Blog > Komentarze do wpisu

Święta w Wielkiej Brytfannie czyli trochę o zwyczajach bożonarodzeniowych na Wyspach.

 

W pracy mamy bardzo międzynarodowe towarzystwo i jednym z tematów rozmów w grudniowe szare dni są zwyczaje świąteczne, te narodowe i te domowe. Tak więc po latach indoktrynacji wszyscy już wiedzą, że w Polsce świętuje się Wigilię (Christmas Eve) i że je się karpia i znają moje historie o karpiu: tym pływającym w wannie, skaczącym  po desce i tym złapanym przez mojego psa, gdy wyskoczył z przejeżdżającej ulicą wanny.

Już od paru lat noszę się z pomysłem opisu zwyczajów brytyjskich i chyba wreszcie nadszedł na to czas. Zastanawiałam się jak to sporządzić, najpierw miało być alfabetycznie, potem chronologicznie, a ostatecznie chyba wyszło, co ślina mi na język przyniosła, choć raczej ołówek na kartkę, bo lubię robić notatki ołówkiem, a potem przetwarzać to poprzez klawiaturę na komputer. (No nie, żebym  miała tak zaślinioną klawiaturę).

Brytyjczycy świętowanie zaczynają dość wcześnie dekorując domy i ulice. Takie uliczne światełka są zwykle włączane uroczyście przez jakąś gwiazdeczkę. Najsłynniejsza ulica w Londynie Oxford Street jest na ten cel uroczyście zamykana dla ruchu kołowego, nie tylko na zapalanie ale i montowanie i zdejmowanie świetlnych dekoracji. Firmy państwowe i prywatne mają tu dowolność i zależy to od chęci, zapału i finansów. Domy prywatne to już inna sprawa i niektórzy to naprawdę się starają, stawiając nie tylko choinkę, ale też dekorują  na zewnątrz, w myśl zasady im więcej światełek tym lepiej i tak migają nam różne kolory, z rynien wiszą niby-sople, drzewka oplatają niebieskie małe lampeczki itd. Nie tylko jednak światełka są wieszane, drugim ulubionym elementem jest św. Mikołaj, który włazi po drabinie, nogi mu wystają z komina, siedzi na dachu z workiem lub całym zaprzęgiem reniferów itp. W niektóre domy są tak słynne w okolicy z dekoracji, że odbywają się pielgrzymki rodzinne, żeby te światełka zobaczyć.

Advent calendars – kalendarze adwentowe – to jest bardzo popularny zwyczaj tu na Wyspach, a pochodzi z Niemiec. W XIX wieku liczono dni do świąt rysując kredą na drzwiach 24 kreski i od 1 grudnia zmazywano jedną codziennie. Potem pojawiły się drukowane na papierze. Po tym jak ludzie zaczęli sobie robić własne, ktoś wyczaił, że można na tym zrobić pieniądze. Taki kalendarz ma okienka z numerami od 1 do 24. Każdego dnia takie okienko otwieramy, a za każdym okienkiem coś było, jakiś rysunek czy mądrość, a od 1958 roku zaczęła temu towarzyszyć czekoladka. Takie kalendarze zrobiły się tu naprawdę popularne w latach 80-tych. Kiedyś to było adresowane głównie do dzieci, teraz każdy sklep ma ich różne rodzaje, można je kupić osobno dla każdego członka rodziny, nawet dla swoich ulubionych czworonogów. Obecnie można nabyć nie tylko te z czekoladą, są też inne np. z kubeczkami z masłem orzechowym,  z małymi słoiczkami dżemu, z kawałkami sera, prażoną kukurydzą, herbatą, kawą, piwem, winem  itp. Oczywiście mają być 24 różne smaki, rodzaje i mieszaki danego artykułu, ceny zależą od zawartości i wielkości kalendarza i wahając się od £ 5 funtów do £ 79,99 np. za ten z winem, ale i są jeszcze droższe.

Brytyjczycy świętują w Pierwszy Dzień Świąt (Christmas Day), wtedy mogą odpakować prezenty, ale pora zależy od tego, z którym z moim znajomych z pracy rozmawiam. Jest to dzień wolny od pracy niemalże dla wszystkich, bo transport publiczny nie działa, podobnie jak atrakcje turystyczne, no w końcu jak święta to święta. W 1551 roku parlament wydał akt „the Holy Days and Fasting Act”, który w sumie obowiązuje do dziś i według niego każdy obywatel musi pójść do kościoła na mszę i nie wolno mu użyć żadnego pojazdu. Miało to z jednej strony przypomnieć bogatym, że są ulepieni z tej samej gliny co biedni, a z drugiej strony zapobiec korkom i problemom z parkowaniem powozów przed kościołami.

Słowo Christmas pochodzi połączenia staro angielskiego (old anglo saxon)  wyrażenia „Christes Maesse”, co można przetłumaczyć jako święto Chrystusa. Pamiętacie taką scenę z „Robin Hooda” z Kevinem Costnerem, gdy zły szeryf Alan Rickman wykrzykuje, że odwołuje on święta. To się naprawdę wydarzyło w historii Anglii  i purytanie przegłosowali w parlamencie w latach 40-50 XVII wieku szereg uchwał, ustanawiających, że to niedziela jest dniem świętym, zabraniając świętowania w inne dni, także w Boże Narodzenie. No normalnie naprawdę odwołali Święta. Nic dziwnego, że długo po tym nie porządzili i ludzie przywrócili monarchię.

Główną atrakcją dnia jest Christmas Lunch, którego głównym daniem jest oczywiście pieczony indyk ze specjalnym nadzieniem, pieczonymi ziemniakami, marchewką, oraz innymi warzywami, a także obowiązkowo z brukselką. Indyk pojawił się na stołach około 1523 roku, a pierwszym, który go wypróbował na święta był Henryk VIII. Ptak ten stał się bardzo popularny i wkrótce stada tych egzotycznych stworów rodem z Ameryki były sprowadzane do Londynu z tych bardziej rolniczych terenów, jak Norfolk, Suffolk czy Cambridgeshire. a ten spęd zaczynał się już w sierpniu.

Przedtem na stole królowała gęś lub kaczka, jeśli ktoś mógł sobie na to pozwolić, na dworach była to dziczyzna np. jeleń. W czasie świąt szlachta, jeżeli chciała, to mogła wykonać szlachetny gest i wysłać swoim okolicznym wieśniakom niechciane kawałki z polowania przedświątecznego np. wnętrzności, podroby, serce, płuca (umbles) . Mieszano to z innymi składnikami i pieczono umble pie  – placek z kruchego ciasta na świąteczny stół.

Popisową daniem dworu epoki Tudorów była potrawa składająca się z indyka nadziewanego gęsią, która to była nadziewaną kurą, a ta z kolei  nadziewana była kuropatwą, którą to nadziewano gołębiem. Wszystko to było otoczone formą z ciasta kruchego zwaną trumną !? Danie podawane  było na stół w otoczeniu pieczonych zajęcy, innych dzikich ptaków, obżarstwo do kwadratu, nic dziwnego, że Henry osiągnął takie olbrzymie gabaryty.  

Mince Pies to takie małe nadziewane babeczki, obecnie okrągłe, ale oryginalnie były one prostokątne w kształcie żłobka Jezusa. Dodawane do nich były cynamon, goździki i gałka muszkatołowa, miało to symbolizować 3 mędrców i dary jakie przynieśli do stajenki. Powinno się zjeść jedną taką babeczkę każdego dnia w tzw. Christmastide (okres 12 dni od Bożego Narodzenia do Trzech Króli –epiphany ). Kiedy pierwszy raz spróbowałam tej babeczki, to się bardzo zdziwiłam, bo nazwa sugeruje, że będzie tu jakieś mielone mięso –  a tu nic, tylko same suszone owoce ( nie jestem ich wielbicielką, zwłaszcza rodzynek) Nie mogłam tak po prostu wypluć, więc z trudem przełknęłam, starając się robić dobrą minę. W dawnych czasach było w nich mięso m.in. baranina ( na pamiątkę pasterzy co to przybyli do stajenki), a także owoce i przyprawy, a razem miało być 13 składników- Chrystus i 12 apostołów. Przepis na ten wypiek zmienił się radykalnie w czasach wiktoriańskich, gdy usunięto mięso, a ostały się tylko suszone owoce i przyprawy.

Christmas Pudding – specjalny świąteczny deser. Pojawia się po raz pierwszy w średniowieczu i była to specjalna owsianka zwana „frumenty” z wołowiną lub baraniną, z rodzynkami, suszonymi owocami porzeczki, śliwkami, winem i przyprawami. Miało to bardziej konsystencje zupy niż ciasta. Pod koniec XVI wieku (około 1595) „frumenty” zaczęły się zmieniać w tzw. Plum Puddidng  (deser śliwkowy), bo zaczęto do niego dodawać jajek, okruchów chleba, suchych owoców, a także piwa czy innych alkoholi. W połowie XVII wieku był już tradycyjnym daniem deserowym na stole świątecznym, ale w 1664 roku Purytanie zakazali go, uznając, że to zły zwyczaj. W 1714 roku król Jerzy I przywrócił ten deser na świąteczne stoły i to znów w czasach Wiktoriańskich powstała obecna receptura na to ciasto. Jest to bardzo ciężki deser, w kształcie półkulistym, pełen nasączonych w alkoholu suszonych owoców, z reguły podaje się je z masłem lub śmietanką winiakową(brandy butter), bo inaczej to się tego chyba nie da zjeść. Raz jadłam i najbardziej mi smakowało właśnie to masełko winiakowe. Był także zwyczaj wkładania do tego deserku monety „silver farthing” lub trzypensówkę, czy sześciopensówkę, taki symbol szczęścia no i pewnie się ma szczęście, jak się na tym nie połamie zęba.

Zwyczaj ten ma głębokie korzenie też w średniowieczu i tzw. Cieście Dwunastu Nocy, już wspomina się o tym na dworze Edwarda II (początek XIV wieku), tyle że nie była to moneta, ale suchy groszek czy fasolka i ten kto go znalazł, zostawał królem lub królową na jedną noc.

Christmas Cake świąteczne ciasto – znów jest to taki ciężki placek z owocami suszonymi, pokryty marcepanem i lukrem królewskim robionym z cukru pudru i białek oraz z dekoracją w motywy świąteczne. Robione około sześciu tygodni przed świętami. Jak się pytam w pracy, czy to lubią, to 70% robi skrzywione miny.

Christmas walk czyli świąteczny spacer - to taki zwyczaj który nam bardzo przypadł do serca. Naprawdę trzeba się ruszyć od stołu i w ten dzień dużo ludzi spaceruje pewnie, żeby ten bardzo obfity posiłek jakoś odreagować. Całe rodziny, ubrane odpowiednio, razem z czworonogami udają się do pobliskiego parku lub innego skrawka natury i spacerują.

Drugi Dzień Świąt nazywany jest Boxing Day, ale nie ma nic wspólnego z boksem. Nazwa ta pochodzi od alms box - pudełek dobroczynnych z kościołów i to właśnie tego dnia te pudełka (boxes) były otwierane i zebrane tam datki rozprowadzane dla biednych z danej parafii. Według tradycji też tego dnia służba miała wolne i mogła świętować ze swoimi rodzinami. Jeszcze przed II Wojną Światową pracownicy takich zawodów jak mleczarz czy listonosz chodzili po swoim rewirze i kolekcjonowali swoje Christmas Box ( napiwki, bonusy ). Dzień ten to także wyprzedaż w sklepach z wielkimi przecenami i ludzie normalnie szaleju dostają, stoją w kolejkach przed otwarciem sklepu, a potem to wyścigi z tratowaniem i przepychaniem i może nawet trochę boksowaniem. Dantejskie sceny normalnie.

Carol singers – kolędnicy, słowo „carol” oznaczało śpiewać i tańczyć w kole. Niektórzy kolędnicy trochę przesadzali i dlatego w średniowieczu zostali wyproszeni z kościołów, bo nie pasowało to do poważnych bożonarodzeniowych mszy. Taniec powoli zanikł i kolędy przekazywały opowieści o narodzeniu Jezusa. Pierwszy zbiór kolęd zebrano i opublikowano w 1521 roku i śpiewanie kolęd stało się popularnym zwyczajem świątecznym. W XVII wieku zostały one zakazane przez Purytanów jako zbyt frywolne. I to znów za panowania królowej Wiktorii ten zwyczaj został odnowiony i śpiewanie znów stało się bardzo popularne. Kolędników można najczęściej spotkać śpiewających na dworcach kolejowych, stacjach metra, placach miejskich, centrach handlowych – zbierają oni pieniądze na jakiś chlubny cel.

Christmas Tree czyli choinka. Pojawia się dość niedawno w XVIII w i znów przybywa z Niemiec razem z królową Charlotte żoną Jerzego III (tego co zwariował). Przedtem dekorowano domy drzewkami Holly (ostrokrzewami) i innymi wiecznozielonymi drzewkami i krzewami – bluszczem, jemiołą i rozmarynem. Znów to królowa Wiktoria i jej mąż Książe Albert, który był Niemcem spopularyzowali choinkę jako dekorację świąteczną. Ta na placu Trafalgar przybywa co roku z Norwegii, otóż gdy w 1940 roku Norwegia została zaatakowana przez Nazistów król Haakon VII schronił się w Londynie i tu utworzył rząd na wygnaniu (London Cabinet) i to z Prince’s Gate w South Kensington kierowano ruchem oporu w Norwegii. Od 1947 roku Oslo, jako podziękowanie za ten gest, przysyła do Londynu właśnie Choinkę, która jest ustawiana na Placu Trafalgar.

My mamy własną tradycję związaną z choinką, ubieramy ją w dekoracje zakupione w czasie naszych wycieczek po Wielkiej Brytanii i innych krajach. Szukamy niezwykłych dekoracji świątecznych które będą nam przypominały nasze wakacje itp. W mieście Shakespeare’a Stratford upon Avon jest sklep świąteczny, otwarty cały rok, z dekoracjami bożonarodzeniowymi itp. Na jego drzwiach codziennie jest zmieniana notatka o tym, ile jeszcze nocy zostało do świąt Bożego Narodzenia. Podobny sklep jest w Bath. Najlepiej jednak wspominamy taki Bożonarodzeniowy sklep z Reykjaviku na Islandii, bo to były nasze pierwsze wspólne wakacje i to tam się ten zwyczaj zapoczątkował.

Christmas Stockings – o ile u nas układamy prezenty właśnie pod choinkę, to tu tradycyjnie Father Christmas lub Santa Claus przynosi prezenty i wkłada je właśnie do „świątecznej pończochy” lub „poszewki na poduszkę”. Można sobie zakupić pięknie dekorowane pończochy różnych rozmiarów i należy je powiesić koło kominka w salonie, no ale teraz wiele domów nie ma kominka i jest kłopot, bo Santa włazi właśnie przez komin. Trzeba też coś zostawić Mikołajowi w podziękowaniu za fatygę i tradycyjnie jest to właśnie wspomniane już „mince piei coś do picia. Na rozgrzanie może być brandy, choć obecnie sugeruje się, że powinno to być mleko, no bo on w końcu prowadzi ten zaprzęg reniferów no i tak po kielichu u każdego, to on będzie na takim gazie, że może się to źle skończyć. No i jeszcze powinna być marchewka dla reniferów, bo im się też coś w końcu należy.

Father Christmas i Santa Claus przynoszą prezenty 25 grudnia. Father Christmas był tradycyjnie powiązany ze staroangielskim starym człowiekiem (Old Man Christmas), który to przynosił prezenty w czasie festiwalów w środku zimy i był ubrany na zielono – znak nadchodzącego lata i nadziei. Santa Claus to św. Mikołaj, ale jego droga do Anglii była długa, bo z osadnikami holenderskimi zawitał najpierw do Ameryki jako Sinter Klass, a dopiero potem przybył do Wielkiej Brytanii jako Santa Claus z saniami ciągnionymi przez renifery. Najbardziej znany renifer to oczywiście Rudolf z czerwonym nosem. Częstym motywem zagadek na święta są właśnie imiona pozostałych reniferów, a oto one: Dasher, Dancer, Prancer, Vixen, Comet, Cupid, Donner, Blitzen.

Na początku kubraczek Santa Clausa miał różne kolory, a na pierwszej ilustrowanej publikacji o św. Mikołaju (autorstwa T. Nast) w czasopiśnie „Harper’s Weekly” nosi on gwiazdki i paseczki. T. Nast musiał być dobrym znajomym świętego, bo przez następne 20 lat co roku rysował i publikował jego portrety. W 1881 roku pojawił się najsłynniejszy wizerunek św. Mikołaja z dużym czerwonym brzuchem białą brodą, z dużą ilością prezentów pod pachą i palącym fajkę. Potem Santa w latach 20-tych podpisał  kontrakt z Coca Colą i został już w tym znanym nam czerwonym wdzianku do tej pory. No i potrzebny mu chyba sponsor - na te wszystkie wydatki na prezenty, musi utrzymać renifery, elfy, kupić materiały do produkcji zabawek itp.

Mistletoe – jemioła wieszana zwykle na progu i jak się pod nią stanie to można się pocałować. Pod koniec XVIII wieku królowały w dekoracji tzw. „kissing boughsczyli kule pocałunków - dość duże konstrukcje kuliste zdobione ostrokrzewami, bluszczem i pachnącymi ziołami z jemiołą, pod którymi jak się spotkało drugą osobę, to można jej było skraść całuska. Teraz ludzie idą na łatwiznę i wieszają tylko kawałek gałązki.

Christmas Cards – kartki świąteczne – nawet w czasach telefonów komórkowych i internetu nadal się kupuje, daje się i wysyła się tu mnóstwo kartek. Pierwsze kartki świąteczne pojawiły się w 1843 roku z inicjatywy  Henrego Cole’a, który pracował przy tworzeniu poczty. Razem ze swoim przyjacielem Johnem Horsleyem wyprodukowali około 1000 i sprzedawali je po szylingu (5-8 pensów). Ta pierwsza kartka miała trzy panele, dwa zewnętrzne pokazywały ludzi pomagających biednym, a w centrum znajdował się obrazek przedstawiający rodzinę prze stole świątecznym. Niektórzy się oburzyli, bo na kartce pokazano dziecko ze szklanką wina.

Trzy lata wcześniej wprowadzono „penny post”, co oznaczało. że płacąc za znaczek pensa można było wysłać kartę lub list po całej Wielkie Brytanii. W 1870 cena znaczka dzięki rozwojowi zmalała do pół pensa kolei co spowodowało wzrost wysyłanych kartek świątecznych. Na początku królowały na nich sceny ze stajenki itp., ale potem pojawiły się krajobrazy ze śniegiem i ptak do tej pory utożsamiany tutaj ze świętami - „robin” czyli rudzik. Ten zwyczaj przeniknął to Europy oraz na inne kontynenty i już w na początku XX wieku stał się bardzo popularny m.in. w Niemczech. Taka wymiana kulturalna - oni Anglikom choinkę, a Anglicy im kartkę zapodali na te święta.

Kartki otrzymane ustawia się na kominku jako część dekoracji. Nam się ten zwyczaj trochę udzielił i go zaadoptowaliśmy na własne potrzeby. Mam w pracy koleżankę artystkę, która nam wszystkim robi ręcznie kartki co roku. Są one piękne i zaczęliśmy je z moim ukochanym ustawiać na półce. Ja moją otwieram w domu razem z moją drugą połową w Wigilię, taka nasza tradycja, a że w pracy ludzie otwierają od razu jest umowa, że o niej nie dyskutują przy mnie. Mamy niespodziankę jak już otworzymy.

Christmas Crackers został wymyślone przez Tomasa Smitha producenta słodyczy w 1846/7 roku. Na początku były to tylko słodycze zapakowane w kolorowy papierowy rulon, na wzór francuskich bon bon . Do środka dołączył jakieś motto czy zagadkę, ale niestety to się nie sprzedawało. Według legendy którejś nocy siedział sobie przed kominkiem i obserwował iskierki wzlatujące z ognia i słuchał trzeszczenia palonego drewna. Wtedy przyszło mu na myśl, że fajnie by było, gdyby te paczuszki otwierały się z trzaskiem gdy pociągnie się za dwie strony. Na początku nazwano je „cosaques” czyli kozaki od Kozaków (nie butów), ale nazwa się nie przyjęła. Po śmierci Toma biznes przejęli synowie, młody Tom, Walter i Henry i to ich pomysłem są dodawane małe niespodzianki, jak papierowe korony itp. Obecnie są w niemalże w każdym brytyjskim domu i składają się z kartonowej tuby, która jest opakowana w kolorowy papier i wygląda jak gigantyczny cukierek. Dwie osoby łapią za końce i ciągną, craker się rozrywa z hukiem (następuje mały wybuch, bo to taki sam materiał jak w korkowcach) i ten kto wygrał zostaje w ręku z niespodzianką – są to nakrycia głowy, korony, małe zabawki, żarty z lamusa. Oczywiście im więcej wydacie pieniędzy tym droższa zawartość.

Pantomime znane jako Panto to specyficzne przedstawienie wystawiane w teatrach w okolicach świąt, zwłaszcza popularne w teatrach amatorskich. Mamy w nim także tańce, piosenki, popisy, dowcipy, sugestie miłosne i udział publiczności. Początki panto na Wyspach sięgają XVIII wieku i komedii dell’arte’. Obecnie tradycyjne wątki zmieszane zostały z legendami ludowymi czy bajkami 1000 i jednej nocy. Forma ta obecnie dość daleko odbiegła od oryginału. Przedstawienia te cieszą się dużą popularnością wśród widzów i przychodzą na nie całe rodziny, a wśród aktorów są słynne gwiazdy, które lubią w nich występować. Choć historyjki są różne, to jest parę elementów wspólnych np. główną męską rolę gra młoda kobieta przebrana za mężczyznę, starsza kobieta z kolei jest grana przez faceta przebranego za kobietę, zwierzęta w sztuce są grane przez aktorów w kostiumie - jeden to głowa i przednie nogi drugi to tułów i tylne nogi, humor i aluzje, takie niewinne powiedzonka są skierowane do rodziców na widowni, są piosenki i można pośpiewać, czasem zły charakter wyleje wodę na widownie, na scenie rzucają się kremowymi plackami itp. Największą atrakcją jest udział publiczności, byliśmy w pracy na takiej pantomimie, bo koleżanka się udzielała i w pewnym momencie zły charakter był za dobrym, a dobry się zastanawiał gdzie on jest i widownia ma wtedy krzyczeć – „Zobacz jest za tobą”( look behind you, lub he is behind you)  – wtedy on krzyczy „ Wcale że nie” (oh no he isn’t), a wtedy widownia „Wcale że tak” (oh yes he is) i tak przez dłuższą chwilę – fajna zabawa. Można też krzyczeć „booo” na zły charakter. Ubaw po pachy.

Yule log – pieniek bożonarodzeniowy  - specjalny pieniek spalany w kominku lub piecu w czasie Bożego Narodzenia. To jest pogański zwyczaj ze Skandynawii i północnej Europy. Na początku było to duże drzewo przyniesione do domu z wielkim ceremoniałem. Zapalano go od starego pieńka, a musiała to zrobić osoba o czystych rękach. Resztki z poprzedniego roku były powoli dodawane do ognia w ciągu 12 dni bożonarodzeniowych, należało resztki przechować do następnego roku. W sklepach teraz można kupić czekoladowego pieńka, a jest to deser świąteczny rodem z Francji i Belgii.

Queen’s Message  ta tradycja pochodzi z lat 30 tych ubiegłego wieku, gdy król Jerzy V po raz pierwszy wygłosił małą przemowę napisaną prze pisarza Rudzarda Kiplinga przez radio. Przemowa ta rozpoczynała się słowami „ I speak now from my home and from my heart, to you all…” ( Kieruję te słowa z mojego domu i mojego serca do was wszystkich…) od 1957 roku ta przemowa jest przekazywana przez telewizję. Całe rodziny robią sobie małą przerwę w jedzeniu i piciu i słuchają i oglądają orędzie bożonarodzeniowe Jej Królewskiej Wysokości.

No to już chyba koniec tych opowieści i z całego serca Wam życzę, jak to się tu mówi, Merry Christmas. Takie życzenia mają też bardzo stare korzenie, a w formie pisanej pojawiają się w liście biskupa Johna Fishera z 1534 roku do Thomasa Cromwella „ And this our Lord God send you a mery Christmas and a comfortable, to you heart’s desire”.Jest też kolenda „ God rest you Merry, Gentlemen” z terenów zachodniej Anglii. Słowo „rest” oznacza tu pozostań, sugerując kontynuacje a „merry” oznacza miłego, prosperującego, obfitego czyli po naszemu życzy się pozostania w obfitości, w stanie zadowolenia. Takie nasze „oby wam się darzyło”. Te obecne życzenia „A Merry Chistmas and a Happy New Year „ pojawiły się na wspomnianej już pierwszej kartce świątecznej i opublikowanej w 1843 roku „Opowieści Wigilijnej” Karola Dickensa i tak już zostało. Więc raz jeszcze a Merry Christmas and a Happy New Year wszystkim co mieszkają tu na Wyspach i na całym świecie, oby Wam się darzyło …

niedziela, 09 grudnia 2018, edyta1972

Polecane wpisy

Komentarze
2018/12/17 09:00:21
Szczerze mówiąc to wygląda to bardzo podobnie do naszych tradycji, po za tym spotkałam się już z różnymi metodami na świętowanie tego wydarzenia. Kilka różnych domów i w każdym inaczej :D
-
2018/12/18 14:32:05
Masz rację, ja widzę płynność tradycji bo mieszkając tu niby podtrzymujemy te nasze choć pochodząc z różnych regionów Polski mamy je trochę inne, ale i podchwytujemy tutejsze i tworzymy własne. Najważniejsze jest to że ten dzień ma być pełen miłości i nadzieji. Wesołych świąt :)
-
2018/12/20 09:35:48
Wygląda to co najmniej interesująco. Co kraj to obyczaj :D Mnie dla przykładu już nudzi tradycyjna polska wigilia i święta. Mam po prostu tego dość. Wesołych świąt życzę ! :)
Flag Counter