poniedziałek, 22 lipca 2013

 

Może trudno w to uwierzyć, ale gdybyśmy wpadli na wycieczkę do Londynu w połowie ubiegłego wieku, to mielibyśmy szanse na przejażdżkę trolejbusem. Londyn miał największą sieć trolejbusową na świecie - ponad 60 linii i około 1800 trolejbusów. Dziś są to tylko egzemplarze muzealne, a szkoda, bo z tą formą transportu mam miłe wspomnienia, przypomina mi sią młodość i dojazdy na uniwerek.

Pierwsze trolejbusy wjechały na ulice Londynu w 1931 roku, wprowadziła je firma, która przodowała w transporcie elektrycznym London United Tramways (LUT), obsługująca linie tramwajowe w metropolii. Pierwszy trolejbus klasy A1- z numerem rejestracyjnym HX2756 wyjechał z garażu w Fulwell 16 maja 1931 roku.

A1 class trolleybus, diddler

 

Jego trasa, oznaczona numerem 1 przez macierzystą firmę, a potem funkcjonująca jako 601, zastąpiła linię tramwajową z Tolworth do Twickehnam biegnącą przez Surbiton, Kingston, Hampton Wick Teddington i Fulwell. Kiedy w latach 60-tych wycofano trolejbusy trasa ta została zastąpiona przez autobus numer 281.

Ten pierwszy trolejbus został nazwany przez pracowników „Diddler”, ponieważ slalomem jechał po ulicach i mógł wymijać, w przeciwieństwie do tramwajów, inne pojazdy, omijać roboty drogowe itp. 

Pierwszy „diddler” z tego zdjęcia (HX 2756) jeździł też między Wimbledonem a Hampton Court - aż trudno uwierzyć, zwłaszcza że pokonywył tę trasę w 38 minut.

trolleybus A1 class, diddler, HX 2756 moje zdjęcie z Acton Depot

W 1933 roku firma LUT została wchłonięta przez nowo utworzoną London Passenger Transport Board (Komisje Transportu Pasażerskiego w Londynie), nazywaną w skrócie London Transport. Organizacja ta była odpowiedzialna za transport publiczny w stolicy w latach 1933-48. Tak im zaimponowały i spodobały się trolejbusy, że w 1934 roku podjęli decyzję, aby zastąpić cały ruch tramwajowy w metropolii właśnie tym rodzajem transportu.

 kabina kierowcy w trolejbusie

 

Trolejbusy były tańsze w eksploatacji niż tramwaje i były bardzo popularne wśród pasażerów, miały wygodne siedzenia, zabierały więcej pasażerów (około 70 mogło usiąść – dla porównania w piętrowym autobusie siadało tylko 56), były ciche, miały duże przyspieszenie i pasażerowie szybko siadali lub łapali się i mocno trzymali. Niepotrzebne były szyny, co zmniejszyło koszty i zwiększało elastyczność poruszania się pojazdu, który mógł manewrować omijając przeszkody – oczywiście w miarę możliwości, bo nadal musiał być podczepiony do sieci elektrycznej. Stopniowo zastępowano tramwaje, a trolejbusy miały numery zaczynające się od 500 i 600, aby odróżnić je od innych rodzajów komunikacji.

W marcu 1939 roku wykonano kolejny krok w zastępowaniu tramwajów tym razem w północno-wschodnim Londynie, przy okazji wprowadzono nowy typ K2 – były one w użyciu do 1961 roku. Miały wygodne siedzenia (70 dokładnie).

trolleybuss K2

moje zdjęcie z Muzeum Transportu

Ten model, egzemplarz o numerze 1253 trafił do garażu na Hackney (w 1950 przemianowanym na Clapton), w 1959 przeniesiono go na Wood Green, a ostatecznie został wycofany z użytku w 1961 roku. W 1939 roku tramwaj numer 55 został zastąpiony przez trolejbus 555, jego trasa przebiegała od Bloomsbury do Leyton, trasa ta została w 1959 roku zastąpiona autobusem 170, po prostu przedłużono trasę tego autobusu, który na początku lat 50-tych zastąpił tramwaj 31. Jak się pasażerowie w tych wszystkich zmianach połapywali?

Jednym z bardziej uczęszczanych skrzyżowań trolejbusowych w 1958 roku była okolica stacji North Finchley w północnym Londynie, w ciągu godziny przejeżdżało tu 50 trolejbusów!

Po wojnie zdecydowano się unowocześnić flotę trolejbusową i wprowadzono nowy typ Q1. Pojazd ten był szerszy od poprzednika, ale miał bardziej opływowy kształt i zabierał na pokład 70 pasażerów ( na siedząco). Tego modelu używano do końca, czyli do 1962 roku, a ostatni trolejbus zjechał z trasy 8 maja 1962 roku. Większość modeli tego typu została sprzedana do Hiszpanii, ciekawa jestem jak długo tam one pracowały?

Q1 class trolleybus, number 1768

moje zdjęcie z Acton Depot

Byłam zaskoczona, gdy zobaczyłam trolejbusy w muzeum, o tramwajach na ulicach Londynu wiedziałam, ale trolejbusowy raj był dla mnie odkryciem. Chciałabym, aby te maszyny wróciły na ulice Londynu - ciche, ekologiczne, nie produkujące spalin, wdzięczne itp. Wiem, że w XXI wieku, gdzie roboty drogowe, wypadki, objazdy to normalka na ulicach tej metropolii, takie uwiązane na elektrycznej smyczy pojazdy nie byłyby zbyt praktyczne, ale cóż pomarzyć można. I aż nostalgiczna łezka się w oku kręci.

I to by było na tyle. Jak się zbiorę to będą dalsze wpisy o historii transportu w Londynie.

Materiały archiwalne udostępnione przez wydział Marketingu i Rozwoju (Marketing and Development) Muzeum Transportu w Londynie.

środa, 17 lipca 2013



Tym razem zapraszam was na wycieczkę w czasie i przestrzeni do Kornwalii, gdzie spędziliśmy ostatnio parę dni, zwiedzając namiętnie co się tylko dało. Carn Euny to mała osada pochodząca z czasów epoki żelaza (około 400 BC), zamieszkiwana aż do wycofania się Rzymian z wyspy (około IV wieku AD). Najpierw nie było to w naszym planie, ale gdy patrząc na mapę okazało się, że jest ona tylko o rzut beretem od Penzance i w sumie to jest nam po drodze, postanowiliśmy to miejsce znaleźć, zwłaszcza, że drogowskaz rzucił mi się w oczy w drodze do Lands End. Następnego dnia uzbrojeni w mapę wyruszyliśmy na poszukiwania tej prehistorycznej wioski. Na początku nie było źle, z Penzance drogą A30 na Lands End i potem pamiętałam, że w okolicy miejscowości Drift był drogowskaz, ale pojawia sią on tak nagle, że trzeba bardzo uważać, aby go nie przegapić. Znaleźliśmy i jedziemy sobie drogą bez numerka, oznaczoną na mapie na biało, wąską tak, że tylko jeden samochód się mieści i od czasu do czasu są mijanki. Zakręty ostre jak języki teściowej, tubylcy pędzący z naprzeciwka, ludzie na koniach, liski wypadający z zarośli, a po obu stronach wysokie krzaki, drzewa albo murki obrośnięte pięknie kwitnącą roślinnością. Siedzę sobie i zerkam ukradkiem na mojego ukochanego kierującego naszym samochodzikiem i myślę w co ja nas wpakowałam?! Po kolejnym zakręcie prehistorycznej osady ani widu, ani słychu więc zdecydowaliśmy się zasięgnąć języka u tubylców, bardzo miła pani nam powiedziała, że to już tam za rogiem – niedaleko. Za kilkoma rogami oczom naszym ukazał się koniec drogi i mały parking. Stał już tam samochód z ciekawskimi jak my zapaleńcami. Kiedy zaparkowaliśmy auto, zaczęło padać z lekka, ale nie zrażeni ani mgłą ani mżawką ruszyliśmy na spotkanie z przeszłością. Idziemy polną dróżką, dochodzimy do płotu, przechodzimy przez kamienne schodki i stajemy na rozjechanym pastwisku z wodopojem po środku – czyżby to było to? Na szczęście mój ukochany wypatrzył kolejny drogowskaz i powędrowaliśmy dalej ścieżką na skraju ogrodzenia i po przejściu drewnianej podwójnej furtki stanęliśmy w obrębie osady, w której przez prawie 900 lat tętniło życie, a teraz sobie tu tkwi cichutko spowita w mgle, czekając na zachwyty zabłąkanego wędrowca. Warto było przyjechać i to zobaczyć.

Carn Euny, Cornwall, Kornwalia

Carn Euny to przykład osady typowej dla tego regionu – półwyspu Land’s End. Ten typ osadnictwa charakteryzuje się domami z Dziedzińcem (courtyard house), a mi się nasuwa określenie zagroda, zabudowane obejście, bowiem całe domostwo znajduje się w obrębie grubych kamiennych murów. W typowym obejściu wchodzimy przez bramę-drzwi wyłożoną kamiennymi płytami (chodnik), pierwsze to podwórko – Dziedziniec, naprzeciwko wejścia mieści się owalne pomieszczenie mieszkalne (Round Room). Po obu stronach dziedzińca są podłużne (Long Room)  pomieszczenia gospodarczo – magazynowe do trzymania zwierzątek oraz zapasów. Co jest ciekawe przez dziedziniec biegną kanały doprowadzające i odprowadzające wodę. Archeolodzy uważają, że pomieszczenia były przykrywane strzechą, a dziedziniec pozostawał pod gołym niebem, choć niektórzy badacze twierdzą, że dziedziniec też mógł być kryty.

Carn Euny, Kornwalia

Nie wszystkie domy w tej osadzie powielały ten schemat, mamy też zwykłe okrągłe domy. Wioska została zbudowana na wcześniejszej osadzie z epoki żelaza ( 400 BC – 43 AD), toteż układ osady wydaje się być chaotyczny. W czasie wykopalisk odkryto pozostałości 10 domostw, 3 duże zabudowy o średnicy około 12 metrów, oraz mniejsze owalne, konstrukcje  bardziej popularne w tych rejonach.  Struktury, które widoczne są na powierzchni ziemi, pochodzą z okresu 50 BC – 400 AD. Później wioska została opuszczona i dopiero w połowie XVIII wieku wybudowano tu „cottage” po którym pozostały mury z oknem.

Carn Euny wejscie do Fogou

Interesującą konstrukcją jest „Fogou”, co w języku tutejszym oznacza jaskinię czy grotę i jest to obiekt podziemny. W tej osadzie jest on dodatkowo interesujący ponieważ mamy tu nie tylko długi korytarz, ale także okrągłe pomieszczenie. Podobne struktury występują w innych częściach Wysp Brytyjskich i Irlandii. Datowane są one na okres żelaza, występują w okresie rzymskim, a także gdy chrześcijaństwo wkroczyło na te tereny.  Kornwalijskie „Fogou” są częściowo lub całkowicie schowane pod ziemią. Składają się one z podziemnego przejścia z kamiennymi ścianami – jest to mur bez zaprawy (dry-stone walling), tak układany że kolejne kamienie są wysunięte nad poprzednim, powoli zbiegając się ku środkowi pomieszczenia (corbelled inwards). Występują także małe pomieszczenia i boczne korytarze. Takie struktury występują tylko w zachodniej Kornwalii na półwyspie Land’s End i dorzeczu rzeki Fal.

Wszystkie znane przypadki znajdują się w osadach, często umocnionych, a datowane są na późną epokę żelaza ( 400 BC – 43 AD). Uczeni spierają się co do przeznaczenia tej konstrukcji, część uważa że był to swego rodzaju schron w czasie niebezpieczeństwa, inni że był to magazyn żywności i innych dóbr – taka piwnica. Jednak ten przypadek z Carn Euny jest znów wyjątkowy, wykopaliska wskazują na użytkowanie do celów spirytualistycznych (duchowych, nie do pędzenia bimbru). Okrągłe pomieszczenie było wykorzystywane do celów kultowych, zanim jeszcze korytarz został wybudowany, niektórzy we wnęce jednej ze ścian widzą swego rodzaju ołtarzyk.

Fogou w Carn Euny, Kornwalia, Cornwall, prehistorical structure

Mieszkańcy tej osady to ludność „celtycka”, zajmująca się rolnictwem oraz handlem, prawdopodobnie przerabiali cynę na sprzedaż. Pod uprawą było 16 hektarów, a pola były wyznaczone kamiennymi murkami, taki rozkład pól utrzymywany był tu od wieków, dopiero ekstensywna uprawa w ostatnich czasach zaczęła to zacierać. Uprawiano owies, jęczmień i żyto, oraz pszenicę, a także hodowano kozy-owce i bydło. Na osadzie znaleziono ceramikę oraz kamienne żarna o różnym kształcie, niestety kwaśna gleba spowodowała, że większość zabytków kościanych i metalowych uległa zniszczeniu.

Sposoby budowania w okresie epoki żelaza na południowym zachodzie nie zmieniły się zbytnio z biegiem czasu. Wcześniejsze owalne domy w  Carn Euny zapewne miały ściany z plecionki drewniano - błotnistej – gliniastej mieszanej z trawą oraz kamienne mury bez zaprawy tzw. „dry wall”. Niestety te konstrukcje nie wytrzymały próby czasu i jedyne co pozostało po tych domostwach to półokrągłe rowki odwadniające i nawadniające obejście. Dołki posłupowe wskazują, że drewno było używane w konstrukcji budynku, ale takie ekstensywne użytkowanie spowodowało że pod koniec tego okresu zmniejszyły się zasoby, być może był to powód zmian w sposobie budowania osad i większe użycie kamienia. Domostwa te były prawdopodobnie pokryte strzechą.

Carn Euny, Cornwall,

Domostwa z dziedzińcem to najlepiej zachowane oprócz „fogou” obiekty na tym stanowisku. Konstrukcje zachowały się bardzo dobrze, biorąc pod uwagę fakt, że miejsce to było używane jako źródło surowca budowlanego przez okolicznych mieszkańców przez wieki. Teraz jak na miejsce z wielowiekową, a nawet tysiącletnią tradycją, dostojne sobie drzemie czekając na odważnego i ciekawskiego wędrowca. Chodziliśmy tam sobie po tych domach, w snującej się mgle i napawaliśmy się śladami zamierzchłej przeszłości.

Jeżeli będziecie w Kornwalii, w okolicach Penzance, szukajcie wioski Brane na bocznej drodze od A30 między wspomnianym Penzance a Lands End. Trzeba uważać w miejscowości Drift, bo brązowy drogowskaz na Carn Euny pojawia nagle i może zaskoczyć. Tam na końcu drogi w Brane jest mały parking, a potem około 600 metrów piechotką po polach i bezdrożach, przechodząc przez murki i omijając krowie kupy, na prawo od wodopoju na środku pastwiska, drobną ścieżynka do drewnianej furtki i już jesteście na miejscu.

Inne wpisy o Kornwalii

Chysauster – starożytna wioska w sercu Kornwalii

Porthcurno - opowieść o telegrafie

Flag Counter