Blog > Komentarze do wpisu

100 lat minęło

W tym roku mamy wielką rocznicę  -100-lecie zakończenia Wielkiej Wojny – tak nazywano I Wojnę, dopóki nie doświadczyliśmy kolejnej wojny światowej. Nasz kraj świętuje 100 lecie niepodległości, a tu na Wyspach świętowana, choć raczej nie jest to najlepsze słowo, jest właśnie rocznica zakończenia wojny. Jest to tutaj okazja do oddania hołdu ofiarom tej wojny i innych konfliktów zbrojnych od tamtego czasu. Pamięta się nie tylko tych co zginęli na frontach rożnych wojen, ale i o ich rodzinach i przyjaciołach. O ile u nas wszyscy się kłócą, maszerują i kontrmaszerują, to tutaj ludzie ustawiają się w godzinnych kolejkach, żeby zobaczyć instalacje artystyczne oddające hołd poległym żołnierzom.


Co warto podkreślić, nie świętuje się tu zwycięstwa, ale zakończenie działań wojennych i wobec tego nie jest to święto, które dzieli ale raczej łączy. Nie chodzi tu o poprawność polityczną, ale o to, że pokój oznacza koniec wrogości i jeżeli już się zakopało ten topór wojenny i wypaliło fajkę pokoju, to teraz jest czas na to, aby cieszyć się życiem, kochać, pracować i szanować się nawzajem. Sama nazwa tego dnia „ Remembrence Sunday czy Remembrance Day” oznacza Dzień Pamięci i mamy pamiętać o ich ofierze, ale nie rozpamiętywać i nie rozdrapywać ran na nowo. Można powiedzieć, że naszym obowiązkiem jest budować nowy lepszy świat, co nie jest jednak takie proste.


Cztery lata temu pisałam o makowej instalacji w Londyńskiej Twierdzy (Tower of London), która okazała się tak popularna, że widziały ją miliony ludzi. W tym roku znów mamy instalację artystyczną w fosie tej twierdzy. Tym razem jest ona tu tylko przez tydzień i 11 listopada to ostatni dzień. Jest to instalacja światła, dźwięku i dymu. Każdego dnia od 4 listopada do 11 listopada od godziny 5-ej do 9-ej wieczorem płonie w fosie 10 000 światełek. O 5-ej rozbrzmiewa grany na trąbce „The Last Post”  i rozpoczyna się zapalanie zniczy.


„The Last Post” jest to jeden z sygnałów militarnych brytyjskiej armii. Był np. „First Post”, którym sygnalizowano w obozach wojskowych rozpoczęcie inspekcji wart obozowych i grany był on na pierwszym posterunku, a „the Last Post” odgrywano na ostatnim posterunku sygnalizując koniec obchodu. Inna funkcja tego sygnału to koniec walki czy bitwy i oznaczało to dla tych co nadal są na polu bitwy, że to już koniec i jeżeli mogą to powinni iść za głosem trąbki, aby tam odpocząć i znaleźć schronienie i mieć opatrzone rany. Ten zwyczaj pochodzi z XVII wieku, a może nawet jest trochę wcześniejszy, a jego historia zaczęła się, gdy brytyjskie wojska stacjonowały na terenach obecnej Holandii. Tam był stary zwyczaj „taptoe”, z którego pochodzi brytyjskie określenie „tattoo” i nie chodzi to o tatuaż, ale o słowo w wyrażeniu „Military Tattoo” - po naszemu capstrzyk, tak nazywane są specjalne parady wojskowe z udziałem orkiestry, najsłynniejsza na wyspach odbywa się w Edynburgu. Wracając do holenderskich początków tego sygnału, „taptoe” było używane do oznajmienia, że to jest koniec dnia. Pochodzi on od sygnału tzw. „beer taps”, informującego że kurki od beczek piwa mają być zamknięte, więc dzień się naprawdę zakończył i pora udać się na spoczynek. Holenderskie wyrażenie „Doe den tap toe” oznacza właśnie - zamknąć kurki. Co ciekawe holenderski sygnał używany obecnie w ceremoniach pogrzebowych nie jest taki sam jak brytyjski.

To właśnie ten sygnał grany trochę dłużej ( ponad 75 sekund) został włączony w wojskowe ceremonie pogrzebowe, a także w obchody pamięci o poległych jak ten Dzień Pamięci. Oznacza on pożegnanie z żołnierzem, hołd, a także symbolizuje fakt, że jego misja dobiegła końca i może on spocząć w pokoju.

Oczywiście w XIX wieku „the Last Post” trafiła do wielu zakątków Brytyjskiego Imperium i sygnał ten jest używany i rozpoznawany na całym świecie. Słuchając go, nie da się nie pochylić głowy w zadumie, starając się ukryć łezkę w oku.


Wracając do fosy. Jest w niej 10 000 swego rodzaju zniczy, tzn. są to pojemniki metalowe wypełnione specjalną substancją i wystaje z nich knot. Te znicze palą się przez około 4 godziny. Codziennie wypalone są zbierane i odkładane do recyklingu, a nowe ustawiane na ich miejsce. Trzeba odkręcić nakrętkę, rozcapierzyć knot – żeby go było łatwiej zapalić i ustawić znicz dokładnie w tym samy miejscu co był poprzedni, bo to ustawienie jest artystycznym układem twórcy. Znicze są przykryte metalowym kapturkiem, który ma chronić od deszczu do mementu zapalania. Wymianą zniczy zajmują się ochotnicy i muszę się pochwalić, że byłam w tej fosie i odkręcałam, rozcapierzałam i ustawiałam i łezki mi się zakręciły w oczach, jak to później oglądałam zapalone.

W tej instalacji jest też muzyka, ale nie przypadła mi ona do gustu, mając bilet można przejść się fosą i choć widok z góry jest pewnie lepszy to jednak robi to wrażenie. Liczba 10 000 niczego nie symbolizuje, a ludzie sami mogą sobie interpretować znaczenie światełek – zniczy. Może to być symbol odnowy życia, dusz idących do nieba, nadziei itp.

"They do not know that in this shadowed place

It is your light they see upon my face."
„Oni nie wiedzą, że w tym ponurym miejscu, to Twoje światełko widzą na mojej twarzy.”


Inspiracją do tej instalacji była znów poezja, a konkretnie zbiór wierzy poetki Mary Borden „Sonnets to a Soldier”. Mary Boden była kobietą z bogatej amerykańskiej rodziny, która gdy wybuchła I Wojna wydała własne pieniądze na wyposażenie szpitala polowego we Francji. Pracując właśnie w szpitalu w pobliżu Somme poznała ona swojego drugiego męża kapitana Spearsa. Musiała to być miłość od pierwszego wejrzenia, a ona tak opisała ich pierwsze spotkanie w 1916 roku„ Mój fartuch upaprany krwią i błotem, jestem zbyt zmęczona, aby go zdjąć, moje stopy bolą, gdy utykam aby otworzyć drzwi. Młody oficer tam stoi. On też jest upaprany błotem, jego twarz jest zmęczona. Przedstawia się. To kapitan Spears z … . Para miała się ku sobie, była dziewczyna kapitana, z zazdrości powiadomiła męża Mary o ich romansie. Doszło do rozwodu i jej mąż otrzymał opiekę nad córkami. Para się pobrała w 1918 roku i byli oni udanym małżeństwem przez 50 lat do śmierci Mary w 1968 roku. Mary pisała wiersze i opowiadania, jednym z jej wierzysz był utwór „The Song of the Mud” oraz zbiór wierszy „the Forbidden Zone” opublikowany w 1929 roku. Czytelnicy byli zaszokowanie dosadnym opisem horroru jaki panował w okopach oraz faktem, że napisała to kobieta, która doświadczyła tego na własne oczy. Wspomniany zbiór wierszy został opublikowany dopiero w 2015 roku w zbiorze „Poems of Love and War”. Powodem tego była intymność tych wierszy, opisywały one bowiem jej romans, przeżycia, strach, miłość i uczucia do jej kochanka i potem męża. Oto fragment jednego z wierszy.

If you this very night should ride to death
Straight from the piteous passion of my arms;
If you still breathing in the sobbing breath
Of my desire, still faint with my alarms
Should come upon the vast immensity
Of nothingness, my last poor trembling kiss
Upon your lips, should face eternity
And gaze full conscious into the abyss;
You would not falter at the last my friend
Nor put to shame your clear courageous mind
Under the menace of the desolate end;

But with one lighted look for me, behind,
You’d take the leap, with a last challenge, cry
That there is no beyond, and thus superbly, die –

Jej wiersze z tego cyklu zostały użyte w oprawie muzycznej tej instalacji.


Cała ta instalacja, zmusza do zadumy, zastanowienia się  i uszanowania tego co mamy. Nic dziwnego że ludzie stoją godzinami, aby ją zobaczyć, jest to pamięć, szacunek i hołd bez granic.

niedziela, 11 listopada 2018, edyta1972

Polecane wpisy

Flag Counter