środa, 14 maja 2014

Kiedy pojawiły się informacje o tej wystawie, akurat oglądaliśmy genialny serial telewizji brytyjskiej „Lost kingdoms of South America”, prowadzonym przez dr. Jago Coopera pracownika Muzeum Brytyjskiego. Wystawa była w naszych planach, ale po tym filmie jeszcze bardziej się na nią szykowaliśmy. To był kolejny bestseller w londyńskim kalendarzu wystawowym.

Wystawa została skoncentrowana wokół mitu El Dorado – jest to punkt wyjścia do pokazania nam kultur prekolumbijskich z terenów obecnej Kolumbii. Są to tereny surowe, wymagające odwagi, umiejętności, współpracy ludzi, którzy się tam osiedlili. Cywilizacje, jakie na tych obszarach wyrosły, były niezwykle bogate duchowo, kulturowo i materialnie, i nie chodzi tu o złoto, ale o niezwykłą różnorodności, adaptację do trudnych warunków klimatycznych, rozumienie przyrody, umiejętności technologiczne.

Aztekowie, Majowie i Inkowie to kultury, o jakich słyszeliśmy, ale tu na naszą mapę wiedzy wkraczają nowe kultury: Muisca, Tairona, Zenu, Quimbaya, Calima-Malagna etc., a skarby, jakie ukazują się naszym oczom, wzbudzają tylko nasz żal, bo możemy się domyślać ile piękna, ile wiedzy przepadło bezpowrotnie. Warto było wybrać się na tę wystawę, dowiedzieliśmy się wielu interesujących rzeczy, zobaczyliśmy niezwykłe przedmioty, które wymknęły się rękom konkwistadorów, misjonarzy i rabusiów. Mam nadzieję, że ta skromna relacja obudzi wasze zainteresowania i skusi do zerknięcia na tę niezwykle malowniczą kartę historii.



Ptasia ozdoba (pectoral) , Popayan, Late Cauca 30cm na 20cm, AD900-1600

El Dorado tak obrosło mitem, że trzeba wiele odwagi, wiedzy i wyobraźni, aby pod warstwami narosłymi przez stulecia dogrzebać się do ziarnka, z którego ta legenda wyrosła. Ludność mieszkająca na terenach obecnej Kolumbii produkowała niezwykle piękne przedmioty wykonane z ceramiki, kolorowych piór ptasich, kamienia oraz metali szlachetnych.  Przedmioty te mogą nam dostarczyć wielu cennych informacji o życiu codziennym w dawnych epokach, ale tylko, gdy są odpowiednio wydobyte na światło dzienne, obmierzone, obfotografowane i zbadane. Naukowcy w trudnych warunkach starają się ocalić od zapomniana i zniszczenia te piękne artefakty i przybliżyć nam ludzi, który je wykonali i używali.

Złoto było przedmiotem o dużej wartości duchowej, nie było ono środkiem płatniczym, nie było kruszcem o wartości materialnej, było symbolem i pośrednikiem w kontakcie z siłami nadprzyrodzonymi, które decydowały o życiu i śmierci. Ilustracja takiego dialogu stała zalążkiem legendy o El Dorado (gilded one, golden one) . Pierwsza wzmianka z tym określeniem pojawia się w kronikach Fernadeza de Oviedo „Historia general y natural de las Indias (1535-48)”, w której to opisuje on „golden king”- złotego króla, który chodził pokryty sproszkowanym złotem jakby to była zwykła mąka”. I tak złoty władca, przemienił się w złote miasto, potem całe królestwo, którego poszukiwały przez całe stulecia legiony odkrywców i awanturników np. Walter Raleigh,. Opowieść Ovieda została oparta na konkretnym rytuale ludności Kultury Muisca i to chyba jest to ziarnko prawdy w legendzie.

Naszyjnik z paciorków w kształcie kłów, stop złota wczesna kultura Zenu 200 BC – AD 1000

Jeziora dla ludności tej kultury były miejscami pielgrzymek, a jedno z nich wybiło się w relacjach konkwistadorów i misjonarzy – Jezioro Guatavita. Mamy opis takiej ceremonii m.in. w dziele Juana Rodrigueza Freyle’a „ Conquista y Descubrimiento del Nuevo Reino de Granada” z 1636 roku. Otóż w czasie tej ceremonii lider (król) miał być pokryty złotym pyłem i na specjalnie zbudowanej tratwie wypływał na środek jeziora. Następnie składano bogom ofiarę ze złota, szlachetnych kamienni itp. wrzucając te przedmioty do jeziora. Oczywiście konkwistadorzy myśleli, że te prymitywne ludy nie umieją docenić wartości złota, ale oni po prostu nie byli w stanie zrozumieć, a raczej nie byli zainteresowani w poznaniu kultury podbijanych ludów. Dla nich byli to prymitywni ludzie oddający cześć demonom.

Zachowała się figurka tunjo przedstawiająca taką właśnie ceremonialną tratwę. Tunjo to specyficzny rodzaj figurki wotywnej, wykonanej w technice na wosk tracony – na płaskiej powierzchni modelowano detale oraz zwijano cienkie druty wszystko w wosku, a następnie pokrywano to gliną i wlewano specjalny stop metalu tumbaga (to stop złota i miedzi). Ta tratwa została znaleziona w rejonie Bogoty i znajduje się obecnie w Museo del Oro w Bogocie, jest ona zbyt delikatna i nie pojawiła się na tej wystawie, mogliśmy jedynie podziwiać to dzieło sztuki na fotografii.

Oczywiście takie opowieści o jeziorze pełnym złota spowodowały, że próbowano wysuszyć jezioro, aby dobrać się do tych skarbów – znaleziono złoto, paciorki kamienne i ceramiczne, ale dotychczas nie znaleziono prawdziwych „skarbów”.  To nastawienie na skarby spowodowało także, że pomijano inne niezwykłe osiągnięcie tych kultur w dziedzinie architektury, rolnictwa, wyrobach ceramicznych itp. Ta wystawa pokazała nam, że kultury prekolumbijskie to nie tylko złoto, ale niezwykle bogate życie duchowe, umiejętności rzemieślnicze, zrozumienie przyrody i adaptacja do warunków klimatycznych i geograficznych. 

Na wystawie były filmy video pokazujące różne techniki wyrobu metalowych przedmiotów przez wspomniane kultury. Wspomniana już tumbaga to stop miedzi nawet to 95% i złota od 5%, mieszając złoto i miedz obniżano temperaturę topnienia z 1064°C do 910°C, a w przypadku obecności srebra ta temperatura spadała do 767°C. Taki stop był więc łatwiejszy w obróbce, zwłaszcza przy wykonywaniu drobnych elementów zdobniczych. Jednocześnie tumbaga był twardszy niż czyste złoto, a manipulowanie proporcjami w stopie powodowało różnice w kolorze oraz także zapachu i smaku, co z kolei powodowało różne odczucia i budziło zmysły w czasie ceremonii religijnych.

Metale były wytapiane z rudy w tyglach i piecach, w których temperaturę podnoszono wdmuchując powietrze specjalnymi dmuchawami, tak uzyskiwano tejuelos – „sztaby” uformowane na dnie tygla. Były one następnie modelowane i przetwarzane w potrzebne przedmioty. Kultury objęty wystawą znały dwa sposoby obróbki złota – wybijanie za pomocą różnego rodzaju młotów, oraz odlewanie.

W południowozachodnich rejonach dominowało wybijanie. Tejuelos były obrabiane na kamiennych, cylindrycznych kowadłach przy pomocy małych okrągłych młotków. Metal był podgrzewany i modelowany, chłodzony w wodzie i znów modelowy - technologia jest znana jako wyżarzanie. Był to długi i żmudny proces wymagający dużych umiejętności i cierpliwości. Tak wykonane przedmioty były zdobione różnymi technikami. Jedną z nich było repusowanie (trybowanie, repousse), czyli zdobienie przedmiotów poprzez wybijanie na zimno wgłębień. Wzór był nanoszony na złotą – tumbagową blachę, a następnie przy użyciu narzędzi wykonanych z kamienia, rogu, tumbaga wybijano wzór, obrabiany materiał musiał leżeć na miękkim podłożu, aby wzór dał się uwypuklić. W technice takiej wykonywano duże przedmioty np. diadem z Calima-Malagana 26cm na 27cm, maski, oraz różnej wielkości ozdoby uszu, nosa itp. (np. wisiorek do kolczyka z okresu późniego Narino 9.9cm, naczynie w kształcie jaguara Colima-Malagana 6.6 na 13.5 cm)

Ten hełm wojownika został wykonany taką techniką, oczywiście złoty hełm nie był zbyt praktyczny i był to przedmiot o znaczeniu ceremonialnym, symbolicznym czy po prostu podkreślał status właściciela.

Wczesna kultura Quimbaya, 500 BC – 700 AD, © The British Museum

Inne metody zdobnicze używane przez te kultury to granulowanie – przedmioty zdobione były kuleczkami „naklejanymi” na powierzchnię metalu, używano roślinnych klejów, (który to wypalał się w wysokiej temperaturze nie zostawiając prawie śladu) do mocowania ornamentu.

Druga metoda obróbki metali używana na terenie obecnej Kolumbii to odlewanie, a najpopularniejsza technologia - na wosk tracony. Z pszczelego wosku wykonywano ornament, a także kanały dopływowe, następnie okrywano to wysokiej jakości gliną i wypalano, w ten sposób wosk się topił i zostawiał pustkę gotową na wlanie stopu metalu. Po ostygnięciu delikatnie usuwano glinianą foremkę i usuwano niedoróbki i ślady po kanałach doprowadzających metal. Taki złotnik musiał więc być dobrym rzeźbiarzem, znać się na obróbce i wypalaniu gliny, nie mówiąc już o znajomości technik obróbki stopów różnych metali. Na terenie kultury Muisca znaleziono kamienne matryce, które były używane do masowej produkcji przedmiotów - głównie ozdób tą techniką. Szczytowym osiągnięciem w dziedzinie metalurgii było wytapianie w technice na wosk tracony, ale z podwójną foremką – w ten sposób wykonywano puste w środku ozdoby i przedmioty.

Poporo  (pojemnik na proszek wapienny) w postaci siedzącej figurki kobiecej, wykonany w technice podwójne foremki – pusty w środku, AD 500-700, wczesna kultura Quimbaya

Przedmioty były polerowane oraz złocone, najpopularniejsze było tzw. „depletion gilding” - w tym procesie uzyskiwano niemal czystą złotą powłokę poprzez pozbycie się innych metali z powierzchnię danego przedmiotu. Uzyskiwano to poprzez nagrzewanie obiektu i wkładaniu go do płynu z wody, soli i soków roślinnych, w ten sposób złoto wychodziło na powierzchnię ukrywając stop tumbaga. Ten proces był też używany do ozdabiania, gdy tylko traktowano w ten sposób części przedmiotu i uzyskiwano ornament o różnym kolorze i strukturze. Patrząc na eksponaty w gablotach, czytając i oglądając filmy ukazujące techniki, jakimi się oni posługiwali nabieramy szacunku to tych cywilizacji, i żalu za tym, co nam bezmyślności ludzka zabrała.

Gorączka złota jest odpowiedzialna za systematyczne niszczenie kultur. W 1550 wydano specjalny ukaz dzielący przedmioty wykonane przez ludy tubylcze na dwa rodzaje. Pierwsze wykonane z metali i kamieni szlachetnych miały być zbierane i przetapiane w urzędach skarbowych, a drugie wykonane z drewna, piór ptasich, muszli, kości rogu itp. zostały sklasyfikowane, jako „idole pogańskie” i miały być konfiskowane i niszczone. Na szczęście niektóre z nich przetrwały nie tylko fanatyzm zdobywców nowego kontynentu, ale także chciwe łapy rabusiów ubiegłego i obecnego stulecia.

 

Naszyjnik za pazurów  i czerwonych paciorków kamiennych, kultura Tairona AD 900 – 1600, ©Museo del Oro

Archeolodzy i historycy starają się, patrząc na te fragmenty, ukazać nam bogactwo tych kultur i nie chodzi tu nie tylko o złoto, ale o piękno wyrobów codziennego użytku, o wartości duchowe i społeczne. Kultury te nie żyły w izolacji, choć krajobraz nie wskazywałby na ożywiony ruch, to jednak kwitł tu handel i wymiana kulturalno – ideologiczna. Po szlakach handlowych, głównie wyznaczanych przez rzeki, różne społeczności wymieniały się żywnością (ryby, rośliny), solą, przerobioną bawełną, muszlami, przyprawami oraz przedmiotami wykonanymi z metali szlachetnych a także ideami i technologiami.



Ozdoba nosa, łączane blachy złote wysokość:10cm szerokość:15cm, 200 BC – AD 1300, kultura Calima-Malagana, © The British Museum.

I tak w gablotach mamy naszyjniki wykonane z kolorowych kamieni, obiekty ceramiczne, naczynia, instrumenty muzyczne, ozdoby, paciorki, wisiorki, kolczyki, grzechotki, figurki przepięknie zdobione, a w jednej z gablot mamy malowany płat tkaniny bawełnianej 135cm na 122cm datowany na 1300-1400 AD z kultury Muisca. Motywy na tej tkaninie są podobne do używanych na naczyniach ceramicznych i kamiennych, i tak mamy tu twarzoczaszki z oczodołami i zębami, a głowa otoczona jest pióropuszem, nogi i ręce są podkulone - być może odzwierciedlają one pozycję zmarłego – tkanina ta była użyta w rytuale pogrzebowym.



Malowana tkanina z kultury Muisca AD1300-1400, © The British Museum

Życie duchowe i społeczne było uporządkowane, przywódczy byli odpowiedzialni za swoją społeczność, mieli o nią dbać i jej bronić. Wodzowie musieli przechodzić różne ceremonie, transformacje, w czasie których używano środków halucynogennych. Przywódcy duchowi (szamani) byli ważnymi elementami społeczności, ich wiedza o otaczającym świecie powodowała, że byli lekarzami, konsultantami w sprawach prywatnych i o większym znaczeniu dla całej społeczności. Używali oni specjalnych substancji, aby komunikować się z duchami i przodkami.

Jedną z takich świętych substancji była coca (koka) – liście tej rośliny były żute dla wzmocnienia oraz dostarczenia organizmowi składników brakujących w niektórych warunkach klimatyczno-geograficznych – liście koki są bowiem bogatym źródłem witaminy C, B1, ryboflawiny  (witaminy B2), a także wapnia i żelaza, żucie koki mogło zapobiegać szkorbutowi. Koka była żuta, aby zwiększyć wytrzymałość fizyczną, zwłaszcza podczas bitew oraz w czasie ciężkiej pracy na dużych wysokościach w chłodnym klimacie. Liście koki były noszone w specjalnych torbach wykonanych czasami z tumbaga, przeżuta papka trzymana były przy policzku i wysysana od czasu do czasu. Przyswajanie było łatwiejsze, gdy liście zmieszano ze sproszkowanymi muszlami lub wapieniem, tak proszek był trzymany w specjalnym naczynku zwanym poporos, niektóre z nich to prawdziwe arcydzieła. Proszek był wyjmowany z naczynia za pomocą specjalnego długiego „patyka, czy szpili ” także zdobionego.

Niekóre poporos wykonywane były w dwóch częściach pojemnik i szyjka i tu mamy przykład takiej bardzo szyjki zdobionej sześcioma ludzkimi twarzami. Na wierzchu pojemnika mamy otwór przez który wkładano szpilę aby nabrać proszku wapiennego.  

Stop złota, wczesna kultura Quimbaya 500 BC – AD 700, ©The British Museum.

Inne rośliny uważane za dar od bogów, pomagające w transformacji i dialogu z zaświatem, to yopo, yaje i tytoń. Yopo to substancja pozyskiwana ze startych wyprażonych nasion drzewa Anadenanthere peregrina i była używana, jako halucynogen w Ameryce Południowej od 4 tysięcy lat. Wizje, jaki przychodziły do wybranych pomagały w utrzymaniu ładu w świecie.

Symbolizm miał duże znaczenie w życiu duchowym i tak szaty i ozdoby wyrażały status i pozycję społeczną danego osobnika, były one tzw. drugą skórą i często pomagały w wykonywaniu obowiązków. Mamy też ornamenty ciała, które pozostawały na całe życie np.: blizny, przekłuwanie nie tylko uszu i nosów, deformacja czaszek, ścieranie zębów itp.

Nietoperz był kojarzony z nocą i zaświatem, żył on i polował w ciemności. Tu mamy przykład ozdoby przedstawiającej człowieka nietoperza (Batmana), jest to niezwykły okaz, bogato zdobiony- dzieło mistrza. Nosząc taki ornament w czasie różnych rytuałów jego właściciel mógł nabrać cech nietoperza siły, orientacji w ciemności itp.



Figurka Batmana, kultura Tairona AD 900 - 1600, stop złota © Museo del Oro

Duchy też przybierały postać zwierząt, mamy więc figurki ptaków, nietoperzy, jaguarów, aligatorów itp., jako elementy tego dialogu czy talizmany, mające chronić właściciela. Przedmioty, zwłaszcza wykonane ze złota, miały swój własny cykl życiowy, nie miały wartości materialnej, ale duchową. Złoto było sposobem komunikacji ze światem nadprzyrodzonym.

Życie i śmierć było widziane jako kontynuacja, zmarli towarzyszyli żywym, stawali się częścią życia duchowego. Zwłaszcza elity miały wielkie znaczenie, pogrzeb i rytuały związane ze śmiercią zacieśniały więzy społeczne. Życie doczesne ludności zamieszkującej tereny obecnej Kolumbii było bogate i różnorodne, toteż podobnie było z rytuałami pogrzebowymi. Niektóre społeczności grzebały zmarłych w kamiennych sarkofagach w komnatach bogato dekorowanych np. w Tierradentro mamy nekropolię z pięknie malowymi komnatami połącznymi schodami prowadzącymi do świata podziemnego. W kulturze Muisca osoby o wysokim statusie społecznym po śmierci były „suszone” (mumifikowane) przy ogniu i owijane warstwami wysokiej jakości tkaniny, następnie takie mumie składane były w jaskiniach, schroniskach skalnych itp. Osoby o szczególnym znaczeniu za życia siadywały na specjalnych krzesłach –taboretach tianga, których mniejsze wersje także znajdowano w wyposażeniu grobów.  Taborety, krzesła były symbolem stabilności i mądrości, a siedzenie było utożsamiane z siłą i wiedzą.

Społeczności z rejonu Tolima uważały, że kości przodków są jak nasiona nowego życia i praktykowały powtórne pochówki. Najpierw ciała zmarłych pozostawiano czekając na to, aż zostały tylko kości, czasem obsuszano przy ogniu, a następnie zebrane kości palono i składano w urnach razem z darami. W urnach znajdowane są pojedyncze oraz zbiorowe pochówki. Czasami liderowi w takiej podróży w zaświaty towarzyszyli niewolnicy i rodzina.

Calima –Malagana i Quimbaya grzebali swoich zmarłych w wyprostowanej pozycji, owiniętych w zwoje tkanin najlepszej jakości i w pełnym rynsztunku władzy etc. , następnie ciała składano w komnatach grobowych i często przykrywano ziemnymi nasypem lub kamiennymi konstrukcjami.

We wszystkich kulturach groby były odwiedzane, a zmarli stawali się dodatkowymi pośrednikami między dwoma światami  - doczesnym i nadprzyrodzonym.

Na wystawie można było zobaczyć urny, maski pogrzebowe, model gliniany krzesła tianga.



Maska pogrzebowa 200BC – 1300AD wykonana ze stopu złota, kultura Calima-Malagana, przechowywana w i © Museo del Oro – maski takie miały pomóc w przejściu do świata pozaziemskiego.

Wystawa była naprawdę interesująca, a jeżeli będziecie w Muzeum Brytyjskim to można kupić katalog, co prawda duży, ciężki i drogawy, ale zawierający wiele ciekawych informacji i ilustracji. I to by było na tyle - wpis został zilustrowany materiałami Press Association.

Flag Counter