Blog > Komentarze do wpisu

Beyond Caravaggio - relacja z wystawy

 

Tym razem zapraszam Was na Plac Trafalgar, do skrzydła bocznego Galerii Narodowej na wystawę o wpływie artysty, znanego jako Caravaggio, na malarstwo Europejskie. Gdy Caravaggio opuścił rodzinną Lombardię i udał się do Rzymu, był młodym, nieznanym malarzem. Dziś uważa się, że był zarodkiem rewolucji w malarstwie europejskim przełomu XVI i XVII wieku. Jego obrazy pełne emocji i naturalizmu oczarowały arystokratów i duchownych, koneserów sztuki i innych artystów. Stworzył on nowy język malarski pełen ekspresji, emocji i realizmu – takie spojrzenie na świat zostało szybko zaadoptowane przez innych malarzy i owiało całą Europę.

Rzym był Mekką dla artystów w czasie gdy Michelangelo Merisi da Caravaggio przybył do Wiecznego Miasta. Dzielnice Santa Maria del Popolo i San Lorenzo w Lucinie to był taki tygiel artystyczny,  mieszkało tu wielu głodnych wrażeń twórców z całej Europy – Francji, Holandii, Niemiec i Flandrii, mieszając się z przybyszami z Włoch. Trzeba sztukę sprzedać aby żyć i choć wielu było mecenasów wśród bogatych książąt i elity kościelnej, chętnych do płacenia za sztukę, to walka o przetrwanie była ostra. Artystyczne temperamenty czasami kończyły się w sądzie, nie tylko za rozprzestrzenianie i oczernianie, ale i za rękoczyny. Caravaggio nie był spokojnym człowiekiem, był bardzo porywczy, co tu ukrywać był łobuzem, utalentowanym co prawda, ale jednak. Nie potrafił trzymać nerwów na wodzy i z tego powodu musiał z Rzymu uciekać w 1606 roku, oskarżony o śmiertelne zranienie Ranucciego Tomassoni.  Tułał się po Europie, stąd m.in. obrazy na Malcie i w Neapolu. Starał się, aby jego patroni wynegocjowali mu przebaczenie i dlatego malował dużo wielkoplenerowych, religijnych obrazów. Artysta zmarł w 1610 roku w drodze do Rzymu, niektórzy twierdzą, że został zamordowany (kiedy był w Neapolu ktoś już próbował go zabić).

 

Na tej wystawie możemy zobaczyć nie tylko jego dzieła, ale i jego kolegów po fachu, który zaadoptowali jego styl i zostawili po sobie obrazy poruszające nasze serca i dusze. Caravaggio wielkim artystą był i jego najsłynniejsze obrazy są olbrzymie, więc nie mogły tu zostać przywiezione,  trzeba sobie pojeździć po Europie, aby je obejrzeć - np. na Malcie, w konkatedrze w Valletcie jest przepiękny obraz „Ścięcie św. Jana Chrzciciela” ( rozmiary: 3.6 na 5.2 metry), ale nie ma możliwości aby był on przewożony, podobnie z obrazami z Rzymskich czy Neapolitańskich kościołów i katedr. Chociaż większość obrazów na wystawie to dzieła  jego naśladowców, czy idących jego torem artystycznego myślenia malarzy ( Caravaggioniści ), to jednak wystawa jest ciekawa i ukazuje nam ewolucje czy nawet rewolucje w sztuce. Miał ten jego styl wielu zwolenników, współcześni koneserzy chwalili jego podejście do malowania, jego naturalizm i użycie światła. Za to inni wytykali mu wulgaryzm i ostatecznie to oni zwyciężyli, a Caravaggio oraz jego sposób ukazania świata odszedł w zapomnienie na parę stulecie. Dopiero w XX wieku przeżył on swój renesans i znów nam mówią, że Caravaggio wielkim malarzem był. Przekonajcie się sami, wpadnijcie na wystawę a jeżeli nie możecie oto moja relacja.  

Jak zwykle mamy krótki film o malarzu i temacie wystawy w małym kinie przy wystawie, warto zacząć od tego filmu, bo potem lepiej nam się ogląda ekspozycje.

 

Boy peeling Fruit © The Royal Collection

Jednym z najstarszych dzieł artysty jest obraz „Boy peeling Fruit” (Chłopiec obierający owoc) namalowany około 1592-3 roku. Obraz ten jest przykładem tzw. „genre paintings” obrazów ukazujących życie codzienne. Oto, proszę, chłopiec w koszulinie zawinął rękawy i obiera sobie nożykiem jabłko czy inny owoc, skórka zwija się w serpentynkę. Chłopiec patrzy na to co robi, nie na widza, mamy więc wrażenie, jakbyśmy go podglądali. Obraz został wykonany na płótnie nie najlepszej jakości, co jest zrozumiałe, bo artysta ledwie przybył do Rzymu i musi jakoś związać koniec z końcem. Nad rękami chłopca jest jakby jakaś plama na koszuli, to zarys liścia, który nigdy nie został namalowany. Obraz ten był w kolekcji królewskiej opisany jako Michael Angelo (pierwsze imiona artysty), potem przypisano autorstwo hiszpańskiemu artyście B.E Murillo, zanim w końcu przywrócono go do twórczości Caravaggio, jest to jeden z obrazów  opisanych przez G. Mancini, XVII-wiecznego biografa malarza. Do kompletu, mamy z tego okresu chłopca z koszem owoców i  chłopca ugryzionego przez jaszczurkę. Wydaje się, że był to swego rodzaju cykl, który łączył model, temat i styl „genre” oraz wykonanie w paru wersjach.


Francesco Buoneri zwany Cecco del Caravaggio “ A Musician”(Muzykant) około 1615, © The Wellington Collection

Obraz ten z kompozycji przypomina „Lute Player” (Lutnistę) i „Boy bitten by a lizard” (Chłopca ugryzionego przez jaszczurkę) – połowa postaci ukazana za stołem, z zaaranżowaną martwą naturą, skrzypce w tej samej pozycji jak u Lutnisty. Postać jest uchwycona w specyficznej pozie i wydaje się, że on nas przyłapał na podglądaniu go. Oto mamy młodzieńca w modnie rozcinanej koszuli, nonszalancko siedzącego na krześle, w jednej ręce trzymającego tamburyno, w drugiej monetę, jakby miał ją podrzucić i chciał się nas spytać orzeł czy reszka. W ustach ma mały okrągły gwizdek, piórko na kapeluszu zawadiacko zwisa za oparciem. Na stole skrzypce, pudełka, teleskop, zwoje, książki w bardzo artystycznie zaaranżowanym nieładzie. Jest tu uchwycony moment w czasie i przestrzeni, chwila jak kadr z filmu, coś się działo przed i zaraz coś się stanie, może moneta zawiruje w powietrzu?

Autorem miał być Velazquey, potem przypisywano go do Caravaggio, ale ostatecznie ustalono, że jest to dzieło Cecca, który był bliskim przyjacielem, współlokatorem w Rzymie, a także modelem dla Caravaggio, może nawet jego uczniem, choć nie miał on zwyczaju dzielić się wiedzą i ideami.

Na tej wystawie można zobaczyć dwa wielkie dzieła malarza wykonane na zamówienie Ciraco Mattei.

Pierwszy z nich to „The Supper at Emmaus” z 1601 roku (Wieczerza w Emmaus). © The National Galery w Lodynie


Caravaggio sięgnął do ewangelii według Łukasza i opowiada nam wydarzenie, gdy dwaj uczniowie Jezusa, Łukasz i Kleofas spotkali go w drodze z Jeruzalem do Emmaus. Nie poznali go, ale zaprosili obcego podróżnika na kolację w gospodzie, a  gdy on pobłogosławił jedzenie doznali olśnienia i rozpoznali w nim swojego nauczyciela. Tutaj mamy właśnie ten moment i kusi mnie, aby powiedzieć przepięknie wyreżyserowany. Caravaggio był dla mnie jak reżyser i scenograf teatralny, jego sztuka to poezja i dramat na płótnie. Oto mamy stół w gospodzie zastawiony jedzeniem: mięsiwo, owoce, wino, chleb, jeden kosz z owocami stoi na krawędzi, mamy niemalże ochotę popchnąć go głębiej na stół. Spójrzcie na owoce w tym koszu, mają one jakieś plamy, jeden trochę jakby zaczynał się psuć, a winogrona błyszczą pełne soku. Czy jest to metafora o życiu, że nie zawsze jest pięknie, czy po prostu ukazanie rzeczywistości - bo jabłka mają plamki, owoce jak za długo leżą, to zaczynają się psuć – ot wielka filozofia, każdy ogrodnik i każda gospodyni domowa to wie. Czy Caravaggio tutaj pokazuje nam rzeczywistość bez retuszu i bez tego tak popularnego w naszych czasach Photoshopa?

Drugi aspekt jego stylu to ruch i emocje. Oto tu mamy ruch błogosławienia posiłku wykonany przez Jezusa i błysk olśnienia w zachowaniu obu uczniów. Jeden z nich rozłożył (Kleofas - ten z muszelką) ręce w takim geście, jakby właśnie miał zakrzyczeć „Jezus Maria!!!” w geście zdziwienia, ale i powitania. Drugi, ten z dziurą na łokciu (Łukasz),  podniósł brwi i zrywa się z krzesła, ale zdążył tylko lekko wesprzeć się na oparciu, nawet nie jestem pewna, czy uniósł już ciało. Przyjrzyjcie się jego ubraniu, nie chodzi mi o dziurę na rękawie ( to normalne u biednego wędrowca), ale to naciągnięcie materiału na ciele, gdy mięśnie pod nim pracują.  Gospodarz za to stoi i wydaje się być nieświadomy wiekopomnego wydarzenia, tak jakby czekał, czy jeszcze coś zamówią, czy już może iść.

Obraz ten był krytykowany za ukazanie Jezusa bez brody, za to, że owoce były nie tego sezonu co trzeba, no bo to wiosna przecież ma być, a tu np. jabłka. Może dlatego takie plamiste, bo te ładne już wcześniej zjedzone, a to drugie tak długo leżało i czekało na klienta, że już trochę przejrzało. Czepiali się po prostu złośliwie z zazdrości.

Drugi obraz to „ The Taking of Christ” 1602 ( Pojmanie Chrystusa) © National Gallery of Ireland


W styczniu 1603 roku Caravaggio otrzymał 125 skudów od Ciriaco Mattei, za obraz z ramą przedstawiający Chrystusa aresztowanego w ogrodzie, to był ostatni z trzech obrazów wykonanych na zlecenie tego mecenasa w tym okresie. Obraz ten był w rodzinie Mattei do XIX wieku, kiedy kupił go William Hamilton Nesbit i zabrał do Szkocji pod nazwiskiem innego malarza Gerrita van Honthorsta. Dopiero w ostatnich dziesięcioleciach odkryto, że jest to ten zaginiony obraz znany z kopi i opisów, co potwierdziły dokumenty archiwalne rodziny Mettei. Tak sobie wisiał na ścianie pod innym nazwiskiem i czekał, aż ktoś zada sobie pytanie i trochę trudu.

Temat ten był popularny w sztuce, powstało wiele obrazów przedstawiających to wydarzenie, opisane we wszystkich czterech ewangeliach. Jezus szedł z Góry Oliwnej i został pojmany w Ogrójcu przez żołnierzy Rzymskich. Obraz jest zatłoczony, postacie wydają się być wciśnięte we framugę, a św. Jan, tu w zielonej szacie, uciekając  nie mieści się po prostu w kadrze. Malarz  przytłacza nas postaciami, daje poczucie chaosu i klaustrofobiczności całej tej sytuacji. Jakby chciał nam pokazać, jak musi się czuć osaczony człowiek. Judasz właśnie złożył na policzku Jezusa zdradziecki pocałunek i okuci w XVI zbroje żołnierze rzucili się na Mesjasza. Jan umyka w popłochu, ale ręce trzymające jego czerwony płaszcz za chwilę go zapewne szarpną do tyłu. Cały obraz wydaje się pochylać w lewą stronę, za ruchem wykonywanym przez aresztujących żołnierzy. Znów mam wrażenie, że jest to stopklatka i za chwilę wszyscy runą na ziemię. Twarz Jezusa jest spokojna, zaakceptował już swój los, ale jego ręce wydają się oddawać emocje obserwatora -  niepokój i smutek. Jeżeli spojrzymy na prawy górny róg, na postać bez hełmu trzymającą latarnię, to mamy tu autoportret samego artysty. Caravaggio jest świadkiem tego wydarzenia i wpatruje się mocno, jakby chciał zapamiętać każdy szczegół, a nam wydaje się, że słyszymy tupot nóg i brzęk oręża. Niemalże chcemy interweniować – nie można stać przed tymi obrazami bez emocji, przynajmniej ja nie umiem.

Kolejny obraz który mnie poruszył i nie dał spokojnie obejrzeć innych prac w jednym z pomieszczeń to „Christ displaying his Wound” (około 1625-35) Giovanni Antonio Galli, znany jako Lo Spadarino  © Perth Musuem and Art. Gallery.

Temat Jezusa pokazującego rany niewiernemu Tomaszowi to kolejny popularny fragment ewangelii, wielokrotnie ukazywany także przez Caravaggio. Ten obraz w moim odczuciu zdominował całe pomieszczenie, nie wiem, czy taki był zamysł kuratorów, gdy układali wystawę. Giovani mnie po prostu tym obrazem oczarował, jest to tak inne podejście do tematu, że nie można obok niego przejść obojętnie. Inspiracją do tego obrazu była terakotowa płaskorzeźba umieszczona nad drzwiami wejściowymi do szpitala św. Marii Nuova we Florencji.  Caravaggio i inni jemu podobni artyści wywoływali w widzu emocje malując scenę w taki sposób, że albo czuliśmy się podglądającymi intruzami , albo bezsilnymi światkami wydarzenia. Lo Spadarino prowadzi z nami dialog, jego obraz do nas przemawia i to nie przez symbolizm itp., ale w dosłownym tego słowa znaczeniu. Ciemne tło, światło na postaci lub jeżeli ktoś woli bijące od postaci, biel szaty otulającej dolną połowę ciała i samo ciało, i jego różne barwy. Mamy tu zmartwychwstałego Chrystusa, rany już nie krwawią, ale są świeże, część ciała jest jakby szarawa, jeszcze obumarła. Postać wydaje się do nas pochylać, zmarszczone czoło sugeruje słuchanie i jednoczesne zdziwienie, a uchylone usta wydają się do nas szeptać. „Tak to ja” „ Jak to, nie poznajesz mnie?” „Tak umarłem, ale jestem tu teraz” i w końcu „Patrz to są moje rany”. Jest to przepiękny obraz, nie mogłam od niego oderwać oczu.

Kolejny obraz, na który zwrócę waszą uwagę, to „Saint Onuphrius” z 1630? (św. Onufry) autorstwa Jusepe de Ribera © The National Gallery of Ireland.


Św. Onufry żył w IV wieku i był pustelnikiem, który porzucił życie na dworze królewskim swojego ojca i oddał się medytacji, żywił się chlebem przeniesionym przez anioła i nosił tylko opaskę uplecioną z liści, dlatego był też patronem tkaczy. Jusepe namalował tego świętego kilka razy, specjalizował się on bowiem w malowaniu świętych w podeszłym wieku, starych zgrzybiałych, powykręcanyc, pomarszczonych z obwisłą skórą. Wpływ Caravaggia w jego sztuce to oczywiście naturalizm, ukazanie niezbyt miłego dla oka oblicza starości; czarne tło z postacią oświetloną lub emanującą światłem, kontrast między postacią a tłem, teatralność. Jego własny wkład to użycie farby olejnej, niemalże jako pasty olejnej (technika impasto) . Nakładał jej tak dużo, że praktycznie rzeźbił w jej warstwach, tak że powstawały dodatkowe mini cienie nadające obrazowi niesamowity efekt realności. Może lepiej przejść obok tego obrazu na paluszkach, żeby nie przeszkadzać w modlitwie.


„A Concert with Three Figurres” 1615-16 Valentin de Bulogne © The Devonshire Collection, Chatsworth

Kolejny artysta, który często był mylony z Caravaggiem, albo opisywany jako imitator Caravaggia, co jest trochę niesprawiedliwe. Artyści szukają w dziełach innych inspiracji, tak jak kompozytorzy piszą wariacje na różne tematy, także utworów innych kompozytorów. Tematy muzyczne były bardzo popularne, muzykowanie było jedną z form spędzania wolnego czasu, podobnie jak gry hazardowe – obrazy Caravaggio „Musicians” (Muzykanci) czy „Cardsharps” (Grający w karty). To, że te same motywy, to nie znaczy, że od razu imitator, podobnie jak fakt, że malował on prosto z życia, używając modeli. Przebywał w Rzymie na początku XVII wieku, widział dzieła Caravaggio i innych artystów, był ich pracami zainspirowany. Jest to też scena rodzajowa - oto mamy trzech młodzieńców, może w tawernie, bawiących się na całego. Dwóch gra na instrumentach, jeden zdecydowanie śpiewa na całe gardło, a my ich na tym przyłapaliśmy. Może jest to świętowanie jakiegoś wydarzenia, bo śpiewający młodzieniec wydaje się wznosić kielich, w sumie w bardzo dziwny sposób. Chyba już sobie nieźle popili , ten gąsiorek w rogu już jest pewnie pusty. Ciasna kompozycja, postacie prawie dotykają krawędzi obrazu - to też takie w stylu Caravaggio.

Caravaggio miał szczególne podejście do światła, było ono ważnym elementem jego kompozycji, nadawało dramatyzmu, ale nie pokazywał on nam źródła tego światła, było ono zazwyczaj za obrazem, za naszym polem widzenia lub to postać zdawała się emanować światłem.


Hendric ter Brugghen „The Concert” 1626, (Koncert) © The National Gallery London.

Ten obraz też jest porównywany do wyżej wspomnianych obrazów Caravaggio, ale tu mamy inne podejście do światła. Są tu dwa widoczne źródła: jedno w tle - to mała wisząca lampa na ścianie i drugie na przedzie obrazu - to świeca podkreślająca białe elementy odzieży i rzucający cienie na ściany. Podobnie jak w „Muzykantach” mamy tu egzotyczne elementy stroju - turbanopodobne nakrycie głowy kobiety. Dwie postacie odwracają się niby do nas, ale zbyt są zajęte muzykowaniem, aby zwrócić na nas uwagę. Chłopiec w tle wydaje się śpiewać i dyrygować nieprzejęty naszą obecnością. Mamy tu trzy elementy muzykalności głos, struny (kobieta chyba gra na lutni) i flet. Obaj malarze umieszczają winogrona - symbol Bacchusa, boga wina i biesiadowania. Mówi się, że muzyka i wino mogą człowieka podnieść na duchu. Ter Brugghen, w odróżnieniu od erotyzmu w obrazie „Muzykanci” Caravaggiao, raczej skupia się na przekazie o generalnej harmonii –muzyczna alegoria.


Willem van der Vliet „A Philosopher and his Pupils” 1620 (Filozof i jego uczniowie)  © National Trust for Scotland.

Ten flamandzki malarz był dobrze sytuowanym portrecistą, a ten obraz jest jego próbą pokazania, że też inspirował i intrygował go snujący się po Europie caravaggionizm. Mamy tu klasyczne przejawy tego nurtu, ciasna kompozycja, kontrasty, gra światła i cieni, z dodatkiem północnoeuropejskim - obecnym źródłem światła, choć jest ono przysłonione ręką jednego z uczniów. Ta futrzana czapa i broda nauczyciela są niesamowite, wydaje się, że jak zrobimy przeciąg, to zaraz sobie one pofalują. Obserwujemy tu scenę lekcji lub egzaminu, bo ten dzieciak po prawej stronie kurczowo ściska jakąś księgę, jakby chciał coś z niej wycisnąć, a mistrz wydaje się mu wyliczać lub pomagać, przypominając pierwszą zasadę lub punkt. Jest to fantastyczna scenka rodzajowa, ale nie budzi ona w nas takich emocji, nie szarpie za duszę. Choć zachwyca nas warsztat tego malarza, szczegóły, literki w otwartej księdze naprawdę podoba mi się ten obraz,  ale … no właśnie jest jakieś „ale”.


Podobnie jest z obrazem „The Cheat with the Ace of Clubs” 1630-4 (Oszust z Asem Treflowym) Georges de La Tour © Kimbell Art. Museum Texas

Jest to tak inny obraz i rzuca się to w oczy, choć mamy tu znów swego rodzaju tłok, postacie znów są wciśnięte we framugę – choć zaczynam myśleć, że jest to raczej uwarunkowane cenami płócien do malowania, a nie efekt kompozycyjny, bo na tak wielu obrazach to widzimy, albo może tak je przycinali przy oprawianiu w ramki. Temat znów znajomy: gry hazardowe, postacie odcinają się od ciemnego tła, jedna z postaci odwraca się do nas jako, że my ją przyłapaliśmy na próbie oszustwa, bo ma Asa za pasem. Panna w czerwonej czapce z piórkami porozumiewawczo patrzy na służącą nalewającą kielich wina i wskazuje na oszusta – dla niego więcej wina – czyżby był plan, co by go upić i ograć. A może ofiarą jest ta niewinnie wyglądająca osóbka po prawej. Ta służąca znów w taki dziwny sposób trzyma ten kielich. Tak by mogło to być, ale jest to obraz bardzo dwuwymiarowy, wiem obrazy są dwuwymiarowe, ale u Caravaggio i wielu jego naśladowców mamy osiągniętą swego rodzaju trójwymiarowość, a tu tej głębi mi brakuje. Te postacie są płaskie, i takie ładne, że aż sztuczne. Ten i drugi jego obraz na wystawie „Dice Players” (gracze w kości) kojarzy mi się z ilustracjami z jednej z moich książek - jakiegoś zbioru bajek.

Ten styl prawdziwego oddania natury to coś, do czego nawet nam współczesnym byłoby się trudno przekonać. Może dlatego Caravaggionizm odszedł w zapomnienie na parę stuleci.   Dlaczego? Spójrzmy na naszą rzeczywistość - ciągle poprawiamy naturę, od zwykłego porannego makijażu po operacje plastyczne. Magazyny dla kobiet są pełne retuszowanych zdjęć, narzucających nam jak mamy wyglądać. Aktorki i gwiazdy są piętnowane za małe uchybienia w akceptowalnym pięknie. Chodząc po supermarkecie wybieramy to, co jest uważane za piękne, okrągłe błyszczące jabłka, proste marchewki itd. To nie jest natura, to podróbka.

Dlatego uważamy Caravaggio za geniusza, bo pokazywał świat taki jakim jest, bo nie bał się niedoskonałości, bo chciał nam coś w obrazach przekazać, widział piękno w naszych różnorodności i ułomnościach. Jest geniuszem bo potrafił uchwycić chwilę i utrwalić ją na płótnie, bo inni artyści patrzyli na jego dzieła i czerpali z nich inspiracje to tego stopnia, że ich wysiłki były uważane za wyniki jego pracy. Caravaggio swoim podejściem do malowania wywalał lawinę w sztuce Europejskiej, dlatego wystawa nazywa się „Beyond Caravaggio”, bo ukazuje nam świat artystyczny pod jego wpływem. Zachęcam do wypadu na tę wystawę.

Wystawa będzie w Galerii Narodowej w Londynie do 15 stycznia 2017 roku.

Godziny otwarcia 10-18 ostatnie wejście 17:15 w piątki do godziny 21 ostatnie wejście o 19:15 – ale od razu mówię 45 minut to za mało na tę wystawę. Zarezerwujcie sobie co najmniej 2 godziny.

Ceny: bilety są na konkretną godzinę wejścia na wystawę.

Dorośli - £16 z darowizną a £14 bez darowizny

Seniorzy - £14 z darowizną a £12 bez darowizny

Studenci z legitymacją, dzieci od 12 do 18 lat -  £8 z darowizną £7 bez darowizny.

Galeria zaleca rezerwacje przez Internet lub telefonicznie, ponieważ wystawa jest bardzo popularna.

Wpis został zilustrowany materiałami promocyjnymi Galerii Narodowej w Londynie.

niedziela, 27 listopada 2016, edyta1972

Polecane wpisy

Komentarze
2016/12/05 13:24:20
Ale piękne :)
Flag Counter