jak już wiemy impuls biegnąc po kablu słabł (męczył się), ustanowiono więc stacje w których odbierano sygnał, odczytywano i przekazywano dalej, wzmacniając go w ten sposób (podawano go odnowie, dawano odżywki) i tak biegł dalej do miejsca przeznaczenia – do tej pory wykonywano to „ręcznie”. Teraz wprowadzono nowe maszyny które synchronizowały, wzmacniały i przesyłały dalej impulsy.  W tym nowym systemie dokonano dalszych udoskonaleń, otóż wiadomość była zapisywana na taśmie przy użyciu klawiatury, która zamiast liter wybijała dziury po dwóch stronach ciągłej perforacji. Ta taśma była wkładana do automatycznego nadajnika, który odczytywał kod i wysyłał go jako pozytywne i negatywne impulsy. Zwiększało to także szybkość przekazywania informacji. Odbiorniki także drukowały wiadomość w formie literowej na taśmie papieru, która to mogła być pocięta i naklejona na formularz telegraficzny i już była gotowa do doręczenia do adresata. To się nazywa progres.

Niestety ten nowy automatyczny system spowodował, że nie potrzeba było tylu pracowników, spadło zatrudnienie mi.in w Porthcurno, miało to tu także dodatkowy efekt, nie potrzeba było tylu uczniów i duża część kwater popadła w ruinę, aż do czasów II Wojny Światowej. Dodatkowo komunikacja radiowa zaczęła się mocno rozwijać i konkurencja na rynku przesyłania informacji były dość duża. W 1934 roku doszło do porozumienia - Eastern Telegraph Company i Marconi Wireless Telegraph Company, najwięksi gracze na rynku połączyli swoje szeregi tworząc Cable & Wireless Ltd. Zasada była taka, że używano takiej metody komunikacji jaka była najbardziej użyteczna w danym środowisku geograficznym, iście Salomonowa decyzja. To przyniosło nawet więcej kabli do Porthcurno, i tak u progu II Wojny Światowej zbiegało ich się tu 14, a ich łączna długość to 150 000 mil (około 241 395 km) i łączyły one Zjednoczone Królestwo z resztą świata.

Gdy rozpoczęła się II Wojna, ważne szychy w Gabinecie Wojennym, zwłaszcza po zniszczeniach biur w Londynie, zdecydowały, że biały budynek w tej zatoczce to zbyt łatwy cel dla wroga i zdecydowano się przenieść całą stację pod ziemię. Planowano wkopać się w granitową górę i przedsięwzięcie to wzięli na siebie górnicy z pobliskiego St. Ives. Wcięli się oni w zbocze, tworząc system dwóch tuneli, następnie zbudowano wewnętrzną drewnianą konstrukcję, doprowadzono system wentylacyjny, aby czułe instrumenty mogły pracować. Stacja miała własny generator prądu na wypadek odcięcia zasilania, ciężkie drzwi pancerne chroniły dojście do stacji, były one także pokryte farbą reagującą na gaz. Wykuto również tunel ewakuacyjny schodami w górę na szczyt góry, w wypadku gdyby wejście zostało zablokowane przez wybuch bomb. Wszystko to zajęło zaledwie rok i stacja została przeniesiona do nowej siedziby w 1941 roku. Jako że było to ważne strategicznie miejsce, przysłano tu cały pluton, który stacjonował na boisku do gry w kulki, potem zwiększono kontyngent do 300 żołnierzy. Każdy pracownik i mieszkaniec miał przepustki, które musiał mieć zawsze przy sobie. Na plaży zamontowano specjalne miotacze ognia i dodatkowe stanowiska obronne m.in. zakamuflowane jako przystanki autobusowe. Stacja ta przekazywała wiadomości i była doskonale przystosowana, bo mogła korzystać z kabli, a także z drogi radiowej (wireless).

schody ewakuacyjne

W czasie wojny wykorzystywano kable głównie do przesyłania informacji o znaczeniu strategiczno-narodowym. Używano również tej metody do zawiadomienia o śmierci w służbie wojskowej – dlatego bliscy żołnierzy, zwłaszcza matki i żony, drżały gdy do drzwi pukał niosący telegram posłaniec. Firma Cable & Wireless oferowała dla osób w służbie i ich rodzin darmowe przesyłanie wiadomości, a tym rodzinom, których dzieci zostały ewakuowane w bezpieczne miejsca z terenów przemysłowo-strategicznych, zezwalała na dwa darmowe telegramy rocznie. Dla usprawnienia komunikacji stworzono księgę wiadomości z przykładami najbardziej popularnych i tak na przykład można było poprosić o wysłanie wiadomości 46 „All well at home” czyli „ w domu wszystko w porządku” , numer 23 „letters arriving regularly” czyli „listy dochodzą regularnie” a także 98 „ please send me £x” – „ proszę przyślij pieniądze za x wstawiało się sumę” i ten zawsze z nadzieją pisany o bliskim spotkaniu  „Hope to see you soon” .

Po II Wojne Światowej znaczenie telegrafu zmalało, a kiedy w 1956 roku przeciągnięto pierwszy kabel telefoniczny do Ameryki był to początek końca. Nadal była tu szkoła i uczyła nowoczesnych technologii,  jednak w 1970 roku dokładnie po 100 latach stacja ta odeszła na emeryturę. W 1993 roku przeniesiono szkołę do bardziej dostępnego miejsca w Coventry, i tak powoli miejsce to pustoszało.

W Wielkiej Brytanii serwis telegraficzny zamarł w 1982 roku, w Stanach Zjednoczonych firma Western Union zaprzestała używać go w 2006, a parę tygodni temu w lipcu w Indiach wysłano ostatni telegram. Choć to jeszcze nie koniec, bo działają tzw. historyczne serwisy (heritage services), a w Argentynie np. rezygnację z pracy podobno zwyczajowo wysyła się telegramem, to są to już ostatnie tchnienia tego systemu komunikacji. Niedawno Guardian ( gazeta ) przypomniała nam o paru ciekawych telegramach które przeszły do historii. W 1903 Orville Wright  przesłał telegram „SUCCESS FOUR FLIGHTS THURSDAY MORNING ALL AGAINST TWENTY ONE MILE WIND” informując o swoim sukcesie lotniczym. Niektórzy użytkownicy popisywali się swoim humorem i tak Robert Benchley wysłał telegram do edytora New Yorkera Harolda Rosa ze swojej wyprawy do Wenecji „STREETS FULL OF WATER. PLEASE ADVISE," czyli „na ulicach pełno wody, co robić” . Najkrótsza wymiana telegraficzna to Wiktor Hugo i jego wydawca – pisarz wysłał telegram „ ? „  pytając się o sprzedaż najnowszej książki, a  wydawca odpowiedział „ ! „ Tę anegdotę przypisuje się też do Oskara Wilde. Tu przypomniała mi się historyjka o Sienkiewiczu który pisał „Potop” w odcinkach do gazety i wysłał telegram do wydawcy -  jakoś to tak było „ gdzie jest i co robi Kmicic”, a ten odpowiedział coś w rodzaju „ jest w Częstochowie właśnie wysadził kolumbrynę” no i o mały włos nie została włączona w to policja, ale superintendent na poczcie okazał się zagorzałym czytelnikiem powieści w odcinkach i się kapnął o co chodzi. Ach działo się to, a działo. W tym muzeum proszą o stare telegramy jakie ludzie mają w domu, zbierają je jako kolejne źródło historii społecznej. Dobry pomysł, bo można zapewne wiele informacji ocalić od zapomnienia.

maszyny telegraficzne stare

To, że możemy to miejsce zwiedzić i dowiedzieć się tyle ciekawych rzeczy o początkach komunikacji, zobaczyć te wspaniałe maszyny, które zmieniły świat zawdzięczamy jednemu z nauczycieli w tej placówce Dawidowi Kendall-Carpenterowi. Jego zainteresowanie starymi instrumentami ocaliło wiele z eksponatów ze śmietnika historii, odnalazł je, odnowił i pokazywał studentom ich działanie. On i kilku jemu podobnych zapaleńców stworzyli małe muzeum w tunelach z czasów wojny, oprowadzali chętnych pokazując swoje skarby. W 1998 roku fundusze z Lotterii i firmy Cable & Wireless pozwoliły na stworzenie zaplecza turystycznego i konieczne remonty w tunelach i tzw. Eastern House budynku z 1904 roku. Obecnie muzeum jest w rękach PK Trust utworzonego w 1997 roku przez Cable & Wireless w celu ochrony, konserwacji kolekcji instrumentów oraz edukacji przyszłych pokoleń. Możemy zwiedzać budynek z 1904 roku oraz tunele, są też plany rozbudowy muzeum.

muzeum telegrafu w Porthcurno

Jest ono małe, ale bardzo przyjemne, ma dużo eksponatów, można sobie popróbować na tych których można dotknąć, są filmy pokazujące działanie instrumentów, pogadanki, wystawy, a schodami ewakuacyjnymi można wejść na samą górę.  Polecam, można to miejsce umieścić w planach wycieczki po Kornwalii, a jak mieszkacie w okolicy to warto się tam wybrać, jeżeli jeszcze nie byliście. Jeśli mieszkacie, pracujecie i płacicie podatki w UK to po zadeklarowaniu Gift Aid, - podaje się dane osobowe i adres – dostaje się kwitek na wstęp przez cały rok, taka opcja także dodatkowo wspomaga to miejsce finansowo.

Godziny otwarcia

Codziennie od 10-17.

Od 16 wrześnie 2013 muzeum będzie zamknięte z powodu rozbudowy.

Ceny:

Dorośli – £7.20

Dzieci  (wiek 5-15) – £4.20

Rodzina – £18

Emeryci (powyżej 60tki) – £6.50

Studenci z legitymacją – £5.20

Dojazd - TR19 6JX to kod pocztowy 
Z Penzance A30 w stronę Lands End, potem B3283 i znów biała droga bez numerka ale są znaki, parking płatny. Widzieliśmy tam też autobusy, 501 i 504 jadą one z Penzance i St. Ives, są zniżki (10%) jak się przyjedzie autobusem – trzeba zachować bilet.

Więcej szczegółów na stronie Porthcurno – telegraph museum.

sobota, 03 sierpnia 2013



Zwiedzanie tego miejsca mieliśmy w planach od początku naszej wyprawy do Kornwalii, jako że leży ono także w pobliżu Penzance. Pojechaliśmy tam prosto z Carn Euny, jest to już miejsce o bardziej cywilizowanym dojeździe i ma parking z toaletami, oraz kasę biletową. My jechaliśmy od Carn Euny do Penzance i potem na Gulval drogą B3311 a potem trzeba znów na drogę oznaczoną na biało, ale jest to dość dobrze oznaczone. Parking jest tylko dla zwiedzających osadę, do której jeszcze trzeba dojść przechodząc przez drogę i idąc wyznaczonym szlaki wśród pól i łąk, czasem nam zajączki drogę zabiegną i speszone czmychną znów w krzaki. Potem schodami w górę i schodami w dął i dochodzimy do wielkiej łąki z małym baraczkiem, który jest zarówno kasą biletową jak i sklepem. Po zakupieniu biletu wyznaczonym szlakiem – wykoszona pas trawy – możemy udać się do tej wyjątkowej wioski.  

House 4 Chysauster

Chysauster w odróżnieniu od Carn Euny zamieszkiwane było w stosunkowo krótkim okresie – głównie w okresie rzymski, chociaż znaleziono ceramikę z wcześniejszego okresu epoki żelaza to nie udało się jeszcze jednak zidentyfikowani pozostałości konstrukcji mieszkalnych. Osada ta jest także przykładem charakterystycznego dla tego rejonu typu zabudowy – domostwa z dziedzińcem (courtyard houses). Jest to jednak specyficzna wioska ponieważ jest dość regularnie rozplanowana i występuje duża standaryzacja układu poszczególnych domostw – powielają one podobny schemat z drobnymi wariacjami. Chysauster podobnie jak osady z tego okresu leży wśród systemu pó,l który niestety ulega dość gwałtownej degradacji.

Wioska ta została datowana na okres rzymski, większość ceramiki pochodzi z II i III wieku naszej ery. W tym czasie typy osad ufortyfikowanych z poprzedniego okresu są nadal używane i budowane, większość domostw ma jest okrągła lub w kształcie łodzi to tu na tym południowo zachodnim skrawku Kornwalii dominują domostwa  z dziedzińcem (courtyard houses). Wioska została zbudowana na granicy ziem uprawnych i tzw. „moorland” terenów zbliżonych do wrzosowisk. W tej część Kornwalii zachował się tylko jeden fort rzymski, okupacja militarna była krótka i mało dotkliwa, życie w wioskach nie zmieniło się zbytnio po podboju. Nadal uprawiano pola ( zboża ) hodowano zwierzęta (kozo-owce) tkano, mielono mąkę itp. W III AD gdy hiszpańskie złoża cyny zaczęły wyczerpywać to w Kornwalii zaczęto intensywnie eksploatować ten surowiec. Często było to na małą skalę w sposób chałupniczy – Anglicy nazywają to wtedy „cottage industry” . Pod koniec obecności Rzymian na Wyspach ta osada została opuszczona i wprowadziła się tu flora oraz te co skaczą, fruwają, pełzają i dziwne odgłosy wydają. Jak sobie po tym miejscu chodziliśmy to co rusz nam obok ucha coś bzykało, spod nóg pierzchało a w zaroślach pokrzykiwał jakiś dość duży ptak – sądząc po głosie, ale był zbyt nieśmiały bo nie chciał nam się pokazać.

Zabudowa jest bardzo ciekawa i większość domostw powiela schemat z mniejszymi lub większymi wariacjami. Wejście do zagrody dość logicznie umieszczono z dala od uciążliwych południowo-zachodnich wiatrów. Mury zewnętrzne są dość grube, przejście często jest wyłożone kamiennym chodnikiem i prowadziło do wewnętrznego Dziedzińca.

Chysauster, Kornwalia, Courtyard house no 4

Po lewej stronie w większości zabudowań występuje Wnęka (Bay) o półkolistym kształcie. O ile generalnie przyjmuje się że dziedziniec nie był zadaszony to czasami te wnęki mogły mieć małą konstrukcję zadaszającą -  przeznaczenie to schronienie dla inwentarza: koni, bydła, kóz- czy owiec.

Naprzeciwko wejścia mamy Okrągły Pokój (Round Room) – ze względu na ilość zabytków ruchomych znalezionych w oraz przed tym pomieszczeniem przyjmuje sią że była to główna część mieszkalna.

Na prawo od wejścia występuje Długi Pokój (Long Room), czasami jest on dzielony na dwa pomieszczenia. Możemy też jeszcze spotkać po prawej stronie Mały Okrągły Pokój (Small Round Room).

Taki był generalny schemat ale jak to w życiu bywa zapewne każda zamieszkująca dane domostwo rodzina adaptowała zabudowę do swoich potrzeb.

Jak już pisałam generalnie uważa się że Dziedziniec nie był zadaszony, to boczne pomieszczenia kryte były strzechą lub darnią. W tej osadzie wydaje się także że niektóre małe pomieszczenia miały kamienne zadaszenie. W każdym Okrągłym Pokoju znaleziono w czasie wykopalisk „ Kamień z Dziurą” (stone with a hollow) – uważa się że była to część konstrukcji podpierającej stożkowaty dach.

stone with a hollow, Chysauster, Kornwalia 

Kamienie takie znaleziono też na dziedzińcu ale niektóre z nich nie były w ich oryginalnym miejscu, zostały przesunięte już po opuszczeniu osady przez jej mieszkańców. Pojawia sią też sugestia że niektóre z tych kamieni to żarna, jak opisywał pierwszy pracujący na tym stanowisku W C Borlase obok tych kamieni były inne kamienie opisane jako rozcieracze itp.

Na pewne elementy konstrukcyjne trzeba zwróci uwagę, mury ( bez zaprawy – tzw. suchy mur) są dość grube, a przy wejściu zwłaszcza są one też ułożone warstwami -  kolejna warstwa wystaje nad dolną warstwę (corbelled inwards). Niektóre wejścia są dodatkowo obstawione większymi kamieniami i wydaje się że posiadały nadproże (lintel). Niektóre dziedzińce mogły być całe wykładane kamieniami – płyty kamienne zostały prawdopodobnie zabrane przez okolicznych mieszkańców, takie obiekty archeologiczne były niestety źródłem surowców budowlanych przez wieki.

dry wall, suchy mur, Chysauster

Jeszcze ciekawszym elementem tej zabudowy są Kanały Wodne (Water Chanells), wyłożone i pokryte kamiennymi płytami doprowadzały i odprowadzały one wodę na dziedziniec i do niektórych pomieszczeń.

Każde domostwo ma też swój ogródek przydomowy, wyodrębniony od reszty osady. To wydaje się potwierdzać hipotezę że to była nowa osada i została zaplanowana, wykorzystano przestrzeń do stworzenia funkcjonalnego miejsca zamieszkania, w przeciwieństwie do zatłoczonych osad jak np. opisana już na tym blogu Carn Euny.  

Najciekawszym domostwem w tej wiosce jest Dom 3 (numery nadane współcześnie oczywiście), jest to wielka wariacja (numer 3) na temat tej typowej zabudowy. Wydaje się, że mamy tu tak zwany „semi-detached house” po naszemu bliźniak – dwa domy w jednym. Mamy tu dwa wejścia, dwa Okrągłe Pokoje, dwa Dziedzińce, dwie Wnęki, i dwa pomieszczenia w jednym z domów zamiast Długiego Pokoju. Oba wejścia są obok siebie to po prawej stronie prowadzi na Dziedziniec, po lewej stronie jest Wnęka a po prawej zamiast Długiego Pokoju są dwa pomieszczenia Małe Okrągłe Pokoje (?), a naprzeciw Okrągły Pokój. Dwa pokoje zamiast Długiego Pokoju wydają się być tak pomyślane od początku, nie ma wyraźnych śladów przebudowy. W Okrągłym Pokoju zachowała się dziwna struktura kamienna – najpierw myślano że było tu palenisko, ale nie znaleziono żadnych śladów popiołów czy spalenizny, być może ma to związek z używaniem tego miejsca przez Metodystów do organizowania spotkań religijnych na początku XIX wieku.

House no 3, Chysauster, ancient village

Drugi dom ma wejście i Wnękę po lewej stronie oraz Okrągły Pokój tu Kamień z Dziurą zachował się w oryginalnym miejscu  – nie ma Długiego Pokoju.

Oba domy mają Kanały Wodne i nie można określić czy jeden z nich został rozbudowany i przebudowany, przyjmuje się że taka konstrukcja była zamierzona, pozostaje nam tylko snuć domysły dlaczego? Być może była to duża rodzina i chcieli być blisko siebie, być może teściowa i synowa nie bardzo potrafiły znaleźć wspólny język … możliwości jest wiele.

Dom numer 6 jest także nietypowy, ma on bardzo dużo dodatkowych pomieszczeń i wnęk. Domostwo to ma długie wejście, mur w tej części jest wyjątkowo gruby. Po lewej stronie dziedzińca mamy Wnękę ale przy samym wejściu jest małe pomieszczenie do którego dobiegało szereg Kanałów Wodnych, wydaje się to być swego rodzaju system odwodnienia domostwa czy regulacji wodnej, a po drugiej stronie Wnęki jest niski murek niewiadomego przeznaczenia.

Naprzeciw wejścia jest oczywiście Okrągły Pokój, palenisko wyznaczone jest przez płaski kamień, a w czasie wykopalisk znaleziono platformę w kształcie podkowy przylegającej do murów – interpretowanej jako ława do spania. Pomieszczenie to posiadało też tylne wyjście-wejście.

house 6 long room with 2 doors

Długi Pokój ma dwa wejścia ale nie został on podzielony jak w przypadku Domu numer 3, posiada on jednak mały okrągły aneks w części wschodniej, jego podłoga jest wyżej niż powierzchnia Dziedzińca, układ kamieni wskazuje że to pomieszczenie mogło być zadaszone – (corbelled inwards) kamienie tworzyły coś w rodzaju pozornej kopuły.

House 6, annex in the long room

Ale to nie koniec wariacji w tym domostwie, zaraz przy wejściu po lewej stronie jest okrągłe pomieszczenie taki Mały Okrągły Pokój, o kamiennej podłodze także wyżej niż poziom Dziedzińca. W czasie wykopalisk znaleziono tu pozostałości paleniska oraz fragment ceramiki.

Small Round Room house 6 Chysauster

Jest to niezwykle ciekawe miejsce, nie miałam pojęcia o takich osadach, o domostwach z kamienia, to była porządna wioska, o przemyślanej i funkcjonalnej zabudowie. To co zostało odkryte budzi podziw, a ile jeszcze kryje ziemia. Niesamowite jest to że w latach 30tych ubiegłego wieku właściciel ziemi na której te obiekty odkryto przekazał je w opiekę urzędnikom z  departamentu „Office of Works” (dziwna nazwa), który to później został przekształcony w Departament Przyrody (środowiska). Od 1984 roku wioska ta znajduje się pod opieką English Heritage.

Jest to niezwykłe miejsce i jeżeli się wybieracie do Kornwalii albo mieszacie w tej części Zjednoczonego Królestwa to warto poszukać go na mapie i wpaść na parę chwil.

Godziny otwarcia:

29 Marca – 30 Czerwca: 10-17

1 Lipca – 31 Sierpnia: 10-18

1 – 30 Września: 10-17

1 Października – 3 Listopada: 10-16

Od 4 Listopada do 31 Marca 2014- zamknięte.

Ceny na rok 2013:

Dorośli – £3.60

Ulgowe – £3.20

Dzieci – £2.2

Posiadacze Karty English Heritage – za darmo.

Flag Counter