środa, 28 marca 2012

Poszliśmy na poszukiwania wiosny do ogrodów botanicznych w Kew i okazało się że grzejące mocno od paru dni słoneczko przekonało niektóre kwiaty, drzewa i krzewy że już czas wypuścić pędy, rozwinąć pączki. Oto fotoreportaż z tej wyprawy. 

Magnoliowy raj:

Magnolia campbellii "Queen Coroline"

Magnolia w Kew Gardens

foto by pysson

Magnolia w Kew Gardens

moja fotka

Campbells z Himalajów

Campbells Magnolia

moja fotka

Phelan Bright

Magnolia phelan w pąku

moja fotka

Magnolia w Kew Gardens

moja fotka

magnoliowy pączek

foto by pysson

Magnolia Soulangeana

magnoliowy pączek

moja fotka

magnolia soulangeana

moja fotka

magnoliowy pączek

moja fotka

Phelan Bright

magnoliowy pączek

foto by pysson

magnoliowy pączek

moja fotka

Phelan Bright magnolia

moja fotka

Phelan Bright magnolia

moja fotka

Magnolia Quinquepeta

magnoliowy pączek

foto by pysson

Magnolia w Kew Gardens

moja fotka

Magnolia Two Stones / Stellata

magnoliowy pączek

foto by pysson

magnoliowy pączek

moja fotka

Magnolia Veitchii

Magnolia w Kew Gardens

moja fotka

Magnolia w Kew Gardens

foto by pysson

Rasberry Fun / Loebneri

Magnolia w Kew Gardens

moja fotka

Magnolia rasberry fun

moja fotka

Magnolia Cylindrica

Magnolia w Kew Gardens

moja fotka

Phelan Bright

Magnolia w Kew Gardens

foto by pysson

Magnolia Sprengeri - Diva


Magnolia sprengeri Diva

moja fotka

Magnolia w Kew Gardens

moja fotka

Niesamowite bo niektóre jeszcze w pąkach a te już przekwitają

przekwitająca magnolia

foto by pysson

przekwitła

moja fotka

Magnolii nigdy dosyć!!!

wtorek, 20 marca 2012

Poszliśmy na ten film w czasie urlopu w Polsce a teraz wszedł on do kin w Wielkiej Brytanii. Jest to film niezwykły, który trzyma nas w napięciu i niepewności do ostatniego kadru, film po obejrzeniu, którego zadamy sobie pytanie czy ja bym mogła to zrobić? Chodzi tu zarówno o ryzykowanie swojego życia i życia najbliższych dla grupy obcych ludzi, ale także o to życie w ciemności i smrodzie, kanałów ściekowych, życie w strachu i niepewności przez ponad rok.

Film oparty jest na powieści Roberta Marshalla „In The Severs of Lvov” ( W kanałach Lwowa) oraz na wspomnieniach Krystyny Chiger „Dziewczynka w zielonym sweterku”, która przeżyła tę gehennę i została fantastycznie sportretowana przez Millę Bankowicz w tym filmie. Szczególnie dzieci były ofiarami tej wojny, zabrała ona im dzieciństwo, niektórym życie - a większości pozostawiła niewyobrażalne koszmary. Krysia w filmie dzielnie adaptuje się do sytuacji, przyzwyczaja się nawet do szczurów, ale dla niej te miesiące to większość jej krótkiego życia i popada w apatię. Aby jej przywrócić wiarę i nadzieję Leopold Socha( wyśmienita rola Roberta Więckiewicza) zabiera ją na chwilkę do góry i pokazuje świat i pozwala odetchnąć świeżym powietrzem, to jedna z bardziej wzruszających scen w tym filmie.

Leopold Socha to nietypowy bohater, swój człowiek, drobny złodziejaszek – poznajemy go, gdy okrada dom jakiś Niemców czy folksdojczów. Pracuje on w instytucji zajmującej się kanałami we Lwowie i pewnego dnia natrafia on na grupę Żydów, której udało się przebić do kanałów. Widzi on w tym okazję do zarobku, wie, że somo ukrycie się na niewiele się zda, jeśli nie ma się dostępu do jedzenia, itp. Niemcy likwidują getto i czas nagli, ta zorganizowana grupa min. rodzina Chigerów małżeństwo Ignacy z Pauliną i dziećmi Pawełkiem i Krysią oraz ich znajomi schodzą do kanałów, ale takich jak oni jest więcej. Leopold będąc realistą stwierdza, że może tylko pomóc grupce 12 osób, dochodzi do krótkich rozważań teologicznych na temat ilości apostołów i po selekcji zabiera on swoją grupę w bezpieczne miejsce. Chiger jest głównym sponsorem całego przedsięwzięcia i płaci Poldkowi i jego współpracownikowi. Możemy się oburzać, jaki on bohater skoro robił to dla pieniędzy, ale utrzymanie przy życiu grupy ludzi kosztuje a on ze swojej pensji nie wiele by mógł zdziałać. Opowieść obfituje w dramaty, niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku, ktoś może ich usłyszeć, wyczuć, ofiarowane są nagrody za znalezienie Żydów, deszcz zalewa kanały, a nieopacznie wypowiedziane słowa dziecka mogą sprowadzić śmierć na całą rodzinę, a także kończą się rodzinie Chigerów fundusze.

Historia jest niesamowita, pięknie opowiedziana, dobra obsada aktorska, ale dodatkowym atutem jest sposób filmowania, naprawdę widzi się tę klaustrofobiczną ciemność pomieszczeń, w których oni się ukrywali.

Pod koniec filmu dowiadujemy się, że trwało to 14 miesięcy i oczy nam zachodzą łzami. Chcemy, aby nic złego im już się nie wydarzyło, dlatego zawodzi nas fakt, że Leopold Socha zginął w1946 roku pod kołami rosyjskiej ciężarówki ratując życie swojej córeczki. Pochowany został na cmentarzu w Gliwicach, bo tam się przeprowadzili po zakończeniu wojny.

Widziałam w księgarni książkę, w której były opisane powojenne losy uratowanych, ale ostatecznie jej nie kupiłam, brakowało mi tego rozliczenia w napisach końcowych, dlatego ucieszył mnie artykuł w Evening Standard o taksówkarzu w Londynie, którego rodzice to Klara Keller i Mundek Margulies. Ta dwójka pobrała się i wyjechała do Anglii, w końcu lat 40-tych, założyli swój własny biznes, a zmarli w 1997 roku. Ich syn Henry stwierdził, że Socha był prawdziwym bohaterem, bez dwóch zdań.

Jeżeli jeszcze tego filmu nie widzieliście to polecam, jest to piękna historia, o zwykłych ludziach, o ludziach, których odwaga i determinacja poruszy was i wyciśnie łzy z oczu.



niedziela, 18 marca 2012

Kolejna historyczna powieść Kena Folletta sequel do „The Pillars of the Earth” (Filary Ziemi) ale jest to nietypowa kontynuacja bowiem akcja dzieje się około 150 lat później i oczywiście nie ma już żadnej postaci z pierwszej książki. Mamy jednak to samo miejsce fikcyjne miasto (Kingsbridge) z klasztorem i katedrą a także potomków Toma Bildera, Jacka i Alieny.

File:World Without End-Ken Follet Cover World Wide Edition 2007.jpg

Akcja się dzieje na początku Wojny Stuletniej i w czasie plagi Czarnej Śmierci, tym razem jednak mniej jest wielkiej historii i polityki a więcej rozgrywek lokalnych między klasztorem a miastem, między chłopami a panami itp., wielka historia ma wpływ na losy ludzi, ale bardziej się liczą prywatne interesy i wpływy oraz umiejętności.

Muszę się przyznać, że miałam trochę kłopotów we wgryzienie się w tę powieść, bardzo lubiłam „Filary” i byłam pełna oczekiwań biorąc tę nową książkę do ręki. Niestety odłożyłam ją w połowie pierwszego rozdziału – prologu który dział się w 1327 roku. Oto czwórka dzieci Caris ( córka kupca handlującego wełną, potomkowie Toma Buildera) Gwenda ( córka drobnego złodziejaszka) Merthin i Ralph ( synowie zubożałego szlachcica i potomkowie Jacka i Alieny) wybierają się do lasu pobawić. Jest to dzień Wszystkich Świętych i dzieci spotykają się po raz pierwszy i to spotkanie wypali piętno na ich całym życiu. Oto bowiem w czasie zabawy natykają się na rycerza Thomasa Langley, którego gonią dwa zbiry (?), dzieci pomagają mu się bronić a potem uciekają z wyjątkiem Merthina który pomaga rannemu rycerzowi zakopać list, obiecuje, że gdyby wojownikowi coś się stało to zaniesie ten list to księdza. Znów jest tu tajemnica i spisek. Wszyscy przyrzekają trzymać język za zębami o tym wydarzeniu. Ranny Thomas chroni się w klasztorze i zostaje zakonnikiem. Potem akcja powieści przenosi się o 10 lat i poznajemy tę czwórkę kroczących po swoich drogach życia, które splatają się ze sobą i owocują w dramaty osobiste i katastrofy na większą skalę.  

I tyle przeczytałam za pierwszym razem, brnęłam z trudnością i grzęzłam jak w błocie aż w końcu się poddałam, książka jak cegłówka, ponad tysiąc stron posianych maczkiem, literki tak małe, że ciągle się gubiłam gdzie jestem na stronie. Po prostu nie dało się tego czytać w tym wydaniu. Po paru miesiącach, gdy oglądaliśmy na DVD „Filary ziemi” to się poskarżyłam mojemu ukochanemu, że nie mogłam czytać drugiej części bo literki za małe i wtedy okazało się że moje kochanie ma to na Kindlu. Najpierw podeszłam do tego z nieufnością, jakoś taki mi się ten instrument wydał dziwny, nie chciałam zdradzić papierowych książek. Ale ostatecznie się przekonałam się, bo można sobie ustawić wielkość czcionki, nie trzeba zakładek i fajnie się w sumie czyta, choć na początku próbowałam przesuwać kartki jak w książce nawet śliniłam palca! Dość szybko się do Kindla przyzwyczaiłam i przetrzymywałam go długo, bo jak skończyłam jedną książkę w czasie jazdy pociągiem z pracy do domu to zaczęłam drugą a potem trzecią aż okazało się, że dostanę swojego własnego w prezencie.

Drugie podejście do tej powieści na Kindlu okazało się udanym i jak się do przygód Merthina, Caris, Gwendy i Ralpha dorwałam to mało parę razy a bym moją stację w metrze przegapiła. Czasem mnie postacie w książce denerwowały, czasem niemal błagałam pisarze żeby tego złego losu trochę niektórym bohaterom odpuścił i pozwolił im na odrobinę szczęścia.

Merthin jest moim ulubionym bohaterem, syn zubożałego szlachcica, który chciał być rycerzem, ale został przeznaczony na cieślę. Okazuje się, że ma talent, pewnie odziedziczył to w genach po Jacku. Pracuje, jako czeladnik u mistrza, który nie jest zbyt uzdolniony i Merthin go przerasta w umiejętnościach i wyobraźni, i ma z tego powodu kłopoty. Merthin jest budowniczym i architektem, jego marzeniem jest zbudowanie kamiennego mostu przez rzekę oraz najwyższej wieży w Anglii. Z zapartym tchem śledzimy jego perypetie.

scena z serialu World without end

Tom Weston Jones jako Merthin w serialu Worl Without End

Foto za zgodą  TANDEM COMMUNICATIONS GMBH A STUDIOCANAL COMPANY

On i Caris bardzo się lubią, miłość powoli ich oboje oplata i choć ona nie bardzo chce się ponieść uczuciu w każdym razie nie do takiego stopnia, aby wyjść za niego za mąż. Jest feministką nie chce być poddaną woli mężczyzny, chce samodzielności i niezależności w świecie rządzonym przez mężczyzn. Caris po utracie matki, jako dziecko stwierdziła, że bardzo chciałaby zostać lekarką, ale to nie jest profesja dla kobiet tylko mężczyźni mogą być medykami, i tylko po szkołach religijnych. Ich wiedza wydaje się ograniczona, czasem wydają orzeczenia i lekarstwa nawet nie oglądając pacjenta. Lekiem na wszystko wydaje się być upuszczanie krwi, a na rany najlepszy jest okłady z maści, której jednym ze składników są odchody zwierzęce, po to, aby rana zaropiała, bowiem w taki sposób choroba wydostaje się z organizmu. Więcej wiedzy medycznej wydaje się mieć miejski golibroda (Barber), który nie jedną ranę opatrzył w czasie wojen oraz zielarka, podejrzewana o bycie wiedźmą.  

scena z serialu World without end 

Charlotte Riley gra Caris

Foto za zgodą  TANDEM COMMUNICATIONS GMBH A STUDIOCANAL COMPANY

Ralph został giermkiem na dworze swojego kuzyna Hrabiego Rolanda z Shiring i wyrasta na okrutnego i złośliwego człowieka, to oczywisty czarny charakter powieści. Jego marzeniem jest otrzymanie tytułu szlacheckiego, ale nie ma w nim ani krzty szlachetności, to brutal i zabijaka bez sumienia i wyobraźni, egoista do potęgi, aż dziwne, że on i Merthin to bracia.

Gwenda i jej rodzina nadal klepie biedę a na dodatek zakochuje się ona w najprzystojniejszym chłopaku ze wsi Wulfricu, który jest zaręczony z piękną choć próżną Annet. Gwenda nie jest ładna, ale gotowa do ciężkiej pracy i bardzo lojalna, jej miłość do Wulfrica jest płomienna i dojrzała, czy jednak ma ona szanse na znalezienie szczęścia w życiu, czy młodzieniec zauważy, że nie wszystko złoto, co się świeci.

scena z serialu World without end

Nora von Waldstaetten jako Gwenda

Foto za zgodą  TANDEM COMMUNICATIONS GMBH A STUDIOCANAL COMPANY

Jest to znów wspaniale napisana powieść i ponownie wczytujemy się w przygody bohaterów średniowiecza, kibicujemy ich zmaganiom z okrutnym losem i nie mniej okrutnymi ludźmi. Autor przenosi nas także do Francji, śledzimy losy wojennej wyprawy króla Edwarda III i min. trafiamy pod Crecy – obserwujemy walkę a raczej rzeź na polu bitwy. Potem trafiamy do Włoch do Florencji gdzie, pierwszy raz spotykam się z zarazą, która w połowie XIV siała spustoszenie w Europie. Czarna Śmierć trafia także do Kingsbridge i zbiera swoje okrutne żniwo.

scena z serialu World without end

Foto za zgodą  TANDEM COMMUNICATIONS GMBH A STUDIOCANAL COMPANY

Obserwujemy zmiany w strukturach społecznych wywołanych przez postęp i rozwój gospodarczy, a także zarazę. Wyludnione wsie i miasta oraz tego konsekwencje, rewolucja społeczna, w której zanika pańszczyzna na rzecz dzierżawy za gotówkę i wolność dla chłopów oraz wzrost wynagrodzenie. Brak rąk do pracy był problemem do tego stopnia, że wyszedł akt parlamentu chroniący właścicieli ziemskich i zakazujący opuszczanie wsi, zamrażający płace na poziomie przed zarazą - ale to nie bardzo się sprawdzało. Chcemy, aby nasi bohaterowie znaleźli swoje szczęście na ziemi, aby ich marzenia się spełniły i kiedy zamknęłam Kindla to od razu pojawiło się w mojej głowie pytanie – co teraz? Czy będzie to trylogia, jaki okres w historii byłyby następny, czy akcja mogła by być w czasie Wojny Róż, a może w czasie panowania Henryka VIII, mieliśmy powstawanie katedry, rozwój i świetność klasztoru można by to zakończyć reformacją i Aktem o Rozwiązaniu Klasztorów za jego panowania. Moja wyobraźnia zadziałała i mam nadzieję że pisarz weźmie pióro w dłoń i nam wyczaruje kolejną opowieść. Jego średniowiecze jest pełne pasji, zastoju, ale i postępu - to średniowiecze, jakiego brak jest w szkole – ciekawe i pełne życia, to opowieść o ludziach takich samych jak my, bo choć dzielą nas stulecia to mamy podobne marzenia, pragnienia i obawy.

scena z serialu World without endFoto za zgodą  TANDEM COMMUNICATIONS GMBH A STUDIOCANAL COMPANY

Znów mnie Ken Follett oczarował i was zachęcam do lektury.Dodam jeszcze, że jest kręcony serial i ma on trafić na ekrany brytyjskiej telewizji w tym roku. "World without End"

Fotki za zgodą Press Manager w   TANDEM COMMUNICATIONS GMBH A STUDIOCANAL COMPANY.



sobota, 17 marca 2012

Poszliśmy na ten film przez przypadek, wybieraliśmy się na „Hugo” ale że był wyprzedany musieliśmy zmienić plany a na ten jeszcze były bilety. Film jest fantastyczny, uśmiałam się na nim i popłakałam sobie. Jest to ekranizacja książki D. Moggach „These Foolish Things” a na ekran przenieśli ją John Madden i Ol Parker. Wspaniała obsada, same gwiazdy Judy Dench, Maggie Smith, Celia Imrie, Bill Nighy, Tom Wilkinson i młodziak w porównaniu z nimi Dev Patel.

Jest to zabawna historyjka z morałami ukrytymi prawie na każdym kroku i nawet nie zauważamy, że one tam są. Film opowiada o grupie emerytów, których skusiła oferta o luksusowym życiu na emeryturze w Indiach w nowo odrestaurowanym hotelu. Kiedy tam przyjeżdżają okazuje się że to nie jest całkiem tak jak w folderze….

Judy Dench and Celia Imrie

Evelyn (Judy Dench) to wdowa, po śmierci męża okazało się, że konieczna jest sprzedaż jej mieszkania, aby pokryć długi. Kobieta wbrew protestom synów wyrusza do Indii do hotelu określanego „domem dla pięknych staruszków”. Evelyn zakłada blog, na którym opisuje swoje nowe życie, pełne nowych wyzwań i niespodzianek min. po raz pierwszy podejmuje ona pracę i zarabia swoje własne pieniądze.

Graham (Tom Wilkinson) jest sędzią sądu najwyższego i na przyjęciu pożegnalnym innego sędziego postanawia, że ma już tego dość i postanawia wrócić do Indii. Graham mieszkał tam do 18 roku życia i wplątał się w związek, który nie miał przyszłości a zakończył się incydentem, które nie dawał mu spokoju przez całe życie. Postanawia odnaleźć swoją pierwszą miłość, ale nie jest to łatwe. Jego entuzjazm dla Indii udziela się większości emerytów.

Douglas (Bill Nighy) i Jean (Penelope Wilton) to niezwykła para, podziwiam męża za cierpliwość do tej niezwykle irytującej i kapryśnej żony – wspaniała rola P. Wilton – jeśli oglądacie serial „Dowton Abbey” to gra ona tam matkę Mathew Crawley młodego dziedzica rodu. Jean nie może przeżyć faktu, że nie jest ich stać na coś porządnego, ponieważ stracili oszczędności, gdy firma ich córki okazało się być klapą. Wszystko ją irytuje i nie potrafi znaleźć nic pozytywnego w życiu, szkoda mi jej męża, bo on stara się wszystko nadrobić i ma niesamowite poczucie humoru –genialna rola B. Nighy, po prostu jakby napisana specjalnie dla niego.

Madge (Celia Imrie) to notoryczna mężatka, która gdy nie ma własnego męża łapie się za cudzych, co jest utrapieniem dla jej córki, która stara się ją utrzymać w domu, aby znów jej nie kompromitowała na starość. Madge jest pełna życia, wie jak z niego korzystać i szuka nowego ukochanego.

Moją ulubioną postacią jest Muriel (Maggie Smith), jest to starsza pani była zawodowa gospodyni domowa, zgorzkniała rasistka, która nie ufa i nie lubi ludzi o odmiennym kolorze skóry. Jest ona bardzo bezpośrednia i ma najlepsze kwestie w filmie. Gdy potrzebna jest jej operacja - wymiana biodra i okazuje się że trzeba czekać w kolejce i gdy lekarz jej mówi że może to być około pół roku ona zdesperowana odpowiada – „pół roku! Ja nie wiem ile mi zostało, ja nawet nie kupuję zielonych bananów!” Jest jeszcze możliwość wyjazdu na operację do Indii, służba zdrowia opłaca taki wypad no i zatwardziała rasistka znajduje się w kraju, w którym jest pełno hindusów. Jej reakcje i dialogi a zwłaszcza jak ona je wypowiada są fenomenalne, to jest aktorka najwyższej klasy i ogląda się jej perypetie z przyjemnością. Postać przez nią grana jest jedną z ciekawszych w tym filmie, bo powoli poznajemy, dlaczego jest tak zgorzkniała i ona powoli otwiera się na świat pełen kolorów i ….

Maggie Smith

Oczywiście nie można pominąć właściciela, menadżera, kompletnego lunatyka, niepowtarzalnego marzyciela i optymisty Sonniego ( Dev Patel) granego przez młodego aktora w porównaniu z całą resztą. Sonny stara się uratować hotel swojego ojca od totalnej demolki, ma marzenia, ale brak mu funduszy, a do tego jeszcze jego wszystko wiedząca i ingerująca matka zjawia się niespodziewanie. Całe przedsięwzięcie staje pod znakiem zapytania, przyszłość staruszków, hotelu i romantycznego związku Sonniego z Sunainą. Ale jak to w takich komediach bywa nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i z czyjąś bardzo pomocną dłonią cały ten projekt ma szanse na sukces.

Dev Patel and Tena Desae

Film jest wspaniały pełen humoru, i trudnych prawd i wyborów życiowych, opowiada o tym, że życie nie kończy się po 60 a wręcz przeciwnie dopiero się zaczyna i że nigdy nie jest za późno na miłość i marzenia. Podoba mi się mądrość, którą Sonny często wypowiada: wszystko będzie dobrze na końcu, jeżeli nie jest dobrze to znaczy że to jeszcze nie jest koniec.

Gorąco polecam to ciepły i mądry film w sam raz na przedwiośnie, pełen nadziei i słońca.

Fotki Press Association.



piątek, 16 marca 2012

Kwiatkomania jak co roku zapanowała na pokojach, schodach i korytarzach Pałacu w Hampton Court. Tym razem inspiracją był barok i flamandzcy mistrzowie martwej natury. Panie z Legionu Kwiatowego wyczarowały cudne bukiety i aranżacje kwiatowo-owocowe i z dodatkami ze świata zwierząt i ludzi. Jest to niesamowita wystawa trwająca tylko 3 dni, ale dłużej kwiaty by chyba nie wytrzymały. Zawsze jest w okolicach brytyjskiego dnia matki (Mothering Sunday), który w tym roku wypada 18 Marca.

Oto pare fotek dla zachęty.florimania, flower arangments at Hampton Court palace

róg obfitości

kwiaty, florimania at Hampton Court Palace

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

na piedestale

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

obrazek z suszonych roślin

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

jak z obrazu

florimania, flower arangments at Hampton Court palace, wazony

wazony na tulipany

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

florimania, flower arangments at Hampton Court palace

florimania, flower arangments at Hampton Court palace


 

Hampton Court jest otwarty od 10:00 do 16:30 ostatnie wejście o 15:30.

Bilety

                Z darowizną       standartowe

Dorośli       £16.95               £15.40

Ulgowe      £14.30               £13.00

Dzieci        £8.50                £7.20

Rodzina     £43.46               £39.50

Dzieci kwalifikują się od 5 do 15 lat.

Ulgowe to studenci z legitymacją, emeryci itp.

Rodzina to 2 dorosłych i do 6-cioro dzieci.

Jeśli się kupuje przez Internet to jest o funta taniej i nie ma tzw. booking fee.

Dojazd: najlepiej pociągiem z Waterloo.

Zapraszam.  



środa, 14 marca 2012

 okładka, klub matek swatek

Kupiłam tę książkę, bo spodobał mi się tytuł. Tematyka w sam raz na komedię romantyczną, otóż Beata matka Anki jest zmartwiona, bo jej 30-letnia córka nadal jest panną a Beacie się marzą wnuki. Koszmar każdej matki - córka, która jest starą panną i koszmar każdej córki - matka, która się nam stara ułożyć życie. Potencjał na dobrą zabawę duży. Anka jest zabawna kobietą ładną i mądrą, ale dlaczego jest samotna – oczywiste, bo faceci nie gustują w inteligentnych niewiastach. Ma swoje grono przyjaciół, Fryderyk – w ramach obopólnej pomocy przyjacielskiej udają przed swoimi rodzicami, że są ze sobą związani ma to ocucić zapędy matek. Ma to jednak odmienny skutek, bo matki oczekują rozwinięcia się związku i następnych etapów jak narzeczeństwo, ślub i wnuki. Problem w tym że Fryderyk nie jest zainteresowany kobietami o czym oczywiście matka nic nie wie i nie może się dowiedzieć. Jest też przyjaciółka Matylda – ciemnoskóra góralka, owoc flirtu jej ojca z pięknością rodem Jamajki i jej perypetie z narzeczonym od siedmiu boleści, który ciągle się trzyma maminej spódnicy. Są to jednak postacie uboczne a szkoda, bo ich perypetie dodałyby tej książce więcej humoru.

Tytułowy Klub Matek Swatek to nieoficjalna organizacja matek a raczej dla zdesperowanych matek, które nie mogą się doczekać ślubnego kobierca dla swoich ukochanych dziatek. Beata trafia tam przez przyjaciółkę i mimowolnie nadaje zlecenie na znalezienie odpowiedniego kandydata dla swojej córki. Kobiety najpierw tworzą portret Anny i tu okazuje się ku jej przerażeniu jej matki, że w sumie jej wiedza o Annie jest mocno ograniczona, z przerażeniem stwierdza, że nie zna własnego dziecka! To się zdarza częściej niż nasze matki myślą, my po prostu nie chcemy ich martwić i chcemy mieć trochę świętego spokoju. Zaufajcie nam wychowałyście nas i my wiemy, co robimy a nawet jak nie wiemy to się nauczymy, nie trzymajcie nas pod kloszem – chciałoby się zawołać.

Kobiety z Klubu to bardzo barwne osobowości, jedna nawet pracowała w tajnych służbach wywiadowczych, za konsultantkę mają szaloną jasnowidzkę z kotem i magiczną kulą. Kobiety znajdują wymarzonego księcia z bajki dla córki klientki i organizują przypadkowe spotkanie i potem już rzeczy toczą się same. Oczywiście wszystko w tajemnicy przed dzieckiem zdesperowanej matki.

Tak też jest w przypadku córki Beaty, Anny jednak pojawia się problem Anna wprowadzając się do swojego nowego mieszkania poznaje dwóch facetów, wnuka sąsiadki (policjanta) i namolnego malarza także policjanta, który jest na tropie groźnego przestępcy i tak Anka zostaje wplątana w aferę kryminalną. I tak mamy akcją humorystyczną z dreszczykiem, niebezpieczeństwo czai się na niewinną białogłowę a potem zjawia się rycerz na biały koniu i ją ratuje dostając przy tym nieźle po swojej głowie. Kobiety, aby dowiedzieć się prawdy sięgają po tortury i przy pomocy depilatora udaje im się wydobyć ważne informacje z pewnego twardziela, ale i tak więcej naplątały niż pomogły. Anka sama sobie daję radę w sferach romansowych.

Książkę się czyta szybko i lekko, nie jest to jakaś głęboka literatura, w sam raz na długą podróż do pociągu czy samolotu. Czasem trochę irytuje plątanie wątków na siłę, ale można to wybaczyć, nie mogę powiedzieć, że jest to super, ale nie jest najgorsza, taka babska lektura.

Widziałam, że pojawił się następny tom – Misja w Londynie, ale nie wiem czy kupię, z jednej strony chciałabym, bo na końcu tej jest wątek na ciąg dalszy, i chciałabym się dowiedzieć, co się stało, ale nie jestem pewna czy chce mi się to czytać. Może ktoś to przeniesie na ekran, dobrze obsadzone postacie i byłaby super komedia romantyczna z dreszczykiem.



poniedziałek, 05 marca 2012

Poszliśmy do kina, bo temat wydał nam się bardzo interesujący, filmy ze zwierzętami w roli głównej zawsze przyciągają uwagę. Pamiętam z dzieciństwa: Lessie, czy psa który jeździł koleją, czy naszego rodzimego psa Cywila albo Szarika ulubionego bohatera załogi 102, w literaturze też mieliśmy Łyska z pokładu Idy i Naszą Szkapę. To właśnie ukazując zwierzaki najlepiej opisuje się ludzki dramat, często zwierzęta noszą te cechy którym wymagamy od ludzi jak bohaterstwo, lojalność, wytrwałość czy szlachetność i stają się wzorem i inspiracją. Podobnie jest w tym przypadku.

Film ten jest adaptacją książki dla dzieci pod tym samym tytułem autorstwa Michaela Murpurgo. Autor mieszka w małej wiosce Iddesleigh w regionie zwanym Devon i tam w pubie przysłuchiwał się historii opowiadanej przez weteranów I Wojny Światowej, którzy pracowali z końmi lub służyli w kawalerii. W wiosce też pamiętano, że w czasie wojny przyjechali tam min. właśnie po konie. Tak narodził się pomysł napisania książki dla dzieci o okropieństwach pierwszej wojny światowej, opowiedzianej z punktu widzenia właśnie konia. Dodatkowym bodźcem była zaobserwowane wydarzenie na farmie. Przyjechały tam dzieci z Birmingham a wśród nich jąkający się chłopiec, który przez dwa lata do nikogo się nie odzywał. Zaprzyjaźnił się on z koniem i wieczorami z nim rozmawiał płynnie jego jąkanie znikało, a koń wydawał się słuchać zainteresowany z wyciągniętym łbem. Kolejna inspiracja to obraz F.W. Reeda z 1917 roku ukazujący atak kawalerii brytyjskiej na pozycje niemieckie i konie zaplątanie w druty kolczaste. Wszystko to nałożyło się na siebie i powstała opowieść o wojnie dla dzieci. Była ona popularna wśród czytelników i krytyków autor został wyróżniony drugą nagrodą w corocznym konkursie Whitebread Book Award. W 2007 została ona zaadoptowana i trafiła na deski teatru Narodowego w Londynie a trzy lata później na Broadway w Nowym Yorku. Opowieść ta stała się takim sukcesem, że turyści zaczęli przyjeżdżać do Iddesleigh gdzie mieszka autor i byli rozczarowani, gdy okazało się że w „village hall” - takim miejscu spotkań na wzór naszego domu kultur zmieszanym z remizą – nie było portretu Joeyego. W 2011 Murpurgo zamówił obraz u artysty „wizażysty końskiego” który pracował przy produkcji filmu Spielberga i tak oto mamy obraz przedstawiający tego bohaterskiego konia.

Joey from War Horse by Ali Bannister

Nie czytałam książki ani nie widziałam przedstawienia teatralnego, znajomi z pracy byli i mówili, że jest genialne. Film mi się podobał, dużo w nim okrucieństwa jak na opowieść dla dzieci, ale jest też bohaterstwo, lojalność, wierność i dobroć – może taki sposób ukazania wojny oczami zwierzęcia bardziej jest w stanie do nas przemówić, poruszyć dziecięce umysły i serca i utkwić w pamięci.

Głównym bohaterem jest koń, Joey, którego poznajemy, gdy rodzi się na łące i stawia pierwsze kroki, razem z nami ogląda to chłopiec Albert (Jeremz Irvine), który stara się zaprzyjaźnić ze źrebakiem. Nie może on uwierzyć, kiedy jego ojciec Ted (wspaniała rola Petera Mullana) któregoś dnia wraca do domu z targu z tym koniem – miał kupić zwierzę pociągowe do orania pola a nie takiego ładnego i delikatnego rumaka. Pole trzeba jednak zaorać, bo trzeba zapłacić czynsz za farmę i młody Albert podejmuje się zadania nauczenia konia chodzenia z pługiem, nie jest to łatwe, ale więź, jaka się wytworzyła miedzy człowiekiem a zwierzęciem spowodowała, że rzeczy niemożliwe stały się możliwe. Niestety biednemu zawsze wiatr w oczy wieje i gdy wybucha wojna ojciec Alberta jest zmuszony do sprzedaży wierzchowca do armii. Chłopiec jest załamany i stara się zaciągnąć do wojska, ale jest za młody, i wtedy kapitan kawalerii Nicholls (Tom Hiddleston) obiecuje mu że będzie się nim opiekował. Joey trafia do oddziału Kawalerii i zaprzyjaźnia się z czarnym rumakiem o imieniu Topthorn, razem trenują i razem idą do ataku, trafiają do „niewoli”, ale zostają przy życiu dzięki temu, że przeznaczono je do ciągnięcia wozów z rannymi. Ich losy splątują się z młodymi niemieckimi żołnierzami, chorą francuską dziewczynką i jej dziadkiem, a w końcu trafiają do artylerii niemieckiej gdzie ciągną ciężkie działa – jest to wyczerpujące i konie naokoło padają jak muchy, aż trudno uwierzyć, że można tę wyczerpującą pracę przetrwać.

Oczywiście jest to opowieść dla dzieci i musi się dobrze kończyć i Albert musi odnaleźć Joeyego a ten musi przeżyć te wszystkie okropieństwa wojny! Tego oczekujemy zapatrzeni w ekran i dlatego na końcu poleciały mi łzy po policzkach. Jest to piękna opowieść o przyjaźni, bohaterstwie, lojalności, sile przetrwania osadzona w lekcji historii, mamy tu wojnę w całym jej okrucieństwie. Okopy i czekanie na rozkaz, atak za atakiem i przedzieranie się przez pola usiane drutami kolczastymi, nowe technologie użycie gazów bojowych – gaz musztardowy, pojawiają się czołgi, rabunki na ludność cywilnej, wyjaśnione jest pojęcie ziemi niczyjej,- jest piękna scena, gdy jeden cel jednoczy na chwilę żołnierzy po obu wrogich stronach frontu. Albert, jako żołnierz w końcu jest w stanie zrozumieć swojego ojca weterana drugiej wojny burskiej odznaczonego medalem za odwagę na polu bitwy, wojna to krew, brud, cierpienie i bezradność.

Jest to epik, pięknie opowiedziany, jest tu humor i tragedia, i łzy mogą się zakręcić w oczach, co wrażliwszych. Piękna kinematografia to zasługa Janusza Kamińskiego a muzyka J.T Williamsa dodaje tu niezwykłej atmosfery. Zdecydowanie warto się na niego wybrać. Polecam.



Flag Counter