sobota, 23 marca 2013

 kadłub statku Cutty Sark

Jest to jedna ze słynniejszych jednostek pływających, które można zwiedzać i ma niesamowicie ciekawą historię, pełną trumfów i tragedii. 21 Maja 2007 roku niebo nad Greenwich spowiły kłęby dymu, a telewizja przez cały dzień podawała wiadomość, że płonie Cutty Sark. W pracy oglądaliśmy relację na każdej przerwie i kręciły nam się łzy w oczach, bo oto kawał historii zamieniał się w popiół. Strażakom udało się jednak opanować ogień, a na dodatek okazało się, że większość ważnych elementów statku i wyposażenie zostało z niego usunięte w czasie procesów konserwatorskich -  statek od paru miesięcy był w remoncie. Po pracochłonnej inwentaryzacji szkód okazało się, że tylko 5% oryginalnego statku zostało zniszczone. Tragedia ta jednak spowolniła prace konserwatorsko-remontowe, ale także spowodowała napływ datków dobroczynnych na odbudowę tego zabytku. W 2011 roku dokonano najważniejszego manewru statkiem, podniesiono go z dna suchego doku o 3 metry, co dało możliwość wyeksponowania kadłuba i podziwiania jego unikalnego kształtu.  25 Kwietnia 2012 roku Królowa Elżbieta II po raz drugi dokonała otwarcia statku-muzeum dla publiczności.

Byłam na tym statku przed pożarem i byłam po pożarze. Zachęcam was do wyprawy w świat, gdy na morzach i oceanach królowały żagle.

Cutty Sark został zbudowany w jednym celu – miał szybko dostarczać najbardziej pożądany towar na rynku Europejskim, (a zwłaszcza Angielskim) jakim była herbata. Statek został zamówiony przez Johna Willisa w stoczni Scotta i Lintona w Woodyard, Dumbarton w Szkocji. Statek ten miał być wykonany według nowej mody - „mieszanej technologii”,  w której to statek był zbudowany na żelaznym szkielecie do którego wmontowane były drewniane elementy. Taka metoda pozwalała zwiększyć miejsce na towary, a im więcej można było na statku zmieścić w ładowniach, tym bardziej opłacalny był rejs. Statek został ukończony w listopadzie 1869 roku, a koszt budowy to £16 100. W jego konstrukcji znalazło się 138 żelaznych ram, do budowy kadłuba użyto dębu indyjskiego na górne części i specjalnego gatunku wiązu amerykańskiego (Ulmus thomasii) na części dolne, bo było ono bardziej odporne na ciągły kontakt z wodą. Do połączenia elementów drewnianych do metalowego szkieletu użyto 20 000 śrub, kadłub został pokryty do linii wodnej specjalnym stopem metalu – Muntz –  około 60% miedź, 40% cynk ze śladowymi ilościami żelaza. Zabieg ten miał na celu zapobieganie osiadaniu na kadłubie stworzeniom morskim np. wąsonogom z gatunku skorupiaków, oraz świdrakowatym  z rodziny małż, a zwłaszcza świdrakowi okrętowcowi, małemu stworzonku o bardzo uciążliwej diecie opartej na drewnie i występującej w niej celulozie. Wymiary statku: długość 86 metrów, szerokość całkowita 11 metrów, głębokość to 7 metrów, a maksymalna powierzchnia żagli 3 000m2 , wyporność 921  ton.

przekrój przez kadłub

Inspiracją nazwy Cutty Sark był poemat „Tam O’Shanter” autorstwa Roberta Burnsa opublikowany w 1791 roku. Opowiada on historyjkę Tama, który to miał zwyczaj popijać sobie w każdy dzień targowy w miasteczku Ayr i o tym co mu się pewnego dnia przydarzyło. Otóż wracał on sobie do domu na swoim wiernym rumaku zwanym Maggie, gdy ujrzał dziwne światło w kościele. Przez okno zajrzał do środka i zobaczył, że miejsce jest pełne wiedźm, czarowników tańczących w takt muzyki wygrywanej na dudach przez samego diabła. Większość czarownic to stare babska ale była tam jedna młodziutka Nannie, ubrana właśnie w „cutty sark” czyli krótką koszulinę. Tam tak się zachwycił jej wdziękami, że wyrwał mu się mały okrzyk no i towarzystwo go zauważyło i zaczęło go gonić. Tam pogania swojego rumaka w stronę mostu w Alloway, bo podobno wiedźmy nie mogą przekroczyć wody i już dopadł do niego, gdy Nannie chwyciła konia za ogon i tak z tym ogonem w ręce została, bo Maggie galopowała już po moście. Galion tego statku przedstawia właśnie Nannie z ogonem końskim w wyciągniętej dłoni. Pod statkiem jest cały zbiór galionów z różnych statków, bardzo interesująca mieszanka.

Nannie, Cutty Sark

Zwiedzając statek, możemy nie tylko przyjrzeć się konstrukcji, ale i poznać życie na takiej jednostce, zaznajomić się z epoką żaglowców handlowych i towarami jakie one przewoziły. Są tu wystawy, eksponaty i dokumenty powiązane z historią statku, a także gry multimedialne. Można sobie na przykład spróbować przeprowadzić statek z Australii do Londynu, próbując pobić rekord kapitana Richarda Woodgeta, który dokonał tego w 73 dni. Utknęłam przy tym stole i nawet udało mi się zrobić to w 80  dni, ledwo mnie mój ukochany odciągnął. Co jest bardzo ciekawe na całym statku to napisy po chińsku, ale w końcu to był kliper herbaciany, a herbata z Chin była sprowadzana.

Cutty Sark odbył swój pierwszy rejs w 1870 roku do Szanghaju, po 8 miesiącach powrócił wypełniony po brzegi herbatą, a dokładnie 600 000 kilogramami liści w skrzyneczkach,  a można by przygotować z tej ilości około 200 milionów szklanek herbaty. Wartość tego ładunku na dzisiejsze pieniądze przekroczyłaby 1 milion funtów. Cutty Sark nie był najszybszym herbacianym kliperem, ten honor należy do innego statku o imieniu Thermopylae. Doszło raz do wyścigu między obiema jednostkami, wypłynęły one z portu w Szanghaju 17 czerwca 1872 roku, do Oceanu Indyjskiego szły nos  w nos, potem Cutty Sark złapał pomyślny wiatr i wysunął się 400 mil do przodu.  U wybrzeży Afryki napotkał straszną burza i stracił ster. To była prawdziwa katastrofa, cieśla okrętowy Henry Henderson zabrał się za naprawę, m.in. zbudowano kuźnię na pokładzie do wykonania metalowych części steru. Na tych naprawach stracili jednak 5 dni i Thermopylae wyprzedziło ich o 500 mil, nie byli w stanie tego nadgonić i dopłynęli do Londynu 9 dni za swoim rywalem. Bohaterska postawa załogi doczekała się jednak powszechnego uznania.

przedmioty zabytkowe z Cutty Sark

Kiedy Cutty Sark zaczynał swoją służbę w handlu, po morzach i oceanach pływało 59 brytyjskich statków przewożących herbatę z Chin, w 1877 było ich tylko 9. Zaczynała się era parowców, zmiany technologiczne i wzrost sprawności silników spowodowały, że część ładowni potrzebna na węgiel zaczęła się zmniejszać, i kompanie handlowe częściej zaczęły ich używać. Gwoździem do trumny dla herbacianych żaglowców było otwarcie w 1869 roku Kanału Sueskiego, skracającego o 3 300 mil trasę między Chinami a Londynem, a czas podróży o 10-12 dni. Niestety żaglowce nie mogły z tego skorzystać ze względu na niekorzystne wiatry na Morzu Czerwonym i Śródziemnym.

W maju 1878 roku Cutty Sark zawitał do portu w Hankou, ale większość herbaty została już załadowana na parowce i to co zostało wypełniło tylko połowę ładowni. Kapitan zaprowadził statek do Szanghaju, ale tu też nie było herbaty, postanowił więc zabrać węgiel do Japonii i w drodze powrotnej wypełnić ładownię herbatą, niestety cała herbata wylądowała na parowcach. Zaczęły się ciężkie czasy dla tego statku, pływał on od portu do portu szukając ładunku do przewiezienia np. transportował węgiel, owoce, cukier, wino, brandy, kakao, papier, instrumenty muzyczne, buty, świece, rogi jelenie i proch itp.

skrzynia marnarska

Życie na statku nie należało do łatwych, załoga miała mało miejsca bo najważniejsza była ładownia, nie było prawie prywatności, a praca nie należała do lekkich. Pełna załoga to 27 ludzi: kapitan, 17 marynarzy, 2 praktykantów (uczniów), żaglomistrz, 2 cieśli, 2 oficerów, steward i kucharz. Najmłodsi byli oczywiście praktykanci – czternastolatkowie, na statku służyli m.in. amerykanie, Skandynawowie i marynarze z Indii Zachodnich, był nawet Chińczyk James Robson pracujący jako kucharz – jego historia też jest ciekawa, jako dziecko znaleziono go w koszu pływającym u wybrzeży Chin, uratowano go i zabrano do Anglii, stąd takie niechińskie imiona. W ciągu 25 lat służby na morzu pod brytyjską flagą przez statek przewinęło się 658 marynarzy, pięciu z nich zginęło.

kuchnia na Cutty Sark

 

messa oficerska

 kwatera oficera

 kibelek dla marynarzy

Zdarzały się konflikty, a najsłynniejszy z nich to sprawa z 1880 roku. W czasie rejsu z Londynu do Yokohamy, z ładunkiem węgla dla amerykańskiej floty, doszło do nieporozumienia, a raczej szeregu nieporozumień. Starli się starszy oficer Sydney Smith (powszechnie nielubiany osobnik o trudnym charakterze) i marynarz z Chicago John Francis. Przy okazji kolejnej kłótni Francis pogroził Smithowi handszpakiem od kabestanu, ale Smith wyrwał mu go z ręki i walną go w głowę. Zrobił to dość mocno, bo Francis zmarł następnego wieczora. Smith został zamknięty w swojej kabinie, ale udało mu się czmychnąć, gdy statek zacumował na Jawie w porcie Anjer. Załoga na statku się zbuntowała, oskarżając kapitana Wallace’a o pomoc w zorganizowaniu Smithowi ucieczki. Czterech marynarzy wylądowało w kajdanach, co oznaczało, że statek był prowadzony przez kapitana, drugiego oficera, żaglomistrza, cieślę okrętowego, kucharza i 4 uczniów. Wtedy przyroda dokonała interwencji i statek utknął w bezwietrznej pogodzie, Wallace musiał sobie zdawać sprawę, że nie da się tego skandalu uciszyć i może stracić prawa kapitańskie. Po trzech dniach takiego przestoju kapitan wdrapał się na barierki na rufie statku i wyskoczył za burtę.

Nowo mianowany kapitan William Bruce też nie był zbyt rozsądny i lubił sobie zajrzeć do butelki. W drodze  do Nowego Yorku zabrakło im jedzenia i musieli prosić o pomoc niemiecki statek, a potem okręt Marynarki Królewskiej. Nie trzeba dodawać, że jego kariera po takim występie szybko się skończyła i nie zagrzał w kapitańskiej kajucie na Cutty Sark długo miejsca.

Konflikt między Smithem a Francisem stał się inspiracją opowiadania Josepha Conrada „The Secret Sharer” (Tajemny wspólnik).

Smith uciekł sprawiedliwości, ale nie na długo i tak dwa lata później został rozpoznany w Londynie, aresztowany i skazany za nieumyślne zabójstwo na 7 lat ciężkiej pracy.

Cutty Sark pływał tak od portu do portu szukając ładunku do 1883 roku, gdy jego właściciel postanowił zaangażować ten statek w transport wełny Merino z Australii do Londynu. Pierwszy rejs z antypodów do Londynu trwał 84 dni, to był rekord, a Cutty Sark dosłownie znokautował pozostałe handlowce, przybywając do Londynu 25 dni przed innymi statkami, które opuściły port w tym samy czasie. Jeszcze lepiej sprawił się statek i załoga pod kapitanem Richardem Woodgetem który pokonał ten dystans w rekordowe 73 dni, zręcznie wykorzystując pomyślne wiatry i prądy. Mimo rekordowych rejsów i pełnego załadunku balami wełny okazało się, że dalsza eksploatacji statku nie bardzo się jego właścicielowi opłaca i tak w 1895 roku John Willis zdecydował się go sprzedać.

kolekcja galionów na Cutty Sark

Statek trafił na 16 dni w ręce Johna Richardsa, ale on go sprzedał za £1250 portugalskiemu przewoźnikowi  Joaquimie Antunes Ferreira & Co. z Lizbony i statek otrzymał nowe imię Ferreira. Pływał pod portugalską banderą między Lizboną, portugalskimi koloniami w Afryce, Brazylią i Ameryką. Został uszkodzony w czasie Wielkiego Sztormu u wybrzeży Florydy w 1906 roku, naprawy trwały pół roku. Podobnie dużo szczęścia miał ten statek, gdy 10 lat później w drodze z Mozambiku do Angoli w czasie sztormu węgiel w ładowni niebezpiecznie się przemieścił na jedną burtę. Kapitan rozkazał obcinać maszty i reje aż ostatecznie pozostał na nim tylko główny maszt i część przedniego, na pomoc przyszedł im wtedy przepływający parowiec, który ich odholował do Zatoki Stołowej w Afryce Południowej. Naprawy trwały prawie 2 lata, a że w tym okresie brakowało drewna (trwała wojna) to zmieniono ożaglowanie i przekształcono ten statek w barkentynę – mniej żagli i mniejsza załoga, ale utracono piękno i prędkość tej niezwykłej jednostki. Po powrocie na wodę statek znów trafił w inne ręce, najpierw kupił go Joao Pires Correia, a potem Cia de Navegacao de Portugal i po raz kolejny zmieniono mu imię, tym razem na Maria do Amparo  (Maria co chroni).

W 1922 roku statek zawitał na drobne naprawy do portu w Falmouth i tam wypatrzył go Wilfred Dowman, mimo zmian poznał, że jest to słynny Cutty Sark. To on i jego żona Catharine z domu Courtauld (bogata rodzina) ocalili ten statek od kompletnej ruiny. Kupili go za ogromną sumę £3 750 (o wiele więcej niż statek był warty jako jednostka pływająca, ale jego wartość zabytkowa była bezcenna). 2 Października 1922 roku statek Maria do Amparo został doholowany do portu w  Falmouth, zarejestrowany pod dawnym imieniem Cutty Sark i rozpoczęła się renowacja statku.  Dowman chciał, aby była to jednostka szkoleniowa, kadeci mieszkali i uczyli się morskiego rzemiosła na jego pokładzie. Postanowił on także udostępnić statek szerszej publiczności, można się było dostać na jego pokład podpływając łódką. Był to pierwszy od ponad 400 lat statek udostępniony do zwiedzania. Po śmierci W. Dowmana w 1936 roku Cutty Sark trafił do Szkoły Morskiej w Greenhithe na Tamizie jako dar wdowy z £ 5000 na utrzymanie.

Po wojnie statek znów podupadł i pomógł mu kolejny zapaleniec - dyrektor Muzeum Morskiego w Greenwich Frank Carr, założył on Cutty Sark Preservation Society ( można to nazwać Towarzystwo Przyjaciół Cutty Sark) i udało mu się wciągnąć w akcję renowacji statku męża Królowej - Księcia Filipa. Dzięki temu patronatowi udało się uzbierać potrzebne £ 250 tysięcy na renowacją obiektu. 25 czerwca 1957 roku Królowa Elżbieta II dokonała oficjalnego otwarcia muzeum na statku Cutty Sark. W latach 1957 – 2003 zwiedziło ten statek ponad 13 milionów turystów, wiek statku i te miliony go zadeptujące spowodowały, że potrzebny był gruntowny remont i zmiana sposobu eksponowania tego zabytku. Prace rozpoczęto w 2006 roku, a w maju rok później wydarzyła się tragedia -ogień na pokładzie. Po raz kolejny okazało się, że statek ten powstał chyba pod szczęśliwą gwiazdą, a może to Nannie nadal lubi swoją kusą koszulkę. Pożar udało się opanować, ukończono konserwację i znów można go zwiedzać.

My tam byliśmy, kawę i ciastka w kawiarni pod kadłubem zjedliśmy i Was namawiamy.

Cutty Sark

Godziny otwarcia:

Codziennie od 10 – do 17 (ostatni wstęp o 16)

W czasie Wielkanocy 29 marca do 9 i 11 Kwietnia od 10-18.

Ceny:

Dorośli: £ 12

Dzieci (wiek 5-15) : £ 6.50

Ulgowe (studenci z legitymacją, seniorzy po 60-tce) : £ 9.50

Rodzinny (1 dorosła i 2 dzieci) : £ 20

Rodzinny (2 dorosłych i 2 dzieci) : £ 29.

Dojazd:

Najprościej DLR do stacji Cutty Sark.

niedziela, 17 marca 2013

 

Kolejna wyprawa z panią Beatą do pełnej tajemnic egzotycznej krainy, tym razem jest to Gwatemala – jeden z najniebezpieczniejszych krajów świata. Pani Beata jak zwykle podróżuje sama, przeciera szlaki nieturystyczne, wiedzie nas tropami dawnych kultur, pokazuje, a raczej opisuje i przedstawia nam obrzeża cywilizacji starych i nowych, pozwala poczuć smak odległych miejsc, poznać ludzi i ich obyczaje oraz mity z odległej przeszłości wplątane w codzienność teraźniejszości. Podoba mi się język, którym ona pisze, jest prosty, a zarazem bardzo bogaty, barwny i obrazowy, pobudza wyobraźnię do pracy i wywołuje uśmiech na ustach. A że śmiech to zdrowie to jest dodatkowy powód, aby sięgnąć po jej książki. Pani Beata często mówi o robieniu zdjęć, jednak w tym wydaniu nie ma ani jednego, za to są urocze rysunki autorki.

Tym razem pani Beata zabiera nas na drogi i bezdroża Gwatemali, na tereny podbite kiedyś przez imperium Majów. Główną metodą transportu są autobusy, przeładowane, jadące bez rozkładu, bez przystanków, w których można spotkać barwie ubranych tubylców, podróżujących z inwentarzem. Razem z autorką spędzamy noce w podejrzanych hotelach z pokojami bez okien i kranami bez wody, przemykamy się ulicami miast, ścieżkami w dżungli, zachodzimy na msze do kościołów i kręcimy się po targowiskach.

W czasie tej podróży po teraźniejszości pani Beata przytacza nam liczne i ciekawe informacji o przeszłości tych terenów, budując w ten sposób niezwykle barwy obraz kulturowo-historyczny. Zabiera nas także do kawałków tej dzikiej krainy zawłaszczonych przez zachodnią cywilizację, piękno i dzikość zostały stłamszone i przerobione na zachodnią, cywilizowaną modłę. Tak to się dzieje, gdy miejsce jest tak piękne, że turyści decydują się tam zamieszkać i przywlekają ze sobą wszystko to, co powoduje, że miejsce przestaje być już takie wyjątkowe – tak się stało z jeziorem Atitlan – kiedyś okrzykniętym najpiękniejszym jeziorem świata. Poznajemy też legendę o bohaterskich bliźniakach, kryształowych czaszkach, dowiadujemy się, jak mieszkańcy Antigui spędzają Wielkanoc, poznajemy zasady gry w pitz, zwiedzamy starożytne Tikal i miasteczko Fray Bartolome de Las Casas pamiętające czasy konkwisty, a które założył idealista, który próbował przekonać wszystkich, że tylko dobro może zbawić świat i walczył o prawa tubylców.

Niesamowite, że na tych 207 stronach zostało zawartych tyle ciekawych informacji, jest to kolejna jej opowieść i wiem, że jak będę miała okazję, to sobie kupię następną.

Książka jest wydana w serii National Geeogrphic, jest mała, lekka i dobrze się mieści w torbie. Polecam, świetnie się ją czyta zwłaszcza w czasie podróżowania komunikacją miejską.

sobota, 02 marca 2013

 storczyk, orchidea, kwiat, cymbodium,

 orchidea, storczyk

storczyk, orchidea

orchidea, storczyk,

orchidea, storczyk

orchidea, storczyk

 

Jak co roku Ogrody Botaniczne w Kew uraczyły nas wystawą storczyków. Jest to już któraś w moim życiu wystawa tych kwiatów, i wydaje mi się że co roku wystawa jest mniejsza i uboższa. Zajmuje ona mniej miejsca i mniej jest też kwiatów i nie jest ona tak różnorodna jak bywało parę lat temu. No cóż kryzys i niedostatki finansowe ich też pewnie dotknęły i muszą zaciskać pasa. Ale jak tak dalej pójdzie to za parę lat nie będzie co oglądać.

storczyk, orchidea, black velvet, phalaeonopsis

orchidea, storczyk, yellow pride, phalaeonopsis

Yellow pride

storsczyk, orchidea, kwiat

orchidea, sotrczyk

Zdziwiło mnie też, że wystawa miała tylko trwać do 4 marca, ale chyba się ktoś kapnął, że kończą ją przed tutejszym dniem matki (Mothering Sunday), który wypada w niedzielę 10 Marca i właśnie przedłużyli wystawę o tydzień. Więc jeżeli nie macie innych planów to zapraszam póki jeszcze można te prawdziwe cuda natury oglądać.

orchidea, storczyk

orchidea, storczyk, kwiaty, wystawa, Kew

orchidea, storczyk, 

orchidea, storczyk, kwiaty

Opera

delate, storczyk, orchidea

orchidea, storczyk, wystawa, kwiaty

orchidea, storczyk, odontoglossum

oncidium, orchidea, storczyk

orchidea, storczyk, odontoglossum

orchidea, storczyk

orchidea, storczyk,

orchidea, storczyk, paphiopedilum



Ten gatunek nazywałam brodatym, w terminologii funkcjonuje on jako sabotek ale mój partner nazwał go pantoflem którego ja przerobiłam na pantoflarza.

orchidea, storczyk, paphiopedilum

orchidea, storczyk, pantofelek

orchidea, storczyk, sabotek

orchidea, storczyk, 

Do Kew Gardens można dojechać zieloną linią (District) oraz overgroundem, autobusem 65 z Ealingu, Richmond i Kingston, pociągiem z Waterloo do Kew Bridge a potem to już tylko przez most na Tamizie i w prawo.

mokara

hybryda vanda

orchidea, storczyk

orchidea, storczyk,

orchidea, storczyk

storczyk, orchid, kew

orchidea, storczyk, panda

blue orchid, storczyk, hybryda, orchidea

orchidea, oncidium, storczyk

oncidium, orchidea, storczyk

orchidea, storczyk, oncidium

orchidea, storczyk





Ceny:

Dorośli: £16

Ulgowe (studenci, emeryci po 60tce): £14

Dzieci do lat 16 z osobą dorosłą – za darmo.

Godziny otwarcia od 9:30 do 17:30.

Flag Counter