Blog > Komentarze do wpisu

„Muchy w zupie i inne dramaty” Małgorzata Żurakowska

okładka, książkaKupiłam ją w lecie ubiegłego roku i długo czekała w kolejce na podłodze do przeczytanie, ale w końcu otwarłam jej stronice i uśmiałam się po pas z tych historyjek codziennych. Jest to dzienny a czasem godzinny opis wydarzeń z życia pięcioosobowej rodziny plus pies i opowieści są krótkie, zwięzłe i bez zbędnych wyjaśnień i komplikacji bo życie i tak jest strasznie skomplikowane. Pochłonęłam ją w 24 godziny, a trzeba odliczyć czas na pracę, dojazdy do i z pracy, spanie, jedzenie i oglądanie telewizji a moje ulubione seriale właśnie się zaczęły. Super się czytało i ciekawam czy pani Małgorzata jeszcze coś innego, nowego napiszę, bo mi będzie ich – bohaterów tej książki -  brak.

Przypomniały mi się różne śmieszne przygody z mojego życia jak to i mój piesek był zdolny w wykradaniu smakołyków. Kiedyś wróciłam od mojej koleżanki, a jej mama dała mi na wychodne swoje ciasto, które bardzo mi smakowało, jak weszłam do domu to mama akurat robiła sobie herbatę wiec się załapałam. Postawiłam sobie ciasto na talerzyku w pokoju, tata akurat oglądał sport, chyba skoki, i poszłam umyć ręce, bo jak weszłam do domu to mnie moja psinka wymamiła z radości. Wracam do pokoju, a tu mój piesek siedzi na krześle, które sobie sprawnie odsunął i wylizuje talerzyk a mój tata nadal ogląda telewizję. Okazało się, że jak talerzyk dzwonił i dochodziło go mlaskanie to on myślał, że to ja się delektuje tym ciastem. Ot jaka podstępna kreatura, mój pies nie tata. Książka jest super i po paru poważnych lekturach fajnie się przeczytało coś tak lekkiego i przyjemnego. Polecam serdecznie.

A w moim egzemplarzu jest mała powtórka i jak czytałam to myślałam, że to tak specjalnie bohaterka ma Deja vu, ale potem się okazało, że po stronie 128 jest strona 116, taki mały chochlik drukarski pewnie sobie pobałaganił, ale skoro ja mam te 12 stron dwa razy to może ktoś ich w ogóle nie ma?

wtorek, 12 stycznia 2010, edyta1972