poniedziałek, 16 lutego 2015

 

 

Moja przygoda z Barankiem Shaun zaczęła się w pracy, przez przypadek obejrzałam kilka odcinków w telewizji. Koleżanka jest wielką fanką tego serialu, więc zaczęło się układanie przerw pod kątem: „kto chce oglądać Baranka?”( Shaun the Sheep, wykreowanego przez Nicka Parkera). Padaliśmy ze śmiechu i wygłupialiśmy się chodząc i cytując Baranka: „myeee meee”, choć tu, w Zjednoczonym Królestwie, owce mówią raczej „Baaa”. Mniejsza o to, Barank Shaun stał się naszym ulubieńcem w pracy, krótkie odcinki były w sam raz na popołudniową przerwę. Potem serial się skończył, żal nam ściskał serca.


Na szczęście w wytwórni pomyśleli o fanach i dwaj panowie Richard Starzak (Richard Goleszowski) i Mark Burton stworzyli pełnometrażowy film o przygodach Baranka Shaun. Hura!!!!

Baranek powstał w Studiu Aardman w Brystolu, które specjalizuje się w  filmach kręconych metodą „stop motion”, czyli animacją poklatkową. Modele (postacie, przedmioty itp.) są fotografowane, następnie przesuwane odrobinę i znów fotografowane. Połączone fotografie tworzą film. To bardzo żmudna i długa praca, wymagająca precyzji, sprawnych rąk, a przede wszystkim cierpliwości. W tej wytwórni powstały takie hity jak zdobywca Oskara w 2006 „Wallace and Gromit: klątwa królika” (Wallace and Gromit: The Curse of the Were-Rabbit) i „Uciekające Kurczaki” (Chicken Run).


Postać Baranka Shaun po raz pierwszy pojawiła sią w serialu „Wallace and Gromit”, chyba była tak urocza, że dostała angaż na własny serial. Shaun zwykle ma pomysły, jak urozmaicić sobie i reszcie stada, monotonne życie na farmie, gdzie tylko ciągle wyprowadzane są na pastwisko, jedzą trawę i są co jakiś czas golone/strzyżone.

Marzy im się dzień wolny. Mądry Baranek Shaun wpada na pomysł jak to zrobić i wszystko idzie jak po maśle - do czasu. Niestety Bitzer, psi asystent Farmera, wywąchał, że coś tu nie gra i musiał wtrącić swoje trzy grosze, no i stało się nieszczęście. Farmer został przetransportowany do miasta, gdzie uległ wypadkowi i stracił pamięć, jego śladami wiernie podążył pies Bitzer. Tymczasem na farmie zwierzaki zaczęły tęsknić za Farmerem i odważny Baranek Shaun postanowił wyruszyć do Wielkiego Miasta, aby znaleźć Farmera. Owca w wielkim mieście nie ma łatwo, zwłaszcza sama, ale nadjeżdżają posiłki (reszta stada) i zaczynają się prawdziwe kłopoty. Nie tylko nie wiadomo, gdzie zacząć poszukiwanie, ale jeszcze na biedne owce czeka tyle niebezpieczeństw w Wielkim Mieście. Wróg numer jeden to hycel Trumper, pracujący w miejskim zakładzie utylizacji zwierząt, oczywiście bierze on sobie za punkt honoru oczyszczenie miasta z futrzaków.


Oj dzieje się, dzieje, film jest uroczy, pełen aluzji do innych filmów, można się prześcigać w wynajdywaniu tych momentów. Człowiek ogląda, śmieje się, zachwyca inteligencją Baranka i ma żal na końcu, że się skończyło. Chyba sobie kupimy DVD, jak wyjdzie. Polecam, ale uwaga, nie jest to typowy film dla dzieciaków, człowiek dorosły tu się świetnie bawi, zwłaszcza że niektórych aluzji (np. do „Milczenia owiec” itd.) , dzieciaki nie wyłapią. Nam się łezka w oku zakręciła, gdy Shaun odnalazł Farmera, a po kinie poszedł pomruk „uuuauu”. W filmie nie ma dialogów, tylko pomrukiwanie i to jest druga ogromna zaleta, bo jest to film, który opiera się na efektach wizualnych, gestach, minach, pomrukach, jest to więc film bez granic. Polecam, pędźcie owczym pędem do kina i zostańcie do końca seansu, dla cierpliwych kurczak ma specjalną nagrodę.

Fotki z Press Association

Na zachętę zwiastun.



niedziela, 08 lutego 2015



To jest pożegnanie z Plantagenetami dla pisarki, to ostatnia napisana przez autorkę książka o tej zwariowanej rodzinie i dynastii, która kontrolowała obszary od Muru Hadriana do Pirenejów. Chronologicznie została mi jeszcze Trylogia Walijska, więc smutna nie byłam. Ta część sagi o Richardzie bardziej mi się podobała, wydawało mi się, że pisarce znów słowa spływały na klawiaturę jak w poprzednich opowieściach. Znów czytało się to jak powieść awanturniczą, z tą różnicą, że zamiast wymyślonych postaci osadzonymi w realiach historycznych głównymi bohaterami byli prawdziwi, znani nam z historii osobnicy, uczłowieczeni piórem pisarki.

I tak oto Ryszard dowiedziawszy się, że jego ukochany młodszy braciszek książę Jan ( zły John z legendy o Robin Hoodzie) znów knuje z zasiadającym na Francuskim tronie Filipem, postanawia wrócić do swojego królestwa. Pierwsze wyruszają żona Berengaria i siostra Joanna. Kiedy Ryszard w końcu wypływa w powrotną podróż, u wybrzeża wyspy Korfu napotyka piratów, którzy po krótkich negocjacjach wstąpili do służby pod sztandarem Lwiego Serca. Jak stwierdza jeden z służących królowi tłumaczy - można być jednocześnie piratem i chrześcijaninem. Ryszard zdecydował się przenieść na wynajęte pirackie statki z kilkoma zaufanymi rycerzami, a resztę wysłać dalej normalną drogą. Chce szybko i bez zwracania na siebie uwagi przedostać się do przyjaznej Saksonii. Okazuje się bowiem, że Cesarz Rzymski Henryk rozstawił sieci i czeka, aż mu królewski łup wpadnie w ręce.

Wiatry nie były jednak pomyślne, wręcz przeciwnie i po strasznym sztormie statki osiadają mocno zniszczone na wyspie La Croma ( Lokrum u wybrzeży Horwacji, teraz jest tam słynna plaża nudystów). Sztorm był tak silny, że zgromadzeni na pokładzie myśleli, że oto nadchodzi ich koniec, sam król obiecał darowiznę 100 tysięcy dukatów na budowę kościoła w miejscu, gdzie wyjdą ocaleni na ląd. Gdy jeden z jego towarzyszy, dostrzegł ląd stwierdził, że oto zostali uratowani, bo jakby mógł Bóg nie skusić się na taką sumę, okup królewski. Można by powiedzieć wykrakał! Ale właśnie tak Sharon Penman buduje akcję, znane fakty ubiera w bogate szaty, przystraja w pióropusze, a czasem ogołaca z tego przepychu i podaje nam wszystko wprost i do rzeczy. 

Obywatele pobliskiej Republiki Ragusa (obecnie Dubrownik) przyjęli rozbitków z otwartymi sercami. Ich serca i domy jeszcze bardziej zostały otwarte, gdy okazało się jaka czeka ich nagroda. Nic nie jest jednak proste, bo w sumie to wylądowali oni na wyspie opodal i oficjale kościelni spierali się, kto ma otrzymać darowiznę, klasztor na wyspie czy katedra w mieście.

Niestety miłe towarzystwo i bezpieczną przystań trzeba opuścić, a choć powracający krzyżowcy byli objęci specjalną ochroną kościelną, Ryszard miał tylu wrogów, że trudno było im znaleźć bezpieczną drogę do domu. Znów wypłynęli na morze, a ich celem był port Zadar, będący pod panowaniem Węgierskim. Nie mieli szczęścia - najpierw cisza morska, a potem mgła i kolejny sztorm. Tu pomaga żeglarzom magnetyczna igła wbita w korek, która pływa w wiadrze z wodą i zawsze wskazuje północ. Statek został uszkodzony, stracił ster i pozostawał na łasce wiatru i fal, ale udało się ostatecznie doprowadzić dryfujący wrak na wybrzeże, puste, zasolone błota - ziemia bez życia. Zły omen. Rozbitkowie nie wiedzą gdzie są, czy na terenach przyjaznych, czy wrogich, ale nie mają wyjścia i muszą resztę podróży odbyć lądem. Rozpoczynają niebezpieczną przeprawę przez tereny pełne szpiegów cesarskich i każda chwila jest pełna grozy. Nie wiedzą gdzie i kiedy ich los zostanie zakuty w kajdany. Penman jest genialna w wykorzystaniu informacji źródłowych, strzępki jakie czasem posiada, przekształca swoim piórem w pasjonujące opowieści i tak jest z momentem pojmania Króla Ryszarda. Choć wiemy, że to się stało, bo znamy historię, nawet, jeżeli nie uczyliśmy się jej pilnie w szkole, to każdy słyszał o legendzie Robin Hooda. To jednak w jaki sposób pisarka nam to wydarzenie opisuje tak przykuwa nas do kartek, a mnie do Kindla, że można przegapić stacje metra i w rezultacie spóźnić się do pracy. Postać Arne -niemieckiego chłopca w służbie angielskiego króla i jego historia wylęgła się z jednej wzmianki kronikarskiej, że był przy nim młody tłumacz. Arne pojawia się dużo wcześniej i znów jest jednym z nośników informacji o zwyczajach, czasach i wydarzeniach, podobnie jak Morgan walijski kuzyn króla, który jest kontynuacją wątku Ranulfa z pierwszych części sagi – jest jego synem, czy Mariam przyjaciółka Joanny królowej Sycylii i siostra z nieprawego łoża jej męża Williama II. Te fikcyjne osoby wprowadzają nas, czytelników XXI już wieku, w realia średniowiecza, pozwalają na dialogi między nami a bohaterami opowieści kronikarskich.

 

Kiedy Morgan, walijski kuzyn króla, zadaje mu pytanie czy nigdy nie boi się o swoje życie, zwłaszcza walcząc na polu bitwy, ten po długim namyśle odpowiada, „ że w ferworze walki, gdy krew szybko krąży w żyłach czasem trudno jest odróżnić podniecenie od strachu”. To jedna z rzeczy, które mi się podobają w u tej pisarki, dialogi, które przypisuje postaciom są takie ludzkie, prawdopodobne i pozwalają bliżej poznać danego bohatera, sztywna postać historyczna staje się normalnym śmiertelnikiem.

Doskonale to widać w udręce jakiej doznaje Ryszard w czasie swojego uwięzienia w Trifels, gdy stara się zachować godność, a jednocześnie przetrwać samotność, opuszczenie, odizolowanie. W pewnym momencie mówi sam do siebie, wspominając 16 lat aresztu domowego ( zamkowego w zasadzie) swojej matki Eleonory Akwitańskiej – jak ty to zniosłaś. Gdy jest chory ma wizje, majaczy w gorączce, a odwiedza go wtedy jego ojciec Król Henryk II i niemalże go błaga, aby nie zaprzepaścił tego, co on z matką zbudowali, aby ocalił Imperium Andegaweńskie.

Tymczasem kobiety w drodze do domu i matka pozostawiona na straży królestwa zaczynają się niepokoić, brak wieści nie jest tu obiecujący i zaczynają krążyć złowrogie plotki. Wkrótce staje się jasne, że coś niedobrego spotkało powracającego do kraju króla, rozpozna się walka dyplomatyczna między tymi, którym ta nieobecność jest po myśli, a tymi co są w stanie zrobić wszystko, aby króla odzyskać. Kto da więcej? Jan i Filip, aby Henryk króla sobie zatrzymał, czy Eleonora i jej stronnictwo, aby króla odkupić. Pisarka zabiera nas też do Speyer na sąd nad królem, gdzie sędziami są możni i książęta Kościoła (Imperial Diet) i tu swoją przemową Ryszard zwycięża nad Cesarzem, nie tylko genialny strateg na polu walki, ale i niezły mówca. Niemalże zaciskamy kciuki chcąc, aby mu się powiodło. Wolność nie przychodzi łatwo, Henryk sprawnie i okrutnie pociąga za sznurki i co chwile perspektywa swobody jest od naszego bohatera okrutnie oddalana.

Nie zdradzę tu tajemnicy, że Ryszard odzyska wolność i wróci do swojego królestwa, ale to nie jest koniec opowieści. Autorka zręcznie wpisuje naszą wiedzę XX-go wieku na temat psychologii i wpływu dramatycznych wydarzeń na zachowanie człowieka w średniowieczne realia. Ryszard boryka się z tym, co przeżył. Mamy jego dziwne zachowanie wobec żony Berengarii, wydawało się, że ją kochał w czasie wyprawy krzyżowej, teraz nie bardzo się kwapi, aby ją znów zobaczyć. Co się za tym kryje? Król niemal nie zdejmuje zbroi i nie zsiada z konia, ciągle w ruchu ciągle tłumi jakąś rebelię. Nie ma czasu na bycie mężem, a przydałoby się, bo koronie potrzebny jest następca. Niby jest Jan, ale czy to najlepsza opcja?

Ostatecznie zabiera nas pod Chalus i tu wycisnęła ze mnie łzy – taka jestem płaczliwa. Umierający król wzywa do siebie matkę - królową Eleonorę Akwitańską, ale nie żonę Berengarię, później biskup jej mówi, starając się wytłumaczyć ten gest, że chciał jej oszczędzić cierpienia. Drobna rana przynosi śmierć, medycy średniowieczni są bezsilni w walce z gangreną. Ryszard wie, że umiera i stara się zrobić wszystko, aby jego brat Jan mógł zasiąść na tronie. Sprawa się skomplikowała, bo w tym czasie Jan był na dworze w Bretanii, a tam znajdował się potencjalny konkurent do tronu w postaci Artura, syna ich  brata Geoffrey’a (Godfryda II)  księcia Bretanii. Umierający Ryszard nie chce wzbudzać podejrzeń, stara się żyć tak długo, aby zabezpieczyć Janowi sukcesję, stawia królestwo przed żoną. Przyjazd Berengarii byłby podejrzany, a matki nie, bo często się z nią konsultował w sprawach wagi państwowej. Eleonora zdążyła przed śmiercią i ten dialog między nimi jest znów majstersztykiem Penman. Jest tu czarny humor - gdy matka pyta się czy była spowiedź i ostatnie namaszczenie, Ryszard żartuje, że tyle miał do spowiedzi, że zajęło to pół dnia. Gdy prosi o pochówek w Fontervrault przy stopach swojego ojca Henryka II, Eleonora mówi łagodnie, że on mu na pewno przebaczył. Ryszard prosi też, aby zrobiła, co może dla Jana i ona przytakuje. Jesteśmy z Eleonorą w tych najcięższych dla niej chwilach, kolejne z jej dzieci umiera, przyszłość jej imperium umiera, jesteśmy tam do ostatniego oddechu, do ostatniego uderzenia serca jej ukochanego syna.

Jest jeszcze Joanna, jej wdowieństwo i wydanie jej za mąż za Raymonda VI Hrabiego Tuluzy, którego poznała w czasie powrotnej podróży z Ziemi Świętej. Niezwykła kobieta i niezwykłe małżeństwo z człowiekiem, który kochał poezję, uznawał tolerancję wobec innych wyznań czy heretyków. Został on uznany przez to za wroga Kościoła i tyrana, który znęcał się nad swoją żoną. Sharon Penman ukazuje inną historię - małżeństwo, w którym Joanna była szczęśliwa, bo znalazła człowieka, który nie uważał, że kobieta to osoba niższa intelektualnie i bez żadnych praw. Tu raz jeszcze wspomnę, że w bardzo przystępny sposób ukazuje autorka nam nie tylko wydarzenia historyczna, ale i realia społeczne i kulturowe życia w średniowieczu. Joanna bezdzietna w pierwszym małżeństwie – wina zawsze była po stronie kobiety – rodzi po bardzo trudnych ciążach Raymondowi syna i córkę. Ostatnia ciąża jest niestety niezbyt szczęśliwa, gdyby to była fikcja to bym złorzeczyła, że tak sobie ktoś wymyślił, ale niestety los był dla niej okrutny. Dla Joanny bycie w ciąży nie było stanem błogosławionym, przechodziła je bardzo ciężko. Pisarka konsultowała się z lekarzami specjalistami i sugeruje, że tego przyczyną była hyperemesis gravidarum (HG), po naszemu niepowściągliwe wymioty ciężarnych, a fakt, że Joanna miała cesarskie cięcie jest jednym z najwcześniejszych zapisów o tego typu operacji. Czytałam, a łzy mi ciekły strumieniami po policzkach.

Powieść ta kończy się dojściem do władzy Jana i śmiercią Eleonory. W tej ostatniej kwestii autorka znów pozwala sobie na swoją pisarską wspaniałą fantazję. Otóż w gorączce Eleonora widzi przy swoim łożu Henryka II, swojego męża, który przygania jej, że już ma 80 latek, i że on z Ryszardem czekają na nią tak długo.

Wspaniała lektura, trzyma w napięciu nawet, jeżeli wiemy, co się ma stać, bo wystarczy otworzyć podręcznik lub wpisać na Google imię Ryszard Lwie Serce. Pisarka jest genialna i udowadnia po raz kolejny, że historia to nie są nudy, tylko trzeba umieć o niej opowiadać. Dobrze, że czekała na mnie tzw. Walijska Trylogia, bo trudno by się było z jej pisarstwem rozstać.

Polecam

Inne części sagi o Plantagenetach. 

When Christ and His Saints Slept - pierwsza część, czasy anarchii 

Time and Chance - opowieść o Henryku II i Eleonorze Akwitańskiej

Devil's Brood - bunty i walka o tron w Imperium Andegaweńskim

Lionheart - Ryszard Lwie Serce, w drodze na krucjatę i walki na Ziemi Świętej

Flag Counter