sobota, 12 maja 2012

relikwiarze św.Ursula ?

Muszę powiedzieć, że wystawa ta okazała się o wiele lepsza niż się spodziewałam, ciekawie została przygotowana i ukazała średniowieczną Europę jako jednolite chrześcijańskie społeczeństwo. Byłam na niej prawie ostatniego dnia a potem zawieruszyły mi się notatki i dlatego dopiero teraz to opisuję.

Wystawa ta starała się opowiedzieć nam o życiu duchowym i społecznym mieszkańców średniowiecznej Europy. W tym czasie relikwie Świętych były bardzo wysoko cenione, wierzono w ich cudowną moc. Były one przechowywane w relikwiarzach często bogato zdobionych, które w same w sobie nabierały symbolicznego i duchowego znaczenia. Chrześcijanie modlili się do świętych prosząc o pomoc w sprawach prywatnych, materialnych, w czasach kryzysów i katastrof oraz wojen. Święci, którzy umarli za wiarę lub wiedli przykładne życie idąc śladami Chrystusa byli traktowani, jako swojego rodzaju przekaźnik między ludzkością a Bogiem i dlatego wielu śmiertelników szukało ich pomocy.

gable end reliquary

Jednym z pierwszych eksponatów na tej wystawie było popiersie św. Baudime’a z Francji z około 200 n.e.,( przechowywano w nim jego krew), święty patrzył na nas bardzo intensywnie i wznosił rękę w błogosławieństwie, było ono pierwotnie pokryte kamieniami szlachetnymi dla podkreślenia niezwykłej zawartości tego relikwiarza.

Pielgrzymowanie do miejsc związanych z Chrystusem pojawiło się już na początku IV wieku. Relikwie świętych okazały się równie popularne wśród Chrześcijan i także przyciągały tłumy wiernych mających nadzieję na cud ozdrowienia lub oczyszczenia duszy z grzechów. W 1450 roku setki ludzi dosłownie rzuciło się, aby obejrzeć Chustę św. Weroniki, którą miała ona otrzeć twarz Chrystusa w czasie drogi na Golgotę. Tłok na moście spowodował, że się on zawalił i zginęło wtedy około 200 osób i 3 konie.

Święci byli identyfikowani za pomocą symboli i tak np. św. Katarzyna przedstawiana była z kołem (tak ją torturowano), św. Jan z Santiago de Compostela z muszlą Scallopa.

Arm reliquary of the Apostles

Relikwiarze w kształcie ręki były bardzo popularne po 1100 roku.

Pielgrzymi do miejsc świętych przywozili ze sobą pamiątki – np. sprasowaną ziemię z różnych miejsc w Jerozolimie, często także rozmaczano to z wodą i używano, jako lekarstwo, oraz plakietki itp.

pamiątka z pielgrzymki św. Jerzy

Pierwszym świętym męczennikiem był św. Stefan (Szczepan), który został ukamienowany w 35 roku n.e. a następni to św. Piotr (ukrzyżowany) i św. Paweł (ścięty mieczem). Zmarli byli chowani zgodnie z rytuałem rzymskim w trumnach przypominających dom ze spadzistym dachem, i szczytami (ścianą na wysokości poddasza w dachu dwuspadowym, itp.) i tak to rzymski sarkofag stał się pierwowzorem nie tylko dla relikwiarzy, ale też dla samego budynku sanktuarium. Na wystawie mieliśmy okazję zobaczyć jedną z pierwszych ilustracji przedstawiającą „Zmartwychwstanie” właśnie na sarkofagu. Chrystus jest tu przedstawiony symbolami „Chi-rho”, które to są otoczone wizerunkami: aresztowaniem św. Piotra i śmiercią św. Pawła. Na końcach mamy sceny ze Starego Testamentu – Kain i Abel składają ofiarę z owcy oraz Hiob siedzący na stosie nawozu naturalnego, jako przedstawienie niezachwianej wiary w Boga.

relikwiarz Ody

Wiele elementów pogańskich przeniknęło do Chrześcijaństwa. Urny z kultury Etruskiej także miały wpływ na nową religię, ich klasyczne formy oraz wizualizacja odbiły się w ikonografii Chrześcijańskiej. Zwłaszcza kształt urn – dom lub świątynia z podobizną uskrzydlonej kobiety to z tego wizerunku wywodzi się standardowa postać anioła jej zadaniem było chronić zawartość naczynia a potem budynku. Inną ciekawą kontynuacją praktyk pogańskich w chrześcijaństwie jest używanie dna szklanych czarek, jako oznaczeń grobów. Był tu przykład z bogiem Herkulesem zapewniającym bezpieczne przejście do Królestwa Podziemi a obok takie samo dno, ale z monogramem „Chi-rho”, jako zapewnieniem o życiu po śmierci. Pogańscy pielgrzymi do miejsc świętych zostawiali ofiary, często w postaci specjalnych plakietek wotywnych, to samo robili pielgrzymi chrześcijańscy były tu dwa przykłady: pogańskie oczy w prośbie być może o uzdrowienie choroby oczu i plakietka z oczami z Syrii z wczesnochrześcijańskiego stanowiska Ma’aret en Noman, na drugiej stronie mamy kobietę z rękoma ułożonymi w geście modlitewnym.

Rodzina i znajomi zbierali się przy grobie w określonej porze roku i ucztowali to właśnie z tych biesiad wywodzi się uroczyste obchodzenie dni świętych z kulminacją w Dniu Wszystkich Świętych. Po tym jak cesarz Konstantyn zalegalizował Chrześcijaństwo wierni zaczęli odszukiwać groby męczenników i budować nad nimi świątynie. 

Była tu także najwcześniejsza podobizna Chrystusa z terenów Wielkiej Brytanii, na mozaice z Hinton St. Mary mamy postać ogolonego mężczyzny w pozie typowej dla rzymskich cesarzy, a został on zidentyfikowany, jako Jezus dzięki monogramom „Chi-rho” dwie pierwsze litery jego imienia w greckim alfabecie.

Hinton St Mary wizerunek Chrystusa

Jedną z największych i najważniejszych relikwii był Prawdziwy Krzyż (True Cross), a odnalazła go Helena matka cesarza Konstantyna w czasie swojej ekspedycji w 326-8 roku do Ziemi Świętej. Ufundowała ona także nowy kościół (Bazylika Grobu Pańskiego) przy grobie Chrystusa (The Holy Sepulchre). Helena była pewna, że jest to ten krzyż, na którym cierpiał Chrystus, ponieważ przywrócił on życie zmarłemu człowiekowi, to był dowód, którego potrzebowała. Duża część znalezionych w czasie tej wyprawy relikwii została zabrana do Konstantynopola, były one często potem podarkami dyplomatycznymi w kontaktach z monarchami Europejskimi. W 1204 roku Konstantynopol został zdobyty i zrabowany przez Chrześcijańskie wojska biorące udział w Czwartej Krucjacie. Zamiast walczyć o Ziemię Świętą złupili tę Chrześcijańską metropolię. Wtedy to nastąpił duży przepływ relikwii ze wschodu na zachód; piękne tryptyki z relikwiami, relikwiarz Prawdziwego Krzyża pięknie zdobiony złotem, kamieniami szlachetnymi i emalią czy relikwiarz św. Jerzego w kształcie ramienia na szczycie, którego mamy wizerunek świętego walczącego ze smokiem. Ten napływ relikwiarzy na zachód Europy miał duży wpływ na formę i technikę wykonania i wielu rzemieślników powtarzało wzorce i techniki z tych zrabowanych egzemplarzy. Dlatego właśnie wtedy relikwiarze w formie panelowej stały się popularne na zachodzie Europy. Najsłynniejsze relikwie zrabowane z Konstantynopola to właśnie Prawdziwy Krzyż, Korona Cierniowa, Włócznia, którą przebito bok Chrystusa i fiolka z jego krwią.

Ciekawy zabytek zaprezentowane na tej wystawie to Pyxis wykonany z kości słoniowej, był to pojemnik owalny do przechowywania kosmetyków lub lekarstwa. Ten służył, jako relikwiarz dla św. Menasa. Był to żołnierz rzymski, który został stracony za bycie chrześcijaninem w 295 roku. Jego ciało było transportowane przez dwa wielbłądy, które w pewnym momencie stanęły i nie chciały dalej iść. Zostało to zinterpretowane, jako wola zmarłego, aby go w tym miejscu pochować. Abu Mina stała się jego sanktuarium a wspomniany już pojemnik mógł zostać użyty to transportu jego relikwii do kościoła św. Pawła pod murami Rzymu. Jego relikwiarz jest kolejnym przykładem wpływu rzymskich sarkofagów i jest on o kształcie domu z otworem u góry, przez który wlewano olej, który następnie spływał do specjalnego zbiorniczka a pielgrzymi mogli zamaczać w nim tkaniny wierząc, że siła świętego w ten sposób zostanie przetransformowana i będzie im pomagać.

W 787 roku na soborze w Nicei ustalono min., że każdy ołtarz musi mieć relikwie inaczej nie będzie miejscem poświęconym. Ta decyzja miała ogromne znaczenie dla relikwii a zwłaszcza obrotu nimi. Tam gdzie jest popyt jest podaż i zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał na tym zarobić. Zaczęły się pojawiać nowe relikwie np. pępowina Jezusa Chrystusa, która została starannie przechowana przez dwie położne które pomagały Maryi w czasie porodu.

 relikwiaż z pępowiną

Nie tylko ciało świętego było poszukiwanym elementem relikwiami stały się także przedmioty, które on posiadał i tak np. w Irlandii mamy relikwie - dzwony i piękne relikwiarze dzwonowe, (pięknie zdobione specjalne pojemniki także w kształcie dzwona) w których były one przechowywane, jak np. Dzwon św Canall Caela. W dniu tego świętego (22 Maja) woda ze jego świętej studni była zbierana w ten dzwon i pielgrzymi mogli się jej napić – były tu moce uzdrawiające i w wodzie i w dzwonie. Relikwiarz jest pięknie zdobiony, z figurami Ukrzyżowanego Chrystusa, Mari z Dzieciątkiem Archanioła Michała, oraz Boga Ojca. Żelazny Dzwon z domieszką stopów miedzi pochodzi z VII –VIII wieku a ozdobny relikwiarz z XV wieku i został on wykonany z brązu, złota, srebra i zdobiony kryształem górskim.  

 Bell and bell shrine Conall Cael

Butelka na perfumy wykonana z kryształu górskiego w warsztatach islamskich w Egipcie została w XIV wieku zmieniona w relikwiarz, i miała zawierać włos Dziewicy Maryi a inskrypcja w języku Kufickim mówi „Błogosławiony niech będzie właściciel” znów ciekawe przeplatanie się kultur. Kryształ górski był uważany przez uczonych muzułmańskich, jako najcenniejszy kamień, a Chrześcijanie uznawali go za substancje niebiańską i pewnie, dlatego przekształcono tę buteleczkę na relikwiarz.

Złoto i srebro ich czystość i odporność na warunki zewnętrzne ( zwłaszcza fakt, że one nie rdzewiały) miały symbolizować nieskażone ciała świętych a kamienie szlachetne miały pochodzić z rzek płynących w raju. I tak szafir reprezentować miał niebo i pomagać w ślepocie, rubiny krew Chrystusa i zapobiegać krwotokom.

Jest tu też mały polski element mianowicie Pucharek św. Jadwigi księżnej śląskiej, która została kanonizowana w 1267 roku. Jest to jeden z 14 domniemanych pucharków, który gdy ona z niego piła zamieniał wodę w wino.

Niestety ani św. Wojciech ani św. Stefan nie doczekali się wzmianki.

ołtarz przenośny z relikwiarzem

Pojawiły się też małe przenośne ołtarze zawierające relikwie, były one używane w podróży do prywatnych modlitw.

Całe jedno pomieszczenie tej wystawy było poświęcone dwóm największym świętym średniowiecznej Anglii. Pierwszy z nich to św. Cuthbert biskup i mnich anglosaski patron Anglii Północnej. Żył i działał w VII wieku w Królestwie Northumbrii (właśnie płn. Anglia i płd. Szkocja). Cuthbert był bardzo pracowitym misjonarzem, dużo spędzał czasu wśród ludzi, leczył i pomagał podróżując po wyspach. W 676 roku został jednak pustelnikiem i zamieszkał w jaskini na wysepce Farne. Na początku przyjmował odwiedzających go ludzi potem tylko przez okienko ich błogosławił. Był on miłośnikiem przyrody i opracował specjalne prawo, którego celem była ochrona ptactwa zamieszkującego tę wyspę mew i innych ptaków morskich a zwłaszcza kaczki edredonowej (miękkopiór, edredon- największa kaczka nurkująca), dlatego kaczki te nazywane też są „cuddy ducks” czyli kaczki Cuthberta. Było to prawdopodobnie pierwsze prawo ochrony ptaków na świecie. Na krótko przerwał swoją samotność i został biskupem Yorku (w 685 roku) ale tęsknił za swoją jaskinią i tam powrócił w 686 gdzie zmarł 20 Marca 687 roku. Pochowano go w Lindisfarne ale potem przetransportowano do Katedry w Durham. Kiedy 11 lat po jego śmierci otworzono trumnę okazało się, że jego ciało jest w doskonałym stanie i ten cud przyczynił się do tego że stał się on najpopularniejszym świętym w Północnej Anglii.

W VIII wieku inny święty Bede wszechstronny uczony znawca matematyki, i astronomii oraz dzieł Pliniusza, Horacego opisał jego żywot prozą i wierszem. Był tu egzemplarze tego dzieła a także Pazur Gryfa pochodzący z sanktuarium świętego Cuthberta – gryf to mityczny stwór pół orzeł pół lew i tylko święta osoba mogła otrzymać taki pazur z reguły w podzięce za pomoc medyczną – pazur ten to jednak róg koziołka skalnego (koziorożca alpejskiego).

śmierć Thomasa Becketa

Drugi święty to Thomas Becket, którego wizerunek męczeńskiej śmierci został utrwalony na alabastrowym panelu a także w słowie pisanym w relacji naocznego świadka Edwarda Grima, który owego feralnego dnia 29 Grudnia 1170 roku przebywał w Katedrze Canterbury. Był on tak, blisko że w czasie próby obrony biskupa odniósł rany rąk. Oto jego opis „ Thomas Becket poddał się śmierci z pochyloną głową jakby tkwił w modlitwie” Po tym wydarzeniu zbadał on życie męczennika i w 1180 roku powstał „Żywot Świętego Thomasa Becketa”, bo już w 1173 roku został on kanonizowany przez Papieża Aleksandra III.

Po zabójstwie biskupa dalekowzrocznie mnisi natychmiast zabrali się za zabezpieczenie wszystkiego, co mogło później być relikwią m.in. zebrano jego krew, później była ona rozcieńczana wodą i rozprowadzana wśród pielgrzymów. To właśnie Katedra w Canterbury była pierwszym miejscem w Anglii gdzie oficjalnie produkowano na dużą skalę i sprzedawano pamiątki z pielgrzymki. Były tam liczne tego przykłady, oraz formy do produkcji ołowianych plakietek. Na miejscu męczennictwa był wyeksponowany miecz ze śladami krwi. Sanktuarium w Katedrze zostało zniszczone w 1538 roku w czasie rozwiązania zakonów i walki Henryka VIII z pozostałościami katolicyzmu.

relikwiarz Thomasa Becketa

 

Pracownie złotnicze powstawały przy klasztorach i dworach królewskich a złotnicy byli pierwszymi, którzy zaczęli podpisywać swoje wyroby. Najsłynniejszym złotnikiem był brat zakonny Hugo d’Oignies z klasztoru św. Nicolasa (Mikołaja) w Oignies w pobliżu Namar w Belgii. Jego pracownia nadal wykonywała zamówienia nawet po jego śmierci.  Był on dumny ze swojej pracy i w podarowanej oprawie księgi przedstawił swój portret z podpisem.

Hugo d'Oignies

Relikwie i relikwiarze miały także polityczną wymowę, ofiarowały ochronę przed złymi mocami, ale także ziemskimi, posiadanie ich podnosiło status monarchy i jego państwa. Dlatego bogaty w relikwie Konstantynopol stał się łupem uczestników czwartej krucjaty. Relikwie były darami dyplomatycznymi a monarchowie prześcigali się w ich kolekcjonowaniu i budowaniu monumentalnych sanktuariów największymi kolekcjonerami w średniowiecznej Europie byli Ludwig IX we Francji i Karol IV panujący w Bohemii a także Cesarz Rzymski (Holy Roman Emperor). Ludwig kupił koronę cierniową za 135 000 livres - co było równe połowie wydatków jakie pochłaniało jego królestwo. Sainte Chapelle została wybudowana, jako ogromny relikwiarz dla Korony Cierniowej oraz fragmentów Prawdziwego Krzyża. Nie była to jedyna relikwia, jaką on posiadał a za jego wysiłki w sprawach religijnych został on kanonizowany w 1297 roku.

holy thorn reliquary

Karol IV (Luksemburski) nie chcąc być gorszy wybudował dla swoich fragmentów Prawdziwego Krzyża kaplicę w Wielkiej Wieży w swoim zamku Karlstejn, zdobionej w stylu bizantyjskim z użyciem ponad 2000 szlachetnych kamieni.

Popularnymi przedmiotami były relikwiarze w formie wisiorków (pendant), były one używane w prywatnych modlitwach, były to małe arcydzieła sztuki, zwykle ukazywały scenki z życia Chrystusa lub świętych oraz posiadały schowek, w którym przechowywano relikwie np. cierń z Korony. Ten należał do córki Karola a żony Filipa VI Króla Francji.

pendant reliquaryKolejny ciekawy eksponat na tej wystawie to przypuszczalny Mandylion z Edessy (Ufa w Turcji). Legendarny król Abgar z Edessy zamówił portret Chrystusa ale że artysta nie był w stanie uchwycić jego wyglądu, ten wytarł swoją twarz w ręcznik i pozostawił cudowne odbicie swojej twarzy. Wizerunek ten uleczył króla z trądu. Relikwia ta przechowywana była w klasztorze San Silvestro (pierwsze wspomnienie w 1517 roku) na Kapitolu w Rzymie a potem w Pałacu Watykańskim. Czy jest to ta zrabowana z Konstantynopola, przechowywana w Sainte Chapelle we Francji trudno powiedzieć tamta zaginęła w czasie Francuskiej Rewolucji.

Mandylion of Edessa

Koniec średniowiecza przynosi prawdziwą rewolucją, pojawiają się nowe prądy religijne i filozoficzne. Martin Luter twierdził, że wiele relikwii było fałszywymi przedmiotami, jako przykład podawał, że gdyby złożyć wszystkie fragmenty czaszki św. Barbary to okazało by się że miała ona 8 głów. Twierdził on też ze zamiast dekorować relikwie w złocie i kosztownych kamieniach lepiej przeznaczyć te fundusze na biednych i potrzebujących. Reformacja przyniosła prawdziwą rewolucję religijną, kościoły stały się ostoją słowa i pozbawiane były zbędnych dekoracji. Wiele bogato zdobionych relikwiarzy zostało zabranych z budynków kościelnych, kamienie szlachetna wyjęto o resztę przetopiona na surowiec. Odnowił się wtedy ruch zwalczający kult obrazów, oraz świętych relikwii, wiele przedmiotów kultu zostało wtedy zniszczonych.

Protestanci jednak mają jednego świętego, Król Karol I został kanonizowany, jako święty przez swojego syna Karola II. Karol I został stracony w czasie wojny domowe, skazany za zdradę i tyranię został on ścięty w styczniu 1649 roku. Obserwujący tłum rzucił się, aby zamoczyć swoje chustki i inne tkaniny w krwi męczennika, a jego poplecznicy zbierali pamiątki, były na wystawie jego rękawice, medalion z jego włosami.  

Kontrreformacja zaś min. utwierdzała kult świętych i znaczenie pielgrzymki starając się odzyskać zaufanie wiernych. Europa zmieniła się a jednolity religijny pejzaż został zastąpiony przez narodowe trendy i podziały.

Na końcu wystawy był mały filmik ukazujący nam jak to wspólne dziedzictwo chrześcijańskiej Europy wpływa na nasze obecne postrzeganie świata. Osoby uznawane za święte były wzorcami dla ludności średniowiecznej europy, ideałami, do jakich się dążyło. Zachowania ludzkie takie same, choć czasy bardzo odległe, kult osobistości trwa i przeniósł się ze świata religijnego do tego materialistycznego. Na ekranie mignęły nam obrazki z Mauzoleum Lenina, wizyty Gorbaczowa w Czytelni Muzeum Brytyskiego aby zobaczyć biurko przy którym pracował Karl Marks, sceny spod pałacu Kensington po śmierci Księżnej Diany, pogrzeb Jana Pawła II, czy Matki Teresy. Mi do głowy przychodzą aukcje pośmiertne gwiazd filmu czy piosenki i kolekcjonerzy pamiątek prześcigający się w kupowaniu. Nasz zapęd to tego, aby wyglądać jak osobistości telewizyjne, tzw. celebryci, operacje plastyczne i dążenie do „doskonałości”, kopiowanie strojów, zachowań i słownictwa. Czy różnimy się tak bardzo od „ciemnego” średniowiecznego chłopa padającego na kolana przed cudownym relikwiarzem, gdy czekamy godzinami po to, aby zobaczyć naszego ulubionego „bohatera” na żywo albo stoimy w całonocnej kolejce po to, aby dostać najnowszy model telefonu?

Wpis ilustrowany jest materiałami prasowymi Brytyjskiego Muzeum.



środa, 09 maja 2012

Sharon Penman, When Christ and his Saints Slept

O tej autorce i jej powieściach historycznych opowiadała mi koleżanka w pracy już od dawna, ale kiedy kupiłam sobie jakąś jej powieść okazało się, że to był drugi tom trylogii o Plantagenetach a że nie chciałam zaczynać od środka odłożyłam ją na półkę. Kiedy otrzymałam dwie brakujące części w prezencie od mojego ukochanego długo zabierałam się do czytania, a czekało na mnie 900 stron drobnego maczku. Kiedy jednak otworzyłam i zaczęłam wędrować po stronach to tak przylgnęłam, że trudno mi było się od niej oderwać i nawet zdarzyło mi się moją stację w metrze przegapić. Książka jest po prostu genialna, pisarka fantastyczna, fakty historyczne pięknie ubrane w słowa i podane nam na tacy. Nie pamiętam już, kiedy tak dobrze mi się czytało powieść historyczną, muszę się przyznać, że jest ona lepsza od K. Folletta a jestem jego wielką fanką.

Na czym polega jej geniusz? Na doskonale przedstawionych wydarzeniach historycznych, na szczegółowych studiach dokumentów, manuskryptów, tekstów kościelnych, kronik wszelkiego rodzaju, listów itp. Książka ta jest pełna faktów i mogła by być podręcznikiem tyle że jest o wiele lepiej napisana. Autorka jest pedantką w zbieraniu danych – ma stopień bakałarza w historii, ale pracuje, jako prawnik podatkowy (ukończyła szkołę prawną – Uniwersytet Rutgersa) zawód ten też zapewne ma wpływ na jej podejście do zbierania dokumentacji.

O czym jest ta powieść? Temat ten sam jak u Folletta jeden z burzliwszych okresów w historii Anglii, nazywany przez historyków Anarchią a w kronikach zaś pojawia się określenie, które jest tytułem powieści „When Christ and His Saints Slept” czyli gdy Chrystus i jego święci spali – choć lepiej by chyba brzmiało przysnęli sobie. Otóż na początku dwunastego wieku, w 1120 roku wydarzyła się wielka tragedia, u wybrzeży Francji zatonął okręt "White Ship” z następcą tronu na pokładzie młodym księciem Williamem. Król Henryk I był zrozpaczony, posiadał on, co prawda około 20 synów, ale byli oni wszyscy z nieprawego łoża i nie mogli odziedziczyć korony. Jak się mówiło bękart może sobie zdobyć królestwo jak uczynił to Wilhelm Zdobywca ( zwany też bękartem) ale nie może królestwa odziedziczyć. Doszło to dużego problemu dynastycznego i despotyczny monarcha zdecydował, że po jego śmierci będzie panować jego córka Maude a potem jej ewentualni synowie. Maude była pierw żoną Niemieckiego Cesarza Heinircha a po jego śmierci ojciec wydał ją za młokosa Geoffrey’a Hrabiego z Anjou – Maude była od niego starsza o 11 lat. Nie było to małżeństwo udane i choć Maude cierpiała to jej ojciec zmusił ją do powrotu do męża, który miał problemy z temperamentem, że tak powiem.

Henryk I zmusił swoich baronów do przysięgi, że uznają prawo do korony jego jedynej córki, ale kiedy zmarł w 1135 roku sprawa okazała się nie taka prosta. Możnowładcy nie mieli ochoty, aby jakaś baba w spódnicy im wydawała rozkazy a jeszcze bardziej nie mieli ochoty, aby jej mąż im się po włościach panoszył. Kiedy pojawił się inny pretendent do tronu też wywodzący się od Wilhelma Zdobywcy a dokładniej mówiąc jego wnuk zrodzony z córki Adeli i Stefana Hrabiego z Blois, to koronacja odbyła się tak szybko, że Maude nawet nie zdołała postawić stopy na ziemi angielskiej. Maude twierdziła, że nie miał on prawa, pojawili się świadkowie twierdzący, że jej ojciec w ostatniej chwili zmienił zdanie i chciał Stefana na swojego następcę i tak zaczęła się wojna, która trwała wiele lat i całe pokolenia na niej przelały krew a większość z tych, co widzieli jej początki nie mieli szczęścia dożyć momentu gdy pokój znów zapanował na ziemiach angielskich. Książka doprowadza nas do momentu w historii, gdy korona po śmierci Króla Stefana I ma przejść na skronie syna Maude – Henryka II a jest to jeszcze ciekawsza postać. Jego burzliwe małżeństwo z Eleonorą Akwitańską samo w sobie jest owiane legendą. Nie mogę się doczekać, gdy zabiorą się za opowieść o nich.

Książka ta jest ciekawa sama w sobie, bo czasy w niej opisane są pełne niezwykłych wydarzeń, są tu damy i rycerze, szlachetni panowie, bohaterscy przywódcy, wierne żony i okrutni książęta. Bohaterowie powieści to prawdziwe, żyjące wieki temu osoby, oczywiście dodano fikcyjne postacie, ale z wyjątkiem jednego osobnika są one bez znaczenia dla głównej akcji powieści. Oprócz Maude, Geoffrey’a, Roberta Hrabiego Gloucester, mamy także wymyślonego bohatera Ranulfa Fitz Roy kolejnego nieślubnego syna króla Henryka I, który wydaje się być naszym przewodnikiem po wydarzeniach tego okresu. Tak go polubiłam, że pytałam się koleżankę czy będzie on w następnych częściach.

Autorka bardzo starannie maluje dla nas postacie, nie koloruje, ale ukazuje ich w obiektywnym świetle, nie staje po żadnej stronie konfliktu i nie namawia to tego swoich czytelników. Stefan ( zwany I) jest ukazywany, jako zdolny strateg, dobrotliwy i szczodry władca i ugodowy monarcha – często mu jego współcześni, zwłaszcza zwolennicy zarzucali, że był za mało stanowczy, że nie był dostatecznie okrutny. Kroniki zapisały, że w czasie walk o Newbury dochodzi do zawieszenia broni a John Marshal oszukuje Stefana I mimo że oddał mu swojego 5-letniego syna, jako zakładnika. Król grozi, że zabije dzieciaka, jeśli nie podda zamku, na co mu John Marshal odpowiedział, że zamku nie podda a jak chce wieszać jego syna to niech wiesza, bo on ma nadal działający dobrze narząd i może sobie napłodzić nowych potomków. Co ma teraz zrobić Król, jak wybrnąć z takiej sytuacji?

Maude nie jest żądną władzy harpią, ale kobietą, która czuje się okradziona ze swojej schedy, walczy o swoje prawo i o wolność, jest odważna, choć czasem porywcza, ma swoich zwolenników, ale i przeciwników i np. musi opuszczać Pałac w Westminsterze w popłochu zostawiając jadło na talerzach, bo obywatele Londynu nie bardzo są zadowoleni z perspektywy posiadania Królowej. Maude była nieobliczalna i miała ułańską wręcz fantazję tyle razy wymykała się wojskom Stefana spod nosa, że aż trudno uwierzyć. Spod Winchesteru umknęła im na koniu, ale najbardziej spektakularna ucieczka jak z Hollywoodzkiego filmu wydarzyła się w czasie oblężenia Oksfordu. Zimą 1142 roku została ona okrążona w tym mieście i wydawało się, że teraz już wpadnie w ręce swojego kuzyna jednak, gdy zamek się poddał w grudniu zwycięscy nie znaleźli tam Maude. Otóż poprzedniej nocy cztery postacie całe na biało w pelerynach, które sama Cesarzowa uszyła z białych prześcieradeł, zjechały po linach z murów zamku, przekradły się w czasie śnieżnej zamieci przez linie oblegającej armii i zamarznięte rzeczki i przez nikogo niezauważone wymknęły się z oblężonego terenu do pobliskiego przyjacielskiego zamku w Wallingford. Aż dziwne że żaden scenarzysta i producent nie zabrali się za ekranizację tej sagi dynastycznej!

To tylko drobne przykłady tego, co jest na 900 stronicach tej fantastycznej powieści, od pierwszych stron zostałam fanką jej stylu i nie mogę się doczekać aż wezmę do ręki następne części. Dlatego i was zachęcam, bo jest to literatura z najwyższej półki, gdzie postacie historyczne są na pierwszym planie a gdzie wydarzenia są zaczerpnięte ze źródeł a wszystko to splecione jest po mistrzowsku w zajmującą całość przez prawdziwą wirtuozkę pióra.

Mam nadzieję, że już ktoś tę powieść na polski przetłumaczył a jeżeli nie to niech ktoś się za to złapie, bo warto jest tę autorkę wprowadzić do naszych bibliotek i domów.

Wpis o części drugiej "Time and Chance"

poniedziałek, 07 maja 2012

 

„Stawka większa niż życie” – widziałam ten serial tyle razy w telewizji, a na półce stoi teraz cały na DVD. Ulubieni bohaterowie, ulubione sceny i zdania wypowiadane przez postacie … czy można coś do tego arcydzieła telewizyjnego dodać?

Kiedy się dowiedzieliśmy, że kręcą pełnometrażowy film to się zastanawialiśmy, jak pewnie cała filmowa Polska - czy to wypali? Gdy już wszedł na ekrany to czekaliśmy niecierpliwie, czy wejdzie do kin na Wyspach? Udało się, załapaliśmy się na ostatni seans w pobliskim kinie i muszę przyznać, że jako zagorzali wielbiciele daliśmy kciuki w górę dla reżysera (Patryk Vega), scenarzystów (Władysław Pasikowski i Przemysław Wos) i aktorów. Intryga ciekawa, chodzi o największy skarb zrabowany w czasie drugiej wojny światowej, który zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach, o którym napisano setki artykułów i książek, a poszukiwacze skarbów do dziś sobie łamią głowę nad tą zagadką – mowa oczywiście o słynnej Bursztynowej Komnacie.

Akcja filmu dzieje się w dwóch płaszczyznach czasowych - w latach 70-tych i w marcu 1945 roku. Oto mamy starych aktorów znów wcielających się w swoje role: Stanisław Mikulski jako Janek vel Hans Kloss i Emil Karewicz, jako Herman Brunner. Spotykają się oni ponownie po latach rozłąki i znów stają po przeciwnych stronach. Ta para to ewenement w skali światowej, wrogowie tak genialnie dobrani i tak genialnie sportretowani przez aktorów (Mikulski - Karewicz), że trudno znaleźć inny przykład, a jeszcze trudniej było zapewne dobrać kogoś, kto by godnie ich zastąpił. Zawsze mi się wydawało, że nawet James Bond nie dorastał Klossowi do pięt, a drugiego takiego super-negatywnego bohatera jak Bruner to ze świecą szukać.

Oczywiście postacie w czasie wojny grane są przez aktorów współczesnego pokolenia, Piotr Adamczyk w przefarbowanych na czarno włosach i z wąsikiem to Brunner, a Tomasz Kot to Hans – trochę jak dla mnie zbyt wysoki, ale też przystojny.  Nowy Brunner jest brutalem i czasem głos oraz sposób mówienia wypada jak starego Brunnera, pojawiają się słowa „Rączki, rączki..”, ale czegoś mu było brak. Brunner Karewicza był łajdakiem, brutalem, ale był przy tym czarującym draniem, tu tego czaru było za mało. Może jednak za dużo wymagamy, to są przecież inni aktorzy i mają swoje osobowości, swoje prawo do interpretacji postaci, swoją wizję, – choć może te postacie tak bardzo należą już do publiczności, że takie rzeczy są niezbyt dozwolone.

Film jest zrobiony z rozmachem, oczywiście nie mamy tylu funduszy, aby było to na wielką skalę, ale nie ma się, czego wstydzić. Jest tu romans, humor i dużo akcji - film może się podobać. Jedyne, co mi przeszkadzało to jakaś głupia krowa, co siedziała przede mną i nawet jak się film zaczął, to nadal pisała jakiegoś niezwykle ważnego smsa…!!!!



niedziela, 06 maja 2012

Robert of Anjou enthroned, Toskania oko;o 1335

Nie wiedziałam, że aż tyle zachowało się tych pięknych manuskryptów i jak różnorodne to były dzieła. Nie są to tylko teksty religijne, ale mamy tu także poradniki i encyklopedie wiedzy. Już na samym początku niespodzianka można sobie dotknąć materiałów, na jakich pisano manuskrypty i jest tu krótki film wyjaśniający proces produkcyjny i ilustracyjny. Mamy dwa rodzaje skór, jakich używano w produkcji dzieł pisanych w średniowieczu: parchment (pergamin) wykonywany głównie ze skóry owczej i koziej, która była poddawana obróbce, namaczano go w specjalnym roztworze wapiennym, rozciągano i zeskrobywano sierść i resztki mięska i tłuszczu; vellum (welin) to odmiana parchmentu (pergaminu) odznaczający się lepszą, jakością, wykonywany ze skóry cielęcej, jego zaletą było, że lepiej się na nim trzymał atrament.

Płachty pergaminu były cięte na strony i następnie linie były nanoszone, aby tekst był równo napisany, gdy pisarz pomylił się używał nożyka i zeskrobywał błąd. Gdy tekst był gotowy to do akcji wkraczał artysta, jego zadaniem było ozdobienie tekstu iluminacjami, a mogły to być ozdobne litery, ozdobne marginesy i miniatury a także pełnostronicowe ilustracje. Były one iluminowane złotem, które było nazywane muszelkowym (Shell gold), ponieważ artysta trzymał je w muszelce ostrygi lub małży w trakcie pracy, natomiast złota folia czy złoto płatkowe (gold leaf) było nakładane na pergamin pokryty specjalną miksturą podkładową, której głównym składnikiem było ubite białko. Następnie szlifowano to kamieniem lub zębami, aby nadać ten niesamowity blask, który to pozostał na wieki i nadal wprawia nas w zdumienie. Dlatego ilustracje w manuskryptach nazywane były iluminacjami, a artyści je wykonujący iluminatorami, była to poszukiwana umiejętność i dobrze opłacana sztuka.

Karol Orleański  w więzieniu w Tower w Londynie

Wystawa została podzielona na kilka pomieszczeń tematycznych, pierwsze z nich zostało poświęcone Królewskiej Bibliotece. Fundatorem biblioteki był król Edward IV ( ten z powieści Penelopy Gregory „White Queen” ) , panował w latach 1461-70 i 71-83. Już współcześni np. podróżnik Gabriel Tetzel opisywali dwór Edwarda IV, jako najwspanialszy w świecie chrześcijańskim, a duże i bogato ilustrowane manuskrypty miały właśnie podkreślać splendor jego dworu.

Posiadanie manuskryptów, które były bardzo drogie, świadczyło o bogactwie monarchy oraz jego światłości. Edward szczycił się swoją kolekcją, a manuskrypty były w centrum barwnego życia dworskiego. Książki miały moralizatorski charakter, dawały przykłady prawego i religijnego życia. Ukazywały też walory rycerskiego kodu i zachowania oraz strategii militarnych. Edward IV dbał, aby na jego dworze rozrywki dostarczała odpowiednia literatura o charakterze wychowawczo pouczającym. Ta kolekcja 50 manuskryptów stała się podstawą zbiorów Biblioteki Królewskiej. Ukazują one zainteresowania tego monarchy historią współczesną, ale i starożytną, a herby rodowe przeplatające się w ilustracjach dowodzą, że były one wykonywane na jego zamówienie w centrum artystycznym, jakim było flamandzkie miasto Bruges (Bruga). Trzeba tu dodać, że jego zamiłowanie do kolekcjonowania takich dzieł utrzymywało wielu z profesjonalnych producentów manuskryptów przy życiu.

Vincent of Beauvais w pracy

Perłą w koronie tej kolekcji jest dzieło autorstwa Jeana de Wavrin (żył w latach 1400 -72/75) „Recueil des croniques d’Engleterre". Dzieło to powstało, ponieważ Jean (lord of Le Forestel) trochę się nudził a że był już za stary aby z mieczem wojować stwierdził że zrobi coś pożytecznego ze swoim czasem jaki mu pozostał na tym ziemskim padole. Chciał upamiętnić wyczyny królów Angielskich i ocalić legendy i wydarzenia historyczne od zapomnienia. Efekt tego to monumentalne dzieło w sześciu księgach, którego napisanie zajęło mu 25 lat. W swojej pracy wykorzystywał dostępne mu listy, dzieła poprzedników z XII wieku „Historia regum Britanniae „ Geoffrey’a z Monmouth i „Chroniques” Jeana Frossarta z XIV wieku. Wavrin miał świadomość, że taka książka powinna mieć walory dydaktyczne, ale pisał ją przede wszystkim dla arystokratów, więc także z przeznaczeniem rozrywkowym. Nie wszystkie manuskrypty się zachowały, ale te, które można było zobaczyć na tej wystawie po prostu zachwycały kunsztem i bogactwem ilustracji. O ile znamy autora słów, to tożsamość wspaniałego iluminatora pozostaje dla nas tajemnicą. Dla uproszczenia mówi się o nim, jako Mistrz z Londynu Wavrin – dla podkreślenia, że pracował on nad manuskryptami z tekstem Wavrina. Określa się jego styl, jako poetycki i pełen atmosfery.  Jean de Wavrin Bruga 1475

W prologu mamy ilustrację ukazującą autora, który przekazuję swój manuskrypt królowi Edwardowi IV, strona ta została dodana później, podobnie jak spis treści, po tym jak ukończono przepisywanie dzieła. Jest to scena symboliczna, bowiem Wavrin już nie żył i nigdy nie przekazał manuskryptu królowi. Fakt, że ta strona została dodana później i napisana przez innego skrybę, a także margines został ozdobiony przez wspomnianego już Mistrza z Londynu Wavrina, wydaje się wskazywać, że w końcowej fazie produkcji zmieniono adresata na króla Edwarda IV. Jest on tu ukazany z Orderem Złotego Runa, który otrzymał w 1468 roku, a dwaj dworzanie mają Podwiązki, w marginesie herb królewski jest podtrzymywany przez lwy. Margines jest pełen kwiatów i liści - to przepiękna symfonia kolorów, ale mi tu brakuje jednego motywu białej róży, a przecież to symbol dynastii z Yorku.

uczta królewska 

Trzeci Tom wspomnianego dzieła Wavrina udostępniony na tej wystawie to egzemplarz bardzo bogato ilustrowany, a powstał on prawdopodobnie w warsztatach miast: Brugia i Lille. Tekst to mozolna praca skryby Jana Du Quesne, który posiadał wszystkie tomy tego dzieła a głównym ilustratorem był tzw. Mistrz z Wiednia i Kopenhagi, obecnie zidentyfikowany jako Toison d’Or. Część ilustracji wykonana została przez innych iluminatorów na razie określanych ze względu na styl czy powiązania, jako Mistrz Białych Inskrypcji, Mistrz z Harley Froissart, Mistrz Edwarda IV. Mi w oko wpadła ilustracja z tego tomu przedstawiająca biesiadę Johna z Gaunt i króla Portugalii, jest ona pełna realizmu i humoru. Jest to urocza scenka z życia dworskiego, przy zastawionym stole siedzą goście, na miękkich ławach obitych zielonym suknem główni bohaterowie, po obu stronach mamy herby rodowe. Przygrywają im muzycy na piszczałkach a na stole mamy naczynia wykonane z pewter – jest to stop cyny, antymonu i miedzi - a wygląda trochę jak srebro. Przed każdym biesiadnikiem stoi prostokątny talerz i chleb a raczej bułka, a służący roznoszą półmiski z jadłem. Z lewej strony w drzwiach za stołem z potrawami stoi chyba kucharz i trzyma łychę. Proszę zwrócić na ubiory zwłaszcza trendy w obuwiu, długie noski mogą sprawiać kłopoty, o czym wydają się dyskutować osobnicy po prawej stronie - jeden trzyma się za wyciągnięty nosek albo pokazuje, że jego jest dłuższy. Cudne i szkoda, że nie można sobie było kartek poprzewracać i zobaczyć inne obrazki.

Niektóre ilustracje są dla nas trochę śmieszne i nieprawdopodobne. Oto mamy francuskie tłumaczenie dzieła Flaviusza Josephusa „Historia Żydów” - zwłaszcza wojen żydowskich, pięknie iluminowana ilustracjami prawdziwego mistrza Jeana Fouquet’a i tak oto Antiochus Epiphanes oblega Jerozolimę, która jest przedstawiona jako twierdza z basztami i tak potężnymi murami aż trzeba armat aby je rozwalić, zakuci w zbroje wojownicy strzelają z kuszy i broni palnej, w oddali majaczy wiatrak. Coś tu nie gra. Jesteśmy na początku naszej ery, a tu mamy armaty, kusze itp., ale tak sobie wyobrażano świat odległy, nie było aż takiego pojęcia upływu historii i zmian technologicznych a zawłaszcza przemian w ubiorach, te tu są bardzo europejskie. Podobnie w biografii Juliusza Cezara (La Grande histoire Cesar) wydanej w Brugii w 1479 roku mamy scenę narodzin głównego bohatera, komnata bardzo europejska w wystroju, ubiory najmodniejsze w sezonie średniowiecznym i potwierdzenie, że Juliusz przyszedł na świat poprzez cięcie cesarskie.

Antiochus Epiphanes besieging Jerusalem

Następna część wystawy ukazywała Chrześcijańskiego Monarchę. Angielscy monarchowie od czasów anglosaskich po czasy panowania dynastii Tudorów mieli w swoim posiadaniu bogato ilustrowanie manuskrypty z tekstami religijnymi, zwłaszcza bardzo popularne były psałterze, małe książki z modlitwami przeznaczone do osobistego użytku (Book of Hours).

the Beaufort Hours - Beauchamp

Monarchowie też zamawiali duże i pięknie zdobione Biblie z przeznaczeniem dla nowo zakładanych klasztorów oraz kościołów i katedr, jako przejaw łaski królewskiej. Były one głównie po łacinie, choć popularne też były ilustrowane kopie francuskich tłumaczonych tekstów biblijnych. Manuskrypty były bogato dekorowane, choć styl się zmieniał na przestrzeni wieków, to splendor pozostawał, ponieważ w ten sposób podkreślano bogactwo darczyńcy lub właściciela i jego pragnienie gloryfikacji słowa bożego pięknymi i kosztownymi iluminacjami. „Gospel Books” często miały dopiski na marginesie, notatki o wydarzeniach, jak np. uwolnienie przez króla Athelstana niewolnika w dniu koronacji, a w tzw. „The Cnut Gospels” mamy nawet notatki sporządzone w staro angielskim obok łaciny, potwierdzające związki między Kościołem, królem Cnutem ( Kanutem Wielkim) i jego bratem Haraldem. Następna notatka informuje nas o jego szczodrości wobec Kościoła, bowiem daje prawo spisywania dokumentu zwanego „Charter” w jego imieniu, taki dokument zawierał min. zbiór praw osadniczych, było to sprytne posunięcie mające na celu zaskarbienie sobie poparcia osób duchownych w jego walce o tron, a następnie utrzymaniu owej korony na swojej głowie.

Powtarzającą się ilustracją w psałterzach jest postać króla Davida autora psalmów, namaszczanego olejkami. Był to bowiem wzór monarchy dla średniowiecznych głów królewskich. Panował swego rodzaju kanon ukazywania króla Davida, umieszczany był w centrum, na niebieskim tle w złotej ramce, często zdobionej właśnie tzw. „gold leaf” ( złotą folią ). Zwykle monarcha ten jest ukazany siedząc na tronie i grając na harfie, był w końcu autorem psalmów. King David w psałterzu

 

Najsłynniejszy taki wizerunek patrona królów ( można go tak chyba nazwać) pochodzi z tzw. „Psałterza z Westminsteru”, który powstawał w trzech fazach. Nie bardzo wiemy, kto był zleceniodawcą tego dzieła napisanoego około 1200 roku, być może ówczesny opat William Postard który zmarł właśnie w tym roku lub jego następca Ralph de Arundel, mamy jego wizerunek - oto klęczy on przed Najwyższym, trzymając zwój ze słowami „Panie usłysz moją modlitwę”. O ile tekst powstał mniej więcej w jednym czasie to ilustracje były dodawane w trzech falach, pierwsze pojawiły się zaraz po zakończeniu prac przez skrybów, a były to głównie ilustracje kalendarzowe i dzielące psałterz na części. Wkrótce potem zatrudniono artystę, który wykonał pięć pełno stronicowych ilustracji umieszczonych na początku manuskryptu, badacze doszukują się tu powiązań i wpływów artystycznych z ilustratorami znanymi jako „Master of the Gothic Majesty” i „ Morgan Master” którzy pracowali przy Biblii z Winchesteru. Pięćdziesiąt lat później dodano ilustracje wykonane piórem z tzw. „washes of colour” techniką, którą można określić, jako wczesnoakwarelistyczną. Bardzo ciekawy przykład rozwoju, funkcji i życia takiego manuskryptu.

 

psałterz Królowej Mary 1310

Musimy pamiętać, że ilustracje były ważnym nośnikiem informacji, nie wszyscy potrafili czytać, nie wszyscy znali łacinę, pięknie iluminowane egzemplarze dostarczyły informacji o życiu Zbawiciela i różnych Świętych, niektóre manuskrypty mogłyby być pierwowzorami współczesnych komiksów. (Historia społeczna zatacza koło?)

koronacja Henryka III

Odrębna kategoria manuskryptów dotyczyła tzw. królewskiej tożsamości, ich zadaniem było min. pomóc w prezentacji panujących, a służyły temu zwoje genealogiczne i manuskrypty historyczne uzasadniające prawo do tronu. Księgi koronacyjne opisujące i ilustrujące koronację zaś były ostatecznym dokumentem pieczętującym prawo do korony. Średniowieczny monarcha był najwyższym organem prawnym, nadawał i egzekwował prawo, był zwierzchnikiem militarnym, sędzią w sporach oraz trendach dworskich. Jego panowanie było odzwierciedlane w literaturze sponsorowanej przez niego, popularnej na dworze, czytanej i posiadanej przez jego poddanych. Propaganda średniowieczna była jednak pięknie iluminowana.

drzewo genealogiczne 

Pojawiają się też poradniki, monarchowie i ich dworzanie czytali teksty historyczne, ponieważ uważano, iż znajomości przeszłości wpływa na mądrość i generalnie oświeca czytającego. Dlatego książki opowiadające o losach takich antycznych bohaterów jak David, Salomon, Aleksander Wielki, czy Juliusz Cezar były bardzo popularne. Młodzi książęta i królewięta byli zachęcani do zagłębiania się w lekturze ukazującej życie świętych, poradnikach o zasadach rycerskich, dworskich i militarnych np.: "Chivalry In Love and War" z przykładami piosenek trubadurskich; Lancelot du Lac o przygodach Lancelota; „Military strategy for crusaders and Kings” dzieło Jeana de Mean’a, „De re militari” najpopularniejszy tekst klasyczny w średniowiecznej europie – określana jako książka, którą powinien przeczytać każdy monarcha.

z życia Edwarda I Wyznawcy

Pojawiają się także encyklopedie, kompendia wiedzy astrologicznej, geograficznej, medycznej i zoologicznej. W tej kategorii królują tzw. Bestiariusze, które opisywały zwierzęta chodzące, latające, skaczące po świecie oraz te, które zdecydowanie były przykładami bogatej wyobraźni. Czasami ilustracje oparte były na jakimś opisie, a ponieważ iluminator nie widział stworzenia na własne oczy, to mu wychodził taki bardzo fantazyjny zwierzak. Dobrym tego przykładem jest ilustracja z „Bestiariusza z Rochester” gdzie mamy średniowieczny wizerunek słonia. Otóż słoń ma łapki psio-lwie, duże uszy trochę jak tuby od gramofonu, trąbę jak trąba, jest porośnięty sierścią, w niczym to nie przypomina słonia jakiego my znamy. Ilustracja ta ma też pokreślić siłę zwierzęcia, bo wydaje się on dźwigać wieżę strzelniczą z załogą, o czym świadczy pas ją przytrzymujący choć i w tym wizerunku coś nie gra, bo wydaje się ona być za słoniem, nie mówiąc już o proporcjach i kolorach.

słoń w Bestiariuszu z Rochester

Inny niezmiernie ciekawy przykład to Mapa i opis drogi do Jeruzalem powstała w St. Albans w Anglii w 1250 roku. Autorem tego dzieła jest Matthew Paris mnich benedyktyński, który nigdy nie odbył tej pielgrzymki ale miał niesamowity talent pisarski i dostęp do źródeł. Był on także autorem zadziwiająco szczegółowych map Wielkiej Brytanii, ale najsłynniejsze są jego mapy Ziemi Świętej oraz drogi z Londynu do Apulii we Włoszech. W dwóch kolumnach, które należy czytać od lewego dołu do góry a potem od prawej góry do dołu umieścił on listę miast, przez które wiedzie trasa pielgrzymki, z informacjami ile dni zajmuje podróż między nimi (dzień to jurnee). Do tego dodał też informacje historyczne i topograficzne, jego mapa Palestyny jest bardzo tradycyjna i przedstawia tę krainę z lotu ptaka, z portami i twierdzami na wybrzeżu. Mamy tu także wizerunek wielbłąda dwugarbnego z długą szyją dźwigającego jakieś skrzynie. Trzeba przyznać, że na człowieka, który prawie nie ruszał się z klasztoru – jeździł trochę po wyspach i raz odwiedził Norwegię – to jego opisy i ilustracje są dość szczegółowe jak na ówczesne czasy. Wiedzę tę zapewne zbierał od pielgrzymów i podróżników, dbał bowiem o detale architektoniczne i przyrodnicze w przedstawianiu poszczególnych miast na trasie podróży, np. na rysunku przedstawiającym miasto Sutri we Włoszech mamy bociana na murach.

 Mapa Palestyny Matthew Paris

 

Manuskrypty były produkowane zarówno na Wyspach jak i kontynencie, trzeba pamiętać o bliskich związkach w średniowieczu między monarchami o Normańskim pochodzeniu po obu stronach Kanału La Manche. Angielscy monarchowie śledzili trendy dworów francuskich oraz centrum kulturalno-artystycznego, jakim była Burgundia i szybko podchwytywali nowinki tam się pojawiające. Manuskrypty były także prezentami dyplomatycznymi i osobistymi, a także swego rodzaju symbolami bogactwa i świadomości kulturowej, gustów i ambicji kolekcjonerskich.

prezent weselny Margaret of Anjou i Henryk VI

Była to piękna wystawa zorganizowana przez Bibliotekę Brytyjską, rzucająca tyle światła i koloru na mroki średniowiecza.

Wpis ilustrowany materiałami promocyjnymi wystawy.



Flag Counter