czwartek, 22 grudnia 2011

 

Kiedy w Shreku numer 2 pojawia się Kot w Butach staję się on tak popularną postacią jak sam Shrek i Osiołek, wszyscy o nim mówią i uśmiechają się na samą myśl o dużych proszących oczach. Nic więc dziwnego że Kot w Butach doczekał się własnego filmu i możemy się dowiedzieć co on porabiał zanim spotkał Shreka.

Poznajemy Kota w Butach jako osobnika wyjętego spod prawa, uciekającego przed ręką sprawiedliwości gdzieś na dzikim zachodzie – a swoją drogą to jak on dotarł do Europy bo Shrek raczej się dzieje w Europie i jakby parę dekad wcześniej ale może to nie ma znaczenia bo to i tak jest wszystko bajkowy świat. Kot w Butach (z głosem Banderasa w oryginale) trafia na trop wiodący do Zaczarowanych Ziarenek Fasolki, które to doprowadzić mogą do Zamku Wielkoluda gdzie żyje gęś znosząco złote jajka. Niestety staje mu na drodze inny bardzo zwinny zamaskowany Kot, który doprowadza go do jego przyjaciela z sierocińca Jajka - Humpty Aleksander Dumpty ( Zach Galifianakis). Mamy tu uroczą wstawkę ukazująco nam Kota w Butach jako Kociaczka małego, niewinnego, puszystego, który nie mówi nic poza – „miau” – pierwszy raz też widzimy duże proszące oczy i od razu nie można się im oprzeć, dowiadujemy się też dlaczego nosi buty i dlaczego wysłano za nim list gończy.

Między Kotem w Butach a Hampty Aleksandrem Dumpty jest dużo napięcia, kiedyś nierozłączni jak bracia dziś o to nie mogą na siebie patrzeć. Obaj mają do siebie pretensje za przeszłość ale czy w imię wspólnej złotej przyszłości będą w stanie zapomnieć o urazach i razem pracować aby zdobyć wymarzone od dzieciństwa złote jaja. Pojawia się też wątek romantyczny Kitty Softpaws (głos Salmy Hayek) kompletnie zawraca Kotowi w głowie, jedne z lepszych dialogów są między nimi, a sekwencja pojedynku tanecznego jest niesamowita.

Jest to typowy film rodzinny, coś dla milusińskich i dla dorosłych, ma momenty z innych filmów i czasem człowieka zaskakuje tym jak to wykorzystano np. kiedy Humpty i Kot zakładają Klub Fasolowy którego pierwszą i drugą zarazem zasadą jest to - że nie można o tym klubie rozmawiać itd. Świetnie też dobrano muzykę łącząc klasykę europejskich kompozytorów z gitarą i latynoskimi motywami. Pośmialiśmy się i zrelaksowaliśmy a potem trzeba było wrócić do zimnej, deszczowej rzeczywistości. Polecam dobra okazja żeby się odprężyć i po prostu rozerwać wędrując w świat totalnej fantazji. Film jest w jest także w 3D co jeszcze zwiększa całą zabawę.



czwartek, 15 grudnia 2011

 

Kolejna powieść popularnego pisarza brytyjskiego Johna La Carre przeniesiona na ekran i kolejny sukces. Nie wiem czy jest to zasługa obsady - w rolach głównych bowiem pojawiają się Gary Oldman (George Smiley) Colin Firth (Bill Haydon) John Hurt (Control) Mark Strong (Jim Prideaux) i komediowa zazwyczaj Kathy Burke (Connie Sachs) czy szwedzkiego reżysera Tomasa Alfredsona, który niedawno głosił że chce odpocząć od robienia filmów.

Nie jestem znawczynią le Carre ale bardzo mi się podobały i „The Tailor of Panama” i „The Constant Gardener” i na papierze, i na ekranie. Ta powieść obiła mi się o uszy parę lat temu gdy program 4 BBC wyprodukował słuchowisko, niestety nie wiele pamiętałam i ponownie starałam się odgadnąć kto był sowieckim kretem w centrum brytyjskiego wywiadu. Film ma specyficzną atmosferę, akcja nie jest wartka, choć ma porywy, jest dużo retrospekcji i wspomnień i nie jest to film szpiegowski w stylu Bonda. Nie ma tu gloryfikacji wywiadu a raczej obraz tego świata jako pełnego długich oczekiwań, planowania, braku poszanowania dla życia ludzkiego, zatarcia granic między prawdą a fikcją, świata w którym dobro i zło nie istnieje a wszystko opiera się o tzw. rację stanu albo osobiste ambicje.

Akcja filmu rozpoczyna się misją specjalną agenta Jima Prideaux który udaje się na Węgry aby tam odebrać ważne informacje, niestety jest to nieudana operacja w wyniku której Control czyli szef wywiadu zwanego „the circus” (cyrkiem) odchodzi, razem z nim na przymusową emeryturę udaje się też weteran George Smiley. Control miał obsesję na punkcie sowieckiego kreta siedzącego w samym centrum dowodzenia wywiadem ale nikt mu nie wierzył. Po jego śmierci (podejrzanej?) kiedy inny agent donosi że w wywiadzie jest kret, George Smiley jest wezwany przez cywilnego pracownika odpowiedzialnego za sprawy wywiadu i ma przeprowadzić nieoficjalne śledztwo. Jesteśmy świadkami i możemy jeśli chcemy być uczestnikami tego śledztwa, razem z Georgem Smiley i jego pomocnikami po nitce trafiamy do kłębka. Jest czterech podejrzanych choć sam Control miał ich pięciu w tym samego George’a Smiley. I choć możemy się czuć zaskoczeni w paru momentach gdy przedstawione są nam nowe fakty to jednak nie zadziwi nas to że był kret i jakie było jego zadanie. Często jest przecież tak że jeśli coś wygląda zbyt perfekcyjne to potem się okazuje że to jest tzw.” pic na wodę, fotomontaż.” Po filmie przyszła mi do głowy pewna myśl a co jak były dwa krety, jeden do spisania na straty a drugi w zapasie i jeszcze tam siedzi na końcu filmu. Zbyt się zrobiłam podejrzliwa.

Film jest udaną adaptacją i zastanawia mnie czy następne części z bohaterem Georgem Smiley też zostaną przeniesione na ekran. Gary Oldman był fantastyczny a facet który robił zdjęcia też świetnie się spisał. Ja zapewne wybiorę się do biblioteki w poszukiwaniu dalszych części a jeżeli film jeszcze grają w kinach obok was to polecam.

piątek, 02 grudnia 2011

Tym razem zapraszam miłośników lotnictwa do Fleet Air Arm Museum czyli Muzeum Lotnictwa Królewskiej Marynarki Wojennej w Yeovilton w zachodniej części kraju w Somerset. Jest to uroczy zbiór samolotów starach i nowych służących w Marynarce Wojennej, części do samolotów, pamiątek i nie tylko. Są tu też prowadzone pogadanki o eksponatach my załapaliśmy się na dwie jedną o samolocie startu pionowego Harrier oraz o Concordzie, który co prawda nie należy do Powietrznej Floty Marynarki Wojennej, ale można go tu zobaczyć.

Muzeum mieści się w 4 hangarach jest rozlokowane na dwóch kondygnacjach i daje to możliwość spojrzenia na niektóre samoloty z różnych poziomów, także z góry.

Zanim przejdziemy do hangarów z samolotami mamy parę pomieszczeń edukacyjnych i tak w pierwszym z nich można się dowiedzieć, co powoduje że samolot lata, wznosi się i zmienia kierunek lotu, bardzo pouczające, jest tu dużo przycisków, zabawa nie tylko dla dzieci. Mamy tu też skrzydło pokryte płótnem w różnych stadiach produkcji i można sobie to dotknąć i zadziwić się, że to nie jest metal.

Hangar 1, Fleet Air Arm Museum, samoloty,

Hangar nr 1 Wystawa 100 lecie Lotnictwa Marynarki Wojennej 

W pierwszym hangarze jest skupisko latających maszyn symbolizujących 100 lecie Powietrznej Floty Królewskiej Marynarki Wojennej i mamy tu maszyny z różnych okresów : pierwsze samoloty o drewnianej konstrukcji i napędzane śmigłem, pierwsze maszyny lądujące na wodzie, helikoptery oraz samoloty o starcie pionowym.

Short S27 samolot, silnik pchający, konstrukcja latawca skrzynkowego

Short S27

Jednym z pierwszych samolotów w służbie Marynarki Wojennej był Short S27 (Short to nazwisko braci konstruktorów) a S oznacza serię 27-dmą. Samolot ten pojawił się w 1910 roku było to dwupłatowiec, zbudowany w oparciu o konstrukcję latawca skrzynkowego, która to charakteryzowała się dużą siłą nośną. Niezwykłe dla mnie było to że samolot ten miał śmigło z tyłu za silnikiem, wygląda to tak trochę dziwnie, ale latało.

Short S27 from the back,

śmigło z tyłu maszyny

Mam nadzieję, że pilot miał ciepłe ubranko, bo nie ma tu żadnej kabiny tylko siedzenia a raczej siodełko. Samolot ten ma koła i płozy i nie wiem, kogo bardziej podziwiać tych, co to stworzyli czy tych, co tym latali.

siedzenie pilota Short S27, samolot, Fleet air arm museum

miejsce dla pilota

Inny ciekawy eksponat w tej kolekcji to Supermarine Walrus (Mors) jest to amfibijny samolot – lodź. Samolot ten startował a raczej był katapultowany z pokładu okrętu a lądował na wodzie i był wciągany na pokład za pomocą dźwigu. Posiadał on też koła mógł, które składały się one w dolne skrzydła i mógł on także lądować na lądzie. Jest to maszyna dwupłatowa i znów ma śmigło z tyłu za silnikiem jest to tzw. silnik pchający. Skrzydła tego samolotu składały się, co znacznie ułatwiało parkowanie na okręcie.

Supermarine Walrus, samolot amfibia 

samolot łódka

 samololot łódka, Mors samolot

 składane skrzydła, Supermarine Walrus

składane skrzydła

Helikopter to kolejny genialny wynalazek, samolot startujący i lądujący pionowo, jest ich tu kilka ale największą atrakcją jest rekordzista prędkości dla tego rodzaju maszyny – Westland Lynx. Tajemnica jego osiągnięcia to specjalne śmigła „BERP” lub „paddle tip” otóż łopaty śmigła miały specjalną konstrukcję i były one usztywnione, unikalna też była głowica wirnika nośnego. Śmigłowiec ten osiągnął prędkość 249 mil na godzinę czyli prawie 400 km.

Westland Lynx, śmigłowiec, helikopter

Westland Lynx 

Mamy tu też inne wersje tego modelu Westland Dragonfly i Westland Sea King, wszystkim maszynom składają się śmigła, praktyczna rzecz gdy mamy ograniczenia przestrzeni na jakiej one parkują.

Westland Dragonfly helikopter, śmigłowiec

wygląda trochę jak ważka

Kolejny rarytas dla miłośników techniki i historii II Wojny to samolot Fairey Firefly, był to myśliwiec dolnopłatowy z silnikiem rzędowym i klasycznym podwoziu chowanym w locie, posiadał też koło przy ogonie. Operował on z lotniskowców i miał oczywiście składane skrzydełka. Samolot ten zabierał na pokład pilota i obserwatora, można było na nim zamontować kamerę i był to doskonały samolot rozpoznawczy. Jego uzbrojenie to cztery działka kalibru 20mm, oraz bomby podwieszane pod skrzydłami.

Fairey Firefly, myśliwiec II wojna światowa

Fairey Firefly myśliwiec z II wojny światowej

Fairey Firefly skrzydła myśliwca, II wojna światowa



Nowoczesne lotnictwo reprezentuje tu BAe Sea Harrier, samolot odrzutowy startujący i lądujący w pionie. Udało nam się trafić na pogadankę o tym typie samolotu i była ona bardzo pouczająca.

BAe Sea Harrier, samolot odrzutowy, start pionowy,

BAe Sea Harrier

Silnik to tego samolotu wyprodukował Rolls Roys a jest to typ Pegasus turbowentylatorowy z dwoma dyszami dla wchodzącego powietrza i czterema obrotowymi dyszami dla wychodzącego powietrza. Te właśnie dysze umożliwiają pionowy start i lądowanie oraz wiszenie w powietrzu.

silnik, samolot, start pionowy, Harrier,

silnik typ Pegasus

Silnik jest umieszczony w połowie samolotu za kabiną pilota, ma dwie części tzw. zimną i ciepłą są one oddzielone od siebie barierą izolacyjno-cieplną. Wszystko musi być symetryczne a takie ułożenie silnika powoduje równoległe rozłożenie ciężaru i środka ciężkości. Z tego też powodu samolot ten ma cztery podwozia, na końcach skrzydeł, i dwa pod kadłubem tak mniej więcej po obu stronach silnika. Konstruktorzy twierdzili że jest to samolot jak każdy inny tylko ma jedną dodatkową dźwignię a piloci powiadali że cały problem w tym że ten samolot miał tę jedną dodatkową dźwignię. Podobno na jakichś pokazach czy targach ten samolot się rozbił gdy mankiet pilota zahaczył o tę dodatkową dźwignię w czasie wykonywania jakiegoś manewru. Jest tu takie stanowisko gdzie mamy w gablotce małego Harriera i możemy sobie nim posterować i wcale nie jest tak łatwo wystartować i powiesić w powietrzu a wylądowanie bez podskoku to już wyższa szkoła jazdy. Co innego patrzeć na ekran komputera a co innego czuć w rękach opór powietrza i zetknąć się z prawami fizyki.

Hangar 1, samoloty

historia i nowoczesność, napęd śmigłem i silnik odrzutowy obok siebie

Hangar Drugi to samoloty z okresu II Wojny Światowej oraz Wojny w Korei, była tu też wystawa o Kamikadze, wystawa o Bliskim wschodzie, roli kobiet w armii w czasie wojny.  

Corsair KD431, korsarz, myśliwiec

Corsair KD 431

Jest tu kilka ciekawych maszyn. Jedna z nich to Corsair KD 431 czyli korsarz, trafne imię dla myśliwca Marynarki Wojennej. Był to produkt Amerykański używany w czasie walk na Pacyfiku, ale używały go też wojska brytyjskie. Samolot ten ma charakterystyczny kształt skrzydeł wyglądają jakby były złamane a to dlatego że potężny silnik wymagał dużego śmigła (4m) a to z kolei długiego podwozia, co powodowało problemy więc takie „złamanie” konstrukcyjne skrzydła pozwoliło na niższy punkt mocowania podwozia. W samolocie tym ciągle coś zmieniano, karabiny z kadłuba przeniesiono na skrzydła, kokpit pilota przesunięto do tyłu ograniczając pole widzenia, zbiorniki z paliwem usuwano i dodawano. Ten eksponat zakończył służbę w 1945 roku pojawił się w muzeum w 1963 roku, został on niedawno poddany gruntownej renowacji i prezentuje się jakby był gotowy do walki w 1944 roku.

Inne samoloty w tym hangarze to:

Grunmman avenger, samolot, wojna, historia, technika

Grumman Avenger

Fairey Albacore, II wojna światowa, historia, samoloty

Fairey Albacore

Na końcu niespodzianka MiG 15 (skrót od nazwisk konstruktorów Mikojan i Gurewicz)  pojawiły się one w czasie wojny w Korei i były totalnym szokiem dla sił zachodnich, które nie miały samolotu który mógłby się równać klasie tej maszyny dopóki nie pojawił się amerykańskie odrzutowce Sabre .

 

LIM 2, MiG 15, Mielec,

Polski akcent w północno-koreańskich barwach

Samolot który tu można zobaczyć to LIM 2 (polska kopia MiGa 15) został zbudowany w Polsce w fabryce WSK Mielec i służył w Polskim Lotnictwie do połowy lat 80tych. Został zakupiony w1986 roku z przeznaczeniem na wystawę o Wojnie w Korei, polskie barwy zostały więc zdjęte i zastąpione Północno Koreańskimi. Numer seryjny maszyny to 1420 a została ona zarejestrowana jako G-BMZF. Choć maszyna była nadal sprawna nie wydano pozwolenia na loty i trafiła ona do muzeum w Yeovilton. Jest to myśliwiec odrzutowy z silnikiem Klimowa RD 45, (rosyjska wersja silnika Rolls Roysa Nene), o zasięgu lotu 1870 km i prędkości maximalnej 1075 km na godzinę. 

model lotniskowca, muzeum



Hangar numer 3 to też niespodzianka. Oto mamy szansę zwiedzić HMS Ark Royal dzięki wystawie” Aircraft Experience”. Na pokład lotniskowca zabiera nas helikopter, już na pokładzie możemy przyjrzeć się startom i lądowaniom samolotów typu Blackburn Buccaneers i F4 Phantoms, obejrzeć inne odrzutowce, zwiedzić tzw. „Island” z centrum dowodzenia i wieżą kontroli lotów, są tu manekiny, głośniki i ekrany a wszystko wygląda jak w latach 70-tych.

kontrola lotów, the island, Fleet Air Arm museum

stacja kontroli lotów na lotniskowcu

Po całej tej wycieczce oprowadza nas przy użyciu monitorów oficer marynarki wojennej, przechodzi się z pomieszczenia do pomieszczenia na jego polecenie i po tym jak nad drzwiami zapali się zielone światło. Cała taka wizyta trwa około 45 minut trzeba o tym pamiętać i nie zostawiać tego na ostatnią chwilę bo się nie zdąży.

składany samolot na lotniskowcu

składany samolot Blacburn Buccaneer S1 już nie tylko skrzydła ale i dziób

Hangar 4 to przede wszystkim Concorde oraz inne samoloty odrzutowe. Concorde został tu odstawiony z Muzeum Techniki w Londynie ponieważ nie było tam na niego miejsca – jest to duża maszyna. 

Concorde, supersonic



Ten eksponat to wersja prototypowa ma więc na pokładzie całą aparaturę do testowania. Wyprodukowany on został w 1969 roku a w 1976 udostępniono go dla publiczności. Na pogadance wygłoszonej przez pracownika muzeum dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o tej maszynie. Przede wszystkim nie mają one tradycyjnych klap, gdy samolot zwalnia prędkość to właśnie klapy pomagają mu utrzymać siłę nośną tutaj zastąpione to zostało konstrukcją skrzydła a raczej jego krawędzi której nadano ostry kształt.

Handley Page 115, samolot, odrzutowy,

Hangley Page 115

Sam kształt skrzydła nazywany typem delta kompensuje brak poziomego statecznika na ogonie. Co jest najciekawsze to fakt, że skonstruowano samolot Handley Page 115 aby sprawdzić czy to rozwiązanie konstrukcyjne będzie działać.

 kokpit Concorde, kabina pilotów

kabina pilotów

Kolejna ciekawostka to że w czasie lądowania Concorde opuszcza nos inaczej załoga nie były by wstanie zobaczyć pasa na lotnisku. Ponieważ lata on z prędkością ponad dźwiękową 2.2 Macha jego powierzchnia się nagrzewa do 100 °C a maksymalna temperatura do jakiej może się rozgrzać nos to 127 °C, powyżej robi się niebezpiecznie bowiem zacznie dochodzić do zmian chemicznych w aluminium z którego jest wykony samolot. Nagrzewanie powoduje że samolot się rozciąga nawet do 10 cali czyli około 25 cm, podobno w czasie ostatniego lotu piloci włożyli czapki w szparę między wyposażeniem kabiny i tak one już zostały bo po wylądowaniu nie można ich było wyjąć. Concorde jest napędzany 4 silnikami typu Bristol Siddeley Olympus które to co prawda unoszą go z prędkością ponaddźwiękową ale żeby działały to powietrze musi wpadać do silnika z prędkością poniżej tej dźwiękowej, w tym celu są w dyszach wlotu specjalne przegrody których zadaniem jest zmniejszanie prędkości wpadającego powietrza.

silnik Concorde

silnik Bristol SO



Najsłabszy punkt tego samolotu to jego koła a raczej opony, zużywają się one bardzo szybko a pan gawędziarz opowiedział nam o dwóch wypadkach, w jednym opona po pęknięciu uderzyła i uszkodziła skrzydło na szczęście zaalarmowani przez pasażera piloci zawrócili na lotnisko. Drugi przypadek to ten z Paryża z 2000 roku, gdzie kawałek metalu na pasie startowym przebił oponę która eksplodowała uderzając w zbiornik paliwa, to spowodowało niebezpieczne przemieszczanie się paliwa w zbiorniku, które to zaczęło wyciekać i następnie się zapaliło. Samolot nie był w stanie uzyskać odpowiedniej prędkości wznoszenia na pozostałych dwóch silnikach i spadł na budynek hotelowy w pobliżu Gonesse pod Paryżem. Wszyscy na pokładzie samolotu zginęli oraz 4 osoby z hotelu. Dokonano odpowiednich wzmocnień w zbiornikach i oponach ale ostatecznie w 2003 wycofano je z użycia a ostatnie loty odbyły się z wielką ceremonią.O ogłoszonej dla publiczności godzinie można było zobaczyć wielu ludzi czekających na ten ostatni lot wpatrzonych w niebo i ja tam była i widziałam ostatni podejście Concorde do lądowania na Heathrow. Szkoda trochę ale może kiedyś takie maszyny powrócą na nasze niebo, hałas ogromny, szklanki nam drżały jak nadlatywał a telewizora to za nic niemożna było usłyszeć ale cudnie wyglądał, piękna maszyna, śliczna sylwetka.

Concorde, supersonik, ponaddźwiękowy,

Concorde

Można oczywiście wejść do środka tego samolotu i wydaje się on dość ciasny, to ta cała aparatura rejestrująca przebieg lotów testowych, kokpit wydaje mi się też przyciasny i pełen przyrządów o wiele bardziej skomplikowany niż pierwsze maszyny latające jak ta Short S27. Jednak podziw dla tych co konstruują i tych co latają pozostaje ten sam.

Takie i nie tylko takie super atrakcje czekają w tym uroczym muzeum, zachęcam zwłaszcza jeżeli macie dzieci bo wiele się tu można nauczyć. Jest to też atrakcja dla dorosłych, a dla miłośników historii, drugiej wojny światowej i techniki to po prostu raj na ziemi.

Fleet Air Arm Muzeum mieści się w RNAS Yeovilton w Somerset BA22 8HT

Dojazd najlepiej własnym samochodem jest to przy drodze B3151 odbiegającej od drogi A303.

Godziny otwarcia

Zima – 1 Listopad – 1 Kwietnia 2012

Od środy do Niedzieli w godzinach 10:00 do 16:30 ostatnie wejście na Lotniskowiec o 15:15

Lato – 2 Kwietnia 2012 do 31 Października 2012

Codziennie od 10:00 do 17:30 ostatnie wejście na Lotniskowiec o 16:15

Ceny
Dorośli:£13

Dzieci:£9

Ulgowe: £11

Rodzinny (2 dorosłych i 3 dzieci): £38

Jeżeli mieszkacie tu na stałe i płacicie podatki możecie zadeklarować tzw. Gift Aid i to wam da roczny wstęp z wyjątkiem paru dat, trzeba tylko podać dane imię nazwisko i adres, opłaca się zrobić tę małą darowiznę.



Flag Counter