czwartek, 26 stycznia 2017



Jak zawsze o tej porze roku popędziliśmy do Muzeum Historii Naturalnej na przyrodniczą wystawę fotograficzną. To już nasza szósta impreza i choć tym razem nie wyszliśmy z niej oszołomieni, to jednak były zdjęcia, które nas zachwyciły i zainspirowały. Po latach chodzenia na tę wystawy zaczęliśmy już rozpoznawać style różnych fotografów i wspominaliśmy ich inne fotki z przeszłych lat. Sędziowie nie mają łatwego zadania wyłaniając zwycięzców, bo chcą wybrać coś oryginalnego, coś niezwykłego, z jakimś przekazem, a potem przychodzą tacy jak my i im grymaszą. ( hi hi). Wystawa ta pokazuje zwycięzców konkursu fotograficznego organizowanego przez Muzeum Historii Naturalnej, pierwszy raz została zorganizowana w 1965 roku i miała 3 kategorie oraz 500 zgłoszonych zdjęć. W tym roku zgłoszono 50 000 zdjęć, fotografowie pochodzili z 95 krajów. Sędziami byli Bruno D’Amicis, Orsolya Haarberg, Rosamund „Roz” Kidman Cox, Piotr Naskrecki, Klaus Nigge i Lewis Blackwell. Nadal mamy podział na kategorie dla dorosłych i grupy wiekowe dla młodocianych (15-17 lat; 11-14, i poniżej 10 lat . Kategorie są podobne jak w ubiegłym roku, brak jest kategorii The TimeLapse, czyli serii zdjęć – nie przyznano też nagrody wschodzącej gwiazdy (Rising Star Award). Tegoroczne kategorie: Ssaki, Ptaki, Płazy, Gady i Ryby, Bezkręgowce, Rośliny  zgrupowane w Różnorodności Ziemi (Earth’s Diversity) , w Środowisku Naturalnym (Earth’s Environments), mamy Krajobraz, Środowisko Miejskie (Urban), Pod Wodą   oraz Kreacje Ziemi (Earth’s Design) z kategoriami Czarno Białe, Detale, Impresje. Kategoria Fotoreporterska (The Wildlife Photojournalist Award Single Image) pojedyncze zdjęcie, oraz historia w zdjęciach (The Wildlife Photojournalist Award : Story)

Relacje z poprzednich edycji znajdziecie tu: „Przyroda w fotografii wystawa konkursowa edycja 22” oraz „ Przyroda w fotografii wystawa konkursowa”, “Wildlife photographer of the year 2013 relacja z wystawy konkursowej.” , „Wildlife photographer of the year 2014” a ubiegłoroczna „Wildlife photographer of the year 2015”

Ogólnym zwycięzcom został Tim Laman i jego zdjęcie „Entwined lives”, którego też wyróżniono za historię opowiedzianą w 6 zdjęciach w Kategorii - Photojournalist Award Story. Jest on biologiem i fotoreporterem, bardzo mocno zaangażowanym w ochronę środowiska, zwłaszcza orangutanów w na Borneo, jego żona zajmuje się tam projektem ochrony tych uroczych i zagrożonych wyginięciem naczelnych małp człekokształtnych. Jego fotoreportaż o osieroconych orangutanach i przyczynach tej sytuacji łamie serce, zdjęcia mówią za siebie.


Zwycięzcą w kategorii Młodocianych został 16-letni mieszkaniec Londynu Gideon Knight za zdjęcie „The moon and the Crow” zrobione w Parku Valentine. Gideon jest miłośnikiem środowiska naturalnego i fotografuje w londyńskich parkach. Planuje kontynuować naukę w przedmiotach ścisłych i nadal fotografować w wolnych chwilach. Zdjęcie to przedstawia kruka na drzewie z księżycem w tle. Spodobało się ono nam bo ma takie specyficzny klimat, mogło by być ilustracją do opowieści Edgara Alana Poe. Kolorystyka to czerń, ciemny błękit, granat,a rozmazana biel księżyca nadaje temu zdjęciu też takiego specyficznego charakteru kreskówki. Ma się wrażenie ze ptak zaraz wzleci ze złowrogim krakaniem.


©Gideon Knight „The moon and the crow”

Kategoria z ptakami jako temat miała bardzo fajne zdjęcia i dwa z nich Wam przybliżę. Pierwsze to zdjęcie zwycięzcy w tej kategorii, wykonane przez Ganesha H Shankara zatytułowane „Eviction attempt” ( Próba wysiedlenia). Zdjęcie przedstawia scenkę z życia w Indyjkim Parku Narodowym Keoladeo, znanym także jako ptasie sanktuarium. Otóż ptaszek o bardzo dziwnej nazwie Aleksandretta obrożna ( rose ringed parakeets) wrócił do swojej dziury w gałęzi, a tam tymczasem zamieszkał sobie intruz w postaci warana bengalskiego (Bengal monitor lizard). Zadziorne ptaki dziobały jaszczurkę i jedna uczepiła się jej ogona i tak wisiała, dopóki ten nie schował się do dziury. Atakowały jaszczurkę jak tylko wystawiła ona nosek aby się nagrzać w słońcu i tak przez dwa dni, aż w końcu ptaki się poddały i pofrunęły w poszukiwaniu innej wolnej od mieszkańców dziury. Ten zadziorny i skrzekliwy ptak adaptuje się bardzo szybko do otaczającego go środowiska, rozpowszechnił się w Europie można go spotkać m.in. w Londyńskich parkach. 


© Ganesh H Shankar “Eviction attempt”

Druga fotka to „ I spy with my raven eye” (Wypatrzyłem moim kruczym oczkiem) autorstwa Jose Joana Hernandeza Martineza z Hiszpanii. Kruki to bardzo mądre, sprytne i piękne ptaki. Jose leżał sobie w kryjówce przy specjalnych karmikach dla Ścierwnika  (Egiptian vultures) w pobliżu miejscowości Fuerteventura na Wyspach Kanaryjskich i obserwował kruki. Podkradały one jedzonko wystawione dla większych ptaków i od czasu do czasu siadały na ziemi, aby sprawdzić porzucone przez ludzi butelki. Nauczyły się, że w takich butelkach można coś znaleźć na przekąskę, nie na popitkę, nie szukają resztek alkoholu czy innych napojów, a owadów, małych gadów czy płazów,  które tam wlazły w poszukiwaniu wrażeń smakowych. Jose zaobserwował, że one nawet je przetaczają, nawet stawiając do góry, aby zobaczyć czy jest tam coś smacznego. Ten akurat tak fajnie zagląda jednym okiem – bardzo mi się to zdjęcie spodobało, jest takie z humorem i charakterem.


 

© Jose Juan Hernandez Martinez „I spy with my raven eye”

Następne zdjęcie (kategoria Ssaki) to znajomy autor, był on laureatem w poprzednim roku, otrzymał Nagrodę za Portfolio. I znów jego zdjęcia – jest tu ich kilka – mnie oczarowały tematem, a jedno zwłaszcza atmosferą na zdjęciu. Audun Rikardsen urodził się w wiosce rybackiej w Północnej Norwegii i zawsze interesowała go otaczająca przyroda, zaczął fotografować niedawno w 2009 roku i robi naprawdę ciekawe zdjęcia. Zdjęcie, które mnie oczarowało tym razem to „Night blow”  (Nocny wydech). Otóż było to w czasie polarnej zimy, słońce już za horyzontem, a do portu wracała łódź rybacka, Audun wyjrzał przez okno i dostrzegł stado orek płynących za sieciami pełnymi ryb. Orki wpływają do fiordów w okolicach jego rodzinnego Tromso za ławicami śledzi, a tu przypłynęły za łodzią w nadziei na łatwy posiłek. Audun złapał za ciepłe ubranie i aparat, wskoczył do swojej łodzi i wyruszył na swoje fotograficzne łowy. Było bardzo zimno oraz wilgotno i taka niemal magiczna mroźna mgiełka osiadała na wszystkim. Płynął on za orkami wsłuchując się w ich wydechy i ustawiał aparat po omacku, na wyczucie, bo zapomniał z tego całego pośpiechu latarki. Zwisał z burty łódki i celował w stronę dźwięku wydychanego powietrza lub gdy zabłysnęła gdzieś płetwa. Po sześciu godzinach nareszcie był zadowolony ze swoich prób i wrócił przemarznięty do domu.

Zdjęcie jest naprawdę magiczne. Znów kolorystyczne błękitno-granatowe z białymi chmurkami pary i mgły. Z granatu morza wyłania się kształt orki, płetwa i dymek z otworu nosowego jak z lokomotywy parowej. Można sobie tu wyobrazić ruch płynącej orki po drobnych falach na powierzchni wody, zimno i snująca się mgiełka dodają niesamowitej atmosfery. Trudno się od tego zdjęcia oderwać.


© Audun Rikardsen „ Night blow”

Następne zdjęcie ( ta sama kategoria) mnie zaskoczyło, widziałam je z daleka, żubry na zdjęciu z lasem w tle - to pewnie Polska. Podchodzimy bliżej, a tu niespodzianka, bo zdjęcie jest z Holandii. Nie wiedziałam, że tam mają żubry. Zostały one sprowadzone do rezerwatu Kraansvlak w Narodowym Parku Zuid-Kennemerland w 2007 roku, po tym jak zniknęły z tego terenu w ubiegłym wieku. Sprowadzono tam 6 sztuk, od tamtego czasu urodziło się 20 cielaczków – powoli wraca do naszego środowiska to, co niemal doszczętnie wytępiliśmy. Trochę dobrej woli, trochę zaangażowania i kupa pieniędzy, a można zrobić coś pożytecznego.

Jasper Doest razem z leśniczym wybrali się do wodopoju i czekali na przeciwległym brzegu. Stado przyszło o świcie, a irytujące muszki okazały się bajecznym dodatkiem i tak powstało to urocze zdjęcie, spokój i nadzieja na przyszłość. Żubry zostały prawie wytępione, znamy tę historię z Polski, lata pracy leśników i konserwatorów natury i udało się je wprowadzić znów do środowiska. Jest coś takiego bardzo swojskiego w tym zdjęciu, zwykłego, bliskiego sercu, choć żubra widziałam w reklamie piwa i w zwierzyńcu w górach. To zdjęcie obudziło we mnie ducha dzikich przodków, których zachwycał tej majestatyczny wielki zwierz i na chwilę przenieśliśmy się do tych borów nieprzebytych i cywilizacją nieskalanych. Wstaje nowy dzień, pełen nadziei nie tylko dla tych pięknych ssaków ale i dla nas, że uda nam się ocalić od zniszczenia to co mamy najpiękniejsze i jest obok nas.


© Jasper Deost „Dawn of the bison”

Kolejne zdjęcie, które nas zainteresowało jest z kategorii Bezkręgowce i przenosi z Europy do Południowej Australii. Scott Portelli ukazał nam świat i stworzenia o jakich nam sią nawet nie śniło – cuttlefish (mątwy), to prawdziwe dziwolągi, które naprawdę wyglądają jak istoty nie z tego świata. Przypływają one sobie do zatoki Upper Spencer Gulf na gody i samce walczą o najlepsze tereny na składanie jaj i potem starają się zachęcić samiczki to tego, aby ich właśnie wybrały. Taki taniec godowy to przepiękna zmiana kolorów i wzorków na skórze, a są to duże stwory osiągające długość nawet do 1 metra. Rywalizacja jest zacięta, na jedną samiczkę przypada około 10 samców. Jak już się kawalerowi uda skusić jakąś pannę, to jej nie puści, dopóki nie złoży ona jaj. Tak więc tkwią twarzą w twarz, a cała reszta na około tylko sobie może pomarzyć. Wydawało by się, że ten szczęściarz szepcze do niej „mojaś ci moja i nie oddam cię nikomu”. Całe towarzystwo było tak zajęte, że nie zwracali na fotografa uwagi i ten mógł sobie czekać godzinami na to ujęcie, które oczarowało sędziów a także nas. Spójrzcie na te rozmarzone oczy szczęśliwej pary i te pełne żalu ślipka tych samotników, ich „nosy” pozwieszane na kwintę.


© Scott Portelli „Collective courtship”

W kategorii Rośliny zaintrygowało nas zdjęcie niemieckiej weteranki konkursowej, która znów pojawiła się wśród laureatów. Sandra Bartocha i jej „Heart’s delight” znów wprowadza nas w spektakularny świat roślin, którym ona się bawi. Jej sposób ukazywania tego tematu jest bardzo charakterystyczny i jak to zdjęcie zobaczyliśmy to oboje stwierdziliśmy, że to wygląda znajomo, a po zerknięciu na nazwisko wszystko stało się jasne. Tematem tego zdjęcia jest Cotswold pennycrress ( to tobołki – rodzaj roślin z rodziny kapustowatych), to raczej pospolita roślina w całej Europie. Zdjęcie jest z wyspy Oland w Szwecji i nie ma wyglądu rośliny pospolitej i to jest właśnie jej styl. Ona potrafi wyczarować coś niezwykłego, tu postanowiła spojrzeć z góry, i zastosowała podwójną ekspozycję, zmieniając ostrość z górnego na trzeci rządek nasionek. Efekt jest bajkowy. Poszukajcie sobie tej rośliny w internecie i porównajcie z nagrodzoną fotografią - to tak, jak w opowieści o Kopciuszku i dobrej wróżce, tyle że Sandra ma zamiast różdżki aparat, niezwykłe spojrzenie na świat i intuicję, dzięki którym potrafi takie cuda nam pokazać.


© Sandra Bartocha „Heart’s delight”

 

Z kategorii Czarno Białej chcę wam przybliżyć zdjęcie Lancea van de Vyvera „Playing pangolin”. Lance śledził stado lwów godzinami, gdy te zatrzymały się u wodopoju i znalazły tam zwierzątko zwane pangolin (łuskowiec), uroczy ssak łożyskowy, o nocnym trybie życia, żywiący się mrówkami, pokryty łuskami. Gdy ten ssak poczuje się zagrożony, zwija się w kulkę, a łuski tworzą swego rodzaju pancerz ochronny. Zwykle drapieżnik po jakimś czasie się nudzi i zostawia tę pancerną piłkę, ale nie ten lew. On się nim bawił, toczył go, gdy się trochę znudził to łuskowiec próbował mu odejść i wtedy znów lew się nim interesował, i znów musiał się zwijać w kulkę. Ta zabawa trwała 14 godzin i gdy lwy w końcu sobie poszły, to łuskowiec padł, nie z ran, ale ze stresu i całodziennego wystawienie na żar słońca. Zdjęcie skupia się na tej pancernej kulce i pazurach lwa, śladach jakie zostawiły na powierzchni łusek. Jest tu ta bezsilność atakowanego zwierzaka, który ma nadzieję, że prześladowca w końcu sobie pójdzie, ale i determinacja lwa jakby się uparł, że mu pokarze kto tu rządzi, kto jest tu królem zwierząt.


© Lance van de Vyver „Playing pangolin”

W kategorii Środowisko Miejskie naszą uwagę przykuło zdjęcie liska autorstwa Sama Hobsona. Lisy nie mają dobrej reputacji w Wielkiej Brytanii, są uważane za największe zło w mieście. Ale my je lubimy i często widujemy, bo błąkają się po ulicach w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia. Rozrastające się miasta zabierają im miejsca gdzie mogą żyć i polować, więc przystosowały się do życia w plątaninie ulic i domów. Często są matowe i tracą to przepiękne ubarwienie, które pamiętam, gdy widywałam je w dzieciństwie w lesie, gdy chodziliśmy na spacery z tatą lub na skraju pola na wsi, gdzie mieliśmy tak zwaną działkę. Śliczne zwierzaki z rudą kitą, a ostatnio mieliśmy także szczęście zobaczyć na własne oczy lisa arktycznego w zimowej białej szacie, w czasie naszej wyprawy na Islandię.

To zdjęcie z Bristolu - brytyjskiego lisiego miasta, a ten lisek tak uroczo wystawił łepek zza murku i wsparł się łapkami ciekawy świata. Tak go opisał fotograf, lubił sobie siedzieć na murku i rozglądać się po okolicy. Najpierw właśnie wystawiał łepek i sprawdzał teren, a potem hop na murek. Sam kręcił się po okolicy, cierpliwie pozwalając rodzinie lisiej zaakceptować jego obecność, gdy poznał ich zwyczaje wiedział już, gdzie się ustawić i pstryknąć portret tego uroczego zwierzaka.


© Sam Hobson „Nosy neighbour”

Ostatnie zdjęcie to kategoria fotoreportażu pojedyncze zdjęcie i tu stały niemalże bywalec tych konkursów, genialny ptasi fotograf Bence Mate. W pamięci mamy jego zdjęcia głównie pelikanów, to są chyba jego ulubione ptaki. To zdjęcie nawiązuje do głównego tematu tej wystawy, czasami w podtekście, a czasami ukazujący nam brutalną rzeczywistość, gdy my niszczymy to co mamy na tym świecie najpiękniejszego - przyrodę wokół nas. Czasem są to kłusownicy, łowcy trofeów, wielkie korporacje itp., ale czasem to nasza prosta wygoda i bezmyślność i to zdjęcie jest tego ilustracją. Robił zdjęcie mewie śmieszce na terenie Parku Narodowego w Kiskunsag , z daleka wydawało się, że niesie ona w łapkach coś do budowy gniazda. Dopiero gdy sprawdzał fotki na komputerze, na dużym ekranie okazało się, że to nie budulec do gniazda, ale że jej stopa jest uwięziona w tym plastikowym wieszaku. Niedaleko parku jest wysypisko śmieci i ona tam pewnie żerowała i jakoś się w ten wyrzucony przedmiot wplątała. To jak wyrok śmierci dla niej, jest mało prawdopodobne, aby mogła przeżyć, autor powiedział, że po dwóch dniach zniknęła. Może ktoś powiedzieć, że to taki pospolity ptak i jeden mniej to nic takiego, ale ….


 

© Bence Mate „Hanger-trap” 

Smutno kończyć takim okrutnym akcentem, lecz po raz kolejny ta wystawa pokazuje nam różne oblicze świata, jego piękno, bezkres, surowość, prawa przetrwania ale i naszą odpowiedzialność, za to właśnie przetrwanie. Jesteśmy istotami rozumnymi, a przynajmniej za takie się uważamy, więc powinniśmy dbać o naszą planetę bo w końcu mamy ją tylko jedną. Jeżeli są gdzieś we wszechświecie jakieś inne możliwe do zamieszkania, to na razie są poza naszym zasięgiem.

Zachęcam was do wybrania się na tę wystawę, nie tylko po to aby popatrzeć na fajne zdjęcia, ale aby poszukać inspiracji na własne fotki, aby zachwycić się otaczającym nas pięknem i aby przekonać się i innych, że warto jest dbać o każdy nawet najmniejszy zakątek. Patrzmy na to co kupujemy i na to co wyrzucamy i gdzie wyrzucamy.

Wystawa będzie w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie do 10 września 2017 roku. Jak co roku zdjęcia będą pokazywane w różnych miastach w Wielkiej Brytanii i miastach europejskich. Szukajcie jej bo będzie m.in. w Bristolu, Gloucester, Southampton a w Polsce m.in. w Bytomiu, Toruniu, Sandomierzu.

Wpis został zilustrowany materiałami udostępnionymi przez Dział Prasowy Muzeum Historii Naturalnej.

Ceny wstępu:

Dorośli: £10.50 – £13.50

Dzieci i bilety ulgowe : £6.50 – £8

Bilety rodzinne: £27 - £36.90

Bilety można kupić przez Internet link tutaj.  

Naljepszy dojazd do Muzeum to metrem do stacji South Kensington liniami District (zielona) Circle (żółta) i Piccadilly (granatowa).

Flag Counter