Blog > Komentarze do wpisu

Vermeer "Lekcja Muzyki"

W Galerii obrazów w Pałacu Buckingham pierwszy raz zobaczyłam obraz pędzla Johannesa Vermeer był to ” The Music Lesson or the Lady at the virginals with a Gentleman”. - Lekcja Muzyki albo Panna przy klawesynie z Kawalerem- stałam przed nim zachwycona.

 

© Royal Collection, images by Press Association

Kiedy po raz pierwszy pojawił się ten obraz w Kolekcji Królewskiej w 1762 roku został skatalogowany, jako dzieło innego malarza o imieniu Frans van Mieris the Elder (Starszy). Dopiero sto lat później zauważono, że to był Vermeer. Frans van Mieris żył w tym samym czasie, co Vermeer, mieszkał w Leiden i ma w swoim dorobku obraz zatytułowany „Lekcja muzyki”, ale jest on zupełnie inny. Na obrazie van Mierisa mamy parę skrzypków, mężczyzna gra, kobieta odłożyła swoje skrzypce na stół przed nią. Inny jego obraz "Duet" jest trochę podobny, bo jest para przy klawesynie ale van Mieris namalował to zupełnie inaczej. Ciekawie czy obaj malarze się znali, w końcu ojciec Vermeera był handlarzem sztuki.

Miłośnicy filmu od razu rozpoznają na tym obrazie pracownie J. Vermeera, tak starannie odtworzoną w ekranizacji książki Tracy Chevalier „Girl with a pearl earring” po naszemu „Dziewczyna z perłowym kolczykiem”. Książkę przeczytałam niemal jednym tchem, a i film mi się podobał i oto teraz miałam okazję na własne oczy zobaczyć inne dzieło tego mistrza. Tę pracownię można poznać, po podłodze i oknach, występujących także na innych obrazach np. „Love Letter” (List miłosny), „Lady writing the letter with Her maid” ( Panna pisząca list ze służącą), “The art of painting” (Sztuka malowania, Alegoria malarstwa), czy skradziony i nadal nie odnaleziony “The Concert” (Koncert).

Obrazy są malowane na pokaz, dla ludzi, mają cieszyć nasze oczy i dusze, one żyją jak są oglądane. Jeśli zamknie się je w magazynach, czy sejfach z dala od publiczności to one umierają, tracą swoją moc i czar. Mam nadzieją, że „Koncert” się odnajdzie i wróci tam gdzie jego miejsce.

W tym malarzu, i w niemal każdym jego obrazie jest coś, co przyciąga oko, i człowiek długo myśli i patrzy, a potem jeszcze raz podejdzie, żeby sprawdzić, czy jest aby tak, jak myślał, że jest. Obraz to pracownia Vermeera, podłoga w szachownicę, gomółkowe okna po lewej, biała ściana z lustrem naprzeciwko nas. Po prawej do wysokości około połowy obrazu fragment stołu z narzutką sięgającą podłogi i białym dzbankiem. Ten dzban pojawia się na paru obrazach „The Girl with the Wineglass” , „The Glass of Wine” i „Sleeping Girl” -  taka się mi tu historyjka ułożyła Dziewczyna miała dzbanek wina, potem wypiła Kielicha, a na tym ostatnim to już sobie smacznie śpi. Czy więc na tym obrazie w tym białym dzbanie też jest wino. Biały kolor ma reprezentować czystość, ciekawe że Vermeer umieszcza w Białym Dzbanie wino, które nieźle może nam w rozumku namieszać i na manowce sprowadzić.   Zza stołu widać niebieskie krzesło, a pod ścianą stoi instrument muzyczny wirginał (virginals)  odmiana klawesynu. Przy tym instrumencie stoi panna i gra, jej twarz widzimy w lustrze na ścianie - super, a jak się odbiciu przyjrzymy bliżej to wydaje się, że widać nogi sztalug malarza - perfekcja. Obok dziewczyny stoi kawaler i słucha, choć jest też opinia że on śpiewa, na podłodze między krzesłem a dziewczyną leży kontrabas albo raczej wiolonczela. Na ścianie na prawo od kawalera jakiś obraz widoczny tylko do połowy. Lubię idee obrazu w obrazie i zawsze chcę wiedzieć co to za obraz. Tu podobno jest to obraz przedstawiający Rzymską Dobroczynność pędzla Dircka van Baburena.

Bardziej mi pasuje tytuł „Panna przy klawesynie z Kawalerem”, niż „Lekcja Muzyki”. No chyba, że taki był ten nauczyciel elegancki. Raczej pasuje mi to na randkę, bo on jest taki zasłuchany i zapatrzony, a może ten instrument na podłodze to jego i grali już, albo będą grali w duecie. Niektórzy uważają że ten instrument na podłodze to znak że czekają na trzeciego wykonawcę.

Jest na tym obrazie motto po łacinie które można przetłumaczyć „ Muzyka jest towarzyszką szczęścia i lekarstwem na cierpienie”, czy to nam podpowiada coś o osobach na obrazie? Czy to muzyka ich połączyła, czy to przez dźwięki wydobywane z instrumentów muzycznych ich serca się porozumiewają? Czy muzyka ukoi cierpienie rozłąki i umili szczęśliwe chwile, kiedy są oni razem?

Jak się pierwszy raz na ten obraz patrzy, to coś tu nie gra, gdyby było to zdjęcie, to by aż się prosiło o -crop i obcięcie lewego rogu, bo wydaje się, że jest za dużo tej podłogi i narzutki na stole. Po chwili nie ma to już znaczenia, bo oczy i nasz mózg się przyzwyczaja i koncentruje się na kobiecie, i instrumencie i widzimy tę podpatrzoną przez artystę scenę. Potem jak się odejdzie i jeszcze raz podejdzie, to znów to samo i trzeba na nowo pozwolić się wciągnąć w tę sytuację, przeniknąć do tego pokoju i dać się ponieść niesłyszalnej muzyce. Jak on to robi?

Dla mnie jego geniusz polega na tym, że potrafił on przedstawić chwilę, ulotny moment, a nie po prostu jakąś scenę z życia. Tak trochę jak paparazzi tyle, że z pędzlem, a nie aparatem fotograficznym. I znów pytanie jak on to zrobił, że po godzinach pozowanie potrafił uchwycić ten jeden jedyny moment, który umyka w mgnieniu oka. Uważa się go za mistrza światła podobnie jak Rembrandta, ale ja nazwałabym go mistrzem kolorów i ulotnej chwili.

Za każdym razem jak idę zwiedzać Pałac Buckingham to stoję przed tym obrazem i zawsze mnie cieszy gdy mogę go jeszcze raz zobaczyć na jakiejś wystawie.

środa, 28 października 2009, edyta1972

Polecane wpisy

Flag Counter