Blog > Komentarze do wpisu

Holenderscy mistrzowie pędzla – życie codzienne -wystawa.

Johannes_Vermeer_Lady_at_the_Virginals_with_a_Gentleman_or_The_Music_Lesson

 

Zbiory królewskie to niekończąca się kawalkada obrazów wielkich mistrzów i znów można było zobaczyć wystawę pokazującą część tej kolekcji. Tym razem tematem przewodnim było życie codzienne przedstawione na płótnach malarzy holenderskich okresu, w którym żył i pracował Vermeer.

W trzech pomieszczeniach Galerii Królowej przy Pałacu Buckingham można zobaczyć obrazy, które wyszły spod pędzla takich mistrzów jak Rembrandt, David Teniers, Gerard ter Borch, Jan Steen, i moje odkrycie tej wystawy Gerrit Dou, no i oczywiście jest tu jedyny w królewskiej kolekcji Vermeer.

Pierwsze pomieszczenie to taki wstęp i ukazanie świata artystycznego tego okresu i związków między dworami holenderskim i angielskim. Wskazano na bliskie pokrewieństwo między monarchami, na to, że Karol I (Charles I) zatrudniał holenderskich artystów, podobnie Karol II ( Charles II). Jest tu taki obraz, ukazujący bal z okazji powrotu na tron Karola II, trochę w starym stylu, bowiem mamy króla dwa razy, raz ucztuje, a drugi raz tańczy ze swoją siostrą Mary. Mały chłopiec między dwiema damami w centrum obrazu to William, syn Mary, który to później zasiądzie na tronie angielskim jako William III. W czasie uczy Karol siedzi między siostrą a ciotką, królową Bohemii, której potomkowie zasiądą na tronie angielskim rozpoczynając dynastię hanowerską Jerzym I. Obraz ten wydaje się sztuczny i upozowany, ale jest to sposób pokazywania wydarzeń i świetnie dokumentuje powiązania miedzy oboma krajami. Inne obrazy w tym pomieszczeniu to m.in sceny marynistyczne pędzla Williama van de Velde starszego i młodszego, które są takie trochę nienaturalne i bez dramatyzmu, nawet te przedstawiające bitwy morskie.

Obraz, który wyraźnie odstaje od sztywności dworskiej to portret „Starej Kobiety” (matki artysty) autorstwa Rembrandta. Po pierwsze pokazana tu jest osoba w kwiecie wieku, czy nawet jesieni życia , obraz wydaje się dwukolorowy jasno – ciemny. Ciemne szaty niemal wtapiają się w ciemne tło i tylko jasność twarzy rozświetla ten obraz. Znawcy tłumaczą, że jest to blask wiedzy i doświadczenia płynący z wnętrza starszej kobiety. Ja lubię ten obraz, bo wydaje się, że jak dotkniemy to poczujemy włosy futra, które ma na sobie starsza pani. Na innej ścianie wisi kolejny obraz mistrza ciemności - portret Agathy Bas. Agatha była córką przedsiębiorczego dyrektora Dutch East India Company i rodzina ta należała do znamienitszych w Amsterdamie. Wyszła ona za mąż za kupca sukiennego z Flamandii Nicholasa van Bambeeck. Rembrandt namalował portrety ich obojga. Możemy tu podziwiać sztukmistrzostwo malarza, który wkomponował obraz w ramę namalowaną na obrazie, a Agatha wydaję się z tej ramy wychylać w naszą stronę. Wachlarz na spodzie obrazu wystaje poza namalowaną ramę, a także kciuk jej ręki opartej o ramę jest po naszej stronie. Intensywne spojrzenie kobiety patrzącej nam prosto w oczy też dodaje realizmu temu portretowi. Nie mówiąc już o koronkowej robocie w ukazaniu szczegółów wykończenia ubrania, jakie ma na sobie ta niewiasta, oraz ulotność jej kręconych włosów, które przy lada przeciągu pofruwają sobie. I znów gama kolorów ogranicza się do jasności i ciemności z dodatkiem żółci. 

W tej sali mamy też dwa obrazy jednego z moich ulubieńców - Davida Teniersa młodszego, malarza, którego odkryłam lata temu na wystawie w tym samym miejscu, a noszącej tytuł „Od Bruegla do Rubensa czyli flamandzcy mistrzowie pędzla”. Już wtedy spodobał mi się obraz „The interior of a Kitchen and Old Woman Peeling Turnips” (wnętrze kuchni i stara kobieta obierająca rzepy). Nie jestem pewna, czy to jest akurat kuchnia, bo żadnego pieca czy rożnu tu nie ma, ale jest pełno warzyw, trochę sera, sprzętów domowych w takim trochę bałaganie. Mamy nawet psa, bo na w większości tych domowych scenek mamy jakiegoś zwierzaka, psa lub kota. Główna bohaterka obrazu siedzi sobie na krzesełku z boczku, w rogu i obiera rzepy, po jej przeciwnej stronie cały ten warzywno-sprzętowy majdan, a w tle oparci o piec, chyba na jakiejś ławie siedzą klienci karczmy i dyskutują nad czymś. W drzwiach w tle wchodzi chyba karczmarz z kolejnym dzbankiem piwa. Taka scenka rodzajowa z życia sfer niższych. To pomieszczenie najbliżej nas jest rozświetlone oknem, przez które wpada światło, natomiast pomieszczenia w tle wydają się być przyszarzone. Po raz kolejny stałam i gapiłam się w ten obraz, starając się uchwycić każdy detal. Płótno to przedstawia pewien model czy schemat malowania, który podchwycony został przez wielu artystów w tym samym czasie, a następnie był on pretekstem do wariacji na temat scenek z życia  dla artystów w następnych stuleciach, jak malarz z przełomu XVIII i XIX wieku David Wilkie.

 

To tyle pierwszym pomieszczeniu, które daje nam przedsmak tego co zobaczymy w głównej sali. Tu dowiedziałam się że najsłynniejszym malarzem w tym czasie (XVII wieczna Holandia) był artysta, który gdzieś tam chyba mi mignął, ale nie został w głowie. I nie był to ani Rembrandt, ani Vermeer, ale uczeń Rembrandta - Gerrit Dou, zapoczątkował on trend znany jako  „Leiden Fine-Painters”  do którego należeli m.in Gabriel Metsu, Frans van Mieris i Godfried Schalcken. Malarze ci starali się w jak najwierniejszy sposób ukazać rzeczywistość na obrazach, detale, różne rodzaje materiałów z ich właściwościami o dokładności niemal fotograficznej.

Ciekawym dodatkiem do wystawy jest audio guide, bowiem oprócz wyjaśnień o obrazach mamy tu akompaniament z epoki, w wykonaniu uczniów królewskiej szkoły muzycznej. I tu gdzie mamy motywy muzyczne na obrazach możemy posłuchać  melodii w ich wykonaniu. Bardzo ciekawy pomysł.

Jest kilka motywów przewodnich: scenki z życia codziennego np. sceny targowe, kobiety przy czynnościach domowych , sceny muzykalne – gra na instrumentach itp. , panowie pojący kobiety, harce i hulanki, gry i zabawy. Artysta w każdym z obrazów chciał pokazać swoje umiejętności, grę światłem i cieniem, pokazywanie technik malarskich, stąd różne przedmioty i materiały na obrazach jak welwet, mosiężne dzbany, wiklinowe kosze, dywany, futra, drewniane meble, koronki, szkło, zwierzaki. Jeżeli się przypatrzymy obrazom tych samych malarzy to zaczynamy rozpoznawać rekwizyty, modelki a nawet suknie i odzienie w jakich zostały pokazane postacie.

Muzyka jest wszechobecna w życiu człowieka, teraz mamy radio, CD, i inne sprzęty do odtwarzania muzyki, wtedy każda rodzina musiała sobie sama tworzyć. Gra na instrumentach, śpiew to była forma spędzania czasu, dzieci uczyły się gry na instrumentach w domu od rodziny lub zatrudniano nauczycieli. Dlatego na tak wielu obrazach mamy przestawione scenki muzyczne, gdzie instrumenty są w użyciu lub stanowią tło do przedstawionej sceny.

Obrazem muzycznym, który tu rzucił się w oczy jest portret „A laughing Bravo with a Bass Viol and a Glas” – Hendrick ter Brugghen ( ja bym to nazwała Uchachany muzyk z violą i szklanką). Obraz ten został zakupiony już przez Karola I, więc pojawił się wcześnie w kolekcji królewskiej. Jest on szczególny ze względu na temat i wykonanie. Malarz ten studiował w Utrechcie, ale wybrał się w podróż do Włoch i chyba był jednym z pierwszych artystów na północ od Alp, który zetknął się z malarstwem realistycznym Caravaggia. Co pierwsze rzuca nam się w oczy to kolory, wydaje się, że mamy tu różne odcienie brązu oraz cielistość twarzy i ręki trzymającej szklanicę. Muzykant przerwał grę na instrumencie (Bass Viol) i trzymając szklankę napełnianą jakimś przezroczystym trunkiem, wydaje się rozmawiać z kimś, kto siedzi na lewo od nas – nie patrzy się na nas, ale gdzieś poza nas. To dale poczucie, że jesteśmy między nimi. Może ktoś prosi go o kolejny kawałek muzyki, może dziękuje za napitek, oczka mu się śmieją, a nos jest trochę czerwonawy, więc chyba wieczór jest udany. Sam instrument jest interesujący - viola da gamba to instrument strunowy smyczkowy, popularny w epoce renesansu i baroku. Miał on wiele odmian, ale czynnikiem łączącym był fakt, że nie posiadał on nóżki i był trzymany między kolanami (gamba – noga) Ta tenorowa były zbliżona wielkością do wiolonczeli, a dźwięk jaki wydawała był niski i ciepły.


Temat muzyczny porusza też Gabriel Metsu w obrazie „The Cello Player” . Mamy tu siedzącego wystrojonego muzyka z instrumentem poddawanym procesowi dostrajania i kobietę, schodzącą po schodach, trzymającą kartkę zapisaną muzyką. Schodzenie po schodach to też popularny motyw na obrazach, pokazanie ruchu i pofałdowanych szat to sposób na ukazanie swoich możliwości malarskich. Za siedzącym muzykiem mamy kolejny instrument muzyczny, wygląda jak ten wirginał od Vermeera. Mężczyzna czeka na kobietę, ma melancholijny wyraz twarzy, ona schodząc jest w niego wpatrzona. Stworzą duet  - ona na wirginale, albo nam zaśpiewa, a on na wiolonczeli ( tak wynika z tytułu ale ten instrument tu nie ma nogi). Piesek wchodzi na schody - też wyczekiwał swojej pani, wierny piesek. Nad mężczyzną był obraz w obrazie - postać nagiej kobiety za zasłoną w pozłacanej ramie, ale chyba artysta zmienił zdanie, bo zamalował tę cześć i tylko kontury czegoś wyłaniają się z szarego tła. Mamy tu też trzecią postać - wspartego na oknie na pięterku, smętnego drugiego mężczyznę. Może to odrzucony kochanek, może znudzony trzeci muzyk, który czuje się tu, w tym trójkącie, jak piąte koło u wozu. Co jest dodatkowo ciekawe, malarz się podpisał na tej kartce papieru w ręku kobiety.

Relacje damsko-męskie to temat pojawiający się bardzo często i Gerard ter Borch ukazuje nam popularny temat „A Gentleman pressing a Lady to drink” ( czyli Mężczyzna namawiający kobietę do picia). Ten artysta to bardzo ciekawa postać, dużo podróżował po krajach dzisiejszego Beneluksu, Niemczech, Francji, Włoszech, Anglii i może nawet Hiszpanii. Jego ojciec, który był poborcą podatkowym, w młodości pracował jako artysta we Włoszech i zachęcał swoje dzieci do rozwijania swoich talentów artystycznych. On wraz z rodzeństwem terminował w pracowni ojca, potem był czeladnikiem malarskim w Amsterdamie, należał do gildii malarskiej w Haarlemie, pracował ze swoim wujem Robertem van Voerstem - rytownikiem współpracującym z A van Dyckiem. Jednym słowem obracał się w ciekawym towarzystwie, a że miał oczy szeroko otwarte, dużo się nauczył. Ten obraz jest wyśmienity, jest na nim tyle detali, że nie wiadomo o czym najpierw wspomnieć. Po pierwsze wydaje się, że weszliśmy nieproszeni na tę intymną scenkę, on nalał jej może kolejny kieliszek wina. Pytanie jest gdzie jest jego szklanka, może piją z jednej. Patrzy na nią z takim oczekiwaniem, jakby sobie myślał, co sią stanie, jak już ona się napije. Ta ręka oparta na jej plecach, na krawędzi obszycia futerka i odsłoniętego ciała. Druga ręka wsparta na szyjce butelki wina – kurator wystawy podkreślał, że bardzo sugestywnie wsparta.  Jej ubiór, to białe futerkowe obszycie bardzo realistycznie przedstawione, niemal czuje się delikatne łaskotanie sierści. Drewniany stół i tkana kapa odsunięta na bok, widać na niej poszczególne włókna i frędzle, a na talerzu kawałki sera. Biały czepek kobiety, delikatne loczki włosów wymykających się spod niego i to niewinne przymglone trochę spojrzenie na tego jegomościa. Ja bym mu tam nie ufała, jego oczy są w cieniu  kapelusza, ma coś do ukrycia. Modelką tutaj była siostra malarza Gersina. Sceny o tej samej tematyce malowali też Vermeer, Jan Steen.  Czyżby to było nagminne zachowanie?

Tego artystę odkryłam na tej wystawie. Mówiąc odkryłam mam na myśli, że tak mnie zachwycił iż zapamiętałam jego imię. Jest nim Gerrit Dou. Na wystawie było kilka jego obrazów i każdy mnie oczarował, ale ze względu na rozmiar wpisu muszę się ograniczyć do jednego „The Grocer’s Shop” ( u sklepikarza z 1672 roku ).


Jak wiele jego obrazów o podobnej tematyce targowo– sklepikowej wkomponował on scenę w namalowaną kamienną „framugę” , u góry łukowatą, na dole z fryzem przedstawiającym dzieci bawiące się z koziołkiem w stylu modnego wtedy rzeźbiarza F. Duquesnoy oraz jakąś zasłoną (kurtyną) zebraną na jedną stronę. Sprawia to wrażenie jakby nam ktoś odsłonił scenkę z życia. Obraz ten ukazuje wnętrze sklepu, na pierwszym planie mamy sklepikarkę z klientka. Stoją one za tym fryzem, który mógłby być ladą w naszym rozumieniu, ale jesteśmy w głębi sklepu i obie kobiety są po drugiej stronie, za nimi mamy jeszcze osoby drugoplanowe. Sklep ten odzwierciedla zmiany ekonomiczno-społeczne, bo jego klientela to inni kupcy i sklepikarze, rzemieślnicy, artyści, przedsiębiorcy ( tu rozumiani jako osoby inwestujące i odkrywające nowe rynki, produkty, importy itp.). Jest to nowo tworząca się klasa średnia i to oni są klientami malarzy jak Gerrit Dou, i oni są przedstawiani na obrazach. Nie jest to zwykły sklep sprzedający jajka i chleb, mamy tu też towary egzotyczne jak cytryny na biało niebieskiej  azjatyckiej porcelanie. W koszu wiklinowym po lewej stronie są figi, które waży sklepikarka, a klientka, służąca z jakiegoś bogatego domu, wybiera wskazując palcem te, które chce kupić. Jest tu przełamany blok soli, stojący na kartce papieru, nad sklepikarką jest koszyk z jajami, ale nad jej głową wiszą suche gąbki, a obok powiązane makówki – z nich robiono syrop i często były przedstawiane w połączeniu z aptekarzami. Po prawej stronie stoi wsparte o krawędź ciasto imbirowe, pięknie dekorowane migdałami, wygląda jak wyszywana poduszeczka, a nie jak placek. Jest też tu szklany słoik przykryty czerwonym materiałem zawiązanym na szyjce, a w środku są słodycze. Scena ta jest dynamiczna, wiemy, że coś tu się dzieje, mamy tu opowiedzianą historyjkę, ale także w tle mamy akcję. Tam też się coś dzieje, kobieta wychodzi ze sklepu i w ręku trzyma dzban z kawą i to ona patrzy się nam prosto w oczy, czujemy się przyłapani na podglądaniu. Obok niej jest młody człowiek, któremu drugi sklepikarz kroi chleb.

Sklepikarka jest ubrana na biało-czerwono-niebiesko, czyli w barwy narodowe Holandii, nutka patriotyczna, bo obraz został namalowany w 1672 roku, a był to czas tzw. katastrofy Rampjaar  - republika była wtedy w stanie wojny z paroma wrogami m.in. Francją i Anglią i wybuchła swego rodzaju panika – banki, szkoły, teatry, sądy zostały zamknięte.

Gerrit Dou namalował obraz tak samo zatytułowany także w 1647 roku, ale tamten przedstawia prostszy sklep, sklepikarka też stoi z wagą, klientka przyszła też z cebrzykiem i część sprzętów jest ta sama i znów jest framuga kamienna na obrazie. a osoba na drugim planie patrzy się na nas. Wydaje się, że ten sklep z późniejszego okresu to ci sami sklepikarze, tylko jak już się dorobili, a ta kobieta sklepikarka to może być córka tamtej. Ja tak sobie lubię dorabiać historyjki do obrazu. Inny obraz targowo–sklepikowy tego samego malarza to „ The Butchers Shop” i tu znów klatka na ptaki, koszyk z kurą wydziobująco sobie ziarna z miski i ten sam fryz co w obrazie z 1672 roku. Sklepikarka zachwala zająca młodej służącej, może tej samej co z tamtego obrazu, tu teraz przyszła po mięsiwo dla swoich państwa. W metalowym wiaderku ma już jakiś zakup, chyba drobiowy, ale sprzedawczyni wydaje się zachwalać, że z tego królika byłby pyszny pasztet. Wiaderko jest metalowe, bardzo czyste, błyszczące i odbijają sią w nim rzeczy leżące na kamiennym cokole z fryzem.

Te elementy, te różne produkty, sól, słodycze, placek, makówki, kosz wiklinowy, tkaniny, pióra ptaków, futerko królika - tu malarz pokazywał swój kunszt. Są relacje biografów malarza, ludzi, którzy go znali, opisujące jego pracę, gdy siedział przez trzy dni z lupą i malował koniec miotły wielkości paznokcia. Malarz też starał się pracować unikając kurzu, czekał, aż on osiądzie lub pracował pod specjalnym parasolem, a wszystko po to aby oddać dany przedmiot jak najbardziej realistycznie. Jego kolega malarz i biograf był zadziwiony, że przy tak skrupulatnej technice pracy namalował on tyle obrazów. 

Chodząc po wystawie, przyglądając się jego obrazom starałam się znaleźć rekwizyty powtarzające się na obrazach i to była dodatkowa zabawa w spostrzegawczość.


Inny artysta Frans van Mieris the Elder (starszy) na obrazie „A Girl selling Grapes to an old Woman” (Dziewczyna sprzedająca winogrona starej kobiecie) pokazał nam handel obnośny, a nawet można powiedzieć obwoźny, bo dziewczyna ma taczki to przemieszczania towaru. Motyw sprzedaży jest bardzo popularny wśród kolegów z kręgów „Leiden finepainters”, zwłaszcza moment transakcji. Frans był uczniem Gerrita Dou i to bardzo dobrym uczniem, widać to w ślicznie dopracowanych detalach, jak wiklinowy koszyk, w którym dziewczyna trzyma winogrona, same winogrona są tak soczyste i świeże, że samemu by się je chętnie kupiło. Starsza kobieta, z twarzą pooraną upływem czasu i znojem życia, wychyla się przez górną część drzwi  swojej chaty z monetą w ręku, aby dopełnić transakcji. Młoda sprzedawczyni ma w jednej ręce koszyk z winogronami, w drugiej wagę. Ciekawa jestem co zostało kupione. Widać tu szkołę Dou -trawka na ziemi, owce, naczynia, szmata wisząca przy oknie, klucze wystające spod fartucha i ten ślimaczek na kamyczku z prawej strony. Po lewej stronie drzwi mamy słupek, który był większy, ale malarz zmienił zdanie i go skrócił. Starzenie się obrazu i utlenianie użytych farb sprawiły, że pierwotny zamysł wychodzi na wierzch. Pod koniec swojej kariery zaprzestał on malowania ludzi z pospólstwa, a zajął się bardziej wyrafinowanymi tematami.


W jego ślady podążył jego syn Willem  i mamy tematy typowe, ale portretowani są ludzie raczej z wyższych sfer jak np.na obrazie „The Neglected Lute”. Scena jest już raczej w pałacu, niż domu kupieckim, czy karczmie. Panna w stroju szlacheckim, sukni balowej niemalże, z tyłu służący wnosi kolejny przysmaki. Mężczyzna przy stole z dywanem czy kapą perską bardzo finezyjną, odsuniętą na bok, sięga bo karafkę z trunkiem. Kobieta pije z kieliszka, a drugi stoi na tacy, na wielkim talerzu mamy ostrygi. Pojawia się tu też zasłona podwinięta dla nas, jakby ukazując nam tę scenę, jak w teatrze. W tle za postaciami ledwo widoczne jest łoże z baldachimem. Kobieta trzyma kieliszek w bardzo dziwny arystokratyczny sposób, za samo dno, drugą rękę wsparła na lutni przy jej udzie.  Romantyczny wieczorek w arystokratycznym pałacyku? Szczerze mówiąc wole te ukazujące życie niższych sfer.


Na innym obrazie „An old Man and a Girl at a Vegetable and Fish stall” ( stary człowiek i dziewczyna w sklepie z warzywami i rybami) mamy kompozycję obrazu jak u G. Dou, z framugą zaokrągloną u góry i fryzem kamiennym przedstawiającym dzieci na dole oraz kurtyną z motywami owocowymi. Obraz powiela schemat, ale brak mu czaru jaki był w obrazach G. Dou, nie ma tu historyjki do opowiedzenia, tylko pozy. Detale cudne, mamy też żywego zwierzaka - szczurka (mysz)  ucztującego na pierwszym planie na jakimś jabłku. Siatka w której wiszą grzyby, odpryski na tynku, pęknięcia na fryzie, wyjedzone przez mole dziury na kilimku, frędzle, sznurek zawiązany w kokardę są bardzo realistyczne, a jednak czegoś tu brak. Zachwyciłam się detalami, ale potem wróciłam do obrazu G. Dou, bo tamten przyciągał, było w nim coś takiego, że nie można było od niego tak po prostu odejść.

the_interior_of_a_peasants_cottage_by_Adriaen_van_Ostade1

 

Kolejny obraz, nad którym się dłużej zatrzymałam to „The Interior of a Peasant’s Cottage” ( W chłopskiej chacie) pędzla Adriaena van Ostade. Znów wracamy na doły drabiny społecznej, ale trzeba przyznać, że chata jest dość przestronna, w oknach są szyby i choć wydaje się panować tu lekki bałagan, to chyba jest to pretekst do przedstawienia jak największej ilości przedmiotów wymagających pokazania swojej techniki malarskiej. Głównymi bohaterami tej sceny są kobieta i mężczyzna, jest to być może rodzina, ona trzyma dziecko na rękach i pokazuje mu szmacianą lalkę, drugie dziecko, chłopiec, siedzi na stołeczku za małym stolikiem i je coś z miski. Mężczyzna wpatruje się w swoją żonę i córkę, jedną ręką wsparł się na stole, na którym widać resztki posiłku (chleb, ser, obok na parapecie talerz z jakimiś kośćmi, szklanica z jakimś napitkiem może piwem ). Drugą rękę jakby chciał wyciągnąć w stronę kobiety i dziecka. Mamy też zwierzaka - pies prawie zagląda małemu chłopcu do jego miski. Na podłodze brud, porozrzucane przedmioty, kosz na zakupy, kosz z brudnymi ubraniami, jakaś gałązka może przywleczona przez psa. Z tyłu w tle mamy drzwi i osobę wchodzącą do pomieszczenia, tylko jako cień, ale potem się okazje, że za drewnianą przegrodą po prawej stronie obrazu jest jeszcze parę osób. Górna część obrazu to znany sposób na zwiększenie powierzchni gdzie można przechowywać potrzebne graty, taki pawlacz, a żeby nie było wątpliwości, że to schowek, jedne drzwi artysta zostawił otwarte. Wśród sprzętów mamy miotłę, chyba długo nieużywaną, skrzypce wiszące wysoko na ścianie i mały kibelek przenośny dla dzieci. Dużo się tu dzieje, a nawet jak się nie dzieje to sobie można dopowiedzieć i to, co było przed, i co będzie po. Na innym obrazie - „An eldery Couple in an Arbour”, wydaje mi się, że mamy tę samą parę trochę w późniejszym wieku, mężczyzna zachęca kobietę do picia, nalewając jej z metalowego dzbana wina do kieliszka, na przekąskę są gofry. Dzieci podrosły i można znów poczuć się młodo i poflirtować sobie jak za dawnych lat. Lubię sobie tworzyć historyjki przy obrazach i je łączyć ze sobą.

A_Courtzard_in_Delft_at_Evenign_a_Woman_spinning_by_Pieter_de_Hooch

 

Kolejny obraz to niepozorne płótno Petera de Hooch „A Courtyard in Delft at Evening: a Woman spinning” (Dziedziniec w mieście Deflt wieczorkiem: prządka). Jak podkreślał kurator ten obraz odbiega od tendencji pokazywania przedstawicieli klas niższych – służących, wieśniaków – w taki trochę negatywny sposób, jako leniwych, skorych do hazardu, hucznych zabaw, flirtujących. Na wielu obrazach mamy hulanki, swawole, błazenadę, a tutaj dwie pracujące kobiety. Jedna siedzi do nas tyłem i tak jest zajęta swoją pracą że nawet nie stara się zagadać młodej i zatrzymać jej na ploty. Młoda dziewczyna niesie wodę w dzbanie i wiaderku, ma skromnie pochyloną głowę, a może już tak jest zmęczona, że nawet nie chce jej się plotkować.

Drugim aspektem wyróżniającym ten obraz wśród zgromadzonych na wystawie, jest fakt, że scena rozgrywa się na zewnątrz i to jeszcze w pełnym słońcu, choć go nie widać, to jednak obraz jest taki słoneczny. Jest on bardzo konkretnie wmalowany w topografię miasta, prawdopodobnie współcześni malarzowi mogli dokładnie określić, gdzie to zostało namalowane - w tle za bogatym domem kupieckim widać Nowy kościół (Nieuwe Kerk), gdzie został pochowany założyciel Republiki Holenderskiej William the Silent (Cichy William), obok widać mniejszy Ratusz. Malarz przywiązywał dużą uwagę do detali, jak poszczególne cegły, listki na krzaczkach, dachówki, brukowany chodniczek, ale proszę zwrócić uwagę na cień na ziemi przy nosicielce wody. Jak spojrzymy na budynek to mamy tam jakieś drzewko, a na ziemi odbija sią komin. Ten komin tam był, jeszcze go trochę widać, ale artysta w pewnym momencie zmienił zdanie i zasadził drzewka, a komin pozostał tylko na ziemi.

404804

 

Ostatni obraz, o którym trochę więcej napiszę to „A Woman at her Toilet” (Kobieta przy toalecie - nie jest to obecne rozumienie toalety) pędzla Jana Steen. To znów jeden z moich ulubionych malarzy z tego okresu. Tym razem zabiera nas do rezydencji bogatej kobiety. Znów mamy framugę i tym razem sięgamy do klasyki, doryckie kolumny, fryz na górze, półokrągły luk wieńczący te drzwi do świata rozpusty. Po tej stronie mamy stałość symbolizowaną przez słoneczniki, cherubinek reprezentuje stałość w uczuciu. Drzwi są otwarte i proszę zwrócić uwagę klucz jest po naszej stronie. Co widzimy, oto kobieta siedzi na łóżku, ma biały czepek na głowie, rozpięty kubraczek obszyty futerkiem, jej pantofelki są na podłodze rozrzucone, a ona zdejmuje sobie pończoszkę patrząc się nam prosto w oczy. Nie wiem, czy nas kusi, czy raczej jest zirytowana, że ją podglądamy w tej intymniej scenie przygotowywania się do snu. Na stoliku stoi otwarta szkatułka z biżuterią, świeczka, a na łóżku zwinięta w kłębek śpi sobie psinka – musi być zawsze jakiś zwierzak.

Na progu leży lutnia z zerwaną struną – detale tu też zachwycają, jest otwarty zeszyt z nutami, może śpiewnik do tej lutni, a także czaszka opleciona winoroślą - śmiertelność czeka każdego z nas, a ziemskie przyjemności przemijają. Podłoga przykuwa uwagę, bo wzór szachownicy był bardzo popularny we wnętrzach, miał go na obrazach też Vermeer, G.Schalcken, P. de Hooch i właśnie Jan Steen, który go bardzo lubił. Widać, że wytyczył linie wcześniej, bo jak od linijki przebiegają one pod lutnią i dywanikiem przy łóżku. Jest tu gra obrazami, bowiem niektóre przedmioty mają podwójne znaczenie i używane kolokwialnie są obraźliwe dla kobiety. Słowa określające but, czy pończoszkę odnosiły się do kobiet, nocnik przy łóżku też wydaje się nam odkrywać trochę prawdy o temacie obrazu. Otóż kobiety lekkich obyczajów były nazywane piskousen (czyli obsikane pończoszki), a mamy tu i pończoszkę i nocnik. Jedna rzecz mnie zastanowiła, większość krytyków mówi, że ona tu nęcąco zdejmuje pończoszkę, a ja się patrzę na to i patrzę, i ja tak nigdy nie zdejmowałam rajstop – jak się zdejmuje to się ciągnie w drugą stronę, mi się wydaje, że ona tu zakłada tę pończoszkę, bo wydaje się ciągnąć w górę nogi nie w dół. W Amsterdamie jest jego obraz z tą samą kobietą w tym samym pomieszczeniu, ale z innego ujęcia. Ciekawe.

Gwoździem tej wystawy był oczywiście obraz Johannesa Vermeer „lekcja muzyki lub panna przy wirginale z kawalerem” ale o tym obrazie już pisałam kiedyś na blogu więc tam Was odeślę.

Wystawa ta kończy się 14 lutego w Galerii Królowej w Londynie, potem jedzie do Edynburga i tam będzie od 4 Marca do 26 Lipca, a potem we wrześniu wyjeżdża ona do Hagi. Zapraszam gdziekolwiek jest wam bliżej, bo jest się na co napatrzeć.

Wpis został zilustrowany materiałami udostępnionymi przez Press Association.

niedziela, 14 lutego 2016, edyta1972

Polecane wpisy

Flag Counter