Blog > Komentarze do wpisu

Jan Gossaert i Renesans na północ od Alp

Jak dostałam newsletter z National Gallery o nowej wystawie „Jan Gossaerts Renaissance” to od razu podjęłam decyzję, że muszę się na nią wybrać, choć nazwisko malarza niewiele mi mówiło, ale facet z obrazu użytego na ulotki promocyjne wydawał się dziwnie znajomy. Bilet kupiłam przy okazji pobytu w centrum na moich wyprawach po kościołach City jeszcze w styczniu i oto musiałam na nią iść, piszę musiałam, bo w międzyczasie dopadło mnie jakieś wredne przeziębienie, więc zaopatrzyłam się w pastylki szałwiowe i syropek i tak uzbrojona powędrowałam na przygodę z Renesansem Flamandzkim pierwszej połowy XVI wieku. Ulotka mówi, że Jan Gossaert ( około 1478 – 1532) był jednym z bardziej niezwykłych i wszechstronnych artystów tzw. Północnego Renesansu i nakierował sztukę flamandzką na nowe tory, wprowadzając min, nowy sposób malowania nagich ciał ludzkich i że był rywalem w sztuce portretowej wielkiego Hansa Holbeina (parę lat temu Tate Britain miała fantastyczną wystawę tego artysty). Stwierdziłam, że to może być interesujące - oto kolejny flamandzki malarz do porównania z uwielbianym przeze mnie Brueglem, a poza tym to będzie takie preludium do wystawy innego wielkiego malarza Renesansu, która pojawi się tu na jesieni „Leonardo da Vinci – Painter at the Court of Milan” z naszą słynną Damą z łasiczką ( gronostajem), już sobie zacieram ręce.

Jak każdą wystawa prezentowaną w tym specjalnym skrzydle „Sainsbury Wing” z salką filmową najlepiej jest ją zacząć od krótkiego filmu wprowadzającego, bowiem obejrzenie go pozwala na lepsze zrozumienie czasów i świata w jakim żył i malował artysta i pozwala inaczej spojrzeć na jego sztukę a czasem oświeca i wyjaśnia ewentualne wątpliwości. Parę razy w czasie tej wystawy stałam zaskoczona i zadziwiona z uśmiechem na ustach i patrzyłam na obrazy mi znane, tyle że wcześnie nie wiedziałam, że to Gossaert bo na ramce jak wół było napisane Mabuse i pod takim to właśnie imieniem jest ten artysta bardziej znany. Urodził się około 1478 roku w małej mieścinie Maubuse, i choć podpisywał się Hennegouwe (nazwa regionu) min na swoim egzaminie mistrzowskim w Antwerpii w 1503 roku to zaadoptował ostatecznie swoje miejsce urodzenia, jako sygnaturę na swoich obrazach – Mabuse i na wielu ramach to właśnie imię widnieje. Wstąpił do cechu św. Łukasza, patrona malarzy, w Antwerpii, która były swego rodzaju wylęgarnią artystów i miastem bardzo artystycznym, bowiem przypadało tu 2 malarzy na 1 piekarza – niesamowite zagęszczenie.

man with a glove, gossaert, mabuse 

Od 1508 roku pracuje on na dworze rządzącej Burgundią rodziny, jako artysta nadworny Filipa Burgundzkiego 1464-1524 (był to nieślubny syn króla Filipa Dobrego 1396 - 1467) który to był biskupem i admirałem floty (nieślubny syn oczywiście). Philip Burgundzki – ten miłośnik i kolekcjoner sztuki, który na dodatek był też z zamiłowanym złotnikiem - wkrótce wyjeżdża do Włoch i Gossaert znajduje się w jego orszaku. Tu nasiąka Renesansem i wykonuje wiele szkiców detali architektonicznych, posągów itp. min słynnego Spianario – postać chłopca siedzącego z nogą na nogę i wyciągającego sobie cierń ze stopy – kiedy on ją szkicował musiała być na wysokim piedestale lub siedział on na ziemi – podobna poza pojawi się parokrotnie w jego obrazach. Inne szkice to detale i ozdoby wykonane z myślą o swoim pracodawcy, który był złotnikiem i zapewne interesowała go obróbka metalu. Jest pierwszym artystą z tzw. Nizinnych Krain (Low Countries –  znane też jako kraje Beneluksu), który odwiedził Włochy i zapoczątkował swojego rodzaju trend artystycznych podróży na południe od Alp w celach kształcących i poznawczych (Rubens, van Dyck i nawet Bruegel tak uczynili), mówi się też, że to on zaszczepił włoski renesans na północ od Alp. Dodatkowo go polubiłam, gdy się okazało, że gdy w 1511 roku Bruksela znalazła się pod zwałami śniegu zorganizowano Śniegowy Festiwal, a Gossaert przygotował na tę okazję posąg Herkulesa.

szkice z wyprawy do włoch, Gossaert, Mabuse, drawings, spinario

Wystawa jest dobrze przygotowana i ciekawie rozplanowana i tak w pierwszej sali dostajemy swojego rodzaju krótką lekcję na temat środowiska artystycznego, w jakim się nasz artysta obracał a miał szczęście pracować obok wielkich tej epoki, bowiem dwór Burgundzki a zwłaszcza Margaret of Austria 1480 1530– Małgorzata Habsburg córka cesarza Maksymiliana i Marii Burgundzkiej namiestniczka Niderlandów – siostra Filipa Pięknego (dla ciekawostki tu dodam, że Małgorzata i Filip Burgundzki (pierwszy patron) byli spokrewnieni tak oto, że obu przodkiem był Filip Dobry tyle, że to był Małgośki pradziadek, a Filip był jego synem z nieprawego łoża, od czego ten przydomek Dobry chyba nie za chrześcijańskie prawe życie;) Otóż na dworze Burgundzkim przebywało wielu artystów i filozofów liczących się w ówczesnym świecie np. Erasmus, malarze Bernaret van Orley, Jacopo de Barbari, Gossaert spotykał się także z A. Durerem i takie bardzo prężne środowisko artystyczne miało na niego duży wpływ a jego podróż do Włoch dodała soli i pieprzu do tej mieszanki.

Kurator wystawy wyjaśnia, że Gossaert wyróżnia się tym, że w tradycyjnych tematach w sztuce końca średniowiecza zaprowadził nowy sposób przekazu, że dodał psychologiczną głębię i starał się ukazać emocjonalne podłoże swoich bohaterów. Głównymi sponsorami i patronami artystów byli nadal królowie, książęta i Kościół toteż większość sztuki ma podłoże religijne lub jest wizerunkiem portretowym. Jednym z najpopularniejszych tematów sztuki sakralnej, często pojawiającej się przy ołtarzach i w kaplicach był Pokłon Trzech Królów (Mędrców) i dla artystów były to szansa na zaprezentowanie swoich umiejętności i wyobraźni.

the adoration of the kings, gossaert, mabuse, first black king in nativity,

I tak mamy tu obraz określany, jako główny punkt programu tej wystawy „The Adoration of the Kings” (1510-15) jest to niesamowicie kolorowy wizerunek, niezwykła mieszanka gotyku z renesansem, tradycji z nowoczesnością (ówczesną). Jest to obraz przedstawiający mędrców / królów przybyłych do stajenki – tyle, że stajenka zgodnie z tradycją średniowieczną została zamieniona na zrujnowany budynek, pełen interesujących detali architektonicznych fryzy kolumny, kapitele dekorowane z putti (amorkami). Artysta użył tu też zasad geometrii i tak centrum obrazu i wzrok od razu w to miejsce wędruje to głowa Najświętszej Panienki. Jest ubrana w przepiękną błękitną suknię i płaszcz i trzyma ona na kolanach Dzieciątko a w drugiej ręce Kielich (goryczy ? zapowiedź cierpienia?) przed nimi klęczy fundator obrazu, bogato odziany w płaszcz atłasowy podbity futrem, Daniel van Boechout ( zamówił go do kaplicy Panny w kościele św. Adriana w Grammont koło Brukseli). Jest tu też perspektywa przyciągająca do centrum obrazu a stworzona ona została przez ciekawą aranżację architektury w tle w formie swego rodzaju tunelu, także uwaga postaci na obrazie jest skierowana na Dzieciątko – żeby nie było wątpliwości, co do doniosłości wydarzenia. Jest tu także okrąg wyznaczony przez anioły na górze obrazu i psy na dole. Anioły są szczególne, bowiem ich skrzydła są kolorowe – pierwszy raz widzę kolorowe skrzydła aniołów – a może wcześniej nie zwróciłam na to uwagi – podobnie kolorowe skrzydełka mają jego anioły w obrazie „st Luke painting the Virgin” 1520-22 (św. Łukasz malujący Dziewicę Maryję). Jak w każdej scence o tej tematyce muszą być zwierzęta i tak mamy tu uroczego osiołka pod murem wygląda on trochę jak ten z Kubusia Puchatka, po drugiej stronie za Panną zza muru wychyla się byczek. Ale na specjalną uwagę zasługują dwa psy na przedzie obrazu, ten w prawym rogu siedzący na ziemi między zrujnowaną posadzką, biały w kolorze z błyszczącą sierścią i noskiem wilgotnym – znaczy ze jest zdrowy – jest to zapożyczenie z druku Durera – kuratorzy wystawy umieścili ten druk obok i można się na własne oczy przekonać tylko ogon jest inaczej ułożony. Drugi pies też jest zapożyczony z ryciny Martina Schongauera (też jest obok) tyle że jest to jakby lustrzane odbicie, ten pies trzyma łapę i dogryza kość – wydaje mi się że to jest żebro – sugestia do stworzenia człowieka? Po lewej stronie Dziewicy stoi Baltazar i jest to pierwszy wizerunek czarnoskórego Mędrca w historii malarstwa Europejskiego. Jego ubiór jest również egzotyczny i ekskluzywny, adamaszek, haftowany i naszywany kamieniami i złotem, jedwab oraz futrzany pręgowany kołnierz płaszcza, ale buty robią szczególne wrażenie, skóra z jakiej je wykonano została tak wyprawiona że widać przez nie palce a nawet paznokcie – może to było drogie ale szczerze mówiąc to sobie musiał na tej nierównej połamanej posadzce nieźle palce u stóp poobijać w tych delikatnych bucikach. Detale na tym obrazie są fantastyczne, te kwitnące chwasty, te czarne perły naszywane na kapeluszu leżącym na podłodze, fałdy na szatach i wzory na tkaninach a nawet ściegi tkackie to jest po prostu niesamowite, ten obraz jest bardzo plastyczny, niemal trójwymiarowy. Jeśli nie uda Wam się go teraz na tej wystawie obejrzeć to możecie go zobaczyć później w galerii na piętrze, bo jest on tu w tej galerii na stałe. Im dłużej patrzę na ten obraz tym więcej rzeczy na nim odkrywam jak tego człowieka po lewej stronie w oknie, co tak się do kolumny przytulił jakby ją miał zaraz gdzieś odnieść, albo te pnące się rośliny po murach ….Ten obraz naprawdę jest niezwykły, niestety fotografia nie oddaje w pełni bogactwa detali a musiał on robić na wiernych wrażenie i nie tylko, bo pokazali tu obraz innego artysty Gerarda Davida o tej samej tematyce, który wyraźnie starał się powielić kompozycję i tak mamy Marię w niebieskiej sukni, postać klęczącą przed nimi w modlitewnej pozycji, kapelusz na ziemi, inny trzyma kapelusz w rękach. Na tym obrazie zauważyłam też mężczyznę na schodach po lewej stronie w wieżyczce i mi się przypomniało, że potem min David Teniers Młodszy i inni flamandzcy malarze umieszczali kogoś wchodzącego po schodach, przez drzwi itp. w swoich obrazach ciekawe - to chyba jakaś sygnaturka flamandzkiego malarstwa.

Adam i Ewa, adam and eve, gossaert

Drugi motyw w tej sali to Adam i Ewa i jest tu parę szkiców min Durera i parę obrazów Gossaerta i naśladowców. Temat ten jest popularny, ponieważ ukazywał początki ludzkie i grzech pierworodny, który to miał być odkupiony przez Zbawiciela i tak jabłko z wizerunków Adama i Ewy często pojawia się na obrazach przedstawiających Madonnę z Dzieciątkiem. W swoich szkicach i rycinach Albrecht Durer skupia się na osiągnięciu proporcji ludzkiego ciała a Gossaert podchodzi do tego jak narrator opowiadający historyjkę i skupia się na stronie emocjonalnej i psychologicznej a także wkracza w zmysłowy świat erotycznych aluzji. Widać tu wpływy Durera w ustawieniu postaci a także jego pobyt we Włoszech, jeden z obrazów, autorstwa nieznanego malarza, ale wzorowany na Gossaercie jest chyba jednym z bardziej erotycznych wizerunków Adama i Ewy. Siedzą oni pod drzewem a Ewa jedną ręką wyciągnęła ponad głowę sięgając po jabłko a drugą w kierunku Adamowego przyrodzenia, Adam zaś jedną ręką trzyma gałąź a drugą kieruje w kierunku ponętnych kształtów Ewy a z drzewa wolną zsuwa się kusicielski wąż i nie ma tu żadnej wątpliwości, o jaki grzech chodzi. Poza Adama bardzo przypomina postać ze szkiców tzw. Spinario – dlatego szuka się Gossaerta w tym obrazie. Inny obraz przedstawiający Adama i Ewę to duże płótno z 1520 roku, na którym stoją oni na tle ogrodu z fontanną życia zdobioną figurkami Adama i Ew. Adam już ugryzł jabłko, które Ewa trzyma za sobą, pokazuje nam na swoje usta sygnalizując, że został już skuszony, a opaska z liści okrywa jego biodra, Ewa stoi naga z rozwianym włosem jak Wenus i tylko przypadkowy listek okrywa jej łono. Adam drugą ręką bardzo nieśmiało oparł na ramieniu Ewy w delikatnym objęciu i lekko palcem naciska jej ciało, pierwsza czuła pieszczota. Takie podejście do tematu religijnego było bardzo nowatorskie, te obrazy są pełne emocji i ogląda się je jak gdyby przyłapując kochanków na gorącym uczynku, wydaje się, że jak odwrócimy głowę to kochankowie z pasją wrócą do tego co im naszą obecnością tak przerwaliśmy.

szkic, drawing, gossaert, mabuse, the womans bath

Następna sala to jeszcze więcej nagich ciał, otóż Filip Burgundzki (biskup i admirał) był wielkim humanistą i kolekcjonerem sztuki i tak w swoim zamku Soburg posiadał także kolekcję erotyków niestety niewiele z niej zostało i tylko parą obrazów i rycin Jacopo de Barbari, Durera i Gossaerta. Jest tu min rycina Durera „Four Witches” z nagimi kobietami, czaszką u ich stóp i diabłem z lewej strony. W innym szkicu Gossaerta „A Womans Bath” mamy kobiety w łaźni, na pierwszym planie stojąca kobieta przegląda się w lustrze i czesze swoje długie włosy, ale proszę spojrzeć na lewo siedząca tam kobieta to znowu wpływ rzeźby z Włoch Spinario. Jednak obrazem, który najbardziej przyciąga wzrok w tej sali jest „Venus” duży obraz olejny na desce z 1521 roku, widać na niej wpływy malarza włoskiego znanego jako Botticielli „Birth of Venus” (Narodziny Wenus). Gossaert ustawił Wenus w podobnej pozycji, ale zamienił muszlę w niski stoliczek, tak samo przechylona ona głowa, ma rozwiane rudawo blond włosy, ugiętą nogę. Obok niej na stoliczku stoi antyczna bogato zdobiona waza z kwiatem a po drugiej strony leży hełm (bardzo podobny do tego z jego włoskich szkiców) jej kochanka Marsa Venus, Gossaert, mabuse oraz pióropusz i łuk jej syna Kupida. O ile Wenus z obrazu Botticiellego skromnie stara się zakryć swoje wdzięki to Wenus Gossearta daleko jest do skromności. Stoi ona tam z lustrem w ręku i przygląda się sobie a druga ręka podobnie jak pierwowzoru zasłania swoje łono, ale to tylko pozory, bowiem rozchylone palce niczego nie ukrywają. Gossaert dodał ciemne niemal czarne tło, więc cielista postać bogini jest jak marmurowy posąg, takiego zabiegu użyje potem Zurbaran w swoich obrazach. Wydaje się nam, że wieki średnie czy wieki ciemne i takie zmysłowe wizerunki się wzajemnie wykluczają, ale wielu władców kolekcjonowało nie tylko obrazy i rzeźby a sam wspomniany Filip Dobry było kolekcjonerem literatury, która podobno zawstydziłaby samego Boccaccia.

 

Największe pomieszczenie na tej wystawie prezentuje portrety i mamy tu niezwykłą okazję stanąć oko w oko z prawdziwymi ludźmi tamtego okresu. Cechami charakterystycznymi portretów jego pędzla są bogate stroje, brosze i kamea na kapeluszach, ręce oparte o framugach, ramki namalowane w obrazie oraz próba ukazania psychologicznego wizerunku. Pierwszy obraz do którego podeszłam to doskonale mi znana „Trójka dzieci Christiana II” (The Three Children of Christian II of Denmark 1526) widziałam go już parę razy a moja koleżanka raz go skomentował – okropne dzieciaki. Przedstawia on dzieci w strojach żałobnych – umarła im matka Izabela ( była ona córką Filipa Pięknego, bratanicą Małgorzaty Habsburskiej), po prawej stronie mamy najstarszą Dorotę w środku Jana a po lewej najmłodszą Christinę. Malowanie dzieci nie jest łatwe, być może wykonał on szereg szkiców a dopiero wtedy malował, o ile dwójka starszych dzieci wydaje się poważna to Christina jest inna, wyciąga ona rękę w stronę owocu, który jest symbolem raju do którego odeszła jej matka. Styl tu jest bardzo ekonomiczny, szybki pędzel z dużą intensywnością i spontanicznością, ale jednak wszystko wydaje się idealnie dopasowane i ustawione.

Dorota księżniczka Duńska

Obok wisi obraz „Young Princes” 1530 przedstawiający Dorotę w bogatym stroju, z naszytymi perłami, całymi łańcuchami pereł, a w ręce trzyma ona astrolabium i wskazuje na nim palcem położenie Kopenhagi – aluzja do utraconego królestwa, ma ona na sobie piękną suknię a te same wzory są też na jej nakryciu głowy. Po skończeniu tej wystawy proponuję pójście do sal głównych galerii do pomieszczenia z Ambasadorami Holbeina, obok których na ścianie wisi duży portret stojącej kobiety ubranej w czerń (znowu kolor żałobny) to najmłodsza z tej trójki dzieci - Christina znana jako Księżna Milanu, która to na propozycję małżeństwa od Henryka VIII odpowiedziała że gdyby miała dwie głowy to jedna na pewno była by do dyspozycji króla – mądra kobieta.

Gossaert malując portrety posługiwał się pewnymi chwytami i jednym z jego ulubionych był efekt ramki w ramce, otóż malował on postać przed namalowaną ramką, lub np. opierał dłoń na ramie, co powodowało że miało się wrażenie ze postać wychodzi do nas z obrazu. Zastosował to we wspomnianym już obrazie Doroty a także „Henryk III z Nassau” „Portrecie Jana Carondelet”. Dorzuca też detale, które mają nam dostarczyć dodatkowych informacji o przedstawionej postaci jak to astrolabium w rękach Doroty, rękawice na innym portrecie ( element garderoby bogatego osobnika) ordery np. Golden Fleece (Order Złotego Runa – związany z domem habsburskim miał początek w Zakonie Złotego Runa) mówią one o bogactwie i wpływach. Często jego postacie mają odchylone głowy, ale oczy nakierowane prosto na nas lub czasem wydaje mi się, że chcą one nam na coś bezgłośnie wskazać. Inne sztuczki to np. „trójwymiarowe guziki” z portretu wspomnianego już Henryka III z Nassau, czy gesty wykonywane rękoma jak na portrecie Anny von Bergen, która wydaje się nam podawać list. Gossaert nie był tylko malarzem był ten narratorem z pędzlem.

the portrait of the man, Jan Jakobsz Shoek

W tej sali jest obraz którego użyto na ulotce „Portrait of the Merchant” około 1530 ( Portret Kupca) a na nim Jan Jacobsz Shoek sekretarz miasta Goornishem. Siedzi on przy stole i wygląda jakby malarz wpadł na chwilę i go namalował przy pracy (teraz byłoby to zdjęcie). Otoczony jest on przedmiotami symbolizującymi i informującymi o jego funkcji i znaczeniu w społeczności, w której żył i pracował. I tak many na obrazie kałamarz z atramentem, lupę (szkło powiększające), szalki i odważniki, nożyczki pojemnika na piasek do posypywania atramentu na papierze, aby on szybciej wysechł. Stoi tam też pojemnik z piórami do pisania oraz rolkami papieru, pojemnikiem na wosk do lakowania dokumentów i odciskania pieczęci. Na ścianie za nim wiszą przymocowane listy z jednej strony a notatki z drugiej a Jan siedzi i pisze coś na kartce, może kopiuje z tej księgi. Zawsze jak widzą pismo na obrazie to chciałabym wiedzieć, co tam jest napisane, czy to jest prawdziwy tekst, czy to tylko wystylizowane na pismo szlaczki, czy ktoś usiłował to rozczytać. Wydaje mi się, że sportretowany mężczyzna lekko się uśmiecha lub stara się nad tym uśmiechem zapanować ze względu na powagę swojego urzędu.

Gossaert był wspaniałym rzemieślnikiem iluzjonistą i potrafił na obrazie wyczarować wygląd tkaniny, motywy i wzory tak, że prawie czujemy lekkość jedwabiu, puszystość futer i miękkość aksamitu a tu mamy czarne na czarnym motywy tkackie na kołnierzu i tunice kupca. To jest naprawdę szczególna umiejętność a podkreśla ją anegdota z życia malarza, który był dość rozrzutny i często tonął w długach, jego życie prywatne było chaotyczne w przeciwieństwie do jego sztuki i obrazów – tu taki porządek i wszystko dokładnie ułożone. Otóż z okazji wizyta cesarza na dworze burgundzkim każdy został obdarowany białym damaszkiem z nakazem przygotowania szat na uroczysty bal, a ponieważ Gossaert znów był w długach sprzedał swój przydział no i miał kłopot, bo musiał się pokazać, więc przygotował sobie ubranie z papieru, który pomalował tak, że udawał on tkaninę. Cesarz miał wybrać najładniejszy kostium i oto wygrał właśnie ten papierowy Gossaerta – niesamowite, iluzjonista pierwsza klasa.

an elderly couple, gossaert, mabuse

Kolejny obraz, na który trzeba zwrócić uwagę w tym pomieszczeniu to „An Elderly Couple” 1515-20 (para staruszków). Ten portret podwójny przedstawia parę starszych osób, małżeństwo dość zamożne, na co wskazują bogate szaty, futrzany kołnierz i obszycia, aksamit. Starszy pan ma na głowie kapelusz a an nim zapinkę (kamea) o wyraźnie antycznym wyglądzie a przedstawia ona Merkurego i Fortunę wskazując, że być może mamy tu do czynienia z kupcem ( kamea to częsty dodatek do jego portretów i zwykle ma ona klasyczną wymowę). Gossaert namalował tę parę bez żadnych zabiegów upiększających i tak obie twarze so poorane zmarszczkami niektórych przyczyną były troski, ale za niektórymi na pewno kryła się radość i spełnienie. Do oddania szorstkości oblicza mężczyzny użył on techniki, w której zdrapuje się powierzchnię farby i tak naprawdę wydaje się, że jak dotkniemy obrazu to poczujemy odrastający zarost na jego brodzie ( proszę nie próbować dotykać obrazu!!!). Podarował też mężczyźnie wąskie zapadłe usta i tak twarz wydaje się mieć zacięty wyraz– niby nie chwalebny wizerunek, ale nie oszczędził też kobiety i oto nad jej górną wargą mamy delikatny meszek – no tak - starość nie radość (młodość nie wieczność). Mogę powiedzieć, że mamy tu przykład okrucieństwa detalu – te zmarszczki zwłaszcza na szyi i wąsik, ale prawdziwym dopełnieniem jest zgubiony włos – po prawej stronie mężczyzny, na wysokości jego brody oto wypadł włos, a nawet dwa i splątały się one między aksamitne tasiemki i kołnierz futra, nawet dobór futra podkreśla starość jest ono posrebrzane na brzegach. Gossaert wiedział jak dobierać elementy na swoim obrazie, wiedział jak pokazać to, co jest trudne do przekazania. Ta para jest świadoma swojego wieku i przemijania, ale chcą zachować resztki godności i powagi - jemu może jest żal tych wszystkich rzeczy, na które już mu nie starczy czasu i sił a ona z refleksją wspomina przeszłość i dom pełny dzieci i wnuków…. Gossaert nie maluje portretów on opowiada historyjki i zachęca nas to szukania i wyobrażania sobie, co się za tym wizerunkiem kryje.

Interesująca jest kopia zaginionego obrazu Gossaeta przedstawiająca „Virgin and Child” (Panna z Dzieciątkiem), ponieważ modami była wspomniana Anna Bergen (żona Adolfa Burgundzkiego) oraz jej syn Henry – takie ukazanie było popularnym podkreśleniem religijności nie aktem Na obrazie tym mamy sznur modlitewny, o których pisałam przy okazji kościoła Mary Aldermary, proszą też zwrócić uwagę na tkaniny i jej delikatność, zwłaszcza na dzieciątku.

Pomieszczenia 5 i 6 to zbiór dzieł o charakterze sakralnym w ostatnim głównie Panny z Dzieciątkiem. Do bardziej interesujących eksponatów tu należą skrzydła tryptyku namalowane w monochromie – malowanie w tonacji czarno – białej to bardzo ciekawy efekt, wyglądaj one jak płaskorzeźby, interesująca iluzja, a utrzymane to wszystko w gotyku, kolor wkracza, jako renesans. Jest tu też wspomniany obraz przedstawiający „św Łukasza malującego Dziewicę Maryję” z 1520-22 z aniołami o kolorowych skrzydłach. Tło na tym obrazie jest klasyczne, architektura i głowy cesarzy wskazują na fascynację malarza antykiem. Wizerunki Maryi i Jezusa często były w „duecie” z obrazami właścicieli, taki sposób oddawania czci, jest tu parę przykładów, choć czasem zachował się tylko jeden z obrazów. Częstym motywem jest jabłko, przypomnienie, że Jezus przyszedł na świat, aby odkupić nasze grzechy, a także rozłożone w zabawie ręce, na jednym z obrazów malec wydaje się starać odlecieć z jej uścisku, to aluzja do ukrzyżowania. Gossaert nie zapomina jednak, że jest to matka z dzieckiem i ukazuje emocjonalny związek i tak oto na jednym z obrazów z 1520 roku wydaje się on bawić jej szatą i próbuje się pod nią schować i za chwilę radośnie się roześmieje, gdy powiemy do niego a kuku, na innym przytula się on do matki domagając się jej uwagi, gdy ona skupiona coś czytała.

virgin and the child, gossaert, mabuse

Wystawę zamyka tryptyk „Madonna z Dzieciątkiem” z dwoma portretami, ale choć namalowane, jako całość teraz znajdują się w różnych kolekcjach i jest to jedyna szansa, aby je razem zobaczyć ( Madonna jest w Ameryce a dwa portrety w Belgii). Maryja siedzi na ławce w szatach czerwono niebieskich, ławka jest pięknie zdobiona a słupki są zakończone pozłacanymi kulami, taki sam element znajduje się nad głową kobiety na oddzielnym obrazie - siedzi on na tej samej ławce. Po lewej stronie jest modlący się mężczyzna zapewne mąż tej kobiety, fakt że żona siedzi na ławce z Maryją sugeruje że ona zmarła i jest to ku jej pamięci i za jej duszę – taki memoriał – tak stwierdza namalowane na tyle obrazów a wyglądające jak przybite do desek kawałki papieru ze słowem „miserere”. Środek tryptyku Maria z Dzieciątkiem wydaje się być mniejszy, ale to, dlatego że go zmodyfikowano w dość toporny sposób docinając, aby był bardziej kwadratowy – ciekawy, jaki koneser sztuki dokonał tego barbarzyństwa, – że też mu łapy od tego nie uschły.

Wystawa jest dobrze przygotowana, ciekawa i z paroma niespodziankami. Warto się wybrać; wystawa jest otwarta do 30 maja 2011.

Wpis jest ilustrowany materiałami promocyjnymi Galerii Narodowej.

Gdzie – Galeria Narodowa przy Placu Trafalgar w skrzydle Sainsbury. Stacje metra i kolejowe: Waterloo, Charing Cross, Embankment, Leicester Sq.

Godziny otwarcia: codziennie od 10 do 18 a w piątki do 21 ostatnie wejście 45 minut przed zamknięciem, (ale 45 to za mało na tę wystawę).

Ceny:

Dorośli – £10

Ulgowe (emeryci, itp.) – £9

Studenci, bezrobotni – £5

Rodzinny (2 dorosłych i do 4 dzieci) – £20

Wtorkowe popołudnia - £5

sobota, 26 marca 2011, edyta1972

Polecane wpisy

Komentarze
2012/08/29 16:55:48
Dotąd nie znałam twórczości Gossaerta, więc chyba czas nadrobić zaległości.
-
2012/09/03 21:19:53
Ola
Ja też nie bardzo wiedziałam kto to jest Gossaert a potem się okazało że jego obrazy wyglądają znajmo i mnie swoim kunsztem zachwycił.
pozdrawiam :)
Flag Counter