niedziela, 29 czerwca 2014

Możecie zadać pytanie, co ma wspólnego chleb z życiem w Londynie. Na pierwszy rzut oka niewiele, ale to dobry polski chleb jest tym, za czym najbardziej tęsknimy, poza rodziną oczywiście. Ten masowo produkowany, krojony chleb nadaje się jedynie na tosty, choć Anglikom on smakuje, to nasze polskie podniebienie jakoś nie może się do niego przekonać. Te przysupermarketowe piekarnie produkują taki bochenkowy „tradycyjny” chleb, ale nie jest to jednak to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni.

Rozmawialiśmy ostatnio w pracy o nadchodzącej tegorocznej edycji programu BBC „The Great British Bake Off” i m.in. o chlebie i moja koleżanka powiedziała, że ona sama piecze. Kiedy stwierdziłam, że w mojej kuchni nie ma miejsca na „breadmaker” (maszynkę do pieczenia chleba), ona radośnie dodała, że wcale nie trzeba maszynki. Moje oczy musiały się powiększyć do wielkości monety dwufuntowej (naszej pięciozłotówki), bo zaraz mi powiedziała, że to jest bardzo proste. Pieczenie chleba i określenie proste jakoś mi nie szło w parze i nadal musiałam mieć dość niewyraźną minę. Przekonywała mnie dalej stwierdzając, że to jest prostsze niż quiche (czytaj Kisz) potrawa, na którą już od niej dostałam kiedyś przepis i wielokrotnie go robiłam (może kiedyś pojawi się o tym na blogu).

Następnego dnia dostałam pięknie wykaligrafowaną – koleżanka jest rysowniczką – kartkę papieru z przepisem na duży bochen chleba lub dwa małe. Oczywiście patrzyłam na to ze strachem i niedowierzaniem, pieczenie chleba to jakaś magia, wyższa szkoła jazdy i przypomniało mi się jak tata opowiadał o piecu do pieczenia chleba w swoim rodzinnym domu, a tu ja teraz mam to zrobić w mojej kuchni. Koleżanka jeszcze raz mnie zapewniła że to nic trudnego i że drożdże odwalają za nas całą robotę. W następny wolny dzień zrobiłam sobie listę zakupów i rano o 8 wyruszyłam do sklepu. Dość długo stałam przed półkami z produktami do pieczenia, do tej pory znałam tylko mąkę plain (taka zwykła mąka) i self rising (taka z dodatkami m.in. substancjami wspomagającymi) a tu nagle pojawiły się nowe rodzaje mąki specjalnie do chleba i nie są to te mieszaki do maszynek. I tak mamy: white bread flour (białą mąkę do chleba), strong white bread flour, wholemeal bread flour (wholemeal to taka mąka, z jak ja to nazywam farfoclami z przemiału, samo zdrowie), rye flour (żytnia mąka), spelt flour (pszeniczna) itd. Koleżanka polecała mieszać white i wholemeal więc kupuję po torebce każdej.  Następny konieczny zakup do drożdże w torebkach – suche sproszkowane. Każdy supermarket te produkty ma, spod własnego szyldu lub firmowe.


Wracam do domu i wykładam zakupy, wyciągam potrzebne naczynia, miarki, myję wielką deskę szklaną, która służy za stolnicę, potem myję ręce, rozkładam produkty i zaczynam piec mój pierwszy w życiu chleb.

Potrzebne składniki na mały bochenek – jeżeli je podwoicie to będziecie mieli dwa lub jeden duży.

  • 350 gramów mąki (najlepiej zmieszać dwa rodzaje, więcej białej bardziej chleb urośnie)
  • 1 łyżeczka soli (taka łyżeczka do herbaty – teaspoon)
  • Szczypta cukru
  • 1 opakowanie drożdży suchych – easy bake east – opakowanie ma 7 gram
  • 215 mililitrów ciepłej wody
  • Półtora łyżki oliwy z oliwek ale może być i inna – tablespoon

Można dodać też ziarenka maku, słonecznika, pokrojone oliwki ( to mój najczęstszy dodatek – moja druga połowa uwielbia oliwki) itp. Jeżeli dodaje się mokre dodatki można użyć mniej wody, a przy mące wholemeal trzeba troszeczkę więcej wody.

Robienie ciasta


Do michy wsypujemy mąkę, sól, cukier, drożdże i mieszamy. Do wody dodajemy oliwę i mieszamy łyżką i taką miksturkę wlewamy do michy. Na początku można to mieszać łyżką, ale potem trzeba łapki w michę i gnieść, aż nam się składniki połączą w bryłę.

I teraz to na stolnicę i gnieciemy, miętosimy, rozciągamy przez parę minut, formujemy w bryłę i znów, aż poczujemy, że nam się ta bryła wygładza i ciasto wydaje się być przyjemne w dotyku i takie gładziutkie. Wtedy posypujemy michę odrobiną mąki i wkładamy bryłę ciasta do michy, przykrywamy folią i odstawiamy na około godzinę, a w chłodniejsze dni na trochę dłużej. Jak ciasto urośnie, tak mniej więcej podwoi się, wyciągamy z michy i na stolnicę i znów się trochę nad nim znęcamy, gnieciemy, rozciągamy itd. przez około 5 minut ciasto zrobi się takie sprężyste.


Formujemy sobie to ciasto albo w okrągły bochenek, albo w podłużny jak nam się podoba i kładziemy na blachę wysmarowaną oliwą, można do formy ale ja nie mam i nie próbowałam. Przykrywamy to czystą, wilgotną ściereczką i czekamy, aż znów urośnie – znów się podwoi.


Rozgrzewamy piekarnik do 220°C (425°Faranheit w Angielskim systemie) i wkładamy wyrośnięty i opruszony mąką bochenek na 10 minut na środkową półkę, potem zmniejszamy temperaturę do 190°C (375°Faranheit) i pieczemy przez następne 20-25 minut (jak duży bochenek z podwójnych składników to na około 30 minut). Chlebek powinien mieć złocisty kolorek i jak się przekręci i popuka w spód to słychać charakterystyczny pusty dźwięk.


Proste to i smaczne, że palce lizać, a najlepsza do takiego chlebka to „pasta” z tuńczyka, ale o tym to już będzie w następnym odcinku …

Smacznego



Tagi: chleb
20:57, edyta1972 , jedzonko
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 09 czerwca 2014

Czerwiec to czas na róże, ogrody różane rozkwitają i powalają nas cudnym zapachem.

Jeden z piękniejszych takich ogrodów jest przy Pałacu Hampton Court, jeżeli jesteście w Londynie to wpadnijcie na tę różaną ucztę.

Oto kilka fotek na zachętę i dowód że nie rzucam słów na wiatr.

Gałęzie aż sią uginają od pąków.

Niby biała ale taka troche cytrynowa.

Ta ma dwa kolory podejrzewam że ogrodnicy ją w nocy malowali w paski :)

Ta ma niezwykły niebieskawo fioletowawy kolor.

Nawet deszcz dodaje uroku, ta ma kropelkowe korale na płatkach.

Cała jestem w kropelkach.

Zimna woda urody doda.

Och jaka ja jestem cudna a jak pachnę !

Trochę wody dla ochłody.

Taka fajna ładna i pachnąca kryjówka przed deszczem :)



Flag Counter