Blog > Komentarze do wpisu

"Znaczy Kapitan" – znaczy, fajnie się czyta.

Kapitan Borchardt – taki żaglowiec był na liście polskich jednostek biorących udział w zlocie żaglowców Tall Ship w 2014 roku, którego kulminacją były parady i postoje na Tamizie w Londynie. Znaleźliśmy go przycumowanego wśród innych stateczków, gdy szukaliśmy Daru Młodzieży. Stwierdziłam wtedy, że to bardzo egzotyczne imię dla polskiej łajby. Mój ukochany – żeglarz pełną gębą, poinformował mnie, że nosi ona imię Karola Olgierda Borchardta - słynnego żeglarza i pisarza-marynisty autora takich książek jak „Znaczy Kapitan” czy „Szaman Morski”. Nerwowo szukałam w pamięci wśród przeczytanych książek i znanych mi autorów, ale coś mi tylko świtało i to z daleka, o tym szamanie, choć może to mi się pomerdało z wilkiem morskim. Nazwisko to zapadło mi więc w pamięć i gdy w czasie ostatniej wizyty w Polsce buszowaliśmy po księgarni i nagle zobaczyłam to nazwisko na książce stojącej na półce, to od razu ją złapałam. Z triumfem na twarzy i zdobyczą w ręce pobiegłam w poszukiwaniu mojej żeglarskiej połowy. Na moje radosne - zobacz, co znalazłam moja chłopina ze spokojem zapytała, czy tylko ten jeden tytuł był? Wtedy się okazało, że nie wiem. Tak szybko pobiegłam z moją zdobyczą, że nawet nie spojrzałam, co jest jeszcze na półce. Na dodatek, teraz nawet nie pamiętałam, gdzie była ta książka.  Kiedy udało się półkę odnaleźć, okazało się, że były tam jeszcze dwa inne tytuły, które także ostatecznie wylądowały w naszych walizkach i zostały przytachane do Londynu.

Książkę „Znaczy Kapitan” zaczęłam czytać jeszcze w Polsce i potem ją tachałam w plecaku do i z pracy i czytałam w każdej chwili, wybuchając w głos niekontrolowanym śmiechem, przyciągając wzrok współpasażerów w metrze. Jest to zbiór 37 opowiadań, których głównym wątkiem jest postać kapitana Mamerta Stankiewicza. Każdą wypowiedz i myśl swoją rozpoczynał on od słowa „znaczy”.

W pierwszym opowiadaniu poznajemy Tenangę, bohatera dziecięcych lektur autora książki. Karol Borchardt chciał zostać Indianinem, na podwórku razem z kolegami odgrywali sceny z książek. Kiedy sobie uświadomił, że z powodu koloru skóry nigdy Indianinem nie zostanie , postanowił pójść w ślady drugiego bohatera książki Orła Śnieżnych Wierchów. Zainspirowała go ilustracja z opowieści przedstawiająca marynarza wspinającego się po linie na rufę statku z podpisem „ Jako ostatni wspiął się marynarz olbrzymiego wzrostu”, więc aby stać się, jak ów Orzeł Śnieżnych Wierchów, olbrzymem o nadludzkiej sile nasz autor zaczął ćwiczyć i trenować. Niestety został on odrzucony na pierwszej komisji lekarskiej, ale ten młody olbrzym nie poddawał się tak łatwo i udało mu się dostać do Szkoły Morskiej w Tczewie i na statek szkoleniowy „Lwów”. Tu nasz młody żeglarz został przydzielony do obsługi kabestanu, urządzenia do podnoszenia i opuszczania kotwicy. Otóż połamał on handszpaki (takie drągi wkładane w głowicę kabestanu) i pierwszy oficer wpadł w ogromną złość, krzycząc, że mu jeszcze cały statek połamie. Kiedy nadszedł Kapitan i wysłuchał, o co chodzi, to zakończył całą sprawę słowami „Znaczy panie Konstanty, znaczy co? Znaczy za silny?”

Znaczy Kapitan jest osobą niesamowitą, wzorem do naśladowania. Uczniowie i załoga mają do niego ogromny szacunek. Jego wiedza i umiejętności ciągle im imponują, jest on osobą wymagającą i surową, ale dba o swoją załogę. Każdy robi swoją robotę porządnie, bo nie chce zawieść kapitana, bo jest dumny z tego, że pływa z nim na żaglowcu, czy innym statku pod polską banderą.

Czyta się te opowiadania jednym tchem, ciekawość przekręca kartki i nawet nie wiemy, kiedy zbliżamy się do końca. Ostatnie opowieści czytałam ze łzami w oczach, trudno mi się było pożegnać z legendą i z dobrą książką – na szczęście, na półce są jeszcze dwie tego autora i wiem, że czekają na mnie z niesamowitą przygodą i że znów poczuję podmuch wiatru i smak soli na ustach.

Polecam ten zbiór opowiadań z całego serca, poznacie narodziny polskiej żeglugi, popłyniecie śladami piratów na wody mórz południowych, znajdziecie się pod palącym słońcem i pełnymi żaglami, na polach lodowych, w przepastnych otchłaniach oceanu wzburzonego huraganami. Potem wpadniecie do herbaciarni w Londynie, zamówicie w restauracji walijskiego królika, obejrzycie korridę w Hiszpanii, będziecie oblegani przez pasażerki na mostku i handlowców w portach. Wszystkie te przygody okraszone oczywiście zdrową dawką wyśmienitego humoru. Łezka się w oku kręci nad minionym czasem, oj kręci … .

Jest  to wspaniała lektura na każdą porę roku, na wakacje, na zimowe wieczory i nie trzeba być znawcą żaglowców, takielunku itp., bo K. O. Borchardt tak potrafi pisać, że taki szczur lądowy jak ja, czuje się jak ryba w wodzie czytając te opowieści.

Jeżeli mieszkacie w okolicach Hartlepool w północno-wschodniej Anglii to wstąpcie któregoś dnia na nadmorski cmentarz i zapalcie znicz lub złóżcie kwiaty na grobie Kapitana, Znaczy się Mamerta Stankiewicza. My mamy postanowienie, że jeżeli drogi nas w tamte strony poprowadzą to też wstąpimy i się pokłonimy.

Tymczasem do księgarń, kochani, do księgarń! 

poniedziałek, 12 stycznia 2015, edyta1972

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: ewaiza, *.dynamic.chello.pl
2015/05/07 10:39:29
Witam, z ciekawością przeczytałam ten wpis ponieważ miałam to szczęście, że moja mama osobiście znała kpt. K.O. Borchardta. Był to bardzo interesujący Człowiek, o którym napisała książkę.
Znaczy Kapitana przeczytałam po raz pierwszy w wieku 14 lat i też zaśmiewałam się w głos.
W razie potrzeby podaję mój mail: ewa.iza@interia.pl
Pozdrawiam z Gdyni serdecznie
Iza
Flag Counter