środa, 27 stycznia 2010

Byłam tam już dwa razy i za każdym razem się zachwycam i złoszczę zarazem. Zachwyt, bo miejsce jest urocze, taka mała perełka historyczna, kulturowa i architektoniczna ze skarbami wystroju wnętrz. Złoszczę, bo jest zarządzana przez skostniałą instytucję i zamiast być gwiazdą na mapach turystycznych jest szarą myszką.ham house 

Jak się kupi bilet to dają ogólną mapę, ale za plan wnętrza domu trzeba zapłacić, nie ma wystarczającej ilości opisów pod eksponatami zwłaszcza tymi interesującymi, nie ma moich ulubionych audio guidów i nie można robić zdjęć, nawet w zrekonstruowanej kuchni, a w przewodniku, który kupiłam też ich za dużo niema.

Ham House ma bardzo ciekawą historię, od początku swojego istnienia ściśle był związany z historią Anglii. Zbudowany w 1610 roku dla Thomasa Vavasour (Knight Marshal u króla Jakuba I Stuarta) w 1626 trafił on do rąk rodziny Williama Murray, który był tzw. chłopcem do bicia królewicza Karola I, który nagrodził także Williama tytułem Hrabiego Dysart  za wierność w czasie w czasie wojny domowej.  Syn królewski nie mógł być karany cieleśnie przez normalnego człowieka, ale jak narozrabiał to jakaś kara musiała być, więc w zastępstwie dostawał ją specjalnie wyznaczony chłopiec (whipping boy), który pochodził z dobrze sytuowanej rodziny, przebywał on z królewiczem cały niemal czas i otrzymywał taką samą edukację, często zostawali oni przyjaciółmi i jak dorośli to pełnili ważne funkcje przy dworze królewskim. Po zwycięstwie Cromwella nad Karolem I i jego egzekucji w 1649 roku, William schronił się w Szkocji, a jego żona wraz z córkami min. Elżbietą została w Ham House.  

Elżbieta jak ojciec była zwolenniczką monarchii i związała się ze spiskowcami planującymi powrót następcy tronu Karola II do Anglii. Elżbieta była osobą wykształconą, inteligentną i umiejętnie potrafiła się znaleźć w skomplikowanym i bardzo niebezpiecznym ówczesnym świecie. W jej domu gościli wrogowie króla min. Oliver Cromwell, który nie miał zielonego pojęcia, że jest ona jego przeciwniczką i należy do organizacji The Sealed Knot. Stowarzyszenie to przygotowywało powstanie i planowało powrót prawowitego władcy, pomazańca na tron Angielski. Elżbieta prowadziła zakodowaną korespondencję między zwolennikami monarchii, a także przewoziła tajne listy do królewicza, który przebywał na Kontynencie. Taki James Bond w spódnicy. W tym samym czasie Elżbieta była raczej szczęśliwą żoną Lionela Tellemache od 1648 roku, jej mąż był bogatym ziemianinem Trzecim Baronem z Helmingham Hall w Suffolk, z którym to miała w sumie jedenaścioro dzieci – jak on znalazła na to wszystko czas.

Kiedy król Karol II zasiadł na tronie nie zapomniał o tych, co mu pomagali w czasie jego tułaczki i wygnania i przyznał Elżbiecie roczną pensję w wielkości  £800. Po śmierci swojego pierwszego małżonka wyszła ponownie za mąż w1672 roku za Johna Maitlanda Pierwszego Księcia Lauderdale Pierwszego Sekretarza do Spraw Szkocji. John został ministrem królewskim i członkiem rady – Kabały – w tym okresie nastąpiła rozbudowa rezydencji w Ham, bogate dekoracje, meble i obrazy podkreślały pozycję polityczną i społeczną rodziny. Maitland musiał odejść z dworu po utracie królewskich łask i zmarł w 1682 roku, a wdowa i rezydencja popadły w ubóstwo i zapomnienie, majątek przechodził z pokolenia na pokolenie w rodzinie Tollemache a w 1948 roku Lionel i jego syn Cecil Tollemache przekazali Ham House instytucji National Trust.  Ciekawa historia nieprawdaż, na dobry film z gatunku płaszcza i szpady.

Dom jest otoczony ogrodem, który ma różne jest podzielony na różne typy, jest dzika część z wysokimi żywopłotami, czworokątne trawniki, ogród przydomowy – kuchenny,

bożek rzecznyDziedziniec przed rezydencją jest okrągły i na środku trawnika stoi posąg boga rzecznego, bo przecież dom jest położony nad Tamizą. Wnętrza są skarbnicą barokowych przedmiotów codziennego użytku, wspaniała kolekcja mebli lakierowanych wykonanych w Japonii (warsztaty w Kioto) z drewna mahoniowego, hebanowego itp. wykonanych techniką japanning bardzo popularną w tym okresie oraz. (Jest to europejska odpowiedz na lakierowane przedmioty wykonane na Dalekim Wschodzie, głownie drewniane, często komponowane przy użyciu różnego rodzaju drewna o różnym kolorze, czasem z dodatkiem kamieni półszlachetnych i wszystko to polakierowane specjalną mieszanką pochodzenia organicznego.) Na ścianach pełno jest obrazów malarzy współczesnych pierwszym mieszkańcom tej rezydencji, portrety min słynnego malarza pięknych kobiet okresu baroku – sir Peter Lely (1618-80) który jest autorem słynnych piękności zdobiących apartamenty królewskie w pobliskim Hampton Court.

Bogata jest tu też kolekcja porcelany chińskiej - biało niebieskiej z filiżankami bez uszek, bo uchwyt ten pojawił się później w odpowiedzi na wymagania rynku europejskiego. Można tu też znaleźć europejską ceramikę końca XVII wieku w postaci waz z Delft. Są tu też okazy kolorowej chińskiej porcelany z dynasti Qing około 1600 znana jako Wucai (5 kolorów), oraz nieco młodsza porcelana znana jako famille verte około 1700. (The Queen’s Antechamber)

Z parteru na piętra prowadzą przepiękne schody z wspaniałą drewnianą balustradą bogato zdobioną motywami wojennymi, są tu tarcze, szpady, armaty i inne żołnierskie akcesoria oraz wazony wypełnione owocami, przecudne to dzieło dłuta Tomasa Carter’a.

 Na pierwszym piętrze jest tzw. Long Gallery pełna obrazów większość to obrazy kopie A. van Dycka wykonane w tym samym czasie (co było dość powszechnym zwyczajem) ale jest jeden pędzla samego mistrza van Dyck’a portret Karola I podarunek od króla dla swojego przyjaciela. Inne obrazy to rodzina, portret królowej Henrietty Marii, żony Karola I, autoportret van Dyck’a, i portrety wspomnianego już Petera Lely. 

Warto też zadrzeć głowę i popatrzeć na sufity bo są tu wspaniałe freski min w tzw. Zielonym  Pokoju Klozecie (Green Closet pomieszczenie po prawej stronie jak się wejdzie do Long Gallery) wzorowane na obrazach Caravaggio z królewskiej kolekcji, wykonane przez malarza Franza Cleyn’a techniką tempery na papierze i prawdopodobnie były projektami na arrasy, które to teraz znajdują się w Hardwick Hall w Derbyshire.

Na lewym końcu Long Gallery po prawej stronie przez mały pokoik (Library Closet) wchodzi się do Biblioteki, półki zostały wykonane z drewna cedrowego na zamówienie w 1673 roku przez Henryka Harlow,  a kosztowało to £12, zostały tam wkomponowane szuflady i składany blat do pisania. Niestety oryginalny księgozbiór został sprzedany w 1938. Jest tu też Globus z 1746 roku i specjalny skórzany pokrowiec, szkoda że nie można bliżej podejść i obejrzeć.

Na końcu Long Gallery przez drzwi po lewej stronie wchodzi się do pomieszczeń przygotowywanych na wizyty rodziny królewskiej (Królowa Katarzyna z Braganzy żona Karola II) i tak mamy The Queen’s Antechamber (mały pokoik) z którego wchodzimy do Sypialni Królowej ( The Queen’s Bechamber) a potem do The Queen’s Closet kolejny mały pokoik z fotelem-tronem. Pomieszczenia te zostały bogato udekorowane i wyposażone w przepiękne meble, obrazy i arrasy, że nie wiadomo gdzie najpierw spojrzeć a trzeba też na sufit bo w ostatnim pomieszczeniu wymalował go Antonio Verrio – który później pracował na ścianach i sufitach we wspomnianym już Hampton Court i Windsorze.

Na parterze mamy kolejna pomieszczenia pełne skarbów min. łoże z 1730 roku, porcelanowe misy z okresu cesarza Kangxi (1662-1722) z pieczątką tego władcy, obrazy nieznanych( anonimowych) malarzy weneckich, jeden Św. Sebastian który jest podpisany Leonard Davinshaw, meble jak np. stolik do herbaty wykonany w warsztatach na Jawie, który ma specjalną podstawkę aby był na europejskiej wysokości, sufity z freskami wspomnianego już A. Verrio, obrazy Wilhelma van de Velde Młodszego, i innych malarzy XVII wieku kopie Caravaggia, Rubensa wykonane w tamtym okresie.

Jak już dochodzimy do zejścia do piwnicy to proszę zwrócić uwagę na skórzane wiadra z XVII wieku, zabezpieczenie przeciw pożarowe. W piwnicy są kuchnie, piekarnia i łazienka XVII z wanną, ale nie była ona używana do kąpieli, a raczej jako sauna, bowiem księżna siadała na stołeczku w wannie otoczonej parawanem.

Jak wyjdziemy z budynku to można też wejść do Mleczarni w sali przy niej można obejrzeć krótki filmik o tym miejscu. Nogi stołów mają kształt nóg krowich taki mały detal.

Gdzie to jest: w zachodnim Londynie niedaleko Richmond nad Tamizą.

Dojazd : samochodem – z Richmond A307 (Petersham Road) nad Tamizą w kierunku Kingston przez Petersham koło terenu golfowego skręcić w prawo w Sandy Lane (jest tam budynek na przychodni dentystycznej) do końca ulicy i skręcić jeszcze raz w prawo w Ham Street i do samego końca na parking.

Transport Publiczny

Pociągiem( z Waterloo) lub metrem (zielona linia – District)  silverlink – overground ( North Woolwich, Stratford w wschodnim Londynie przez Camden Road, Willesden Junction i Central Acton) do Richmond. Potem autobusy 371 do Kingston przystanek na Sandy Lane w Ham i spacerkiem przez Ham Street , lub 65 do Kingston przystanek przy terenie golfowym/Sandy Lane i spacerkiem przez Sandy Lane do końca i w prawo Ham Street do końca prawie i będzie po prawo.

Można też 33 do Twickenham i wysiąść przy Marble Hill House i przez park do przystani promowej i promem mała opłata £2 (mała łódka ale bierze rowery) na drugą stronę i krótki spacerek obok wybiegów konnych klubu polo. Można też spacerkiem z Richmnd nad Tamizą jak się zejdzie na nadbrzeże w Richmond to trzeba iść na lewo jakieś 30-40 minut.

Godziny otwarcia

Dom od 12- 16 (zawsze zamknięty w czwartki i piątki)

14 – 25 Luty: poniedziałek, wtorek, środa, sobota, niedziela

25 Luty – 8 Marca: sobota i niedziela

Zwiedzanie tylko w grupach o godzinach 12:15, 13:15, 14:15, 15:15

14 Marca – 1 Listopada: poniedziałek, wtorek, środa, sobota i niedziela.

Ogród zawsze zamknięty w czwartki i piątki

1-14 Luty od 11 do 16 godziny

14 Luty 20 Grudzień od 11 do 17 godziny

21 Grudzień - 31 Styczeń od 11 do 16 godziny.

Kawiarnia w Ogrodach ( zawsze zamknięta w czwartki i piątki)

Zimą od 11 do 16 godziny w weekendy z wyjątkiem listopada i grudnia do godziny 17. Lutowa przerwa szkolna 14-25 jak otwarcie ogrodu, od 14 Marca do 1 Listopada od 11 do 17 godziny.

Specjalne godziny otwarcia w okresie świąt Bożego Narodzenia.

Adres :Ham Street, Ham, Richmod Upon Thames TW10 7RS

Ceny Bilet normalny i z darowizną +10% Uwaga trzeba zaznaczyć że się chce normalną – standard- cenę bo automatycznie zapodają nam droższy bilet.

Wszystko – dom i ogród.

Dorośli: £9 ( £9.90)

Dzieci : £5 ( £5.50)

Rodzina: £23 (£25.30)

Tylko ogród:

Dorośli: £3 (£3.30)

Dzieci:  £2 (£2.20)

Rodzina: £8 (£8.80)

niedziela, 24 stycznia 2010

Ostatnio parę razy poszłam do kina min na nowy film z uroczym Georgem Clooney ( Up in the Air). Bohaterem filmu jest Ryan Binghman, którego pracą jest zwalnianie ludzi z pracy. Kiedy szefowie są tchórzami i nie mają odwagi zwolnić pracownika, zatrudniają kogoś z zewnątrz i takim zajęciem para się firma, w której pracuje Ryan. Siedziba firmy i dom Ryana znajdują się w Omaha w Nebrasce, ale Ryan przebywa tam około 40 nieszczęsnych dni, resztę czasu spędza on, bowiem w powietrzu latając od miasta do miasta. Ryan kocha swoją pracę i życie na walizkach a raczej na małej walizce bagażu podręcznym, bo tak się szybciej podróżuje i nie traci czasu oddając, czekając na bagaż a według jego obliczeń w ciągu roku można tak stracić 7 dni. Celem w życiu Ryana jest osiągnięcie stanu 10 milionów mil na koncie stałego klienta, jest on członkiem wielu programów i ma wiele kart najbardziej imponująca jest karta concierge linii lotniczych, która otwiera mu niemalże wszystkie drzwi. Jak podchodzi do stanowiska odpraw to tylko przejeżdża kartą i już mu wyskakuje bilet i karta pokładowa, a pani mówi mu używając jego imienia, że miło go znowu widzieć.

Tak szczęśliwe życie przerywa młoda, nowa pracownica - Natalie z pomysłem jak lepiej tzn. taniej prowadzić ten biznes, mianowicie używając Internetu w zwalnianiu ludzi. Ryanowi się ten pomysł nie podoba, gdyż zagraża on jego sposobowi na życie, nie chce się on osiedlić woli być podniebnym nomadą. Postanawia on udowodnić, że stary sposób jest lepszy i zabiera Natalie na trasę. Oboje się czegoś uczą w czasie tej wędrówki i rozwijają, a wszystko jest okraszone ze smakiem odrobiną humoru i dramatu. Jest też i wątek romantyczny.

Nie zdradzę zakończenia, bo warto jest ten film zobaczyć i jest ciekawie zrobiony, fajne obrazki z podróży i wskazówki na podróż, pośmiać się też można i popłakać.

 

środa, 20 stycznia 2010

Stwierdziłam, że sobie w pokoju posprzątam, niby prosta rzecz, ale mało mnie nie doprowadziła ta czynność do załamania i niekontrolowanego wybuchu złości. Moja kochana gospodyni kupiła nowy odkurzacz i szarpnęła się na bardzo nowoczesny i ta nowoczesność mnie tak zdenerwowała, że aż muszę sobie popisać i bo inaczej to mnie coś trafi. Odkąd na świecie pojawił się Dyson to kolejni producenci próbują zastosować podobne rozwiązania a jest tu w Anglii takie przysłowie nie naprawiaj tego, co nie jest zepsute. Nie cierpię wynalazku pana Dysona, nigdy nie uważałam, że jest on genialny, wprost przeciwnie. Jak sprzątałam po domach i mi jedna moja rodzina kupiła nowy odkurzacz tego pana wynalazcy to mało się nie załamałam. Nowoczesny, wspaniały, antyalergiczny wynalazek okazał się wielką, niepraktyczną zmorą i gdyby słowa mogły zranić na odległość to pan Wynalazca byłby teraz kaleką.

O co mi chodzi? Otóż proszę sobie spróbować wnieść takiego „upright” czyli stojącego Dysona po stromych, wąskich kręconych angielskich schodach na górę, albo znieść na dół, części dodatkowe które dla łatwego dostępu są na wierzchu, wypadają i toczą się po schodach i albo trzeba po nie wracać albo uważać żeby na nich nie stanąć i nie wywinąć orła ja się schodzi. Jak się odkurza to trzeba ruszać całym odkurzaczem silnikiem, zbiornikiem na śmiecie a to trochę waży. Spróbujcie odkurzyć dywan albo chodnik, który ma frędzelki, frędzle zostaną wkręcone w obrotową szczotkę i jak się nie urwą to nasz odkurzacz utknie, bo żeby go uwolnić to trzeba się wyplątać – czyli wyłączyć odkurzacz, położyć i zacząć odkręcać to co nam zostało z pożartego artykułu, nie mówiąc już o paskach, tasiemkach, łańcuszkach i żyłkach które nie lecą do zbiornika na śmiecie tylko się zakręcają na tej genialnej wirującej szczotce, która to tak genialnie pomaga w sprzątaniu twojego domu …. Nie wspomniałam jeszcze o włosach, które się na tę szczotkę też nakręcają i trzeba je regularnie odkręcać albo wycinać nożyczkami. Ta wirująca szczotka na podłodze warczy jak stado zgłodniałych hien i czasami jakiś przedmiot utknie i lata w pokrywie tej wirującej szczotki jak odrzutowa grzechotka – to jest naprawdę irytujące. Następny genialny wynalazek to brak torby na śmieci w zbiorniku, zbiornik jest przezroczysty, że można zobaczyć, co nam wciągnęło – niby zaleta, ale czy warta wad które brak worka przynosi. Zachwalają te bezrowkową wersję, że nie ma kłopotu z zakładaniem worka, że nie lęgną się tam bakterie i inne alergiczne stworki, ale jak się taki zbiornik opróżnia to się dopiero można kurzu nawdychać. Jeśli wsypiemy to do kubła na śmiecie tak luzem to się uniesie chmurka kurzu a przecież dopiero co odkurzyliśmy, jak coś potem dorzucimy do śmieci to znów się chmurka uniesie itd. Co wiec zrobić? Żeby nam się nie kurzyło w domu to może wyjść do ogrodu i tam ten zbiornik opróżniać, tachać odkurzacz na dwór, a jak się nie ma ogrodu, bo się mieszka w bloku, albo jak pada deszcz? Co wiec się robi, ano leci się po plastikowy worek albo reklamówkę i powoli wsypuje się z tego zbiornika do worka, potem powoli żeby się kurz nie rozpylił po mieszkaniu zawiązuje się ten worek i wrzuca do śmieci. A w starym odkurzacz to podnosiło się klapę, przekręcało tekturową pokrywę na dziurkę i wyjmowało papierowy worek- torbę i wrzucało do śmieci i po kłopocie. Jaki tu postęp? Jedyna genialna rzecz w tym całym cyrku to, że on namydlił ludziom w mózgach i przekonał do swojego wynalazku i zarobił kupę forsy, choć ostatnio mi się obiło o uszy, że coś tam ma kłopoty. Hurra….

Najgorsze jest to, że inne firmy zaczęły małpować to rozwiązanie jak w tym moim nowym odkurzaczu. Nie jest to, co prawda „upright” Dyson ale Vax na każdy podłoże ( ale nie na mój frędzelkowaty chodniczek) ma obrotową szczoteczkę i gruchocze to po parkiecie i już po paru odkurzeniach ma sporo włosów nawiniętych na tej szczotce i nie ma worka. A jeszcze z dumą na nim jest napisane, że to Mach 5, że niby co z taką prędkością mu silnik pracuje - ja chce sobie spokojnie mieszkanie odkurzyć, a nie latać jak na odrzutowcu z prędkością ponad dźwiękową! Beznadziejny wynalazek. Ciekawa jestem ilu z tych panów, co to unowocześniają takie sprzęty sama sobie odkurza mieszkania, chyba niewielu, bo jakby to robili, to by takich głupot nie wymyślali.

 

poniedziałek, 18 stycznia 2010

pingwiny, ice sculptures, LodnonOd paru już tygodni w magazynie Time Out pisali o festiwalu rzeźby lodowej w Londynie no i bardzo chciałam na niego pójść. Odbył się on 15 i 16 stycznia i jako, że sobota była moim wolnym dniem od pracy wybrałam się na Canary Wharf aby to zobaczyć. Pogodę zapowiadali okropną i niestety się prognozy sprawdziły, bo niebo się rozchlipało, a tak było fajnie zimno jeszcze parę dni temu. Uzbrojona w parasol i aparat pojechałam na wschód do dzielnicy finansowej, gdzie się to miało odbywać. Wyszłam z metra i jak mi nie chlapnie deszczykiem na okulary i wiatrem w uszy zawieje, mało mi parasola nie wyrwało z łapki. Rozglądam się i nic nie widać, żadnych wskazówek gdzie iść, był podany adres w gazecie, ale kto by tam to zapamiętywał, powinny być plakaty i strzałki i już.  Stwierdziłam, że trzeba by zasięgnąć języka i podreptałam w kierunku pana sprzątacza, który właśnie próbował złapać plastikowy woreczek, który ktoś wyrzucił i który mu latał po terenie targany podmuchami małego wiaterku. Pan wiedział i mi powiedział gdzie mam iść i wrócił do swojego polowania na upiorny woreczek. Poszłam, znalazłam, było to pięć stanowisk z różnymi zawodnikami rzeźbiarzami z różnych stron świata Francji, Hiszpanii, Włoch, Holandii i miejscowych, ciekawe, dlaczego nie było nikogo z bardziej zimowych regionów?

siedzący, ice sculptures, festival, London,  Każdy z uczestników dostał 2 metry kwadratowe lodu i rzeźbił, jak tam doszłam to już byli bliżej końca niż początków. Przed platformami, na których rzeźbili, były projekty prac, z jednej strony fajnie, ale ja pomyślałam, że gdyby nie były one ujawniane to człowiek mógłby sobie wyobrażać, co to ma być, albo co to będzie. Było to na małym skwerku obok sztucznego lodowiska, które ma działać jeszcze do lutego gdyby kogoś to interesowało i chciałby pojeździć na łyżwach. Skwerek był pod gołym niebem i tak mi się szkoda zrobiło tych artystów, bo nie tylko pot ciekł im z czoła jak pracowali nad swoimi wizjami, ale i deszcz lał im się ciurkiem po tych ich wytworach. Mogli by przynajmniej nad nimi jakieś parasole zamontować, bo taki deszcz mógł źle wpłynąć na te rzeźby. Na skwerku była rozdeptana tabliczka – proszę nie deptać nowego trawnika- jakiego trawnika przemknęło mi przez głowę, teraz to jest już raczej błotnik – bo błotko pluskało pod butkami i sączyło się mętnie przez te rampy, które dla oglądających tam poukładali. Porobiłam trochę zdjęć i z przerażeniem zobaczyłam, że do ogłoszenia wyników jeszcze ponad godzina, a tu jak kapało tak kapie i coraz bardziej na obiektyw, który co pięć sekund muszę przeczyszczać, bo same rozmazańce mi wychodzą. Stwierdziłam, że nie będę czekać i poszłam do pociągu. (a dziś i tak mam katar)

Dziś szukałam, kto wygrał i nie mogłam znaleźć, gdy po dłuższym czasie mi się udało to się zdziwiłam, bo mi podobało się coś innego.

Zwyciężyli Marjon Katerberg i Lars Bors z Holandii ze swoją abstrakcyjną pracą zatytułowaną „Kolejny dzień w Biurze” (Another Day At the Office)

abstrakcja, another day at the officeabstrakcja 

A oto inne prace.

Moja faworytka nazwałam ją Pan po Imprezie  bo wygląda jakby się opił wina i zasnął w tej beczce.

w beczce

Podobali mi się też hiszpańscy Fachowcy  tak ich nazwałam bo mi się skojarzyli z tymi skeczami z Trójki

fachowcy, Lodnon ice sculptures festival 2010 

Była też Syrenka ze Skrzydełkami i Sanki  ( moje nazwy tych kompozycji)

syrenkasyrenka

sanki, London ice sculptures festivalsanki

Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie lepsza pogoda i ktoś z zimowych krajów też przyjedzie, na pewno i my mamy jakichś niezłych rzeźbiarzy lodowych. Jest ostra zima to można sobie potrenować na przyszły rok.

niedziela, 17 stycznia 2010

 

myśliwi w śniegu, peter bruegel, zima, wioska, śnieg, hunters in the snow, styczeń, januaryHunters In the Snow – January. Jest to jeden z pięciu ocalałych obrazów z cyklu „Miesiące” wykonanych na zlecenie bogatego kupca z Antwerpii – Niclaes’a Jonghelinck’a. Obraz ten przedstawia wioskę w okresie zimowym toteż dominują w tym obrazie kolory zimowe, biel śniegu, szarość nieba i skutych lodem jezior, stawów i kanałów. Tytułowi myśliwi z psami, umieszczeni zostali po lewej stronie obrazu, widzimy ich od tyłu jak idą w stronę wioski, sylwetki ich są ciemne, niemal schematyczne, ta na przedzie grupy to prawie same kontury.  Na lewo od nich - przy budynku pali się ogień i ludzie naokoło wydają się zajęci jakąś pracą, a małe dziecko im się przygląda albo pomaga. Ale nasze oczy wydają się podążać za myśliwymi w kierunku budynków w dole wzgórza, na którym jesteśmy i dalej przez zamienione w lodowiska jeziora, ośnieżone pola, pokryte śniegiem wioski w kierunku zamarzniętego morza. Wioska tętni życiem, jakaś kobieta niesie chrust po moście, po drodze jedzie furmanka czymś obładowana. Na lodowiskach pełno jest postaci, dorośli i dzieci wydają się świetnie bawić jeżdżąc na łyżwach. Na tym lodowisku ludzie także w coś grają, bowiem niektórzy trzymają jakieś kije może do hokeja, inni pochylają się nad „kamieniami” co przypomina grę curling - w grze tej używa się ciężkich granitowych kamieni, a celem jest takie rzucenie po lodzie kamienia tak co by konkurentów wypchnąć z określonego pola, szybkość ślizgu po lodzie reguluje się specjalnymi szczotkami. Mamy tu doskonały przykład niezwykłego daru obserwacji tego malarza, i jego techniki, która oddaje tyle detali bez zbytniego wdawania się w szczegóły. Wydaje się, że jego doświadczenie w pracy przy drzeworytach jest tego przyczyną, że potrafi on za pomocą konturów i wrażenia ruchu oddać emocje i nadać obrazom ten niesamowity ludzki wymiar. Patrząc na ten obraz za każdym razem można odkryć coś nowego, jak np. tego człowieka na drabinie przy domu na lewo od wieży „kościelnej” z wioski w centrum obrazu. Pasuje on do aury na zewnątrz, choć w Londynie już stopniał śnieg, ale w Polsce właśnie zaczynają się ferie wiec do łyżew i nart pora się zabrać, tylko z rozsądkiem i rozumem.

Obraz ten na stałe wisi na ścianach Muzeum Kunsthistorisches w Wiedniu.

Inne wpisy z Brueglem

Bruegel i Brueghel jak ocalić obraz

Od Bruegla do Rubensa

piątek, 15 stycznia 2010

Koleżanka mnie na to wyciągnęła, najpierw nie miałam ochoty, bo nam pozwolono z pracy wyjść wcześniej, bo popadało śniegiem znowu i marzyła mi się kołderka, herbatka, sernik i książka. Ale mnie zmusiła i siłą zaciągnęła, poza tym, jako osoba w okularach nie bardzo lubię 3D, bo muszę zakładać drugą parę i to nie jest wygodne. Zawsze się mnie ludzie pytają, czemu nie noszę szkieł kontaktowych, ale idea wkładania sobie czegoś do oka jakoś do mnie nie przemawia, malutka rzęska doprowadza mnie do złości i jakoś nie mogę się zdobyć nawet na próbę.

Było nas sześcioro razem i jak się zaczęły reklamy i zwiastuny w 3D to jak dzieci szeptaliśmy o ja chcę to zobaczyć, „Alicja w Krainie Czarów” i nowy „Shrek”, a jak w reklamie coś na nas poleciało to z naszej grupki odezwało się zgodne oouuoch….

Film był genialny, dwa razy tak się poruszyłam, że mi spadły 3D okularki i musiałam je łapać na brodzie. Świat, który został wykreowany na planecie Pandora był bajkowy i przepiękny i wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że chcielibyśmy tam mieszkać, albo przynajmniej pojechać na wakacie, a ja też chciała bym sobie polatać na „smoku”!

Film ma podłoże ekologiczne, oto ludzie chcą wydobywać cenny minerał, ale jest problem nad jego wielkim złożem rośnie wielkie drzewo które jest domem klanu tubylców. Ludzie nazywają ich niebieskimi małpami i dzikusami i po prostu chcą żeby się przenieśli po dobroci, a jak nie to siłą ich przegonią. Korporacja górnicza ma mnóstwo najemników i bronią oni kolonii górniczej przed wrogo usposobionymi tubylcami. Są wiec też aluzje polityczne, kulturowe - bo oto mamy ciekawą nową kulturę i co się dzieje, chcemy ją cywilizować i uczłowieczać i dziwimy się, że oni nie chcą naszych lekarstw i innych zdobyczy cywilizacji a wolą łuki i strzały i latać na „smokach”.

Avatar to specjalnie wyhodowana hybryda genetyczna (Na’vi i Ziemian), która jest kierowany przez genetycznie dopasowanego człowieka dawce ludzkiego DNA.  Główny bohater Jake  (uroczy Sam Worthington) jest bratem naukowca, który został zabity zanim miał szansę na udział w badaniach. Ponieważ jest zbliżony genetycznie poproszono go o zajęcie miejsca brata. Chłopak jest byłym żołnierzem, który jest teraz na wózku i nie jest odpowiednio przygotowany do swojej misji, nie zna języka, obyczajów. Inne Avatary starały się poznać i zrozumieć obyczaje tubylców. Projektem tym kieruje Grace (także ma swojego Avatara) grana przez Sigourney Weaver, nie jest ona na początku przyjaźnie nastawiona do Jake’a, nie ufa ona facetom z karabinami. Jake dostaje też zadanie od Półkownika, dowódcy garnizonu i jest to szpiegowanie dla niego i dostarczeniu mu informacji o słabych punktach tubylców. Oczywiście tubylcy nie wiele mogą zdziałać przeciw po zęby uzbrojonym, bez serca i skrupułów najemnikom, ale mają oni sojuszników i nie są tak kompletnie bezsilni. Dwie i pół godziny dobrej zabawy, taki western tyle, że tym razem w kosmosie, dobrze się na nim bawiłam, łezki mi poleciały po policzku i stwierdziłam, że warto było brnąć przez śnieg i wydać forsę.

 A jak wyszłam z kina to cały śnieg zniknął nawet sobie porządnego bałwana nie ulepiłam.

wtorek, 12 stycznia 2010

muchy_w_zupie

Kupiłam ją w lecie ubiegłego roku i długo czekała w kolejce na podłodze do przeczytanie, ale w końcu otwarłam jej stronice i uśmiałam się po pas z tych historyjek codziennych. Jest to dzienny a czasem godzinny opis wydarzeń z życia pięcioosobowej rodziny plus pies i opowieści są krótkie, zwięzłe i bez zbędnych wyjaśnień i komplikacji bo życie i tak jest strasznie skomplikowane. Pochłonęłam ją w 24 godziny, a trzeba odliczyć czas na pracę, dojazdy do i z pracy, spanie, jedzenie i oglądanie telewizji a moje ulubione seriale właśnie się zaczęły. Super się czytało i ciekawam czy pani Małgorzata jeszcze coś innego, nowego napiszę, bo mi będzie ich – bohaterów tej książki -  brak.

Przypomniały mi się różne śmieszne przygody z mojego życia jak to i mój piesek był zdolny w wykradaniu smakołyków. Kiedyś wróciłam od mojej koleżanki, a jej mama dała mi na wychodne swoje ciasto, które bardzo mi smakowało, jak weszłam do domu to mama akurat robiła sobie herbatę wiec się załapałam. Postawiłam sobie ciasto na talerzyku w pokoju, tata akurat oglądał sport, chyba skoki, i poszłam umyć ręce, bo jak weszłam do domu to mnie moja psinka wymamiła z radości. Wracam do pokoju, a tu mój piesek siedzi na krześle, które sobie sprawnie odsunął i wylizuje talerzyk a mój tata nadal ogląda telewizję. Okazało się, że jak talerzyk dzwonił i dochodziło go mlaskanie to on myślał, że to ja się delektuje tym ciastem. Ot jaka podstępna kreatura, mój pies nie tata. Książka jest super i po paru poważnych lekturach fajnie się przeczytało coś tak lekkiego i przyjemnego. Polecam serdecznie.

A w moim egzemplarzu jest mała powtórka i jak czytałam to myślałam, że to tak specjalnie bohaterka ma Deja vu, ale potem się okazało, że po stronie 128 jest strona 116, taki mały chochlik drukarski pewnie sobie pobałaganił, ale skoro ja mam te 12 stron dwa razy to może ktoś ich w ogóle nie ma?

piątek, 08 stycznia 2010

Damian Lewis, Kompania Braci, aktor

Parę lat temu zachwycałam się serialem a zwłaszcza aktorem grającym postać kapitana Richarda Wintersa (Damian Lewis). Lubię wojenne filmy – jak to się mówi za mundurem panny sznurem- a ten serial jest wyjątkowy, bo oparty na losach żołnierzy z E kompanii, 506 pułku 101 Dywizji Powietrzno Desantowej Armii Amerykańskiej. Serial jest ekranizacją książki Stefana E. Ambrosa, która wpadła mi w ręce i muszę ją zarekomendować.  Książka powstała po badaniach historycznych i rozmowach z weteranami. Napisana jest bardziej jak powieść niż, jako zbiór dat i opis działań militarnych.

Richard Winters, Kompania E, 101st AirborneZdjęcia bohaterów i drobne detale jak np. informacja, że Harry Welsh przez całą kampanię wojenną swojego oddziału nosił ze sobą swój zapasowy spadochron i że to z tego materiału została uszyta ślubna sukienka jego narzeczonej, przybliża nam tych żołnierzy.

Czyta się ją szybko i przyjemnie, choć znałam już bohaterów to trudno mi się było od niej oderwać. Ambrose dodaje ludzki wymiar do opowieści o tej wielkiej maszynie wojennej, pokazuje tęsknoty, zmartwienia i codzienność żołnierskiego życia i niezwykle bohaterskie czyny zwykłych ludzi. Jest to opowieść, która zabiera nas od szkolenia w Toccoa, przez manewry w Anglii, skok do Normandii i walkę w czerwcu 1944 roku, wyzwolenie Francji, walkach w Belgii, bitwę o Ardeny (battle of the Bulge) aż po Berchtesgaden czyli Orle Gniazdo.

Mam nadzieję, że polskie tłumaczenie jest tak dobre jak wersja angielska.

 

środa, 06 stycznia 2010

Niedawno BBC nadała nową ekranizację Emmy w 4 odcinkach, a także mieliśmy okazję w okresie świątecznym zobaczyć ponownie ekranową wersję „Dumy i uprzedzenia” z Keirą Knightley i Mattew Macfayden. Lubię oglądać ekranizacje i adaptacje jej prozy, historie są ciekawe i zawsze jej pomyślne zakończenie, daje ona swoim bohaterkom szansę na szczęście w miłości, jako że jej uczcie nie mogło zaowocować małżeństwem. Tak przynajmniej twierdz Jane Austen w filmie „ Becoming Jane” ( polski tytuł „Zakochana Jane”), opowiada on o uczuciu jakie połączyło pisarkę (Anne Hathaway) i Toma Lefroya ( uroczy James McAvoy). Nieszczęsna Jane zamiast pójść za głosem serca, to rozstaje się z ukochanym dla jego dobra majątkowego jako, dom  pisarki Jane Austin w Chawtonże musi się on ożenić z bogatą panną, a Jane nie ma grosza przy duszy. Przypomniało mi się jak pojechałyśmy z koleżanką z pracy też fanką tej pisarki na wycieczkę do Chawton, gdzie można zwiedzić dom Jane Austen.

Jane urodziła się w 1775 roku w Steventon gdzie jej ojciec był pastorem. Miała ona sześciu braci i jedną siostrę, jeden z braci Edward został zaadoptowany przez bogatszych krewnych i odziedziczył ich majątek w hrabstwie Kent - Chawton House. Kiedy George Austen senior przeszedł na emeryturę razem z córkami przeprowadzili się do Bath. Po śmierci ojca, Jane,  jej siostra Cassandra Elżbieta i matka Cassandra nie były w najlepszej sytuacji finansowej i wspomniany już brat Edward zaofiarował matce i siostrom domek cottage w wiosce Chawton blisko swojej posiadłości Chawton House. Tu Jane spędziła ostatnie 8 lat swojego życia, a zmarła ona w 1817 roku w pobliskim Winchesterze.stolik przy którym Jane Austin pisała

Tutaj wprowadziła ostateczne poprawki do „Rozważnej i Romantycznej”  1811, pracowała nad zmianami w powieści - First Impressions, która ostatecznie została wydana jako „Pride and Prejudice” (Duma i Uprzedzenie 1813) przeredagowała „Opactwo Northanger” wydane pośmiertnie w 1817 roku. Tu napisała powieść „Mansfield Park”  1814, po niej powstała „Emma” 1815,  a następnie „Perswazje” , wydane już po śmierci pisarki. Największą atrakcją w tym domu jest stolik, przy którym ona pisała każdego dnia zaraz po śniadaniu. Zaskoczyło mnie to jak mały jest ten mpudełko na listy wykonane przez brata Jane Austinebel, spodziewałam się solidnego biurka, a tu mamy malutki stoliczek. Są to słynne skrzypiące drzwi, które skrzypiały, gdy ona tam mieszkała i nadal skrzypią, co można sprawdzić. Dom nie jest duży, ale jest ciekawym zbiorem pamiątek, przedmiotów należących nie tylko do Jane  ale i jej rodziny. Tu dowiedziałam się, że jej dwaj bracia wstąpili do Królewskiej Marynarki Wojennej i Francis Austen został Admirałem Floty i był pierwowzorem postaci Williama Price w powieści „Mansfield Park”. Drugi brat Charles Austen też służył na morzu i awansował do stopnia Admirała (Rear Admiral) o jeden stopień niżej niż jego brat. Siostra Cassandra też była uzdolniona artystycznie malowała akwarele jej autorstwa jest portret Jane Austen jedyny znany nam jej wizerunek.

pokój Jane Austinpokój Jane i jej siostry Cassandry Elżbiety.

Przy domu są także budynki gospodarcze.

budynek gospodarczy

W pobliżu jest kościółek i cmentarz na którym zostały pochowane siostra i matka Jane Austen. Cała okolica jest dość sielska, a wioska ma parę uroczych budynków.

przy kościele, groby matki Jane and siostry

Godziny otwarcia

4 stycznia  – 12 luty 2010 : weekendy 10:30 – 16:30

15 luty – 31 maj 2010 : codziennie 10:30 – 16:30

1 czerwiec – 31 sierpień 2010 : codziennie 10:30 – 17:00

1 września do końca roku z wyjątkiem świąt Bożego Narodzenia (25 i 26 grudnia) : codziennie 10:30 – 16:30.

Ceny (mogą się zmienić w lipcu):

Dorośli: £ 7

Ulgowe (studenci z legitymacją, emeryci po 60tce) : £ 6

Dzieci (6-16) : £ 2

Gift Aid – bilet wielokrotnego wstępu -  Uwaga muzeum jest zarządzane przez Trust Jane Austen House Museum i jest organizacją dobroczynną i jeśli płacimy podatki w Wielkiej Brytanie to możemy zadeklarować, że opłata za wstęp jest Darowizną i wypełniamy formularz gdzie podajemy nasze dane i dostajemy imienny bilet z którym możemy tu wrócić w ciągu roku. Warunkiem jest bycie podatnikiem w Anglii, a nie obywatelstwo. Warto się o to spytać, bo to nic extra nie kosztuje (w niektórych innych miejscach jest dodatkowa opłata), a daje korzyści i nam co zwiedzamy i muzeum bo dzięki naszej deklaracji oddany zostanie im podatek jaki zapłacą za dochód z naszego biletu.

Gdzie to jest.

We wsi Chawton niedaleko miasteczka Alton w Hampshire na drodze A31 między Guildford a Winchester na południe od Londynu.

Dojazd

Samochodem – z Londynu wjechać na M25 i jechać do 10 zjazdu potem A3 na Guildford, potem A31 (obwodnicą)  na Farnham i Alton  i Rondo Chawton A31/A32 tam już jest drogowskaz ( pierwsza ulica w prawo), można też wcześniej skręcić w prawo  z A31 na Selborne Road i potem Wolf Lane ale to wąskie wiejskie drogi i lepiej jest pojechać prosto do Ronda i w prawo ulicą Winchester.

Transport publiczny

Pociągiem do Alton ( z Londynu stacja Waterloo) i potem autobusem X64 spod dworca do przystanku Alton Butts i spacerkiem do Chawton podobno około 12 minut.

Warto pojechać urocze małe miejsce. Więcej zdjęć na moim fotoforum Jane Austen

wtorek, 05 stycznia 2010
Nowy rok i nowe ceny za przejazdy transportem, czyli metrem, autobusem, koleją i tramem w Londynie, niby nie ma inflacji ale bilety podrożały no i gdzie tu sprawiedliwość. Jedyne udogodnienie to, że teraz można używać karty przejazdowej Oyster - pay as you go jeżdżąc koleją. Do tej pory tylko bilety sezonowe na Oysterze działały w sieci pociągowej.
 
1 , 2
Flag Counter