niedziela, 21 kwietnia 2013

Jest to ciąg dalszy wpisu o książce Davida Lewis-Williamsa "The Mind in the Cave".

W ten sposób dochodzimy do rozdziału 4. - „The Matter of the Mind”, w którym autor w końcu dobiera się do sedna sprawy. czyli do umysłu. Na początku tego rozdziału jeszcze raz podkreśla, że zachowania typowe dla Homo Sapiens ukształtowały się poza Europą i to specyfika środowiska spowodowała, iż wydaje się nam, że nastąpiła tu jakaś przełomowa eksplozja twórcza. Po raz kolejny też skupia się na metodologii, przedstawiając dwa różne podejścia do interpretacji faktów i wyciągania wniosków. Jedną z nich nazywa łańcuchową - gdzie idziemy po ogniwach łańcucha i mamy problem, gdy nam czegoś brakuje lub ogniwo zostanie podważone. Druga, to metoda propagowana przez Alison Wylie, a nazwana „cabling” - najlepszym tłumaczeniem wydaje mi się być sznurek, który jest wykonany z wielu nici, z wielu elementów i nawet jeżeli jeden z tych elementów pęknie, lub go nie ma, to reszta utrzyma nas na drodze i doprowadzi to przysłowiowego kłębka. Podkreśla on, że wytłumaczenie zagadki sztuki górnego paleolitu leży nie tylko w jednej dziedzinie, potrzebne jest szerokie podejście do tego tematu i współpraca z innymi dyscyplinami naukowymi - o wpływie lingwistyki już była mowa w poprzednich rozdziałach.

W tym rozdziale wkraczamy w świat neurobiologii, neuropsychologii i wszystkiego neuro- związanego z pracą naszych szarych komórek. Jeszcze raz autor porusza zależność między mózgiem, umysłem a świadomością. Nie jest to takie proste, jak na pierwszy rzut oka nam się to wydaje. O mózgu wiemy dość dużo, możemy go pokroić, oznaczyć części odpowiedzialne z mowę, słuch, ruch itd. Jednak, mimo postępów medycyny, nie jesteśmy w stanie wyjaśnić, jak on pracuje bez użycia metafor porównując go do komputera czy scyzoryka.

Jednym z ciekawszych porównań procesów zachodzących w mózgu – umyśle jest metafora „Katedry” Stevena Mithena. Wyróżnia on cztery podstawowe moduły: socjologiczną, technologiczną, przyrodniczą i lingwistyczną. Te moduły kryły się w kaplicach przy głównej nawie katedry, w której to funkcjonowała ogólna inteligencja. Jednak między nimi były mury i dlatego umysły ludzi z środkowego paleolitu nie były w stanie w pełni wykorzystać swoich możliwości. Potem nastąpiła neurologiczna demolka murów i runął stary świat, bowiem nastąpiła wymiana i przepływ informacji między poszczególnymi kaplicami.

Autor także zwaraca uwagę że zbytnio koncentrujemy się na inteligencji, a zapominamy o świadomości, czy nawet o podświadomości. Mamy tu też przegląd historyczny rozumienia co to jest świadomość, i próbę podziału świadomości i zrozumienia, co stoi za poszczególnymi pojęciami. Wkraczamy w świat snów, halucynacji, odmiennych stanów świadomości (altered state of consciousness), transu itp. – bardzo ciekawe. Przedstawione zostają nam etapy modelu neuropsychologicznego, który może wytłumaczyć nam zagadkę sztuki paleolitycznej. Autor podkreśla, że zanim wstąpimy na ten neurologiczny most łączący nas z człowiekiem górnego paleolitu, musimy przyjrzeć się obrazom jakie towarzyszą nam w stanach odmiennej świadomości. Identyfikuje się 3 etapy: pierwszy – lekki to motywy geometryczne jak: szlaczki, kropki, zygzaczki itp. Ponieważ jest to wpisane w nasz system nerwowy, każdy człowiek może tego doświadczyć. Ludzie którzy cierpią na migrenę mają takie doświadczenia wzbogacone dodatkowo czarną dziurą w środku obrazu, lub silnym światłem. Zostały one określone jako zjawiska entoptyczne  (entopic phenomena). Etap drugi to próba zrozumienia tych zjawisk entoptycznych poprzez nadanie im znajomych kształtów, a w trzecim etapie zastępują zmiany w obrazach i pojawiają się wirujące i wciągające tunele i tak oto zjawiska entoptyczne ustępują wizjom halucynogennym. Pojawia się światełko w tunelu. Ten etap jest bardzo silny i pełen emocjonalnych przeżyć.

Autor podkreśla, że jeżeli człowiek górnego paleolitu (Homo Sapiens) był fizycznie taki sam jak my, to powinniśmy przyjąć, że psychicznie odczuwał te same emocje, a jego mózg, pracując tak jak nasz, wystawiał go na takie same odczucia i wizje w odmiennych stanach świadomości. Sztuka górnego paleolity wydawałaby się próbą ogarnięcia i zrozumienia, tego co nasz umysł kreował. W tym rozdziale autor przytacza i wyjaśnia pojęcie „szamanizmu”, ale błędem by było twierdzenie ze jest to wyjaśnienie zagadki sztuki paleolitu. Otóż wydaje mi się że dla nas ludzi XXI wieku, przesiąkniętych cywilzacją, w dobie DNA, tabletów, telefonów komórkowych i podróży w kosmos użycie tego pojęcia przybliża nam trochę skomplikowany psychologiczno-emocjonalny świat naszych przodków. Nie jest to uproszczenie, ani trywializowanie, za tym pojęciem nie ma jednolitego zrozumienia świata, ale wielowątkowy, rozwarstwiony sposób patrzenia na świat i próbę zrozumienia rzeczywistości.

Rozdział 5 i 6 to są dwa przykłady etnograficzne - jeden z Afryki południowej opisujący zwyczaje ludu San, a drugi z Ameryki Północnej m.in. tradycje Szoszonów, ludności zamieszkującej tereny Kalifornii - góry Yokut. Te dwa rozdziały są niezwykle fascynujące, a światy w których te plemiona zamieszkiwały tak różne i tak podobne zarazem, że jest to w sam w sobie doskonały przykład, że nie można zaprezentować jedynego słusznego wytłumaczenia fenomenu sztuki naskalnej, a jedynie próbować zrozumieć procesy jaki przyczyniły się do jego stworzenia.

Kolejny rozdział „An Origin on Image-Making”  (początki tworzenia) ukazuje nam, że przepiękne malowidła to tylko część „artystycznej aktywności” człowieka górnego paleolitu, a niektóre z nich ,jako że nie są tak spektakularne, nie funkcjonują w masowej publicystyce. Jednak są one bardzo ważne, są bowiem uzupełnieniem rzeczywistości w jakiej żyli nasi przodkowie, a zwłaszcza relacji międzyludzkich, np.: znaki rąk na ścianach czy odciski pięt w jaskini Tuc d’Audoubert itp.

Znów wkraczamy na pole nauk neurologicznych i pytanie jak to się stało, że człowiek przenosi wizję ze swojego umysłu na świat materialny. Jakie znaczenie miały sny i możliwość ich zapamiętania i dyskusji na ten temat a powstanie sztuki? Rozpatrywane są też zabytki ruchome, ich znaczenie i przeznaczenie.

Następny rozdział to zabawa słowna „The Cave in the Mind” (jaskinia w umyśle) i zaczyna sią oczywiście historyjką spisaną przez Platona o Sokratesie i jego jaskini z więźniami i sposobie w jaki oni odbierają świat. Jeszcze raz powraca do modelu neuropsychologicznego i próbuje nałożyć go na człowieka górnego paleolitu, wskazując przykłady, gdzie to jest widoczne w sztuce. Podkreśla że wrażenia spirytualne zostały zmaterializowane w sztuce naskalnej i zabytkach ruchomych. Jeszcze ciekawsze są dwa następne rozdziały „Cave and Community” (jaskinia i społeczeństwo)  oraz „Cave and Conflict”  (jaskinia i konflikt). Przyglądamy się w nich relacjom między obrazami pojawiającymi się w umysłach ludzkich, a kształtami na ścianach jaskiń, oraz strukturze społecznej i jak to się ma do topografii jaskiń. Autor próbuje nam uświadomić, że nie były to proste malunki, ale efekt skomplikowanych procesów psychologiczno- społecznych, pojawia się tu pojęcie membrany – powierzchni, która jest swego rodzaju przejściem między światami materialnym a duchowym. Te dwie jaskinie są bardzo różne właśnie w tym socjologicznym kontekście. Autor odnosi się też do tematu konfliktu i obrazów z włóczniami, strzałami wystającymi z ciał – odnosząc się do analogii etnograficznych i wiedzy z neuropsychologii – wiele osób w stanie odmiennej świadomości mówi o uczuciu szczypania, przebijania, czucia się jak poduszeczka na szpilki itp. Przytacza informacje o procesie przejścia, inicjacji, śmierci i zejścia do dolnego świata i czy mają one związek z malowidłami przestawiającymi tzw. „wounded men”  (poranionego człowieka). Czy nasza interpretacja i doszukiwanie konfliktu nie jest tu narzucona naszym postrzeganiem świata i schematom jakie tkwią w naszej świadomości?

Książka ta przede wszystkim wyzwala nasz umysł z owej jaskini, pomaga nam wyjść poza granice poznania narzucone przez religię, konwenanse, schematy, a nawet trendy naukowe.  Co jest najciekawsze w tym podejściu do tego tematu nie jest to koniec, a jedynie początek w procesie zrozumienia, a nie tylko wyjaśnienia naszej przeszłości. Jest to możliwe poprzez rozszerzenie naszych horyzontów, bowiem oto na naszych oczach archeologia stała się nauką łączącą wiele dziedzin, i im szerzej patrzymy, tym mniejsza jest szansa, że coś przegapimy. Książka jest naprawdę super, nie wiem jak to się stało, że nie została jeszcze przetłumaczona na polski, nie jest ona tylko skierowana do archeologów i antropologów, zwykły śmiertelnik może się wiele z niej nauczyć. Jest to chyba najdłuższa recenzja – czy może raczej streszczenie jakie napisałam ale każde słowo wydawało mi się ważne, nie chciałam niczego przegapić, ale i tak nie wspomniałam o wielu rzeczach.

 

Zachęcam do tej niezwykle interesującej lektury.

 

sobota, 20 kwietnia 2013

Mind in the Cave

 



Książka ta wpadła mi w ręce dawno temu, gdy padała księgarnia Borders, ale postawiłam ją na półkę i czekałam na odpowiedni moment, aby ją przeczytać. No i nadeszła ta wiekopomna chwila, otóż w Muzeum Brytyjskim zagościła wystawa „Ice Age Art arrival of the modern mind„ na którą się wybieram i zdecydowałam, że najpierw poczytam sobie trochę, wejdę w temat i odświeżę swoją wiedzę. Książka ta zaczyna się cytatem z dzieła Karola Marksa, co mnie trochę zdziwiło, ale na zachodzie podchodzi się do tego myśliciela w inny, zdecydowanie mniej emocjonalny, a bardziej merytoryczny sposób.

„Umysł z jaskini” Davida Lewis-Williamsa, bo tak sobie ten tytuł przetłumaczyłam, to próba przedstawienia najbardziej intrygujących zagadnień z naszej historii: pojawienie się sztuki, pojawienie się współczesnego odbierania rzeczywistości, pojawienie się współczesnego człowieka. Jest to próba zrozumienia człowieka jaskiniowego, jego świata, a przede wszystkim jego umysłu, świadomości i fenomenu jakim były malowidła naskalne występujące w Europie Zachodniej, datowane na epokę górnego paleolitu.

Autor na początku przedstawia nam trzy scenariusze i nazywa je „Time Byte” : pierwszy to wydarzenie z odległej przeszłości, 13-14 tysięcy lat temu, gdy człowiek wszedł do jaskini Les Trois Freres (Francja) i z małą lampką przeciskał się przez wąskie przesmyki i długie tunele, aby w niewielkiej szczelinie jednej z komnat umieścić ząb niedźwiedzia jaskiniowego. Drugi „Time Byte” to jaskinia Niaux (Francja) i rok 1660; do jaskini, znanej w okolicy jako swego rodzaju atrakcja turystyczna, wchodzi grupka, w której znajduje się Ruben de la Vialle, udają się do komnaty znanej jako Salon Noir i na końcu umieszcza on swoje imię i datę, tylko metr od wspaniałego malowidła bizona. Jaskinia jest pokryta malowidłami, ale on i jego współtowarzysze wyprawy nie są nimi zainteresowani, nie mieli świadomości co oglądają. „Time Byte” trzeci to rok 1994 i jaskinia Chauvet (Francja) i tu trzej przyjaciele m.in. Jean-Marie Chauvet  wchodzą do niezbyt obiecującej jaskini i odkrywają bogate w malowidła miejsce, w którym jak później opisali czuli obecność artystów i duchów, odnieśli wrażenie się, że są tam intruzami. Te trzy punkty w czasie są szkieletem książki i autor będzie się to nich wielokrotnie odnosił.

Pytania jakie nasuwają się nam do głowy z pierwszej sceny to m.in. Dlaczego ten człowiek przed tysiącami lat podjął tak niebezpieczną wyprawę w głąb jaskini? Co czuł? Czy był to mężczyzna czy kobieta? Ile miał/a lat? Dlaczego wierzył/a, że należało umieścić ten niedźwiedzi ząb w szczelinie jaskini? Jak on/a odbierał/a malowidła na ścianach? Jakie miała dla niego/niej znaczenie ta wyprawa w głąb jaskini? Wydaje się być więcej pytań niż odpowiedzi. Autor podkreśla i to wielokrotnie, że jest to poszukiwanie esencji człowieczeństwa.  Nie chodzi tu o zaawansowanie technologiczne,  ale o duchowy rozwój, rozdziela pojęcie mózgu od umysłu, zadaje pytanie o związek tego organu z inteligencją i świadomością.

Bardzo interesujący jest rozdział pierwszy pt. „Discovering Human Antiquity”, w którym mamy doskonały przegląd historii badań nad przeszłością. Przybliża nam postacie ważne dla rozwoju archeologii oraz prądy naukowe, teorie i hipotezy próbujące rozwikłać tajemnicę malowideł naskalnych prehistorycznej Europy. Przeprowadza nas przez burzliwe lata, gdy Darwin i inni badacze podważyli chrześcijańskie spojrzenie na świat, ogłaszając teorię ewolucji. Te osiągnięcia otworzyły drzwi do badań nad prehistorią. Podział duńskiego badacza C. J. Thompsena na epokę kamienia, brązu i żelaza doczekał się powszechnego uznania i pojawiły się nowe pojęcia Paleolit i Neolit.

Wiele obiektów sztuki odkrytych na początku XIX czekało właśnie na rewolucję w sposobie myślenia, jaką wywołały nowe teorię i odkrycia. Kiedy w 1861 roku francuski archeolog Edouard Lartet opublikował wyniki swoich wykopalisk w jaskini Massat, załączając rysunki przedmiotów zdobionych artystycznie, wywołał tym prawdziwą burzę. Zaczęto się przyglądać innym zabytkom, pochodzeniu i prehistorii człowieka,  a zwłaszcza twierdzeniu o jego dzikiej i prymitywnej naturze.  Słynna jest wypowiedz jednej z Wiktoriańskich dam „ Miejmy nadzieje, że to nie jest prawda, a jeżeli to jest prawda, módlmy się, aby nie stała się wiedzą ogólnie dostępną”. Jeżeli takie emocje wzbudzały drobne, zdobione przedmioty, to jakim wstrząsem musiała być sztuka naskalna?!

Pierwsze odkrycie malowideł to ciekawa historia sama w sobie, otóż będąc pod wrażeniem zabytków ruchomych przedstawionych na wystawie w Paryżu w 1878 roku i rozmową z prehistorykiem E. Piette, właściciel ziemski Don Marcelino Sanz de Sautuola rozpoczął badania w jaskini na terenie swoich posiadłościach. Gdy on przeszukiwał ziemię w jaskini szukając kamiennych i kościanych artefaktów, jego 8-letnia córka Maria zadarła głowę do góry i odkryła piękne malowidło bizona, jej ojcu opadła szczęka, czegoś takiego się zdecydowanie nie spodziewał. De Sautoula opublikował wyniki swoich wykopalisk, opisując znaleziska oraz datując malowidła ze swojej jaskini na okres Paleolitu. Niestety bardzo szybko zainteresowanie tą jaskinią zgasło. Otóż przepiękne malowidła z Altamiry nie pasowały do opinii, że ludzie Paleolitu byli prymitywnymi myśliwymi, nie mogli oni więc stworzyć czegoś, co nosiło znamiona sztuki. Ogłoszono nawet, że było to oszustwo, oskarżając samego de Sautoulę. Uczeni nie byli w stanie przekroczyć barier w sposobie myślenia i zaakceptować tego odkrycia, nie byli w stanie wyjść poza granice wyznaczone przez religię i konwenanse.

Taki stan rzeczy trwał przez lata, nowe okrycia daremnie biły o zamknięta na cztery spusty drzwi szanowanych głów wielu uczonych, malowidła naskalne po prostu nie pasowały do schematu. Dopiero w 1902 roku dokonał się przełom i największy opozycjonista we francuskim świecie archeologicznym Emile Cartailhac przyznał się, że był w błędzie publikując artykuł „ Mea culpa d’un sceotuque”, kajając się za swój sceptycyzm. Pojawiają się nowe jaskinie i nowe niesamowite odkrycia m.in. wyżłobione i ozdobione kamienne lampy oraz figury wyrobione z gliny. Potem autor podkreśla znaczenie nowoczesnych technik datowania jakie pojawiły się w XX wieku m.in. C14.

Drugi rozdział „Seeking Answers” to prezentacja teorii próbujących wyjaśnić zagadkę malowideł z jaskiń. Rozpoczyna się ten rozdział próbą definicji pojęcia sztuka i jak autor podkreśla - niby wszyscy wiedzą o co chodzi, ale nikt nie umie tego sprecyzować. Podkreśla, że nasze zachodnie rozumienie sztuki i artysty (autora sztuki), to wynik epoki romantyzmu ze swoimi teoriami o bycie transcendentnym. W średniowieczu nie było artysty w naszym pojęciu, malarze np. mieli swój własny cech rzemieślniczy podobnie jak złotnicy, sukiennicy, kowale, rymarze itp.

Na pierwszy ogień idzie teoria „art pour l’art” czyli sztuka dla sztuki. Według tej teorii tak polepszyły się warunki życie, że człowiek mógł się skoncentrować na innych aktywnościach m.in. na sztuce. Malowidłami dekorowano otoczenie, wykonywano je dla zabicia czasu i z nudów i był to wynik indywidualnej aktywności. Oczywiście pojawia się pytanie – dlaczego dekorowali ciemnie, trudno dostępne jaskinie? Etnograficzne przykłady z Australii ukazały ludność żyjącą w trudnych warunkach, a nadal tworzących przepiękne malowidła naskalne. Coś tu nie pasowało i powoli ta koncepcja odeszła do lamusa.

Potem autor rozprawia się z Totemizmem i Magią Sympatyczną. Otóż na początku XX wieku antropologia kulturowa i socjologia stają się uznanymi dyscyplinami naukowymi, a przyczynił się do tego wzrost zainteresowania prymitywnymi ludami zamieszkującymi dziewicze tereny coraz intensywniej kolonizowane i cywilizowane przez państwa Europejskie.

E. Tylor jeszcze w poprzednim stuleciu wyczuwał związek między magią, a prehistoryczną sztuką, ale ojcem takiego myślenia jest Salomon Reinach (1858-1932). To on podkreślił, że aby choć trochę zrozumieć sztukę górnego paleolitu, musimy poznać i zbadać  życie teraźniejszych ludów prymitywnych. Nasuwa się tu jednak mały problem, który do dziś trapi wielu naukowców – Czy jest możliwe zrozumienie sztuki górnego paleolitu bez odnoszenia się do analogii? Czy używając analogy, nie kreujemy po prostu przeszłości na wzór teraźniejszości? Malowidła naskalne miałyby więc zapewnić powodzenie w polowaniach, ale czy na pewno? Tylko około 15% bizonów wyglądało na poranione. Obecność zaś drapieżców miała zapewnić, że ich cechy i umiejętności polowania przejdą na myśliwych?

Następnie na widelec idzie strukturalizm i analiza strukturalna. Przytacza tu pracę włoskiego uczonego Giambattista Vico żyjącego w latach 1668-1744, który był pionierem nowoczesnego myślenia, ale jego teorie poszły szybko w zapomnienie. Vico był humanistą i propagował kierunki dziś zaliczane do nauk społecznych, uważał że nie ma różnicy między umysłem ludów prymitywnych, zamieszkujących na ziemi, a tzw. ludźmi cywilizowanymi. Uważał, że to ludzki umysł kreuje świat materialny, i że to ta kreacja pozwala na zrozumienie i odniesienie się do tego świata w sposób efektywny. Świat jest tworem ludzkiego umysłu, i to ludzie stworzyli ten świat jaki znamy, a więc musi być jakiś uniwersalny język umysłu, a jedną z ludzkich cech jest tworzenie porządku z chaosu, kształtowanie właśnie owych struktur. Jego opinie poszły w zapomnienie, a o strukturze zaczęto rozprawiać ponownie, gdy na scenę naukową wkroczyli lingwiści m.in. Ferdinand de Saussure (1857-1913). Był to niezwykły uczony, ojciec strukturalizmu i lingwistyki, ale on nigdy nie napisał żadnej książki, jego wiedza skupiona została w pracy „Course in General Linguistics” z 1915 roku, a która została zebrana z wykładów przez jego wiernych studentów. Ukuł on pojęcia langue (język) i parole (mowa), langue to struktura, a parole to indywidualny produkt w obrębie tej struktury.

W latach 40-tych ubiegłego stulecia na scenę dyskusji o sztuce paleolitu wkracza niemiecki marksista Max Raphael, który m.in. uważa że sztuka naskalna to przejaw współczesności ludzi, którzy ją wykonywali. Inne jego teorie wynikają z filozoficznych przemyśleć Karola Marksa o rozwoju socjalnym i społecznym i szuka ich początków właśnie w górnej epoce kamienia. Ukazuje związek infrastruktury – podstawy życia ekonomicznego (bazy) w tworzeniu superstructure  nadbudowy – do których zaliczał ideologie, wierzenia, zwyczaje itp. W sztuce też widział przejaw początków konfliktów społecznych np. bizony walczyły z końmi, dostrzegał elementy męskie i żeńskie.

Następnie autor przedstawia nam dwoje wybitnych uczonych, którzy szczególnie wyróżnili się w próbie wyjaśnienia zagadki sztuki paleolitycznej Anne Laming-Emperaire (1917-78) i Anddre Leroi-Gourhan (1911-86). Anne opublikowała w 1959 roku rozprawę o jaskini Lascaux, która została odkryta 8 września 1940 roku przez psa Robota, który wpadł do dziury w ziemi. Jego właściciel 17-letni Marcel Ravidat wraz z kolegami uratowali go i wrócili po paru dniach, aby lepiej się przyjrzeć temu miejscu. Mieli ze sobą lampę i ich oczom ukazały się malowidła zwierząt w części zwanej Axial Gallery ( Galerię Osiową). Wiedzieli, że to co zobaczyli jest niezwykłe i powiadomili swojego nauczyciela Leona Lavala, który jednak ze względu na podeszły wiek nie był w stanie eksplorować jaskini. Poprosił uczniów o wykonanie rysunków i zawiadomił o znalezisku archeologa Abbe Breuila.

W swojej analizie malowideł z tej jaskini Anna Laming-Emperaire wydaje się iść śladami Raphaela (choć na początku nie przyznaje się otwarcie do inspiracji w marksistowskim uczonym)  m.in. zadaje pytanie o słuszność etnograficznych porównań; podkreśla, że fakt, iż niektóre obrazy są w trudno dostępnych miejscach sugeruje „święte” intencje malującego. Odrzuca proste formy totemizmu, podsuwa ideę, że rozwój intelektualny człowieka z górnego paleolitu był bardziej zaawansowany niż nam to się wydaje; postuluje aby malowidła rozpatrywać jako kompozycje, a nie indywidualne malunki na potrzeby poszczególnych polowań. W późniejszych pracach ta uczona wysuwa hipotezę o reprezentacji płci na ścianach jaskiń. Ostatecznie porzuca tę hipotezę i powraca do idei Raphaela o walce klanowej, rozwoju społecznym i tworzeniu mitów. Postulowała ona dokładne badanie jaskiń, inwentaryzację znalezisk, tworzenie mapy dystrybucji rodzajów rysunków względem miejsca w jaskini w jakim zostały umieszczone, zabytków jakie im towarzyszyły, śladów użycia, kontekstu w jakim występowały. Drugi uczony Leroi-Gourhan rozwijał swoje interpretacje w cieniu wielkiego Claude’a Levi-Straussa - uznanego za ojca strukturalizmu w antropologii i archeologii. Leroi-Gourhan twierdził, że ludzie paleolitu mieli takie same umysły jak my; że to umysł kreował świat; sugerował że analiza zabytków paleolitu pozwoli na lepsze poznanie tego właśnie umysłu i sposobu w jaki on funkcjonował. Zaakceptował on sugestię Levi- Straussa, że umysł ludzki pracuje jak komputer na zasadzie przeciwności i klucz do zrozumienia leży w relacji między tymi przeciwnościami np. światło – ciemność, kobieta – mężczyzna itp. Poszedł on za sugestiami Anne i dokonał inwentaryzacji i zmapował znaleziska, pogrupował zwierzęta i znaki, przypisał im znaczenie, próbując znaleźć pod wszystkim wspólny mianownik, czy jakiś kod strukturalny. Jak jednak autor podkreśla wizerunek bizona jest powszechny w sztuce jaskiniowej, ale czy zawsze miał taką samą wymowę dla tego kto go malował i oglądał? W pędzie do wyjaśnienia zagadki sztuki górnego paleolitu zbytnio skoncentrowaliśmy się na odkryciu znaczenia malowideł, ale czy jest to możliwe bez poznania kontekstu nie tylko materialnego ale i psychologicznego w jakim ta sztuka powstawała?

I tak dobrnęliśmy do rozdziału 3 „A Creative Illusion”, w którym poznajemy ludność jaka zamieszkiwała Europę w okresie paleolitu, zwłaszcza górnego paleolitu. Najpierw autor przedstawia nam Neardertalczyka i jego odkrycie w połowie XIX wieku. Kości znalezione w jaskini Feldhofer  zostały pokazane miejscowemu nauczycielowi jako prawdopodobne szczątki jakiegoś niedźwiedzia, ale Fuhlrott - amator przyrodnik - stwierdził, że to co ma przed sobą, to nie jest fragmentem czaszki niedźwiedzia, ale i nie człowieka współczesnego, czyżby pochodziły od jakiegoś chorego osobnika? Rozumiał, że były one wiekowe, ale bez znajomości teorii ewolucji nie potrafił sobie poradzić z interpretacją znaleziska i skontaktował się z profesorem Hermanem Schaaffhausenem anatomistą na Universytecie w Bonn. Ich wyjaśnienie sugerowało, że jest to egzemplarz rasy dzikiego osobnika żyjącego w tym samym okresie co wymarłe zwierzęta. Dodali także, że niektóre rasy mogły wyginąć razem z owymi okazami fauny, gdy inne - których organizacja (społeczna?) się rozwinęła przetrwały. Niechcący zapachniało ewolucją!!!

Oczywiście pojawili się przeciwnicy, np. August Meyer, patolog z tego samego uniwersytetu co Herman, twierdził, że są to szczątki Kozaka z rosyjskiej armii ścigającej Napoleona w 1814 roku, który śmiertelnie ranny dowlókł się do jaskini w dolinie Neander i tam zmarł. Negował to znalezisko także inny słynny anatomista Rudolf Virchow – no cóż, nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. Obaj panowie mieli więcej szczęścia na Wyspach Brytyjskich, gdzie Huxley i William King docenili to znalezisko, a ten ostatni sklasyfikował tego osobnika jako Homo Neanderthalensis. Wydawało się, że znaleziono zaginione ogniwo między naszymi małpowatymi przodkami, a człowiekiem współczesnym. To był początek próby ogarnięcia zmian jakie zaszły w prehistorycznej Europie około 45 – 35 tysięcy lat temu. Pojawia się wtedy sztuka i okres ten często jest nazywany „Creative Explosion” (kreatywną eksplozją) oraz „Upper Palaeolithic Revolution” (rewolucją górnopaleolityczną), choć najbardziej popularny jest termin Middle to Upper Palaeolihtic Transition (przejście ze środkowego do górnego paleolitu). Okres ten wydaje się być przełomowy dla naszej historii, oto pojawia się człowiek współczesny ze wszystkimi jego atrybutami. Jak przytacza autor większość opisów tego okresu i wydarzeń mówi o zmianach klimatyczno-ekologicznych, technologicznych i związanym z tym rozwoju socjologicznym - wspominając o tworzeniu sztuki jakby, to było oczywistym etapem rozwojowym ewoluującego estetycznego podejścia do otaczającej człowieka rzeczywistości. Autor uważa, że pojawienie się sztuki było ważnym ogniwem przyczynowo skutkowym w naszym rozwoju, a produkcja malowideł odzwierciedla ten proces, zaś odczucia estetyczne są czynnikiem drugorzędnym.

Następnie autor po krótce przedstawia nam zmiany jakie nastąpiły w tym kluczowym okresie. Podkreśla że wspomniany proces „Transition” (Przejście) nie może być po prostu wytłumaczony zmianami klimatycznymi, oziębienie klimatu około 35 tysięcy lat temu nie doprowadziło do zmian jakie obserwujemy, Neandertalczyk przetrwał poprzednie, a ostatnie zlodowacenie miało miejsce już po tym przełomie cywilizacyjnym. Twierdzi on, że to był kontekst, a nie przyczyna owego „Przejścia” . Zwraca uwagę na różnice technologiczne w zabytkach pozostawionych przez ludność zamieszkującą tereny Europy, zasiedziałych tubylców (Neandertalczyków) i nowo przybyłych Homo Sapiens. Mustierski przemysł obróbki kamienia był charakterystyczny dla środkowopaleolitycznych mieszkańców Europy z gatunku Neandertalensis, a technologia określana jako Oryniacka (od miasteczka Aurignac we Francji) charakterystyczna była dla napływowego gatunku Homo Sapiens ( zwanego też Cro-Magnon). Dwie różne techniki produkcyjne i różne narzędzia z nich wykonane, zwraca uwagę na różnorodność kształtów i większe zróżnicowanie w młodszej technologii, w tym wykorzystanie materiałów jak kości, rogi, kości słoniowej (mamuciej), drewna oraz pojawienie się elementów ozdobnych jak np. paciorki, zawieszki, bransolety i rzeźbione figurki. To kompletnie coś nowego, nowa moda czy nowy trend niosący ze sobą poważne zmiany? Oba gatunki występowały w Europie w tym samym czasie, a  „ostatni” Neandertalczycy zamieszkiwali okolice Gibraltaru około 27 tysięcy lat temu. Pytanie jest czy były między nimi kontakty, czy były konflikty, wymiana technologiczna, ideowa czy nawet genetyczna.

Autor przytacza przykłady gdy Neandertalczyk mógł pożyczyć elementy z ludności napływowej np.: zdobienie ciała, użycie ochry - ale nie przekształciło się to w sztukę jaką znamy ze stanowisk okupowanych przez „imigrantów” , niektóre aspekty w technologii obróbki kamienia etc. Jednak nie nastąpiła transformacja zachowań, bowiem przybysze mieli całkiem inne spojrzenie na świat. Odnosi się on też do stwierdzenia, że nastąpiła tu jakaś eksplozja twórcza, przypominając nam, że można prześledzić początki takich zachować wraz z rozprzestrzenianiem się gatunku Homo Sapiens i przestrzega przed eurocentralizacją naszego spojrzenia.

Tak się rozpisałam że trzeba to podzielić - CDN...

Druga część wpisu "The Mind in the Cave" cz. 2


Flag Counter