Blog > Komentarze do wpisu

Frida Kahlo – kreując swój wizerunek. Relacja z wystawy.

 

 Tym razem zapraszam was do muzeum Victorii i Alberta na niesamowitą wystawę o niezwykłej kobiecie. Frida Kahlo to jedna z ikon artystycznych pierwszej połowy ubiegłego wieku. Kobieta aktywna politycznie, poetka, malarka, kolekcjonerka, projektantka strojów, dekoratorka, oryginalna i nie bojąca się promować siebie. Craig McWilliam, jeden ze sponsorów wystawy wspomina, że można ją nazwać pierwszą „królową selfie”, bo większość jej malarstwa to autoportrety. Jej sztuka jest bardzo osobista, tak osobista, że stała się uniwersalna. Jest ona najsłynniejszą latynoską artystką, ikoną sztuki i mody. Frida stworzyła swój wizerunek, jak tworzy się dzieło sztuki. Andre Breton kreator surrealizmu opisał jej sztukę jako „wstążkę naokoło bomby”

  

 

Casa Azul – Błękitny Dom to jej dom rodzinny, w którym się urodziła, mieszkała jako dziecko, żyła i tworzyła z Diego Riverą i w którym umarła. Obecnie jest to muzeum, ale nadal wygląda jak dom, pełno tu zarówno jej, jak i jej męża, ich życia, ich kolekcji sztuki i rzemiosła, przedmiotów prekolumbijskich, lalek, zabawek i zdjęć, pełno tu książek o sztuce, anatomii, historii, nowele i poezja po hiszpańsku, angielsku i niemiecku. Może kiedyś uda mi się tam pojechać i zobaczyć to na własne oczy. To odnalezione skarby z tego domu można zobaczyć na tej wystawie.

Ta para została opisana wielokrotnie, ich życie, sztuka, ich małżeństwo, parę lat temu Salma Hayek i Alfred Molina przenieśli tę parę na srebrny ekran. Trzy lata po śmierci Fridy, 25 września 1957 roku ( parę miesięcy przed swoja własną śmiercią)  Diego pozostawił ich przyjaciółce i mentorce w opiece dwa muzea Fridy Kahlo i Anahuacalli (to drugie to stworzone przez niego w celu pokazania ich kolekcji zabytków sztuki prekolumbijskie). Jednym z warunków było zamknięcie jednej z łazienek i tego co tam zostało zgromadzone na 15 lat. Inna łazienka, piwnica, parę skrzyń i szaf, pudeł i komódek też zostało zapieczętowanych. Tu zatrzymał się czas na wiele lat.

W 2003 roku zebrał się komitet który zadecydował o otwarciu tych pomieszczeń, i jak się okazało największym problemem były małe fundusze. Samo skatalogowanie wszystkich przedmiotów zajęło 4 lata. Były tu dokumenty, 6500 zdjęć , dzieła sztuki, materiały do instalacji artystycznej, 300 przedmiotów garderoby, w tym akcesoria, obuwie, biżuteria, czasopisma, 30 szkiców, prezent od Pabla Picassa (kolczyk w kształcie ręki), nieznany obraz autorstwa Diego Rivery,…. Poszczególne przedmioty zostały poddane czyszczeniu i konserwacji, a część prac nadal trwa.

Ta wystawa to właśnie efekt tych nowych odkryć, to nowe spojrzenie na Fridę i jej życie, na jej niezwykłą osobowość, na kobietę, która stworzyła swój wizerunek opierając się na bogatej etnicznie historii Meksyku i niezwykłej wyobraźni. Kurator wystawy stwierdził, „że jej styl był tak silny jak i jej sztuka, że jej wizerunek oparty był na jej pochodzeniu etnicznym,  poglądach politycznych, jej niepełnosprawności ( efekt choroby polio i katastrofy transportowej), i jej sztuce.” Dla mnie to idealna symbioza między życiem i pracą, sztuką i życiem i zgadzam się ze stwierdzeniem, że jej styl był przedłużeniem jej sztuki. Tu nie było granicy między sztuką a życiem, między artystką a dziełem. Kobieta o niezmierzonej kreatywności, zdolności transformacji czegokolwiek się dotknęła w sztukę.

Frida ubierała się w folklorystyczne sukienki z regionu Tehuana. To był jej styl codzienny, świadczą o tym plamy po farbach, wypalone papierosami dziury, powyciągane nitki. Frida posiadała jadeitowy naszyjnik, paciorki pochodziły z wykopalisk i były w jej kolekcji, na jednym z nich były ślady zielonej farb. Była to prawdopodobnie próba dobrania koloru, bo ten naszyjnik jest na obrazie z 1933 roku „Self Portrait with a necklace” Nawet gipsowe gorsety w których spędzała dużo czasu po kolejnych operacjach jej mocno pokiereszowanego kręgosłupa, stały się platformami w jej warsztacie twórczym.

Gipsowy gorset pomalowany przez Fride

Magdalena Carmen Frida Kahlo y Calderon była interesującą mieszanką, jej tata to imigrant z Niemiec, fotograf Guillermo Kahlo, a mama Matilda Calderon y Gonzalez to mieszanka hiszpańsko indiańska. Frida zachorowała na polio w wieku 6 lat i efektem tego była krótsza i cieńsza prawa noga. Ojciec dbał o jej rozwój intelektualny, zachęcał do czytania, poznawania przyrody, filozofii, a także uprawiania sportów. Wkrótce dziewczynka stała się jego pomocnicą w pracowni fotograficznej. Jej marzeniem było zostać lekarzem i została przyjęta do elitarnej szkoły która dopiero niedawno zaczęła przyjmować dziewczęta, było ich 35 na 2000 uczniów. Uczyła się dobrze i pewnie by została wyśmienitą lekarką, gdyby 17 września 1925  nie wsiadła do autobusu w drodze do domu ze szkoły. Ten autobus zderzył się z tramwajem i wiele osób zginęło, a sama Frida bardzo ucierpiała. Miała 20 złamań, w tym parę żeber, obie nogi, obojczyk, a żelazna poręcz przebiła ją uszkadzając miednicę i macicę. Frida spędziła 3 miesiące w szpitalu i był to tylko jej pierwszy pobyt. W sumie przeszła 30 operacji, które miały jej poprawić mocno pokiereszowany kręgosłup. To wydarzenie diametralnie zmieniło kierunek w jakim udała się ta młoda kobieta. W czasie rekonwalescencji Frida wróciła do malarstwa i odnalazła się w sztuce.

Ten wypadek zmienił życie całej rodziny, rachunki medyczne spowodowały, że mocno nadwyrężone finanse rodziny jeszcze bardziej ucierpiały, oni tonęli w długach. Później Diego Rivera je uregulował i kiedy się pobrali w 1929 roku Casa Azul (Błękitny Dom) stał się własnością Pani Fridy Kahlo de Rivera.

Frida in April 1926 autor Guillermo Kahlo, fotka dla Diego

Na wystawie mamy wiele zdjęć autorstwa jej ojca, tych monumentalnych robionych na zamówienie rządu, mających pokazać nowoczesny Meksyk, ale i tych rodzinnych. Mamy tu małą uroczą Fridę w białych podkolanówkach, w sukieneczce, z dużą kokardą we włosach. Jest tu zdjęcie pamiątkowe z pierwszej komunii - mała dama, cała w bieli klęcząca nabożnie, na odwrocie jest dopisek od starszej Fridy: „idiotka”. Portrety Fridy i rodzinne, wykonane w studiu oraz zdjęcia plenerowe, Frida w białej sukni w fartuszku z papierosem w ręku i wielkich naszyjnikach przed studiem Diego Rivery.

Mamy też portret ślubny i informację o tym, że jej rodzice stwierdzili, że jest to związek „dove and an elephant” gołębicy i słonia i wiele osób przy tym zdjęciu szeptało, włącznie z moim ukochanym, że nie ma wątpliwości kogo tu opisali jako słonia. Biedny Diego.

Diego Rivera był słynnym i wziętym muralistą i po ślubie małżonkowie mieszkali w różnych miejscach w Meksyku i Stanach Zjednoczonych, gdzie Diego pracował. W 1937 roku w ich Błękitnym Domu znalazł schronienie Lew Trocki. Ostatecznie para wróciła na stare śmieci do Casa Azul w 1939 roku i tu uwili sobie swoje artystyczno-romantyczne gniazdko. Sam budynek został wielokrotnie przebudowany, zmieniono styl z francuskiego na inspirowany estetyką prekolumbijską. Dom ten się stał także domem kultury, bo tu spotykali się artyści, poeci, fotografowie, pisarze i śmietanka intelektualna, nie tylko Meksyku, ale i goście z Ameryki i Europy.

Jest tu plan domu stylizowany na plan architektoniczny, a wykony prze Fridę dla gości. Mamy w nim szkic informujący, gdzie jest jakie pomieszczenie, np. kuchnia, studio Fridy, studio Diega, jadalnia, łazienka, pokój służby itp., gdzie są drzewa i jakie to drzewa np. pomarańcza, morela, grant, gdzie są kaktusy, kwiatki, podpisane też są jej zwierzaki i pranie rozwieszone na sznurku. Urocze. Są zdjęcia Fridy zawsze pięknie i starannie ubranej z domu, w jej studiu przy pracy (a w tle jej obrazy), z ogrodu z jej zwierzakami. Przy zdjęciach z ogrodu dwie zwiedzające panie wymieniają się spostrzeżeniami i jedna mówi drugiej, że po wizycie w jej muzeum ona też powiesiła sobie oprawione lustra na swoim dziedzińcu, bo tak to się jej spodobało. Nie wiem czego jej bardzie pozazdrościłam w tym momencie, że była w Casa Azul, czy tego, że ma dom z dziedzińcem.

Wystawa jest dobrze zorganizowana i aż nie chce się z niej wychodzić. Mamy szansę poznać tę kobietę i jej świat. Mamy tu filmy pokazujące Meksyk w pierwszej połowie XX wieku, monumentalną stolicę, etnograficzne filmy przedstawiające stroje kobiece i sposoby ich noszenia. Film pokazujący Diego przy pracy i Fridę szkicująca, film z Trockim. Mamy jej przedmioty osobiste, ubiory, tuniki, spódnice, buty, protezę, kosmetyki, listy, biżuterią wykonaną prze nią z antycznych paciorków, biżuterię wykonaną dla niej, jej obrazy i dużo zdjęć. Możemy np. zobaczyć naszyjnik, który był na obrazie, a obok wisi fotka z artystką z tym obrazem w tle.

Największe wrażenie robi sala z jej ubraniami. Są one na specjalnie wykonanych manekinach, mają wyglądać jakby ona sama je nosiła dla nas.

Do niedawna uważano, że to Diego podsunął żonie etniczne stroje i że ona je nosiła dla niego. Diego ją namalował na muralu w Secretaria de Educacion Publica ( ministerstwie edukacji) w stolicy Meksyku, właśnie w takim ubraniu. Ona sama wielokrotnie malowała siebie w tych etnicznych strojach.

Self portrait 1948

Nowe odkrycie w ich domu podważyło tę teorię. Odnaleziono m.in. zdjęcia jej mamy w tradycyjnej sukni Tehuan. W ukrytej kolekcji było 16 bluzek i 25 spódnic, niektóre uszyte i spersonalizowane przez Fridę. W latach 20-tych i 30-tych ubiegłego wieku wśród meksykańskiej elity intelektualnej panowała moda na stroje regionalne. Nosiły je m.in. Rosa Covarrbias i Alfa Henestrosa ( pierwsza była żoną i asystentką słynnego etnografa, druga pisarza, etnografa i polityka)  To właśnie podobno Alfa dała Fridzie pierwszą sukienkę z Tehuan. Byli oni przyjaciółmi Fridy i Diego. Dolores Olmeda podkreśla że Frida była bardzo konsekwentna w doborze swoich strojów. Każdy element był przemyślany, łącznie z kolorami wstążek we włosach, szminki i lakieru do paznokci. 

Jej styl ubierania to także zabieg ukrywający niepełnosprawność. Długie spódnice i luźne tuniki miały ukryć jej nogę, gorsety i stelaże podtrzymać kręgosłup. Frida sama dekorowała swoje buty kokardami, jedwabiem z motywami smoka i małymi dzwoneczkami – są one na wystawie. Prawy but miał wbudowaną platformę maskującą fakt, że prawa noga była krótsza.

Guatemalan coat, huipil and plain long skirt

Jej kolekcja to głównie stroje z Meksyku, z regionu Oaxaca na południu którego leży słynny Tehuan. Były tu też ubrania z Gwatemali, Chin, Ameryki i Europy. W czasie pobytu w Stanach Frida zachwycała się sklepikami w chińskiej dzielnicy, materiałami i dodatkami, przywiozła ich bardzo dużo ze sobą do Meksyku. W czasie pierwszej wizyty opisywała San Francisco jako piękne miasto, uwielbiała ocean, port i statki przybywające z całego świata.

Większość jej ubiorów była wykonana z lekkich materiałów, bawełny, jedwabiu. Dawały one jej odrobinę komfortu w czasie licznych rekonwalescencji w gipsowych pancerzach. Bogato zdobione stroje Tehuan pozwalały Fridzie na manipulowanie proporcjami swojego ciała. W pewnym sennie jej ubiór był jak zbroja. Składał się z trzech głównych elementów. Enagua – długa spódnica zebrana w pasie. Huipil – kwadratowa geometryczna bluzka. Fryzura stworzona ze splotów wstążek i kwiatów. Cała idea była po to, aby ściągnąć spojrzenie na górną część jej ciała na twarz i tułów. Geometryczne motywy na bluzkach sprawiały, że wyglądała ona na wyższą osobę, gdy siedziała, to nie marszczyły się w pasie i miała pełny komfort. Jej styl opierał się na tym trójkowym modelu, do którego włączała różne elementy i motywy europejskie i chińskie. Dodatkowym elementem jej strojów były szale rebozo, element, który pojawił się w czasach kolonialnych i stał się symbolem kobiecości. Jej styl to skomplikowany związek między modą a funkcjonalnością, ubiorem a tożsamością i wyrażaniem samego siebie. W niektórych częściach Meksyku rebozo jest prezentem od narzeczonego dla wybranki zamiast pierścionka. Państwo Rivera nie nosili obrączek, a Frida pierwszy raz nosi rebozo na zdjęciu ślubnym. Frida od tamtej pory prawie zawsze ma jakiś szal.

Cotton huipil with machine-embroidedred chaint stitch, printed cotton skirt with embroidery and holan(ruffle)

Lucienne Bloch słynna amerykańska muralistka często chodziła z Fridą na zakupy i wspomina, że miała ona dobre oko i zawsze wypatrzyła coś oryginalnego i pięknego. Stwierdziła, że „ leciała ona przez Nowojorskie domy towarowe jak tornado, a gdy znalazła tanią biżuterię potrafiła ją zmienić na fantastyczną „. Frida sama też robiła sobie biżuterię np. ten już wspomniany naszyjnik zrobiony z jadeitowych paciorków pochodzących z epoki Majów, inny z paciorków koralowych i srebrnych wotywnych talizmanów w kształcie nogi, czy zrobiony z obsydianowych ostrzy. Fotograf Gisele Freund wspominał, że ma tak dużo złotej indiańskiej biżuterii, że aż podzwania. Casables to małe złote dzwoneczki charakterystyczne dla prekolumbijskich kultur w różnych stronach Meksyku. Frida miała je wszywać w swoje ubrania, ktoś opisał, że tym dzwonieniem zagłuszyła orkiestrę w Meksykańskim Pałacu Kultury.  Miała też dużo srebrnej biżuterii wykonanej przez współczesnych artystów jubilerów jak Antonio Pineda, Hectora Aguilar czy Matyldę Poulat, koleżankę Diego z Akademii Sztuki. Poniżej jej dzieło, wykonany ze srebra, emalii, turkusu i koralu. Mamy tu symbol yin-yang i symbole etniczne.

Necklace by Matilde Poulat

Frida była dumna ze swoich zrośniętych brwi, nie poddała się presji Holywoodu i nie zredukowała ich do cienkich linii. Wręcz przeciwnie, wśród jej kosmetyków znaleziono ołówek Revlonu „ebony”, którym podkreślała ten swój znak rozpoznawczy. Podobnie robiły wspomniana już jej znajome Rosa Covarrubias i fotografka Tina Modotti. Frida nawet używała nawet francuskiego preparatu Talika, który miał wspomagać wzrost brwi i rzęs. Frida nie depilowała też swoich wąsików. Stwierdziła ona, że lubi swoje oczy i brwi, poza tym niczego w swojej twarzy nie lubi, do tego ma wąsy, i generalnie mam męską twarz. Dla mnie jednak była piękną kobietą.

Frida 1941 self portrait

W czasie pierwszej wizyty w San Francisco Frida została zauważona przez fotografów Edwarda Westona i Imogen Cunningham, ten pierwszy (Edward) wspomina, że „ludzie zatrzymywali się na jej widok, patrząc zadziwieni”. W 1937 roku wpadła w oko Nikolasowi Murrayowi pionierowi dwutonowej fotografii kolorowej. Jedne z najsłynniejszych jej fotografii są jego dziełem.

Frida on the bench by Nick Murray

Inna fotograf Lola Alvarez Bravo stwierdziła, że Frida” zawsze miała precyzyjny styl ubierania się, makijaż i fryzurę i zawsze to wyglądała naturalnie -”Robiąc sobie makijaż pracowała ona jak artystka i ważne dla niej było lustro”. Zostało to zauważone przez pionierów kosmetyki, takich jak Helena Rubinstain, która przesłała Fridzie puderniczkę z lusterkiem. Jej ulubioną firmą wydaje się być Revlon, w skarbach z Casa Azul był lakier Raven Red i szminka Everything Rosy .

Revlon make up

Circe Henestrosa (bratanica męża Alfy) napisała, że pracując nad jej garderobą, zwłaszcza tą nowo odkrytą, miała ona szanse na bardzo osobiste spojrzenie na tę kobietę, odkrycie i zrozumienie tego silnego charakteru w tak kruchym ciele. Miała ona wrażenie, że stoi z nią twarzą w twarz i właśnie takie wrażenie ma się na tej wystawie.

Gdy przechodzimy obok gablot, ukazujących jej pogarszające się zdrowie, kolejne operacje, gipsowe gorsety przez nią malowane, metalowe stelaże mające jej ułatwić życie, zdajemy sobie sprawę jakie ona pokonywała bariery, aby tworzyć i żyć. Ile wycierpiała w swoim życiu i słowa z jej listu „że już nie ma siły, ale musi trwać, bo Diego twierdzi, że on sobie bez niej nie poradzi” są w stanie wytoczyć łzy na policzki. W tym pomieszczeniu w jednej z gablot jest jej proteza, bo pod koniec życia straciła ona część prawej nogi. Nie jest to zwykła proteza, ale z pięknym czerwonym sznurowanym bucikiem, zdobionym wizerunkiem smoka.

Red boot

Nawet gipsowe gorsety stały się częścią jej wizerunku, była w nich fotografowana, malowała je i umieszczała na swoich obrazach.

Na wystawie było dużo młodych ludzi, więcej kobiet, duża mieszanka narodowościowa, słychać było włoski, francuski, hiszpański, ale i polski. Już w kolejce do wejścia przed nami stała inna młoda polska para. Frida to postać ponadczasowa, ponadnarodowa, była i jest idealnym przekładem bohemy artystycznej, niepowtarzalna, rebeliancka, zagadkowa. Postać kultowa, którą za wzór wzięły sobie m.in. feministki i inni artyści awangardowi , projektanci mody i tzw., pop-kultura. Nadal budzi ona sensację swoim enigmatycznym i przenikliwym spojrzeniem. Jej znakiem rozpoznawczym są zrośnięte brwi i barwne stroje Tehuan. Niezwykła kobieta pełna energii i wyobraźni. Zachęcam was do wybrania się na tę wystawę, jeżeli będziecie w najbliższym czasie w Londynie.

Frida with Olmec figurine 1939

Wystawa jest w Muzeum Victorii i Alberta w South Kensington do niedzieli 4 Listopada 2018.

Ceny biletów, jeżeli uda wam się je kupić, dla dorosłych £17. Bilety trzeba kupić z wyprzedzeniem, większość dni została już wyprzedana. Mała ilość biletów jest dopuszczana do sprzedaży każdego dnia, kto pierwszy ten lepszy. Nic dziwnego, jest to jedna z najlepszych wystaw ostatnich lat jakie mieliśmy w Londynie. To muzeum naprawdę robi świetne wystawy, byliśmy na paru i zawsze wychodziliśmy zachwyceni. Polecam.

Wystawa została przedłużona do 18 listopada, 2-4 listopada otwarta 24 godziny na dobę, bo jest to tak popularna ekspozycja, jeżeli będziecie w Londynie to warto się pofatygować. 

Wpis został zilustrowany materiałami promocyjnymi muzeum Victorii i Alberta. 

poniedziałek, 17 września 2018, edyta1972

Polecane wpisy

Flag Counter