środa, 16 listopada 2011

 

Jest ten film adaptacją powieści Huntera S. Thompsona pod tym samym tytułem i to powinno zachęcić ludzi do wybrania się do kina. Jeśli to nazwisko nic wam nie mówi to dodam, że spod jego pióra wyszły także „Fear and Loathing In Las Vegas” (Las Vegas Parano). Drugim powodem na wypad do kina jest aktor grający główną rolę – po prostu boski Johnny Depp. Jak on to robi, że tak cudnie wygląda, choć mu latek przybywa tego nie wiem, ale ogląda się go na ekranie z przyjemnością.

Hunter S. Thompson był dziennikarzem i powieść ta napisana w 1961 roku jest oparta na jego przeżyciach z okresu pobytu w Puerto Rico. Thompson pracował w gazecie sportowej, która upadła, starał się o pracę (bez skutecznie) w angielskojęzycznej San Juan Star ale zaprzyjaźnił się z wieloma dziennikarzami i edytorem San Juan Star. Johnny Depp był fanem tego pisarza a także jego przyjacielem, i bardzo mu zależało na przeniesieniu na ekran tej opowieści. Depp ma także na koncie wspomnianą już adaptację innego dzieła Thompsona „Fear and Loathing in Las Vegas”. Namówił on do współpracy brytyjskiego reżysera Brucea Robinsona a w obsadzie znaleźli się także Aaron Eckhart jako biznesmen Sanderson, Giovani Ribisi jako Moberg -dziennikarz korespondent do spraw religijnych w San Juan Star, w rolę głównego bohatera dziennikarza Paula Kempa wcielił się oczywiście sam Johnny Depp. Piękna narzeczona Sandersona i obiekt westchnień Kempa, to śliczna Amber Heard.

Filmowy dziennikarz Paul Kemp przyjeżdża do Puerto Rico do pracy w podupadającej gazecie San Juan Star był jedynym kandydatem na to stanowisko. Kemp, który pija dla towarzystwa - pisze powieść i ma ambicje aby być dziennikarzem, pokazującym prawdę i kształtującym umysły, ale nie tego potrzeba lokalnej gazecie. Ma ona się sprzedawać, ważny jest nakład a nie to, że ludzie żyją w nędzy i bez żadnych perspektyw. Bogaty turysta ze Stanów chce przeczytać o tym jak jest tu fajnie i zobaczyć, kto wygrał ostatnio w kręgle a nie o tym że ludzie żyją w slumsach w innej części wyspy. Nie ma w sumie wolnej prasy, bo wolność słowa jest ograniczona przez tego, kto za to płaci. Kiedy Kemp przynosi edytorowi super temat ten nie jest zainteresowany, bowiem liczą się inwestorzy bowiem dochód jest najważniejszy.

Kemp lawiruje między światem miejscowej finansjery, mocno prawicowej i rasistowskiej, operującej na granicy prawa i często je przekraczającej a światem kloszardów i pisarzy takich artystów słowa, ludzi, którzy usiłują po prostu żyć i znaleźć swoje miejsce na ziemi. Wspaniałe role Giovaniego Ribisi, który gra alkoholika, produkującego napitek tak mocny, że nie jest on na gardła tych, co piją dla towarzystwa (social drinker). Jest on korespondentem do spraw religijnych i choć od dawna nic nie napisał to Lotterman – edytor gazety nie może się go pozbyć. Jest to postać bardzo barwna, ma przemowy Hitlera na płytach, zna czarownicę zajmującą się czarną magią, pojawia się w niespodziewanych momentach i wydaje się, że przepija swój talent i intelekt. Bob Sala grany przez Michaela Rispoli to uroczy dobroduszny człowiek, który chce pracować i żyć sobie spokojnie a tu świat mu wszystko komplikuje i utrudnia. Zaprzyjaźnia się z Kempem i nawet zostają współlokatorami, gdy z powodów skłonności do rumu nasz bohater traci opłacane przez gazetę lokum w hotelu. Razem pakują się w tarapaty, małe i duże, jedne z lepszych dialogów i sekwencji w filmie to właśnie między tą dwójką np ucieczka mocno zdezelowanym samochodem, oglądanie telewizji itd.

Film jest ciekawy, ma interesujące wątki o dziennikarstwie jako przesłaniu i pracy dla gazety, są też momenty gdy człowiek dusi się ze śmiechu i nie czuje się tych dwóch godzin spędzonych w kinie. Polecam nie tylko dla miłośników pisarstwa Thompsona i aktorstwa Deppa.

19:08, edyta1972 , Film
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 14 listopada 2011

Kupiłam tę książkę z dwóch powodów, była w specjalnej ofercie i akcja miała się dziać w średniowieczu a na dodatek bohaterem był artysta malarz.

Autor Terence Morgan były nauczyciel angielskiego, redaktor i dziennikarz, autor książek edukacyjnych dla dzieci tym razem wyprodukował opowieść dla dorosłych, sprytnie umieszczoną w bardzo burzliwych czasach Wojny Róż w Anglii choć akcja głównie dzieje się w Niderlandach. W powieści tej mieszają się postacie fikcyjne z prawdziwymi, wydarzenia historyczne z hipotezami, domysłami i aluzjami.

Głównym bohaterem i zarazem narratorem tej opowieści jest artysta malarz Hans Memling żyjący w latach 1430 -1494 jest to obecnie mało znany twórca, choć za życia cieszył się uznaniem i dorobił się znacznego majątku. Poznajemy, jako asystenta innego słynnego mistrza średniowiecznego malarstwa flamandzkiego Rogiera van der Weyden, artysty o wielkim kunszcie i wybuchowym temperamencie. Memling towarzyszy mu do pałacu następcy tronu książęcego Burgundii Charlesa (Karola) hrabiego Chorolais i tam poznaję jego córkę Marię Burgundzką – wtedy dziecko jeszcze, ale już osóbkę o silnym charakterze. Staje ona jeszcze parokrotnie nad drodze naszego malarza, jako dorastająca dziewczyna samotna i jako kobieta następczyni tronu książęcego Burgundzkiego, która musi wybrać między obowiązkiem wobec rodziny i tradycji a swoim szczęściem i uczuciem do naszego bohatera. Księżniczka zakochała się w malarzu  tak przynajmniej sugeruje autor, a uczucie to narodziło się w czasie długich godzin w czasie, których Maria pozowała do kolejnych obrazów zamawianych przez jej ojca i innych sponsorów. T. Morgan twierdzi, że to ona była wzorem dla postaci kobiecych głównie Najświętszej Panny i rzeczywiście jak się patrzy na jego obrazy to wydaje się, że była to jedna modelka.

Hans Memling wiedzie bardzo burzliwe życie i tak oto przybliża on nam najważniejsze wydarzenia epoki, w której żył. Oto pewnego dnia do jego skromnego domu puka angielski kupiec Cakkeston, którego artysta poznał parę lat wcześniej i prosi o schronienie dla swoich przyjaciół Neda i Dicka Plantów dwóch braci i ich towarzyszy wygnania. Memling przez przypadek przysłuchuje się ich rozmowie dotyczącej planów na przyszłość. Dość szybko można się domyślić, że nie są to zwykli ludzie a bracia królewscy z Domu Yorków (Edward i Richard Plantagenet), którzy właśnie znaleźli się pod wozem i musieli uchodzić z kraju. Sama postać Cakkestona pojawia się wielokrotnie i kiedy mistrz Memling przebywa w Londynie spotykamy go ponownie i jest on tam właścicielem pierwszej drukarni w Anglii, potem pojawia się w tekście, jako Caxton i ma asystenta Wynkyna – o nich pisałam przy okazji wpisu o kościele St Bride.

Memling był świadkiem bitwy pod Nancy w styczniu 1477 roku, pomagał w identyfikacji zwłok Księcia Burgundii Karola Śmiałego (Charles the Bold). Jest także obecny przy śmierci jego córki Marii Burgundzkiej w czasie jej wypadku na polowaniu. W czasie wyprawy do Londynu spotyka starych znajomych i zostaje opiekunem i nauczycielem książąt w czasie ich pobytu w Londyńskiej Wieży (Tower of London), kiedy to byli oni pod protekcją swojego wuja Richarda (Ryszarda III) i zostaje wplątany w jedną z większych tajemnic średniowiecza.

Autor prezentuje nam punkt widzenia przychylny hipotezie stojącej po stronie Richarda twierdząc, że nie był on taki zły jak go się portretuje. Zamknął młodego króla i jego brata w Wieży Londyńskiej dla ich własnego dobra, a poza tym wcale nie chciał być królem i zagarnął koronę, aby ochronić syna swojego królewskiego brata. Memling jest tam, gdy rozgrywa się dramat zaginięcia obu chłopców i udaje mu się szczęśliwie uratować jednego z nich.

Jest tu motyw polski otóż jeden z jego obrazów Sąd Ostateczny namalowany dla kaplicy we Florencji ufundowanej przez bankiera Portinari został zagrabiony przez okręt na usługach Hanzy i znalazł się w Gdańsku gdzie można go teraz podziwiać w Muzeum Narodowym.  Dzięki panowie korsarze.

Od czasu do czasu mamy interesujące krótkie rozdziały traktujące o sztuce i roli artysty. Można dysputować teorie autora i drobne nieścisłości historyczne, ale jest to generalnie ciekawa powieść osadzona w niezwykle burzliwym okresie, przybliżająca wydarzenia historyczne odległego średniowiecza i ukazująca je zwłaszcza te dotyczące Książąt w Tower z innego punktu widzenia, zgodnie, bowiem z mottem na okładce historia jest kwestią perspektywy.

wtorek, 08 listopada 2011

Poszłam na ten film zachęcona przez zwiastun i ubawiłam się tak, że aż mnie bolały mięśnie od śmiechu. Totalny relaks i zabawa.

O Tin Tinie nie wiedziałam prawie nic, coś mi się pomyliło, że to będzie o psie i dlatego nie byłam na początku chętna na wyjście do kina. Moi znajomi z pracy byli moją niewiedzą zadziwieni, bo większość z nich wyrosła na komiksach i kreskówkach, dla mnie to była totalna nowość.

Tin Tin to główny bohater komiksów stworzonych przez belgijskiego artystę Georges Remi piszącego pod pseudonimem Herge. Najpierw jego przygody pojawiły się w gazecie dla dzieci potem zostały zebrane w albumy a jest ich 24, pojawiły się na małym i dużym ekranie a nawet w teatrze. Głównym bohaterem jest młody belgijski reporter Tin Tin, słodki rudzielec z charakterystycznym loczkiem nad czołem, wplątuje się on w różne afery, kryminalne i polityczne a w tych potyczkach ze złem, dzielnie mu towarzyszy uroczy biały piesek, Snowy (Miluś po polsku - dla mnie Miluś zawsze będzie mi się kojarzył ze smokiem z Kajka i Kokosza), który często wyniucha, co jest grane szybciej niż jego  dwunożny właściciel.

Film Przygody Tin Tina – Tajemnica Jednorożca został oparty na trzech komiksach „Krabie o złotych szczypcach” „Tajemnicy Jednorożca” i „Skarbie Szkarłatnego Rackhmana” . Film wyreżyserował S. Spielberg wyprodukował P. Jackson a pracował przy nim też J. Kamiński. W wersji angielskiej głosów użyczyli Tin Tinowi Jamie Bell (Billy Elliot), Kapitan Haddock (Baryłka) to Andy Sarkis (Golum z Lord of the Rings) a Red Rackham to Daniel Craig, a Thomson i Thomson to duet Nick Frost i Simon Peg dwaj komicy angielscy od „Paula”. Film można zobaczyć w dwóch wersjach normalnej i 3D.

O czym jest ta historia. Otóż Tin Tin na pchlim targu kupuje model statku z XVII wieku, i tu zaczynają się jego kłopoty, od razu pojawiają się inni chętni i proponują mu dużo pieniędzy, potem straszą itd. Model kryje w sobie tajemnicę i Tin Tin postanawia ją odkryć, staje mu na drodze bogaty Red Rackhman pomagają dwaj policjanci Thomson i Thomson usiłujący w międzyczasie złapać kieszonkowca, dzielnie sprawuje się psiak Snowy, a kapitan Haddock to całkowita komedia przypadku i wypadku. Podróżujemy w czasie i przestrzeni, w świecie legend, jesteśmy w powietrzu i na lądzie, na wodzie i pustyni ….  Śmiałam się w głos i przez łzy, był tu bardzo klasyczny humor, i momenty w stylu przez przypadek zniszczyliśmy pół miasta, zabawne dialogi, niebezpieczeństwo ciągle czyhało na bohaterów, dramaty i zwroty akcji i przede wszystkim doskonała animacja a to wszystko sprawia, że człowiek wychodzi z kina zadowolony, bo miło spędził czas i ma ochotę na więcej. Mam nadzieję, że nakręcą następne filmy, bo są takie plany, wszystko zależy od tego czy ten osiągnie sukces. Do kin wiec ludzie do kin, bo jest to ciepły, zabawny film, komedia w starym stylu, ale bardzo nowoczesnym wydaniu, dla małych i dużych. Polecam.

 

sobota, 05 listopada 2011

St Bride church of Fleet Street London, architektura, budynek, Wren

Tym razem zapraszam do uroczego kościółka przy Fleet Street w Londyńskim City, który jest jednym ze starszych w Londynie. Uważa się, że już Saksonowie w VII wieku naszej ery mieli tu świątynie a być może została ona założona przez mnichów celtyckich. Patronką świątyni jest św. Brygida z Kildare (inne formy jej imienia to Brigid i właśnie Bride), nie jest jednak jasne czy była ona też jego założycielką, ale fundamenty tej świątyni są bardzo podobne do budowli z tego samego okresu z miejscowości Kildare w Irlandii. Musiało to być ważne miejsce, bo Normanowie zbudowali tu swoją świątynię po zajęciu wyspy a król Jan zwołał tu właśnie obrady parlamentu w 1210 roku. Parafia rozwijała się i nowy większy budynek pojawił się w XV wieku.

Koniec XVI to okres wielkich zmian. Na kontynencie pojawia się nowy wynalazek, który do Anglii trafia po tym jak William Caxton poznawszy technikę drukarską przywozi tę wiedzę do Londynu. W 1476 roku założył on drukarnię w sąsiedztwie opactwa w Westminsterze. Po jego śmierci w 1491 roku drukarnia trafiła w ręce jego asystenta i ucznia Wynkyna de Worde, który postanowił zrobić na tym wynalazku interes. Potrzebny był mu rynek zbytu w postaci osób umiejących czytać a że były to głównie osoby związane z kościołem, dlatego też ostatecznie osiadł w City i to właśnie w bezpośrednim sąsiedztwie kościoła św. Brygidy. Tu też został on pochowany gdy zmarł w 1535 roku a w swoim testamencie pozostawił coroczny datek £1 dla biednych z tej parafii.

W tej okolicy pojawili się także inni drukarze i dlatego ta świątynia jest także nazywana Katedrą Drukarzy i Kościołem Dziennikarzy. Jako ciekawostkę dodam, że do 1695 roku Londyn był jedynym miastem w Anglii posiadającym koncesję na zakładanie pracowni drukarskich.

Parafianami byli tu także pisarze John Milton,  Charles Dickens a Samuel Pepys (jego pamiętniki są doskonałym źródłem wiedzy społecznej, historycznej o XVII wiecznym Londynie) został w tym kościele ochrzczony, w pewien sposób to okolica jakoś przyciągała ludzi pióra.

st Bride interior, wnętrze, sklepienie

W końcu XVII tę parafię i całe miasto nawiedziły dwie katastrofy najpierw w 1665 Wielka plaga zabijając tylko w czasie jednego tygodnia 238 obywateli z tej parafii, w czasie całej zarazy zmarło 2111 (w tej tylko parafii). W następnym roku Wielki Pożar strawił większość miasta w tym także kościół św. Brigidy. Pożar wybuchł na ulicy Pudding Lane (przy obecnej stacji Monument) w niedzielę 2 września 1666 roku, okoliczni mieszkańcy jak i cały Londyn patrzył z przerażeniem na rozprzestrzeniającą się pożogę. Domy w okolicach rzeczki Fleet zostały specjalnie zniszczone w nadziei, że to zatrzyma płomienie, ale na nic to się zdało - silny wiatr przeniósł ogień i 4 września dotarł on w okolicę kościoła i całkowicie zniszczył budynek.

Pożar pochłonął 87 kościołów w Londynie 51 z nich zostało odbudowanych, choć planowano tylko 39, stało się tak dzięki zabiegom i staraniom parafian i prywatnych darczyńców. Odbudowa nie była prosta, na sam początek potrzebne było £500 na opłaty „administracyjne” suma ta została zebrana w ciągu miesiąca, co jest niezwykłe, gdy się pomyśli, że większość parafian straciła nie tylko dach nad głową, ale także źródła swojego utrzymania, warsztaty rzemieślnicze, stragany i sklepiki strawiły płomienie. W 1671 roku rada parafialna zaprosiła Ch Wrena na kolację (koszt 2 funty i 17 szilingów) do Tawerny Globe, aby omówić sprawę odbudowy, przekonywali go o konieczności i terminach prac.  Wren był zdania, że w okolicy jest wystarczająca ilość budynków kościelnych i chciał ograniczyć ilość odbudowywanych. Parafianie jednak byli uparci i prace budowlane ruszyły jeszcze w tym samym roku. Odbudowa posuwała się dość szybko, może miał na to wpływ fakt, że robotnicy zatrudnieni na budowie mieszkali w przykościelnym hostelu wybudowanym dla nich przez Ch. Wrena "The Old Bell Tavern", a nad pracami czuwał mistrz murarski i „tutejszy” człowiek Joshua Marshall – pracował on także z Wrenem przy innych budowlach jak Temple Bar i Monument, asystentem architekta był Nicolas Hawksmoor.

Główne prace budowlane ukończono w 1674 roku a kościół oddano do użytku 19 Grudnia 1675 roku. Całkowity koszt prac budowlanych to £11,430 na ówczesne czasy, była to nie mała fortuna.  W 1682 roku Rada Parafialna raz jeszcze namówiła Wrena na prace przy kościele tym razem wieży i jej słynnym hełmie, prace rozpoczęły się w 1701 roku i trwały 2 lata a wygląd tej konstrukcji stał się inspiracją dla typowego angielskiego tortu weselnego. Wieża ta wytrzymał uderzenie pioruna, który to strącił kawałek iglicy w 1764 roku i sięga obecnie wysokości 69 metrów. (226 stóp) 

zabytki, wykopaliska, st Bride

Budynek ten ucierpiał ponownie w czasie II Wojny Światowej zwłaszcza w grudniu 1940 roku często nazywany był ten czas drugim pożarem Londynu. Jedna z bomb zapalających trafiła w dach budynku, dzwon stopił się, ale wieża przetrwała jako testament geniuszu architektonicznego jej twórcy. Kolejna obudowa, w czasie której użyto planów Wrena, została sfinansowana przez wydawców i dziennikarzy gazet Londyńskich którzy pamiętali o swojej „Katedrze”. Jedyną dobrą rzeczą wynikłą z wydarzeń wojennej zawieruchy były wykopaliska i odkrycie fundamentów saksońskiego kościoła i innych pozostałości rzymskich jak np. rzymski chodnik oraz fragemnty średniowiecznych murów kościelnych. Obecnie w krypcie mieści się małe muzeum otwarte dla publiczności i można tu zaznajomić się z historią nie tylko tego miejsca, ale i całej okolicy. 

rzymski chodnik w St. Bride



steeple of st Bride

Wspomniałam o słynnej wieży tego kościoła, która uważana jest za pierwowzór piętrowego angielskiego tortu weselnego. Legenda mówi, że pierwszy tort o takim kształcie został wykonany przez czeladnika Williama Rich (1755 - 1811), który to ożenił się z Susannah Pritchard córką mistrza cukiernika, u którego pracował. Podobno to właśnie wieża kościoła, którą widział z okna swojego pokoju była dla niego inspiracją, na ich weselny tort. William odniósł sukces w branży nie tylko dzięki kształtowi swoich wypieków, ale i też za sprawą składników, jakich używał np. doskonałej francuskiej brandy nawet, gdy kosztowała ona aż 1 gwineę. Jako ciekawostkę dodam, że brat Williama - John był bliskim przyjacielem Edwarda Jennera człowieka, który był jednym z pierwszych ludzi zgłębiających ideą szczepionki i dzieci Williama i Susannah były między pierwszymi, które zostały poddane takiemu zabiegowi. W gablocie w krypcie kościoła możemy zobaczyć sukienkę ślubną Susannah.

wedding dress of Susannah Pritchard st Bride

Zapraszam do tego przybytku jest tu kawałek interesującej historii, krypta to mini muzeum z fragmentami murów kościołów z poprzednich epok, oraz chodnikiem rzymskim, a główny budynek to kolejne arcydzieło architektonicznego geniusz Ch. Wrena.

st Bride, architektura, Londyn

Kościółek mieści się w małej alejce St Bride Avenue odbiegającej od ulicy Fleet, prawie z zbiegu z Ludgate Hill (Ludgate Circus), obecnie najbliższa stacja metra to St. Pauls, gdy otworzą po remontach Blackfriars stamtąd jest najbliżej. Kościół jest otwarty dla  zwiedzających od 8 rano do 16:45. Choć mamy tu ponad 2 tysiące lat historii jest tutaj też bardzo nowoczesny akcent otóż można zostawić datek za pomocą karty kredytowej i debetowej w specjalnej maszynie.

Inne budowle Ch. Wrena ( budowy i odbudowy) :

St. Stephen Walbrook - duma angielskiej architektury

St. Michael Paternoster Royal

St Mary Aldermary - gotycki Wren

St Vedast alias Foster - w cieniu katedry







Flag Counter