sobota, 31 lipca 2010

Tower Bridge from the air

To jedna z popularniejszych atrakcji Londynu często umieszczana na pocztówkach obok Big Bena, i Parlamentu oraz Amorka z Piccadilly Circus. Jest tak popularny, że jest często mylony z London Bridge. Jest to most na Tamizie ostatni na tej rzece płynąc w kierunku ujścia.

Rzeki są drogami komunikacyjnymi, ale także przeszkodami i to właśnie problem, z jakim musieli sobie poradzić rządzący i inżynierowie pod koniec XIX wieku. Miasto potrzebowało nowego mostu, aby się rozwijać. Ponieważ rzeka była żeglowna i porty rzeczne były używane most musiał spełniać pewne warunki – nie mógł odcinać tych portów od dostępu do morza, a na dodatek musiał pasować do otoczenia, czyli Tower of London. Rozpisano konkurs architektoniczny i wygrał go w 1884 roku architekt miejski Horace Jones. Przy współpracy inżyniera Johna Wolfe Barry opracowali ten niezwykle funkcjonalny i przy tym niebrzydki obiekt. Jest to połączenie mostu zwodzonego z wiszącym. Nazwa Tower, czyli wieża pochodzi od dwóch wież osadzonych na potężnych filarach, które podtrzymują liny na których utrzymują się zewnętrzne strony konstrukcji oraz wewnętrzne przęsła które są podnoszone gdy wymaga tego żegluga na rzece. Dodatkowo umieszczono też pomosty dla pieszych między oboma wieżami.

barki przy moście Tower Bridge

Prace nad mostem rozpoczęto w 1886 roku i jego budowa trwała 8 lat. Zużyto 70 000 ton cementu, 11 000 ton stali, z której zbudowano szkielet konstrukcji. Ten został zaś obłożony kamieniem Granitem z Kornwalii i specjalnym gatunkiem kamienia wapiennego z Portland. W 1887 roku H. Jones zmarł i projekt przeszedł w ręce G.D. Stevensona, który zmienił wykończenie z ceglanego na styl Wiktoriańskiego Gotyku. Koszt budowy mostu to 1 184 000 funtów w przeliczeniu na dzisiejsze czasy to 100 000 000 funtów. Most został otworzony 30 czerwca 1894 roku a dokonał tego syn królowej Wiktorii, Książe Walii Albert Edward ( późniejszy król Edward VII).

Tower Bridge w nocy, by night

Długość mostu to 244 metry, wieże mają 65 metrów wysokości, część środkowa ta, która się podnosi to dwa elementy o łącznej długości 61 metrów, przęsła unoszone są pod kątem 83 stopni. Każde z przęseł waży 1 000 ton a czas wznoszenia to zaledwie 5 minut. Pomosty dla pieszych są na wysokości 44 metrów nad poziomem rzeki w czasie przypływu. Na początku używano specjalnego systemu akumulatorów hydraulicznych gdzie woda była pompowana pod ciśnieniem przy użyciu silników parowych. W latach 70tych ubiegłego wieku zaczęto używać elektrycznego a woda została zamieniona na olej.

Tower-Bridge z dołu

Chociaż porty w górze rzeki nie są tak aktywne jak w ubiegłych stuleciach to sam most jest podnoszony około 1000 razy w roku czyli co najmniej 2 razy dziennie warto poczekać trochę zwłaszcza w okresie przypływu bo widowisko jest wspaniałe. Pomosty dla pieszych zostały zamknięte w 1910 roku ponieważ stały się notorycznym miejscem grasowania kieszonkowców i prostytutek. W 1952 roku piętrowy autobus pełen pasażerów znalazł się na moście gdy ten zaczął się podnosić, kierowca miał tylko jedno wyjcie przyspieszyć i jak w filmie sensacyjnym skoczyć. Ciekawe czy dostał angaż jako kaskader?

most-zwodzony Tower Bridge na Tamizie

Po moście można się przejść za darmo ale za opłatą można zwiedzić sale ze starymi silnikami i przejść się po pomoście między wieżami. Warto, bo jest stamtąd niesamowity widok.

Tower Bridge Exhibition,

Tower Bridge Exhibition

Godziny otwarcia (zamknięte w wigilię i oba dni Bożego Narodzenia a 1 stycznia otwarte od 12 godziny)

Lato: kwiecień – wrzesień od 10:00 do 18:30

Zima: październik – marzec od 9:30 do 18:00

Ostatnie wejście na godzinę przed zamknięciem.

Ceny

Dorośli - £7

Ulgowe - £5

Dzieci (5-15) - £3

Rodzinny - £11

Transport publiczny

Metro – zielona linia District stacja Tower Hill, Jubilee srebrna i Northern (północna) czarna linia stacja London Bridge.

Kolej – stacje London Bridge, Fenchurch Street, Tower Gateway dla lekkiej kolejki DLR

Autobusy numer: 15, 42, 72, 100, RV1

Rzeką z różnymi przewoźnikami.

środa, 28 lipca 2010

To kwiat który pamiętam z dzieciństwa, z bukietów dla nauczycieli i imienin w domu. 

Na wystawie kwiatowej przy Pałacu w Hampton Court było wielu hodowców z różynmi odmianami.

Oto parę fotek.

goździk, kwiaty, zielony

Mają jakiś urok i czar.

coralie, goździk, kwiaty

Kolory były niesamowite.

cano, goździki

 

Vianna, goździk, wystawa,

Urocze.

 

niedziela, 25 lipca 2010

Great Tower in Dover, Wieża Główna w DoverDover poddało się zwycięzcy spod Hastings (1066rok) i Wilhelm Zdobywca spędził tu tylko 8 dni organizując umocnienia. Nie uczynił tego, więc od podstaw a zapewne zmodyfikował i rozbudował istniejące tu struktury wspomnianego już saksońskiego burgh. Rezydencja powstała w ten sposób to był zapewne – gródek stożkowaty składający się z kopca z drewnianą palisadą i podgrodzia otoczonego wałem ziemnym z drewnianym ostrokołem i fosą (motte and bailey). Sondażowe badania archeologiczne potwierdzają tę teorię a obecnie widoczne wały średniowieczne kryją ziemne konstrukcje z XI wieku min w czasie budowy tej fosy zniszczono część saksońskiego cmentarzyska. Ten akt jednak popłacił gdyż już w rok później umocnienia zostały wystawione na próbę w czasie rebelii mieszkańców hrabstwa Kentu wspomaganej przez wzmiankowanego już przeze mnie Eustacego z Boulogne. Pokazało to jak ważnym strategicznym miejscem było Dover.

Następnym władcą, który przyczynił się do rozwoju zamku był Henryk II (panował w latach 1154-1189). Trzeba tu wspomnieć trochę o genealogii. Na Henryku I wygasła męska linia pochodząca od Wilhelma Zdobywcy. Henryk I (1100 - 1135) ogłosił swoją córkę Matyldę następczynią, ale temu nie byli przychylni baronowie. Matylda była żoną Cesarza Rzymskiego Henryka V a po jego śmierci poślubiła Geoffreya V księcia Anjou. To drugie małżeństwo bardzo przeszkadzało baronom normańskim bo ród Anjou był ich nieprzejednanym wrogiem a dodatkowo kobieta na tronie to rzecz była niesłychana i niedopuszczalna dla nich.

W takiej atmosferze do korony zgłosił się Stephen II of Blois – znany w historii Anglii jak Stephen I z Blois (Stephen of England) który był wnukiem Wilhelma Zdobywcy i siostrzeńcem Henryka I ( Adela córka Wilhelma a siostra Henryka I poślubiła Stephena of Blois). Rozpoczęła się walka o tron i wieloletnia wojna domowa, w której raz wygrywał Stephen a raz Cesarzowa Matylda. W 1139 przegrał on bitwę pod Lincoln a na dodatek dostał się do niewoli i został uwięziony w Bristolu. Jego żona, też o imieniu Matylda, który była córką Księcia Eustacego III z Boulogne, zebrała posiłki i udało się jej wyprzeć jej imienniczkę Cesarzową z Londynu i pojmała brata przyrodniego Matyldy Roberta Hrabiego z Gloucester. Dokonano wymiany jeńców i konflikt trwał. W 1153 roku zmarł syn Stephena Eustacy IV ( kolejny Eustace co tak się często pojawiają w tym okresie w historii Anglii) i Stephen zdecydował się na kompromis z Cesarzową Matyldą znany jako Układ z Wallingford (lub Winchester albo Westminsteru) w wyniku którego tron przypadł synowi Cesarzowej Henrykowi II z Rodu Anjou a nie drugiemu synowi Stephena Wilhelmowi z Blois. Tak oto na tron dostał się pierwszy władca z dynastii Plantagenetów Henryk II. Trochę to pokręcone, ale jaki ciekawy świat dla powieściopisarzy historycznych. Ciekawostką jest też to, że wstępując na tron angielski Henryk II nie znał tego języka, nauczył się go później, ale wolał posługiwać się francuskim, bo uważał angielski za język prostacki. To także ten sam król od Tomasa Becketa męczennika z Canterbury.

zamek w Dover Great Tower i mury obronne

Wychowany w czasach wojennych doskonale rozumiał znaczenie posiadania budowli obronnych i znany jest z tego, że wybudował i zmodernizował około 90 fortyfikacji w kraju. Najwięcej wydał on na rozbudowę właśnie zamku w Dover była to astronomiczna suma 6440 funtów. Prace rozpoczęły się w 1160 roku a pracował przy nich najlepszy inżynier militarny średniowiecza Maurice. Jego plan zakładał konstrukcję Wieży Głównej (The Great Tower lata 1180-85) która była zarazem rezydencją mieszkalną, murów obronnych z wieżami naokoło byłego podgrodzia (bailey) i drugiej linii murów, która miała przebiegać wzdłuż fortyfikacji z epoki żelaza. Niestety Henryk II nigdy nie zobaczył swojego zamku w pełnej krasie, kiedy on zmarł w 1189 roku był to wielki plac budowy.

wieża w Dover

Wieża Główna zamku w Dover to wieża mieszkalna pełniąca funkcje obronnej rezydencji królewskiej, była ona pokazem siły i bogactwa monarchy. Wybudowana w podobnym celu jak Biała Wieża w Londynie przez jego praprzodka Wilhelma Zdobywcę, czyli miała pokazać, kto tu rządzi. Miejsce było strategiczna, bo strzegło dostępu do Anglii (Wrota do Anglii) a także leżało na trasie pielgrzymkowej do sanktuarium nowego męczennika św. Tomasa Becketa. Wysokość wieży to 25.3m a mury u podstawy mają prawie 6.5m grubości. Jest ona zbudowana na planie czworokąta o boku około 30metrów. Parter, czyli najniższy poziom zajmowały pomieszczenia gospodarcze, dwa następne poziomy to bogate komnaty, przedzielone na pół murem podłużnym, budynek miał schody wewnętrzne, kręcone a umieszczone były one w dwóch naprzeciwległych narożnikach. Większość obecnego budynku to pierwotny stan z małymi ingerencjami w XV wieku i przebudową dachu i sufitu w końcu XVIII wieku i XX wiecznymi rekonstrukcjami na dachu.

Przed wejściem do Wieży najlepiej wstąpić na wystawę wprowadzającą jest ona na prawo jak się wejdzie przez Bramę Pałacową ( Palace Gate). Bardzo interesująca i dobrze zrobiona wystawa przybliżająca nam postać Henryka II i jego czasy i dziedzictwo, wykorzystano do tego nowoczesną technologię multimedialną. To co zobaczymy w Wieży Głównej to rekonstrukcja świata w jakim żył i panował Henryk II. Ponad 100 współczesnych rzemieślników, historyków i dekoratorów pracowało, aby wykreować ten świat a aktorzy dodają mu niezwykłego wymiaru. Oto spotkamy tu księcia Jana syna Henryka II ( tego od Robin Hooda) i mamy okazję zobaczyć jak to wyglądało w 1186 roku, gdy dwór Henryka II był przygotowany do wizyty Filipa księcia Flandrii.

wejście

Do budynku wchodzimy przez przedsionek (forebuilding) po schodach i w połowie drogi mamy kaplicę a potem wchodzimy po moście zwodzonym prosto na drugie piętro ( poziom 3 wliczając parter). Wejście to było w okresie średniowiecza pod gołym niebem i było strzeżone przez strażników. Na prawo od wejścia studnia, well in the castledo Sali Królewskiej albo Wielkiej Sali ( the King’s Hall lub także nazywana The Great Hall) jest komnata ze studnią, dostęp do wody pitnej był bardzo ważny dla każdej twierdzy. Tu wodę wyciągano z głębokości prawie 122 metrów (400 stóp) za pomocą prostego mechanizmu z wykorzystaniem kół zębatych, woda była rozprowadzana do pozostałych kondygnacji za pomocą rur ołowianych.

The Kings Hall czyli Sala Królewska udekorowana jak sala tronowa i mamy tam replikę tronu i dekoracje na ścianach przedstawiające podboje Normańskie. Sufit ceglany to XVIII przebudowa, w średniowieczu był to drewniany dach pokryty ołowiem z otworami dla dymu z palenisk, które były umieszczone na podłodze pomieszczeń. Z pomieszczenia tego przez dość wąskie przejście dostaniemy się do Kaplicy św Tomasa Becketa, która jest wspaniałym przykładem stylu normańskiego w architekturze. Sklepienie krzyżowo żebrowe ornamentacja w kształcie psich zębów, łuki i kolumny bogato zdobione.

sala tronowa w zamku w Dover, the kings hall

kaplica św Tomasza Becketa w Dover

Komnata Królewska (The Kings Chamber) udekorowana i wyposażona w podobne sprzęty i ozdoby, jakie by się tu znajdowały, gdy przebywał tu dwór królewski.

 Dover zamek, komnata królewska, rekonstrukcje wystroju wnętrz

To pomieszczenia, w których odbywały się audiencje i spotkania a król sprawował tu swoje obowiązki, jako władca. Przylegają do niego pomieszczenia, w których władca trzymał ubrania w tym zbroję, gabinet pisarzy gdzie produkowano dokumenty dla króla i dostojników. Wystroju dopełnia łoże, taborety ozdobne, krzesła, skrzynie i stoły a na nich szachy – rozrywka królewska, strunowy instrument muzyczny (lutnia?) jakieś księgi, a na ścianach wiszą przesłony ilustrujące życie świętych angielskich Edmunda i króla Edwards Wyznawcy oraz ilustracje moralne o walce Dobra ze Złem.

Kings Chamber, Komanata Królweska

Po schodach w rogu możemy się wdrapać na dach ładny widok na okolicę. A potem znowu na dół do poziomu niżej gdzie zostały urządzone pomieszczenia gościnne, komnata sypialna dla gości i sala pełniąca funkcją jadalna, bankietowa etc. Sypialnia wyposażona została w wygodne łoże i łóżka dla rodziny i przyjaciół, a ściany ozdobiono popularnymi motywami przedstawiającymi ulubioną rozrywkę królów czyli polowanie.

dekoracje z tkanin w Głównej Wieży na zamku w Dover

To pomieszczenie zostało zmodyfikowane w XV wieku dla Edwarda IV zwiększono okna i dodano kominek, wcześniej ogrzewano pomieszczenie z paleniska na podłodze.

dwór Henryka II

 Sala Jadalna ( The Guest Hall) jest urządzona na przyjęcie bankietowe dla dworu królewskiego jak ja tam byłam król i książę Jan przyjmowali gości. Obok tego pomieszczenia są dwa inne zapewne gospodarcze pantry  (pane lub pain określające po łacinie i francusku chleb) gdzie trzymano i rozdzielano przydział chleba i świec i buttery gdzie składowano i wydawano wino (z łaciny i francuskiego skrócone butt czyli pojemnik na płyn, po prostu beczka).

palenisko

Na najniższym poziomie który był używany jako magazyn (trzymano tu worki z ziarnem, suszona żywność, piwo, opał, strzały, łuki, kusze itp), zrekonstruowano kuchnie. Kuchnie królewskie najprawdopodobniej znajdowały się w oddzielnym budynku. Połowa pomieszczenia służyła do przygotowywanie jedzenia, a druga do warzenia piwa w pomieszczeniu obok jest piekarnia.

warzelnia piwa zamek w Dover

stolik z warzywami

Tę nową ekspozycję otworzono w ubiegłym roku, jest to przejaw nowego trendu w muzealnictwie przybliżania historii zwiedzającym, pokazujący żywą historię, przez co bardziej interesującą i przyciągającą więcej turystów. W odtwarzaniu mebli i wystroju wnętrz wzorowano się na ocalałych eksponatach, ilustracjach z manuskryptów, podobnych przedmiotach z Europy. Mury były ozdabiane tkaninami bogato dekorowanymi z reguły podzielonymi na dwa poziomy górny ze scenami moralistycznymi, historycznymi a dolny z wzorami geometrycznymi, używano żywych kolorów. Świat średniowiecza był kolorowy, bogaty i intrygujący.

katapulta, zamek Dover, Great Tower

 Inne wpisy o Dover

Latarnia i Kościół St. Mary In Castro na Zamku

Rzymski Malowany Dom

Muzeum Miejskie i łódź z epoki brązu

środa, 21 lipca 2010

Zamek w Dover stare dzieje.

Dover od morza

Każdy, kto przyjeżdża autobusem do Anglii napotyka tę twierdzę wzrokiem najpierw z promu a potem z okien autobusu, góruje ona, stojąc na klifie, nad całą okolicą. Jest to miejsce, w którym z łatwością można spędzić cały dzień. To tej fortecy zawdzięcza Dover przydomek „Wrota do Anglii”, a strzegła ona tej ziemi od czasów Normańskich Drugiej Wojny Światowej. Jednakże na długo przed zamkiem zbudowanym na rozkaz Wilhelma Zdobywcy tętniło tu życie. We wczesnym okresie żelaza była tu osada obronna ( z wałami ziemno drewnianymi), o czym świadczą znalezione tu w czasie wykopalisk fragmenty ceramiki z tego okresu.

St Mary in Castro na zamku w Dover

latarnia pharos przerobiona na dzwonnicę

W okresie pobytu Rzymian w Dover znajdowały się forty floty rzymskiej prowincji Brytania Classis Britannica  i fortu nadbrzeżnego i dla bezpieczeństwa żeglugi znajdowały się tu także Pharos czyli latarnie rozmieszczone po obu stronach rzeki Dour pozostałości jednej z nich można zobaczyć właśnie niemalże w samym sercu zamku. Latarnia zbudowana była na planie ośmioboku z miejscowego budulca, czyli skał krzemiennych i cegieł rzymskich(wymiary 38cmx15cmx10cm, czyli dłuższe i węższe niż normalne cegły). Wnętrze latarni było prostokątne i miało poziomy drewniane z komnatami zapewne. Na szczycie była platforma na ognisko, które razem z podobną budowlą po drugiej stronie rzeki naprowadzało statki i okręty do portu.

wnętrze latarni

Dziś zachowały się najniższe kondygnacje oryginalnego budynku. Po odejściu Rzymian miejsce to podupadło i przestało być używane, choć w XII wieku pojawia się informacja o latarniku więc może latarnia znów spełniała swoją funkcją. W XV wieku Humphrey książę Gloucester przebudował górną część na dzwonnicę przy kościele St. Mary in Castro czyli kościele św Marii w Zamku.

St. Mary in Castro

St Mary In Castro to uroczy saksoński kościółek jeden z najlepiej zachowanych i najpiękniejszych budowli tego okresu w hrabstwie Kent. Dlaczego wybudowano kościół na tym smaganym przez wiatr miejscu? Musiała tu istnieć osada, co potwierdzone zostało to przez wykopaliska z lat 60tych ubiegłego stulecia w czasie których odkryto cmentarzysko z XI wieku z pochówkami kobiet, dzieci i mężczyzn. Być może rozwiną się tu burgh  saksońska konstrukcja o charakterze obronnym, struktury takie były popularne zwłaszcza na początku XI wieku gdy niepokoje panoszyły się na ziemi angielskiej. Być może wykorzystano w tych konstrukcjach wcześniejsze wały ziemne, to może tez sugerować powstanie swego rodzaju specjalnej osady z dala od osiedla portowego. To może tu przebywał Eustace of Boulogne szwagier króla Edwarda Wyznawcy kiedy wracał od niego do siebie w 1051 roku wszczął awanturę z mieszczanami Dover zabijając 20 z nich sam tracąc też własnych dworzan.

ściana południowa

Kościół ten jest otwarty dla turystów z wyjątkiem kiedy odbywają się tam msze i inne uroczystości. Warto tam wejść bo zachowało się tam dużo z oryginalnego saksońskiego budynku, grube mury i masywna wieża z łukami proszę zwrócić uwagę na użyte w budowie płytki rzymskie.  

 Mary at Castro

 W XII wieku dokonano przebudowy w czasie prac budowlanych na zamku dla Henryka II i z tego okresu pochodzi prezbiterium, sklepienie krzyżowe, okno w prezbiterium i przejście w północnej stronie nawy.

 sklepienie krzyżowe, crossing vault, double barrel vault

 

Drzwi w zachodniej ścianie sugerują że mogło tu być przejście do sąsiedniego budynku latarni, która już wtedy mogła być używana jako dzwonnica.

 wewnątrz

Ciekawostką jest tu graffiti wykonane prawdopodobnie przez uczestnika wyprawy krzyżowej, w której brał udział Ryszard Lwie Serce – może nawet przez niego samego - widać na niej okręt i konia.

graffiti koń i łódź

 

Tutaj spędzili oni noc przed wypłynięciem na trzecią wyprawę krzyżową. Graffiti jest na kolumnie z lewej strony tej z amboną, niewysoko nad podłogą – trochę się jej trzeba naszukać ja za pierwszym podejściem jej nie zauważyłam.

średniowieczne wały ziemne naokoło St. Mary in Castro

Obie budowle są otoczone średniowiecznym wałem, który datowany jest na około 1230 roku oraz 1256 i pokrywają one wcześniejsze konstrukcje ziemne. Ładny jest z nich widok na wspomniane budynki, ale i na resztę fortyfikacji.  

Inne wpisy o Dover

Rzymski Malowany Dom

Kaplica św Edmunda

Muzeum Miasta Dover i Łódź z epoki brązu

Dover - weekendowa wycieczka

wtorek, 20 lipca 2010

calyczas 

Trudno mi powiedzieć czy mi się ta książka podobała czy nie. Ciekawa jest historia oto mamy życie pewnego pisarza przelatujące mu przed oczami w oblicz grożącej mu katastrofy samochodowej.

Forma jest trochę irytująca, każdy rozdział przybliża nas do mającego nastąpić zderzenia z nadjeżdżającym z przeciwka samochodem ciężarowym i przedstawia wydarzenia cofając się w czasie. Dowiadujemy się o jego zakłamanym cynicznym życiu, jak wykorzystywał ludzi, czerpał owoce z talentu innych podkradając im dzieła, lawirował w korytarzach opozycji i władzy zawsze lecąc z wiatrem i spadając jak kot na cztery łapy. Nie mając za bardzo talent, ale dzięki nieuczciwości i znajomościom oraz kalkulacyjnym zachowaniu dorabia się nazwiska i uznania, i zawsze szuka okazji, aby się wylansować zmieniając poglądy jak kameleon ubarwienie, udając męczennika i bohatera.

Jest to książka, w której nie można polubić głównego bohatera, bo jest on postacią negatywną, można tylko nim pogardzać i zastanawiać się ilu takich ludzie chodzi po ulicach. Pouczające i przerażające zarazem.

niedziela, 18 lipca 2010

Kolejną atrakcją Dover jest Rzymski Malowany Dom. Jest to unikalne stanowisko z bezcennym odkryciem, ale muzeum samo w sobie jest trochę przestarzałe i aż mnie dziwi, że takie wspaniałe znalezisko jest w takim marnym budynku. Powinno się wybudować nowoczesny gmach, na miarę odkrycia.

W latach 70tych ubiegłego wieku zdecydowano się na rozbudowę ulic (York Street) i przebudowę centrum miast Dover. Do pracy przystąpili archeolodzy z Biura Ratownictwa Archeologicznego hrabstwa Kent i przez 37 lat badali, dokumentowali i ratowali zabytki z przebudowywanego terenu. Całe to przedsięwzięcie okazało się być jednym z większych badań archeologicznych w ośrodku miejskim w Wielkiej Brytanii.

Badania te dostarczyły wielu cennych informacji o osadnictwie Rzymskim w tym miejscu, odkryto min. pozostałości dwóch fortów floty nadmorskiej założonych dla Classis Britannica  czyli rzymskiej floty prowincji Brytyjskiej, której zadaniem było sprawowanie kontroli na wodach Kanału La Manche i wybrzeżach tej kolonii. Odkryto fort nadbrzeżny fort Dubris z murami południowymi i zachodnimi, bastionami i głęboką fosą. Dużą łaźnie wojskową przy forcie floty rzymskiej – dbano o czystość w armii rzymskiej!? Drewniany kościół saksoński pod wezwaniem św Marcina i inne saksońskie budynki z wczesnego okresu ich osadnictwa na tym terenie oraz pozostałości średniowiecznej kaplicy pod wezwaniem św Marcina le Grand (St. Martin-le-Grand) i innych średniowiecznych budynków. Jednak najbardziej spektakularnym odkryciem był tzw „Painted House”, czyli Malowany Dom.

 

 

Budynek ten był prawdopodobnie mansio swego rodzaju hotelem i został zbudowany w 200 roku naszej ery. Znajdował się on wtedy na zewnątrz fortu floty rzymskiej (Classis Britannica) w okolicach Bramy Północnej. Był prawdopodobnie używany przez dostojników, urzędników, jako miejsce postoju w czasie podróży między Brytanią a Galią. W 270 roku Armia Rzymska wykupiła teren na którym znajdował się Malowany Dom i rozpoczęła przebudowę podupadłego fortu. Dotychczasowy fort floty (naval) został zastąpiony fortem nadbrzeżnym (shore) i wtedy wyższe kondygnacje budynku zostały zniszczone, mur wybudowano przez pokoje teraz znane, jako 3 i 4 a reszta została pogrzebana pod zwałami gruzu i muru obronnego wzmocnionego gliną(clay rampart). Taki przebieg wydarzeń umożliwił zachowanie malowideł na murach i w 20 000 znalezionych fragmentach. W 300 roku n.e. dodano wieże murowaną lub bastion naprzodzie nowego muru obronnego fortu rzymskiego Dubris. Zadziwiające jest to, że zniknął on z powierzchni ziemi w wyniku rozbudowy i to podobne plany 17 stuleci później przywróciły go znów na światło dzienne. Tu naprawdę Historia kołem się toczy.

W planach budowlanych miał być tu piętrowy parking na miejscu, kiedy rozpoczęto ratownicze prace na starym parkingu i zdziczałym ogrodzie nie spodziewano się tak niezwykłego odkrycia. Wiedziano, że można się tu spodziewać murów fortu Dubris ale co odsłoniła ziemia było prawdziwą sensacją. Wykopaliska prowadzono w latach 1971-76, odkryto 6 pomieszczeń, wydobyto 5 800 ton ziemi i gruzu, rzymska podłoga była na głębokości 3m poniżej obecnego poziomu użytkowego a do warstwy nienaruszonej dotarto na 4m.

fragment malowanego muru w Malowanym Rzymskim Domu Zwiedzając muzeum można zobaczyć dolne partie budynku, mury zostały wykonane z kamieni krzemiennych, płytki, bloki kredowe, cementowane podłogi i system ogrzewania pod podłogowego hypocaustum. Odkryto 37m2 malowideł ściennych, co jest największym zbiorem na północ od Alp. Głównym motywem wydaje się być Bachus rzymski bóg wina i zabawy jak na mansio przystało. Styl, w jakim malowano ściany w tym domu był typowy dla tego okresu w Brytanii i na kontynencie. Mury były dzielone na trzy części, najniższa zwana dado (około 60 cm) przeważnie koloru głębokiej czerwieni albo zielonego z dodatkiem wyblakłych żółtych plamek mający imitować marmur. Ponad dado znajdował się pas około 30cm w plamistym kolorze żółtoróżowym z górną krawędzią w tonacji różowawo czerwonej. Ponad tym znajdowała się główna dekoracja w postaci prostokątnych paneli o białych tłach i kolorowych krawędziach. Każda kompozycja oddzielona jest od drugiej kolumną wymalowaną specjalną techniką imitującą marmur oraz nadającą trójwymiarowe złudzenie. Na ścianach mamy fragmenty motywów botanicznych, instrumentów muzycznych, i postaci mężczyzn i kobiet (Bachus?, Ariadna?) . Górę wieńczyły wizerunki bogato zdobione belkowanie podtrzymywanych przez wspomniane już kolumny.

Muzeum ma dwa poziomy najpierw przechodzimy i możemy wszystko zobaczyć z góry a potem schodkami w dół i z poziomu ówczesnej ulicy obejść dokoła. Całość jest trochę zagracona i zaprawdę przydałby się tam remont generalny i nowe podejście do eksponowania zabytków. Ale warto to zwiedzić, bo jest to ciekawe odkrycie.

Godziny otwarcia w 2010

Czerwiec – 15 września

Codziennie oprócz poniedziałków od 10 do 17

w niedzielę otwarty od południa.

Ceny:

Dorośli £3

Ulgowe £2

Niepozorny budynek na ulicy New Street leżącej między York Street a Biggin Street.

piątek, 16 lipca 2010

Wspaniały zbiór opowiadań o powojennym życiu w Bieszczadach, o specyficznym klimacie życia ludzi, którzy w trudnych warunkach pracowali na wyrębie lasów w tym rejonie. Każde opowiadanie to odrębna historyjka, ale wszystkie dotyczą jednego, ludzkiego losu i życia w głuszy, na takim polskim dzikim wschodzie, gdzie rządzą własne prawa i zwyczaje, a rzeczywistość jest całkiem inna niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Przez strony opowiadań przewijają się te same postacie, są one raz głównymi bohaterami a czasami postaciami drugoplanowymi, ale zawsze są one wyraziste i barwne, a dialogi bezkonkurencyjne, pełne fantazji i polotu. Czyta się je z przyjemnością, zwłaszcza, logiczne wywody tzw starych wyjadaczy drwali, leśniczego, i wozaków czy innych pracujących i mieszkających tam niezwykle barwnych osobników. 

Janicki należy do tych pisarzy którzy potrafią malować piórem, słowa uwięzione na kartkach w momencie gdy je przeczytamy ulatują i tworzą ten malowniczy świat w naszej wyobraźni. I oto jesteśmy razem z Gawełkiem u prokuratora i śledzimy wydarzenia „Wolnej soboty” kiedy to dostał on polecenie od brygadzisty odwiezienia do miasta człowieka ukąszonego przez węża i jego próby znalezienia dla niego ratunku, aż się nam dusza śmieje. Niesamowite jest to, że opisując życie prostych ludzi lasu i nie tylko, nie nafaszerował swoich opowiadań wulgaryzmami. Mimo to są one autentyczne i pełne życia, to jest chyba największa jego zaleta, bo wielu pisarzy niepotrzebnie okrasza swoje pisanie łaciną kuchenną.

Nie powinno to jednak nikogo dziwić, bo był on też odpowiedzialny za „Polskie Drogi” „Dom”, „Człowieka z M-3”, „Umarłem aby żyć” oraz radiowych „Matysiaków”.

Dobrze się je czyta, gorąco polecam.

czwartek, 15 lipca 2010

Poszłyśmy z koleżanką z pracy na kolejny film o Shreku, tym razem w wersji trójwymiarowej, podobał mi się Shrek pierwszy, na drugim uśmiałam się po pachy , trzeciego przegapiłam, a na czwartym znowu się bawiłam jak dzieciak.

Wracamy do początku historii oto królowa Lilian i król Harold są u Rumpelnickiego, który jest osobnikiem podstępnym i który potrafi każdemu załatwić coś za coś. Para królewska prosi go o pomoc w zdjęciu klątwy z ich córki Fiony, która za dnia jest piękną księżniczką, a nocą zamienia się w kobietę Ogra. Już mają podpisać umowę, w której oddają Rumpelnickiemu królestwo w zamian za zlikwidowanie ich problemu, kiedy wbiega posłaniec i mówi, że księżniczka jest uratowana i oto z umowy nici. Rumpelnicki pała chęcią zemsty i oto nadarza się okazja, bo Shrek przeżywa kryzys „wieku średniego” i jest podirytowany jego obecnym życiem, obowiązkami ojca, uciążliwymi przyjaciółmi i znajomymi etc i chciałby, aby wszystko było jak dawniej. Rumpelnicki widzi w tym swoją szansę i ofiaruje Shrekowi umowę, że da mu dzień jak kiedyś w zamian za jakiś tam dzień z jego życia. Przebiegły Rumpelnicki zabiera mu dzień, w którym Shrek się urodził. Okazuje się, że Fiona nigdy nie została uratowana, a problem Królowej Lilian i Króla Harolda zniknął w raz z nimi, a królestwem rządzi teraz on Rumpelnicki. Shrek na początku nie zdaje sobie z tego sprawy i powoli odkrywa przebiegłość planu swojego wroga i nieuchronnie zbliżający się własny koniec. Okazuje się, że bez niego świat jest inny, Osioł go się boi, Kot jest tłusty i leniwy, Fiona działa w podziemiu z innymi Ogrami i przygotowuje powstanie przeciwko ciemiężcy Rumpelnickiemu. Shrek musi sobie zjednać przyjaciół, aby odzyskać to, co miał najcenniejsze swoją rodzinę, zrozumiał, że nie doceniał tego, co miał i dopiero teraz wie co stracił. Okazuje się, że umowa zostanie unieważniona tylko przez pocałunek prawdziwej miłości między Shrekiem a Fioną, która wygląda jak Ogr Wojownicza Księżniczka. Nie jest to łatwe, a  czas ucieka…

Ogląda się to super i człowiek się znowu śmieje do łez prostym, zdrowym niepowstrzymalnym dziecięcym śmiechem.

 

środa, 14 lipca 2010

Spacerując sobie po uliczkach(Priory Road) Dover natknęłam się na ten uroczy mały budynek. Jest to kaplica poświęcona świętemu Edmundowi z Abingdon biskupowi Canterbury (1234-40). Kaplica ta została wyświęcona 30 Marca 1253 (budowę ukończono w 1262) roku przez św. Ryszarda z Chichester i jest to pierwsza i jedyna zarazem jak dotąd kaplica zadedykowana i wyświęcona angielskiemu świętemu przez innego angielskiego świętego. Biskup Richard wygłosił tu swoje ostatnie kazanie, bowiem następnego dnia po poświęceniu, zasłabł w czasie mszy i zmarł 3 kwietnia.

kaplica św Edmunda w Dover, rubble masonry and stone quoins and dressings

Kaplica została założona przy Cmentarzu dla Ubogich, jaki powstał przy Maison Dieu (Domu Bożym) w Dover. Budynek nie jest duży i ma rozmiary 8.5 m na 4.2 m (28x14 stóp), mury o grubości 60 cm (2 stopy) zostały wykonane z gruzu kamiennego a narożniki i elementy dekoracyjne (przy oknach i drzwiach) ze skały wapiennej z kamieniołomów we francuskim mieście Caen.

rubble masonry, stone quoins, dressing

Po wydaniu aktu o kasacji zakonów kaplica podobnie jak Maison Dieu uległa kasacji w 1544 roku i ponieważ uważano ją za część majątku Maison Dieu znalazła się w posiadaniu Marynarki Królewskiej. Przez lata pełniła funkcję magazynu dla okrętów wojennych, składu dla pobliskich sklepów. W połowie XIX wieku zabudowano ją zmieniając w dwupiętrowy budynek, w czasie wojny pocisk artyleryjski uderzył w pobliskie sklepy, ale sama kaplica ocalała. W 1963 roku zdecydowano, że należałoby ją wyburzyć, pewnie ktoś sobie upodobał tę działkę budowlaną w centrum miasta. Znaleźli się jednak ludzie, którym to się nie podobało i została ona wykupiona i odrestaurowana i ponownie wyświęcona w 1968 roku. Jest to teraz kaplica ekumeniczna niestety trzeba mieć sporo szczęścia, aby wejść do środka, bo drzwi są rzadko otwarte, a szkoda, bo ciekawe to miejsce. Obejrzałam ją tylko z zewnątrz spacerując po ulicach w poszukiwaniu kolejnej atrakcji Rzymskiego Malowanego Domu.

poniedziałek, 12 lipca 2010

 

Pierwszy raz poszłam na ten film w czerwcu w dniu w którym Anglii grała swój bardzo ważny mecz ze Słowenią o pozostanie w mistrzostwach, moja dzielnica była pusta, wszyscy w pubach na meczu, a w kinie też pustki tylko parę dziewczyn – bo to taki film raczej dla niewiast. Taki podział faceci do pubu na mecz, a kobiety do kina na romansidło. Obejrzeliśmy reklamy i zapowiedzi filmowe i nagle ogarnęła nas ciemność. Pomyślałam zepsuł się projektor, zerwał się film lub coś w tym rodzaju, ale ciemności trwały oprócz tzw. światełek awaryjnych. Pomyślałam sobie ze śmiechem „ Nic nie widzę nic nie widzę, ciemność widzę” i roztworzyłam opakowanie orzeszków w czekoladzie. Po jakimś trzecim orzeszku wszedł do sali pracownik kina i powiedział, że jest problem, bo nie ma prądu i bardzo nas przeprasza i zaprasza do wyjścia do holu. Wyszłyśmy, trochę tam postałyśmy i przyszła inna pracownica kina i oznajmiła, że to większa awaria w rejonie i niestety nic nie mogą na to poradzić i że dadzą nam kupony na inny dzień. Z kuponem w ręku wyszłam na słoneczną ulicę i zobaczyłam największy koszmar kibica. Wyobraźcie sobie, że wzięliście wolne z pracy i siedzicie w pubie z piwkiem, w koszulce z umalowaną twarzą i oglądacie ten bardzo ważny mecz a tu nagle gaśnie światło…Katastrofa!!! Ulice Richmond pełne były kibiców, którzy biegali we wszystkie strony starając się znaleźć miejsce gdzie działa telewizor, ale to awaria w całej dzielnicy. Puste przed półgodziną ulice pełne były facetów oraz kobiet, bo kasy w sklepach też nie działały i nic nie można było kupić. Ludzie próbują dzwonić do znajomych, aby się dowiedzieć, jaki jest wynik. Jakiś facet w kabriolecie staną w tworzącym się korku na drodze, bo światła na skrzyżowaniu też nie działały i miał radio na kanale sportowym i bardzo szybko obok niego zgromadził się tłumek ludzi słuchająca meczu. Jak samochód wolno ruszył, to kibice z piwkami w rączkach truchcikiem za nim. To był dopiero widok.

Dziś udało mi się wykorzystać mój kupon i obejrzeć „Listy do Julii”. Film mi się podobał, wiem, że to romansidło i wyciskacz łez, ale jest bardzo słodką, miłą, pozytywną historią, którą się ogląda z przyjemnością. W obsadzie tego filmu są Amanda Seyfried ( Mamma Mia), Vanessa Redgrave, – której przedstawiać nie trzeba, Gael Garcia Bernal ( „Dzienniki motocyklowe” na podstawie pamiętników Ernesta Che Gueavara, o jego podróży przez kontynent południowo amerykański- warto ten film zobaczyć; a także grał w filmie „Babel” „Y tu mama tambien – I twoją matkę też”), Chris Egan (australijski aktor oper mydlanych i inne role telewizyjne, oraz „Resident Evil:– Zagłada” bardzo przystojny) oraz Franco Nero „Komandosi z Navarony”.

Film opowiada historię Sophie (Amanda Sayfried) która wraz ze swoim narzeczonym Victorem (G.G. Bernal) kucharzem wyjeżdżają w podróż przedślubną do Verony. Sophie pracuje, jako „fact checker” – kontrolerka faktów dla „The New Yorker”, jej praca polega dla sprawdzaniu poprawności informacji drukowanych w artykułach i innych publikacjach gazety przed ich ostatecznym opublikowaniem. Jej narzeczony jest kucharzem, który właśnie otwiera za parę tygodni pierwszą własną restaurację. Są w Veronie mieście Romea i Julii, perfekcyjna romantyczna sceneria, ale oboje mają swoje sprawy, Victor ugania się od producenta win do producenta sera zbierając kontakty do swojego młodego biznesu a Sophie trafia do Domu Julii Capulet i odkrywa ścianę, na której kobiety (głównie) przylepiają listy. Kiedy przychodzi kobieta z koszykiem i zbiera listy ze ściany Sophie ją śledzi i odkrywa tzw. Sekretarki Julii, które odpowiadają na prośby zawarte w listach.

To spotkanie zmienia jej życie, bo następnego dnia razem z jedną z Sekretarek zbiera listy z muru i odkrywa jeden ukryty pod cegłą. To list napisany w 1957 roku przez Claire, która zakochana była w Lorenzo, ale nie miała odwagi uciec z nim i napisała list do Julii z prośbą o radę. Sophie postanawia odpowiedzieć na ten list i oto po tygodniu pojawia się w siedzibie Sekretarek młodzieniec Charlie (C. Egan Australijczyk grający Anglika), który okazuje się być wnukiem Claire i nie jest zbyt zadowolony z całego zamieszania jaki list Sophie wywołał w życiu jego babci. Okazuje się, że Claire przyjechała do Verony i chciałaby odszukać jej młodzieńczą miłość Lorenzo Bartolini. Wbrew woli wnuka Charliego, Sophie dołącza się do tej wyprawy, jako że jej narzeczony nadal jest zajęty spotkaniami z dostawcami do swojej restauracji. I tak zaczyna się urocza przygoda po drogach Toskanii, a tak na marginesie Toskania jest popularna w filmach ( „Pod słońcem Toskanii”, „Herbatka z Mussolinim” „Pokój z widokiem”, „Angielski Pacjent”). Nie jest jednak tak łatwo znaleźć kogoś sprzed 50 lat i po drodze spotykają różnych ludzi i poznają siebie nawzajem. Film się dobrze ogląda i cieszy nas, że kończy się tak jak my chcemy, bo wydaje nam się, że bohaterom filmu się to należy, ale tak po trochu to sami sobie takiego końca życzymy w naszym własnym życiu.

Ciekawostką jest to że Vanessa Redgrave i Franco Nero spotkali się po raz pierwszy na planie filmu Camelot w 1967 roku. Zapłonęło uczucie między nimi i dwa lata później urodził się ich syn Carlo Gabriel Sparanero (Carlo Nero). Związek nie trwał długo i rozstali się, przez lata byli w różnych związkach (Vanessa z Tonim Richardson córki Natasha i Joely), ale stara miłość nie rdzewieje i oto w 2006 roku stanęli na ślubnym kobiercu. Życie jak film.

Polecam bo to fajna pozytywna historyjka.

 

 
1 , 2
Flag Counter