sobota, 26 marca 2011

Jak dostałam newsletter z National Gallery o nowej wystawie „Jan Gossaerts Renaissance” to od razu podjęłam decyzję, że muszę się na nią wybrać, choć nazwisko malarza niewiele mi mówiło, ale facet z obrazu użytego na ulotki promocyjne wydawał się dziwnie znajomy. Bilet kupiłam przy okazji pobytu w centrum na moich wyprawach po kościołach City jeszcze w styczniu i oto musiałam na nią iść, piszę musiałam, bo w międzyczasie dopadło mnie jakieś wredne przeziębienie, więc zaopatrzyłam się w pastylki szałwiowe i syropek i tak uzbrojona powędrowałam na przygodę z Renesansem Flamandzkim pierwszej połowy XVI wieku. Ulotka mówi, że Jan Gossaert ( około 1478 – 1532) był jednym z bardziej niezwykłych i wszechstronnych artystów tzw. Północnego Renesansu i nakierował sztukę flamandzką na nowe tory, wprowadzając min, nowy sposób malowania nagich ciał ludzkich i że był rywalem w sztuce portretowej wielkiego Hansa Holbeina (parę lat temu Tate Britain miała fantastyczną wystawę tego artysty). Stwierdziłam, że to może być interesujące - oto kolejny flamandzki malarz do porównania z uwielbianym przeze mnie Brueglem, a poza tym to będzie takie preludium do wystawy innego wielkiego malarza Renesansu, która pojawi się tu na jesieni „Leonardo da Vinci – Painter at the Court of Milan” z naszą słynną Damą z łasiczką ( gronostajem), już sobie zacieram ręce.

Jak każdą wystawa prezentowaną w tym specjalnym skrzydle „Sainsbury Wing” z salką filmową najlepiej jest ją zacząć od krótkiego filmu wprowadzającego, bowiem obejrzenie go pozwala na lepsze zrozumienie czasów i świata w jakim żył i malował artysta i pozwala inaczej spojrzeć na jego sztukę a czasem oświeca i wyjaśnia ewentualne wątpliwości. Parę razy w czasie tej wystawy stałam zaskoczona i zadziwiona z uśmiechem na ustach i patrzyłam na obrazy mi znane, tyle że wcześnie nie wiedziałam, że to Gossaert bo na ramce jak wół było napisane Mabuse i pod takim to właśnie imieniem jest ten artysta bardziej znany. Urodził się około 1478 roku w małej mieścinie Maubuse, i choć podpisywał się Hennegouwe (nazwa regionu) min na swoim egzaminie mistrzowskim w Antwerpii w 1503 roku to zaadoptował ostatecznie swoje miejsce urodzenia, jako sygnaturę na swoich obrazach – Mabuse i na wielu ramach to właśnie imię widnieje. Wstąpił do cechu św. Łukasza, patrona malarzy, w Antwerpii, która były swego rodzaju wylęgarnią artystów i miastem bardzo artystycznym, bowiem przypadało tu 2 malarzy na 1 piekarza – niesamowite zagęszczenie.

man with a glove, gossaert, mabuse 

Od 1508 roku pracuje on na dworze rządzącej Burgundią rodziny, jako artysta nadworny Filipa Burgundzkiego 1464-1524 (był to nieślubny syn króla Filipa Dobrego 1396 - 1467) który to był biskupem i admirałem floty (nieślubny syn oczywiście). Philip Burgundzki – ten miłośnik i kolekcjoner sztuki, który na dodatek był też z zamiłowanym złotnikiem - wkrótce wyjeżdża do Włoch i Gossaert znajduje się w jego orszaku. Tu nasiąka Renesansem i wykonuje wiele szkiców detali architektonicznych, posągów itp. min słynnego Spianario – postać chłopca siedzącego z nogą na nogę i wyciągającego sobie cierń ze stopy – kiedy on ją szkicował musiała być na wysokim piedestale lub siedział on na ziemi – podobna poza pojawi się parokrotnie w jego obrazach. Inne szkice to detale i ozdoby wykonane z myślą o swoim pracodawcy, który był złotnikiem i zapewne interesowała go obróbka metalu. Jest pierwszym artystą z tzw. Nizinnych Krain (Low Countries –  znane też jako kraje Beneluksu), który odwiedził Włochy i zapoczątkował swojego rodzaju trend artystycznych podróży na południe od Alp w celach kształcących i poznawczych (Rubens, van Dyck i nawet Bruegel tak uczynili), mówi się też, że to on zaszczepił włoski renesans na północ od Alp. Dodatkowo go polubiłam, gdy się okazało, że gdy w 1511 roku Bruksela znalazła się pod zwałami śniegu zorganizowano Śniegowy Festiwal, a Gossaert przygotował na tę okazję posąg Herkulesa.

szkice z wyprawy do włoch, Gossaert, Mabuse, drawings, spinario

Wystawa jest dobrze przygotowana i ciekawie rozplanowana i tak w pierwszej sali dostajemy swojego rodzaju krótką lekcję na temat środowiska artystycznego, w jakim się nasz artysta obracał a miał szczęście pracować obok wielkich tej epoki, bowiem dwór Burgundzki a zwłaszcza Margaret of Austria 1480 1530– Małgorzata Habsburg córka cesarza Maksymiliana i Marii Burgundzkiej namiestniczka Niderlandów – siostra Filipa Pięknego (dla ciekawostki tu dodam, że Małgorzata i Filip Burgundzki (pierwszy patron) byli spokrewnieni tak oto, że obu przodkiem był Filip Dobry tyle, że to był Małgośki pradziadek, a Filip był jego synem z nieprawego łoża, od czego ten przydomek Dobry chyba nie za chrześcijańskie prawe życie;) Otóż na dworze Burgundzkim przebywało wielu artystów i filozofów liczących się w ówczesnym świecie np. Erasmus, malarze Bernaret van Orley, Jacopo de Barbari, Gossaert spotykał się także z A. Durerem i takie bardzo prężne środowisko artystyczne miało na niego duży wpływ a jego podróż do Włoch dodała soli i pieprzu do tej mieszanki.

Kurator wystawy wyjaśnia, że Gossaert wyróżnia się tym, że w tradycyjnych tematach w sztuce końca średniowiecza zaprowadził nowy sposób przekazu, że dodał psychologiczną głębię i starał się ukazać emocjonalne podłoże swoich bohaterów. Głównymi sponsorami i patronami artystów byli nadal królowie, książęta i Kościół toteż większość sztuki ma podłoże religijne lub jest wizerunkiem portretowym. Jednym z najpopularniejszych tematów sztuki sakralnej, często pojawiającej się przy ołtarzach i w kaplicach był Pokłon Trzech Królów (Mędrców) i dla artystów były to szansa na zaprezentowanie swoich umiejętności i wyobraźni.

the adoration of the kings, gossaert, mabuse, first black king in nativity,

I tak mamy tu obraz określany, jako główny punkt programu tej wystawy „The Adoration of the Kings” (1510-15) jest to niesamowicie kolorowy wizerunek, niezwykła mieszanka gotyku z renesansem, tradycji z nowoczesnością (ówczesną). Jest to obraz przedstawiający mędrców / królów przybyłych do stajenki – tyle, że stajenka zgodnie z tradycją średniowieczną została zamieniona na zrujnowany budynek, pełen interesujących detali architektonicznych fryzy kolumny, kapitele dekorowane z putti (amorkami). Artysta użył tu też zasad geometrii i tak centrum obrazu i wzrok od razu w to miejsce wędruje to głowa Najświętszej Panienki. Jest ubrana w przepiękną błękitną suknię i płaszcz i trzyma ona na kolanach Dzieciątko a w drugiej ręce Kielich (goryczy ? zapowiedź cierpienia?) przed nimi klęczy fundator obrazu, bogato odziany w płaszcz atłasowy podbity futrem, Daniel van Boechout ( zamówił go do kaplicy Panny w kościele św. Adriana w Grammont koło Brukseli). Jest tu też perspektywa przyciągająca do centrum obrazu a stworzona ona została przez ciekawą aranżację architektury w tle w formie swego rodzaju tunelu, także uwaga postaci na obrazie jest skierowana na Dzieciątko – żeby nie było wątpliwości, co do doniosłości wydarzenia. Jest tu także okrąg wyznaczony przez anioły na górze obrazu i psy na dole. Anioły są szczególne, bowiem ich skrzydła są kolorowe – pierwszy raz widzę kolorowe skrzydła aniołów – a może wcześniej nie zwróciłam na to uwagi – podobnie kolorowe skrzydełka mają jego anioły w obrazie „st Luke painting the Virgin” 1520-22 (św. Łukasz malujący Dziewicę Maryję). Jak w każdej scence o tej tematyce muszą być zwierzęta i tak mamy tu uroczego osiołka pod murem wygląda on trochę jak ten z Kubusia Puchatka, po drugiej stronie za Panną zza muru wychyla się byczek. Ale na specjalną uwagę zasługują dwa psy na przedzie obrazu, ten w prawym rogu siedzący na ziemi między zrujnowaną posadzką, biały w kolorze z błyszczącą sierścią i noskiem wilgotnym – znaczy ze jest zdrowy – jest to zapożyczenie z druku Durera – kuratorzy wystawy umieścili ten druk obok i można się na własne oczy przekonać tylko ogon jest inaczej ułożony. Drugi pies też jest zapożyczony z ryciny Martina Schongauera (też jest obok) tyle że jest to jakby lustrzane odbicie, ten pies trzyma łapę i dogryza kość – wydaje mi się że to jest żebro – sugestia do stworzenia człowieka? Po lewej stronie Dziewicy stoi Baltazar i jest to pierwszy wizerunek czarnoskórego Mędrca w historii malarstwa Europejskiego. Jego ubiór jest również egzotyczny i ekskluzywny, adamaszek, haftowany i naszywany kamieniami i złotem, jedwab oraz futrzany pręgowany kołnierz płaszcza, ale buty robią szczególne wrażenie, skóra z jakiej je wykonano została tak wyprawiona że widać przez nie palce a nawet paznokcie – może to było drogie ale szczerze mówiąc to sobie musiał na tej nierównej połamanej posadzce nieźle palce u stóp poobijać w tych delikatnych bucikach. Detale na tym obrazie są fantastyczne, te kwitnące chwasty, te czarne perły naszywane na kapeluszu leżącym na podłodze, fałdy na szatach i wzory na tkaninach a nawet ściegi tkackie to jest po prostu niesamowite, ten obraz jest bardzo plastyczny, niemal trójwymiarowy. Jeśli nie uda Wam się go teraz na tej wystawie obejrzeć to możecie go zobaczyć później w galerii na piętrze, bo jest on tu w tej galerii na stałe. Im dłużej patrzę na ten obraz tym więcej rzeczy na nim odkrywam jak tego człowieka po lewej stronie w oknie, co tak się do kolumny przytulił jakby ją miał zaraz gdzieś odnieść, albo te pnące się rośliny po murach ….Ten obraz naprawdę jest niezwykły, niestety fotografia nie oddaje w pełni bogactwa detali a musiał on robić na wiernych wrażenie i nie tylko, bo pokazali tu obraz innego artysty Gerarda Davida o tej samej tematyce, który wyraźnie starał się powielić kompozycję i tak mamy Marię w niebieskiej sukni, postać klęczącą przed nimi w modlitewnej pozycji, kapelusz na ziemi, inny trzyma kapelusz w rękach. Na tym obrazie zauważyłam też mężczyznę na schodach po lewej stronie w wieżyczce i mi się przypomniało, że potem min David Teniers Młodszy i inni flamandzcy malarze umieszczali kogoś wchodzącego po schodach, przez drzwi itp. w swoich obrazach ciekawe - to chyba jakaś sygnaturka flamandzkiego malarstwa.

Adam i Ewa, adam and eve, gossaert

Drugi motyw w tej sali to Adam i Ewa i jest tu parę szkiców min Durera i parę obrazów Gossaerta i naśladowców. Temat ten jest popularny, ponieważ ukazywał początki ludzkie i grzech pierworodny, który to miał być odkupiony przez Zbawiciela i tak jabłko z wizerunków Adama i Ewy często pojawia się na obrazach przedstawiających Madonnę z Dzieciątkiem. W swoich szkicach i rycinach Albrecht Durer skupia się na osiągnięciu proporcji ludzkiego ciała a Gossaert podchodzi do tego jak narrator opowiadający historyjkę i skupia się na stronie emocjonalnej i psychologicznej a także wkracza w zmysłowy świat erotycznych aluzji. Widać tu wpływy Durera w ustawieniu postaci a także jego pobyt we Włoszech, jeden z obrazów, autorstwa nieznanego malarza, ale wzorowany na Gossaercie jest chyba jednym z bardziej erotycznych wizerunków Adama i Ewy. Siedzą oni pod drzewem a Ewa jedną ręką wyciągnęła ponad głowę sięgając po jabłko a drugą w kierunku Adamowego przyrodzenia, Adam zaś jedną ręką trzyma gałąź a drugą kieruje w kierunku ponętnych kształtów Ewy a z drzewa wolną zsuwa się kusicielski wąż i nie ma tu żadnej wątpliwości, o jaki grzech chodzi. Poza Adama bardzo przypomina postać ze szkiców tzw. Spinario – dlatego szuka się Gossaerta w tym obrazie. Inny obraz przedstawiający Adama i Ewę to duże płótno z 1520 roku, na którym stoją oni na tle ogrodu z fontanną życia zdobioną figurkami Adama i Ew. Adam już ugryzł jabłko, które Ewa trzyma za sobą, pokazuje nam na swoje usta sygnalizując, że został już skuszony, a opaska z liści okrywa jego biodra, Ewa stoi naga z rozwianym włosem jak Wenus i tylko przypadkowy listek okrywa jej łono. Adam drugą ręką bardzo nieśmiało oparł na ramieniu Ewy w delikatnym objęciu i lekko palcem naciska jej ciało, pierwsza czuła pieszczota. Takie podejście do tematu religijnego było bardzo nowatorskie, te obrazy są pełne emocji i ogląda się je jak gdyby przyłapując kochanków na gorącym uczynku, wydaje się, że jak odwrócimy głowę to kochankowie z pasją wrócą do tego co im naszą obecnością tak przerwaliśmy.

szkic, drawing, gossaert, mabuse, the womans bath

Następna sala to jeszcze więcej nagich ciał, otóż Filip Burgundzki (biskup i admirał) był wielkim humanistą i kolekcjonerem sztuki i tak w swoim zamku Soburg posiadał także kolekcję erotyków niestety niewiele z niej zostało i tylko parą obrazów i rycin Jacopo de Barbari, Durera i Gossaerta. Jest tu min rycina Durera „Four Witches” z nagimi kobietami, czaszką u ich stóp i diabłem z lewej strony. W innym szkicu Gossaerta „A Womans Bath” mamy kobiety w łaźni, na pierwszym planie stojąca kobieta przegląda się w lustrze i czesze swoje długie włosy, ale proszę spojrzeć na lewo siedząca tam kobieta to znowu wpływ rzeźby z Włoch Spinario. Jednak obrazem, który najbardziej przyciąga wzrok w tej sali jest „Venus” duży obraz olejny na desce z 1521 roku, widać na niej wpływy malarza włoskiego znanego jako Botticielli „Birth of Venus” (Narodziny Wenus). Gossaert ustawił Wenus w podobnej pozycji, ale zamienił muszlę w niski stoliczek, tak samo przechylona ona głowa, ma rozwiane rudawo blond włosy, ugiętą nogę. Obok niej na stoliczku stoi antyczna bogato zdobiona waza z kwiatem a po drugiej strony leży hełm (bardzo podobny do tego z jego włoskich szkiców) jej kochanka Marsa Venus, Gossaert, mabuse oraz pióropusz i łuk jej syna Kupida. O ile Wenus z obrazu Botticiellego skromnie stara się zakryć swoje wdzięki to Wenus Gossearta daleko jest do skromności. Stoi ona tam z lustrem w ręku i przygląda się sobie a druga ręka podobnie jak pierwowzoru zasłania swoje łono, ale to tylko pozory, bowiem rozchylone palce niczego nie ukrywają. Gossaert dodał ciemne niemal czarne tło, więc cielista postać bogini jest jak marmurowy posąg, takiego zabiegu użyje potem Zurbaran w swoich obrazach. Wydaje się nam, że wieki średnie czy wieki ciemne i takie zmysłowe wizerunki się wzajemnie wykluczają, ale wielu władców kolekcjonowało nie tylko obrazy i rzeźby a sam wspomniany Filip Dobry było kolekcjonerem literatury, która podobno zawstydziłaby samego Boccaccia.

 

Największe pomieszczenie na tej wystawie prezentuje portrety i mamy tu niezwykłą okazję stanąć oko w oko z prawdziwymi ludźmi tamtego okresu. Cechami charakterystycznymi portretów jego pędzla są bogate stroje, brosze i kamea na kapeluszach, ręce oparte o framugach, ramki namalowane w obrazie oraz próba ukazania psychologicznego wizerunku. Pierwszy obraz do którego podeszłam to doskonale mi znana „Trójka dzieci Christiana II” (The Three Children of Christian II of Denmark 1526) widziałam go już parę razy a moja koleżanka raz go skomentował – okropne dzieciaki. Przedstawia on dzieci w strojach żałobnych – umarła im matka Izabela ( była ona córką Filipa Pięknego, bratanicą Małgorzaty Habsburskiej), po prawej stronie mamy najstarszą Dorotę w środku Jana a po lewej najmłodszą Christinę. Malowanie dzieci nie jest łatwe, być może wykonał on szereg szkiców a dopiero wtedy malował, o ile dwójka starszych dzieci wydaje się poważna to Christina jest inna, wyciąga ona rękę w stronę owocu, który jest symbolem raju do którego odeszła jej matka. Styl tu jest bardzo ekonomiczny, szybki pędzel z dużą intensywnością i spontanicznością, ale jednak wszystko wydaje się idealnie dopasowane i ustawione.

Dorota księżniczka Duńska

Obok wisi obraz „Young Princes” 1530 przedstawiający Dorotę w bogatym stroju, z naszytymi perłami, całymi łańcuchami pereł, a w ręce trzyma ona astrolabium i wskazuje na nim palcem położenie Kopenhagi – aluzja do utraconego królestwa, ma ona na sobie piękną suknię a te same wzory są też na jej nakryciu głowy. Po skończeniu tej wystawy proponuję pójście do sal głównych galerii do pomieszczenia z Ambasadorami Holbeina, obok których na ścianie wisi duży portret stojącej kobiety ubranej w czerń (znowu kolor żałobny) to najmłodsza z tej trójki dzieci - Christina znana jako Księżna Milanu, która to na propozycję małżeństwa od Henryka VIII odpowiedziała że gdyby miała dwie głowy to jedna na pewno była by do dyspozycji króla – mądra kobieta.

Gossaert malując portrety posługiwał się pewnymi chwytami i jednym z jego ulubionych był efekt ramki w ramce, otóż malował on postać przed namalowaną ramką, lub np. opierał dłoń na ramie, co powodowało że miało się wrażenie ze postać wychodzi do nas z obrazu. Zastosował to we wspomnianym już obrazie Doroty a także „Henryk III z Nassau” „Portrecie Jana Carondelet”. Dorzuca też detale, które mają nam dostarczyć dodatkowych informacji o przedstawionej postaci jak to astrolabium w rękach Doroty, rękawice na innym portrecie ( element garderoby bogatego osobnika) ordery np. Golden Fleece (Order Złotego Runa – związany z domem habsburskim miał początek w Zakonie Złotego Runa) mówią one o bogactwie i wpływach. Często jego postacie mają odchylone głowy, ale oczy nakierowane prosto na nas lub czasem wydaje mi się, że chcą one nam na coś bezgłośnie wskazać. Inne sztuczki to np. „trójwymiarowe guziki” z portretu wspomnianego już Henryka III z Nassau, czy gesty wykonywane rękoma jak na portrecie Anny von Bergen, która wydaje się nam podawać list. Gossaert nie był tylko malarzem był ten narratorem z pędzlem.

the portrait of the man, Jan Jakobsz Shoek

W tej sali jest obraz którego użyto na ulotce „Portrait of the Merchant” około 1530 ( Portret Kupca) a na nim Jan Jacobsz Shoek sekretarz miasta Goornishem. Siedzi on przy stole i wygląda jakby malarz wpadł na chwilę i go namalował przy pracy (teraz byłoby to zdjęcie). Otoczony jest on przedmiotami symbolizującymi i informującymi o jego funkcji i znaczeniu w społeczności, w której żył i pracował. I tak many na obrazie kałamarz z atramentem, lupę (szkło powiększające), szalki i odważniki, nożyczki pojemnika na piasek do posypywania atramentu na papierze, aby on szybciej wysechł. Stoi tam też pojemnik z piórami do pisania oraz rolkami papieru, pojemnikiem na wosk do lakowania dokumentów i odciskania pieczęci. Na ścianie za nim wiszą przymocowane listy z jednej strony a notatki z drugiej a Jan siedzi i pisze coś na kartce, może kopiuje z tej księgi. Zawsze jak widzą pismo na obrazie to chciałabym wiedzieć, co tam jest napisane, czy to jest prawdziwy tekst, czy to tylko wystylizowane na pismo szlaczki, czy ktoś usiłował to rozczytać. Wydaje mi się, że sportretowany mężczyzna lekko się uśmiecha lub stara się nad tym uśmiechem zapanować ze względu na powagę swojego urzędu.

Gossaert był wspaniałym rzemieślnikiem iluzjonistą i potrafił na obrazie wyczarować wygląd tkaniny, motywy i wzory tak, że prawie czujemy lekkość jedwabiu, puszystość futer i miękkość aksamitu a tu mamy czarne na czarnym motywy tkackie na kołnierzu i tunice kupca. To jest naprawdę szczególna umiejętność a podkreśla ją anegdota z życia malarza, który był dość rozrzutny i często tonął w długach, jego życie prywatne było chaotyczne w przeciwieństwie do jego sztuki i obrazów – tu taki porządek i wszystko dokładnie ułożone. Otóż z okazji wizyta cesarza na dworze burgundzkim każdy został obdarowany białym damaszkiem z nakazem przygotowania szat na uroczysty bal, a ponieważ Gossaert znów był w długach sprzedał swój przydział no i miał kłopot, bo musiał się pokazać, więc przygotował sobie ubranie z papieru, który pomalował tak, że udawał on tkaninę. Cesarz miał wybrać najładniejszy kostium i oto wygrał właśnie ten papierowy Gossaerta – niesamowite, iluzjonista pierwsza klasa.

an elderly couple, gossaert, mabuse

Kolejny obraz, na który trzeba zwrócić uwagę w tym pomieszczeniu to „An Elderly Couple” 1515-20 (para staruszków). Ten portret podwójny przedstawia parę starszych osób, małżeństwo dość zamożne, na co wskazują bogate szaty, futrzany kołnierz i obszycia, aksamit. Starszy pan ma na głowie kapelusz a an nim zapinkę (kamea) o wyraźnie antycznym wyglądzie a przedstawia ona Merkurego i Fortunę wskazując, że być może mamy tu do czynienia z kupcem ( kamea to częsty dodatek do jego portretów i zwykle ma ona klasyczną wymowę). Gossaert namalował tę parę bez żadnych zabiegów upiększających i tak obie twarze so poorane zmarszczkami niektórych przyczyną były troski, ale za niektórymi na pewno kryła się radość i spełnienie. Do oddania szorstkości oblicza mężczyzny użył on techniki, w której zdrapuje się powierzchnię farby i tak naprawdę wydaje się, że jak dotkniemy obrazu to poczujemy odrastający zarost na jego brodzie ( proszę nie próbować dotykać obrazu!!!). Podarował też mężczyźnie wąskie zapadłe usta i tak twarz wydaje się mieć zacięty wyraz– niby nie chwalebny wizerunek, ale nie oszczędził też kobiety i oto nad jej górną wargą mamy delikatny meszek – no tak - starość nie radość (młodość nie wieczność). Mogę powiedzieć, że mamy tu przykład okrucieństwa detalu – te zmarszczki zwłaszcza na szyi i wąsik, ale prawdziwym dopełnieniem jest zgubiony włos – po prawej stronie mężczyzny, na wysokości jego brody oto wypadł włos, a nawet dwa i splątały się one między aksamitne tasiemki i kołnierz futra, nawet dobór futra podkreśla starość jest ono posrebrzane na brzegach. Gossaert wiedział jak dobierać elementy na swoim obrazie, wiedział jak pokazać to, co jest trudne do przekazania. Ta para jest świadoma swojego wieku i przemijania, ale chcą zachować resztki godności i powagi - jemu może jest żal tych wszystkich rzeczy, na które już mu nie starczy czasu i sił a ona z refleksją wspomina przeszłość i dom pełny dzieci i wnuków…. Gossaert nie maluje portretów on opowiada historyjki i zachęca nas to szukania i wyobrażania sobie, co się za tym wizerunkiem kryje.

Interesująca jest kopia zaginionego obrazu Gossaeta przedstawiająca „Virgin and Child” (Panna z Dzieciątkiem), ponieważ modami była wspomniana Anna Bergen (żona Adolfa Burgundzkiego) oraz jej syn Henry – takie ukazanie było popularnym podkreśleniem religijności nie aktem Na obrazie tym mamy sznur modlitewny, o których pisałam przy okazji kościoła Mary Aldermary, proszą też zwrócić uwagę na tkaniny i jej delikatność, zwłaszcza na dzieciątku.

Pomieszczenia 5 i 6 to zbiór dzieł o charakterze sakralnym w ostatnim głównie Panny z Dzieciątkiem. Do bardziej interesujących eksponatów tu należą skrzydła tryptyku namalowane w monochromie – malowanie w tonacji czarno – białej to bardzo ciekawy efekt, wyglądaj one jak płaskorzeźby, interesująca iluzja, a utrzymane to wszystko w gotyku, kolor wkracza, jako renesans. Jest tu też wspomniany obraz przedstawiający „św Łukasza malującego Dziewicę Maryję” z 1520-22 z aniołami o kolorowych skrzydłach. Tło na tym obrazie jest klasyczne, architektura i głowy cesarzy wskazują na fascynację malarza antykiem. Wizerunki Maryi i Jezusa często były w „duecie” z obrazami właścicieli, taki sposób oddawania czci, jest tu parę przykładów, choć czasem zachował się tylko jeden z obrazów. Częstym motywem jest jabłko, przypomnienie, że Jezus przyszedł na świat, aby odkupić nasze grzechy, a także rozłożone w zabawie ręce, na jednym z obrazów malec wydaje się starać odlecieć z jej uścisku, to aluzja do ukrzyżowania. Gossaert nie zapomina jednak, że jest to matka z dzieckiem i ukazuje emocjonalny związek i tak oto na jednym z obrazów z 1520 roku wydaje się on bawić jej szatą i próbuje się pod nią schować i za chwilę radośnie się roześmieje, gdy powiemy do niego a kuku, na innym przytula się on do matki domagając się jej uwagi, gdy ona skupiona coś czytała.

virgin and the child, gossaert, mabuse

Wystawę zamyka tryptyk „Madonna z Dzieciątkiem” z dwoma portretami, ale choć namalowane, jako całość teraz znajdują się w różnych kolekcjach i jest to jedyna szansa, aby je razem zobaczyć ( Madonna jest w Ameryce a dwa portrety w Belgii). Maryja siedzi na ławce w szatach czerwono niebieskich, ławka jest pięknie zdobiona a słupki są zakończone pozłacanymi kulami, taki sam element znajduje się nad głową kobiety na oddzielnym obrazie - siedzi on na tej samej ławce. Po lewej stronie jest modlący się mężczyzna zapewne mąż tej kobiety, fakt że żona siedzi na ławce z Maryją sugeruje że ona zmarła i jest to ku jej pamięci i za jej duszę – taki memoriał – tak stwierdza namalowane na tyle obrazów a wyglądające jak przybite do desek kawałki papieru ze słowem „miserere”. Środek tryptyku Maria z Dzieciątkiem wydaje się być mniejszy, ale to, dlatego że go zmodyfikowano w dość toporny sposób docinając, aby był bardziej kwadratowy – ciekawy, jaki koneser sztuki dokonał tego barbarzyństwa, – że też mu łapy od tego nie uschły.

Wystawa jest dobrze przygotowana, ciekawa i z paroma niespodziankami. Warto się wybrać; wystawa jest otwarta do 30 maja 2011.

Wpis jest ilustrowany materiałami promocyjnymi Galerii Narodowej.

Gdzie – Galeria Narodowa przy Placu Trafalgar w skrzydle Sainsbury. Stacje metra i kolejowe: Waterloo, Charing Cross, Embankment, Leicester Sq.

Godziny otwarcia: codziennie od 10 do 18 a w piątki do 21 ostatnie wejście 45 minut przed zamknięciem, (ale 45 to za mało na tę wystawę).

Ceny:

Dorośli – £10

Ulgowe (emeryci, itp.) – £9

Studenci, bezrobotni – £5

Rodzinny (2 dorosłych i do 4 dzieci) – £20

Wtorkowe popołudnia - £5

wtorek, 15 marca 2011

Noblista, Marcin Wolski

Do kupna tej książki podchodziłam w księgarni dwa razy i dwa razy odłożyłam ją na półkę aż wreszcie ostatnio zdecydowałam się na jej kupno. Jest to moja pierwsza książka tego autora, przeczytana na własne oczy, bo coś mi w głowie świta, że kiedyś w Radiowej Trójce czytali jego „Agenta Dołu” i mam bardzo luźne wspomnienia, że mi się to wtedy podobało i to chyba zdecydowało o ostatecznym zakupie tej powieść. Trochę się bałam, że nie będę mogła się w niej zorientować, bo jest to jakoby kontynuacja poprzedniej powieści „Nieprawe Łoże”, której nie czytałam, okazało się jednak, że jest to całkowicie niezależna historia i nie było konieczne zaznajomić się z tamtą pierwszą a dobrze, bowiem nigdzie jej w księgarni nie mogłam znaleźć i długo się dlatego wstrzymywałam w czytaniu.

Głównym bohaterem powieści jest historyk pracownik Instytutu Historii PAN Wiktor Leśniewski, który przeżywa osobistą tragedię, gdy jego dziewczyna najpierw „romansuje” ze słynnym pisarzem w wieku sędziwym, o którym pisała magisterkę i nagle stała się jego asystentką, – czego Wiktor nie mógł znieść a potem ginie potrącona przez samochód. Wiktor jest zrozpaczony i wini największego polskiego pisarza Henryka Barskiego o to, że mu ją odebrał, – bo gdyby była z nim, a nie z tamtym to by nie biegła po ulicy i nie wpadła pod ten samochód. Rozpoczyna swoją wendetę i chce zniszczyć pisarza a jedyne, co może zrobić to zniszczyć jego autorytet, więc próbuje znaleźć na niego haki i pomaga mu w tym jego doktorant pracownik IPN-u Adam Podlaski. Wiktor dociera do znajomych pisarza i ludzi, którzy z nim i dla niego pracowali i w wyniku tych poszukiwań wyłania się całkiem inny obraz niż ten kreowany przez Polskie i Zagraniczne Media – Barski na szanse na nagrodę Nobla w dziedzinie literatury. Adam Podlaski też ma własny cel usiłuje znaleźć swojego ojca, który zniknął przed laty i jest przetrzymywany w tajnym laboratorium pracującym nad zjawiskami paranormalnymi gdzieś za wschodnią granicą. Oczywiście pojawiają się elementy, które starają się powstrzymać działalność obu mężczyzna, ale też osoby, które im pomagają i dają wskazówki, w życiu Wiktora pojawia się też kolejna studentka Dorotka – ma pan historyk słabość do narybku żeńskiego głodnego wiedzy historycznej. Zakończenie jest bardzo wybuchowe a poszukiwacze dochodzą do „prawdy”, ale okazuje się ona skomplikowana, bardziej niż Wiktor by to chciał i nie daje mu takiej satysfakcji, jakiej szukał na początku, ale cała ta akcja pomogła mu w ostatecznym pożegnaniu z Magdaleną i skupieniu się na tym, co dostał od losu i przyszłości, jaką może sobie zbudować.

Książka jest w sumie dobra, druk literami, które czyta się bez wysiłku, wiele książek jest teraz drukowanych takim maczkiem, że się człowiek męczy. Jest to dobra sensacja i bardzo realistyczna a efekt taki jest uzyskany min. wstawianiem fragmentów powieści pisarza Henryka Barskiego, który jest wytworem wyobraźni pana Wolskiego, ale postać ta jest tak realna, że człowiek się zastanawia czy przypadkiem następnym razem nie znajdzie na półce w księgarni jakiejś jego powieści mnie szczególnie przypada do gustu idea „Diabeł zjechał do Salem”. Tak sobie pomyślałam że autor mógłby ją napisać i wydać jako aneks powieściowy pod pseudonimem – to by dopiero był numer ;)

Brakowało mi jednak zwrotu i kompletnego zaskoczenia na końcu powieści, bo od samego początku drążył się jeden kierunek i było by super gdyby nam autor powiedział „a kuku” na samym końcu i zagrał nam na nosie i zakończył to w stylu np. „Ghost writera” gdzie nic nie było tak jak nam się to wydawało, (choć ma się podejrzenia). Pojawiło się w mojej głowie też pytanie czy były by popularna w Polsce powieść, w której to agenci z zachodu są postaciami negatywnymi, czy możliwe jest to przełamanie na monopol zła tylko zza wschodniej granicy, taki pluralizm w literaturze sensacyjno szpiegowskiej. Jedyna słabość tej powieści to te sny, jakie Adam i Wiktor mają o niedoszłym spisku i ten paranormalny wątek jego ojca to było taki niepotrzebny dodatek, najmniej wiarygodny w całej tej bardzo realistycznej powieści. Kusi mnie, aby kupić następną powieść pana Wolskiego, ale nie bardzo wiem, co rzucić na pierwszy ogień może tego pamiętanego jak przez mgłę „Agenta Dołu” a może, „Antybaśnie”, albo coś nowszego, no cóż trzeba się mocno zastanowić. A tymczasem polecam „Noblistę”, dobrze się w sumie czyta.

poniedziałek, 14 marca 2011

Wiosna pełną parą i ptaki w moim ogrodzie (tzn. mojej gospodyni) budują gniazdka i krzątają się wesoło ćwierkając radośnie. Mamy rodzinę rudzików (Robin), która w małej wnęce na murze sąsiadów uwiła sobie gniazdko, już próbowały w ubiegłym roku, ale ciągle im ono wypadało aż nasz sąsiad wpadł na pomysł i przybił tam deseczkę i teraz siedzą one sobie (na zmianę) i tylko im główkę widać. Wydaje mi się, że to ta sama rodzinka, bo jakoś się nas nie boją i jak coś robimy w ogródku to siadają na płocie, gałązkach, krześle i czekają na wypadek jakbyśmy jakiegoś robaka wykopały i wtedy siup i już go ciągną. To jest komiczny widok, bo dżdżownica w połowie w ziemi a rudzik ciągnie i się napręża i naciąga jak mu się uda wyciągnąć to jak sprężynka odskoczy trochę ze zdziwieniem na swoim małym dziobku. Mogę tak siedzieć i je obserwować godzinami a że nazbierało mi się dość dużo zdjęć z ubiegłego roku oto parę z nich.

robin, rudzik

robin, rudzik

robin, rudzik

rudzik, robin

robin, rudzik,

Wydaje mi się jakby bawił się ze mną w chowanego

robin, rudzik

niedziela, 13 marca 2011

Czasem się człowiek natknie na takie niesamowite zbiorowisko wspaniałych samochodów, i aż się łezka w oku kręci, bo pięknie wyglądają i mają urok.

classic cars

silver car bentley

silver car

detail

bentley car

czerwony bentley

bentley cars

Cudeńka

sobota, 12 marca 2011

Zapraszam na kolejny spacer po Londyńskim City znów w okolice Cannon Street i Mansion House i znów do kościoła, robi mi się z tego taki cykl kościoły w Londyńskim City. Tym razem wybrałam niepozorny kościółek u zbiegu ulic College i College Hill pod wezwaniem św. Michała „Paternoster Royal”.

st michael paternoster royal, church, architektura, Londyn

Nie jest to jednak pierwszy budynek kościelny na tym terenie, wcześniejszy kościół istniał tu już w XIII wieku. W średniowiecznym Londynie było 7 kościołów zadedykowanych Archaniołowi Michałowi i to był jeden z nich i pierwsze wspominki w kronikach pojawiają się w 1219 roku gdzie określany jest, jako pod wezwaniem św. Michała Paternoster, ten przydomek pochodzi od ulicy Paternoster Lane (obecnie College Hill) zwanej tak, ponieważ kwitł tu handel różańcami i jego wcześniejszą formą sznurami modlitewnymi.

Zwyczaj liczenia modlitw przy pomocy paciorków jest bardzo stary, mówi się, że już św. Antoni liczył modlitwy na pustyni używając kamyczków a najstarszy zachowany sznur paciorków modlitewnych podobno znajduje się w Belgii w grobowcu, św. Gertrudy. Najwcześniejszy taki eksponat w Anglii został podarowany w testamencie klasztorowi benedyktyńskiemu w Coventry w XI wieku roku przez Lady Godivę – tak ona naprawdę istniała, a jest ten różaniec opisany, jako paciorki nawleczone na rzemyk, które przesuwała ona w czasie modlitwy, aby wiedzieć ile razy ją wypowiedziała. Angielskie słowa „bead” i „bid” czyli koralik (paciorek) i stawka, oferta - wywodzą się z jednego korzenia i znaczyły to samo modlić lub żądać. Nawet nasze słowo zahacza o podobne korzenie - pacierz – paciorek ha, ale się złożyło. Nazwa pierwszych takich sznurów paciorkowych pochodziła od najpopularniejszej modlitwy Ojcze Nasz (Pater Noster) miały one od 10 do 50 lub nawet 150 paciorków i mogły być wykonane z drewna, szkła, kości, rogu, ale i z drogich kamieni, były proste i pięknie zdobione i bywały nie tylko oznaką religijności, ale też bogactwa. Często właśnie ozdoby religijne bywały wyjęte spod opłat podatkowych i ograniczeń i nakazów ubiorowych. Nie zawsze miały one zakończenie w formie krzyża, czasem była to figurka jakiegoś świętego, pojemniki z wodą święconą, relikwiami a także świeckimi przedmiotami jak wisiorkami, pierścieniami czy medalionami w kształcie serca. Według legendy pierwszy różaniec z prawdziwego zdarzenia tzn. tak jak my to dziś rozumiemy został podarowany przez Dziewicę Marię św. Dominikowi w 1214 roku, ale za ojca modlitwy różańcowej uważa się mnicha Kartuzjańskiego Dominika z Prus, który odmawiając Zdrowaśki (Hail Mary) dodawał cytaty z pisma świętego. Obie formy współistniały i były popularne zwłaszcza wśród niepiśmiennych wiernych, którzy nie posiadając psałterza i nie umiejąc czytać w taki sposób okazywali swoją pobożność.

okno, window, church, architekture, st michael paternoster royal

Drugi przydomek tego kościoła Royal też odnosi się do sąsiedztwa i nieistniejącej już ulicy Le Riole (Ryole) przeróbce La Reole znanego zagłębia win w Bordeaux i oczywiście była to ulica zamieszkana głównie przez handlarzy winem. Wspaniałe sąsiedztwo.

Kościół ten jest słynny z powodu dwóch nazwisk z nim związanych jedno to Dick Whittington czterokrotny Mer Londynu a drugie to Ch. Wren architekt królewski odpowiedzialny za odbudowę kościołów (i nie tylko) w City po Wielkim Pożarze Londynu w 1666 roku.

tower of st michael paternoster royal

Richard „Dick” Whittington to bardzo ciekawa postać, filantrop, biznesmen, polityk, człowiek sukcesu w średniowiecznym Londynie. Miał w sobie rycerską krew ( stąd te szlachetne postępki) a że był młodszym synem w rodzinie Whittingtonów (urodził się około 1350 roku), więc nie było szansy, aby odziedziczył majątek ziemski, zatem został wysłany do Londynu, aby się wyuczył na kupca tekstylnego (mercer). Musiał mieć głowę do interesów, bo już w 1388 roku dostarczał luksusowe produkty jak jedwab i welwet na dwór królewski i innych możnych osobistości, a także stał się głównym eksporterem do Europy słynnego wełnianego sukna angielskiego (Broadcloth). Według zapisów w latach 1392-94 wartość towarów, w jakie zaopatrzył dwór króla Richarda II wyniosła £3 500, co w dzisiejszych czasach byłoby około £1.5 miliona, kupował on także posiadłości i udzielał pożyczek min samemu królowi. Wielka fortuna oznaczała wielkie wpływy i tak wplątał się Dick w politykę min. w rozgrywki między miastem (city) Londyn a królem w rezultacie, którego został on osadzony, jako Mer przez Richarda II, ale pomyślne rozwiązanie przez niego konfliktu spowodowało, że mieszkańcy go potem wybrali i w sumie był nim 4 razy. Kolejni królowie Henryk IV i jego syn Henryk V też od niego pożyczali fundusze, był Członkiem Parlamentu i nadzorował wydatki przy zakończeniu budowy Opactwa Westminsterskiego, pobierał cła i inne opłaty – ludzie i inni urzędnicy mieli do niego zaufanie. Whittington dorobił się fortuny, ale był człowiekiem wrażliwym na losy innych mniej zaradnych ludzi i zajmował się on działalnością dobroczynną. W 1409 roku zapłacił on za odbudowę i rozbudowę tego właśnie kościoła i ufundował college św. Ducha i św. Marii w tym kościele, utworzył tu też przytułek, który istnieje do tej pory, choć był przenoszony wielokrotnie i ostatecznie znajduje się w East Grinstead (od 1966) w testamencie przeznaczył fundusze dla tej Organizacji Dobroczynnej Whittingtona, która to do dziś zajmuje się 56 samotnymi staruszkami – kobietami i kilkoma parami. Whittington zdawał się dostrzegać ciężką sytuację kobiet, które często były pozostawiane bez środków do życia i jego fundacja miała zapewnić im godziwą starość. Światły człowiek z niego był, więcej takich ludzi nam potrzeba.

tower, church, London, st michael paternoster royal

Inne inwestycje publiczne sfinansowane przez tego filantropa to min. w szpitalu św. Tomasza – odział dla niezamężnych matek, publiczne toalety przy kościele św. Martina Vintry ( były one oczyszczane przez pływy na rzece Tamizie), odbudowę Ratusza Miejskiego (Guildhall), większość biblioteki Greyfriars, system osuszania w okolicy Billingsgate i Cripplegate, dbał o czeladników i wprowadził prawo zakazujące czyszczenia skór zwierzęcych przez czeladników w rzece Tamizie w zimne i deszczowe dni – wiele tak pracujących dzieci umierało z powodu chorób i wyziębienia pracując w takich warunkach. Ludzki pan.

font, chrzcielnica st michael paternoster royal

Whittington umarł w 1422 roku (lub w 1423 roku – rozbieżność dat wynika chyba z tego że w średniowieczu rok zaczynał się w kwietniu i w źródłach podają rok 23 ale na niebieskiej tablicy upamiętniającej 22), jego żona Alicja Fitz Warin (Fitzwarren) zmarła 11 lat wcześniej, jako że nie mieli dzieci w swoim testamencie przeznaczył cały swój majątek - sumę £ 7000 (dziś było by to 7 milionów funtów) na liczne inwestycje dobroczynne i publiczne np. instalacje pierwszych fontann z wodą pitną, napraw w szpitalu św. Bartłomieja, odbudowę więzienia Newgate, budowę pierwszej biblioteki przy Ratuszu Miejskim, uposażył wspomniany już przytułek i szpital przy kościele św. Michała a Fundacja jego każdego roku wypłaca zapomogi przez Cech Handlarzy Tkaninami (Company of Mercers). Za czasów panowania króla Edwarda VI ówczesny rektor tego przybytku wykopał jego trumnę mając nadzieje, że był on pochowany ze skarbami, ale się przeliczył i musiał się tylko zadowolić ołowianym pokryciem trumny, za czasów panowania królowej Mari I Tudor (Krwawej Mary) znów go odkopano tym razem pokrywając trumnę ołowiem. Kiedy usiłowano zlokalizować jego grób po ostatniej wojnie, udało się tylko znaleźć zmumifikowanego kota, a warto tu dodać, że w legendach i opowieściach zawsze towarzyszy mu kot, (choć podobno chodziło tu o typ łodzi przybrzeżnej czy coś w tym rodzaju, więc skąd ten zmumifikowany kot?), a nowoczesny witraż na stronie południowej przedstawia Richarda Whittingtona i jego kota, na tym witrażu średniowieczny bohater wygląda raczej jak rewolucjonista z ubiegłego wieku, ale trzeba przyznać że miał dość rewolucyjne przekonania i działalność (opieka nad niezamężnymi matkami, ochrona dzieci w pracy).

dick whittington and his cat, st michael paternoster royal

W czasie Wielkiego Pożaru (1666) kościół ten ucierpiał jak i okoliczne budynki i dość długo musiał czekać na swoją kolej w odbudowie i był to jeden z ostatnich, prace rozpoczęto w 1685 roku ale zostały one przerwane trzy lata później w czasie tzw. „Glorious Revolution” czyli Chwalebnej Rewolucji gdy to obalono prokatolickiego Jakuba II (brata króla Karola II) na rzecz jego protestanckiej córki Marii i jej męża Wilhelma Orleańskiego (Mary II and William III of Orange). Co prawda określa się to, jako bezkrwawą rewolucję, ale nie oznacza to że zwolennicy Jakuba poddali się bez walki i to właśnie te niespokojne czasy spowodowały opóźnienia w odbudowie. Ostatecznie kościół ukończono w 1694 roku, choć samą wieżę dobudowano dobiera w latach 1713-1717 a ostateczny koszt budowy wyniósł £8 937.

organs, st michael paternoster royal, church, London

Architektem nadzorującym odbudowę był Ch. Wren i zespół jego współpracowników, mistrz murarski Edward Strong, rzeźbiarz w drewnie i nie tylko Grinling Gibbons ( jemu przypisuje się przepięknie zdobioną ambonę) oraz N. Hawksmoor, który pracował nad wieżą. Kościół został zbudowany z czerwonej cegły, ale w większości pokryty jest dekoracyjnym kamieniem tzw. „Portland stone” Wieża kościelna o wysokości 128 stóp ( 39 metrów) a zwłaszcza jej hełm jest urocza, ale trzeba odejść dość daleko, aby móc ją podziwiać a nie jest to łatwe, bo zabudowa tu ciasna a od strony małego ogrodu nazwanego na cześć dobroczyńcy kościoła ogrodem Whittingtona zasłaniają w lecie drzewa a potem jest ruchliwa ulica. W kościele tym znajduje się także główna siedziba Fundacji „Mission to Seafarers” jest to międzynarodowa organizacja dobroczynna o korzeniach w XIX wieku, której przesłaniem jest pomaganie marynarzom w potrzebie.

Grinling Gibbons pulpit st michael paternoste royal

W czasie II Wojny Światowej kościół ten został zniszczony przez V1 i ostały się tylko mury i wieża toteż po wojnie na początku chciano rozebrać mury i zostawić tylko wieżę, ale sprzeciwiła się temu „City Corporation” i budynek został odbudowany w końcu lat 60-tych a uroczyste otwarcie nastąpiło w grudniu 1968 roku. Witraże są dziełem Johna Haywarda a na głównym witrażu jest patron kościoła św. Michał pokonujący szatana, oraz na bocznych oknach są Dziewica Maryja z Dzieciątkiem oraz Adami i Ewa z św. Gabrielem i wężem.

reredos, altar, witraż, st michael paternoster royal, Londyn, Ch.Wren

Nastawa ołtarzowa z czterema kolumnami w stylu korynckim, zwieńczona urnami to oryginalny barokowy element wyposażenia, a dwie figury pochodzące także z XVII wieku, przedstawiają Arona i Mojżesza( pierwotni w zburzonymi w 1894 roku kościele All Hallows the Great). Ozdobny żyrandol ma wybitą datę i nazwę Birmingham 1644 i został przeniesiony tu z wspomnianego kościoła All Hallows the Great, podobnie jak kandelabry, część paneli. Budynek wydaje się pusty i nowoczesny z tymi białymi ścianami, przestrzenią i nowoczesnymi witrażami, ale ma swój urok i piękną historią ubraną w legendę.

Warto zajrzeć choćby tylko na chwilkę.

st michael paternoster royal, steeple, tower church London

Gdzie to jest:

U zbiegu ulic College i College Hill ulica College odbiega od Queens Street która jest przedłużeniem mostu Southwark a College Hill odbiega na południe (w stronę Tamizy) od Cannon Street, najbliższe stacje metra i pociągów to Cannon Street i Mansion House. Otwarty w dni tygodnia godzin niestety nie podają, ale ja byłam w porze lunchu i było otwarte.

Inne budowle Wrena:

St Mary Aldermary - gotycki Wren

St Bride przy Fleet Street

St Stephen Walbrook

St Vedast alias Foster

 

piątek, 04 marca 2011

 

The White Queen by P.Gregory

Pobyt w Yorku zafascynował mnie średniowieczem, jako że jest tam go pod dostatkiem i dlatego sięgnęłam po kolejną opowieść, której akcja działa się właśnie w średniowieczu. Była specjalna oferta w księgarni, więc kupiłam pierwszą część sagi o Plantagenetach pióra Philippy Gregory, która stoi min. za „The other Boleyn Girl” (Kochanice króla -Siostra Królowej) Moja koleżanka z pracy, znawczyni historii nie jest wielką miłośniczką tej autorki uważa że Alison Weir jest lepsza no cóż spróbuję się sama przekonać choć jest w kolejce do przeczytania tyle innych książek, ale co się odwlecze to nie uciecze.

Akcja rozciąga się w latach 1464 – 1485 obejmując środek fascynującego dla historyków okresu wojny róż (the war of the roses), gdy o tron walczyły dwa rody Lancaster i York, dwa rody spokrewnione ze sobą, dlatego wojna ta była też nazywana wojną kuzynów potomków dzieci króla Edwarda III z jednej strony Pierwszego Księcia Lancaster Johna z Gaunt (Czerwona Róża) i Edmunda Księcia Yorku (Biała Róża).

 

Główną bohaterką i narratorką jest Elżbieta Woodville wdowa po rycerzu walczącym w obozie Lancaster, która tak zawróciła w głowie młodemu królowi Edwardowi IV z rodu York, że pojął ją za żonę – ślub odbył się w ukryciu – wbrew radom swojego zaufanego doradcy i mentora Roberta Nevile Lorda Warwick zwanego też Kingmakerem (Królo-twórcą). Elżbieta pochodziła z rodziny wspierającej linie Czerwonej Róży a jej matka miała w sobie krew książąt Burgundii, jej pierwszym mężem był sir John Gray, zginął on w czasie bitwy pod St. Albans, miała z nim dwóch synów Tomasa i Richarda. Jako wdowa po rycerzu walczącym po stronie przegranej frakcji ( w 1464 roku triumfowała linia York z królem Edwardem III na tronie) postanawia ona błagać króla o przywrócenie jej i jej synom jej wdowiego majątku po mężu. Według legendy tak właśnie spotyka ona króla pod dębem na drodze w pobliżu Grafton Regis (podobno nadal tam to drzewo rośnie) i prosi o pomoc i tak zaczyna się powieść P. Gregory.

Nie jest to jednak biografia czy podręcznik historii a powieść na tle historycznym. Autorka splata fakty i legendy, plotki i swoje domysły w dość spójną całość, i tak Elżbieta poprzez swoją matkę Jacquettę pochodzącą z Burgundzkiej rodziny książęcej wywodzi się z mitycznej istoty bogini wody pół ryby pół kobiety Melusiny ( jak nasza Syrenka) i ma dar przewidywania i rzucania uroków i czarów. Matka Elżbiety Jacquetta była oskarżona o to, że jest wiedźmą (i to nie za to, że była upiorną teściową) przez swoich przeciwników, a sam fakt, że król Edward IV ożenił się z jej córką osobą z „pospólstwa” a nie wysoko urodzoną jak np. księżniczką uważano za efekt uroku, jaki został na niego rzucony. Elżbieta była uznaną pięknością i nic, więc dziwnego, że spodobała się królowi, musiała to być miłość od pierwszego wejrzenia – czary mary. Ten wątek magiczny przeplata się przez całą książkę i autorka wplata go gdzie tylko może, gdy mgła zmienia losy bitwy pod Barnet na korzyść Edwarda IV to jest sprowadzają ją czary, gdy deszcz, czy wiatr zatrzymuje armie na brzegach rzek czy po drugiej stronie kanału, to jest to działanie Melusiny na wezwanie jej potomkiń.

Wydawało by się, że triumfująca rodzina Yorków będzie szczęśliwa oto najstarszy jest na tronie, piękna żona i dzieci w tym dwoje dziedziców do korony chłopcy Edward (V) i Richard, ale nic nie jest takie proste, gdy w grę wchodzi władza, ambicja i bogactwo. Młodsi bracia Edwarda IV, George (Jerzy) Książę Clarence i Richard Książę Gloucester wspierani duchowo przez własną matkę knują przeciw bratu królowi. Lord Warwick zmienia front i decyduje się uczynić nowego króla z innego pretendenta do korony i wojna trwa nadal. Aspiracje innych pretendentów, konflikty rodzinne, zazdrość są czymś wszechobecnym w życiu głównych bohaterów, śmierć zaś czai się za każdym rogiem. Końcowe akty powieści to jedna z większych zagadek historycznych sprawa Książąt z Tower, syn Elżbiety i Edwarda IV, też Edward Książę Walii po przedwczesnej śmierci ojca, dostał się pod opiekę wuja Richarda Księcia Gloucester, który umieścił go razem z młodszym bratem Richardem w apartamentach w Londyńskiej Tower (Tower of London były też rezydencją królewską nie tylko więzieniem). Richard brat zmarłego Edwarda IV przejął jednak koronę dla siebie i znany jest, jako Richard III, co się jednak stało z synami królewskimi nikt nie wie i jest na ten temat wiele teorii, i wielu podejrzanych o morderstwo następców tronu. P. Gregory snuje je wszystkie poprzez Elżbietę – Białą Królową, która razem ze swoją córką też Elżbietą rzuca klątwę na mordercę, klątwa ta ma uśmiercić każdego syna pierworodnego tego człowieka, który jest odpowiedzialny za tę zbrodnię aż wyginie jego ród. Czy zaklęcie się spełnia, gdy umiera chorobliwy syn króla Richarda III, czy jest to tylko zbieg okoliczności, czy klątwa ta przyniesie łzy córkom Melusiny? Inny interesujący motyw w tej powieści to teoria, że nie obaj synowie królewscy zaginęli w Londyńskiej Tower, bo jak mówi Biała Królowa, gdybyś miał dwa drogocenne klejnoty to czy trzymałbyś je w jednej szkatułce?

Muszę powiedzieć, że P. Gregory zgrabnie manipuluje wiedzą historyczną, mitami i legendami, przedstawiając historyczne wydarzenia z punktu widzenia kobiety, a opisy bitew są dość interesujące, bo z jednej strony pełne wszechobecnej magii i przesądów a z drugiej prostego czystego okrucieństwa średniowiecznego pola bitwy. Nie jestem jednak do końca przekonana do jej stylu, bardziej mi się podobało pisanie Kena Folletta w „Filarach Ziemi”, bo było dużo interesujących szczegółów o życiu codziennym tu, co prawda mamy życie rodziny królewskiej, ale mało było opisów normalnego codziennego życia na dworze monarchy, zwyczajów i obyczajów. Ciekawa jestem jednak drugiej części opowieści o Czerwonej Królowej, trzeba przyznać ze mnie zaintrygowała i choć znam historię to pewnie po nią sięgnę za jakiś czas, bo kolejka na kupce do przeczytania duża.

Czego tej książce brakuje to może mapy z umieszczonymi bitwami w kontekście geograficznym, porządnego drzewa genealogicznego nie tylko głównych bohaterów, ale i innych ważnych postaci oraz kalendarium wydarzeń historycznych, bo choć mogę powiedzieć, że dość dobrze znam historię Anglii to okres ten jest tak skomplikowany, że takie coś przydało by się nawet angielskiemu czytelnikowi.

Jeżeli skojarzycie sobie nazwisko Grey i synów z pierwszego małżeństwa Elżbiety z nazwiskiem Jane Grey Królowej 9 Dni ( wiek XVI wspominam o niej przy okazji wystawy Malując Historię – Delaroche, artysta ten jest też autorem obrazu Książęta w Tower) to okaże się, że była ona podwójną pra-pra… wnuczką samej Elżbiety Woodvile z jednej strony przez jej syna z pierwszego małżeństwa Thomasa Grey a z drugiej strony przez jej córkę z Królem Edwardem IV - Elżbietę, która została żonę Henryka VII Tudora – takie poplątanie z zaplątaniem w tej historii.

Zastanawiam się czy już ktoś wykupił prawa filmowe do tej powieści, bo jest ona pełna intryg, miłości, zdrady, wojny i magii a to bardzo dobrze wychodzi na ekranie.

czwartek, 03 marca 2011

Merchant Adventurers Hall York, medieval building

Gdy dotarłam do mojego hoteliku to były tam ulotki informacyjna o atrakcjach Yorku i jedna z nich pokazywała to miejsce, i trzeba powiedzieć, że mnie ona zachęciła i postanowiłam się tam wybrać mimo tego, że nie miałam tego budynku moim planie zwiedzania, jaki sobie przygotowałam przed przyjazdem. Budynek mnie zauroczył, nie jest to typowy zabytek a nadal funkcjonująca siedziba Stowarzyszenia Kupców i Przedsiębiorców Handlowych miasta York. Co jest jeszcze bardziej niesamowite mają informacje po polsku, i można je sobie wypożyczyć na laminowanych kartkach. Budynek ten stoi na tym miejscu od ponad 650 lat i jest perełką architektoniczną tego okresu. Stowarzyszenia takie jak to tutaj– cechy, gildy – były ważnym elementem społeczno gospodarczym, łączenie się kupców i rzemieślników w grupy wzmacniało, taka grupa zrzeszonych twórców i handlarzy miała większą siłę nacisku i przez to miała większe znaczenie niż jednostka. Głównie zajmowali się oni tworzeniem reguł działania danego rzemiosła, cenami i jakością oraz dopuszczaniem do działania, egzaminy na mistrzów itp. oraz ścigała ludzi, który pracowali bez członkowstwa w cechu lub nie przestrzegali reguł. Pomagali też finansowo w rozpoczęciu działalności handlowej np. 1659 roku Stephen Watson ( jego portret wisi w Wielkiej Sali w rogu przy tej zielonej konstrukcji z podium) podarował cechowi £60, które to miały być wypłacone, jako pożyczka 3 młodym ludziom, jako kapitał założeniowy, po trzech latach mieli oni oddać pieniądze, które to z kolei były pożyczane innym młodym przedsiębiorcom. Każdy cech posiadał też swój własny sztandar i herb.

 Great Hall in Merchant Adventurers Hall York

Początków Stowarzyszenia Kupieckiego należy szukać w XIII wiecznym Bractwie i Cechu ustanowionym na cześć Jezusa Chrystusa i Błogosławionej Maryi Dziewicy było to bractwo religijne zrzeszające ludzi świeckich głównie związanych z produkcją i handlem tkaninami i wełną. W 1356 roku bractwo otrzymało ziemię w darze od Sir Williama Percy a także zgodę na budowę od monarchy Edwarda III i rok później rozpoczęła się konstrukcja siedziby, która została ukończona w 1361 roku. Trzeba tu dodać, że budowla ta została wzniesiona na miejscu starego normańskiego budynku, jego fundamenty znaleziono ponad 3 metry pod powierzchnią ziemi. Podstawowym budulcem było drewno dębowe sprowadzone z okolicznych tartaków, ołów, z którego wykonane były rynny i rury został wydobyty w pobliskich górach Pennines, 14 ton kamienia z kamieniołomów w Tadcaster a 20 000 cegieł wykonane zostało w cegielni zarządzanej przez zakon Karmelitów w Yorku, dach został pokryty dachówką a nie strzechą ze względu na pożarowe zagrożenie.

roof at  Merchant Adventurers Hall

To właśnie dach Wielkiej Sali a zarazem całego budynku jest najbardziej imponującą częścią, ponieważ sala jest duża konstrukcja dachu to prawdziwe arcydzieło i pokaz kunsztu zatrudnionych rzemieślników. Została ona najpierw złożona na ziemi i oznaczona a potem zespół ciesielki składał ją według tych znaków w tę majestatyczną całość. Na niektórych belkach widać te znaki ciesielskie, ale trzeba się ich naszukać aż boli szyja i zaczyna się człowiekowi kręcić w głowie od tego gapienia się do góry. Jest to konstrukcja dwuspadowa a dach jest dwusegmentowy i do jego konstrukcji trzeba było użyć podwójnych masywnych belewooden construction of the roof Merchant adventurers hallk stropowych, belki są łączone na zakładkę za pomocą czopów, które są zabezpieczane drewnianymi kołkami. Mamy tu też w tej konstrukcji jętki wsparte na płatwie centralnej i słupkach centralnych, szereg innych słupków i masę podciągów aż się w tym trochę pogubiłam, ale jest przecudne to wszystko. Okna pierwotnego Wielkiej Sali były znacznie mniejsze a ogrzewane było to pomieszczenie paleniskami w koszach metalowych.

 roof at Merchant adventurers Hall

W 1430 roku stowarzyszenie otrzymało Statut od króla Henryka VI i nowe imię „The Mistery of Mercers”  (Mercers to handlarze tkaniną a mistery w średniowieczu znaczyło  rzemiosło ) cech ten trochę podupadł za czasów Henryka VIII ale udało mu się przetrwać niepokoje religijne właśnie dlatego że była to organizacja handlowa. Handle nie był łatwym zajęciem i choć można było dużo zarobić można też było stracić i tak np. w 1468 roku statek Walentyna z Newcastle, na którym kupiec z Yorku John Ince wraz z innymi przewoził towary do Prus zatrzymał się między dzisiejszą Danią a Szwecją i część załogi poszła zapłacić cła to statki ligi Hanzeatyckiej zajęły statek i jego towary a pasażerów i resztę załogi uwięzili, towary zostały sprzedane w Gdańsku. Rzeczywiście był to bussines dla odważnych a słowo „adenturers”(jakim kupcy byli często określani) odnosi się to tego, że byli oni gotowi odważnie ryzykować swoje pieniądze w interesy handlowe i sprowadzali produkty zamorskie do miasta York. W 1581 roku już za panowania Elżbiety I nastąpiła kolejna zmiana nazwy na „Company of Merchant Adventurers of the City of York” i nowy statut handlowy, w którym przyznała im monopol na handel wszystkimi produktami oprócz tzw. niezbędnych produktów jak ryby i sól. To przyczyniło się do kolejnego wzrostu znaczenia i bogactwa Stowarzyszenia i właśnie z XVI/XVII wieku pochodzą przeróbki i unowocześnienia w budynku jak kominek w Wielkiej Sali, dobudowane pomieszczenia od strony ulicy Fossgate tzw. Przedpokoje.

scales Merchant Adventurers Hall York

Niestety następne stulecie wraz z zmniejszeniem Yorku, jako portu morskiego wywołanego przez zmiany w rozmiarach floty handlowej i przejęciem handlu zamorskiego przez inne ośrodki bardziej dogodnie położone. Działali oni jednak nadal i w XVIII wieku mieli monopol na handle wszelkimi produktami ale pojawiają się w kronikach informacje o walce jednej z handlarek z ich monopolem otóż Mary Tuck otworzyła w 1725 roku sklep „Tea and Grocery”, sprzedając herbatę i żywność ale nie była ona członkiem stowarzyszenia i nałożono na nią kary w 1727 roku £50, ale ona odmówiła zapłaty i walczyła przez 8 lat w końcu w 1733 roku wydano jej zezwolenie za o wiele mniejszą opłatą niż początkowo zażądano.

Merchant Adventurers Hall York

okna w dolnej partii to XIV wiek w górnej XVIII

Stowarzyszenie to było otwarte dla kobiet, w końcu XV wieku liczba kobiet w Stowarzyszeniu niemalże dorównywała liczbie mężczyzn, część kobiet chciała być uczestniczkami spotkań towarzyskich i brać udział w ceremoniach religijnych, ale wiele z nich to były kupcowe z prawdziwego zdarzenia o szerokich kontaktach handlowych. Niektóre z nich jak np. Marion Kent aktywnie uczestniczyły w organizacji wpływając np. na utworzenie nowych zasad handlowych w 1471 roku. Stowarzyszenie organizowało uczty i spotkania towarzyskie, wesela i pogrzeby, i opiekowali się członkami, którym powinęła się noga w interesach np. w 1444 roku wypłacono Robertowi Yarum zasiłek w postaci 4 pensów tygodniowo nie było to za dużo, ale starczyło na zwykły chleb ( 1 pens to 4 farthingi a 1 farthing to bochenek chleba razowego)

Głównym zadaniem Stowarzyszenia była kontrola handlu na rzece Ouse, która prowadziła do morze i dalej portów w Hiszpanii, Francji, Holandii, Niemczech i także Polsce. Regulowali oni wymianę towarów, organizację bezpiecznej żeglugi, rozładunków a także sprawowali kontrolę nad używanymi wagami i miarami w mieście, pilnując, aby nikt nie oszukiwał.

artefacts of the trade W gablotach są różne przykłady pieczęci, odważników itp. Kupcy eksportowali głównie wełnę i sukno, skóry, masło i ołów z pobliskich gór a sprowadzali sól, ryby, żelazo, wino, przyprawy, suszone owoce i lekarstwa. Kiedy w 1446 roku zmarł Thomas Grissop jeden z kupców zrzeszonych w cechu zostawił w swoim sklep pełen produktów jak skóry, futra, sakiewki, kapelusze, papier, szklane przedmioty, przyprawy i cukier.

Budynek jest podzielony na trzy główne części odpowiadające funkcjom budynku, na poziomie górnym jest wspomniany już tu Great Hall, czyli Wielka Sala pełniąca funkcje handlowe i społeczne będąca centrum spotkań, oraz na poziomie niższym w krypcie, która były jednocześnie szpitalem zajmowanie się biednymi i chorymi – funkcja dobroczynna a religijna w kaplicy.

undercroft Merchant Adventurers Hall

Na wspomnianym niższym poziomie mamy kryptę „Underkroft” oznacza po prostu kryty korytarz i nie zawsze musi to być pomieszczenie z trumnami i grobowcami. Już król Edward III nadał im prawo utworzenia szpitala czy domu pomocy w 1372 roku i ten szpital działał tu w krypcie do 1900 roku. Od średniowiecza chorzy, starzy i biedni mogli tu znaleźć pomoc a w zamian modlili się za dusze kupców z tego cechu. Pacjenci tego przybytku mieszkali tu jedli i spali na słomianych posłaniach, latryny były na zewnątrz przy rzece, kominek dodano dopiero w XVI wieku. Szpitalem zarządzał opiekun „Warden” – to on sprawował kontrolę finansów wydawał jałmużnę dla biednych, a asystowało mu dwóch, trzech kapelanów, którzy posiadali podstawową wiedzę medyczną. Religia była ważnym elementem życia i tak np. zmarła Jane Stainton w 1692 roku zostawiła w swoim testamencie pieniądze na coroczną mszę z kazaniem wygłaszanym 30 stycznia mającą na celu nakłonić słuchaczy do zastanowienia się nad końcem żywota ludzkiego – odbywa się to do dziś. Obecny poziom podłogi został podniesiony o 1 metr, aby uniknąć ciągłego zalewania przez wodę, ale możne zobaczyć stary przez szklane płyty. Jest tu też mały skarbiec i gablota z eksponatami znalezionymi w czasie wykopalisk i prac renowacyjnych.

Pancake Bell, Merchant Adventurers Hall York

Jest tu też wielki dzwon „ Pancake Bell” czyli dzwon naleśnikowy, który znalazł się tu po tym jak kościół St. Crux został wyburzony a każdego Wtorku przed Środą Popielcową jego bicie w południe oznaczało rozpoczęcie się czasu wolnego dla służących w mieście i mogli oni brać udział we wszystkich grach i zabawach tego Ostatniego Wtorku Karnawału tzw. Naleśnikowego Wtorku, każdy też dostawał ekstra kieszonkowe (naleśnikowe ?!) z tej okazji. Podobno w niektórych wsiach nadal rozbrzmiewają podobne Naleśnikowe Dzwony a tradycja ta ma się dobrze w Scarborough ale nie wiem bo nie byłam.

chapel in Merchant Adventurers Hall York

Budynek stowarzyszenia posiada też oczywiście kaplicę jest ona na poziomie niższym obok krypty, została wybudowana w 1411 roku na miejscu starszej mocno zniszczonej. Nadejście reformacji i zerwanie Henryka VIII z Rzymem oznaczało zmiany w wyglądzie kościołów, na prostszy, wiele ozdób zniknęło. Obecny wygląd z małymi zmianami pochodzi z 1660 roku powrotu monarchii w osobie Karola I (Charles I).

chapel York Merchant Adventurers Hall

Okno jest zdobione witrażem XX wiecznym podarowanym przez rodzinę Johan Saville i przedstawia on służbę dla młodzieży, sprawiedliwości, przedsiębiorczości, dobroczynności, pokoju, opiece nad chorymi i dla społeczności miasta York. Witraże zostały wykonane w 1998 roku przez Towarzystwo Szklarzy z Yorku (York Glaziers Trust) a wzorowali się oni w produkcji na XVII Holenderskich wyrobach.

Enterprise Merchant Adventurers Hall

przedsiębiorczość

 justice

sprawiedliwość z mieczem prawdy i wagą uczynków

Christ healing a man - care of sick 

opieka nad chorymi i potrzebującymi

Przy wejściu do krypty jest salka edukacyjna i są monitory, przy których można uzyskać więcej informacji o tym miejscu i jest gra kupiecka, oczywiście sobie zagrałam i pływałam po morzach handlując min z Gdańskiem i nawet zarobiłam na tym nieźle – szkoda, że tylko wirtualnie.

gra wirytualna

zagrałam i wygrałam

gra wirytualna kupiectwo

 

Przedpokoje „Anterooms” to XVI wieczna dobudowa i jest ona pełna niesamowitych przedmiotów, uroczych mebli: krzeseł z pięknie rzeźbionymi oparciami, skrzyń z bardzo skomplikowanymi zamkami, obudową kominka; urocze i piękne przedmioty codziennego użytku.

chair in anterooms

chair

Jednym z ciekawszych zabytków jest tu tzw. „Evidence Chest” skrzynia ta pochodzi z 1340 –tych wykonana z drewna dębowego z żelaznymi okuciami, klamrami itp.

evidence chest , york

Została ona zakupiona przez Stowarzyszenie na początku XV stulecia a zapłacono za nią 5 szylingów, co sugerowało, że był to zakup z tzw. drugiej ręki wyrobu już używanego przez kogoś innego. W tej skrzyni mieściły się archiwa Stowarzyszenia, ważne dokumenty, akty własności itp. skrzynie były popularnym meblem do trzymania wartościowych przedmiotów, bowiem można je było łatwo wynieść z domu na wypadek pożaru.

 

Godziny otwarcia

 

Marzec - Wrzesień

Październik - Marzec

Poniedziałek – Czwartek

9.00 – 17.00

9.00 – 15.30

Piątek – Sobota

9.00 – 15.30

9.00 – 15.30

Niedziela

12.00 – 16.00

Zamknięte

Ceny wstępu

Dorośli - £6

Ulgowe - £5

Dzieci – za darmo, ale muszą być pod opieką osoby dorosłej.

Gdzie to jest?

Nad rzeką Foss między ulicami Piccadilly a Fossgate.

York, Fossgate YO1 9XD

Inne wpisy o Yorku

Eboracum - miasto rzymskie

Eoforowic - czasy Anglosaskie

Dom Skarbnika

Jorwik miasto Wikingów cz 1

Jorwik - miasto wikingów muzeum XXI wieku

Clifford Tower - średniowieczna wieża

Barley Hall - średniowieczny dom

życie codzienne w średniowiecznym Yorku

York Minster 

środa, 02 marca 2011

 

Podtytuł powinien być a książka pełna chochlików drukarskich, na początku myślałam, że to mi ze zmęczenia ocz szwankują, ale na stronie 254 to już wymiękłam jak to się mówi, bo jeden paragraf tam, to by moją nauczycielkę ze szkoły komputerowej doprowadził do białej gorączki. Podczas kursu przygotowującego do egzaminu z desktop publishing (przygotowywania tekstu do druku) wbijała nam reguły do głowy i zakreślała błędy w tekstach, gdy musiałyśmy zmieścić tekst na stronie a było go za dużo i trzeba było kombinować. Czasem żeby tego dokonań trzeba zmniejszyć odległość między linijkami tekstu a czasem też trzeba tekst zacieśnić skupiając literki do siebie, ale tu to już ktoś przesadził z tym zacieśnianiem. Pani Ania zawsze nam mówiła, że tekst powinien być jednostajny w wyglądzie chyba, że chodzi o specjalne wyróżnienie, i nie zacieśniać jednego paragrafu bo to będzie widać, szkoda że ta osoba która pracowała nad tym wydaniem nie miała takiej pani Ani. Muszę to pokazać bo raczej trudno opisać i uwieżyć.

druk w książce

 

odstępy

Proszę sobie porównać ta sama strona różne paragrafy.

 

Może właśnie dla tego jakoś mi ta książka nie przypadła do gustu tym razem, poprzednia „Prowincja pełna marzeń” też z chochlikami jakoś była bardziej znośna i ciekawa fabuła zamaskował trochę te niedociągnięcia techniczne. Myślałam, że może teraz wydawnictwo przyłoży się bardziej i nam tego oszczędzi, muszą przecież zatrudniać edytorów i korektorów, więc dlaczego dostajemy do ręki buble i to w takiej cenie. To jest brak szacunku dla czytelników.

Może, dlatego nie jestem tak zachwycona treścią, irytacja z powodu druku przeniosła się na irytacją w stosunku do bohaterów. Ludmiła jakoś mnie rozczarowała, marudzi w tym swoim życiu, jest samolubna i ciągle chce, aby świat wirował dookoła niej, żąda oparcia od męża, ale sama go mu nie daje, nie potrafi zrozumieć jak jemu może być ciężko żyjąc z dala od swojej rodziny ze świadomością, że matka mu umiera i że chce ją zobaczyć, że czasem tak się składa, że mąż nie może być przy narodzinach dziecka choćby chciał, jak trudno jest żyć w obcym kraju, nawet znając język nie ma się tych samych kulturowych wspomnień, o programach telewizyjnych, wydarzeniach, literaturze, trudno jest się dostosować zostawiwszy cały swój mikroświat za sobą. Jest ona zazdrosna o Iwonę nawet, gdy wie, że nic między nimi nie zaszło i nie zajdzie, jest zazdrosna o przyjaźń a sama żałuje, że nie jest z Piotrem. Czytałam to i czytałam i tak wydawało mi się, że mnie to nigdzie nie prowadzi, nie chwyta za serce a szkoda, bo są w niej ciekawe wątki, odkrycie żydowskiego pochodzenia – niestety ta opowieść został zepchnięta na drugi plan przez Ludmiły dramaty domowe wynikające trochę z braku komunikacji z Martinem. Znów interesujące wycieczki w czasie i przestrzeni, po okolicach Mrągowa napisane w taki sposób, że sama bym chciała tam pojechać, pozwiedzać i pooddychać tą atmosferą. Te strony powieści bardziej mi się podobały niż wątek romantyczny a ten trójkąt – czworokąt miłosny jakoś mnie nie przekonał i jeszcze ta afera z testem DNA, ale musiał być znów jakiś dramat w życiu głównej bohaterki. Może jednak miałam zbyt duże oczekiwania a może ostatnio mam taki marudny nastrój. Jedno wiem, że też bym chciała mieć drewniany dom i czekoladowego labradora.

Flag Counter